Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Powstanie Warszawskie - 1944-2009 Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29576 Przeczytał: 273 tematy

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 19:15, 01 Sie 2009 Powrót do góry

Powstanie Warszawskie - 1944-2009

Róże dla "szczęśliwszego świata"

Piotr Szubarczyk, IPN Gdańsk

Powstanie Warszawskie nie było tylko jeszcze jednym zrywem zbrojnym wpisującym się w tradycje polskiej, romantycznej walki o niepodległość. Nie było też przejawem lekkomyślności dowódców, jak chcą niektórzy jego krytycy. To była część wielkiej operacji, planowanej na okupowanej polskiej ziemi od września 1939 r., kiedy tylko powstał zalążek Polskiego Państwa Podziemnego.

Kiedy przed paru laty obchodziliśmy 60. rocznicę Powstania Warszawskiego, prof. Norman Davies, życzliwy Polsce Walijczyk, autor licznych prac poświęconych naszej historii, także Powstaniu Warszawskiemu, zauważył przytomnie, że w sierpniu i we wrześniu 1944 r. stolica Polski przeżywała codziennie tragedię równą tej, którą przeżywali Amerykanie pamiętnego 11 września 2001 r., po ataku terrorystycznym na budynki World Trade Center i na Pentagon. Rzeczywiście, jeśli przyjmiemy, że w Powstaniu Warszawskim poległo w walce, zginęło w atakach lotniczych i na skutek ostrzału lub zostało zamordowanych przez pacyfikujących miasto Niemców 175 tysięcy mieszkańców Warszawy (polskie straty podaje się w przedziale od 150 do 200 tysięcy), to okazuje się, że codziennie ginęło na ulicach stolicy lub pod gruzami domów 2778 ludzi! Liczba ofiar czterech rozbitych 11 września 2001 r. samolotów oraz spalonych lub przywalonych gruzem nowojorczyków została ustalona na 2999 osób. Wartości zbliżone. 63 razy World Trade Center w ciągu 63 dni! Czy możecie to sobie wyobrazić - wy, którzy uznaliście atak z 11 września 2001 r. za największą tragedię rozpoczynającego się XXI wieku? - pytał profesor ludzi Zachodu.

Gdyby wykazał większą dociekliwość, doszedłby do jeszcze innego, przerażającego bilansu: Polacy przeżywali doświadczenie podobne do tragedii World Trade Center od pierwszego do ostatniego dnia wojny! Rachunek jest prosty: w okresie od 1 września 1939 r. do 8 maja 1945 r. ginęło codziennie średnio 2889 obywateli Rzeczypospolitej Polskiej - przy założeniu, że zginęło ogółem w czasie wojny około 6 mln naszych rodaków, choć śp. prof. Paweł Wieczorkiewicz twierdził, że ta szacunkowa, pospiesznie ustalona po wojnie liczba, jest niezgodna z prawdą. On sam obliczył wojenne straty naszego kraju na 8,5 mln obywateli. Gdyby tak było, to każdego dnia ginęło ponad 4 tysiące Polaków!

Warto czasami posłużyć się liczbami, by spojrzeć na wydarzenia niby dobrze nam znane z innej perspektywy. Straty niemieckie podczas Powstania to około 10 tysięcy zabitych, 6 tysięcy zaginionych, 9 tysięcy rannych. Mniej więcej tyle, ile we wszystkich operacjach alianckich pod Monte Cassino! Można więc mówić o Powstaniu także jako o jednej z wielkich batalii II wojny światowej.

Powstanie Warszawskie nie było tylko jeszcze jednym zrywem zbrojnym wpisującym się w tradycje polskiej, romantycznej walki o niepodległość. Nie było też przejawem lekkomyślności dowódców, jak chcą niektórzy jego krytycy. To była część wielkiej operacji, planowanej na okupowanej polskiej ziemi od września 1939 r., kiedy tylko powstał zalążek Polskiego Państwa Podziemnego. Od początku istnienia tego państwa celem strategicznym była ogólnonarodowa insurekcja podjęta w decydującym momencie wojny, obejmująca całość ziem okupowanych, której celem była niepodległa Rzeczpospolita. Nie przepędzenie Niemców, bo to tylko środek do celu, lecz odzyskanie niepodległości. To zasadnicza różnica! Polskiej niepodległości zagrażali nie tylko Niemcy. Dla powojennych politruków sowieckich Powstanie było "awanturą polityczną", bo nie służyło sowieckim celom politycznym. Było "reakcyjne", bo nie służyło rozpoczętemu już procesowi sowietyzacji Polski pod obłudnymi hasłami "demokracji". Nic dziwnego, że przez pierwsze 10 lat po wojnie mieli dla powstańców tylko słowa potępienia. Kolejne rocznice Powstania ignorowali. Doszło do tego, że 1 sierpnia 1945 r. robotnicy z Żoliborza porzucili manifestacyjnie pracę i poszli na groby powstańców. To był najbardziej wymowny strajk w Polsce pod rządami komunistów. Po raz pierwszy oficjalne obchody Powstania Warszawskiego odbyły się 1 sierpnia 1954 roku. Marian Hemar skomentował to następująco: "Gdy trupem padały kobiety i dzieci u miejskich barykad i szańców, za Wisłą spokojnie czekali Sowieci, aż Hitler dobije powstańców (...). A dzisiaj ta ciżba moskiewskich zaprzańców, a dzisiaj te same psubraty z butami się pchają na groby powstańców i wieńce im niosą i kwiaty"...

Przez całe lata rozpamiętywaliśmy, czy Powstanie "miało sens", nie zdając sobie sprawy z tego, że samo stawianie takich pytań nie ma sensu i że w takich pytaniach pobrzmiewają sowieckie trąby propagandowe, które przez lata podawały nam ten sam fałszywy ton: bohaterscy powstańcy i tchórzliwi, wyrachowani dowódcy. To zgrana sowiecka nuta, do której tańczą już tylko najbardziej naiwni. W rzeczywistości Powstanie Warszawskie było aktem woli całego Narodu, a nie tylko wypełnieniem rozkazu dowódców. Innej drogi nie było. Doskonale wyczuwał tę tragiczną sytuację poległy w Powstaniu Józef Szczepański "Ziutek", rozpoczynający swój słynny wiersz paradoksalnym obrazem sytuacji Polaków w okupowanej stolicy: "Czekamy ciebie, czerwona zarazo, byś wybawiła nas od czarnej śmierci"... Sytuacja tragiczna ma to do siebie, że nie ma dobrych rozwiązań. W takich sytuacjach wybiera się rozwiązania służące nie doraźnym celom, lecz przyszłości. A przyszłość, wbrew sowiecko-alianckim geszeftom, jawiła się w postaci Polski niepodległej, z pełną zarazem świadomością, że trzeba będzie przejść przez piekło, by cel ten osiągnąć dziś lub może dopiero w przyszłości. Bez oglądania się na zapłatę, byleby zachować wierność Bogu, Ojczyźnie i samemu sobie, bo "wierzymy, że nam Sprawiedliwy zapłaci za przelaną krew" - jak w pieśni "Warszawskie dzieci" napisał "Goliard", żołnierz Powstania. A w tych słowach pobrzmiewała znana myśl wszystkich przegranych powstań: czynimy to nie dla siebie, lecz dla potomnych, by nie żyli w niewoli. Jak u Seweryna Goszczyńskiego, powstańca listopadowego: "Sadźmy, przyjacielu, róże! Długo jeszcze, długo światu szumieć będą śnieżne burze, sadźmy je przyszłemu latu! My, wygnańcy stron rodzinnych, może już nie ujrzym kwiatu, a więc sadźmy je dla innych, szczęśliwszemu sadźmy światu!".

Powstańcy wymagają od nas pamięci i czci, a nie jałowych rozważań, w których padły już wszystkie możliwe argumenty. Powstanie BYŁO, więc nie pytaj, czy powinno być. Przyjmijmy przeszłość taką, jaka była, i zerwijmy zasadzone wtedy róże wolności, odrzucając to, co nędzne i fałszywe, i co tej wolności nie służy.

PS We wstępie do swej książki "Powstanie '44" prof. Norman Davies napisał z pełnym przekonaniem: "Gdybym w odpowiednim wieku znalazł się w 1944 r. w Warszawie, to z całą pewnością wstąpiłbym do Armii Krajowej"...

Nasz Dziennik 1-2 sierpnia 2009

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Śro 9:28, 01 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29576 Przeczytał: 273 tematy

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 12:22, 03 Sie 2009 Powrót do góry

Kapelani Powstania Warszawskiego

Brytyjski historyk Norman Davies pisze w swej monografii "Powstanie 44", że nie sposób zrozumieć bohaterskiej postawy powstańców bez czynnika duchowego. W ciągu 63 dni samotnych zmagań kapelani wojskowi byli stale przy walczących, odprawiali Msze, organizowali wspólne modlitwy, spowiadali i odprowadzali zmarłych w ostatniej drodze, wreszcie sami ginęli. Czterdziestu spośród około stu księży, którzy pełnili posługę kapelanów w czasie Powstania Warszawskiego, poległo w czasie walk lub zostało rozstrzelanych wraz z mieszkańcami stolicy. Dwóch z nich - o. Michała Czartoryskiego i Józefa Stanka Jan Paweł II beatyfikował w 1999 w gronie 108 męczenników II wojny światowej.

(...)

[link widoczny dla zalogowanych]

Źródło: [link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Pon 8:59, 04 Sie 2014, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29576 Przeczytał: 273 tematy

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 10:21, 01 Sie 2010 Powrót do góry

Powstanie Warszawskie 1944 (1 sierpnia - 3 października)
66. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego


Alianci poświęcili nas dla Rosji

Z prof. Witoldem Kieżunem, żołnierzem Armii Krajowej ps. "Krak", "Wypad", członkiem oddziału specjalnego "Harnaś" walczącego w Powstaniu Warszawskim, odznaczonym Krzyżem Virtuti Militari przez gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego, rozmawia Mariusz Bober

(...)

