Autor Wiadomość
Teresa
PostWysłany: Wto 19:45, 09 Paź 2007   Temat postu:

Piękne historie życia i nawrócenia. Patrząc z czasów nam współczesnych, wydają się wprost nieprawdopodobne. Ale to my ludzie XX/XXI się pogubilismy na drogach naszego życia, jakże nie potrafimy czynić pokuty. A grzechy nieczystości czym dzisiaj są?

Postacie tych świętych nabierają szczególnego znaczenia w czasach nam współczesnych, albowiem są one przykładem zwycięstwa nad cielesnymi żądzami, zbierającymi obfity plon grzechu wśród zdemoralizowanej części społeczeństwa - grzechu rozwiązłości, który przybrał już takie rozmiary i tak się zakorzenił w świadomości, że uważany bywa za zjawisko normalne, nie zasługujące na potępienie. O ile pijaństwo i narkomania spotykają się ze społecznym potępieniem, o tyle swobodne zaspokajanie cielesnych namiętności liczyć może na poklask.

Jak wielkie niebezpieczeństwo dla zbawienia człowieka niesie za sobą rozwiązłość, mówi nam Pismo Święte:

"Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą Królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni wspóżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą Królestwa Bożego. (...) Ale czyż nie wiecie, że ten, kto łączy się z nierządnicą stanowi z nią jedno ciało? Będą bowiem - jak jest powiedziane - dwoje jednym ciałem (...). Strzeżcie się rozpusty: wszelki grzech popełniony przez człowieka jest na zewnątrz ciała; kto zaś grzeszy rozpustą, przeciwko własnemu ciału grzeszy. Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga i że już nie należycie do samych siebie?" (1 Kor 6, 9-10, 16-19). Z tym ostatnim wersetem ściśle koresponduje następujący: "Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście" (1 Kor 3, 16-17).

Jak więc wynika z Pisma Świętego - ze słów Bożych, nie mogą liczyć na osiągnięcie zbawienia ci, którzy uparcie trwają w grzechach cielesnych, odnosząc się do nakazów moralnych z lekceważeniem. Jedyną nadzieją na wyjednanie przebaczenia przez naruszającego Boskie przykazania, na miłosierdzie Pańskie, jest gorący żal za popełnione występki - jak to uczyniła św. Maria z Egiptu - oraz przystąpienie i odbycie sakramentu szczerej spowiedzi, gdzie sam Chrystus ustami kapłana udziela przebaczenia człowiekowi nieobłudnie żałującemu za swe złe czyny, słowa i myśli.
Teresa
PostWysłany: Wto 19:22, 09 Paź 2007   Temat postu:

C.D.

Zakończenie

Święta poprosiła starca, aby do chwili jej śmierci nikomu o niej nie opowiadał. „W następnym roku - powiedziała na koniec - nie wychodź z monasteru. Zresztą i tak nie będziesz mógł tego uczynić. W Wielki Czwartek przyjdź nad brzeg Jordanu i pozwól mi dostąpić jedności z Bogiem, udzielając Sakramentu Ciała i Krwi Pańskiej... Później przekaż ojcu Janowi, przełożonemu monasteru, w którym mieszkasz, by ten uważniej spoglądał na siebie i na powierzone mu duchowne stado”.

Kiedy w następnym roku na początku Wielkiego Postu wszyscy bracia kierowali swe kroki ku miejscom pustynnym, nasz starzec leżał chory. Wtedy wspomniał słowa świętej niewiasty i pragnąc spełnić jej prośbę, wyruszył w Wielki Czwartek nad brzeg Jordanu, zabierając ze sobą Święte Dary. Gdy przybył na miejsce, ujrzał, jak Maria, przeżegnawszy się szeroko, przechodzi rzekę tak, jakby to był suchy ląd. Na jej prośbę zmówił Symbol wiary i Modlitwę Pańską, potem udzielił jej św. Komunii. Wówczas kobieta, wyciągnąwszy ręce ku górze, wykrzyknęła: „Teraz odpuszczasz, Panie, służebnicę Twoją w pokoju, według słowa Twego, gdyż oczy moje widziały Twe zbawienie!”, zwracając się zaś do starca, rzekła: „Błagam cię, ojcze, w czasie następnego postu przyjdź do tej rzeczki, gdzie kiedyś rozmawialiśmy”. Zosima zaproponował jej jedzenie, ale kobieta przyjęła tylko trzy ziarna pszenicy, po czym przeżegnała się i przeszła na drugi brzeg, jak po lądzie, znikając w dali pustyni.

Starzec, zgodnie ze zwyczajem monasteru, w następnym roku znów udał się na pustynię do miejsca, gdzie po raz pierwszy spotkał świętą Marię. Ale tym razem nie zastał jej wśród żywych. Spoczywała z rękami złożonymi na piersiach i z twarzą zwróconą ku wschodowi, a u wezgłowia, na piasku, znajdował się napis: „Pochowaj tu, ojcze Zosimo, ciało pokornej Marii, oddaj proch prochowi. Módl Boga za mnie, zmarłą w miesiącu kwietniu, w pierwszy jego dzień, po przyjęciu Świętych Sakramentów”. Odmówiwszy stosowne modlitwy i psalmy, starzec z czcią pogrzebał ciało świętej w dole, wyrytym przez nie wiadomo skąd przybyłego lwa. Po powrocie do monasteru opowiedział całą tę historię braciom, ku wielkiej chwale Bożej.

Święta Maria z Egiptu doświadczyła w swym życiu głębi grzechu i wyżyn świętości, pokazując, że Bóg pragnie zbawienia wszystkich ludzi. Jej śmierć miała miejsce 1 kwietnia 522 roku, w czasach panowania cesarza Bizancjum Justyna Starszego, następcy świętego Justyniana.

tłum. ks. Mariusz Synak

http://cerkiew.info/pl/biblioteka/artykuly/f/23/48,40
Teresa
PostWysłany: Wto 19:19, 09 Paź 2007   Temat postu:

C.D.

Oto, co opowiedziała o sobie nieznajoma:

„Urodziłam się w Egipcie. Mając dwanaście lat, odrzuciwszy miłość rodziców, poszłam do Aleksandrii i tam straciłam dziewiczą czystość. Bez wstydu i zgrozy nie mogę nawet wspominać o tych bezeceństwach, jakich się dopuszczałam. Siedemnaście lat oddawałam się straszliwym grzechom. I oto raz ujrzałam tłum ludzi z Egiptu i Libii, kierujący się w stronę morza. Spytałam jednego z nich, dokąd podążają? Ten odpowiedział, że odpływają do Jerozolimy na święto Podniesienia Krzyża Pańskiego. Zabrałam się z nimi, nie mając niczego, czym mogłabym zapłacić za przejazd i wyżywienie. Byłam pewna, że moje zepsucie dostarczy mi wszystkiego, co będzie potrzebne, dlatego bez cienia wstydu przystałam do grupy młodych ludzi i wraz z nimi weszłam na statek.

Tonęłam wręcz w bezeceństwach, a potem tego samego, jeśli nie w większym stopniu, dopuszczałam się w Jerozolimie.
Nadszedł dzień święta. Ludzie szli do świątyni. Ja również udałam się ze wszystkimi i stanęłam w przedsionku. Ale kiedy doszłam do drzwi, niewidzialna siła Boża odrzuciła mnie od wejścia. Wszyscy wchodzili, i nikomu nikt nie przeszkadzał, a ja trzy - cztery razy próbowałam wejść do świątyni, i za każdym razem niewidoczna ręka nie wpuszczała mnie. Ciągle tkwiłam w przedsionku. W wielkim zmieszaniu stałam u drzwi, zastanawiając się, z jakiej przyczyny nie mogę wejść do środka.

I w końcu zbawcza siła Boża oświeciła oczy mej duszy, i gdy ogarnęłam spojrzeniem dotychczasowe obrzydliwe życie, wszystko zrozumiałam. Płacząc, uderzałam się w piersi i gorzko łkałam. W końcu podniosłam oczy i ujrzałam na ścianie ikonę Matki Bożej. Długo kierowałam swe błagania ku Władczyni Niebios, aby zmiłowała się nade mną, wielką grzesznicą, i otworzyła mi wejście do świątyni. Potem z drżeniem i nadzieją podeszłam do drzwi, które tym razem minęłam bez żadnych przeszkód, po czym mogłam wraz z innymi wejść i pokłonić się Życiodajnemu Krzyżowi.

Dzięki temu upewniłam się, że Bóg nie odrzuca skruszonego grzesznika, jakim by wielkim grzesznikiem nie był. Pocałowawszy Święty Krzyż powróciłam do ikony Przenajświętszej Bogurodzicy, i tam, podziękowawszy za niezmierzone miłosierdzie, poprosiłam o wskazówki wiodące ku pokucie. I wtedy, jakby z oddali, dał się słyszeć głos: „Za Jordanem odnajdziesz pełne ukojenie”. Ze łzami wykrzyknęłam, aby Najświętsza Bogurodzica mnie nie opuszczała, po czym podążyłam wypełnić wskazania. Po drodze ktoś dał mi trzy monety, mówiąc: „Przyjmij to, matko”. Z trzema chlebami, które kupiłam za te pieniądze, podążyłam za rzekę Jordan, i drogą, wskazaną mi przez ludzi doszłam o zachodzie słońca do cerkwi świętego Jana Chrzciciela, położonej nad samą rzeką. Po modlitwie w świątyni umyłam w tej oświęconej wodzie twarz i ręce, po czym powróciwszy do świątyni przyjęłam Tajemnicę Ciała i Krwi Pańskiej.

