Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Małżeństwo i Rodzina - 50 pytań Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 20410 Przeczytał: 279 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 20:03, 25 Mar 2009 Powrót do góry

Małżeństwo i Rodzina - 50 pytań

Nigdy do tego stopnia co dzisiaj, naturalna instytucja małżeństwa i rodziny nie była ofiarą tak gwałtownych ataków.

Ojciec Święty Benedykt XVI


ImageImage

(proszę kliknąć to się powiększy)
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 20410 Przeczytał: 279 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 20:13, 25 Mar 2009 Powrót do góry

1. Zanim będziemy mówić o rodzinie, postawmy fundamentalne pytania. Po co żyje człowiek? Jaki jest sens jego egzystencji na tym świecie, skoro i tak musi umrzeć?

Człowiek nie żyje po to, żeby umrzeć, lecz by osiągnąć świętość, a wraz z nią szczęśliwe życie wieczne. Aby to było możliwe musi najpierw w nie uwierzyć, potem go zapragnąć, zatęsknić do własnego zbawienia, a następnie podjąć trud kroczenia do osobistej świętości, do wzrastania poprzez samowychowanie. Jest to bodaj jedyny trud (a na pewno podstawowy), w pokonywaniu którego człowieka nie można (i nie wolno) zastąpić. Każdy musi go podjąć osobiście. Co więcej, próba takiego zastąpienia byłaby krzywdą, ponieważ ten trud jest niezbędny do osobowego wzrostu. To tak, jakby sportowcowi oszczędzić treningów, by "wypoczęty" zdobył mistrzostwo świata. Jednak największy nawet trud osobisty nie wystarcza do osiągnięcia świętości. Potrzebna jest jeszcze modlitwa i korzystanie z łask sakramentalnych, o które należy prosić i po nie sięgać. Łaska sakramentalna jest bardzo konkretną, choć niewidoczną, pomocą w drodze do zbawienia. Ważnym elementem wzrostu i dojrzałości człowieka jest pokorne uznanie, że nie wszystko może on osiągnąć własnymi siłami. To nie człowiek robi łaskę Panu Bogu przychodząc w niedzielę do kościoła, przystępując do sakramentu pokuty, eucharystii czy zawierając sakramentalne małżeństwo w Kościele. On tam przychodzi pokornie prosić o otrzymanie łaski jako niezbędnego wsparcia w drodze do świętości.

2. Każdy z nas jest zatem stworzony do wieczności, a życie ziemskie kiedyś się zakończy przejściem do wiecznego szczęścia lub wiecznego potępienia. Czy na tej podstawie można stwierdzić, że małżeństwo zawarte między mężczyzną i kobietą, ustanowione przez Stwórcę a podniesione do rangi sakramentu przez Chrystusa Pana jest wspólną drogą do nieba?

Tak, chociaż niestety świadomość tego faktu w wielu małżeństwach jest niedostateczna. Zawierając małżeństwo, człowiek (którego głównym zadaniem na ziemi jest osobiste zbawienie) zaciąga dodatkowe zobowiązanie w postaci troski o zbawienie żony (męża) i w dalszej kolejności dzieci. Dzięki mężowi żona ma stawać się coraz lepsza, zmierzać do świętości i odwrotnie, dzięki żonie mąż. Wszelkie narzekanie na męża (czy żonę), że stał się gorszy, niż był w dniu ślubu, jest w gruncie rzeczy oskarżeniem siebie o niewypełnienie zadania wzajemnego wspierania się w drodze do świętości. Jan Paweł II mówił, że głównym celem małżeństwa jest wspólna droga do świętości poprzez budowę komunii osób. Dodał do tego porażające zdanie, że wzorem komunii małżeńskiej jest niepojęta komunia Osób Boskich w Trójcy Przenajświętszej. Nic, tylko paść na kolana! Rzecz jasna życia nie starczy na zbliżenie się choćby do tego nieosiągalnego wzorca. Natomiast pomysł, by próbować budować taką komunię z kilkoma kolejnymi partnerami, jest kompletnie absurdalny, tym bardziej, że gruzy poprzedniego, zniszczonego związku zawsze przeszkadzają w budowie następnego. Tylko jedno, dozgonne, nierozerwalne i wierne sobie małżeństwo ma sens w perspektywie celu, jakim jest świętość przez budowę komunii osób.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 20410 Przeczytał: 279 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 20:26, 25 Mar 2009 Powrót do góry

3. Jakimi łaskami obdarza nas Bóg w sakramencie małżeństwa?

Pierwszą łaską jest dana przez Boga ku rozwojowi sama osoba współmałżonka. Człowiek wierzący nie jest pełnym dysponentem swego życia, lecz raczej jego zarządcą. Nie własnymi siłami się począł i nie wolno mu samemu się życia pozbawiać. Panem jego życia jest bowiem Bóg. Człowiek, chcąc zawrzeć sakramentalne małżeństwo, musiał "poprosić" Pana Boga o pozwolenie oraz o uświęcenie jego związku. Dopiero sakramentalny związek z nadania Boskiego daje małżonkom pełne prawa do siebie. Sami sobie tych praw nie mogli udzielić. Tak więc mąż i żona są darami od samego Boga ku wzajemnemu uświęceniu. Uwierzmy, że jest to dobry i potrzebny dar. Możemy się dziwić czasami, dlaczego jest on taki trudny. Jednak trudności, a raczej ich pokonywanie, to konieczny element zarówno wzrostu pojedynczego człowieka, jak i budowania więzi międzyludzkich. Budowa komunii małżeńskiej jest obiektywnie trudna. Uznał to sam Jezus Chrystus i dlatego ustanowił sakrament małżeństwa, który jest źródłem nadzwyczajnych sił i środków do wypełnienia trudnych zadań. Łaska sakramentu jest zawsze dostępna dla każdego małżeństwa, wówczas gdy oto proszą będąc w stanie łaski uświęcającej. Nie spotkałem małżeństwa, które by mocno "uczepiło się" Boga i łaski sakramentu małżeństwa i doszło do sytuacji rozwodowej. Odpowiadając na pytanie, na jakie łaski i jaką pomoc mogą małżonkowie liczyć, mogę stwierdzić z całym przekonaniem: na wszelkie łaski i nieograniczoną pomoc potrzebne w uczciwym budowaniu komunii małżeńskiej.

4. Bóg powołał nas nie tylko do małżeństwa, lecz również do rodzicielstwa, którym połączył i dopełnił związek mężczyzny i kobiety. Na czym polega zatem rodzicielstwo?