Tym bardziej że właśnie wtedy nadająca z Moskwy Radiostacja im. Tadeusza Kościuszki zaczęła apele: "Rodacy - nawoływano - chwytajcie za broń. Przyszła chwila zemsty. Armia Czerwona jest blisko, pomożemy wam. Skończy się ten straszny czas okupacji!".

(...)

Nasz Dziennik Sobota-Niedziela, 31 lipca - 1 sierpnia 2010
[link widoczny dla zalogowanych]

A Sowieci stali z bronią u nogi

Miasto konało, bolszewicy tylko patrzyli. – Cóż to był za cynizm – mówi „Sławka”. Jerzy Bartnik, pseudonim Magik, jest najmłodszym kawalerem Virtuti Militari.

Miał 14 lat, gdy na barykadzie u zbiegu ulic Królewskiej i Marszałkowskiej osobiście dekorował go gen. Tadeusz „Bór” Komorowski. Pomimo młodego wieku „Magik” wyspecjalizował się w niszczeniu czołgów. Podczas ciężkich walk w fabryce papierów wartościowych stracił prawe oko.

– Na kilka dni przed dekoracją Virtuti Militari wybrałem się na rekonesans do piwnic domów znajdujących się w rękach Niemców. Na jednym z podwórek natknąłem się na dwóch niemieckich oficerów. Blokowali mi przejście, więc skosiłem ich obu z błyskawicy. Jak to zrobiłem po utracie prawego oka? To proste. Strzelałem lewą ręką – wspomina Jerzy Bartnik.

Od początku nie miał złudzeń co do intencji stojących po drugiej stronie Wisły Sowietów.

– Mój ojciec był oficerem legionowym i w naszym domu czczono legendę wojny 1920 roku. W bolszewikach widziałem śmiertelnych wrogów. Wiara w to, że oni nam pomogą, już wtedy wydawała mi się naiwna – relacjonuje. – Podczas jednej z powstańczych potyczek natknęliśmy się na jakiś oddział komunistycznej partyzantki. Ci ludzie już wtedy dzielili między siebie stanowiska, w przyszłej, podległej Sowietom, Polsce. Było to odrażające – podkreśla.

Mimo to część powstańców z nadzieją patrzyła na prawy brzeg Wisły.

– Doskonale wiedzieliśmy, że Armia Czerwona stoi tam z czołgami i ciężką artylerią, i wielu kolegów liczyło, że jednak się ruszy. Że zaatakuje Niemców. Dziś wszystko jest już jasne: Stalin czekał, aż powstanie zostanie dorżnięte, aż wszyscy zginiemy i tym sposobem Niemcy zaoszczędzą pracy NKWD – przekonuje „Magik”.

Po wojnie Bartnik nie wrócił z niemieckiej niewoli do Polski. Przedostał się do Anglii, a później zamieszkał w USA. Do kraju przyjechał dopiero po odzyskaniu niepodległości, w 1993 roku.

– W 1948 roku nawet rozważałem powrót i wybrałem się do komunistycznego konsulatu w Londynie. Usłyszałem tam, że kalek i akowskich bandytów im nie potrzeba – mówi.

Odezwy radiostacji Kościuszko

Halina Jędrzejewska, pseudonim Sławka, była liniową sanitariuszką w zgrupowaniu „Radosław”. Liniową, więc wraz z oddziałem brała udział w walkach. Udzielała pierwszej pomocy na polu bitwy pod ostrzałem nieprzyjaciela.

– Najgorsze były rany brzucha. Postrzelonych na ogół nie można było bowiem szybko przetransportować do szpitala na operację i konali mi na rękach. Paskudne były również szarpane rany od szrapneli i odłamków. Mniej groźne zaś uszkodzenia kończyn – opowiada pani Jędrzejewska.

Do najbardziej dramatycznej sytuacji doszło, gdy jej oddział szturmował szkołę na Stawkach. Walka była niezwykle zacięta, placówka przechodziła z rąk do rąk. – W pewnym momencie usłyszałam krzyk: „Sanitariuszka!”. Pobiegłam na miejsce. Było tam dwóch rannych. Najpierw zajęłam się tym, który był nieprzytomny. Miał okropną ranę na plecach. Zawołałam czterech chłopców, aby go wzięli do szpitala. Gdy go podnieśli, nagle w całą grupę uderzył pocisk. Zamiast jednego rannego miałam pięciu – wspomina „Sławka”.

Mimo to sanitariuszka się nie poddała. Postanowiła za wszelką cenę dostarczyć rannego w plecy żołnierza do szpitala. Udało jej się znaleźć kilku przerażonych cywilów.

Gdy w pewnym momencie odmówili dalszego niesienia rannego, wyjęła pistolet i zapowiedziała, że jeżeli go porzucą, każdemu strzeli w łeb. Musiała wyglądać przekonująco, bo cywile bez szemrania spełnili polecenie. Niestety, po przybyciu do szpitala ranny zmarł.

– Miasto konało, płonęło. To, że po drugiej stronie stoją bolszewicy z bronią u nogi i nic nie robią, nie mieściło mi się w głowie. Cóż za cynizm, cóż za obojętność – mówi Halina Jędrzejewska. – Było to o tyle zaskakujące, że przed bitwą zasypywali Warszawę ulotkami wzywającymi do boju, a komunistyczna radiostacja Kościuszko nawoływała do powstania. Teraz już wiadomo, że to była gra. Od samego początku Sowieci zamierzali dać nam się wykrwawić.

Wyrok Stalina

Janusz Brochwicz-Lewiński, pseudonim Gryf, to legendarny dowódca obrony pałacyku „Michla” na Woli. Odparł pięć szturmów doborowych jednostek SS wspomaganych czołgami.

– Na początku atakowała nas kompania dirlewangerowców złożona ze zwolnionych z więzień morderców. Aleśmy ich nasiekli! Pamiętam do dziś, jak pokotem leżeli na ulicy zmasakrowani naszymi cekaemami. Część była ranna, jęczała i błagała nas o pomoc. Stanowczo zabroniłem jednak moim ludziom, aby do nich poszli. Wolałem patrzeć, jak zdychają. Dlaczego? Te same bydlaki wcześniej dokonały na Woli rzezi cywilów. Miotaczami ognia palili żywe dzieci – relacjonuje „Gryf”.

W 1939 roku podczas kampanii wrześniowej Brochwicz-Lewiński bił się z bolszewikami pod Baranowiczami. Schwytany i skazany na śmierć, uciekł z pociągu, którym jechał w głąb Związku Sowieckiego na egzekucję.

– Doskonale znałem tych bandytów i to, że nie pomogli powstaniu, wcale mnie nie zdziwiło. AK uważali przecież za „faszystów”. Stalin osobiście zatelegrafował do Rokossowskiego i powiedział mu, że jesteśmy gorsi od Niemców. Rozkazał mu, żeby czekał po drugiej stronie Wisły, aż nas wszystkich wybiją – podkreśla Brochwicz-Lewiński.

„Gryf” już po wojnie spotkał w Londynie gen. „Bora” Komorowskiego, który opisał mu następującą historię: Sowieci zrzucili na spadochronach do walczącej Warszawy dwóch oficerów łącznikowych wyposażonych w radio. „Bór” poprosił ich, aby przekazali wojskom stojącym po drugiej stronie Wisły współrzędne stanowisk niemieckiej artylerii ciężkiej, która szczególnie dawała się we znaki powstańcom.

Armia Czerwona mogła zniszczyć niemieckie armaty w ciągu kilku chwil, ale Sowieci zdecydowanie odmówili spełnienia prośby.

Poradzili „Borowi”, żeby przesłał te współrzędne do polskiego rządu w Londynie, rząd miał przekazać je Anglikom, Anglicy przesłać do Moskwy, a wreszcie Moskwa do armii stojącej nad Wisłą.

Do żadnego ostrzału niemieckich baterii przez bolszewików oczywiście nie doszło.

Brochwicz-Lewiński: – Siedziałem później w oflagu z oficerem dowodzącym słynną przeprawą oddziału berlingowców na Czerniaków. Swoją drogą to była żałosna akcja. Sowieci wysłali do nas pułk fatalnie wyszkolonych polskich rekrutów, który natychmiast został wybity. Potraktowali ich jak mięso armatnie. Gdy zapytałem tego oficera, dlaczego Sowieci udzielili powstaniu tak niewielkiej pomocy, powiedział mi wprost: bo Stalin wydał na was wyrok.

Rzeczpospolita 01-08-2010
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Śro 9:30, 01 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29576 Przeczytał: 273 tematy

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 11:39, 01 Sie 2010 Powrót do góry

Paliło się, waliło. A oni śpiewali

Najważniejsze były słowa. Melodię brano z przedwojennych szlagierów.

Znamy najlepiej „Marsz Mokotowa”, „Pałacyk Michla” i „Warszawskie dzieci”. Potrafimy być może zanucić jedną zwrotkę „Sanitariuszki Małgorzatki”. Ale inne melodie już wypadają znacznie słabiej. Tylko powstańcy do dziś świetnie pamiętają słowa piosenek, które towarzyszyły im w 1944 roku.

Jak można w ogóle śpiewać, gdy nad głowami świszczą kule, bomby rozrywają budynki, a czołgi rozwalają barykady?