Posiliwszy się połową chleba zasnęłam na ziemi, a rano przeprawiłam się na drugi brzeg w niewielkiej łódce. I tak na koniec dotarłam na pustynię, gdzie trwam w oczekiwaniu wybawienia od cierpień ciała i duszy”.

Niewiasta umilkła. W ten sposób wyspowiadała się starcowi ze swej przeszłości, ale niczego nie opowiedziała o swym życiu na pustyni. Zosima jednak prosił opowiedzieć i o tym. W końcu wypełniając tę prośbę pokutnica opowiedziała następującą historię.

Przeżyła na pustyni 17 lat. Kiedy zjadła pozostałe dwa i pół chleba, za pożywienie musiały służyć jedynie rośliny. Straszne zmagania z przeróżnymi przeciwnościami trwały bardzo długo. Święta kobieta cierpiała z głodu i pragnienia tym mocniej, gdyż prześladowały ją myśli o mięsie i winie, którymi raczyła się obficie w przeszłości, lub gdy zły duch wskrzeszał w jej pamięci rozpustne piosenki, do których była przyzwyczajona. W tej walce z żądzami, atakującymi ją niczym dzikie bestie, pomoc i ukojenie przynosiła tylko gorąca modlitwa do Boga i Przenajświętszej Bogurodzicy.

Odzież Marii z upływem czasu wytarła się zupełnie, tak więc ciało jej narażone było latem na palące promienie słońca, zimą zaś na surowy chłód. Niejeden raz, cierpiąc duchem i ciałem, padała nieprzytomna na piasek, udręczona przez żar lub pokryta lodem. Ale Królowa Niebios nie odmawiała jej swej pomocy. „Wspominając - mówiła starcowi - od jakiego zła wybawił mnie Pan, znajduję dla siebie niewyczerpane źródło pożywienia w nadziei na zbawienie; wszechmocne słowo Boże karmi mnie i przyodziewa, bowiem nie samym tylko chlebem żyje człowiek. I zrzuciwszy szaty grzechu nie mają schronienia, ukrywając się wśród kamiennych szczelin.” Słysząc, że kobieta przytacza cytaty z Pisma świętego, starzec spytał, czy nie zgłębiała wcześniej Biblii. „Przez cały czas swego życia na pustyni – odpowiedziała - nikogo z ludzi, prócz ciebie, nie widziałam. Nie znałam też ksiąg. Jedynym mym przewodnikiem jest głos Boży, brzmiący w sercu. Ale dość już, już dość opowiadać! Zaklinam cię Słowem Bożym, które przyjęło Ciało, módl się za mnie, grzesznicę!” Zosima ze łzami rzekł: „Niech będzie błogosławiony Bóg, czyniący nieogarnione cuda. Niech Bóg będzie błogosławiony za Jego miłość do mnie! Zaprawdę, Panie, nie odrzucasz tych, którzy ku Tobie zdążają!”

C.D.N.
Teresa
PostWysłany: Wto 19:13, 09 Paź 2007   Temat postu:

C.D.

Spotkanie Zosimy z nieznajomą.

I oto kiedyś w południe, gdy Zosima zatrzymawszy się na chwilę, zwrócił swą twarz ku wschodowi i pogrążył we wzmożonej modlitwie, ujrzał ze swej prawej strony jakby cień człowieka. Obawiając się diabelskiej pokusy, starzec przeżegnał się zamaszyście i trwał w modlitwie. Gdy modlitwa była zakończona, zwrócił swe oczy na południe i ujrzał podążającego ku niemu obnażonego człowieka. Ciało przybysza było czarne od palących promieni słońca, a białe, niczym śnieg, włosy, opuszczały się do samej ziemi. Zosima, myśląc, że to jeden z mnichów - mieszkańców pustyni, szybko, jakby mu ubyło lat, podążył w tę stronę, ale owa postać, widząc zbliżającego się człowieka, pobiegła w stronę przeciwną, wzdłuż koryta rzeki.

Starzec biegł za nią i ze łzami w oczach krzyczał: „Sługo Boga Prawdziwego! Zmiłuj się nad słabym starcem. Dlaczego uciekasz ode mnie, biednego grzesznika? Zatrzymaj się, pomódl się za mnie i błogosław przez wzgląd na Pana Boga, który nikogo nie odrzuca!”. Wtedy nieznajomy zatrzymał się na skraju skarpy i odpowiedział: „Błogosławiony Zosimo! Nie zbliżaj się do mnie. Rzuć mi, nagiej niewieście, twą mantię (płaszcz), abym okryła swą nagość, a wtedy poproszę Cię o błogosławieństwo”. Zosima, wielce zdziwiony faktem, że była to kobieta, znająca na dodatek jego imię, zrozumiał, że dzieje się to dzięki Objawieniu Bożemu.

Pośpiesznie wypełnił więc jej prośbę. Wtedy kobieta, przykryta płaszczem starca, przeszła na brzeg, gdzie stał Zosima. Tutaj pokłonili się sobie aż do ziemi, prosząc o błogosławieństwo, przy czym żadne z nich nie odważyło się błogosławić pierwsze, co wynikało z wielkiej pokory. Niewiasta mówiła, że jest wielką grzesznicą, Zosima zaś wskazywał na swe ogromne przewinienia i niedostatki. U obojga usta wymawiały jedno i to samo słowo: „ Błogosław!” W końcu nieznajoma przypomniała Zosimie, iż błogosławieństwo jest obowiązkiem starca, gdyż jest kapłanem. Taka znajomość rzeczy jeszcze bardziej zdumiała mnicha i tylko utwierdziła w przekonaniu, że ma przed sobą wielką wybrankę Bożą. „O, błogosławiona matko! -wykrzyknął Zosima - umartwiwszy niemoce ciała, zbliżyłaś się do Boga twą bogobojnością. Czyż to nie On objawił ci me imię i godność kapłańską? Jesteś miła Bogu. Dlatego błagam cię o błogosławieństwo i modlitwę za mnie, grzesznika.” Nieustępliwość starca zwyciężyła, i kobieta modlitewnie wykrzyknęła: „Miłosierny Bóg, chcący zbawienia dla dusz ludzkich, niech będzie błogosławiony na wieki!”.

Po chwili oboje podnieśli się z ziemi. „Amen”- odrzekł Zosima. Kobieta, wskazawszy na to, iż sam Bóg przywiódł w to miejsce starca, aby ten opowiedział jej o życiu w świecie, pytała, w jakim stanie znajduje się teraz chrześcijaństwo, w jaki sposób żyje i działa Kościół Boży. „Dzięki dobroci Jezusa Chrystusa Bóg darował Kościołowi lata spokoju”- odpowiadał starzec i z jeszcze większą siłą prosił niewiastę o modlitwę za cały świat. Ona zaś zwróciła się ku wschodowi, podniosła ręce i cichym szeptem rozpoczęła modlitwę. Trwało to dłuższy czas, przy czym nieznajoma zaczęła lekko unosić się ponad ziemią. W chwili, gdy wzniosła się już ponad łokieć, zdumiony Zosima zatrząsł się w strachu, rzucił na ziemię i bez ustanku powtarzał: „Panie, zmiłuj się. Panie, zmiłuj się!” Był bowiem przekonany, że to duch, przywidzenie. „Nie jestem duchem - odpowiedziała, skończywszy swą modlitwę i odgadując myśli starca – mam ciało i kości. Bądź pewien, że jestem tylko kobietą, grzesznicą, którą oczyściła święta skrucha. Niech wybawi nas Bóg od wielkich pokus diabelskich siłą Świętego Krzyża”. Tu niewiasta zaczęła żegnać się zamaszyście znakiem Krzyża. Wtedy Zosima rzucił się do nóg świętej osoby prosząc ją, by opowiedziała, kim jest, od jakiego czasu wiedzie żywot na pustyni, aby to opowiadanie posłużyło dla zbawienia jego własnej duszy i było przykładem dla innych.

C.D.N.
Teresa
PostWysłany: Wto 19:08, 09 Paź 2007   Temat postu:

Czytając wiecej o Św. Marii Egipcjance ,nie mogłam się oprzeć pokusie, żeby tego nie przenieść w całości tu, piękna historia życia i nawrócenia, proszę przeczytać.