Rodzicielstwo człowieka jest cudem i darem. Powinno być ono odpowiedzialne i przepełnione miłością. Zaczyna się własnym wzrostem ku małżeństwu. Potem następuje wybór odpowiedniego współmałżonka, wspólne dorastanie, wreszcie zawarcie sakramentalnego związku. Ważnym momentem jest decyzja o poczęciu dziecka. Jeśli się to stanie, niezwykle istotne jest stworzenie dobrych warunków przeżycia ciąży (stanu błogosławionego) i porodu. Kolejny etap stanowi codzienna pielęgnacja i opieka z tak potrzebnym karmieniem piersią. Bardzo ważne jest wychowanie potomstwa do miłości, a następnie wypuszczenie z "gniazda" oraz mądre wspieranie dzieci z pozycji teściów i dziadków. Sprawą fundamentalną jest dawanie dzieciom świadectwa pięknej, wiernej i dozgonnej miłości małżeńskiej oraz spokojnego, godnego umierania. Nigdy nie zapomnę pełnego majestatu i troski o pozostających przy życiu odchodzenia mojego ojca. To wszystko składa się na rodzicielstwo.
Kluczowym jednak momentem rodzicielstwa jest poczęcie dziecka. W akcie tym następuje cudowne spotkanie trzech miłości: kobiety i mężczyzny, dających ciało dziecku, i Boga obdarzającego je duszą nieśmiertelną. Tak naprawdę rodzice nie mają mocy poczęcia dziecka. Współżyjąc płciowo, stwarzają jedynie warunki do poczęcia. Jednak to, czy do niego dojdzie, nie zależy od nich, lecz od stwórczej mocy Boga. Poczęcie dokonuje się w tajemnicy matczynego łona, w nieznanym rodzicom momencie, który jest wiadomy jedynie Bogu. Jest coś niesamowitego w tym, że sam Pan Bóg dopuszcza ludzkich rodziców do współpracy ze sobą. On w pewnym sensie oddaje się im. Oby to ludzie doceniali. Oby nie zrobili ze świętości zabawy. Oby współżyli tylko w małżeństwach, z zachowaniem wymogów miłości, z uszanowaniem daru płodności i zasad moralnych w tej dziedzinie. Wiemy, jak wiele jest w tym względzie do naprawienia w świecie.
Samo poczęcie jest dopiero zobowiązującym startem do rodzicielstwa. Zadanie przyjęcia z miłością i katolickiego wychowania potomstwa do świętości biorą na siebie małżonkowie w dniu ślubu. Ślubują to, zawierając sakramentalny związek w Kościele.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 20410 Przeczytał: 279 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 20:36, 25 Mar 2009 Powrót do góry

5. W dzisiejszych czasach ludzie często zapominają o ostatecznym celu, dla którego żyją oni sami i członkowie ich rodzin. Co jest przyczyną, że tak wiele rodzin żyje jakby Bóg nie istniał, a oni mieli trwać wiecznie?

To bardzo smutne pytanie albo raczej smutna jest na nie odpowiedź. Ludzie posiadają rozum i wolną wolę, co pozwala na dokonywanie świadomych wyborów. Niestety wielu żyje bezrozumnie i bezwolnie. Często bezmyślnie wybierają zło i potępienie! Inteligencja człowieka pozwala mu wybiegać myślami daleko w przyszłość, nawet sięgać wieczności. Jednak człowiek prymitywny, nie bacząc na konsekwencje, myśli tylko o doraźnej przyjemności. Ludzie tacy, żyją jakby Boga i wieczności nie było. Takiej postawie sprzyja kultura masowa (przez małe "k") lansowana przez tych, którzy czerpią swe zyski z bezmyślnego, konsumpcyjnego i hedonistycznego nastawienia do życia dużej części społeczeństwa.
Nadzieję na odmianę tej smutnej, niegodnej człowieka postawy należy upatrywać w myśleniu i modlitwie. Niedobrze się jednak dzieje, gdy ci, którzy myślą, nie modlą się, a ci, którzy się modlą, nie myślą. Należy obydwa te dary połączyć w jedno, by odmienić życie własne i innych.

6. We współczesnym zlaicyzowanym świecie zanikają rodzinne praktyki i zwyczaje religijne. Tematy związane z Bogiem, sensem życia i ostatecznym celem życia człowieka zostały zdominowane przez problemy doczesne, jak pieniądze, kariera, konsumpcja czy rozrywka. Jak zatem powinno wyglądać życie religijne rodziców i dzieci?

To pytanie jest przedłużeniem poprzedniego. Aby naprawić bezbożny świat, musimy sami żyć po bożemu, czyli w taki sposób, aby inni, podbudowani naszym przykładem, zazdroszcząc nam szczęścia, sami go dla siebie zapragnęli i by mówili jak za czasów pierwszych chrześcijan: "Popatrzcie jak oni się miłują".
Trudno podać dokładny "przepis" na prawidłowe życie religijne rodziny. Powinny się w nim jednak znaleźć takie elementy, jak: uczestnictwo we Mszy świętej w każdą niedzielę i święta obowiązkowe, ponadto zaś spowiedź i komunia wielkanocna oraz codzienna modlitwa. To niezbędne minimum.
Oczywiście świadomy katolik nie powinien na tym poprzestawać. W rodzinie katolickiej ważne są bowiem praktyki wspólne. Niedzielna msza święta może stać się cotygodniowym rytuałem rozbudowanym na przykład o spacer i obiad ze specjalnym deserem. Bardzo budujące jest wspólne przystępowanie do sakramentu spowiedzi np. w pierwszy piątek miesiąca. Ojciec klękający u kratek konfesjonału to bezcenny widok dla dzieci w kontekście budowania jego autorytetu. Udawanie nieomylnego i bezgrzesznego musi skończyć się źle dla kształtowania poważania i szacunku dzieci w stosunku do ojca. Krytyczny nastolatek łatwo może przestać wierzyć w nieomylność swego taty i odrzucić go. To zaś grozi zagubieniem się dziecka w dorosłym życiu.

Okazją do poszerzenia praktyk poza niezbędne minimum jest uczestnictwo w roratach podczas Adwentu i Drodze Krzyżowej w Wielkim Poście oraz nabożeństwach majowych i czerwcowych czy październikowych Różańcach. Najprostsze modlitwy na rozpoczęcie i zakończenie ujmują wspólne posiłki w religijne ramy i nadają głębszy sens spotkaniu przy stole. Podanie sobie rąk wokół i wypowiedzenie słów: "Zasiądź Chryste wśród nas" pozwala czynnie uczestniczyć w modlitwie najmniejszym nawet dzieciom. Niektórzy stół ten nazywają ołtarzem (podobnie jak nieskalane łoże małżeńskie). Modlitwa nad łóżeczkiem dziecka i potem z dziećmi stanowi dodatkowy atut tworzenia wspólnoty rodzinnej. Zanika dziś, powszechne niegdyś, udzielanie błogosławieństwa dzieciom przez rodziców poprzez nakreślenie znaku krzyża na czole i wypowiedzenie słów: "Niech cię błogosławi Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Amen". Zapomniane są już dawne formy powitania i pożegnania: "Zostańcie z Bogiem", "Idź z Bogiem" czy "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". Na wakacjach, na wsi o dwunastej w południe nierzadko słychać dzwony. Ludzie dawniej wiedzieli że:
"Na Anioł Pański biją dzwony, niech będzie Chrystus pochwalony, niech będzie Maria pochwalona ( ... )". Nic nie stoi na przeszkodzie, by w czasie wspólnej wycieczki przystanąć i całą rodziną odmówić "Anioł Pański". Napotykane krzyże przydrożne i kapliczki też zapraszają do modlitwy. Okazji do niej można znajdować tysiące ... byle ich szukać.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 20410 Przeczytał: 279 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 20:46, 25 Mar 2009 Powrót do góry

7. Jaką formę powinna mieć modlitwa w rodzinie?

Formy modlitwy mogą być różne. Ważniejsze jest jednak to, aby rodzice, gdy już nauczą dzieci formuł poszczególnych modlitw, konsekwentnie i systematycznie wymagali od swych pociech ich odmawiania, by po prostu kształtowali w nich potrzebę codziennej "rozmowy z Bogiem''. Nie powinno być tak, że rezygnujemy z modlitwy, gdy dzieci są zmęczone lub nie chce im się po prostu podjąć tego wysiłku. Ważne jest również to, aby modlitwy były dostosowane do możliwości np. wieku dzieci. Nie ma więc większego sensu zmuszanie maluchów do długich modłów na klęcząco. Niestety zdarza się, że w ten sposób rodzice dzieciom modlitwę ... obrzydzają. Wydaje się słuszne wprowadzenie (oprócz niedzielnej Mszy św.) również codziennej wieczornej modlitwy, kiedy wszyscy są już w domu. Dobrze, jeżeli odbywa się to o ustalonej porze, w specjalnie przygotowanym miejscu. Warto wprowadzić do modlitwy elementy spontaniczne i by przygotowywały je w całości lub we fragmentach same dzieci. Niedocenianą formą modlitwy jest lektura Pisma Świętego w gronie rodzinnym. Przeczytanie jego fragmentów przed wyjściem do kościoła na Mszę świętą, służy lepszemu zapamiętaniu i przeżyciu niedzielnych czytań.

