Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Kara śmierci w nauczaniu Kościoła Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
stefan
Moderator


Dołączył: 16 Lip 2008
Posty: 1374 Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 17:44, 30 Wrz 2009 Powrót do góry

Teodor Wielgus - Teologiczne podstawy kary śmierci

Czytelnicy często stawiają zarzut, iż „Zawsze Wierni” przedstawia sytuację w Kościele wyłącznie w negatywnym świetle, nie podając żadnych informacji pozytywnych z punktu widzenia Tradycji. Proszę nam wierzyć, iż bardzo pragnęlibyśmy podawać takich informacji jak najwięcej – i zawsze to czynimy, gdy tylko takowe się pojawiają – bo przecież Tradycja nie powróci w żaden inny sposób, jak tylko poprzez powrót Rzymu do Rzymu Wiecznego, do Prawdziwej Wiary.

Dziś na szczęście mamy pozytywną wiadomość z Watykanu, choć dotyczy ona tylko bardzo ograniczonej grupy „społecznej”, a mianowicie wszelkiej maści morderców. Oto bowiem w bożonarodzeniowym orędziu „Urbi et Orbi” Papież zaapelował o zniesienie kary śmierci, wymieniając ją wśród takich zjawisk, jak ludobójstwo. Następnie, w homilii wygłoszonej 27 stycznia br. na stadionie Trans – World Dome w St. Louis w USA, powtórzył swój apel, „aby została zniesiona kara śmierci, która jest okrutna i nieskuteczna”. W wyniku osobistej interwencji Papieża gubernator stanu Missouri Mel Carnahan zamienił wyrok kary śmierci wydany na Darella Mease – zabójcę wspólnika w handlu narkotykami i dwóch świadków tej zbrodni – na dożywocie.

Wypowiedzi Papieża wywołały zamęt w polskim społeczeństwie. Wiele osób zmieniło swoje dotychczasowe stanowisko, powołując się na rzekomo „nieomylny autorytet moralny” w tej kwestii. Pojawiły się nawet pogłoski, jakoby Jarosław Kaczyński, dotychczasowy gorący orędownik przywrócenia kary śmierci w Polsce, wycofał się z dalszej walki. On sam jednak zdementował te informacje („Nowe Państwo”, nr 4, 22 stycznia 1999). Nieliczne głosy polemizowały z wypowiedziami Papieża. Niezmienne stanowisko zaprezentował „Najwyższy Czas” (nr 4, 23 stycznia 1999), publikując blok artykułów zweryfikowanych podobno przez profesora ATK Michała Wojciechowskiego – znanego z wystąpienia z ks. Karlem Stehlinem w programie „Kropka nad i” w TVN, gdzie bronił tezy, jakoby Kościół katolicki niczego nie zmienił ze swego tradycyjnego nauczania.

Zaznaczmy od razu na początku, iż wspomniane wyżej wypowiedzi Papieża w żaden sposób nie mają charakteru angażowania nieomylnego autorytetu (zwanego potocznie „ex cathedra”), ani też nie stanowią powtórzenia nieomylnego nauczania Kościoła w tej kwestii. Nie spełniają one żadnego z warunków koniecznych dla uznania tych wypowiedzi za nieomylne. Papież zresztą nie mógłby wydać nieomylnego orzeczenia wbrew odwiecznemu stanowisku Kościoła. Orzeczenia nieomylne dotyczą albo prawd już od wieków powszechnie wyznawanych, albo kwestii, które uważano za sporne, i to głównie w sprawach wiary, a nie moralności.

Wypowiedzi Papieża przeciwko karze śmierci nie tylko nie mają precedensu wśród jego Poprzedników i Doktorów Kościoła, ale są sprzeczne ze stanowiskiem wyrażonym w podpisanym przez Papieża parę lat temu nowym Katechizmie Kościoła Katolickiego (choć wcześniej w encyklice Evangelium Vitae Papież uznał, iż okoliczności uzasadniające stosowanie kary śmierci są „tak rzadkie, że praktycznie nie istniejące”). Temat jest zbyt obszerny, aby potraktować go właściwie w niniejszym krótkim artykule. Dlatego ograniczymy się tutaj do przytoczeniu paru argumentów, mając nadzieję, iż w najbliższym czasie ukaże się broszura omawiająca szerzej przedmiotowa kwestię.

Nauczanie katolickie odnosi się najczęściej do stanowiska wyrażonego w przedmiotowej kwestii przez św. Tomasza z Akwinu. W Summa Theologica (2-2, q. 64, a. 2) stawia on pytanie: „Czy pozbawienie życia grzesznika może być prawowite?”. Swoją pozytywną odpowiedź opiera na następujących dwóch odwołaniach do Pisma Świętego: maleficos non patieris vivere („Nie pozwolisz żyć czarownicy”, Wj 22, 17) oraz: vigilavi et fui sicut avis solitaria super tectum [„Czuwam i jestem jak ptak samotny na dachu”, Ps 101, 8]. Następnie stwierdza, iż jeżeli zdrowie całego ciała wymaga usunięcia jednego z jego członków, ze względu na jego zepsucie lub zaraźliwy wpływ na inne członki, to będzie zarówno godnym pochwały jak i korzystnym jego odcięcie. Ale każdą osobę można odnieść do całej społeczności, jako części całości. Dlatego, jeżeli jakiś człowiek jest niebezpieczny lub zaraźliwy dla społeczności, z uwagi na swój grzech, godnym pochwały i korzystnym będzie pozbawienie go życia, w celu ochrony wspólnego dobra, gdyż „odrobina kwasu cale ciasto zakwasza” (1 Kor 5, 6). Dodajmy także, iż św. Tomasz pozytywnie odpowiada na pytanie: „Czy pozbawienie życia człowieka w obronie własnej jest prawowite?” (2-2, q. 64, a. 7). Prawda ta, jak wiadomo, jest ostatnio w Polsce często podważana, a prawo kwestionowane.

Na tle powyższego stanowiska św. Tomasza jakże dziwnie brzmią, głosy pochwały dla tego świętego, wyrażone przez Papieża w wydanej niedawno encyklice Fides et Ratio, gdzie nazywa go „autentycznym wzorem dla wszystkich poszukujących prawdy”, u którego „wymogi rozumu i moc wiary połączyły się w najbardziej wzniosłej syntezie, jaka kiedykolwiek wypracowała myśl ludzka” [nr 78]. Wielu, słysząc te słowa, gotowych byłoby uznać Papieża za tomistę. Papież, jak widać, być może pochwala św. Tomasza, ale nie podziela jego doktryny. W uzasadnieniu prawa stosowania kary śmierci teologowie katoliccy często powołują się też na słowa wypowiedziane przez dobrego łotra na krzyżu: „My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki” (Łk 23, 41). Powszechnie interpretuje się ten fragment Pisma Świętego – słowa wypowiedziane przez człowieka, który jeszcze tego samego dnia poszedł do raju (Łk 23, 43) – jako uznanie dla prawa kary śmierci.

Dodajmy na koniec, iż św. Tomasz uznawał, że kara śmierci wykonana na grzeszniku automatycznie oczyszcza duszę z najcięższych nawet grzechów, W komentarzach na temat „sukcesów” Papieża w walce ułaskawienie skazanych na śmierć dziennikarze pisali: „Ojciec Święty uratował” („Rzeczpospolita”, 30 stycznia 1999). Można by powiedzieć: „Uratował ciało, ale nie uratował duszy”.

