Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Muzułmanie w kościołach, to zaklinanie rzeczywistości. Żaden Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28648 Przeczytał: 328 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 13:54, 02 Sie 2016 Powrót do góry

Image

[link widoczny dla zalogowanych]


Muzułmanie w kościołach, to zaklinanie rzeczywistości. Żaden z nich się tam nie modlił

Image

W minioną niedzielę zorganizowano na szeroką skalę we Francji akcję wspólnego bratania się - jedności muzułmanów i katolików w obliczu aktów terroryzmu, zwłaszcza okrutnego morderstwa księdza Jacquesa Hamela, dokonanego przez islamistów w kościele w Normandii. Przejawem tego zbratania było przybycie do katolickich świątyń wyznawców Allacha. W tym też czasie na muzułmańskich portalach internetowych deklarowano, że muzułmanin może wejść do kościoła, ale nie może się wspólnie modlić z katolikami.

Francuskie środki masowego przekazu niedzielne Msze święte z udziałem muzułmanów uznawały nieomal za wydarzenie historyczne, a reportaże z kościołów z muzułmanami należały do najważniejszych wiadomości dzienników telewizyjnych i radiowych. Komentatorzy (zapominając, że terroryści wyznawali też islam) stwierdzali, jakoby wszyscy muzułmanie Francji łączą się w bólu z katolikami, nie mają nic wspólnego z terrorem, bo „islam jest religią pokoju i pojednania”.

Co można było zobaczyć w emitowanych materiałach? Przede wszystkim szokowało to, że wszyscy muzułmanie przyszli do katolickich świątyń w swoich tradycyjnych islamskich, świątecznych ubiorach - mężczyźni, dokonując profanacji, mieli na głowach mycki (nie zdjęli ich na wzór chrześcijan, którzy ściągają buty wchodząc do meczetów), a kobiety, zwłaszcza młode, ubrane były w czarne szaty zakrywające całe ciało i głowę. O dziwo, przedstawiano je jako muzułmańskie niewiasty świetnie zintegrowane, wyemancypowane, tolerancyjne, respektujący wartości Republiki. To one zabierały głos, starając się przekonywać, że mordercy księdza nie byli prawdziwym muzułmanami, nie znali Koranu, nie chodzili do meczetów.

Halima, młoda pracownica socjalna zapewniała, że „islam jest przede wszystkim słowami pokoju, solidarności i miłości”. Jej dwie koleżanki twierdziły, że chodzą do meczetu w Saint-Etienne-du Rouvray, w którym Adel Kermiche, jeden z morderców, „nigdy nie postawił nogi”. Kobiety mówiły, że to rodzice nauczyli je wartości islamu, a potem przeszły „formację w meczecie”.

Dla 19-letniej studentki, Shaïmy, „Te dzieci, które dokonują zamachów nie znają nic z religii, którą używają tylko jako pretekstu do zabijania, pretekstu do obwiniania innych, tworząc przepaść między religiami”. Shaïma zapewniała, że muzułmanie są tak samo dotknięci jak chrześcijanie, bo nie są wspólnikami osób wykorzystujących religię do dokonywania zamachów.

W telewizji pokazano też m.in. 18-letniego muzułmanina, Moussę, który deklarował: „w islamie, mówi się, że nie można dotknąć nawet muchy, a moje praktykowanie religii polega na poście, modlitwie i jałmużnie.”

Tego typu tkliwych deklaracji było znacznie więcej. Akcja wprowadzenia muzułmanów na niedzielne Msze święte, w którą niestety dał się wciągnąć francuski Kościół, miała przede wszystkim cele propagandowe - ukazania muzułmanów za tak samo wartościowych obywateli jak rdzenni Francuzi, kochających demokrację i Republikę.

Nie przez przypadek zabrał w tym samym czasie głos premier Emanuel Valls potwierdzając po raz kolejny, że „islam znalazł swoje miejsce w Republice”. Przyznał jednak, że w „obliczu terroryzmu jest pilna potrzeba zawarcia nowego paktu z drugą religią Francji, utworzenia francuskiego islamu”. Valls, korzystając z okazji, nie omieszkał, zgodnie z socjalistycznym pojmowaniem rzeczywistości, skrytykować prawicę, zarzucając jej „populizm i ekstremizm”. Jego zdaniem prawica (czytaj Front Narodowy) „umieściła w sercu swojej retoryki islam, czyniąc z niego kozła ofiarnego”. Premier deklarował, że Francja musi wykazać całemu światu, że „islam jest kompatybilny z Republiką”.