– Kiedy walczyliśmy, oczywiście nikomu nie w głowie były śpiewy. Ale przecież pojawiały się też chwile spokoju, takiego niby normalnego życia, czas oczekiwania. Wtedy towarzyszyły nam piosenki. Zwłaszcza lubiłem te z energią, wesołe, rytmiczne, zachęcające i podtrzymujące na duchu – mówi Tymoteusz Duchowski „Motek” w powstaniu harcerz Szarych Szeregów.

Śpiewanie i słuchanie tych „zakazanych” piosenek było wtedy z jednej strony przejawem ruchu oporu wobec Niemców, a z drugiej – prostą potrzebą przekazania emocji i obcowania choćby z namiastką kultury. Czasami jednak bywało niebezpieczne.

(...)

[link widoczny dla zalogowanych]

"Marsz Mokotowa"

Marsz Mokotowa to nieformalny hymn dzielnicy Mokotów.

Od 1969 roku rozbrzmiewa codziennie o godzinie 17.00 (na pamiątkę godziny "W" - czyli wybuchu powstania warszawskiego) z wieży zegarowej "Domku Gotyckiego", stojącego przy ulicy Puławskiej 59. Pieśń powstała podczas powstania warszawskiego, 20 sierpnia 1944 roku i od tego czasu stała się symbolem chwały i czci Mokotowa. * słowa: Mirosław Jezierski ("Karnisz") * muzyka: Jan Markowski ("Krzysztof")

Słowa

1. Nie grają nam surmy bojowe i werble do szturmu nie warczą, Nam przecież te noce sierpniowe i prężne ramiona wystarczą. Niech płynie piosenka z barykad, wśród bloków, zaułków, ogrodów, Z chłopcami niech idzie na wypad, pod rękę przez cały Mokotów. Ten pierwszy marsz ma dziwną moc, Tak w piersiach gra, aż braknie tchu. Czy słońca żar, czy chłodna noc, Prowadzi nas pod ogniem z luf. Ten pierwszy marsz, to właśnie zew, Niech brzmi i trwa przy huku dział. Batalion gdzieś rozpoczął szturm, Spłynęła łza i pierwszy strzał.

2. Niech wiatr ją poniesie do miasta, jak żagiew płonącą i krwawą, Niech w górze zawiśnie na gwiazdach, czy słyszysz płonąca Warszawo? Niech zabrzmi w uliczkach znajomych, w Alejach, gdzie bzy już nie kwitną, Gdzie w twierdze zmieniły się domy, a serca z zapału nie stygną. Ten pierwszy marsz ma dziwną moc, Tak w piersiach gra, aż braknie tchu. Czy słońca żar, czy chłodna noc, Prowadzi nas pod ogniem z luf. Ten pierwszy marsz niech dzień po dniu W poszumie drzew i w sercach drży, Bez próżnych skarg i zbędnych słów, To nasza krew i czyjeś łzy.

http://www.youtube.com/watch?v=wBBoFjUDSjA

"Pałacyk Michla"

Pałacyk Michla wojenny hymn harcerskiego Batalionu Parasol, powstały dnia 5 sierpnia 1944 ułożył Józef "Ziutek" Szczepański; melodia Hymnu Podhalańskiego (rozpoczynającego się od słów Nie damy Popradowej fali, sł. Zygmunt Lubertowicz; muz. J. Stiastnego[potrzebne źródło], niekiedy podaje się, iż to melodia ludowa) .

Wyjątkowym propagatorem tego utworu był Mieczysław Fogg gdy walka cichła śpiewał go "ku pokrzepieniu serc".

Pochodzenie tytułu utworu

Pałacyk Michla - właściwie Pałacyk Michlera, przy ul. Wolskiej 40 na warszawskiej Woli. Na początku Powstania (4 - 6 sierpnia) miejsce ciężkich walk obronnych "Parasola".

Słowa.

1. Pałacyk Michla, Żytnia, Wola,
bronią jej chłopcy od "Parasola",
choć na Tygrysy mają visy,
to Warszawiaki, fajne urwisy są, hej!

Refren: Czuwaj wiaro i wytężaj słuch,
pręż swój młody duch, pracując za dwóch.
Czuwaj wiaro i wytężaj słuch,
pręż swój młody duch jak stal.

2. Każdy chłopaczek chce być ranny,
sanitariuszki - morowe panny,
więc gdy cię kulka trafi jaka,
poprosisz pannę, da ci buziaka, hej!

3. Z tyłu za linią dekowniki,
intendentura, różne umrzyki,
gotują zupę, czarną kawę,
takim sposobem walczą za sprawę, hej!

4. Za to dowództwo jest morowe
i w pierwszej linii nadstawia głowę,
a najmorowszy przełożony
to jest nasz Miecio "w kółko golony", hej!

5. Wiara się bije, wiara śpiewa,
Szkopy się złoszczą, krew ich zalewa,
różnych sposobów się imają,
co chwila "szafę" nam posyłają, hej!

6. Lecz na nic "szafa" i granaty
za każdym razem dostają baty
i wkrótce przyjdzie taka chwila,
że zwyciężymy - i do cywila, hej!

http://www.youtube.com/watch?v=2x30M1mP40U&feature=related

"Warszawskie Dzieci 1.VIII.1944"

Nie złamie wolnych żadna klęska,
Nie strwoży śmiałych żaden trud –
Pójdziemy razem do zwycięstwa,
Gdy ramie w ramie stanie lud.

Refren:
Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,
Za każdy kamień Twój, Stolico, damy krew!
Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,
Gdy padnie rozkaz Twój, poniesiem wrogom gniew!

Powiśle, Wola i Mokotów,
Ulica każda, każdy dom –
Gdy padnie pierwszy strzał, bądź gotów,
Jak w ręku Boga złoty grom.

Refren:
Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,
Za każdy kamień Twój, Stolico, damy krew!
Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,
Gdy padnie rozkaz Twój, poniesiem wrogom gniew!

Od piły, dłuta, młota, kielni –
Stolico, synów swoich sław,
Że soją wraz przy Tobie wierni
Na straży Twych żelaznych praw.

Refren:
Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,
Za każdy kamień Twój, Stolico, damy krew!
Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,
Gdy padnie rozkaz Twój, poniesiem wrogom gniew!

Poległym chwała, wolność żywym,
Niech płynie w niebo dumny śpiew,
Wierzymy, że nem Sprawiedliwy,
Odpłaci za przelaną krew.

Refren:
Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,
Za każdy kamień Twój, Stolico, damy krew!
Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,
Gdy padnie rozkaz Twój, poniesiem wrogom gniew!

http://www.youtube.com/watch?v=CUk-eIhcuWA&feature=related

"Sanitariuszka Małgorzatka"

Piosenka powstała na początku września z inicjatywy kompozytora. Chciał on w ten sposób wyrazić podziękowanie sanitariuszce, która zaopiekowała się nim, gdy został kontuzjowany w czasie eksplozji pocisku rakietowego. Sanitariuszką tą była „Małgorzatka” – Janina Zaleska z 1 kompanii zgrupowania pułku „Baszta”. Przed wybuchem powstania mieszkała przy Alei Róż

Jan Markowski ps. Krzysztof i Wiktor Jezierski ps. Karnisz wspólnie stworzyli jedną z powstańczych piosenek ,,Sanitariuszkę Małgorzatkę" - oto wywiad udzielony w 1951 roku przez samego kompozytora opowiadający o tym jak powstał ten wspaniały utwór zrodzony w ogniu walk powstańczych.

– Małgorzatka – Janina Załęska. Ratowała kompozytora, gdy doznał kontuzji od wybuchu pocisku rakietowego z „szafy-krowy” (miotacza min produkcji niemieckiej).

– piat — pancerzownica, ręczna broń przeciwpancerna produkcji brytyjskiej z czasów II wojny światowej.

Słowa.

Przed akcją była skromną panną,
Mieszkała gdzieś w Alei Róż,
Miała pokoik z dużą wanną,
Pieska pinczerka, no i już.

I pantofelki na koturnach
I to, i owo, względnie, lub,
Trochę przekorna i czupurna
I tylko „Mewa”, albo „Klub”.

Na plażę biegła wczesnym rankiem,
Żeby opalić wierzch i spód,
Dzisiaj opala się junakiem
I razem z nami wcina miód.

Sanitariuszka „Małgorzatka”
To najdzielniejsza jaką znam,
Na pierwszej linii do ostatka
Promienny uśmiech niesie nam.
A gdy nadarzy ci się gratka,
Że cię postrzelą w prawy but,
To cię opatrzy „Małgorzatka”
Słodsza niż przydziałowy miód.

Ta „Małgorzatka” to unikat;
Gdym na Pilicką do niej wpadł
Czytała głośno komunikat,
A w dali głucho walił piat.

Tak jakoś dziwnie się złożyło,
Że choć nie miałem żadnych szans.
Niespodziewanie przyszła miłość,
Jak amunicja do pe-panc.

Idylla trwałaby do końca,
Lecz mały szczegół zgubił mnie,
Dziś z innym chodzi po Odyńca,
Bo on ma stena, a ja nie.