„Oby Bóg was pocieszył! Tym, co was trapi jest fakt, że inni siłą zajmują kościoły, podczas gdy wy w tym czasie pozostajecie na zewnątrz. To prawda, że oni mają kościoły, lecz wy macie Wiarę apostolską. Mogą zajmować wasze kościoły – lecz wy macie Wiarę apostolską. Mogą zajmować wasze kościoły, lecz nie mają prawdziwej Wiary. Wy zaś pozostajecie poza miejscami kultu, lecz Wiara mieszka w was. Zastanówcie się: co jest ważniejsze: miejsce czy wiara? Prawdziwa Wiara oczywiście. Kto straci a kto zyska w tej walce – ten, który zachowa kościoły czy, czy ten kto zachowa Wiarę? To prawda, dobrem są kościoły gdy wyznaje się w nich Wiarę apostolską, są święte gdy wszystko święte ma w nich miejsce”.
Św. Atanazy Wielki

Zawsze Wierni, nr 26, 01-02.1999, s. 122.
[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Angelight
Użytkownik


Dołączył: 02 Wrz 2009
Posty: 323 Przeczytał: 2 tematy

Skąd: Polska
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 19:27, 30 Wrz 2009 Powrót do góry

Biorąc pod uwagę niebezpieczeństwo z którym każdy pojedynczy człowiek w Polsce czy na świecie codziennie się spotyka , chciałbym omówić pozytywne skutki wprowadzenia kary śmierci, zarówno dla całości społeczeństwa jak i dla samego zbrodniarza.W ostatnich kilkudziesięciu latach pod wpływem medialnej propagandy kara śmierci została przedstawiona jako nieludzka zbrodnia popełniona na człowieku. Różne organizacje walczące o tzw. prawa człowieka chcą pokazać jakie to niehumanitarne i nieludzkie jest zabić człowieka. Oczywiście pomija się fakt że ten człowiek dokonał zbrodni obrzydliwej. Dochodzi dzisiaj do tego, że broni się zbrodniarzy, ale zabójstwo nienarodzonego dziecka jest tylko zwykłym wyborem kobiety! Kara śmierci oczyszcza społeczeństwo z zagrożenia pozbawiania życia ze zwierzęcych pobudek. Tam gdzie wprowadzono karę śmierci wprawdzie nie zlikwidowano liczby morderstw do zera, ale liczba popełnionych zbrodni spadła drastycznie. Także Kościół przez wszystkie wieki nie potępiał kary śmierci, np. Pius XII mówił : "Jeżeli chodzi o egzekucję skazanego na śmierć, państwo nie rozporządza prawem życia osoby. W takim przypadku władza publiczna ogranicza się do pozbawienia skazanego wartości życia jako zadośćuczynienie za jego winy, przez które on sam już pozbawił się prawa do życia." Z punktu widzenia Nowego Testamentu śmierć skazanego była tylko sprawiedliwą karą : "Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież -SPRAWIEDLIWIE, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił." Skazany na karę dożywotniego więzienia z punktu widzenia stanu ducha będzie tkwił w grzechu śmiertelnym do końca życia, lecz wielce prawdobodobne jest to że gdyby ciążyła nad nim kara śmierci ten skazany mógłby się nawrócić pod groźbą nieuchronnej straty życia.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29684 Przeczytał: 305 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:16, 04 Paź 2009 Powrót do góry

Najlepiej tłumaczy nam tendencję do odrzucania kary śmierci w naszych czasach Romano Amerio: "Kara śmierci wydaje się barbarzyństwem dla środowiska areligijnego, które żyjąc tylko doczesnością nie uznaje możliwości pozbawienia życia człowieka, gdyż stanowi ono dla niego główne dobro".

W jego książce Iota Unum można wiele się dowiedzieć. Sprawę kary śmierci porusza na stronach 508-519. Warto do tego sięgnąć.

Polecam bardzo ciekawy wywiad za: "Nasz Dziennik" z dn. 19-20.08.2001 r. z ks. prof. Tadeuszem Ślipko SJ przeprowadzony przez Sławomira Skibę:


Kara śmierci w nauczaniu Kościoła

Z ks. prof. Tadeuszem Ślipko SJ rozmawia Sławomir Skiba

Kara śmierci to temat, który wzbudza wiele kontrowersji. Uwzględniając jedynie nagłaśniane przez media wypowiedzi niektórych katolików, można odnieść wrażenie, że Kościół katolicki w swym odwiecznym nauczaniu jest zdecydowanym przeciwnikiem dopuszczalności takiej kary. Czy tak jest rzeczywiście? O odpowiedź na to i inne pytania "Nasz Dziennik" poprosił ks. prof. Tadeusza Ślipko - etyka, filozofa i autora książki [link widoczny dla zalogowanych].

Kiedy na łamach periodyków, które chcą uchodzić za katolickie, pojawia się problem kary śmierci w kontekście nauczania Kościoła, zazwyczaj większość "dyskusji" podsumowywana jest stwierdzeniem: "Kościół jest przeciwny karze śmierci". Czy rzeczywiście mamy w tym przypadku do czynienia z absolutnym potępieniem najwyższego wymiaru kary i czy sprzeciwia się on etyce katolickiej?

- Przyznaję, że stwierdzenie - a raczej slogan - "Kościół jest przeciwny karze śmierci" - pojawia się dosyć często w ustach abolicjonistycznie nastawionych katolików, ale ocenę tego zjawiska trzeba zróżnicować odpowiednio do stopnia kompetencji wypowiadających się osób. Jeśli opinię tę wygłasza starsza pani, której subtelność subiektywnych odczuć nie pozwala spojrzeć w oczy surowej prawdzie, to nie pozostaje nic innego, jak tylko kierować się spirezjańską zasadą: "Nie dziwić się, nie oburzać się, ale zrozumieć". Gdy zaś tę samą opinię podtrzymuje publicysta-dziennikarz - sprawa się komplikuje. Jego obowiązkiem jest bowiem troska o rzetelność informacji. Tego typu wypowiedzi świadczą więc bądź o braku odpowiedzialności za wygłaszane słowo lub też o tym, że jest to wystąpienie kierowane ideologicznymi uprzedzeniami, nieuwzględniające obiektywnego stanu rzeczy. Najgorzej wyglądałaby sprawa, gdyby takie stwierdzenie padło z ust teologa. Świadczyłoby to o braku rozumienia autentycznego sensu tej frazy ("Kościół jest przeciwny karze śmierci"), po prostu byłby to błąd teologiczny. Po tym wyjaśnieniu możemy zająć się istotą tej sprawy.

- Termin "Kościół" może przybierać różne znaczenia, odpowiednie do zmieniających się kontekstów, w których bywa używany. W zdaniu "Kościół przeciw" czy "za karą śmierci" chodzi o moralny wymiar instytucji prawa karnego - jaką jest kara śmierci - a więc o stwierdzenie, czy kara ta stanowi moralnie usprawiedliwiony wymiar sprawiedliwości, czy też w jej wyrokowaniu, jak i wykonaniu, zawarte jest jakieś immanentne zło moralne, konkretnie mówiąc, naruszenie naturalnego prawa moralnego, chroniącego życie każdego człowieka, nawet największego złoczyńcy. W tego rodzaju sprawach słowo "Kościół" wyrażać może tylko "Kościół nauczający", dokładniej mówiąc - "zwyczajne nauczanie Kościoła". To zaś nauczanie nie utożsamia się ani z jednorazowym okolicznościowym wystąpieniem jakiegokolwiek papieża, ani tym bardziej takiego czy innego Episkopatu bądź poszczególnych teologów. Zwyczajne nauczanie Kościoła oznacza w gruncie rzeczy długotrwały proces, zakorzeniony w dogmatycznej tradycji źródeł Objawienia, kontynuowany przez wieki, aprobowany przez papieży, głoszony przez moralistów. Jeśli jednak wytrzymuje próbę tych kryteriów, urasta ono do rangi nauczania, w którym Kościół głosi także moralne zasady niezmienne i nieodwołalne. Nie sprawdza się ta kwalifikacja jedynie w odniesieniu do tych nauk Kościoła - w zakresie spraw moralnych - które nie spełniają wymienionych warunków bądź dotyczą tematów natury historycznej, wyraźnie umiejscowionych w czasie i przestrzeni.

To wszystko poparte jest autorytetem Jana Pawła II. Rzeczone sformułowania Ojciec Święty potwierdził w Liście Apostolskim "Ad tuendam fidem" ("W obronie wiary"), aby je przypomnieć społeczności wiernych jako szczególnie aktualne w czasach pomieszania pojęć i niepewności, jakie współcześnie przeżywamy. To też niezbędnym warunkiem rzetelnego i zgodnego z myślą Kościoła podejścia do kary śmierci jest klarowne rozpoznanie zwyczajnego nauczania Kościoła na ten temat. Kiedy zaś prześledzi się całokształt dostępnych w tym względzie danych, nie ulega wątpliwości, że odnośnie do moralnej godziwości, a tym samym dopuszczalności, kary śmierci Kościół głosił i nadal aprobuje tę zasadę - czyli uznaje moralną godziwość i dopuszczalność kary śmierci.