8. Jakie znaczenie dla życia małżeńskiego i rodzinnego ma częste korzystanie z sakramentów?

Znaczenie sakramentów wydaje się być ciągle niedoceniane. Rodziny, które się wspólnie modlą i korzystają z sakramentów, są po prostu stabilne, trwałe i szczęśliwe. Nie znam przypadku rozwodu wśród rodzin, które chodzą razem na Mszę świętą i często przystępują do sakramentów. Badania potwierdzają, że rozwodzą się tak naprawdę małżeństwa, w których przynajmniej jedno odeszło od Boga i praktyk religijnych.
Każda spowiedź, każda komunia święta jest okazją do rodzinnego pojednania, przeproszenia i wybaczenia. Praktyki te uniemożliwiają wręcz powstanie głębszych kryzysów w małżeństwie i rodzinie. Nawet wspólne, codzienne odmówienie słów: ,,( ... ) i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy ( ... )': zmusza każdego przyzwoitego człowieka do wieczornego pojednania z członkami rodziny. Wypełniamy dzięki temu zalecenie św. Pawła: "Niech słońce nie zachodzi nad zagniewaniem waszym". To niemal pewna recepta na udane, trwałe małżeństwo.
Chrzest dziecka, spowiedź, Pierwsza Komunia Święta, bierzmowanie to doskonałe okazje do pogłębiania wiary w całej rodzinie. Smutne, gdy rodzinne spotkania przy tych okazjach przeradzają się w alkoholowe libacje. Oznacza to bowiem, że rodzina niczego nie rozumie ze spraw Bożych.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 20410 Przeczytał: 279 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 20:57, 25 Mar 2009 Powrót do góry

9. Jak przekazywać i utrwalać w rodzinie prawdy wiary i chrześcijańskie zasady życia?

Można wiele mówić o Bogu, prawdach wiary i chrześcijańskich zasadach życia i nie przekazać dzieciom niczego. Trzeba po prostu żyć wiarą w Boga; czynem potwierdzać prawdy wiary, kierować się chrześcijańskimi zasadami w życiu codziennym. Słowem, przykład rodziców, nie zaś puste słowa, pociąga dzieci ku Bogu. Matka i ojciec powinni na oczach dzieci, świadomie i konsekwentnie zmierzać ku własnej świętości, ale nie mogą być "świętoszkowaci" czy udawać "bezgrzesznych': Dzieci bowiem są niezwykle wyczulone i wyłapią każdy dysonans pomiędzy słownymi deklaracjami a postępowaniem rodziców. Tak więc, w oczach dzieci rodzice powinni być pięknie i wytrwale zmierzającymi do świętości, ciągle podnoszącymi się z upadków (oby nie ciężkich) ... grzesznikami.

10. Czy można powiedzieć, że zaufanie Bogu i przekonanie, że On cały czas otacza swoją opieką małżonków pomaga przezwyciężać nawet najtrudniejsze kryzysy małżeńskie?

Podstawą wyjścia z kryzysu małżeńskiego jest nadzieja i wiara, że z pomocą łaski Bożej można jeszcze uratować rozpadający się związek. Zaufanie Bogu jest zatem w takich sytuacjach jedynym, najpotężniejszym źródłem ratunku, zwłaszcza wtedy, gdy patrząc ludzkimi kategoriami, nic już się nie da naprawić. Uczciwy trud przemiany siebie samego wsparty modlitwą i sakramentami czynią niejednokrotnie prawdziwe cuda. Dzieją się wówczas rzeczy, których człowiek pojąć nie potrafi. U Boga bowiem nie ma nic niemożliwego.
Jest niezaprzeczalnym faktem, że małżeństwa dalekie od Boga znacznie szybciej tracą nadzieję i rezygnują z walki o przezwyciężenie kryzysu niż małżeństwa głęboko wierzące.

11. Niestety coraz więcej osób podchodzi do sakramentu małżeństwa bardzo lekkomyślnie, jakby nie zdając sobie sprawy z tego, co przysięgają sobie i Bogu. Jakie mogą być tego skutki?


Skutki takiego podejścia są opłakane w dosłownym znaczeniu tego słowa. Odsuwając Boga oraz świat wyższych wartości i motywacji, praktycznie każde małżeństwo może dojść do wniosku, by rozwiązać istniejące problemy przez rozwód. I tak niestety dzieje się bardzo często w coraz bardziej bezbożnym, hedonistycznym i wyzutym z wszelkich wartości wyższych świecie. Jeżeli głównym motywem postępowania staje się doraźna przyjemność, to trudno liczyć na trwałość jakiegokolwiek związku.

12. Wypełnianie przysięgi małżeńskiej można nazwać receptą na szczęśliwe małżeństwo. Czego wyrazem zatem powinno być to, co kobieta i mężczyzna ślubują sobie przy ołtarzu?

Nie ulega wątpliwości, że każda para, która wypełniłaby w pełni słowa przysięgi małżeńskiej, byłaby bardzo szczęśliwa.
Jestem przekonany, że decyzja o ślubie w Kościele podejmowana jest niekiedy z pobudek zupełnie pozareligijnych. Bywa, że nowożeńcy nie tylko nie doceniają świętości chwili, ale wręcz nie rozumieją, czego wyrazem są słowa wypowiadane w Kościele w momencie zawierania sakramentalnego związku małżeńskiego. Gdyby w dniu ślubu zdali sobie sprawę, co znaczą wypowiadane słowa i deklaracje ... Gdyby pojęli, że ślubowana miłość nie jest chwilowym kaprysem, lecz stanowi świadomy wybór, że jest aktem ich wolnej woli i zobowiązaniem do dozgonnej troski o dobro małżonka. Gdyby rozumieli głębię ślubu wierności i uczciwości. Gdyby zauważyli, że prosili o łaskę wsparcia do wypełnienia przysięgi samego Boga, aniołów i wszystkich świętych. Gdyby mieli poczucie odpowiedzialności za słowa i choćby odrobinę ludzkiej przyzwoitości ... to losy małżeństw, przynajmniej tych zawartych w Kościele, byłyby diametralnie inne. Małżeństwa stałyby się lepsze, trwalsze i po prostu szczęśliwsze.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 20410 Przeczytał: 279 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 15:48, 26 Mar 2009 Powrót do góry

13. Wielu jest przekonanych, że miłość to silne uczucie, które
z czasem musi przeminąć. Czy można sobie zatem ślubować dozgonną miłość i w czym ma się ona wyrażać w życiu codziennym?