Mnich imieniem Zosima

Nie wolno ukrywać wielkich dzieł Bożych. Ten, kto je przemilcza, kto skrywa Boże cuda, związane ze świętymi ludźmi, ten przynosi wielką szkodę duchowemu zbawieniu bliźnich. „I ja – powiada święty Sofroniusz, patriarcha Jerozolimy - nie mogę przemilczeć świętej historii o życiu Marii z Egiptu. Oto opowiadanie, które do mnie doszło:

W jednym z palestyńskich monasterów, położonych w okolicach Cezarei, od wczesnej młodości niósł trudy „posłuszanija” pewien mnich imieniem Zosima. Bogobojny w życiu, rozumny w mowie, znany z cudów i daru przepowiadania, mając już 53 lata wytrwale niósł ciężar postu, wypełniając wszelkie wskazówki, pozostawione przez jego poprzedników – przewodników duchowych. I z chwilą, gdy Zosima wypełnił wszystkie te wskazówki, pomału zaczęła go męczyć grzeszna myśl, jakoby już osiągnął wszelką doskonałość.

Kiedyś, gdy już cały był ogarnięty tą grzeszną i diabelską myślą, pojawił się przed nim anioł i rzekł: „Zosimo, rzeczywiście wytrwale niosłeś trudy i chwalebnie przeszedłeś wyrzeczenia postu. Ale wiedz przy tym, że nikt z ludzi nie może powiedzieć o sobie, że osiągnął doskonałość. Również i ty. Są zmagania, których jeszcze zupełnie nie znasz, a które jednocześnie są znacznie trudniejsze od tych, które przeszedłeś. Aby je ujrzeć, skieruj swe kroki ku monasterowi nad Jordanem”.

Zosima zamieszkał w tym monasterze, spędzając czas wśród dziwnych starców, którzy oddali się w zupełności na służbę Bogu. Ich życie biegło bądź to w modlitwach i śpiewaniu psalmów, które przynosili Bogu od całej pełni swych serc, bądź to w trudach ciała, skierowanych ku poskromieniu swej cielesności i wywyższeniu ducha. Usta jordańskich starców nigdy nie wymawiały słów niepotrzebnych. Nie troszczyli się o zdobycie chwilowych dóbr materialnych, pragnęli jedynie osiągnąć panowanie duszy nad ciałem. Pouczenie w słowie Bożym było dla nich najlepszym i najważniejszym pokarmem, swe ciała zaś karmili tylko wodą i chlebem.

W monasterze tym istniał następujący zwyczaj. W pierwszą niedzielę Wielkiego Postu, podczas Boskiej Liturgii, bracia przystępowali do sakramentu tajemnicy Ciała i Krwi Pańskiej, po czym, nieco posiliwszy się postną strawą, wszyscy zbierali się w świątyni dla wzmożonej, pokornej modlitwy. Następnie mnisi zegnali się ze sobą, po czym każdy z nich, padając do nóg namiestnikowi monasteru, prosił o błogosławieństwo na mające nastąpić zmagania. Otwierały się monasterskie wrota i przy śpiewie psalmu: „Pan jest moim oświeceniem i Zbawicielem, kogóż mam się lękać?” mnisi opuszczali zgromadzenie i przeprawiali się przez Jordan. I tylko jeden lub dwaj starcy pozostawali w klasztornych murach, ale nie po to, by chronić majątek - tam nie było co ukraść - lecz dla odprawiania stosownych nabożeństw. Każdy z odchodzących zabierał ze sobą trochę suszonych daktyli, fig, moczonej w wodzie pszenicy, a niektórzy w ogóle niczego ze sobą nie zabierali, ufając w to, że będą mogli pożywić się rosnącymi na pustkowiach trawami.

Za Jordanem mnisi rozchodzili się po pustyni w różne strony, spędzając czas Wielkiego Postu w samotności, surowym poście i nieustannej modlitwie. Na tydzień przed Wielkanocą, w święto Niedzieli Palmowej, wszyscy na powrót zbierali się w klasztorze. I żaden z nich nie dociekał, jak inny spędził czas postu w pustyni - u każdego z nich jedynym świadkiem jego duchowych i cielesnych zmagań winno być tylko własne sumienie.

Takim zwyczajem Zosima również skierował swe kroki za rzekę. Przez dwadzieścia dni wędrował w głąb pustyni, próbując znaleźć kogoś, kto będzie mógł nauczyć go owych wyższych tajemnic poświęcenia i walki duchowej.

C.D.N.
Teresa
PostWysłany: Pon 21:19, 08 Paź 2007   Temat postu:

Św. Maria Egipcjanka

MARIA EGIPCJANKA. Żyła w V w. Mając dwanaście lat porzuciła rodzinny dom w Aleksandrii. Pozbawiona jakiegokolwiek nadzoru oddała się rozwiązłemu życiu. Nikt nie był w stanie wpłynąć na jej życie. Nigdy też nie dręczyły jej żadne wyrzuty sumienia.
Mając siedemnaście lat, żądna nowych doświadczeń i wrażeń, dołączyła do tłumu pielgrzymów udających się do Jerozolimy na święto Podwyższenia Świętego Krzyża. Przez całą drogę zachowaniem i rozmowami starała się zakłucać modlitewny nastrój pielgrzymujących.

Będąc w Jerozolimie, kierowana ciekawością, poszła za wszystkimi do świątyni Zmartwychwstania Pańskiego. Gdy próbowała przekraczyć próg, jakaś niewidzialna siła nie pozwalała jej tego uczynić. Zrozumiała wówczas, iż nie jest godna by wejść do środka. Zapłakała widząc głębię swego upadku.
Wyrażając skruchę za grzechy młodości, Maria udała się z Jerozolimy na Pustynię Jordańską, gdzie w samotności, poście, modlitwie i łzach spędziła czterdzieści osiem lat. Swą pokutą zyskała od Boga wielką łaskę. Widziano ją jak w powietrzu stoi na modlitwie i przechodzi suchą stopą po wodach rzeki Jordan.

Na rok przed śmiercią święta przyjęła Eucharystię z rąk starca Zosimy. Zawołała wówczas słowami starca Symeona: "Teraz, o Władco, pozwól odejść służebnicy Twojej w pokoju według słowa Twego, bo oczy moje ujrzały Twoje zbawienie". Prosiła też, by przybył do niej ponownie za rok. Gdy po tym czasie starzec wrócił, święta już nie żyła. Pochował ją w miejscu wiecznego spoczynku, które wykopując głęboką jamę przygotował jej lew. Miało to miejsce w 522 r.

Maria Egipcjanka jest w prawosławiu jedną z najbardziej znanych świętych kobiet. Uważa się ją za szczególną orędowniczkę opętanych przed złe moce.
Wizerunek świętej należy do najłatwiej rozpoznawalnych w ikonografii. Przedstawiana jest jako wychudzona, półnaga kobieta, odziana jedynie w przewieszoną przez prawe ramię, ubogą szatą. Ma krótkie jasnokasztanowe, przypruszone siwizną włosy. Dłonie w modlitewnym geście kieruje ku błogosławiącemu jej trudy "Chrystusowi w obłoku". Zazwyczaj przedstawiana jest nad rzeką Jordan, niekiedy ze starcem Zosimą, podającym jej okrycie lub udzielającym Eucharystii.
U sztuce zachodniej jej atrybutem są trzy bochenki chleba, które zabrała ze sobą udając się na pustynię.

Wiecej o tej świetej mozna przeczytać tu:

https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/swieci/craughwell_swieci00.html



Żywot świętej Marii Egipcjanki, pokutnicy

Image

Święta Maria Egipcjanka

"Żyję Ja - mówi Pan Bóg - nie chcę śmierci niezbożnego, ale żeby się nawrócił niezbożny od drogi swej, a żył. Nawróćcie się, nawróćcie się od dróg waszych bardzo złych!" (Ezech. 33,11). Tak przypomina nam Bóg przez proroka słowa, które wyrzekł w pełnym łaski czasie wielkanocnym. Marya Egipcjanka usłuchała tych słów ku radości Nieba i ziemi.

Zgrzeszyć jest wielkim nieszczęściem, zwłaszcza jeśli grzesznik uporczywie trwa w grzechu. Jednakże Pan "nie chce śmierci grzesznika, tylko aby się nawrócił i żył". Grzesznik, choćby największy, dostąpi miłosierdzia, jeżeli się nawróci i uda znowu do Boga.

W pewnym klasztorze Ziemi świętej żył mąż bogobojny imieniem Zozymas, który z natchnienia Ducha świętego postanowił Wielki Post spędzić na puszczy. Bóg natchnął go pewnego razu, aby udał się do innego klasztoru nad Jordanem. Poznawszy tam, ze inni zakonnicy żyją jeszcze powściągliwiej i świątobliwiej niż on, ślubował odtąd zawsze Wielki Post spędzać na puszczy. Ślubu tego wiernie dotrzymał, tak samo jak drudzy, którzy się do niego przyłączyli. Pewnego razu ujrzał na puszczy jakieś widziadło, które bardzo szybko przed nim uchodziło. Przestraszony przeżegnał się i spostrzegł, że to jakiś człowiek. Zozymas, sądząc, iż to musi być człowiek Boży, począł gonić nieznajomego, a gdy już był blisko niego i tchu mu zabrakło, zawołał: "Sługo Boży, czemu uciekasz przed starcem, który cię już dogonić nie może? Poczekaj i udziel mi swego błogosławieństwa, bo nie napróżno Bóg ciebie i mnie tu zesłał. Zaczekaj przeto z miłości Imienia Tego, dla którego tu mieszkasz i który żadnym grzesznikiem nie gardzi!" Uchodząca postać nie uczyniła tego, dopóki nie dopadła jakichś zarośli, a wtedy tak się odezwała: "Ojcze Zozymasie, rzuć swój płaszcz biednej grzesznicy, jeśli chcesz aby mówiła z tobą".