Sanitariuszko „Małgorzatko”,
Jakże twe serce zdobyć mam,
Choć sprawa wcale nie jest łatwa,
Już jeden sposób dobry znam:
Od „Wróbla” dziś pożyczę visa
I gdy zapadnie ciemny mrok,
Pójdę na szosę po „tygrysa” —
W ręce Małgosi złożę go!

http://www.youtube.com/watch?v=mGy2N09SLbY


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Czw 9:24, 01 Sie 2013, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29576 Przeczytał: 273 tematy

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 14:20, 01 Sie 2010 Powrót do góry

Trójwymiarowa wizja zniszczonej Warszawy
"Miasto ruin"


Dwanaście miesięcy gromadzenia materiałów audiowizualnych, specjalne przeloty nad miastem, konsultacje varsavianistów oraz żmudna praca ponad 20 grafików komputerowych złożyła się na powstanie trójwymiarowego filmu zatytułowanego „Miasto ruin”. Obraz jest pięciominutową symulacją lotu „Liberatora” nad zniszczoną i wyludnioną Warszawą z 1945 roku. Film powstał na zlecenie Muzeum Powstania Warszawskiego, a jego przedpremierowy pokaz 28 lipca w Multikinie „Złote Tarasy” był jednym z wydarzeń rozpoczynających obchody 66. rocznicy wybuchu Powstania. "Miasto ruin" będzie można oglądać od 1 sierpnia w specjalnie przygotowanej sali kinowej Muzeum Powstania Warszawskiego.

http://www.youtube.com/watch?v=HHYo8HBTHVA&feature=player_embedded

Celem projektu było przede wszystkim oddanie grozy zniszczonej, wyludnionej stolicy, przytłoczenie widza realizmem z perspektywy człowieka siedzącego za sterami samolotu. – Jeśli ktoś tego nie widział na własne oczy, pojedyncze zdjęcia z czasów wojny tego nie pokażą. Dopiero unaocznienie zniszczeń przez film da wyobrażenie, jak tuż po zakończeniu wojny naprawdę wyglądała Warszawa i z jakich ruin musiała się podnosić – mówi Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego.

Jest wiosna 1945 roku. Liberator zniża pułap lotu, kieruje się na północ Wisły, by chwilę później znaleźć się nad rejonem niedawnych walk powstańców. Podczas lotu rozpoznać można gruzy Zamku Królewskiego i Arkad Kubickiego oraz m.in. klasztoru dominikanów przy ul. Freta, kościoła św. Anny na Krakowskim Przedmieściu, a także cerkiew ojców bazylianów przy ul. Miodowej. Liberator zawraca nad kościołem św. Augustyna na Nowolipkach – jedynym obiektem ocalałym z terenu getta warszawskiego.

Idea filmu powstała w Muzeum Powstania Warszawskiego. – Młodzi ludzie zamieszkujący dzisiejszą stolicę nie bardzo wiedzą, jak wyglądała zniszczona Warszawa. Ten obraz najczęściej jest redukowany do kilku zniszczonych kamienic, dlatego chcieliśmy pokazać szerszą perspektywę stanu miasta po upadku Powstania – wyjaśnia Jan Ołdakowski. Dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego nie wykluczył, że w przyszłości film posłuży do stworzenia obrazu całej przedwojennej Warszawy.

Muzeum zleciło produkcję filmu firmie Platige Image. Prace nad obrazem trwały rok. W tym czasie zgromadzono dokumentację i materiały audiowizualne (ponad 2 tys. zdjęć, mapy, fragmenty kronik filmowych), a grupa grafików komputerowych stworzyła w studiu trójwymiarowy film.

W fazie przygotowawczej Damian Nenow, reżyser „Miasta ruin” odbył lot helikopterem nad współczesną Warszawą trasą zbliżoną do trasy filmowego Liberatora. Materiał zarejestrowany podczas lotu posłużył do zaplanowania wszystkich parametrów wirtualnego lotu i wykonania animacji kamery. Plan lotu został opracowany w oparciu o autentyczne zapisy z dzienników pokładowych samolotów Liberator oraz o skrupulatnie przygotowaną listę łatwo rozpoznawalnych budowli i miejsc Warszawy.

Aby zrealizować cyfrowy przelot nad zniszczoną Warszawą, niezbędne było także wykonanie kilku lotów referencyjnych, których celem było zebranie dokumentacji fotograficznej, ustalenie kątów widzenia i perspektywy. W zadaniu tym realizatorom pomógł m.in. Aeroklub Warszawski i 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego – wyjaśnił Piotr Śliwowski, nadzorujący powstanie „Miasta ruin” z ramienia Muzeum Powstania Warszawskiego.

Na podstawie materiałów audiowizualnych stworzono od nowa makietę Warszawy. Następnie w oparciu o czarno-białe zdjęcia budynków należało skonstruować kolorowe wirtualne obiekty zniszczonych kamienic, świątyń, ulic i mostów. W dalszej części dodano szczegóły: wraki samochodów, latarnie, słupy ogłoszeniowe, roślinność, a nawet stada ptaków. – Pokazanie całego terenu Warszawy, zachowując układ ulic z końca wojny i unikając przy tym utraty jakości tekstur okazało się poważnym problemem – wyjaśnił Michał Gryn, jeden z głównych projektantów filmu. Nad animacją, dodaniem świateł, cieni i innych efektów specjalnych pracowało 100 superszybkich komputerów.

Znaczną pomocą podczas prac służyli także konsultanci historyczni z Fundacji „Warszawa1939.pl”. Wszystkie budynki, całe dzielnice i układ ulic powstały w filmie w oparciu o dostępną wiedzę historyczną. Analizowano położenie każdego fragmentu zburzonego miasta, od słupa ogłoszeniowego do mostów i kamienic oraz stanu nabrzeży Wisły.

Wkrótce "Miasto ruin" zostanie włączone do stałej ekspozycji Muzeum Powstania Warszawskiego.

„Miasto ruin”, reż. Damian Nenow, produkcja na zlecenie Muzeum Powstania Warszawskiego: Platige Image, 2010.

Miasto ruin
http://www.youtube.com/watch?v=twDouTqS4c8


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Czw 9:31, 01 Sie 2013, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
stefan
Moderator


Dołączył: 16 Lip 2008
Posty: 1375 Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 14:46, 01 Sie 2010 Powrót do góry

Film ten:

http://www.youtube.com/watch?v=HHYo8HBTHVA&feature=player_embedded

... przekłamuje liczbę mieszkańców w 1944 roku podajac 900 tys co nie jest prawdą.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29576 Przeczytał: 273 tematy

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:06, 01 Sie 2010 Powrót do góry

stefan napisał:
Film ten przekłamuje liczbę mieszkańców w 1944 roku podajac 900 tys co nie jest prawdą.

Jak ta liczba przekłamana, to podaj właściwą liczbę ludności i źródło tej wiadomości.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29576 Przeczytał: 273 tematy

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 20:12, 01 Sie 2010 Powrót do góry

Szwedzki zespół Sabaton nagrał utwór o polskiej historii. "Warszawo, powstań!" - tak zaczyna się utwór pt. "Uprising" ("Powstanie").

1939 r - sojusznicy zawiedli.
1944 r - pomoc nigdy nie nadeszła.

http://www.youtube.com/watch?v=Y7dRBmMsevk (z polskim tłumaczeniem)


http://www.youtube.com/watch?v=n0Cjwjm_NVY (bez polskich napisów, ze wstawkami fragmentów filmów i zespół widoczny)

Warszawo walcz!


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Pią 11:01, 01 Sie 2014, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29576 Przeczytał: 273 tematy

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 18:51, 02 Sie 2010 Powrót do góry

Teresa napisał:
Trójwymiarowa wizja zniszczonej Warszawy
"Miasto ruin"

Podobno ma się też pojawić film pokazujący Warszawę z 1935 roku.
[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
stefan
Moderator


Dołączył: 16 Lip 2008
Posty: 1375 Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 21:01, 02 Sie 2010 Powrót do góry

Teresa napisał:
stefan napisał:
Film ten przekłamuje liczbę mieszkańców w 1944 roku podajac 900 tys co nie jest prawdą.

Jak ta liczba przekłamana, to podaj właściwą liczbę ludności i źródło tej wiadomości.

Sędzia Maria Trzcińska "KL Warschau obóz zagłady dla Polaków"
Wyd. Polwen 2007

Str 247

ANALIZA STRAT WARSZAWY
Na początku okupacji, według spisu z 28 października 1939 r., Warszawa liczyła 1364 tyś. stałych mieszkańców, w tym 360 tyś. ludności żydowskiej.
We wszystkich encyklopediach ich autorzy, bez względu na orientację historyczną czy polityczną, zgodnie podają, że globalne straty biologiczne poniesione przez Warszawę w latach 1939-1944 wynoszą nie mniej jak 800 tyś. osób.
W Encyklopedii Powszechnej-PWN z 1980 r. (t. 4, s. 586-587) stwierdzono: „Łącznie straty ludności Warszawy w latach 1939-1944 wyniosły około 850 tysięcy osób: 400 tysięcy bezpośrednio w mieście i ponad 400 tysięcy w obozach i więzieniach hitlerowskich".
Jeśli chodzi o straty poza Warszawą, sprawa jest stosunkowo prostsza, bo obejmują one przede wszystkim około 300 tyś. Żydów straconych w Treblince i innych miejscach zagłady oraz Polaków straconych w więzieniach i obozach hiderowskich poza Warszawą i poza granicami Polski.
Natomiast co się tyczy 400 tyś. straconych bezpośrednio w mieście, składają się na to:

kampania wrześniowa ponad 30 000
Powstanie Warszawskie ponad 160000
Palmiry 2000
Ogrody Sejmowe i Górki Szwedzkie (Żoliborz)
Puszcza Kampinowska i podwarszawskie lasy - kilka tysięcy
Warszawa w Grobach Katynia 3307

W przybliżeniu stanowi to łącznie około 200 tyś. osób.
Powstaje więc pytanie, gdzie się podziało drugie 200 tyś. straconych mieszkańców Warszawy?
Żadna z encyklopedii i żaden z naukowców nie dają na to pytanie odpowiedzi. Według niektórych, były to egzekucje uliczne, ale te wynoszą 3384 osoby. Według innych, były to mordy w ruinach Getta" i straty Pawiaka. Ale te - na podstawie Sprawozdania 14/44 i meldunków Antyku mogły wynieść około 20 tyś. osób.