W obliczu tak „tolerancyjnej i kompatybilnej religii z Republiką”, premier, dla jeszcze większego ukazania „całemu światu”, jej religijnego, pokojowego przesłania, zapowiedział wprowadzenie tymczasowego zakazu finansowania meczetów ze środków zagranicznych i stworzenie możliwości ich budowy z budżetu. Zdaniem premiera trzeba też w tej akcji, „pomóc francuskiemu islamowi pozbyć się tych, którzy minują go od wewnątrz”. A jednak!

Premier chciałby też szkolić imamów we Francji, by pewnie jeszcze bardziej niż dotychczas kochali Republikę i jej wartości. Chociaż nie bardzo wiadomo kto miałby to robić, jak i za jakie pieniądze? Z deklaracji premiera wynika, że spalił na panewce plan szkolenia imamów w Maroku. Umowę w tej sprawie podpisano rok temu. Imami mieli być kształceni w Instytucie Mahommeda VI w Rabacie, który planował przyjąć tysiąc studentów, kandydatów na imamów w Malii, Gwinei, ale też w Tunezji, Emiratach Arabskich, czy Kuwejcie. Decyzję o edukacji imamów w Maroku uzasadniano zapewnieniem składanym przez władze tego kraju, że Instytut będzie propagował wyważony „środkowy islam”.

Francuska Unia Meczetów Francji (UMF) - zbliżona do Maroka - twierdziła, że w 2015 r. otrzymała 50 podań o przyjęcie na studia, wskazując jednak, że program formacji nie uwzględnia francuskiej specyfiki, ale miał być to dopiero pierwszy etap dłuższej współpracy. Jak widać niewiele z tego wyszło, bo islam jest islamem i nie ma szans na to, by imami głosili te same wartości co katoliccy księża, niezależnie gdzie byliby szkoleni mimo, że są wśród nich bardziej lub mniej zaangażowani obrońcy dosłownej interpretacji Koranu, twierdzącego m.in., że trzeba porywać niewierzących, bić ich, żądać okupów lub też pozbyć się ich (sura XLVII).

Mimo całej szerokiej propagandy o pokojowym islamie, faktów nie da się ukryć. Już w poniedziałek, minister spraw wewnętrznych, Bernard Cazeneuve poinformował, że od grudnia 2015 r. zamknięto 20 meczetów i sal modlitw.

Minister zapewniał, że „nie ma miejsca we Francji dla tych, którzy w salach modlitw lub w meczetach apelują o nienawiść lub ją prowokują i nie respektują pewnej ilości zasad republikańskich, myślę głównie o równości między kobietami i mężczyznami”. Bernard Cazeneuve sprecyzował, że około 120 meczetów jest traktowanych przez władze jako propagujących fundamentalistyczną ideologię selafistów.

Minister powiedział też, że od 2012 r. wydalono z Francji 80 osób za sianie islamskiej, ekstremistycznej propagandy, a kilkadziesiąt wniosków o wydalenie jest w trakcie studiowania.

W tym kontekście ciekawa jest wypowiedź wybitnego, francuskiego aktora, hiszpańskiego pochodzenia, mieszkającego w USA, Jeana Reno. W wywiadzie dla dziennika „El Mundo” powiedział, że „jeżeli przyjrzycie się ludziom, którzy przybywają do Francji, to stwierdzicie, że Ci, którzy nie są zintegrowani, są muzułmanami. Ci, którzy żyją zgodnie z prawami religijnymi mogą się zintegrować, ale Ci, którzy decydują się pozostać w kulturze bazującej na religii będą mieć problemy w szkole i w innych francuskich instytucjach Republiki”.

Franciszek L. Ćwik

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28648 Przeczytał: 328 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 20:55, 04 Sie 2016 Powrót do góry

De Mattei: imamowie w kościele to obraza wiary i rozumu

Image Image

W ostatnią niedzielę we włoskich kościołach gościli muzułmanie – stało się tak z inicjatywy biskupów. Imamowie cytowali Koran z ambony. Gdy ISIS zachęca swych żołnierzy do niszczenia krzyży i zabijania chrześcijan, Konferencja Episkopatu Włoch zdaje się uwalniać religię mahometańską od wszelkiej odpowiedzialności za krwawe prześladowania – zauważa profesor Roberto de Mattei.