(...)

https://ruda-parafianin.pl/swi/m/mariaegi.htm
Teresa
PostWysłany: Pon 21:11, 08 Paź 2007   Temat postu:

Św. Pelagia

Żywot św. Pelagii Nierządnicy
spisany przez diakona Jakuba


Błogosławiony Nonnus długo się w nią wpatrywał, a kiedy już przejechała, odwrócił się i nadal na nią patrzył. Następnie zwrócił się do biskupów i zapytał ich: „Czy nie raduje was tak wielka piękność?”.

Tekst pochodzi z książki Benedicty Ward SLG Nierządnice pustyni. Pokuta we wczesnych źródłach monastycznych, przeł. Paweł Długosz

Image

https://dedalus.pl/Nierzadnice-pustyni-Pokuta-we-wczesnych-zrodlach-monastycznych-Benedicta-Ward-SLG

Powinniśmy zawsze pamiętać o wielkim miłosierdziu Boga, który nie pragnie śmierci grzeszników, lecz chce, aby się nawrócili i mieli życie (1 Tm 2). Posłuchajcie zatem o cudzie, który zdarzył się za dni naszych. Mnie, Jakubowi, zdało się rzeczą dobrą napisać o nim dla was, świątobliwi bracia, byście, słuchając bądź czytając tę historię, zyskali największą możliwą pomoc dla dusz swoich. Miłosierny Bóg, który nie chce niczyjej zatraty, dał nam te dni na odpuszczenie naszych grzechów, w przyszłości bowiem sprawiedliwie osądzi nasze życie i nagrodzi każdego według jego uczynków. A teraz uciszcie się i posłuchajcie mnie z taką uwagą, do jakiej tylko jesteście zdolni, ponieważ to, co mam wam do powiedzenia, posłuży do zbawienia nam wszystkim. Przedmowa Autora


I. Jego świątobliwość biskup Antiochii zaprosił do siebie wszystkich okolicznych biskupów, aby omówić z nimi pewną sprawę. I tak przybyło ośmiu biskupów, a wśród nich Nonnus, wielce świątobliwy mąż Boży, mój biskup, wspaniały człowiek, mnich i surowy asceta z klasztoru Tabennisis. Z powodu swego niezrównanego życia i doskonałego postępowania został porwany z klasztoru i konsekrowany na biskupa. Gdy zgromadziliśmy się w rzeczonym mieście, biskup Antiochii oznajmił nam, że spotkanie odbędzie się w kościele błogosławionego męczennika Juliana. Poszliśmy więc i wraz z przybyłymi biskupami usiedliśmy przed drzwiami kościoła.

II. Gdy zajęliśmy miejsca, biskupi poprosili mego pana, Nonnusa, aby zabrał głos, a ów święty biskup od razu zaczął przemawiać ku zbudowaniu i zbawieniu wszystkich. A gdy tak zachwycaliśmy się jego świętym nauczaniem, oto nagle pojawiła się między nami słynna w całej Antiochii aktorka, pierwsza chórzystka w teatrze. Jechała na osiołku, ubrana w bardzo wymyślny sposób. Nie miała na sobie nic oprócz złota, pereł i drogich kamieni: nawet jej bose stopy pokrywały złoto i perły. Otaczał ją tłum dziewcząt i chłopców, którzy szli przed nią i za nią, wszyscy byli ubrani w złotogłów, a na szyjach nosili złote naszyjniki. Jej piękność była tak wielka, że nikt nie jest w stanie tego wyrazić. I tak minęli nasze zgromadzenie, napełniając powietrze muzyką i słodkim zapachem wonności. Gdy biskupi ujrzeli ją, jak jedzie bezwstydna, z odkrytą głową, wystawiając na pokaz swoje ciało bogato ozdobione klejnotami, nie było pośród nich żadnego, który nie zasłoniłby twarzy welonem czy szkaplerzem i nie odwrócił oczu, jakby na widok wielkiego zgorszenia.

III. Lecz błogosławiony Nonnus długo się w nią wpatrywał, a kiedy już przejechała, odwrócił się i nadal na nią patrzył. Następnie zwrócił się do siedzących obok biskupów i zapytał ich: „Czy nie raduje was tak wielka piękność?”. A gdy oni milczeli, pochylił głowę nad Biblią, którą trzymał w rękach, i gorzko zapłakał. Głęboko wzdychając, ponownie zwrócił się do biskupów z pytaniem: „Czy nie raduje was jej wielka piękność?”. Ale oni nadal milczeli. Rzekł więc: „Zaiste, jej uroda sprawiła mi wielką radość i przyjemność. Czy nie rozumiecie, że kiedy Bóg stawi ją przed swoim przerażającym trybunałem, wówczas osądzi ją za to, co uczyniła z darami, które otrzymała — tak jak nas sądzić będzie z tego, jak wypełniliśmy nasze biskupie powołanie?”. I dalej mówił do biskupów: „Jak wam się wydaje, ile godzin ta kobieta spędza w swoim pokoju, strojąc się dla zabawy i na to tylko zważając, by nie zabrakło niczego, co służy ozdobie ciała? Pragnie podobać się wszystkim, aby ci, którzy dziś są jej kochankami, jutro nie uznali jej za brzydką i nie odeszli. A oto my, którzy mamy wszechmogącego Ojca w niebie zsyłającego nam niezliczone dary łaski, a także naszego nieśmiertelnego Oblubieńca, który obiecuje nagrodę swoim dobrym pasterzom: »Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują« (1 Kor 2,9). Cóż więcej mogę powiedzieć? Skoro otrzymaliśmy tak wielkie obietnice i będziemy oglądać chwalebną twarz naszego Oblubieńca, której piękna nie da się z niczym porównać i na którą cherubini nie ośmielają się spoglądać, dlaczego nie zmyjemy brudu z naszych nieszczęsnych dusz, aby były piękne, dlaczego tak bardzo się zaniedbujemy?

IV. Po tych słowach biskup Nonnus zabrał mnie, swego grzesznego diakona, ze sobą i poszliśmy do pokojów, które oddano nam na mieszkanie. Gdy był w swojej sypialni, biskup upadł na twarz i, bijąc się w piersi, mówił: „Panie, Jezu Chryste, wiem, że jestem grzeszny i niegodny, dzisiaj bowiem ozdoby nierządnicy jaśniały większym blaskiem niż cnoty mojej duszy. Jak mam zwrócić swą twarz ku Tobie? Jakie słowa mogą usprawiedliwić mnie w Twoich oczach? Nie ukryję swego serca przed Tobą, bo Ty znasz jego tajemnice. Biada mi, bo jestem grzeszny i niegodny; bo staję przed Twoim ołtarzem i nie ofiarowuję duszy przyozdobionej pięknem, które chciałbyś w niej widzieć. Ona składa obietnice, by podobać się ludziom. Obiecywałem, aby podobać się Tobie, a brud mojej duszy czyni ze mnie kłamcę. Jestem nagi przed obliczem nieba i ziemi, bo nie zachowuję Twych przykazań. Nie mogę pokładać nadziei w swoich dobrych czynach, ale ufam Twemu miłosierdziu, które zbawia”. Powiedział jeszcze wiele rzeczy tego rodzaju i płakał przez wiele godzin. Ten dzień był dla nas wielkim świętem łez.

V. Nadeszła niedziela i po skończeniu naszych modlitw nocnych świątobliwy biskup Nonnus powiedział do mnie: „Powiem ci, bracie diakonie, że miałem dziwny sen, który mnie zaniepokoił i którego nie rozumiem”. I opowiedział mi swój sen: „Na rogu ołtarza siedziała czarna gołębica pokryta sadzą. Gołębica ta zaczęła latać wokół mnie, a ja nie mogłem znieść jej brudu i smrodu. Towarzyszyła mi aż do modlitwy, po której z kościoła wychodzą katechumeni. A kiedy diakon zwrócił się do katechumenów: »Wyjdźcie stąd«, więcej jej już nie widziałem. Po modlitwie wiernych, gdy została najświętsza ofiara i wszyscy wyszli z kościoła, zbliżyłem się do progu domu Bożego i znowu ujrzałem tę gołębicę całą umazaną błotem, a ona znowu zaczęła latać wokół mnie. Wyciągnąłem ręce, złapałem ją i zanurzyłem w chrzcielnicy stojącej w przedsionku kościoła. Zmyłem z niej cały brud, a gdy wyszła z wody, była biała jak śnieg. Wzbiła się w górę i odleciała ku najwyższym niebiosom, a ja straciłem ją z oczu”. Gdy już ów święty mąż Boży, biskup Nonnus opowiedział mi swój sen, wziął mnie ze sobą i wprowadził do katedry z resztą biskupów, a tam powitaliśmy biskupa Antiochii.