- W tym założeniu stwierdzenie - "Kościół jest przeciw karze śmierci" - na pewno jest zdaniem błędnym. Bronić się przed tą konsekwencją w imię abolicjonistycznych uprzedzeń można tylko w ten sposób, że przytaczane świadectwa ciągłości i autentyczności tego nauczania poddaje się manipulacyjnym zabiegom, jak w artykule pana Sporniaka w "Tygodniku Powszechnym", który został tak skonstruowany, aby to, czego Kościół naucza, zredukować do rzędu teologicznych hipotez. A wiadomo, że z hipotezą można sobie zawsze łatwo poradzić. Owszem, są w tym artykule ślady innej, o wiele gorszej jeszcze manipulacji, ale to dotyczy innego aspektu sprawy.

Jakie są korzenie ruchu abolicjonistycznego na świecie? Skąd pochodzi to nowe spojrzenie na karę śmierci jako zło?

- Pytanie jak najbardziej na miejscu. Rozpowszechnia się bowiem mniemanie, że idea zniesienia kary śmierci wypływa z chrześcijańskich źródeł inspiracji jako logiczna konsekwencja prawdy o Bożym Miłosierdziu. Otóż, prawdą o Bożym Miłosierdziu chrześcijaństwo żyło od początku swego istnienia. Mimo to do połowy XVIII wieku we wszystkich swoich historycznych postaciach - czy to katolicyzmu, czy prawosławia, czy protestantyzmu nie żywiło wątpliwości, że prawda o Bożym Miłosierdziu nie pozostaje w sprzeczności np. z prawdą o Bogu karzącym piekłem zatwardziałego grzesznika. Ten stan rzeczy trwał aż do połowy XVIII wieku, dokładniej mówiąc do roku 1767, w którym ukazało się dzieło Cesare Beccaria pt. "O przestępstwach i karach" - powszechnie uznawane za pierwszą jaskółkę abolicjonistycznej doktryny i ruchu. Przytoczyć można na to niezbite dowody, tu m.in. przez samego Beccaria napisany list do Morellet'a - tłumacza na język francuski wspomnianego dzieła. W liście tym autor z emfazą wyznaje: "D'Alembert, Diderot, Helvetius, Buffon, Hume - sławne nazwiska, których bez głębszego wzruszenia nie podobna słuchać. Wasze nieśmiertelne dzieła są moją stałą lekturą, przedmiotem moich prac w ciągu dnia i moich rozważań w milczeniu nocy". Dalszy ciąg listu utrzymany jest w tym samym duchu, a więc nie ulega wątpliwości, że korzenie doktryny i ruchu abolicjonistycznego tkwią w antychrześcijańskich, opartych na materialistycznych i na skrajnie indywidualistycznych przesłankach filozofii XVIII wieku, przede wszystkim tzw. encyklopedystów i oświecenia.

Toteż u podstaw pierwszych wersji abolicjonizmu leżała zasada nienaruszalnej wolności jednostki, mocą której w umowie społecznej życie ludzkie zostało wyłączone spod kompetencji państwa.
Wspomniałem o tym mimochodem w mojej pracy "Kara śmierci z teologicznego i filozoficznego punktu widzenia" na s. 103. Tam też znajduje się dokumentacja, która wskazuje źródła potwierdzające prawdziwość powyższych informacji. Dodam tylko, że abolicjonizm pojawił się na gruncie katolickiej myśli teologicznej i filozoficznej dopiero po Soborze Watykańskim II. Przyczyn tej zmiany frontu doszukiwać się należy chyba w złym wykorzystaniu przez katolickich intelektualistów wolności badań teologicznych.

Publicysta "Tygodnika Powszechnego" sugerował, że pomija Ksiądz w swojej książce nowotestamentowe podejście do miłosierdzia, a tym samym do kary śmierci, oferując w zamian starotestamentową zasadę: "oko za oko...". Zarzuca Księdzu tym samym niekonsekwentną i nielogiczną postawę chrześcijanina. Czy mógłby Ksiądz Profesor odnieść się do tych zarzutów?

- Problem stosunku miłosierdzia do kary śmierci jest w ostatecznym rozrachunku problemem stosunku porządku miłości do porządku sprawiedliwości. Ograniczę się do konkluzji z uwagi na to, że nie możemy tutaj zająć się tym problemem w całej rozciągłości. A więc: miłość o tyle zachowuje swój autentyczny kształt miłości, o ile szanuje porządek sprawiedliwości. Zasada ta nie traci na ważności również w odniesieniu do kary śmierci. Zadaniem miłości w tym kontekście jest łagodzenie w uzasadnionych przypadkach funkcjonowania kary śmierci, nie zaś podważanie podstawy jej moralnej godziwości. Dlatego powszechnie akceptuje się w kodeksach prawa karnego i w prawie zwyczajowym prawo łaski. Tym bardziej, że posłużył się nim Pan Jezus w odniesieniu do, wspomnianej przez publicystę "Tygodnika Powszechnego", wiarołomnej kobiety. Był to akt łaski, nie zaś potępienie wymierzania kary.

Meritum omawianej sprawy kryje się gdzie indziej. Idzie bowiem o to, że tekstów czy to Starego, czy Nowego Testamentu nie można traktować wyrywkowo i selektywnie, jak to czyni, wspomniany przez Pana, publicysta. Trzeba je rozważać w kontekście całokształtu doktryny źródeł Objawienia na interesujący nas temat. Przy takim podejściu okazuje się, że także w Nowym Testamencie jest miejsce dla zasady: "oko za oko", jeśli ta skrócona formuła oznacza wymierzenie sprawiedliwej kary śmierci. Sądzę jednak, że księgom Starego Testamentu nie była obca idea miłosierdzia, skoro funkcjonowało tam prawo azylu, dające schronienie zagrożonym śmiercią przestępcom.

Co w takim razie z wyraźnym zakazem wyrażonym w przykazaniu "Nie zabijaj".

- Odnośnie do interpretacji przykazania "Nie zabijaj" w kontekście problematyki kary śmierci, należałoby zacząć od kwestii, czy ta forma odpowiada hebrajskiemu oryginałowi. Jeżeli bowiem słuszna jest sugestia egzegetów, że dokładniejszym wyrażeniem myśli byłoby sformułowanie: "Nie dopuszczaj się morderstwa", w takim razie już w starotestamentowym przekazie zawiera się ograniczenie piątego przykazania do pewnej kwalifikowanej kategorii przestępstw. Sprawa na tym się jednak nie kończy. Idzie o to, że trudność zawarta w pytaniu: "Co z przykazaniem: Nie zabijaj?" odnosi się nie tylko do kary śmierci, ale także do związanej z tą karą dopuszczalności, a niekiedy wręcz obowiązku, zabicia człowieka we własnej obronie.

Zastanawiając się nad tym zagadnieniem, od wieków pasjonującym teologów i teologiczną myśl chrześcijańską, na wstępie trzeba jasno powiedzieć: przedmiotem zwyczajnego nauczania Kościoła są zasady moralne, nie zaś rozwiązywanie ewentualnych, powstających na tym gruncie dalszych problemów. Odnośnie do dwu wymienionych uprzednio kategorii działań, moralna doktryna Kościoła ogranicza się do stwierdzenia moralnej dopuszczalności kary śmierci. Natomiast tradycyjna teologia katolicka, posługując się w tym przypadku filozoficzną metodą myślenia, we wskazanym zakresie skonstruowała wyjaśniającą teorię, której zadaniem jest te dwie moralne normy uzgodnić z przykazaniem "Nie zabijaj". Przewodnią ideą tego poglądu było wykazanie przy pomocy tzw. zasady podwójnego skutku, że śmierć agresora stanowi uboczny skutek, ponadto pośrednio tylko zamierzony przez broniącego się człowieka, a przez to nie podpada pod zakaz przykazania piątego. Zasadę tę wprowadził św. Tomasz z Akwinu, po dziś dzień ma ona licznych zwolenników wśród katolickich moralistów.

Podobnie ma się sprawa z karą śmierci. Tradycyjna teologia przypisywała państwu atrybut stosowania kary śmierci jako środka niezbędnego dla zabezpieczenia podstaw prawno-moralnego ładu życia społeczeństwa oraz bezpieczeństwa publicznego, wobec czego kara śmierci pozostaje poza zasięgiem obowiązywalności przykazania "Nie zabijaj".