Przy czym zresztą i w egzekucjach ulicznych, i w ruinach getta traceni byli więźniowie obozu lub więźniowie Pawiaka, przynależnego do obozu. Tak więc w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: gdzie straconych zostało 200 tyś. mieszkańców Warszawy? wszystkie drogi prowadzą do Konzentrationslager Warschau, do którego dostarczano transporty Warszawian z łapanek i najliczniejsze tzw. transporty niewiadome".


Niestety pamiecią historyczną Warszawy zawładnęli koledzy "prof" Bartoszwskiego przy błogosławieństwie Gronkiewicz Walc.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29576 Przeczytał: 273 tematy

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 12:22, 03 Sie 2010 Powrót do góry

stefan napisał:
Film ten przekłamuje liczbę mieszkańców w 1944 roku podajac 900 tys co nie jest prawdą.

Uważam że nie ma tu nic przekłamanego. W filmie podane są tylko ogólne liczby, bez żadnego wyszczególniania, gdzie i ile osób zginęło. Wg. tego twojego źródła też wychodzi ogólnie 400 tyś. W filmie podają tylko suche liczby, najpierw 1.300. tyś. a później 900 tyś. czyli jest ta różnica 400 tyś. A gdzie i ile ludzi, nie ma słowem wspomniane w tej migawce.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29576 Przeczytał: 273 tematy

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 9:56, 01 Sie 2011 Powrót do góry

W rocznicę Powstania Warszawskiego

Co roku 1 sierpnia Polacy wracają do wspomnień o największej bitwie stoczonej przez wojsko polskiego państwa podziemnego podczas II wojny światowej. Zorganizowany przez władze cywilne i wojskowe zryw przyniósł krótkotrwałą wolność na sporej części terenów Warszawy. Ci którzy nie padli w pierwszym krwawym boju, a mieli to szczęście, że znaleźli się na terenach przejętych przez AK, przeżyli piękne chwile triumfu. Mogli cieszyć się wolnością, co niestety nie stało się udziałem pozostałej części społeczeństwa polskiego.

We wspomnieniach kombatantów przewija się często konstatacja: „mimo wszystko warto było”. Jest to ocena oczywiście subiektywna i wypowiadają ją osoby, które przeżyły 63 dni krwawego piekła walk. Czy jednak ocena poległych byłaby inna? Można przypuszczać, że w większości przypadków, byłaby podobna.

Polskie rodziny czasów rozbiorów, a potem szkoła i organizacje młodzieżowe, w tym harcerskie oraz Stowarzyszenia Młodzieży Katolickiej wychowały wyjątkowe pokolenie, dla którego od życia ważniejsza była Ojczyzna, ważniejszy był Honor – co zresztą bardzo trafnie stwierdził w swoim sławnym przemówieniu parlamentarnym minister Józef Beck.

Oczywiście, można zarzucać oficerom podejmującym decyzję o powstaniu, że zrobili to w nieodpowiedniej chwili, o nieodpowiedniej porze, nawet na nieodpowiednim terenie. Można zbić argument o nieuniknioności wybuchu powstania, do którego mieli doprowadzić spragnieni walki szeregowi żołnierze Armii Krajowej, wskazując na karność tych ludzi, wykazaną choćby przed Akcją pod Arsenałem, kiedy Zośka zwinął gotowe do walki oddziały tylko dlatego, że nie dotarł rozkaz zezwalający na nią.

[link widoczny dla zalogowanych] Ale jaki to ma sens? Czy wróci komuś życie? Czy dzięki samokrytyce w cudowny sposób na półkach bibliotek i archiwów warszawskich pojawią się bezcenne rękopisy i dokumenty historyczne? Czy w miejsce bierutowskiej czy gomółkowskiej architektury wyrosną na nowo zabytkowe gmachy?

Oczywiście historycy, politolodzy niech rozdzielają włos na czworo, niech dochodzą prawdy, politycy niech uczą się na błędach przodków, ale całe społeczeństwo polskie niech robi co innego, niech kontynuuje budowę duchowego gmachu. Niech dba o dziedzictwo, które zostawili nam chłopcy i dziewczęta w biało-czerwonych opaskach na przedramieniu.

Są szczęśliwe narody, które mogą z dumą oprowadzać obcokrajowców i pokazywać liczne zabytki kultury i sztuki. Mogą chwalić się licznymi bibliotekami, pełnymi opasłych tomów. Niestety położenie geograficzne Polski i okoliczności dziejowe spowodowały, że Polak gdzie indziej lokował cały swój wysiłek.

Duma Polaków mieści się nie w materialnych dobrach, lecz w kształtowaniu kolejnych pokoleń na wiernych synów Kościoła i Ojczyzny, którzy w razie potrzeby nie zawahają się podjąć trudu w obronie ideałów.

1 sierpnia, w dniu obchodów kolejnej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, należy spojrzeć na żyjące obecnie w Polsce pokolenia i sprawdzić jak wywiązują się z troski o dziedzictwo narodu. Obawiam się, że taki rachunek sumienia może być bolesny. Trudno zajrzeć w każdą duszę, można jednak przeanalizować rzeczy dające się zmierzyć, policzyć, opisać. I cóż zobaczymy?

Przywódcy rewolucji wielką wagę przywiązywali do sztuki filmowej, jako najskuteczniej wpływającej na ludzką świadomość. Kinematografia wolnego kraju powinna podkreślać wielkie dokonania narodu. Wydawałoby się, że naród ukształtowany w duchu walki o ideały, musiał wytworzyć wiele filmów przypominających je. Cóż jednak widzimy w tej dziedzinie? Wystarczy zaglądnąć do dzisiejszej prasy. Okazuje się że filmy na temat powstania, które w końcu, po blisko XX latach od upadku jawnej zależności od Rosji Sowieckiej, miały zostać nakręcone, pozostają nadal na etapie planów, gdyż państwo nie interesuje się nimi. Nie powstały także, poza pojedynczymi, filmy o czynach polskich żołnierzy na innych frontach II wojny światowej. Polska kinematografia pomija także wojnę 1920 r., walkę Orląt Lwowskich w obronie rodzinnego miasta...

Nie miejsce tu by analizować pozostałe dziedziny kultury i sztuki. Jednak niewiele pomyli się ktoś, kto stwierdzi, że dla ludzi, którzy powinni służyć narodowi w dziedzinie kultury, kwestia przypominania o rzeczywistych dokonaniach naszych przodków jest obojętna. Co więcej, można chyba ze spokojnym sumieniem powiedzieć, że dla osób p.o. elity intelektualnej sugestia, żeby zajęli się taką tematyką budzi zażenowanie. Szkoda, bo mimo skromnego budżetu państwa, w dużej mierze środki przeznaczane na kulturę płyną właśnie do nich.

Adam Kowalik
[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29576 Przeczytał: 273 tematy

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 10:07, 01 Sie 2012 Powrót do góry

Dziś kolejna rocznica Powstania Warszawskiego. Za poległych, za Polskę wzdychnijmy do Boga.

Sens Powstania Warszawskiego

Józef Szaniawski

Geneza Powstania Warszawskiego sięga 23 sierpnia 1939 roku, kiedy na Kremlu w Moskwie został podpisany tajny układ pomiędzy Niemcami, zwanymi wówczas III Rzeszą, oraz Rosją nazywaną Związkiem Sowieckim. Celem układu był nie tylko IV rozbiór Polski i likwidacja "na zawsze państwa polskiego", ale także eksterminacja polskich elit przywódczych.

Spór o sens Powstania Warszawskiego ograniczony jedynie do samej decyzji o jego wybuchu jest bez sensu, bo przecież Powstanie było konsekwencją tego wszystkiego, co się wydarzyło od 23 sierpnia 1939 roku do 1 sierpnia 1944 roku. Równie dobrze można pytać o sens obrony Polski we wrześniu 1939 roku przed druzgocącą przecież przewagą naszych odwiecznych wrogów.

Ignoranci albo ludzie złej woli potępiali Powstanie, a jednocześnie zapominali o okolicznościach, zapominali, że to Rosjanie i Niemcy byli agresorami, okupantami, zaborcami. Polska i Polacy zaś byli ich ewidentnymi ofiarami. Niewątpliwie "winą" Polaków jako Narodu i społeczeństwa było niegodzenie się z utratą wolności.

Ponadczasową odpowiedź na pytanie o sens walki z okrutnym i potężnym wrogiem dał niegdyś Marszałek Józef Piłsudski: "W życiu bywają rzeczy ważniejsze niż samo życie". Chociaż powstanie w sensie militarnym ograniczało się do walk jedynie o lewobrzeżną część stolicy, to jednak w sensie geopolitycznym jego znaczenie było dużo większe. Dotyczyło mianowicie nie tylko przyszłych losów Polski jako takiej, ale w znaczącym stopniu losów Europy po II wojnie światowej.

Oto latem 1944 roku na całym ogromnym froncie wschodnim Niemcy cofają się pod naporem wielomilionowej Armii Czerwonej, której korpusy pancerne w ostatnich dniach lipca 1944 roku dochodzą na odległość 12-35 km od Warszawy m.in. od strony Wołomina, Legionowa, Nieporętu. Zdemoralizowane i pobite oddziały niemieckie w popłochu przeciągają przez Warszawę. Na niebie panuje całkowicie lotnictwo sowieckie, a marszałkowie i generałowie Stalina (m.in. Żukow, Rokossowski, Czujkow, Koniew) z całą determinacją atakują Niemców, planując szybkie zakończenie wojny.