VI. Nonnus wszedł do środka i zaczął głosić słowo Boże ludowi, który rozsiadł się wokół jego tronu. Kiedy odczytał świętą ewangelię, sam biskup tego miasta oddał mu księgę Ewangelii i poprosił go, aby przemówił do ludu. Wtedy Nonnus otworzył usta i z Bożej mądrości zaczął nauczać — a nie miał przygotowanej żadnej mowy. Mówił rozważnie, nie uciekając się do sofistycznych sztuczek. Napełniony Duchem Świętym, gorąco zachęcał lud do nawrócenia, mówiąc o przyszłym sądzie i o dobrych darach złożonych w wieczności. Wszyscy, którzy go słuchali, byli poruszeni jego słowami tak bardzo, aż posadzka kościoła spłynęła ich łzami.

VII. Zdarzyło się wtedy, że z rozrządzenia Bożego do kościoła weszła ta sama nierządnica, o której tutaj opowiadam. Jeszcze bardziej cudowne jest to, że tę, która była poza Kościołem i nigdy przedtem nie przekroczyła progu domu Bożego ani też nigdy wcześniej nie myślała o swoich grzechach, teraz, gdy usłyszała Nonnusa, poraził nagle strach przed Panem. Tak ją poruszyły słowa Nonnusa, że zaczęła rozpaczać z powodu swoich grzechów. Łzy popłynęły strumieniami, a ona nie mogła zapanować nad płaczem. Natychmiast wydała polecenie swoim służącym: „Zostańcie tutaj, a gdy świątobliwy biskup Nonnus wyjdzie, idźcie za nim, dowiedzcie się, gdzie mieszka, i przyjdźcie mi powiedzieć”. Słudzy zrobili, jak im polecono, i szli za nami aż do bazyliki św. Juliana, niedaleko której znajdowało się nasze mieszkanie. Wrócili do swej pani i oznajmili jej, że Nonnus jest w kościele św. Juliana. Gdy to usłyszała, posłała tych samych służących po tabliczki woskowe i napisała na nich: „Do świątobliwego ucznia Chrystusowego — pozdrowienia od grzesznicy i uczennicy diabła. Słyszałam o twoim Bogu i o tym, jak skłonił niebiosa i zszedł na ziemię — nie dla sprawiedliwych, lecz dla zbawienia grzeszników. Tak bardzo się uniżył, że zbliżał się do celników, i Ten, na którego nie śmieją spoglądać aniołowie (1 P 1,12), rozmawiał z grzesznymi ludźmi. Mój panie, jesteś człowiekiem bardzo świątobliwym i jak twój Pan, Jezus Chrystus, nie odrzucaj mnie, bo dzięki tobie być może zasłużę, aby oglądać Jego twarz”. Świątobliwy biskup Nonnus napisał w odpowiedzi: „Kimkolwiek jesteś, stań przed Bogiem, a zostaniesz zbawiona. Mówię ci jednak, że jestem człowiekiem, grzesznikiem i sługą Bożym, a ty będziesz pokusą dla tego, co we mnie słabe i ludzkie. Jeżeli jednak naprawdę pragniesz Boga, miej ufność i wiarę i przyjdź do mnie, gdy będę pośród innych biskupów, ponieważ nie mogę cię przyjąć sam na sam”. Kiedy nierządnica przeczytała te słowa, przepełniona radością, rzuciła się biegiem do kościoła błogosławionego męczennika Juliana, a gdy dotarła na miejsce, zawiadomiono nas, że przybyła. Na tę wiadomość Nonnus zebrał wszystkich biskupów wokół siebie i polecił ją wprowadzić. A ona, gdy weszła tam, gdzie zgromadzili się biskupi, rzuciła się do stóp Nonnusa, mówiąc: „Błagam, panie, zechciej być naśladowcą swego Pana Jezusa Chrystusa i w swej dobroci ulituj się nade mną, i zrób ze mnie chrześcijankę. Panie, jestem oceanem grzechów, głęboką otchłanią niegodziwości i proszę, abyś mnie ochrzcił”.

VIII. Nonnus nie mógł jej przekonać, by wstała, a gdy mu się to w końcu udało, powiedział jej: „Święte kanony stanowią, że nierządnicę można ochrzcić tylko wtedy, gdy znajdzie sobie opiekunów, którzy zaręczą za nią, że nie wróci do dawnego życia”. Kiedy Pelagia usłyszała rozporządzenie biskupów, ponownie rzuciła się Nonnusowi do stóp, obmywając je łzami i wycierając swoimi włosami (Łk 7,3osiem). Powiedziała mu też: „Ty odpowiadasz za moją duszę i tobie chcę wyznać grzechy, których się dopuściłam. Ty zaś mnie ochrzcisz i zmyjesz ze mnie moje wielkie nieprawości. Nie znajdziesz miejsca pośród świętych Boga, jeżeli nie uwolnisz mnie od moich grzechów. Jeżeli nie pomożesz mi narodzić się na nowo jako oblubienicy Chrystusa i nie oddasz mnie Bogu, będziesz odstępcą od wiary i bałwochwalcą!”. Obecni przy tym biskupi i duchowieństwo bardzo się zdumieli, widząc tak wielkie pragnienie Boga, i orzekli, że nigdy przedtem nie spotkali się z tak wielką wiarą i pragnieniem zbawienia jak u tej nierządnicy. Natychmiast też wysłali mnie, grzesznego diakona, do biskupa Antiochii, abym mu o wszystkim opowiedział i poprosił, żeby posłał ze mną jedną ze swoich diakonis. On zaś, gdy dowiedział się o tym, co się wydarzyło, bardzo się uradował i rzekł: „Dobrze się stało, że to wielkie zadanie zaczekało na Nonnusa. Wiem, że zastąpi mnie w tej sprawie”. Natychmiast też wysłał ze mną panią Romanę, pierwszą pośród diakonis. Kiedy wróciliśmy, nierządnica wciąż leżała u stóp biskupa Nonnusa, który usiłował przekonać ją, aby wstała, mówiąc: „Wstań, córko, abym mógł dokonać egzorcyzmu”. A następnie zapytał: „Czy wyznajesz wszystkie swoje grzechy?”, na co ona odpowiedziała: „Dokładnie zbadałam moje serce i nie znalazłam w nim nic dobrego. Moje grzechy są liczne jak ziarnka piasku na brzegu morza, a ocean jest niczym w porównaniu z wielkością moich występków. Ufam jednak, że twój Bóg odpuści wszystkie moje nieprawości i nie odwróci się ode mnie”. Wówczas świątobliwy biskup Nonnus zapytał ją: „Jak masz na imię?”. A ona odparła: „Moi rodzice dali mi na imię Pelagia, ale lud antiocheński nazywał mnie Perłą z racji klejnotów, które zdobiły moje grzechy. Jestem bowiem przystrojona jak niewolnica szatana”. Nonnus zapytał: „Naprawdę masz jednak na imię Pelagia?”. Na co ona orzekła: „Tak, mój panie”. Wtedy Nonnus odmówił nad nią egzorcyzm i ochrzcił ją, czyniąc nad nią znak krzyża, a następnie dał jej do spożycia Ciało Chrystusa. Świątobliwy biskup był jej ojcem chrzestnym, a diakonisa Romana matką chrzestną. Ona też zabrała Pelagię ze sobą do mieszkania katechumenów, my zaś pozostaliśmy na miejscu. Wtedy biskup rzekł do mnie: „Mówię ci, bracie diakonie, cieszmy się dzisiaj z aniołami Bożymi chlebem i winem nieprzebranej duchowej radości z powodu zbawienia tej dziewczyny”.

IX. Gdy spożywaliśmy posiłek, usłyszeliśmy nagle dziwne odgłosy — jakby ktoś maltretował jakiegoś człowieka. I wtedy zawołał diabeł: „Biada mi, biada! Ileż to muszę wycierpieć z powodu tego zniedołężniałego starca! Nie dość ci było wyrwać z mej ręki trzy tysiące saracenów i ochrzcić ich dla twego Boga? Nie wystarcza ci, że zabrałeś mi Heliopolis i oddałeś swemu Bogu z wszystkimi jego mieszkańcami, którzy niegdyś byli moimi czcicielami? Teraz jednak odebrałeś mi moją największą nadzieję, a twoje knowania są mi bardziej przykre niż kiedykolwiek przedtem. Jakże cierpię z powodu tego przeklętego człowieka! Przeklęty niechaj będzie dzień twoich narodzin! Jestem tak osłabiony, że mogę tylko płakać rzewnymi łzami, bo odebrano mi moją nadzieję!”. Szatan powiedział to wszystko na zewnątrz, tak że każdy mógł go usłyszeć. Kiedy wróciła Pelagia, diabeł zwrócił się do nowo ochrzczonej dziewczyny: „Moja pani Pelagio, dlaczego mi to robisz? Dlaczego potraktowałaś mnie jak Judasz? Bo czyż i on nie był uwieńczony chwałą i godnością, a stał się odstępcą, który zdradził swego Pana? To samo ty mnie teraz uczyniłaś!”. Świątobliwy Nonnus powiedział jej: „Uczyń znak krzyża w imię Chrystusa”. A ona, uczyniwszy znak krzyża świętego, dmuchnęła na demona, który natychmiast zniknął.