Miłości nie należy mylić z uczuciami choć towarzyszą one sobie nieodłącznie. Uczucia są bowiem z natury zmienne i zależą od wielu czynników, zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych, na które nie mamy wpływu. Uczucia i ich intensywność zmieniają się np. wraz z wiekiem czy ze stanem zdrowia. Nie zależą one bezpośrednio od woli, zatem nie można ich ślubować. Należy natomiast troszczyć się o nie i podtrzymywać je w dobrej kondycji przez całe życie. Błędne jest przeświadczenie, że tylko w dniu ślubu mężczyzna i kobieta darzą się prawdziwą miłością. Miłość i uczucia mogą się rozwijać i dojrzewać, na co wskazuje wiele wzruszających przykładów okazywania sobie miłości, szacunku i przywiązania przez staruszków, którzy przeżyli ze sobą całe życie. Ich uczucia są zupełnie inne niż te gorące, młodzieńcze, ale z pewnością nie gorsze. Powiedziałbym raczej, że są bardziej dojrzałe, bo stanowiące owoc całego życia. Odmienne oblicza wzajemnych relacji w poszczególnych etapach życia można porównać do wina: młode "buzujące" powoduje zawrót głowy (jak to bywa zazwyczaj z młodymi ludźmi) i stare, "przeleżakowane", przeznaczone dla koneserów, czyli osób dojrzałych, które już wiedzą, że miłość nie jest tylko chwilowym zauroczeniem.

Miłość jest funkcją woli (i w tym sensie można ją sobie narzucić).
Jest decyzją troszczenia się o dobro osoby ukochanej do końca życia, bez żadnych warunków, a nawet pomimo wszystko. Ślubujemy miłość, bo ślub ten można jednoosobowo, nawet przy odrzuceniu przez drugą stronę, wypełnić aż do śmierci. W codzienności będzie się to wyrażać naj prostszymi gestami: zrobieniem herbaty, posprzątaniem, ale też zauważeniem wysiłku współmałżonka, pochwałą, wreszcie podziwem dla jego dokonań, jak również przeproszeniem i wybaczeniem, gdy wymaga tego sytuacja. Jednego tylko miłość nie dopuszcza: zachęcania do zła moralnego czy przyzwalania na nie. Zło moralne niszczy miłość i niszczy człowieka, a więc oddala go od szczęścia a tym samym od zbawienia. Dla osoby wierzącej najwyższym dobrem jest zbawienie i to ono powinno być głównym celem troski o ukochanego człowieka. Piękną definicję miłości dał Jan Paweł II: "Człowiek w pełni nie może się odnaleźć inaczej, jak tylko przez bezinteresowny dar z siebie samego". Oprócz definicji miłości Papież w tym zdaniu podkreślił, że miłość jest drogą odnalezienia siebie, swego przeznaczenia, jedyną drogą do szczęścia człowieka.

A jak się mają uczucia do miłości? Są one bardzo ważne na etapie poznawania się, gdyż często pozytywne uczucia, jakie wywołuje druga osoba, zwracają na nią uwagę i pozwalają dostrzec w niej to, co dobre i piękne. Umiłowanie tych wartości może zrodzić gotowość do poświęcenia i mamy ... początek miłości. Uczucia, które wyrwały się spod kontroli rozumu i woli, mogą doprowadzić do ruiny życia. Gdy uczucia są dobre i szlachetne, podtrzymanie miłości w małżeństwie jest proste. Dlatego warto dbać o pozytywne uczucia w związku, gdyż jest to najprostsza recepta na przetrwanie i rozwój miłości aż do śmierci. Tam, gdzie miłość małżeńska jest zagrożona, zawsze doradzam to samo: troskę o naprawę uczuć.

Pewien staruszek zapytany, czy nigdy nie zamierzał się rozwieść, zażartował: "Rozwieść - nigdy, ale zamordować żonę - bardzo często!" Pojawiające się nawet silne negatywne uczucia są alarmem, że trzeba natychmiast coś zrobić. Nie wolno jednak na tej podstawie stawiać absurdalnej diagnozy, że oto miłość się skończyła. Trzeba zabrać się za naprawianie uczuć. Tak więc uczucia w miłości są ważne, dobre ułatwiają miłowanie, lecz złe, zaniedbane, nie naprawiane mogą rujnować miłość. Ostatecznie jednak miłość (troska o dobro) dzięki rozumowi i woli może trwać nawet wbrew uczuciom. Może nigdy się nie kończyć.

14. Na czym polega wierność małżeńska?

Wierność obejmuje całe życie, nie tylko sferę płciowości. Wierności współmałżonka nie da się upilnować żadną siłą, nadzorem, kontrolą. Na wierność trzeba się zdecydować osobiście i samemu ją sobie narzucić. Ważne jest, by mieć jasną, klarowną, radykalną wizję własnej wierności. Wszelkie relatywizowanie i łagodzenie ostrości widzenia w tym względzie są śmiertelnie niebezpieczne. Kościół w encyklice Humanae Vitae podpowiada, że wierność należy rozumieć tak, jak w dniu ślubu, czyli dosłownie. Wypowiedzenie roty przysięgi małżeńskiej jest bowiem publiczną deklaracją decyzji na wierność dozgonną. Należy ją jednak egzekwować w pierwszej kolejności od siebie, nie zaś od współmałżonka. Czy jesteś wierny? A czy w stosunku do spotkanej atrakcyjnej kobiety zachowałbyś się tak samo, gdyby żona stała przy tobie? Czy w stosunku do obcego, interesującego mężczyzny zachowałabyś się tak samo, gdyby przy twoim boku stał mąż?
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 20410 Przeczytał: 279 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 16:01, 26 Mar 2009 Powrót do góry

15. Na czym polega uczciwość małżeńska?

Uczciwość w rozumieniu ogólnym to przestrzeganie ustalonych zasad. W tym znaczeniu uczciwość małżeńska jest respektowaniem zasad, które są podstawą, fundamentem zawartego małżeństwa.
W Kościele katolickim zasady te wymienione są w przysiędze małżeńskiej. Mieści się w niej deklaracja zawarcia związku małżeńskiego z własnej i nieprzymuszonej woli, trwania w nim w dobrej i złej doli aż do śmierci oraz przyjęcia z miłością każdego poczętego dziecka, oraz ślub deklaracji miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej. Ślub uczciwości jest swoistym zwornikiem, podsumowaniem i potwierdzeniem tych wszystkich deklaracji. Można jednak uczciwość małżeńską traktować dodatkowo jako deklarację czystości w dziedzinie specyficznej dla małżeństw, a więc w sferze płciowości. Czystość małżeńska wymaga użycia rozumu (poznanie rytmu płodności żony) i woli (dostosowanie aktów małżeńskich do aktualnych planów prokreacyjnych). Można wreszcie, sięgając do źródłosłowu, traktować uczciwość jako "uczczenie" współmałżonka swoim postępowaniem. W dziedzinie płciowości jest to szczególnie piękna deklaracja, bowiem "uczczenie" jest całkowicie sprzeczne z egoistycznym wykorzystaniem i uprzedmiotowieniem tak dziś zagrażającym małżeństwu wobec podszeptów bezbożnego i zdemoralizowanego świata (szatana).

16. Jak rozumieć nierozerwalność i trwanie w małżeństwie aż do śmierci?

Dosłownie.

17. Jedną z funkcji małżeństwa oprócz zrodzenia i wychowania potomstwa jest wzajemne wsparcie małżonków. Na czym ono powinno polegać w świecie, który stara się zacierać tradycyjne czy naturalne role wynikające z faktu bycia kobietą lub mężczyzną?