Sytuacja zmienia się natychmiast po rozpoczęciu Powstania w Warszawie. Na osobisty rozkaz Stalina gigantyczna ofensywa sowiecka zostaje całkowicie zatrzymana. Miara czasu ma szczególne znaczenie przy pytaniu o sens Powstania Warszawskiego! Marszałek Wasyl Czujkow, słynny dowódca m.in. obrony Stalingradu, w swych odfałszowanych pamiętnikach wydanych już w latach 90., po upadku Związku Sowieckiego, pisze dosłownie: ,,Wojnę można było zakończyć pół roku wcześniej - nie w maju 1945, ale do grudnia 1944, gdyby nie decyzja Stalina wstrzymująca I Front Białoruski w sierpniu 1944. (...) Moglibyśmy dojść dalej na Zachód, nie do Berlina i nad Łabę, ale aż do Renu. Los wojny potoczyłby się inaczej. (...) Ileż milionów istnień ludzkich udałoby się ocalić, iluż żołnierzy mniej by poległo". Latem 1944 roku wydawało się, że z zasadniczych względów strategicznych Rosjanie nie mogą zrezygnować z okazji przekroczenia linii Wisły, co dawałoby im blisko sześciomiesięczne wyprzedzenie w ofensywie na Niemcy w porównaniu z aliantami.

Stalin uznał wszelako, że skuteczne unicestwienie AK i sił niepodległościowych Polski jest więcej warte niż zajęcie Niemiec nawet po linię Renu. Już po zakończeniu wojny, w oficjalnym przemówieniu na Kremlu w czerwcu 1945 roku, tuż przed udaniem się na konferencję Wielkiej Trójki do Poczdamu, Stalin chełpił się i powiedział dosłownie do swoich marszałków i generałów: ,,To nie Niemcy, ale Polska jest naszą największą zdobyczą wojenną". Być może to zdanie sowieckiego dyktatora, zbrodniarza i ludobójcy stanowi klucz do zrozumienia sprawy polskiej w latach 1939-1945, w tym także sensu Powstania Warszawskiego.

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29576 Przeczytał: 273 tematy

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 10:13, 01 Sie 2012 Powrót do góry

Jeszcze trochę wspomnień za kresy.pl:

Udział Ukraińców w zdławieniu Powstania Warszawskiego – Marian Kałuski

1 sierpmia 1944 r. wybuchło Powstanie Warszawskie, które trwało 63 dni. Była to powszechna, wyzwoleńcza walka zbrojna Armii Krajowej i ludności Warszawy z hitlerowskimi/niemieckimi okupantami. W tej nierównej walce, toczonej w warunkach druzgocącej przewagi niemieckiej i wobec odmowy udzielenia pomocy powstańcom przez Stalina i z braku pomocy militarnej i dyplomatycznej ze strony Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych Ameryki, zginęło ok. 18 tys. powstańców i ok. 150-200 tys. ludności cywilnej, a wielkie miasto – stolica Polski miało przestać istnieć. Po Powstaniu cała pozostała ludność została wysiedlona m.in. do obozów koncentracyjnych i zagłady oraz na roboty przymusowe do Niemiec. Opustoszała Warszawa stała się terenem działalności specjalnych oddziałów niemieckich i ukraińskich, które paląc i wysadzając, zniszczyły 80% miasta. Podczas Powstania wróg nie tylko dopuścił się zbrodni wojennych wobec ludności Warszawy, ale wręcz potwornej zbrodni ludobójstwa.

Podczas obchodów 60. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego w Warszawie 1 sierpnia 2004 r. kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder powiedział m.in.: „Pochylamy się w poczuciu wstydu pod ciężarem zbrodni popełnionych przez oddziały hitlerowskie. To one napadły na Polskę w 1939 roku. Po upadku powstania w 1944 roku obróciły dawną Warszawę w gruzy i zgliszcza. Niezliczone rzesze polskich kobiet, mężczyzn i dzieci zamordowano lub wywieziono do obozów i na roboty przymusowe. Tutaj w miejscu polskiej dumy i niemieckiej hańby mamy nadzieję na pojednanie i pokój” (PAP 2.8.2004).

Z kolei Bronisław Wildstein w swoim artykule pt. „Waga historii”, opublikowanym w „Rzeczypospolitej” z 2 sierpnia 2004 r. napisał m.in.: Uroczystości 60 rocznicy Powstania Warszawskiego przypomniały, że bez uznania prawdy historii trudno budować przyszłość. „To uderzające, że tak elementarna prawda kwestionowana była tak długo w naszym kraju, a wielka uroczystość odbyła się nie w 50., a dopiero w 60. rocznicę Powstania”.

Rzeczywiście, po raz pierwszy politycy polscy, a za nimi światowe media mówiły głośno w odniesieniu do Powstania nie tylko o hańbie niemieckiej, ale także o haniebnej roli Stalina/Związku Sowieckiego, jak również krytykowały Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone za brak udzielania pomocy powstańcom i w ogóle za zdradzenie sojusznika polskiego – za pozostawienie Polski jako łupu ZSRR pod koniec II wojny światowej („Washington Times” 1.8.2004). Premier Marek Belka powiedział, że rząd brytyjski powinien przeprosić Polaków za zdradę.
Niemcy, w osobie kanclerza Schroedera, przyznali się do napaści na Polskę w 1939 r. i do haniebnej zbrodni popełnionej na ludności Warszawy i mieście. Rosję, Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię ciągle nie stać na przeproszenie za to czego nie zrobili, a mogli zrobić według akurat co wydanej książki Normana Daviesa „Powstanie ‘44”, dla walczącej Warszawy.
Ale czy tylko te narody zawiniły wobec Polski i Polaków podczas II wojny światowej oraz powstańczej Warszawy?

Otóż literatura odnosząca się do Powstania Warszawskiego jest pełna dokumentów, informacji i relacji obciążających za tę zbrodnię także Ukraińców, walczących wtedy u boku Niemców. I to za wyjątkowo wyrafinowane barbarzyństwo i ludobójstwo. Dużo tych oskarżeń pod adresem Ukraińców jest w pracy prof. Zygmunta Wojciechowskiego „Zbrodnia niemiecka w Warszawie”, wydanej już w 1946 r., a więc kiedy jeszcze wszyscy wszystko dobrze pamiętali. Właściwie nie ma bodajże ani jednej publikacji o Powstaniu Warszawskim, w której nie ma mowy o barbarzyństwie ukraińskim podczas Powstania.

Władysław Pobóg-Malinowski w swej „Najnowszej historii politycznej Polski 1864-1945. Tom Trzeci. Okres 1939-1945” (Londyn 1960) napisał, że „Udział Ukraińców w tłumieniu powstania i w bestwialstwach wobec ludności wymaga jeszcze badań”. Było to napisane 44 lata temu. Jednak, z przyczyn natury politycznej, ten temat leży ciągle odłogiem. Żąda się przeprosin od Niemców i Rosjan, a także od rządów Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych Ameryki, ale nie od Ukraińców, których wina jest wyjątkowo duża, na pewno – w odniesieniu do samego Powstania Warszawskiego – dużo większa od winy Churchilla i Roosevelta.

Nikt nie tylko nie mówi o konieczności przeproszenia Polaków przez Ukrainę/Ukraińców za tę zbrodnię, ale niektóre wpływowe czynniki polskie także świadomie przemilczają lub fałszują tę sprawę. Podobnie czynią Ukraińcy – i to nie od dzisiaj. Nie ma się temu co dziwić, gdyż nikt dobrowolnie nie przyznaje się do winy, a tym bardziej do potwornej zbrodni. Wkrótce po wojnie znani działacze emigracji ukraińskiej Łewyckyj i Ortynskyj dowodzili w paryskiej „Kulturze” (nr 56 i 61 1952), że ukraińska dywizja SS Galizien nie brała udziału w tłumieniu Powstania Warszawskiego, że dla Polaków wszyscy nie-Niemcy, którzy brali udział w dławieniu Powstania byli Ukraińcami. Potem w ich ślady poszli L. Szankowskyj, Taras Hunczak (który na łamach brytyjskiego „The Guardian Weekly” z 5 stycznia 1986 pisał, że żadne jednostki ukraińskiego wojska nie brały udziału w tłumieniu Powstania Warszawskiego!) i Wasyl Weryha, autor książki „Dorohami druhoj switowoj wijny. Lehendy pro uczast Ukrainciw w warszawśkomu powstanni 1944…”, wydanej w Toronto w 1980 r. Niebawem „niewinnych” Ukraińców zaczęli wspierać niektórzy proukraińsko nastawieni działacze „Solidarności” (np. Andrzej Zięba „72 rocznica powstania niepodległego państwa ukraińskiego. Ukraińcy i Powstanie Warszawskie” nakładem RKW NSZZ „S” Dolny Śląsk, Wrocław1990), miesięcznik „Znak” (nr 413-415) i michnikowska „Gazeta Wyborcza”. Jednak najdalej posunął się Kazimierz Podlaski (Bohdan Skaradziński) w swej książce „Białorusini, Litwini, Ukraińcy” (wyd. 3, Londyn 1985), który bandytów ukraińskich w służbie niemieckiej nie uważa za Ukraińców, gdyż: „ludzie ci bowiem realizowali swoje osobiste kariery i działali na rzecz… III Rzeszy, a nie – tak czy inaczej pojmowanej samoistnej Ukrainy… formacji ukraińskich nie było wtedy w Warszawie. Bóg ustrzegł, nas i ich, przed jeszcze jedną pozycją… na i tak długiej liście wzajemnych krzywd i zbrodni. Nie dopisujmy tej pozycji sami, hołdując bezkrytycznie mitom”.