Roberto de Mattei na łamach włoskiego „Il Tempo” komentuje inicjatywę przewodniczącego Konferencji Episkopatu Włoch kardynała Angelo Bagnasco, który skrytykował katolików wyrażających swe zakłopotanie, lub nawet oburzenie, z powodu zaproszenia do włoskich kościołów, na niedzielę 31 lipca, muzułmanów. – Doprawdy nie rozumiem powodu tego oburzenia – powiedział duchowny. W przekonaniu duchownego uczestnictwo tysięcy muzułmanów w modlitwie przed ołtarzem ma być „wyrazem potępienia przemocy i bezwzględnego odcięcia się od aktów terroru”.

Według profesora de Mattei udział muzułmanów w Mszach świętych był nie tylko bezsensowny, ale przede wszystkim był aktem świętokradczym.

„Dlaczego było to świętokradztwo? Dlatego, że katolickie kościoły, w przeciwieństwie do meczetów, nie są ośrodkami konferencyjnymi czy propagandowymi, ale miejscami świętymi, gdzie odbywa się adoracja Jezusa Chrystusa, prawdziwie obecnego w Mszy Świętej w swym Ciele, Krwi, Duszy i Bóstwie. Jeśli trzeba zorganizować międzyreligijne spotkania poświęcone walce z przemocą, to takie eventy (stricte polityczne przecież) mogą mieć miejsce w każdym innym miejscu, ale nie w Domu Bożym! Domu Boga, w którego wiarę wyznają przecież włoscy biskupi i papież, a z którym to Bogiem przez wieki walczyli właśnie wyznawcy islamu” - napisał publicysta.

Autor podał skandaliczne przykłady skutków, do których doprowadziła inicjatywa biskupów: „W Rzymie na przykład, w Bazylice Najświętszej Maryi Panny na Zatybrzu, dwóch spośród obecnych tam w niedzielę imamów - Ben Mohamed Mohamed i Sami Salem – przemawiali z ambony cytując fragmenty Koranu! Ale podczas Ewangelii obrócili się plecami, a gdy katolicy odmawiali Credo, imamowie mruczeli pod nosem muzułmańską modlitwę. W katedrze w Bari natomiast, imam Sharif Lorenzini, recytował po arabsku pierwszą surę Koranu, która potępia niewiarę chrześcijan a brzmi: Prowadź nas drogą prostą, drogą tych, których obdarzyłeś dobrodziejstwami, nie zaś tych, na których jesteś zagniewany, i nie tych, którzy błądzą”.

De Mattei zauważa, że prócz świętokradztwa całe to wydarzenie było też po prostu aktem pozbawionym sensu. „Nie ma bowiem żadnego uzasadnienia dla zapraszania muzułmanów do kościołów i udostępniania im ambon. Inicjatywa włoskich i francuskich biskupów może wywołać wrażenie, że islam nie ponosi żadnej odpowiedzialności za terroryzm, jakby to nie w imię Koranu muzułmanie masakrowali chrześcijan na całym świecie. Zaprzeczanie, że to czego doświadczamy nie jest wojną religijną, to tak jakby zaprzeczać, że terroryści z Czerwonych Brygad prowadzili wojnę przeciwko państwu włoskiemu” – pisze de Mattei.

Włoski uczony zauważa, że motywacja bojowników Państwa Islamskiego jest bowiem zarówno religijna jak i ideologiczna, a inspirację czerpie z wersetów Koranu. „To w imię Koranu prześladuje się dziesiątki tysięcy katolików na Bliskim Wschodzie, w Indonezji i w Afryce. Gdy ISIS zachęca swych żołnierzy do niszczenia krzyży i zabijania chrześcijan, Konferencja Episkopatu Włoch zdaje się uwalniać religię mahometańską od wszelkiej odpowiedzialności za krwawe prześladowania, przypisując masakry z ostatnich miesięcy kilku ekstremistom. Trudno więc nie zauważyć, że to co miało miejsce we włoskich i francuskich kościołach w niedzielę 31 lipca jest poważnym wykroczeniem przeciwko wierze i rozumowi” – puentuje Roberto de Mattei.

Źródło: [link widoczny dla zalogowanych]

Za: [link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)