Innymi słowy, obydwa przytoczone przypadki nie popadają w konflikt z przykazaniem piątym za względu na wskazane odrębności ich moralnej struktury. Obok naszkicowanej i powszechnie przyjmowanej tradycyjnej koncepcji, historia chrześcijańskiej myśli etycznej zna inne rozwiązania tych dwóch krańcowych sytuacji. W moim ujęciu taką właśnie kategorią jest "idea ograniczenia moralnego zakresu wartości". Jej sens istotny wyraża teza, w myśl której obiektywny porządek moralny jest tak ukonstytuowany, że tworzące go wartości moralne pozostają w stosunku hierarchicznej między sobą zależności. "Słabsza" wartość, czyli wartość podporządkowana wyższej wartości, nie obejmuje swym zasięgiem takiego działania, które by zakładało pogwałcenie wyższej wartości. Tak ma się sprawa w przypadku agresji. "Słabszą" wartością jest tu moralna wartość życia agresora, która jest ważna we wszystkich okolicznościach, z wyłączeniem jednak z jej zakresu aktu agresji. Dlatego ofiara agresji zabijając we własnej obronie życia, które jest tu "silniejszą" wartością, nie narusza w tym akcie moralnej wartości życia agresora, ponieważ agresor atakując życie innego człowieka, stawia się poza granicami własnego moralnego prawa do życia. A zatem pozostając nadal człowiekiem, jako byt psychofizyczny nie jest człowiekiem chronionym przez moralne prawo zabraniające pozbawiać człowieka życia.

Samym swoim postępowaniem stawia się w tym momencie poza tym prawem?

- Tak, jego działanie nie mieści się w porządku prawa do obrony życia ludzkiego. Czyli ten, kto się broni, nie gwałci wartości moralnej, zabija człowieka, ale nie narusza prawa moralnego, ponieważ to prawo nie obejmuje agresora. I na tej podstawie państwo wkracza jako egzekutor prawa ofiary do obrony i wymierzenia sankcji za pogwałcenie jej życia. Konsekwencją tego wywodu jest stwierdzenie, że to nie Kościół nauczający przez 2000 lat swojej historii rzekomo "wikłał się w beznadziejnych próbach usprawiedliwienia przekroczenia normy 'Nie zabijaj'" w przypadku wykonywania kary śmierci", jak to z bólem serca sugeruje wspomniany przez Pana publicysta "Tygodnika Powszechnego". Nauka Kościoła była w tych dwóch sprawach jednoznacznie określona i jednoznacznie głoszona, tylko na terenie teologii i etyki toczyły się dyskusje, jak się ma sprawa z przykazaniem "Nie zabijaj" w kwestii samoobrony czynnej i kary śmierci. Sprowadzając wszystkie rozwiązania do wspólnego mianownika, można powiedzieć, że przykazanie piąte jest przykazaniem obowiązującym niezmiennie, ale w ograniczonym zakresie. Właściwością porządku moralnego jest to, że agresja nie jest broniona prawem moralnym i dlatego obrona przed nią nie narusza wartości moralnych.

Przeciwnicy kary śmierci zarzucają, że jej zwolennicy nie dostrzegają nieodwracalnego skutku, jaki niesie ze sobą i nie dają tym samym szansy nawrócenia się skazanego mordercy. Czy może Ksiądz Profesor odnieść się do takiego poglądu na temat "miłosierdzia"?

- Odnośnie do chrześcijańskiego rozumienia miłosierdzia w jego relacji do porządku sprawiedliwości, a w ramach tego porządku do kary śmierci, istotne kwestie w tym zakresie poruszyłem już w odpowiedzi na Pańskie wcześniejsze pytanie. Przeciwnicy kary śmierci jak zwykle posługują się metodą absolutyzowania wtórnych aspektów zagadnienia, aby rzucić zasłonę na sprawy istotne. Akt nawrócenia się skazańca jest aktem wolnej woli i dlatego w tych samych warunkach jeden może się nawrócić, drugi zaś trwać będzie nadal w swoim zbrodniczym uporze. Klasycznym przykładem tego są dwaj łotrzy na krzyżu, ukrzyżowani razem z Panem Jezusem. W tej samej sytuacji, w tym samym momencie mieli te same możliwości nawrócenia się. Tymczasem jeden skorzystał z tej szansy, a drugi nie. Istotne jest jednak to, że jeszcze przed wykonaniem wyroku skazaniec zawsze może się nawrócić. Natomiast nie ma żadnych podstaw do twierdzenia, że przez zniesienie kary śmierci stwarza się realne szanse nawrócenia osób winnych wielkich przestępstw. Mając wolną wolę, mogą zawsze się nawrócić, oczywiście aktem ekspiacji przed Bogiem. Dlatego moralnym obowiązkiem wykonawcy kary śmierci jest zadbanie o zapewnienie skazanemu kontaktu z duchownym, który by go dysponował na śmierć.

Jednym z argumentów abolicjonistów jest powoływanie się na wypowiedzi Ojca Świętego Jana Pawła II. Czy nie powinny one powstrzymywać od stosowania kary śmierci w katolickich społeczeństwach? Jakie winno być w takim razie stanowisko katolika w tej kwestii? Czy politycy odwołujący się do odwiecznego nauczania Kościoła mają moralne prawo do stawiania postulatu przywrócenia kary śmierci?

- Pytaniem tym dotyka Pan ważnego aspektu kary śmierci, który dotychczas pozostawał w cieniu komentarzy do moich wypowiedzi, a dotyczy moralnej dopuszczalności. Idzie o to, że nawet w założeniu dopuszczalności kary śmierci pozostaje kwestią otwartą jej stosowanie. W rozważaniach teoretycznych problematyka ta najczęściej występuje pod nazwą celowości kary śmierci albo też jej użyteczności. Otóż, celowość kary śmierci charakteryzuje się przede wszystkim tym, że zakłada odpowiednią ocenę ogólnej sytuacji społeczeństwa. Jest przeto rzeczą możliwą, że w życiu określonego społeczeństwa mogą zaistnieć warunki spokoju i stabilizacji, że doszło do znacznej redukcji przypadków zbrodni kapitalnych przy równoczesnym wydoskonaleniu się funkcjonowania instytucji penitencjarnych, a więc są realne przesłanki dla ograniczenia stosowania wyroków kary śmierci bądź nawet jej zawieszenia lub też całkowitego jej zniesienia. Takiej możliwości nie możemy wykluczyć. Do tego właśnie zmierzają apele Ojca Świętego Jana Pawła II, które są wyrazem tendencji do maksymalnego eliminowania w życiu społecznym stosowania siły, stworzenia zaś w to miejsce atmosfery tolerancji i szacunku dla moralnych wartości, w tym także ludzkiego życia. Dlatego apele te zasługują na uznanie i poparcie.

Z tego jednak co powiedziałem widać, że zarówno realne możliwości praktycznej realizacji tych wezwań i zachęt Papieża, jak i ogólnie rozumiana celowość redukowania bądź znoszenia kary śmierci zakładają przesłanki na wskroś historycznej i sytuacyjnej natury. Musi je poprzedzić rzetelna ocena całokształtu aktualnych warunków życia społecznego i dlatego ostateczny wynik tego oszacowania może w jednej sytuacji społeczeństwa wypaść na korzyść łagodzenia stosowania kary śmierci czy wręcz rezygnacji z niej. Natomiast w innych uzasadniać może decyzje zachowania jej, zarówno w zapisie prawa karnego, jak i praktycznego w granicach konieczności jej egzekwowania. To zadanie wszakże leży w kompetencjach władzy państwowej i jej działań w obronie interesów ogółu społeczeństwa. Dlatego politycy katoliccy mogą optować na rzecz przywrócenia kary śmierci, jeśli mają ku temu wystarczające powody. W odniesieniu do celowości kary śmierci nie ma rozstrzygnięć stałych i niezmiennych, jak to ma miejsce w sprawie dopuszczalności kary śmierci. Punkt ciężkości problemu przesuwa się w stronę edukacji społeczeństwa, zmierzającej do podniesienia moralno-prawnej kultury społeczeństwa, u piastujących zaś władzę państwową i w elitach do wyrabiania poczucia odpowiedzialności i troski o dobro wspólne ogółu. Nauczanie Jana Pawła II w odniesieniu do moralności kary śmierci nabiera pełnego, usankcjonowanego posłannictwem sprawowanego przezeń urzędu, znaczenia. Chodzi o to, aby całe społeczeństwo pracowało nad rozwojem kultury.