Podlaski tak kończy swój proukraiński wywód: „Ukraińcy stanowili 1,5% garnizonu (niemieckiego w Warszawie), więc o ich roli pacyfikatorów Powstania nie będzie można poważnie mówić”.
1,5% czegokolwiek odbieramy jako rzecz mało znaczącą. Jednak w wypadku Powstania Warszawskiego oznaczało to 270 zabitych i 75 ciężko rannych powstańców, 3000 zamordowanych cywilów i zniszczonych całkowicie 156 budynków („Encyklopedia Warszawy”, Warszawa 1994, s. 687). Czy doprawdy zabicie ok. 3500 ludzi i całkowite zniszczenie 156 budynków to niewielka zbrodnia?! Lub zbrodnia, o której, jak twierdzi Podlaski, „nie można poważnie mówić”?! A przecież Ukraińcy stanowili dużo, dużo większy odsetek żołnierzy garnizonu niemieckiego w Warszawie, liczącego 31 lipca 1944 ok. 20 000 ludzi (Władysław Bartoszewski „Dni walczącej stolicy. Kronika Powstania Warszawskiego” Londyn 1984), a później przeciętnie 25 000 ludzi. Jeśli było Ukraińców tylko 7,5% wśród żołnierzy garnizonu niemieckiego w Warszawie to wówczas ci żołdacy mają na swoim sumieniu 1350 zabitych i 375 ciężko rannych powstańców, 15 000 zamordowanych cywilów i zniszczonych całkowicie 780 budynków.

Wasyl Weryha w książce „Dorohami druhoj switowoj wijny. Lehendy pro uczast Ukrainciw w warszawśkomu powstanni 1944…” (Toronto 1980) dowodzi, że ukraińska dywizja Waffen SS Galizien (Hałyczyna) nie brała udziała w dławieniu Powstania Warszawskiego. Jednak jest faktem, że 150-osobowa ukraińska kompania policyjna, stacjonująca przy alei Szucha, należała do SS Galizien, o czym pisze A. Borkiewicz w pracy „Powstanie Warszawskie” (Warszawa 1957), a przyjmuje za prawdopodobne nawet Kazimierz Podlaski (str. 97). Tak więc także i historia SS Galizien jest zbroczona krwią powstańców i ludności Warszawy. Dowodem koronnym na to, że żołnierze SS Galizien byli w Warszawie podczas Powstania Warszawskiego jest m.in. to że ci ukraińscy SS-mani mówili po polsku (Aleksander Kamiński „Zośka i Parasol”, wyd. 3, Warszawa 1979). Byli to więc Ukraińcy z Galicji (skąd pochodzili ochotnicy do SS Galizien), gdyż Ukraińcy z rosyjskiej Ukrainy nie mówili po polsku. Także historyk niemiecki Hans von Krannhals, autor książki „Der Warschauer Aufstand 1944…” (Frankfurt am Main 1962), dowodzi, że w Warszawie była kompania dywizji SS Galizien.
Pomimo tego, że wielu Ukraińców i Polaków starało się i stara przemilczeć lub pomniejszyć udział formacji ukraińskich w zdławieniu Powstania Warszawskiego, prawda wypływała co rusz z powodzeniem na światło dzienne i dlatego strona polska nie może jej w dalszym ciągu całkowicie ignorować. Jednak z uporem maniaka robi się wszystko, aby przemilczać zbrodnie Ukraińców. Np. Andrzej Zięba jest zmuszony przyznać, że Ukraińcy brali udział w tłumieniu Powstania Warszawskiego. Stwierdza, że w Warszawie były dwie ukraińskie kompanie policyjne, że ukraińska formacja była w straży Pawiaka, a grupy Ukraińców w oddziałach Hiwis oraz w zgrupowaniu Reinefartha i że we wrześniu 1944 r. do Warszawy przybył Legion Wołyński w sile 400 ludzi. Tych faktów Zięba nie mógł ukrywać, tak jak to próbowali czynić Ukraińcy. Jednak nie tylko, że nic nie pisze o zbrodniach popełnionych na ludności Warszawy przez te oddziały ukraińskie, ale wręcz stara się przekonać czytelników swojego elaboratu, że ci ludzie nie mieli rąk zbroczonych w polskiej krwi, pisząc, że byli tłumaczami, że nie brali udziału w zbrodniach, że Legion Ukraiński poruszał się po terenach dawno „spacyfikowanych przez brygadę Kamińskiego (RONA)”.

Zięba po prostu kłamał, kiedy próbował wybielać rolę Ukraińców lub przemilczeć ich zbrodnie, a to kłamstwo obnażyła sama filoukraińska „Gazeta Wyborcza”. Maciej Kledzik w artykule „Kim byli sprawcy rzezi na Woli i Ochocie” (1.8.1990) tłumaczy fakt oskarżania przez ludność Warszawy Ukraińców za liczne i potworne zbrodnie popełnione na ludności cywilnej podczas Powstania Warszawskiego pisząc m.in.: „Do jednostki SS, zajmującej gmach wyższej Szkoły Nauk Politycznych przy ul. Wawelskiej, wcielona była kompania Ukraińców. Również w skład grupy bojowej Schutzpolizei (1700 żołnierzy) wchodziła kompania Ukraińców (150 żołnierzy) kwaterująca w alei Róż pod numerami 9 i 25. Po wybuchu Powstania, część z nich usiłowała przedrzeć się samochodami przez Śródmieście w kierunku Ogrodu Saskiego. Na Marszałkowskiej samochody rozbite zostały ogniem powstańców. Ukraińcy ukryli się w okolicznych domach, gdzie wymordowali wielu mieszkańców, w tym kobiety i dzieci, zanim nie zostali wybici przez zorganizowane grupki powstańców. Duży rozgłos tej zbrodni nadała powstańcza prasa i tak pojawiło się określenie oprawcy-Ukraińca, przypisywane później innym (nie-Niemcom walczącym u boku Niemców)…”.

Jeśli została udowodniona ponad wszelką wątpliwość obecność kompanii ukraińskich w gmachu wyższej Szkoły Nauk Politycznych przy ul. Wawelskiej i przy alei Róż i alei Szucha to, siłą rzeczy, wszelkie relacje polskie o walkach w tych rejonach z udziałem Ukraińców w pierwszej połowie sierpnia 1944 r. muszą być wiarygodne. Są one jednym wielkim oskarżeniem pod adresem Ukraińców. Np. Józef K. Wroniszewski w swej książce „Ochota 1939-1945” (Warszawa 1976) pisze: „Po raz pierwszy zaatakowali Niemcy redutę (powstańczą na Ochocie) 3 sierpnia… Tuż za tym przygotowaniem ruszyło od Wawelskiej natarcie kompanii SS „Galizien” przy wsparciu ogniowym działa czołgowego i cekaemów… 4 sierpnia… obrońcy Wawelskiej odpierali natomiast parokrotne ataki wspartej czołgami kompanii SS „Galizien”… Jakaś młoda dziewczyna rozpacza. To kilku Ukraińców ją zgwałciło: płacze, modli się, przeklina. Kto ją pomści?…W mordowaniu ludności cywilnej brali wybitny udział ukraińscy nacjonaliści”. Natomiast były minister rządu polskiego Stanisław Wachowiak pisał: „…Kiedy go żegnałem, nie myślałem, że już go nie zobaczę. Ukraińcy w drugi dzień Powstania wymordowali na ul. Wiejskiej całą rodzinę” („Wspomnienia” w: „Zeszyty historyczne” Nr 31, Paryż 1975). Z kolei głośny uczestnik Powstania Warszawskiego Aleksander Kamiński pisze: „…Z oznak na mundurach widać, że są to Ukraińcy, hitlerowcy z dywizji SS Galizien… Niektórzy (z nich) mówili po polsku… Ruszono… w stronę alei Szucha. Tam zatrzymano powstańców na dziedzińcu gestapo… Z rana przyszli do nich SS-mani Ukraińcy. Po południu rannych załadowano do samochodów. Następnie SS-mani oddzielili powstańczych chłopców od dziewcząt. Chłopców poprowadzono ulicą Wolską za miasto, w kierunku Pruszkowa, dziewczętom zaś kazano ustawić się pod murem (i je rozstrzelano) („Zośka i Parasol”, wyd. 3, Warszawa 1979).

Także nieprawdą jest, że Legion Wołyński nie walczył z powstańcami; ze walczył z powstańcami na Czerniakowie piszą Jarosław Gdański, autor książki dotyczącej wschodnich formacji armii niemieckiej, i Hubert Kuberski, autor pracy „Sojusznicy Hitlera”, w artykule pt. „Legenda o własowcach”, opublikowanym w „Rzeczypospolitej” z 31 lipca 2004 r. Oddział ten walczył także z 9. Pułkiem Piechoty 3. DP im. Traugutta 1. Armii WP, który spieszył na pomoc powstańcom, a następnie brał udział w operacji „Sternschuppe” (27-30 września) przeciwko zgrupowaniu Armii Krajowej w Puszczy Kampinoskiej. Legionem Wołyńskim, którego żołnierze brali uprzednio udział w rzeziach Polaków na Wołyniu (1943-44), dowodził płk Petro Diaczenko, przedwojenny oficer kontraktowy Wojska Polskiego. Tak się odpłacił Polsce i Polakom za to, że po ucieczce z zajętej przez bolszewików Ukrainy w 1920 r. mógł nie tylko zamieszkać w Polsce, ale także został oficerem Wojska Polskiego!