X. Dwa dni później, gdy Pelagia spała w jednym pokoju z czcigodną Romaną, swą matką chrzestną, zjawił się jej diabeł i obudził służebnicę Bożą Pelagię, mówiąc: „Pytam cię, moja droga pani Pelagio, czyż nie byłaś bogata w złoto i srebro? Czy nie przyozdobiłem cię klejnotami i złotem? Powiedz, czy dałem ci jakikolwiek powód do niezadowolenia? Powiedz mi, a ja się poprawię — uczyniłaś mnie bowiem przedmiotem szyderstw pośród chrześcijan”. Wówczas służebnica Pańska Pelagia uczyniła znak krzyża i dmuchnęła na demona, mówiąc: „Niechaj Bóg, który wyrwał mnie z twoich zębów i wprowadził mnie do swej oblubieńczej komnaty, weźmie mnie w obronę przed tobą”. A szatan natychmiast zniknął.

XI. Na trzeci dzień po swym chrzcie święta Pelagia wezwała swego sługę, który zarządzał jej majątkiem, i poleciła mu: „Idź do mego pokoju i spisz wszystko złoto i srebro, ozdoby i cenne ubrania”. Sługa uczynił, jak mu polecono, i przyniósł Pelagii spis jej kosztowności. A ona natychmiast posłała przez świątobliwą Romanę, swoją matkę chrzestną, po biskupa Nonnusa i złożyła wszystko, co posiadała, w jego ręce, mówiąc: „Panie, oto bogactwa, przez które stałam się niewolnicą szatana. Oddaję je do twej dyspozycji. Uczyń z nimi, co uznasz za stosowne, wybieram bowiem bogactwa Chrystusa. Wtedy biskup wezwał starszego odźwiernego kościoła i w obecności Pelagii oddał mu wszystkie jej bogactwa, mówiąc: „W imię nierozdzielnej Trójcy nakazuję ci: nie pozwól, by cokolwiek z tego pozostało w posiadaniu biskupa czy kościoła, ale rozdaj wszystko wdowom, sierotom i ubogim, aby przez dobry użytek oczyścić te kosztowności od zła. Niech bogactwa grzechu staną się skarbem sprawiedliwości. Gdybyś jednak nie uczynił tego, co ci nakazano, i ty lub ktokolwiek inny zatrzymalibyście dla siebie cokolwiek z tych rzeczy, niech klątwa spadnie na ciebie i na nich, i wasze domy. I niech mają uczestnictwo z tymi, którzy wołali »Ukrzyżuj, ukrzyżuj!«. Następnie Pelagia wezwała swoje sługi, chłopców i dziewczęta, i dała im wolność, obdarowując każdego złotym naszyjnikiem. Powiedziała im też: „Uwolnijcie się jak najszybciej od tego niegodziwego i grzesznego świata, byśmy wszyscy, którzy byliśmy razem na tym świecie, mogli pozostać razem i bez smutku w wieczności”.

XII. Ósmego dnia, gdy według zwyczaju nowo ochrzczeni zdejmują swe białe szaty, Pelagia wstała w nocy, chociaż nic o tym nie wiedzieliśmy, zdjęła swoją chrzcielną szatę i włożyła na siebie tunikę oraz spodnie należące do świątobliwego biskupa Nonnusa. Od tego dnia nikt już jej więcej nie widział w Antiochii. Świątobliwa pani Romana bardzo płakała, ale biskup Nonnus powiedział jej: „Nie płacz, moja córko, ale raduj się, ponieważ Pelagia wybrała lepszą cząstkę (Łk 10,42), tak jak Maria, którą Pan wolał od Marty”. A Pelagia udała się do Jerozolimy, gdzie na Górze Oliwnej wybudowała sobie celę, i tam oddawała się modlitwie.

XIII. Po pewnym czasie biskup Antiochii wezwał biskupów i oznajmił im, że mogą wracać do domu. W trzy lub cztery lata po tych wydarzeniach ja, diakon Jakub, postanowiłem udać się do Jerozolimy, by uczcić zmartwychwstanie Chrystusa. Poprosiłem mojego biskupa o zgodę, a on, gdy udzielał mi błogosławieństwa, powiedział: „Bracie diakonie, kiedy dotrzesz do Jerozolimy, zapytaj o miejsce pobytu brata Pelagiusza, mnicha i eunucha, który od kilku lat żyje tam samotnie, zamknięty w celi. Idź i odwiedź go. Sądzę bowiem, że będzie to dla ciebie z wielkim pożytkiem”. Nie rozumiałem wtedy, że mówił o służebnicy Pańskiej Pelagii.

XIV. Kiedy dotarłem do Jerozolimy, wraz z innymi uczciłem zmartwychwstanie Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Następnego dnia rozpytałem o sługę Bożego. Poszedłem i znalazłem go na Górze Oliwnej, gdzie modlił się do Pana w małej, zamkniętej ze wszystkich stron celi z jednym małym okienkiem. Zastukałem w to okno, a ona natychmiast się pojawiła i poznała mnie, chociaż ja jej nie rozpoznałem. Jakże jednak mógłbym ją poznać, skoro jej twarz była wymizerowana przez post. Wydawało się, że jej oczy zapadły się w głąb głowy — niczym w otchłań. Zapytała mnie: „Skąd przybywasz, bracie?”. Odpowiedziałem: „Przybyłem tu z polecenia świątobliwego biskupa Nonnusa”. A ona natychmiast otworzyła okno i rzekła: „Poproś go, aby modlił się za mnie, jest to bowiem prawdziwy święty Boży”. I zaraz zaczęła recytować Psalmy trzeciej godziny. Ja zaś modliłem się obok celi, a następnie oddaliłem się, bardzo podniesiony na duchu widokiem jej anielskiej twarzy. Wróciłem do Jerozolimy i zacząłem odwiedzać braci z tamtejszych klasztorów.

XV. Wielka była sława mnicha Pelagiusza w tych klasztorach. Postanowiłem zatem odwiedzić ją raz jeszcze, by otrzymać jakąś zbawienną naukę. Gdy byłem na miejscu, zapukałem i zawołałem ją po imieniu, ale nie usłyszałem żadnej odpowiedzi. Czekałem drugi i trzeci dzień, wciąż wołając Pelagiusza, ale nikt nie odpowiadał. Powiedziałem sobie wtedy: „Tam nikogo nie ma, może ten, który był mnichem, poszedł dokądś”. Natchniony jednak przez Boga powiedziałem sobie: „Sprawdzę lepiej, czy aby nie umarł”. Otworzyłem to małe okienko i ujrzałem go martwego. Zamknąłem je więc i odczułem wielki smutek. Pobiegłem do Jerozolimy i wszystkim napotkanym po drodze mówiłem, że święty mnich Pelagiusz, który dokonał tylu cudów, odszedł do Pana. Wtedy przybyli święci ojcowie wraz z mnichami z kilku klasztorów. Drzwi do celi zostały wyważone, a oni wynieśli to drobne, święte ciało, obchodząc się z nim tak, jakby to było srebro i złoto. Gdy ojcowie zaczęli namaszczać ciało mirrą, zobaczyli, że to była kobieta, i chcieli ten wielki cud zachować w tajemnicy. Nie mogli jednak, ponieważ otaczał ich wielki tłum ludzi, którzy głośno krzyczeli: „Chwała Tobie, Jezu Chryste, nasz Panie, bo ukryłeś na ziemi tak wielkie skarby — zarówno mężczyzn, jak i kobiety”. Wieść o tym wydarzeniu rozniosła się wśród ludu, a ze wszystkich klasztorów Jerycha i znad Jordanu, w którym został ochrzczony Pan, przybyli mnisi oraz zakonnice, niosąc świece i lampy i śpiewając hymny. A święci ojcowie ponieśli ciało Pelagii na miejsce pochówku.

Niechaj żywot tej nierządnicy i historia jej nawrócenia zjednoczą nas z nią, abyśmy wszyscy w dniu sądu dostąpili miłosierdzia Pana, któremu chwała i moc, i uwielbienie przez wszystkie wieki wieków. Amen.