Jednym z "estetycznych" argumentów przeciwko karze śmierci jest problem pod hasłem: "ktoś musi być katem...". Według tego typu sądów, większość społeczeństwa domaga się stosowania kary śmierci, ponieważ nie bierze pod uwagę roli kata. Ich ocena, zdaniem owego poglądu, mogłaby ulec zmianie, gdyby uświadomili sobie "straszne zadanie masowego zabójcy". Jak Ksiądz Profesor mógłby skomentować ten problem?

- Oczywiście, jeśli kara śmierci ma być wykonywana, to ktoś musi być katem. Wiązanie zaś tej funkcji "ze strasznym zadaniem masowego zabójcy" jest znowu zwykłym chwytem abolicjonistycznym. "Straszne zadanie masowego zabójcy" przybiera rzeczywiście tragiczne oblicze nie przy wykonywaniu kary śmierci, która ma z reguły czysto indywidualny charakter, ale tam, gdzie mają miejsce zbrodnie sądowe, kiedy nadużywa się kary śmierci do celów, np. politycznych. Z historii wiadomo, że do tych masowych nadużyć dochodziło zazwyczaj w toku krwawych rewolucji, jaką była, np. Wielka Rewolucja Francuska, gdzie ścinano głowy tak często, iż gilotyna stępiała i trzeba było wymieniać ostrza. Ale to nie było żadne wykonywanie kary śmierci - było to po prostu niszczenie, tak jak w Rosji w czasie rewolucji komunistycznej. To są zbrodnie, które nie były żadnym wykonywaniem kary śmierci według norm moralnych, obowiązujących w przypadku tego wymiaru kary. Problem kata polega na czymś innym. Sprowadza się on do pytania, które musi sobie zadać sam kat, czy ma wykonać wyrok sprawiedliwie wydany, czy też moralnie naganny (jak w przypadku powyżej wymienionych zbrodni) albo przynajmniej ma obawy, czy jest to wyrok sprawiedliwy. Rozwiązanie tych realnych kazusów nie ma nic wspólnego z dopuszczalnością kary śmierci.

Oponenci wskazują jednak na jakiś problem sytuacji stresowej dla kata, który musi wykonywać wyrok.

- To jest problem wchodzący w zakres zainteresowań i kompetencji psychologa, nie zaś etyka. Jeśli zaś nikt z uczonych uprawiających profesjonalnie badania psychologiczne nie zajął się zbadaniem stresowych, o ile takie istnieją, napięć kata, to nie mamy wiarygodnych w tym względzie ustaleń. A obawy abolicjonistów można "między bajki włożyć".

Serdecznie dziękuję Księdzu Profesorowi za rozmowę.


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Sob 12:59, 27 Sie 2016, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29684 Przeczytał: 305 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:31, 04 Paź 2009 Powrót do góry

Proszę zajrzeć również do: artykułu Romana Konika - "Cui bono - rzecz o karze smierci"
(...)
[link widoczny dla zalogowanych] (link nieaktualny)

artykuł dostępny tu:

[link widoczny dla zalogowanych]


"Kara śmierci jako akt miłosierdzia" - Łukasz Kluska
(...)
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Pią 11:18, 03 Sie 2018, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29684 Przeczytał: 305 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 10:47, 11 Lip 2011 Powrót do góry

Cytat:
"Kara śmierci jako akt miłosierdzia" - Łukasz Kluska
[link widoczny dla zalogowanych]

(powyższy link nie aktualny)

Treść artykułu:

„Bezkarność i bezwyznaniowość
są rodzonymi siostrami
i obsługują je ci sami kapłani”
Stanisław Koźmian


Zdecydowana większość prawicowych publicystów biorąc w obronę karę śmierci stawia sobie za cel uzasadnienie słuszności jej praktykowania w imię sprawiedliwości, obrony ładu publicznego, odpowiedzialności człowieka za własne czyny czy nawet wierności tradycjom prawnym wszystkich cywilizowanych społeczeństw minionych wieków. Jak jednak przekonać tych, dla których te pryncypialne wartości ustępują wobec lewicowej demagogii wzywającej na adwokata abolicjonizmu slogany o „godności człowieka” na dodatek wsparte autorytetem papieża Jana Pawła II? Pytanie to wydaje się być niezwykle ważne, zważywszy że Benedykt XVI również publicznie podzielił stanowisko swojego poprzednika przesyłając na światowy kongres przeciwników kary śmierci list w którym określił karę główną jako zamach na życie ludzkie oraz obrazą godności człowieka. Można więc zadać papieżowi retoryczne pytanie: czy Kościół katolicki, który przez dwa tysiące lat ustami papieży, świętych i doktorów Kościoła jednym głosem akceptował i pochwalał karę śmierci upatrując w niej bardziej balsam miłosierdzia dla upadłych dusz niż akt sprawiedliwości występował tym samym przeciwko ludzkiemu życiu?

Postępowa myśl teologiczna zaprzężona w rydwan abolicjonizmu zwykła podkreślać wyższość miłosierdzia nad sprawiedliwością, tym samym jednoznacznie poddając dewaluacji tę drugą cnotę – cóż jednak pocznie gdy wykażemy zupełną zgodność właśnie miłosierdzia z karą śmierci? Mało powiedziane! Z zasad wiary katolickiej jasno wynika, że kara śmierci jest bardziej wyrazem miłosierdzia Bożego niż Jego sprawiedliwości. Powyższe zdanie może być niezrozumiałe tylko dla ateistów, gdyż negując grzech czyli największą obrazę Boga nie pojmują oni zarazem konieczności żałowania zań co implikuje wykluczenie aktów zadośćuczynienia i pokuty. Jeśli ateista nie wierzy w Boga jak może pojąć konieczność żalu i pokuty za Jego obrazę? Otóż taki jest sens wszystkich kar, że oddając one zadość cnocie sprawiedliwości, zarazem w zależności od stopienia dolegliwości kary ułatwiają one człowiekowi pojęcie rozmiaru zbrodni jakiej się dopuścił. Tym samym są świętym środkiem kierującym człowieka do żalu ergo do nawrócenia i poprawy życia.

Prawdą wiary katolickiej jest, że przychodząc na ten świat rodzimy się wrogami Pana Boga wskutek grzechu pierworodnego. Grzech ten zostaje zmazany przez Sakrament Chrztu. Skutki grzechu pierworodnego jednak pozostają i czynią naszą naturę słabą, zmysłową, leniwą i pożądliwą co skłania nas w kierunku jedynego obiektywnego zła, czyli grzechu. Każdy grzech pociąga za sobą nieodwracalne konsekwencje. Sakrament pokuty zmazuje grzechy ale nie wykreśla kary za nie. W przypadku odebrania komuś niewinnemu życia, zbrodnia ta przed Tronem Boga jest tak straszliwa, że bez równoważących środków zadośćuczynienia (kara śmierci) nawrócenie a w konsekwencji zbawienie duszy mordercy pozostaje pod wielkim znakiem zapytania. Dlatego jak czytamy w Sumie Teologicznej św. Tomasza z Akwinu: „kara śmierci nałożona za grzech usuwa całą należną karę za winy w tamtym życiu, albo część kary według ilości winy, cierpliwości i skruchy – nie zaś śmierć naturalna.”

Kara musi być równoważna do winy, tak aby pomogła człowiekowi we wzbudzeniu wystarczającej skruchy za grzech, czyli szczery ból w duszy człowieka za obrazę Boga. Jeśli przykładowo dziecko dopuściłoby się się kradzieży dużej sumy pieniędzy a rodzice zastosowaliby niewspółmiernie do czynu słabą karę (np. zakaz jedzenia słodyczy) dziecko uległoby wskutek tego jeszcze większej deprawacji, a nawet potraktowałoby kradzież jak tylko lekkie, nieznaczne przewinienie. Przeciwnie, jeżeli kara byłaby istotnie adekwatna do rozmiarów kradzieży pojęcie skali zła zostałoby należycie odebrane przez sumienie dziecka czyli osąd jego rozumu.