O Ukraińcach tłumiących Powstanie Warszawskie pisze także niemiecki historyk Guenther Deschner w pracy o powstaniu, wydanej w języku angielskim „Warsaw rising” (Londyn 1972). Niestety, ta dobra historia Powstania nie jest chyba w ogóle znana historykom polskim. Deschner pisze, że „Powstanie dało Ukraińcom idealną możliwość ujścia dla ich głęboko zakorzenionych antypolskich urazów”. Janina Popiel wspomina jak na krótko przed Powstaniem słyszała jak jeden z żołdaków ukraińskich mówił, że oddział ich przybył do Warszawy, aby „Lachiw rizaty” („Losy Polaków i Ukraińców” Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza, Londyn 19.9.1966). – I mordowali Polaków! I to w jak barbarzyński sposób. Marek Hłasko w swym opowiadaniu „Drugie zabicie psa” (Kultura Nr 1-2 1965, Paryż) pisze: „…I nie uwierzyłaby chyba również i w to, że widziałem w czterdziestym czwartym roku w Warszawie, jak sześciu Ukraińców zgwałciło jedną dziewczynę z naszego domu a potem wyjęli jej oczy łyżką do herbaty; i śmieli się przy tym i dowcipkowali…”. O tych zbrodniach ukraińskich mówiła cała powstańcza Warszawa i ludzie panicznie ich się bali. Zbigniew Zaniewski w książce „Powstanie i potem” (Londyn 1984) pisze: „…Nie lękała się śmierci, ani Niemców nawet, ale – o wstydzie! – przerażała ją możliwość dostania się w ręce „braci-Słowian” w niemieckich mundurach. Budziła siebie i innych po nocach, krzycząc że Ukraińcy… są już w bramie”. Dlatego, jak pisze Deschner, Polacy nie brali do niewoli Ukraińców (i SS-manów). Na plecach malowano im dużą literę „U” i rozstrzeliwano, albo, jak pisze Ukrainiec Lew Bykowskyj w swoich wspomnieniach z okresu Powstania „Polskie powstanie w Warszawie w roku 1944” („Zeszyty historyczne” Nr 5, Paryż 1964): „Do niebezpiecznych robót na pierwszej linii frontu powstańcy używali jeńców niemieckich, Volksdeutschów i Ukraińców”.

O udziale Ukraińców w dławieniu Powstania piszą także inni Niemcy, przede wszystkim dowódca wojsk niemieckich dławiących Powstanie – gen. von dem Bach, który wykorzystywał Ukraińców, znających dobrze język polski, m.in. jako szpiegów, których wysyłał na stronę polską („Ostatni akt” w: „Drogi Cichociemnych” Londyn 1961) i niemiecki historyk Powstania Hans von Krannhals, autor książki „Der Warschauer Aufstand 1944…” (Frankfurt am Main 1962). Krannhals obwinia głównie nie-Niemców w niemieckich mundurach, w tym Ukraińców, za wszelkie potworności, które miały miejsce podczas Powstania. „Dzicz wschodnia” – mówił o nich gen. Reinefarth, a gen. Erich vom dem Bach wtórował mu: „Można uwierzyć w teorię Untermenscha” (Józef Mackiewicz „Nie trzeba głośno mówić” IL Paryż 1969).
Należy także pamiętać, że Ukraińcy, chyba wszyscy z rosyjskiej Ukrainy, stanowili duży odsetek w oddziałach rosyjskich i kozackich tłumiących Powstanie Warszawskie. Był to pułk RONA (Rosyjskiej Narodowej Armii Wyzwoleńczej), dowodzony przez M. Kaminskiego i którego potworne zbrodnie na cywilnej ludności Warszawy utkwiły najgłębiej w pamięci mieszkańców stolicy i przeszły na trwałe nie tylko do historii Powstania, ale i Warszawy, oraz oddziały kozackie: 209 Kozacki Batalion Schutzmannschaften, 3. Pułk Kozaków płk. Bondarenki, 69. Dywizjon Kawalerii i 572 Batalion Piechoty. Potwierdza to wiele dokumentów i relacji osób, które przeżyły Powstanie Warszawskie. Np. angielski historyk hitlerowskich formacji SS Martin Windrow w swej pracy „The Waffen-SS” (London 1984) pisze: „…w skład Brygady Kaminskiego wchodziło 6500 renegatów i morderców, głównie Ukraińców”. Z kolei mieszkająca po wojnie w Londynie Janina Zabłocka, która urodziła się w powiecie kaniowskim na rosyjskiej Ukrainie i znała świetnie język ukraiński, wspominała, że kiedy po Powstaniu pędzono ludność Warszawy do Pruszkowa, po drodze rewidowali ją Ukraińcy. Wrzasnęli: „Otwórz, starucha, torebkę, pokaż co w niej masz!”. Wówczas p. Zabłocka „obsypała mołojców gradem wyzwisk w ich rodzinnym (ukraińskim) języku. Tak im to zaimponowało, że puścili ją bez przeszkód…” („W sto lat – znad Dniepru do Londynu” Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza, Londyn 19.4.1979). Moja znajoma, która przeżyła Powstanie Warszawskie, Halina Kaczmarska z Melbourne, powiedziała mi, że dużo żołnierzy z formacji rosyjskich dławiących Powstanie mówiło, przyznawało się do tego, że są Ukraińcami. Byli to Ukraińcy, z formacji rosyjsko-kozackich, stacjonujący w byłej remizie strażackiej przy ul. Chłodnej, w budynkach byłej Szkoły Gazowej na ul. Gdańskiej oraz w budynkach byłej szkoły zawodowej na Bielanach.

Ukraińcy byli obecni i aktywni w Warszawie także po upadku Powstania Warszawskiego; prawdopodobnie brali udział w niszczeniu ocalałych budynków. Potwierdzają to różnego rodzaju źródła i publikacje. Np. dowódca Armii Krajowej, następca gen. Bora Komorowskiego – gen. Leopold Okulicki meldował w końcu października do rządu polskiego w Londynie o sytuacji w Warszawie: „Po kapitulacji Niemcy palą miasto… W Warszawie stacjonują oddziały policji, wojska oraz znaczne oddziały Ukraińców i Kozaków…” („Polskie Siły Zbrojne w drugiej wojnie światowej”, t. III Armia Krajowa, Londyn 1950). Z dokumentów ukraińskich można wymienić np. wspomnienia Pavlo Shandruka (Pawło Szandruka) „Arms of Valor” (New York 1959) czy wspomnienia Lwa Bykowskyego „Polskie powstanie w Warszawie w roku 1944…” („Zeszyty historyczne” Nr 5, Paryż 1964). Ukraińcy musieli być bardzo ważni w popowstańczej Warszawie skoro Shandruk pisze, że uzyskał zezwolenie od Niemców dla ukraińskiego pułkownika Sadowskyego na udanie się do Warszawy, aby mógł się spotkać ze swoim wnukiem, zapewne żołnierzem w oddziałach niszczących Warszawę.
Nie ulega wątpliwości, że Ukraińcy obok wielu innych zbrodni popełnionych wobec Polski i na narodzie polskim podczas II wojny światowej mają na swoim sumieniu także chyba raczej spory udział w zdławieniu Powstania Warszawskiego i zniszczeniu stolicy Polski.

Od 1991 r. Polska na odcinku pd-wsch. swych granic ma po raz pierwszy od wczesnego średniowiecza za sąsiada państwo ukraińskie. Granice tego państwa ustanowił imperializm sowiecki/rosyjski. Od 1945 r. jest w nim także tak bardzo polski w swej historii Lwów. Osobiście uważam, że Polska bez Lwowa nie jest Polską w całym tego słowa znaczeniu. Jednak dzisiaj granice w Europie są nietykalne. Poza tym Ukraina jest dużym państwem i bez znaczenia pozostaje fakt, że jest to dzisiaj najbiedniejszy kraj w Europie („Encyclopaedia Britannica. 2003 Book of the Year). Kraj ten oddziela nas także od Rosji na tym odcinku. Pomimo tego, że Polska jest członkiem Unii Europejskiej i NATO, a Ukraina nie, w interesie tak Polski jak i Ukrainy powinno być, aby nasze narody dążyły do poprawnych stosunków międzypaństwowych, jak również między narodami polskim i ukraińskim.

We wspomnianym wyżej artykule pt. „Waga historii” Bronisław Wildstein pisze, że uroczystości 60 rocznicy Powstania Warszawskiego przypomniały, że bez uznania prawdy historii trudno budować przyszłość. Dlatego w imię lepszej przyszłości Ukraińcy i Polacy powinni nareszcie, szczególnie Ukraińcy, uznać prawdę historii i uregulować spory historyczne, które po dziś dzień dzielą oba narody.
Wizerunek Ukraińca w oczach przeciętnego Polaka jest bardzo zły ze względu na historyczne zaszłości. I nie ulegnie zmianie dopóki Ukraińcy nie tylko że zaakceptują prawdę historyczną, ale także jeśli nie zdobędą się na męską decyzję i nie przeproszą Polaków za: antypolską postawę we wrześniu 1939 r., podczas sowieckiej okupacji Małopolski Wschodniej i Wołynia w latach 1939-41, za skierowane przeciw Polakom wysługiwanie się zbrodniczemu reżymowi hitlerowskiemu na ziemiach polskich w latach 1939-45 (na etnicznych ziemiach polskich, w tym podczas Powstania Warszawskiego), za rzezie Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943-45 oraz udział w zagładzie Żydów polskich.

Duchowy przywódca Ukraińców, grekokatolicki arcybiskup Lwowa Andrzej Szeptycki (zm. 1944) na łożu śmierci zawołał do swych braci-Ukraińców: „Tylko z Polakami” (Celina Tarnawska-Busza „Kto jest winien niezgodzie polsko-ukraińskiej” Dziennik Polski Londyn 13.12.1990).

Marian Kałuski

Za: [link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Newse
Użytkownik


Dołączył: 03 Sie 2012
Posty: 7 Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pią 13:31, 03 Sie 2012 Powrót do góry

Super te teksty, nie wiedziałem wielu rzeczy...
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)