Głupcy i manipulatorzy próbują zrównać kobiety z mężczyznami w każdej płaszczyźnie życia. Dotyczy to zwłaszcza ról, jakie mają oni do wypełnienia w społeczności. Jest rzeczą oczywistą, że mężczyzna i kobieta jako osoby mają równą godność. Inne są jednak zadania, do wypełnienia których zostali powołani przez Boga w rodzinie i w świecie. Równość rozumiana jako identyczność jest ewidentnie wbrew naturze, która nakazuje kobietom rodzić dzieci, a mężczyznom troszczyć się o swoje żony i potomstwo. W otoczeniu głupców, mimo presji przez nich wywieranej, można jednak żyć mądrze. Tyle tylko, że trzeba się przygotować na ich ataki i uodpornić na nazywanie siebie głupcem i odsyłanie do "ciemnogrodu". Ja osobiście wolę być szczęśliwy z przyklejoną etykietką nienowoczesnego "oszołoma' niż nowoczesny według panujących nowomodnych wymogów i... głęboko nieszczęśliwy, bo wynaturzony.

Małżonkowie powinni sobie nawzajem pomagać w pogłębianiu radości wynikającej z różnic między kobietą a mężczyzną oraz okazywać podziw dla geniuszu kobiecości i męskości. Powinni ponadto mądrze, w zależności od talentów i predyspozycji, dzielić role i zadania, jakie mają do wypełnienia w rodzinie, zwłaszcza poprzez zrozumienie istoty powołania do macierzyństwa i ojcostwa. Niezbędne jest również udzielanie sobie wsparcia we wzajemnym rozwoju, dzięki czemu stanie się możliwe coraz lepsze wypełnianie naturalnych dla każdej płci zadań.

Najważniejszym wsparciem, jakiego powinni udzielać sobie małżonkowie, jest jednak stałe utwierdzanie siebie nawzajem w zdrowym poczuciu własnej wartości. Nic tak nie mobilizuje żony do wysiłku i pracy nad sobą jak zachwyt w oczach męża dla jej piękna i dobra. Analogicznie mąż, szczerze podziwiany przez żonę, gotów jest dla niej i dla rodziny do najwyższych poświęceń.

Wzajemne wspieranie się w życiu codziennym może być bardzo różne w zależności od osobistych talentów i umiejętności. Najlepiej jest, jeśli każdy daje wspólnocie rodzinnej to, co ma najlepszego do zaoferowania. W niektórych sprawach małżonkowie mogą się wspierać lub wymieniać (np. w kuchni). Kobieta jest jednak niezastąpiona w trosce o małe dziecko. I nie chodzi tu tylko o karmienie piersią. Wydaje się jednak, że głównym i najważniejszym wkładem kobiet w życie społeczne jest kształtowanie pozytywnych relacji między ludźmi. Najpiękniejszą relacją jest miłość, a więc zadaniem kobiet jest szerzenie miłości. Mężczyzna natomiast jest (a przynajmniej powinien być) człowiekiem czynu, który walczy z przeciwnościami i doprowadza sprawy do zaplanowanego końca. Słowem, stworzony jest do brania odpowiedzialności za losy rodziny. W tej roli mężczyzna czuje się w swoim żywiole i staje się zdolny do najwyższych poświęceń.

Najtrudniejsza jest jednak budowa komunii małżeńskiej dwojga całkowicie odmiennych istot. Podstawowe wsparcie, jakiego udzielać winni sobie małżonkowie w tym względzie, to ubogacanie siebie nawzajem przez szczere i ufne ujawnianie niewidocznego dla oczu wnętrza siebie - osoby drugiej płci. To ujawnienie jest warunkiem koniecznym poznania, zaakceptowania i uszanowania, a nawet radowania się uzupełniającą się wzajemnie "innością" małżonków.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 20410 Przeczytał: 279 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 16:15, 26 Mar 2009 Powrót do góry

18. W niektórych środowiskach można zaobserwować pewne tendencje do feminizacji zachowań mężczyzn i maskulinizacji zachowań kobiet. Czym to jest spowodowane i jak wpływa na relacje w rodzinie?

Rzeczywiście zjawisko maskulinizacji kobiet jest wyraźnie zauważalne i, niestety, rozszerza się. Nie wynika ono ani z głębokiej refleksji, ani z rozważnie podejmowanych decyzji, lecz jest raczej wynikiem bezmyślności, ślepym podążaniem za duchem (a może upiorem) dziwacznie definiowanej nowoczesności czy, mówiąc wprost, za modą, która narzuca kobietom przekonanie, że osiągną szczęście, gdy staną się "jak mężczyźni': Panuje więc wśród pewnych grup kobiet moda na udawanie "twardziela" niepotrzebującego wsparcia i opieki mężczyzny. Wiele kobiet tak dobrze wchodzi w tę rolę, że przyjmuje zachowania "typowo męskie" według najgorszych wzorców, a więc piją, palą, przeklinają, oglądają horrory, a nawet zabawiają się seksualnie w przygodnych związkach. Nie wiedzą, że odchodząc od kobiecej natury, tracą szansę na szczęście i w przyszłości będą musiały zadowalać się jedynie powierzchownymi przyjemnościami. Ma to oczywiście katastrofalny wpływ na małżeństwa takich kobiet i wypełnianie przez nie roli matki. Często jednak bywa, że kobiety tego typu nie wchodzą w trwałe związki, a swym dzieciom nie pozwalają się urodzić.

Feminizacja zachowań męskich jest również dość powszechna i chociaż nic nie usprawiedliwia mężczyzn, którzy rezygnują z używania rozumu i z pracy nad sobą, to jednak kobiety mają w tym procesie swój niechlubny udział. Przede wszystkim zdominowały one wychowanie chłopców. Nie ma już postrzyżyn i chłopiec nie zaprawia się do trudów życia pod twardą, trochę szorstką ręką ojca. Matki, wychowawczynie przedszkolne, nauczycielki za ideał dobrego zachowania stawiają chłopcom ... grzeczne dziewczynki. Często nadopiekuńcze, troszczą się głównie o bezpieczeństwo chłopców, nie pozwalając na żadne "męskie wybryki''

Takie wychowanie pozbawia okazji do nabijania sobie guzów i uczenia się odpowiedzialności na własnych, nawet bolesnych błędach. W efekcie chłopiec w wieku 18 lat staje się nominalnie mężczyzną, lecz schowany pod skrzydełkami mamy, osaczony jej uczuciami, nie jest zdolny do brania na siebie nawet elementarnej odpowiedzialności. To jest podstawowa przyczyna lęku mężczyzn przed zawieraniem małżeństw (stąd "wolne" związki) i przed zdecydowaniem się na rodzicielstwo (stosowanie antykoncepcji, aborcja). Zniewieściały mężczyzna, niepotrafiący wziąć na swoje barki odpowiedzialności za losy rodziny, fatalnie funkcjonuje jako mąż i ojciec. Skutki feminizacji mężczyzn są dosłownie opłakane.

Najtragiczniejsze jest to, że ucieczka zarówno kobiet, jak i mężczyzn od swej natury, od swego odwiecznego przeznaczenia czyni ich samych po prostu nieszczęśliwymi ... w pewnym sensie na własne życzenie.

19. Wśród młodych ludzi daje się zaobserwować niepokojącą tendencję do unikania trwałych związków małżeńskich na rzecz związków na tzw. "kocią łapę". Gdzie można szukać przyczyn tego zjawiska i jak mu zapobiegać?

"Kocia łapa" czy, jak mówi dzisiejszy świat, "wolny związek" jest wynikiem tchórzostwa, klasyczną męską ucieczką przed odpowiedzialnością. "Wolność" takich związków od rodzicielstwa z jednoczesną "swobodą" seksualną (pozbawienie działań kontroli rozumu i woli) prowadzi w prostej linii do uzależnienia od seksu. Uniemożliwia to oczywiście tworzenie prawidłowej i dającej szczęście więzi intymnej, co w konsekwencji powoduje rozpad "wolnych związków". Doświadczenie potwierdza, że rozpadają się one dużo częściej i szybciej niż formalnie zawarte małżeństwa.