Dla tych też powodów Kościół katolicki na przestrzeni dwóch tysięcy lat zawsze i wszędzie popierał i pochwalał karę śmierci za najcięższe zbrodnie. O słuszności tej postawy można przekonać się na podstawie niezliczonych świadectw skazańców, gdy na kartach historii czytamy o wzruszających chwilach cudownych nawróceń nawet najbardziej zatwardziałych zbrodniarzy. W czasach powszechnego praktykowania kary głównej w zasadzie regułą były nawrócenia morderców przed przystąpieniem na szafot. Dzięki tej karze niezliczone rzesze łotrów ocaliły swe biedne dusze. Dzięki tej surowej karze zbrodniarze otrzymywali zazwyczaj przed egzekucja łaskę nawrócenia, w przeddzień egzekucji przystępowali do sakramentu świętej spowiedzi aby ze skruchą w sercu za dokonane zło wstąpić na drogę wiecznego życia. Istnieje piękna książka, więzienny pamiętnik Jakuba Fescha, który nawrócił się w więzieniu, oczekując właśnie na karę śmierci. Polskie wydanie tej książki przyjęło za tytuł ostatnie zdanie z dzienniczka skazańca: „Za pięć minut zobaczę Jezusa”. Autor opisuje w nim historię swojego życia, obrzydliwego i pogrążonego w najgorszych grzechach od najmłodszych lat. Podczas bójki ulicznej autor pamiętnika zastrzelił policjanta. Pojmany i osądzony otrzymał wyrok śmierci. Jak sam przyznał, dzięki tej karze w więzieniu nawrócił się na wiarę katolicką. Na kartach więziennego pamiętnika dziękował Bogu za karę śmierci, dzięki której ocalił swą duszę przed piekłem, podkreślając zarazem, że kara długoletniego więzienia jeszcze bardziej oddaliłaby go od Boga i pogrążyła w zatwardziałości serca. Czy to świadectwo nie jest wystarczająco jasnym dowodem na miłosierdzie jakie Bóg udziela człowiekowi przez najwyższy wymiar sprawiedliwości? Każde lekarstwo jest środkiem aplikowanym organizmowi w celu wywołania określonych skutków. Kara śmierci to lekarstwo Bożego miłosierdzia, które Stwórca daje człowiekowi, aby ułatwić grzesznikowi pojednanie się z Nim, poprzez wzbudzenie aktu żalu i przyjęcie wynagradzającego zadośćuczynienia.

Warto więc z tej perspektywy spojrzeć na doktrynę abolicjonizmu, a przede wszystkim jej historyczne korzenie. Do czasów rewolucji francuskiej negacja kary śmierci była powszechnie uznawana za tak wielki absurd, że nikt nie podejmował nawet próby publicznej debaty nad jej słusznością. Nawet protestanccy heretycy jak Luter, Kalwin czy Zwingli nie ośmielili się jej kontestować, a wręcz wielokrotnie przytaczali argumenty na rzecz konieczności jej stosowania. Walka z karą śmierci na arenie dziejów rozpoczyna się dopiero od epoki ateistycznego oświecenia, kiedy to francuscy szaleńcy zwani racjonalistami ośmieli się poddać w wątpliwość istnienie samego Boga. Naturalną konsekwencją ateistycznej doktryny było zastąpienie wiary w Boga wiarą w człowieka, takim więc sposobem prawa człowieka ogłoszone przez rewolucję francuską wyparły Prawa Boże. Z tej ideologii wprost zrodził się abolicjonizm, bo jakże można uśmiercać w majestacie prawa bożka nowej religii czyli „człowieka” wyposażonego rzekomo w niezbywalną godność. W 1764r. jeden z adeptów wskrzeszonego pogaństwa Cezary Beccaria popełnił pracę zatytułowaną „O przestępstwach i karach”, w której jako pierwszy publicznie poddał w wątpliwość stosowania kary śmierci z racji jej niehumanitarnego oblicza. Praca ta została potępiona przez Kościół katolicki i wpisana na index ksiąg zakazanych. Niestety kontynuację ideologicznej walki Cezarego Beccarii z karą śmierci podjęły wszystkie rewolucyjne i masońskie ruchy w XIX wieku, efektem czego „drzewo sprawiedliwości” zostało dziś wyrwane prawie ze wszystkich organizmów państwowych czyniąc tym samym obecną cywilizację równą w zasadzie porządkowi zwierzęcemu, gdyż jak pisał Koźmian „tylko zwierzęta żyją bez sprawiedliwości i kary”. W wyniku negacji grzechu, dewaluacji sprawiedliwości, sparodiowania cnoty miłosierdzia oraz zastąpienia szczerego, chrześcijańskiego przebaczania gorszącym pobłażaniem dla zła „uświęcono” w majestacie prawa wszystkie występki i zbrodnie.

Zwycięski pochód abolicjonizmu, którego ostateczne zwycięstwo przypadło na drugą połowę XX wieku, został znacząco przyspieszony przez proces światowej ateizacji, wypędzania Boga z życia publicznego państw i narodów. Kara śmierci na przestrzeni dziejów związana była nierozłącznie zawsze z aspektem religijnym. Od starożytności, przez okres średniowiecznych monarchii chrześcijańskich i czasów nowożytnych wiara nadawała moralną sankcję pochodzącej od Boga władzy państwowej do sięgania po najwyższą prerogatywę w celu ratowania odwiecznego porządku, ładu społecznego a nade wszystko upadłych dusz przed groźbą wiecznego potępienia. Tylko władza wyposażona w realny a nie iluzoryczny autorytet, którego prawdziwym źródłem jest tylko Bóg ma moralną siłę stosować karę śmierci. Jak jeszcze w 1985 roku podkreślał kardynał Kolonii Józef Hoeffner „Potęga i świętość porządku Bożego przejawia się w karze śmierci”. Co może być dla wielu zdumiewające (zwłaszcza dla naiwnie wierzących, że Kościół potępia karę śmierci), kara śmierci na globalną skalę zanikła dokładnie wraz z nastaniem neutralności religijnej państw, czyli de facto wypędzeniem Boga z życia publicznego narodów. Przykładowo, ateistyczny twór, jak Unia Europejska, która dopuszcza każdego roku do mordowania setek tysięcy nienarodzonych dzieci uczyniła wręcz z abolicjonizmu fundamentalne credo swej ideologii. Usunięcie kary śmierci z większości kodeksów karnych miało bezpośrednią korelację z heretycką doktryną wolności religijnej. Dopiero demokratycze państwa laickie podjęły się na powszechną skalę likwidacji kary śmierci i proces ten doprowadziły do zadziwiającego finału w ostatnich dziesięcioleciach. Zjawisko to bardzo trafnie ujął niemiecki konserwatysta Wilhelm Stapel: „Ofiary z życia można zażądać jedynie wówczas, gdy działa się z Boskiego nadania lub w służbie świętych wartości, w przeciwnym razie byłby to morderczy przymus. Dlatego też państwo świeckie próbuje koniecznie znieść wojnę. Pacyfizm ze swej istoty jest likwidacją państwa. Prawo wymierzania kary śmierci oznacza, że państwu wolno zanegować doczesną egzystencję określonych jednostek. Zniszczenie życia może być usprawiedliwione jedynie wówczas, gdy dokonuje się z nadania instancji wyższej niż ziemska. Inaczej kara śmierci byłaby niczym innym jak uzurpowaniem sobie prawa do mordu. Dlatego świeckie państwo próbuje koniecznie znieść karę śmierci”. Demokratyczne państwo laickie jest duchowym karłem, które „nie czuje w sobie ani mocy,ani powagi, ani powołania, ani namaszczenia do karania”. Dlatego co zrozumiałe demokracja neguje fundamentalną prerogatywę władzy do karania śmiercią zbrodni, gdyż swój fikcyjny autorytet i władzę zawdzięcza niegodziwym zasadom, w których kartka wyborcza morderców waży tyle co szanujących prawo obywateli.

Abolicjonizm jest zupełnie zrozumiałym następstwem ateizmu: skoro nie ma grzechu, nie ma więc kary za grzech, a wszystko kończy się wraz z biologiczną śmiercią człowieka. Dlatego jak podkreśla prof. Romano Amerio: „Kara śmierci wydaje się barbarzyństwem dla środowiska areligijnego, które żyjąc tylko doczesnością nie uznaje możliwości pozbawienia życia człowieka, gdyż stanowi ono dla niego główne dobro.” Natomiast dla katolika dobrem najwyższym nie jest doczesność lecz życie wieczne, zaś o jego osiągnięciu stanowi żal i pokuta za popełnione grzechy co czyni z kary śmierci szeroką drogę do bram Nieba. Abolicjonizm jest więc na gruncie katolickim niczym innym jak aberracją religijną i nadzwyczajną sprzecznością pojęciową a jednym z największych dowodów totalnej ignorancji religijnej w obecnych czasach jest powszechne przekonanie społeczne jakoby Kościół sprzeciwiał się karze głównej. Tylko ci ludzie, którzy przez swą pychę nie są w stanie pojąć miary zła jakiego dopuszcza się człowiek mogą być przeciwnikami kary śmierci i jej oczyszczającego strumienia. Ten strumień miłosierdzia i ratunku dla najbardziej zwyrodniałych dusz został dziś wstrzymany przez bezprecedensowy pochód światowego abolicjonizmu. Wygnanie Boga z życia publicznego państw i narodów pociągnęło za sobą jednocześnie wykluczenie kary śmierci z większości kodeksów karnych współczesnego świata. Zbrodniarze zostali pozbawieni najpewniejszej sposobności odpokutowania swych win przed Tronem Boga. Jestże to miłosierdzie czy sprawiedliwość?