--------------------------------------------***--------------------------------------


Żywot świętej Pelagii, pokutnicy

Image

Święta Pelagia

Pewnego razu zgromadziło się w Antiochii kilku biskupów przed bramą kościoła św. Juliana, Męczennika, aby się naradzić w sprawach kościelnych. Był też pomiędzy nimi dawniejszy pustelnik, biskup Nonus, którego prosili, aby wygłosił jakąś zbawienną naukę. Podczas jego mowy przejeżdżała tamtędy w licznym orszaku sług i służebnic niewiasta podejrzanej sławy, znana w Aleksandrii jako tancerka i śpiewaczka. Biskupi odwrócili od niej oblicze, Nonus zaś, ujrzawszy ją, poszedł do swej gospody, padł na twarz i bijąc się w piersi, rzekł: "Panie i Zbawicielu mój, wybacz mi w swym miłosierdziu. Ta grzesznica daleko staranniej zdobi swe ciało, aniżeli ja swą duszę. Jakżeż się ośmielę stanąć kiedyś przed Tobą! Jak się przed Tobą wytłumaczę! Biada mi, że śmiem stawać przed Twym ołtarzem, a nie przynoszę tak czystej duszy, jak wymagasz. Ta grzesznica postanowiła podobać się ludziom i na to się wysila; ja natomiast przyrzekłem podobać się Tobie, a jednak dotychczas o to nie dbałem. Nie godzi mi się przeto polegać na swych dobrych czynach, lecz jedynie na Tobie".

Gdy nadeszła niedziela, udał się święty Nonus do głównego kościoła, gdzie na prośbę biskupa Antiochii wygłosił tak piękne kazanie, że lud skruszony bił się w piersi i gorącymi łzami opłakiwał swe grzechy.

Dziwnym trafem znalazła się między słuchaczami także owa lekkomyślna białogłowa. Wzruszona do żywego, szlochała i nie mogła się utulić w płaczu. Po nabożeństwie kazała wywiedzieć się dwom sługom, gdzie biskup mieszka, a gdy jej wskazali dom i ulicę, napisała do świętego Nonusa list następującej treści: "Słyszałam, że Bóg Twój nie zstąpił na ten świat dla sprawiedliwych, lecz aby zbawić grzeszników. Słyszałam, iż uniżył się do tego stopnia, że nie gardził nawet celnikami i jawnogrzesznikami, że On, przed którego obliczem drżą cherubinowie, przestawał z biednymi grzesznikami. Chociaż ty, panie, nie widziałeś własnymi oczyma Jezusa Chrystusa, jesteś jednak prawdziwym Jego sługą i uczniem. Będąc nim rzeczywiście, o czym nie wątpię, nie pogardź tą, która się spodziewa przez Ciebie poznać Zbawiciela i stać się kiedyś godną oglądania Jego oblicza".

Św. Nonus dał jej następującą odpowiedź: "Kimkolwiek jesteś, wiedz, ze Bóg zna ciebie, twe czyny i twe zamysły. Nie waż się kusić mnie, gdyż jestem tylko człowiekiem, chociaż służę Bogu. Jeśli rzeczywiście dążysz do Boga, zbawienia i wiary prawdziwej a chcesz mnie odwiedzić, mam u siebie innych biskupów, w których przytomności cię przyjmę. Sam na sam nie chce się z tobą widzieć". Zaledwie Pelagia otrzymała tę odpowiedź, pobiegła do Nonusa, rzuciła mu się wobec zgromadzonych biskupów do nóg i zawołała: "Idąc za przykładem swego Pana i Zbawiciela, zlituj się nade mną panie i ochrzcij mnie. Jestem niezgłębioną otchłanią złości i grzechów". Święty odrzekł: "Przepisy Kościoła nie pozwalają ochrzcić nierządnicy, jeśli nie dostarczy poręczenia, że porzuci występne życie". Pelagia objęła nogi świątobliwego męża, oblała je obfitym łez potokiem i otarłszy je włosami, rzekła: "Zdasz przed Bogiem rachunek za mą duszę, jeśli mi odmówisz chrztu świętego i nie uczynisz mnie oblubienicą Chrystusa, gotową Mu uczynić ofiarę ze swej duszy".

Wszyscy obecni biskupi i kapłani dziwili się jej słowom i gorącej wierze. Wzruszeni, posłali diakona św. Rufina do miejscowego biskupa z wiadomością o tym wypadku i prośbą o diakoniskę, która by była obecna przy akcie chrztu świętego. Uradowany biskup przysłał natychmiast czcigodną matronę Romanę, wdowę. Zastawszy Pelagię na klęczkach, dodała jej Romana otuchy i radziła, aby się wyspowiadała ze swych grzechów. Na to odpowiedziała jej Pelagia: "Zbadawszy gruntownie me serce, nic w nim dobrego nie widzę, lecz same tylko nieprawości. Liczba mych grzechów jest większa niż piasku w morzu. Mam tylko nadzieję w nieskończonym miłosierdziu Boga, że spojrzy na mnie łaskawie i zdejmie ze mnie ciężar mych grzechów".

Biskup ochrzcił ją i udzielił jej sakramentu bierzmowania, a chociaż szatan przez trzy dni strasznie jej dokuczał i starał się ją oplatać swymi sidłami, wszakże Pelagia odpędzała pokusy znakiem krzyża świętego i zwycięsko się im oparła. Trzeciego dnia oddała biskupowi całe swoje mienie, perły, klejnoty i wszystkie swe szaty z prośbą, aby je rozdał pomiędzy ubogich, a służebnice obdarzyła wolnością, mówiąc: "Pospieszcie wyrzec się świata i jego powabów, abyśmy się kiedyś w Niebie ujrzeć mogły".

(...)

https://ruda-parafianin.pl/swi/p/pelagia.htm
Teresa
PostWysłany: Pon 21:01, 08 Paź 2007   Temat postu: Pokuta we wczesnych źródłach monastycznych

Pokuta we wczesnych źródłach monastycznych - Nierządnice pustyni.

Nawrócenie i pokuta

Św. Maria Egipcjanka

Św. Pelagia

Św. Taida

Oprócz Ojców Pustyni, mamy również Matki Pustyni, których historia nawrócenia i pokuty, może wydawać się nieprawdopodobna.


Św. Taida

Taida jest znana w tradycji jako nierządnica, która nawróciła się i weszła na drogę pokutnego życia pustelniczego. Jej historia wywarła wielki wpływ na późniejszy sposób ukazywania sensu nawrócenia i pokuty; począwszy od czasów ojców pustyni. Przekazy o świętej mają w większości charakter budujących opowieści. Wedle nich Taida była Egipcjanką i żyła w drugiej połowie czwartego wieku. Cieszyła się darem urody. Swe piękno wykorzystała jednak w złym celu. Zaczęła otwarcie trudnić się nierządem, najprawdopodobniej w Aleksandrii w Egipcie. Przy okazji doprowadzała do ruiny finansowej wielu swych kochanków, którymi w rzeczywistości pogardzała. Dochodziło nawet do przelewu krwi w walce o względy pięknej kurtyzany.

W tym czasie żył słynny uczeń św. Antoniego Wielkiego, pustelnik Pafnucy. Miał on zwyczaj co pewien czas wychodzić ze swej pustelni, aby odwiedzać ludzi świeckich. W ten sposób poprzez słowo i uczynki miłosierdzia wspierał potrzebujących i dzielił się prawdami odkrytymi w ciszy pustelni.

W czasie jednej z takich wypraw usłyszał o Taidzie i jej rozpustnym życiu. Słowa Jezusa o tym, że lekarza potrzebują nie zdrowi, ale chorzy stały się dla niego inspiracją. Przejął się losem prostytutki. Dlatego przebrawszy się w ubranie świeckie, wziąwszy pieniądze, udał się do domu publicznego, gdzie Taida przyjmowała swych klientów. Sprawiając wrażenie klienta potrzebującego seksualnych usług, pustelnik początkowo zaproponował dużą sumę pieniędzy za możliwość spotkania. Taida zgodziła się i po otrzymaniu zapłaty, zaprosiła do pokoju, gdzie znajdowało się wygodne łoże, okryte drogocennymi chustami. Pafnucy poprosił o bardziej dyskretne miejsce, gdzie swobodnie mogliby ze sobą obcować. Sadząc, że klient ogarnięty jest lękiem, zapewniła, że w jej domu publicznym może czuć się bezpieczny. Nie ma podstaw, aby bać się ludzi, gdyż w domu nie ma nikogo oprócz nich. Nikt z ludzi się nie dowie. Dodała jednak znamienne słowa, że jeśli odczuwa lęk przed Bogiem, to niestety nigdzie nie znajdzie odpowiedniego miejsca, gdzie mógłby ukryć swe zachowanie. Nie ma bowiem miejsca, które byłoby ukryte przed wszechobecnością Boga. Dla Pafnucego była to idealna okazja, aby podjąć rzeczywisty cel swej wizyty. Spytał, czy wie, że Bóg naprawdę istnieje. Przypuszczał, że prostytutka zbędzie z ironią tego typu pytanie. Ku swemu zaskoczeniu usłyszał zupełnie co innego. Taida stwierdziła, że wie o istnieniu Boga a także o tym, że dla dobrych przygotowane jest niebo jako miejsce nagrody zaś dla złych piekło, w którym grzesznicy będą cierpieć wieczne kary.