Podstawową przyczyną tego zjawiska jest niedojrzałość, zwłaszcza mężczyzn. Bogata retoryka ukazująca wyższość "wolnych związków" jest bez wątpienia wytworem pokrętnych i skarlałych duchowo mężczyzn. Napawa mnie to jako mężczyznę wielkim smutkiem. Do rozpowszechniania się "wolnych związków'' obok wspomnianego już lęku mężczyzn przed odpowiedzialnością, przyczynia się niewątpliwie postawa hedonistyczna ukierunkowana jedynie na przeżywanie przyjemności. Sprzyja temu nowa obyczajowość, która dawniej zostałaby nazwana "nieobyczajnością" i swoista moda na rozwiązłość seksualną reklamowana ochoczo w filmach, czasopismach, piosenkach.

Zapobieganie temu zjawisku jest walką Dawida z Goliatem, przy czym Goliat to gigantyczny światowy przemysł żywiący się nieładem i, co logiczne, propagujący wszelkie formy bałaganu seksualnego. Obroną byłby powszechny powrót do zasad moralnych zawartych w Dekalogu, zaś jedynym narzędziem, które, moim zdaniem, ostatecznie okaże się skuteczne, są świadectwa szczęśliwych małżeństw, a ludzie, patrząc na nie będą mówili jak za czasów pierwszych chrześcijan: " Zobaczcie, jak oni się miłują''. Wówczas powstanie powszechna tęsknota do tworzenia normalnych, prawdziwych i trwałych rodzin. I... Dawid wygra! Mamy wszak obietnicę, że moce piekielne nie zwyciężą.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 20410 Przeczytał: 279 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 20:07, 26 Mar 2009 Powrót do góry

20. Małżonkowie tworzą wspólne gospodarstwo rodzinne. Na czym polegają role kobiety i mężczyzny w prowadzeniu rodzinnego gospodarstwa?

Podział na role powinien być przede wszystkim sprawiedliwy i mądry. Nie chodzi tu o "sprawiedliwość" typu: raz ty, raz ja. Byłoby kompletnym absurdem, gdyby węgiel z piwnicy nosili na przemian mąż i żona! Mądrość w podziale zadań i ról polega na uwzględnieniu indywidualnych talentów i ograniczeń wynikających nie tylko z różnicy płci. Bywa, że mężczyźni wspaniale gotują, a kobiety doskonale radzą sobie z majsterkowaniem przy sprzęcie elektrycznym czy elektronicznym, a nawet z komputerami. W tym względzie wymienność może posunąć się bardzo daleko. Nie powinna ona jednak dotykać terenów niejako przypisanych kobiecie i mężczyźnie przez naturę. Najogólniej mówiąc, kobieta powinna odpowiadać za piękno i dobro samego domu i relacji w nim panujących. Rolą mężczyzny jest natomiast stanie na straży prawidłowego funkcjonowania domu i rodziny oraz odpowiedzialność za to, by wszystko zmierzało do dobrego, ustalonego celu. Dla wierzących celem najwyższym jest zbawienie, a dochodzenie do tego odbywać się powinno przez osobowy rozwój i wzrost ku świętości wszystkich członków rodziny. Tego właśnie powinien pilnować mężczyzna.

Terenem wybitnie kobiecym jest opieka nad małym dzieckiem, nad każdym biednym i chorym oraz kształtowanie pozytywnych relacji międzyludzkich. To właśnie kobieta ma uczyć mężczyznę tworzenia takich stosunków w rodzinie oraz angażować go do zabawy lub opieki nad małymi dziećmi. Jednakże to ona na tym terenie powinna pozostawać domowym ekspertem i głównym decydentem. Nieroztropnym ze względów psychologicznych byłoby np. wysłanie zaraz po urlopie macierzyńskim na urlop wychowawczy... męża. Znam przypadek, kiedy mąż wpadł na taki "genialny" pomysł i, gdy minęła pierwsza euforia, popadł w tak ciężką depresję, że cała rodzina boleśnie ten pomysł odchorowała. Działania wymagające użycia dużej siły fizycznej czy nawet niebezpieczne z pewnością powinno się zostawiać mężczyznom. Podobnie niemądre byłoby zdejmowanie z mężczyzny odpowiedzialności za byt i bezpieczeństwo rodziny. Pomijając fakt, że to on ma wrodzone predyspozycje do działania racjonalnego, do planowania, przewidywania, wybiegania myślami nawet w daleką przyszłość, to trzeba zauważyć, że przejęcie przez męża całkowitej odpowiedzialności za losy rodziny zawsze powoduje wzrost "mężczyzny" w wielu płaszczyznach życia.

Można wręcz powiedzieć, że stanowi gwarancję tego wzrostu. Oczywiście wszystkie decyzje podejmowane przez męża powinny być podporządkowane dobru rodziny, nigdy zaś jego zachciankom. Każdy kapitan będzie ryzykował życiem, by ratować wszystkich powierzonych sobie pasażerów i członków załogi w razie katastrofy statku. Gdyby mężowie czuli się w rodzinie tak ważni (pierwszy po Bogu), jak kapitanowie na okręcie, zapewne gotowi byliby do oddania życia za żonę i dzieci. Jeżeli tak nie jest, to znaczy, że nie weszli jeszcze dostatecznie w rolę głowy rodziny, czyli w rolę głównego opiekuna, obrońcy, żywiciela i przewodnika (również w wierze) dla żony i dzieci.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 20410 Przeczytał: 279 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 20:26, 26 Mar 2009 Powrót do góry

21. Często przyczyną nieporozumień małżeńskich jest utrzymanie rodziny i dbanie o sferę materialną. Oskarżanie męża o zbyt małe zarobki lub żony o zaniedbywanie domu to jeden z wielu przykładów. Wiele tych nieporozumień jest wynikiem zbyt wybujałych oczekiwań wobec współmałżonka, jednak jak radzić sobie w momentach, gdy problemy materialne stają się poważne dla całej rodziny?

Rzeczywiście ludzie mają coraz więcej problemów finansowych.
Dzieje się tak głównie dlatego, że posiadają mniej pieniędzy niż chcą mieć. Chcą zaś, manipulowani przez reklamy, coraz więcej. W poradni dla małżeństw największe problemy finansowe zgłaszali zwykle ludzie ponadprzeciętnie zamożni czy wręcz bardzo bogaci. Zazwyczaj chodzi w tych wypadkach o podział pieniędzy na "moje" i "twoje" i posądzanie współmałżonka o rozrzutność. Czasem włączają się w spory rodziny obu stron, wypominając, ile to majątku ich rodzone dziecko wniosło w posagu. Coraz częściej, już "na konto" przyszłych kłopotów finansowych, jeszcze przed ślubem spisywana jest intercyza. Nierzadko zdarza się, że krótko przed ślubem, w pośpiechu obdarowuje się swoje dziecko (samochód, mieszkanie, gospodarstwo), by w razie rozwodu ...