Łukasz Kluska
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Sob 13:01, 27 Sie 2016, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Wakeford
Użytkownik


Dołączył: 17 Lut 2011
Posty: 228 Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 13:02, 11 Lip 2011 Powrót do góry

Wszelkie matactwa intelektualne w kwestii zniesienia kary śmierci są jedynie zasłoną dla sprawy zasadniczej. Szkoda, że nie widzi tego ks Ślipko i na dodatek jeszcze stosuje dziecinne argumenciki dla obrony faktycznego postulatu zniesienia kary śmierci przez JPII.
Otóż zniesienie kary śmierci jest w gruncie rzeczy rozbiciem sensu moralnego.
Moralność staje sie wtedy jedynie kwestią umowy społecznej.

I widać jak na dłoni te matactwa: jej stosowanie ma być zależne od waruków w demokratycznym społeczeństwie. A więc waga czynu nie zależy od jego materii, ale od warunków penitencjarnych i kultury demokratycznego społeczeństwa Shocked

I już tak całkiem marginalnie, bo takie dywagacje nie powinny mieć dla tej kwestii żadnego znaczenia:
przecież w demokracji jakiś ciężki zbrodniarz np pedofilia z morderstwem może być jednego dnia skazany na dożywocie, a następnego, w wyniku woli demokrytyczego społeczeństwa wyrażonego w akcie wyboryczym uznany za pokrzywdzonego biedaka i wypuszczony na wolność po wypłacie pokaźnego odszkodowania za uwięzienie.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29684 Przeczytał: 305 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 11:09, 22 Gru 2013 Powrót do góry

O. Jacek Woroniecki OP: Kara śmierci a etyka katolicka

Image

Obawa przed utratą tego, co człowiek uważa za najdroższe, wstrzyma niejednego od dogadzania na drodze przestępstwa swym pożądaniom lub namiętnościom. A skoro go nie wstrzymała i dopuścił się jednego z tych najcięższych przewinień naruszających porządek społeczny, przede wszystkim zabójstwa, to sprawiedliwe jest, aby sam został pozbawiony życia, skoro nie ceni go u innych.

Najwyższe dobro doczesne, jakim jest życie, winno być chronione karą pozbawiającą tego, co stoi najwyżej w skali dóbr doczesnych, a taka jest właśnie kara śmierci. Jej stosowanie nie jest bynajmniej sprzeczne z V przykazaniem, bo zakazuje ono zabijania powagą własną i załatwiania tą drogą porachunków osobistych, nie odnosi się zaś do prawa, jakie posiada społeczeństwo - karania cięższych przestępstw śmiercią. Najlepszym tego dowodem jest to, że natychmiast po ogłoszeniu Dekalogu Mojżesz ustanowił karę śmierci za cały szereg przewinień, nawet nie najcięższych, np. za złorzeczenie rodzicom.

Etyka chrześcijańska nie wchodzi w szczegóły, gdy chodzi o wskazanie, jakie przestępstwo winno być karane śmiercią, ale stoi na stanowisku, że państwo ma prawo stosować tę karę za przewinienia szczególnie szkodliwe dla wspólnego dobrobytu społeczeństwa.

Na pozór trudniej pogodzić karę śmierci z celem /.../, jakim jest zadośćuczynienie Bogu. A jednak z tego, co powiedzieliśmy wyżej o tych dwóch celach kary, wynika z żelazną konsekwencją, że możność zapłacenia za popełnione przewinienia życiem ma wszelkie dane, aby stać się dla przestępcy pobudką do odrodzenia duchowego, a więc i radykalnej poprawy, i uleczenia przed stanięciem na sądzie Bożym.

Jak widzieliśmy powyżej /.../, nikomu nie wolno wymierzyć sobie samemu kary śmierci za popełnione przewinienia, ale przyjąć ją należy, gdy zostanie wymierzona wyrokiem sądu państwowego. Poddanie się jej w nadprzyrodzonym duchu wiary i pokuty posiada wielką moc zadośćuczynienia, choćby za największe przestępstwa popełnione w ciągu życia. Jeden z łotrów na Golgocie dał nam wzór, jak z kary śmierci można wyciągnąć największą korzyść dla duszy. Jego słowa: "godną zapłatę za uczynki odbieramy", najlepiej pokazują ten nastrój, który w mgnieniu oka leczy duszę złoczyńcy, kruszy jej przywiązanie do grzechu i sprawia, że kara przemienia się w pokutę, a ta prowadzi do zbawienia.

Poprawczy charakter kary śmierci, gdy rozważa się ją z nadprzyrodzonego punktu cnoty pokuty, występuje w całej pełni i doświadczenie krajów, w których obyczaj chrześcijański jest jeszcze żywy, wskazuje, że ogromna większość przestępców pod wpływem tego wstrząsu, jakim jest wyrok śmierci, poddaje się łasce nawrócenia. Znane są przypadki, że tak nawrócony skazaniec nie chce składać prośby o ułaskawienie, widząc jasno, że śmierć przyjęta w tych warunkach jako odkupienie grzechów daje mu taką nadzieję zbawienia, jakiej nie miałby spędzając resztę życia w więzieniu. Bo rzeczywiście, przy największych wysiłkach, jakie czynią społeczeństwa, aby z więzień zrobić zakłady poprawcze, człowiek skazany na długoletnie zamknięcie albo w samotności, albo w towarzystwie ludzi często głęboko zdeprawowanych, zbyt narażony jest na to, że nie wytrwa w nastroju pokuty, jaki wywołała w nim groza śmierci.

Nietrudno zrozumieć, że w krajach, które zatraciły ducha chrześcijańskiego, powyższe względy nic nie znaczą i że budzą się w nich tendencje do zniesienia kary śmierci. Stosowana bowiem tylko dla racji odwetowych i prewencyjnych, z pominięciem względu na poprawę przestępcy, ma ona w sobie coś, co słusznie wywołuje zastrzeżenia. W okresach większych niedomagań społecznych, kiedy przestępczość wzrasta i wymaga silniejszych represji, te kraje, które pod wpływem niewiary i liberalizmu już zniosły karę śmierci, powracają do niej. Spełnia ona wtedy swe wtórne zadanie, ale nie spełnia, albo przynajmniej rzadko, pierwszego, jakim jest poprawa przestępcy, skoro w społeczeństwach, które utraciły obyczaj chrześcijański, znikło zrozumienie jej nadprzyrodzonej doniosłości.

Tam, gdzie myśl o życiu nadprzyrodzonym jest w społeczeństwie żywa, kara śmierci spełnia też całkowicie swe zadanie zadośćuczynienia Bogu. Każdy człowiek winien być gotów oddać Bogu to życie, które dostał z Jego rąk, toteż przyjmowanie śmierci z całkowitym poddaniem, ma zawsze wielką wartość zadośćuczynienia sprawiedliwości Bożej. Są ludzie, którym danym jest złożenie życia w ofierze za wielkie sprawy - za wiarę, w chwilach prześladowań oraz za ojczyznę, gdy wypadnie jej bronić w wojnie sprawiedliwej. Podobnie oddanie życia Bogu w wypadkach kary śmierci, choć nie posiada (jako mniej dobrowolne) tych cech bohaterstwa, jest aktem, który naprawia ujmę przyniesioną Bogu przez nieposzanowanie Jego praw i tego porządku społecznego, jaki ustanowił On wśród ludzi.

Większe uświadomienie w świecie katolickim wszystkich nadprzyrodzonych aspektów kary śmierci sprawiłoby, że spełniałaby ona lepiej to zadanie, jakie Bóg przeznaczył jej dla zbawienia dusz obciążonych szczególnie wielkimi przestępstwami.