Pafnucy wyraził zdziwienie, że pomimo posiadanej właściwej wiedzy, Taida prowadzi życie rozpustne i naraża się na wieczne potępienie. Co więcej, podkreślił, że swoim życiem doprowadza do zguby wiele dusz, za które będzie odpowiedzialna na sądzie ostatecznym. Słowa pustelnika były zdecydowane. Rozmawiał z kobietą indywidualnie i otwarcie ukazał niebezpieczeństwa, jakie niesie z sobą rozwiązłe życie. W rozmowie tej nie było miejsca na analizy, dyskusje lub usprawiedliwienia. Zdecydowany, wyrazisty akcent padł na obecność Chrystusa „tu i teraz” i konieczność natychmiastowego nawrócenia. Prawda o zaistniałej sytuacji grzechu została przedstawiana z całą jaskrawością i jednoznacznością. Rzeczywistość moralnego upadku nie pozostawiała żadnych wątpliwości. W konsekwencji usłyszana prawda stała się początkiem zdecydowanej wewnętrznej przemiany Taidy. Rzuciła się do stóp Pafnucego, z ufnością w sercu i ze łzami w oczach błagając o przebaczenie. „Ojcze, wyznacz mi pokutę. Ufam bowiem, że twoje modlitwy mogą wyjednać mi przebaczenie. Daj mi, proszę, trzy godziny, a później udam się, dokądkolwiek mi każesz, i zrobię wszystko, cokolwiek mi polecisz”. Taida trzeźwo oceniła swą słabość. Nie ufała własnym wyobrażeniom i reakcjom. Dlatego powierzyła się kierownictwu micha, który wcześniej odkrył i wybrał prawdę. Skorzystała z niepowtarzalnej okazji do wyrwania się ze zniewalającego grzechu.

Tak więc w pięknej nierządnicy zrodziło się pragnienie nawrócenia i odpokutowania za dotychczasowe grzeszne życie. Z pokorą i dobrowolnie przyjęła pokutę nałożoną przez Pafnucego. Konkretnym znakiem wejścia na nową drogę była decyzja o rezygnacji z rzeczy zdobytych dzięki prostytucji. Wyniosła je na główny rynek miasta i tam wszystkie drogocenne przedmioty spaliła. Do przyglądających się ludzi powiedziała: „Chodźcie tu wszyscy, którzy grzeszyliście ze mną, i patrzcie, jak palę to, co mi daliście”. Następnie udała się na wskazane przez Pafnucego pustynne miejsce, którym był żeński klasztor. Tam zamieszkała w oddzielnej od innych malutkiej celi, którą szczelnie zamknięto i zapieczętowano ołowiem. Pozostał jedynie mały otwór, by otrzymywać pożywienie. I rzecz drastyczna. Nawet potrzeby fizjologiczne zmuszona była załatwiać na miejscu w celi, aby jeszcze lepiej zrozumieć ohydę popełnianego wcześniej grzechu cudzołóstwa. Nastąpiła radykalna zmiana życia. Kochająca luksus dziewczyna lekkich obyczajów została zamknięta z własnej woli w małej, mrocznej i pozbawionej nawet najbardziej prymitywnej kanalizacji celi. Taida podjęła tę radykalną decyzję, aby wyzwolić się z niewoli przyjemności zmysłowych, którym wcześniej z rozkoszą się oddawała.

Nowe życie Taidy miało się koncentrować na pokucie i modlitwie. Na pytanie o sposób zwracania się do Boga, usłyszała od Pafnucego następujące srogie słowa: „Nie jesteś godna wymawiać słowo „Bóg”, ani też nosić na swych ustach imię Jego boskości, czy wyciągać rąk do nieba, ponieważ twoje usta są pełne nieprawości, a twoje ręce są zanieczyszczone brudami, lecz jedynie siedząc patrz ku wschodowi, powtarzając często tylko te słowa: „Ty, który mnie ukształtowałeś, zmiłuj się nade mną!”.

W ten sposób zamknięta malutka cela stała się miejscem pustelniczego życia pokutnego Taidy. Okrutne warunki fizyczne, samotność i powtarzanie ze łzami w oczach otrzymanej modlitwy zaczęły stanowić codzienność pustelniczej rzeczywistości. Każdego dnia z pokorą wypowiadała słowa: Ty, który mnie ukształtowałeś, zmiłuj się nade mną”. Ta modlitwa podkreślała skrajny charakter jej odosobnienia i prawdę, wedle której stworzenie zwraca się do Stworzyciela, grzesznica do swego Zbawiciela.

Gorąca miłość wyraziła się w żarliwej ascezie. W samotności i mroku weszła na drogę stopniowego oczyszczania miłości, niezdolności do kochania i bycia kochaną. Rozpoczął się fundamentalny proces uwalniana od złudzeń, zatwardziałości serca, okłamywania samej siebie. Twarda metoda wewnętrznego uzdrowienia. Pafnucy narzucił swoistą terapię szokową. W żaden jednak sposób nie była to forma przymusu. Taida sama prosiła o udzielenie stosownej pokuty. Dobrowolnie przyjęła to, co Pafnucy nie z okrucieństwa ale z miłości określił jako pożyteczne. Nie ma tu żadnej analizy grzechów, ale twarde i zdecydowane wejście na drogę nawrócenia.

Po upływie trzech lat, Pafnucy zaczął poważnie zastanawiać się nad formą i koniecznością dalszej pokuty. Miał przeczucie, że Bóg odpuścił już grzechy Taidzie. W celu zasięgnięcia potrzebnego światła, udał się do swego mistrza św. Antoniego Wielkiego. Antoni zgromadziwszy wielu uczniów, podjął modlitwę błagalną w celu uzyskania oświecenia. Bóg udzielił odpowiedzi poprzez innego pustelnika, Pawła. Otóż otrzymał on wizję, w której w niebie trzy dziewice o jaśniejących twarzach strzegą wspaniałego łoża. Najpierw pomyślał, że jest to łoże przeznaczone dla wielkiego pustelnika Antoniego. Wedy usłyszał wewnętrzny głos. Okazało się, że to niezwykłe łoże było przygotowane dla nierządnicy Taidy jako nagroda za szczere nawrócenie. „Nie dla twojego ojca Antoniego, lecz dla Taidy nierządnicy”. Pafnucy uznał tę wizję za znak, że grzechy Taidy zostały odpuszczone. Była to prawdziwie wspaniała wiadomość dla pokutującej pustelnicy. Pafnucy rozpoznał w tej wizji wolę Bożą. Toteż udał się do swej podopiecznej z dobrą nowiną.

Gdy Taida dowiedziała się o odpuszczeniu grzechów, nadal chciała kontynuować pustelnicze życie. Pragnęła pozostać w zamknięciu. Wypowiedziała znamienne słowa: „Biorę Boga na świadka, że od chwili, gdy tutaj przybyłam, moje grzechy zawsze były przede mną. Nie zapomniałam o nich nigdy, a na ich wspomnienie zawsze płakałam”. Pafnucy wyjaśnił, że otrzymane miłosierdzie nie było owocem umartwień, ale stałej pamięci o grzesznym, nędznym życiu.

Taida rzeczywiście przez kolejne lata coraz pełniej stawała w Bożej obecności. W rezultacie odpuszczenie grzechów nastąpiło nie z powodu praktyk ascetycznych, lecz dlatego że weszła na drogę prawdy przed Bogiem. Trzy lata nie były czasem psychoanalitycznej autoanalizy lub spełnianiem czynów pokutnych, aby wyjednać sobie odpuszczenie grzechów. Taida zrozumiała, że przebaczenie jest bezinteresownym darem Bożej łaski, której w żaden sposób nie można kupić lub na nią zasłużyć. Dlatego sens samotnego życia polegał na wejściu do szkoły przyjmowania daru. Samotność umożliwiła otwarcie się na dar i przyjęcie go do swojego życia.

Należy podkreślić: surowość pokuty jest rezultatem przyjęcia łaski; nie jest w żaden sposób powodem, dla którego jej udzielono. Działanie Bożej łaski ujawnia się poprzez drugiego człowieka. Dlatego Taida, aby wejść na drogę nawrócenia, potrzebowała pomocnej dłoni ze strony drugiego człowieka. Pokornie pomoc tę przyjęła. Nawrócenie i pokuta dokonały się w samotności serca, ale nie w odizolowaniu. Pustelnicza droga pokuty nie oznaczała tu stanu izolacji. Była jak najbardziej zanurzeniem we wspólnocie Kościoła.

Ostatecznie św. Taida wyszła na zewnątrz celi. Żyła jeszcze piętnaście dni, aby odejść z tego świata na wieczne spotkanie z Panem, który za pełne oddania pustelnicze życie pokutne ofiarował jej „wspaniałe niebiańskie łoże” jako wieczny dar miłosierdzia. Historia Taidy stała się punktem odniesienia do wielu innych późniejszych opowieści, które ukazywały sens nawrócenia i pokuty. Józef Benedykt Cottolengo założył w XIX wieku wspólnotę, która gromadziła pokutujące kobiety. Wspólnota przyjęła nazwę Zgromadzenia Sióstr od św. Taidy.

http://www.pustelnia.net/cms/client/pustelnia/index.php?id_menu_text=46&PHPSESSID=314d46a2e8e577b616476edf1646e3ad

Powered by phpBB © 2001,2002 phpBB Group