Bywa, że strona zarabiająca (częściej mężczyzna) wydziela drugiej "limity", żądając szczegółowych, dosłownie groszowych, rozliczeń na piśmie. Ostatnio w poradni pewna pani opowiadała (mąż siedział obok ze spuszczoną głową) jak pół godziny biegali po mieście szukając bezpłatnej toalety, bo mąż nie chciał jej dać złotówki. Mąż, człowiek bardzo bogaty, posiadający kilkanaście mieszkań w dużym mieście i kilkusettysięczne lokaty przeprowadził rozdzielność majątkową i żona została bez środków do życia zdana całkowicie na jego łaskę. Zresztą w rozmowie kilkakrotnie podkreślał, że żona wszystko mu zawdzięcza.

Wiele problemów stwarzanych jest na własne życzenie i wynikają one tak naprawdę z wysokich, nierzadko wygórowanych oczekiwań finansowych lub braku wspólnoty majątkowej. A przecież małżeństwo powinno być pełną wspólnotą obejmującą wszystkie obszary życia bez żadnych egoistycznych rachub czy wyjątków. Przyjęcie takiej postawy połączone ze skromnością wymagań finansowych rozwiązuje zdecydowaną większość problemów ,"o pieniądze". Ponoć Sokrates przechadzając się po rynku wśród najwspanialszych wytworów ówczesnego świata miał zwyczaj powtarzać: "Jaki ja jestem szczęśliwy, że nie muszę tego wszystkiego mieć"

By jednak nie zbagatelizować sprawy, trzeba przyznać, że są też oczywiście problemy finansowe wynikające z prawdziwej biedy. Brakuje pieniędzy na chleb, na lekarstwa, nawet na zaspokojenie podstawowych potrzeb dzieci. Czasem jest to połączone z patologią (alkoholizm, narkomania) i wówczas pomoc finansowa jest bardzo utrudniona. Są na szczęście specjalistyczne ośrodki i organizacje zajmujące się takimi rodzinami. Ofiarowywane jest nie tylko wsparcie materialne, lecz także terapia i to dla całych dotkniętych chorobą rodzin.

Gdy jednak rodzina cierpi biedę w sposób zupełnie niezawiniony (utrata pracy, wypadek lub śmierć żywiciela rodziny), to pomoc nie tylko jest konieczna, lecz staje się moralnym obowiązkiem otoczenia. W małych środowiskach, w których nie ma jak w wielkich miastach osób anonimowych, naturalna pomoc sąsiedzka może wiele zdziałać. Na własne oczy widziałem, jak w kilka tygodni odbudowany został przez górali spalony dom sąsiada. Od pierwszych chwil po pożarze cała rodzina pogorzelców została objęta wszechstronną opieką sąsiadów i proboszcza.

Warto przy okazji zauważyć, że wiele organizacji i stowarzyszeń skupionych przy Kościele katolickim świadczy tego rodzaju pomoc w sposób dyskretny i bez rozgłosu. Ważne jest takie jej zaoferowanie, by potrzebujący nie krępowali się z niej korzystać. Najłatwiej można rozpoznać komu i jaka pomoc jest potrzebna, gdy patrzymy z perspektywy parafii. Piękny przykład stanowi poznańska inicjatywa "Patronat nad rodziną" obejmująca stałą opieką niezamożne rodziny wielodzietne. Anonimowi sponsorzy (osoby prywatne i instytucje) dyskretnie czuwają nad funkcjonowaniem tych rodzin. Chwalebne jest to, że rodziny nie wiedzą od kogo otrzymują pomoc. Ważne jest bowiem, aby nie była ona krępująca czy wywołująca wrażenie, że osoby obdarowywane są gorsze, co mogłoby wywołać w nich uczucie upokorzenia. Chodzi o to, żeby pomoc była skuteczna i trafiała w prawdziwe potrzeby.

Niestety, w państwowej opiece społecznej nadal funkcjonują pewne przepisy, które nie pozwalają pomóc rodzinie po prostu biednej. Trzeba w podaniu "dopisać" drugi czynnik, jakąś patologię. To faktycznie poniżające ...
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 20410 Przeczytał: 279 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 20:33, 26 Mar 2009 Powrót do góry

22. Współżycie małżeńskie oprócz płodzenia potomstwa ma na celu wyrażanie miłości między małżonkami. Jak jednak odróżnić kiedy jest to wyraz miłości, a kiedy egoistyczne wykorzystanie drugiej osoby dla zaspokojenia własnych zachcianek?

Rzeczywiście sens współżycia płciowego jest podwójny: ma wyrażać jedność kochających się małżonków oraz być znakiem rodzicielstwa. Choć wyrażenie "płodzenie potomstwa" jest całkowicie poprawne, dla mnie ma wydźwięk nieco "chłodny". Wolę mówić raczej o uczestniczeniu małżonków w cudzie poczęcia nowego człowieka. Dziecko jest efektem spotkania się trzech miłości: żony, męża i samego Boga. Jestem przekonany, że tym małżonkom, którzy doceniają ten cud, nigdy nie grozi zrobienie z tego świętego terenu obszaru spełniania swych egoistycznych zachcianek.

Jak rozpoznać i zaklasyfikować konkretne działania? Bardzo prosto. Jeżeli w działaniu pojawi się jakikolwiek przymus, możemy śmiało wyrokować o egoizmie, o braku miłości. Zmuszanie drugiej strony do czegokolwiek, co mu "duchowo" nie odpowiada, co jawi się mu jako złe moralnie czy choćby niestosowne, nieodpowiednie, jest wyrazem egoizmu, a nie miłosnej troski o współmałżonka. Gdy dla zaspokojenia własnych zachcianek, pojawia się argument, w którym jedna strona powołuje się na " własne wysokie potrzeby", czy nawet straszy zdradą, egoizm sam siebie jednoznacznie demaskuje.

W spółżycie małżeńskie, które jest wyrazem miłości, musi szanować nie tylko osobę współmałżonka, ale też nakazy moralne i odbywać się w sposób prawidłowy. W szczególności ważna jest postawa otwartości na nowe życie, czyli opowiadanie się po stronie "cywilizacji miłości". Moralnie złe w tej dziedzinie są bez wątpienia cudzołóstwo i masturbacja. Prawidłowy akt małżeński prowadzi przez "jakieś" przygotowanie (bardzo duża dowolność i pole do swoistej twórczości intymnej) do zjednoczenia narządów rozrodczych żony i męża i przekazanie płynu nasiennego męża (wytrysk) do otwartych na jego przyjęcie i niczym nie okaleczonych dróg rodnych żony.

Jeżeli dążą celowo do wywołania reakcji jak we współżyciu bez zjednoczenia narządów rozrodczych to działanie takie ma charakter masturbacyjny. Jest obiektywnie moralnie złe i prowadzi (jak każde zło) do wewnętrznego rozbicia, frustracji i niszczenia relacji małżeńskiej. Nie wyraża więc miłości. Miłość bowiem rodzi dobro i tylko dobro. Trzeba tu jednak dodać, że współżycie jest normalnym środkiem wyrazu miłości małżeńskiej. Tak więc odmowa współżycia przez którąkolwiek ze stron nie może być wynikiem "widzimisię", lecz powinna być spokojnie i życzliwie wypowiedziana. Odmowa wskazująca na konkretną przyczynę, np. awanturę pół godziny wcześniej, powinna zawierać zaproszenie do współżycia po wyciszeniu negatywnych emocji. Może to być np. następująca wypowiedź: " Ja po tym, co się przed chwilą działo, naprawdę nie mogę ot tak. .. wskoczyć do łóżka. Ale zadbajmy, by dwa następne dni były piękne, miłe i spokojne i pojutrze... zapraszam cię sama do współżycia". O ileż łatwiej przyjąć taką odmowę od typowego: " Nie bo nie, sam powinieneś wiedzieć, ... zobaczymy kiedy ..."
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 20410 Przeczytał: 279 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 20:49, 26 Mar 2009 Powrót do góry

23. Czym jest zdrada małżeńska?

Zdrada jest czynnym złamaniem przysięgi wierności. Jest zdradą siebie, współmałżonka i Boga. Wszak przysięga wierności była składana człowiekowi przez człowieka, ale wobec Boga, z przywoływaniem Go na świadka swych słów. Kiedyś ludzie dla wypełnienia złożonej przysięgi gotowi byli oddać życie. Niestety, w czasach współczesnych cena przysięgi zmalała. Zdrada to jeden z najokrutniejszych ciosów, jakie można zadać małżeństwu i sobie samemu. Bardzo rani, kiepsko i długo się goi, dotyka i niszczy obie strony: zdradzonego i zdradzającego. Nikomu się nie opłaca - jest życiowym błędem i tragedią. Zawsze. Dla zdrady nie ma usprawiedliwienia!