Katolicka etyka wychowawcza, t.II, cz. 2, Lublin 1986, s. 385 - 388
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Sob 13:02, 27 Sie 2016, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29684 Przeczytał: 305 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 10:41, 15 Mar 2014 Powrót do góry

O karze śmierci
(...)
[link widoczny dla zalogowanych]

Inne wypowiedzi w tym temacie tu:
(...)
http://www.traditia.fora.pl/kosciol-w-mediach-polska,63/kosciol-wobec-kary-smierci-wypowiedz-abp-michalika,7073.html


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Sob 13:03, 27 Sie 2016, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29684 Przeczytał: 305 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 11:01, 15 Mar 2014 Powrót do góry

stefan napisał:
Teodor Wielgus - Teologiczne podstawy kary śmierci
(...)
Dodajmy na koniec, iż św. Tomasz uznawał, że kara śmierci wykonana na grzeszniku automatycznie oczyszcza duszę z najcięższych nawet grzechów, W komentarzach na temat „sukcesów” Papieża w walce ułaskawienie skazanych na śmierć dziennikarze pisali: „Ojciec Święty uratował” („Rzeczpospolita”, 30 stycznia 1999). Można by powiedzieć: „Uratował ciało, ale nie uratował duszy”.

Zawsze Wierni, nr 26, 01-02.1999, s. 122.
[link widoczny dla zalogowanych]



Wyjaśnienie do powyższego:

Teodor Wielgus, Kara śmierci a odpuszczenie grzechów

W poprzednim numerze „Zawsze Wierni” (nr 26) ukazał się mój artykuł pt. Teologiczne podstawy kary śmierci, w którym m.in. znalazło się następujące stwierdzenie: „Dodajmy na koniec, iż św. Tomasz uznawał, że kara śmierci wykonana na grzeszniku automatycznie oczyszcza duszę z najcięższych nawet grzechów”. Po tej publikacji pojawiły się głosy poddające w wątpliwość ww. tezę, szczególnie w kontekście użycia zwrotu „automatycznie”. W związku z powyższym, poczułem się w obowiązku dopisania paru słów komentarza.

Po pierwsze. Kościół zawsze uważał, iż wykonanie kary śmierci (na podstawie prawowitego wyroku) może tylko pomóc duszy winowajcy, a nie zaszkodzić. Nie można sobie wyobrazić sytuacji, że jakiekolwiek postępowanie Kościoła dokonywałoby się kosztem danego człowieka – czyli ze szkodą dla zbawienia tej duszy – choćby pod pozorem „mniejszego zła”. Stąd też, wydawanie wyroków śmierci (nie przez Kościół, ale przez władzę świecką za aprobatą Kościoła) zawsze było podyktowane pragnieniem zbawienia duszy grzesznika. Autorzy (np. Father J. V. Elmer, Capital Punishment) powołują się tu na słowa św. Pawła: „wydajcie takiego szatanowi na zatracenie ciała, lecz ku ratunkowi jego ducha w dzień Pana Jezusa” (1 Kor 5, 5).

Druga sprawa. Odpuszczenie grzechów wcale nie oznacza darowania kar doczesnych, czyli w tym przypadku uniknięcia cierpień czyśćcowych. Nie można zatem twierdzić, iż akceptacja ww. tezy oznacza automatyczne uznanie winowajcy za świętego i wyniesienie go na ołtarze. Nie należy też wywodzić, iż odpuszczenie grzechów miałoby się dokonywać bez nawrócenia, czy też bez aktu żalu doskonałego skazanego. Należy raczej mówić o nadzwyczajnej łasce do nawrócenia w godzinę śmierci.

Podana wyżej „kontrowersyjna” teza oparta była o pogląd wyrażony przez św. Tomasza w Summa Contra Gentiles, tom III, komentarz do twierdzenia nr 146: „że nakładanie kary przez sędziego jest prawowite”. W komentarzu św. Tomasza czytamy m.in.: „Fakt, iż nikczemnicy, póki żyją, mogą się jeszcze nawrócić nie wyklucza możliwości sprawiedliwego wykonywania na nich kary śmierci, ponieważ niebezpieczeństwo zagrażające społeczności z faktu pozostawania ich przy życiu jest większe i pewniejsze, niż dobro oczekiwane z ich nawrócenia. Ponadto, w godzinę śmierci mają oni wszelkie środki konieczne do nawrócenia się do Boga poprzez akt żalu. A jeżeli są, oni tak zatwardziali, iż nawet w godzinę śmierci ich serca nie odwracają od ich nikczemności, można śmiało założyć, że i tak nigdy by się nie nawrócili”.
Niewątpliwie więc św. Tomasz uznawał, iż moment wykonania kary śmierci wiąże się ze szczególnymi łaskami do nawrócenia dla grzesznika. Użyty w „Zawsze Wierni” (nr 26) zwrot „automatycznie oczyszcza duszę” oczywiście ma sens tylko wtedy, jeśli założymy, iż przed wykonaniem kary śmierci skazaniec nawrócił się.

Zawsze Wierni, nr 27, 03-04.1999, s. 126.
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Pią 11:20, 03 Sie 2018, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29684 Przeczytał: 305 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 11:05, 15 Mar 2014 Powrót do góry

Ks. Karl Stehlin, Święty Tomasz wobec kary śmierci

Aby zakończyć dyskusję dotyczącą artykułu Teodora Wielgusa nt. kary śmierci pragnę wyjaśnić, że św. Tomasz z Akwinu w Sumie Teologicznej wyraził swoje stanowisko w następujący sposób: „Tego rodzaju grzeszników, od których raczej szkody spodziewać się można dla innych aniżeli poprawy, zarówno prawo boskie jak i ludzkie nakazuje skazywać na śmierć. Czyniąc to, sędzia kieruje się nie nienawiścią, lecz miłością, dla dobra społeczeństwa, które ma większą wartość niż życie jednostki. Co więcej, śmierć wymierzona przez sędziego przynosi pożytek grzesznikowi: jest ekspiacją za winy, jeśli się nawróci, a kładzie kres winie, jeśli się nie nawróci, ponieważ odbiera się mu możność dalszego dokonywania występków” (II–II, q. 25, a. 6, ad 2).

W Indeksie Sumy Teologicznej pod nazwą mors („śmierć”), znajduje się następujące wyjaśnienie: Mors illata etiam pro criminibus aufert totam poenam pro criminibus debitam in illa vita, vel partem poenae secundum quantitatem culpae, patientiae et contritionis, non autem mors naturalis – „śmierć nałożona za winy usuwa całą należną karę za winy w tamtym życiu, albo część kary według ilości winy, cierpliwości i skruchy – nie zaś śmierć naturalna”.

Profesor Romano Amerio w swej książce Iota Unum (Kansas City, 1997) podaje przykład, jak bardzo powyższa myśl św. Tomasza była powszechną w Kościele. Pisze, iż powstało nawet Bractwo Św. Jana Chrzciciela Ściętego, którego celem było towarzyszyć skazanym do miejsca egzekucji, przy tym członkowie tego Bractwa starali się wzbudzić w nich prawdziwą skruchę oraz akceptację dla kary śmierci, obiecując im obfitą łaskę Bożą (s. 434).
Jak bardzo kara śmierci może być okazją nie tylko powrotu do stanu łaski, ale także do świątobliwej śmierci, pokazuje chociażby przykład dobrego łotra na Kalwarii – św. Dyzmy, a również i tych wielu zbrodniarzy, którzy umierali w obecności św. Józefa Cafasso czy św. Katarzyny ze Sieny. Współczesnym przykładem może być Jacques Fesch, który zginął ścięty na gilotynie w 1957 r.; jego pisma więzienne są wzruszającym świadectwem duchowej doskonałości skazańca (zob.: A. M. Lemonnier, Lumiere sur l'echafaud, Paryż 1971).

Zawsze Wierni, nr 27, 03-04.1999, s. 127.

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Pią 11:21, 03 Sie 2018, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29684 Przeczytał: 305 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 13:14, 27 Sie 2016 Powrót do góry

Kościół katolicki a kara śmierci - ks. prof. Tadeusza Slipko SI
(...)
[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29684 Przeczytał: 305 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 10:54, 29 Sie 2018 Powrót do góry

Ciekawe teksty Luiza Sérgio Solimeo - o karze śmierci
(...)
http://www.traditia.fora.pl/papiez-franciszek-wybrany-13-marca-a-d-2013-r,84/papiez-apeluje-o-zniesienie-kary-smierci,14727.html#78445
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)