Oczywiście zdrada ma zawsze swoją przyczynę. Bez obawy popełnienia pomyłki można powiedzieć, że zdrada jest dowodem niedojrzałości osoby zdradzającej. Jednak zwykle są jeszcze jakieś inne przyczyny towarzyszące. Zdrady zdarzają się prawie wyłącznie wtedy, gdy małżeństwo przeżywa kryzys osób i więzi. Nierzadko jednym z symptomów kryzysu jest odchodzenie od Boga i praktyk religijnych. Nie bez znaczenia są także okoliczności zachęcające do zdrady. Znam niestety wiele przypadków zdrad sprowokowanych służbowym wyjazdem "integracyjnym". Organizator zadbał o "dobrą atmosferę", alkohol, nastrojowe tańce, dwuosobowe pokoje bez konieczności podawania nazwisk w recepcji ... Nie chcę powiedzieć, że wszystkie wyjazdy służbowe i szkolenia mają taki scenariusz, lecz niewątpliwie się zdarzają, a rozsądek nakazuje wystrzegać się podejrzanych imprez. "Kto stoi, niech baczy, by nie upadł".

Zdrady mężczyzn (zwłaszcza tych płytko traktujących płciowość w ogóle) bywają "okazjonalne" i powierzchowne, bez głębszego zaangażowania uczuciowego. Zdrady kobiet zazwyczaj są "przygotowane" silnym związkiem uczuciowym (kobiety realizują w nim tęsknoty uczuciowe niespełnione w małżeństwie). Skutki zdrad, wywołujące w psychikach męża i żony spustoszenie, są niesymetryczne. Zawsze głębiej zdradą dotknięta jest kobieta i to zarówno zdradzona, jak i zdradzająca. Ona bardziej jest obciążona konsekwencjami biologicznymi i psychicznymi współżycia.

24. Jeżeli już doszło do ujawnienia zdrady małżeńskiej, co powinien zrobić małżonek zdradzający, a co zdradzony, aby uratować ich związek?

Zdradzający powinien radykalnie i całkowicie zerwać kontakty z kochanką(iem), szczerze prosić o wybaczenie i próbować zadośćuczynić. To on powinien brać na siebie główny ciężar odbudowy małżeństwa z ruiny. Zdradzony powinien szczerze wybaczyć i próbować nie wracać do tematu zdrady w rozmowach oraz nie wykorzystywać go jako argumentu przeciwko współmałżonkowi przy każdej sposobności, w każdej dyskusji. To bardzo trudne, ale konieczne, by pozwolić zabliźnić się ranom.

Oboje powinni podjąć rozmowy i pogłębioną refleksję na temat okoliczności, w jakich doszło do zdrady, po to, by nigdy więcej nie powtórzyły się one w ich małżeństwie. Przy czym ta pogłębiona refleksja powinna być mądra i konstruktywna. Nierozsądne jest na przykład opowiadanie osobie zdradzonej jakichkolwiek szczegółów o kochance(ku) lub zadawanie bądź odpowiadanie na pytania: Jak miała na imię? Czy była młodsza? Ładniejsza? Masz zdjęcie? Pokażesz? A jak to robiliście? Gdzie? Ile razy? Było ci z nią lepiej? .. Uwaga, wcale nie namawiam do kłamstwa. Przeciwnie, zachęcam do przyznania się, uznania swej winy i okazania skruchy. Konieczne jest jednak zniszczenie wszystkich rzeczy przypominających tę osobę (zdjęcia, listy, SMS-y, pamiątki). Mogą się one bowiem stać, podobnie jak opowiedziane konkretne szczegóły, pożywką dla wyobraźni i będą przeszkadzały w ostatecznym pojednaniu. Spróbuję zilustrować to przykładem.

Do poradni przyszła para małżeńska osiem lat po zdradzie. Mąż przyłapany przez żonę przyznał się, prosił o wybaczenie i rzeczywiście radykalnie w jednej chwili zerwał wszelkie kontakty z kochanką. Na prośbę żony, myślącej naiwnie, że to jej pomoże wybaczyć, opowiedział wszystko ze szczegółami. Wśród szczegółów była nazwa hotelu, w którym się spotykali. Hotel leżał na trasie ich dom - jej praca. Przez osiem lat, przejeżdżając koło tego hotelu, żona przypominała sobie ze szczegółami zdradę męża. Po kilku latach takich doświadczeń nadawała się do leczenia psychiatrycznego.

W przypadku małżeństwa zranionego zdradą zawsze namawiam, by sięgnęli do mocy nadprzyrodzonych, do łask sakramentalnych, gdyż ludzkich sił, nawet popartych szczerą i dobrą wolą, może po prostu nie wystarczyć.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 20410 Przeczytał: 279 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:38, 09 Maj 2009 Powrót do góry

25. Jaka jest różnica między rozwodem i separacją? Dlaczego Kościół odrzuca rozwody, a dopuszcza separację?

Zasadniczą różnicę między rozwodem a separacją można, jak wszystko, poznać po owocach. Rozwód umożliwia formalne, urzędowe zawarcie nowego związku. Zresztą, nie oszukujmy się, zwykle głównie o to chodzi. Wierzący współmałżonek, zgadzający się dobrowolnie na rozwód, w pewnym sensie popycha męża (żonę) do grzesznego, cudzołożnego związku. Ma się to nijak do odpowiedzialności za zbawienie męża (żony). Rozwód jest zezwoleniem na ostateczne rozstanie, jest dezercją, definitywną ucieczką z małżeństwa. Kościół, nauczając zbawiennie o nierozerwalności małżeństwa sakramentalnego, nie może pochwalać, a tym bardziej zaakceptować rozwodu otwierającego furtkę do zawarcia nowego związku. Mimo wszystko pozwala jednak, aby małżonkowie będący po rozwodzie, lecz niewchodzący w związki nowe (czyli z punktu widzenia przysięgi małżeńskiej cudzołożne), mogli w pełni uczestniczyć w życiu sakramentalnym.

Separacja natomiast nie daje możliwości zawarcia drugiego związku. W tym sensie chroni przed zalegalizowanym urzędowo cudzołóstwem i daje szansę powrotu i naprawy małżeństwa. Osoba wnosząca o separację nie podważa sensu istnienia małżeństwa, nie chce wchodzić w kolejny związek, nie ułatwia tego współmałżonkowi, a jedynie uważa, że relacje są aktualnie tak trudne, że wspólne mieszkanie jest czasowo niemożliwe. Uznała więc, że dla dobra małżeństwa celowe będzie tymczasowe rozstanie. Bywa, że napięcie, jakie narosło, doprowadza do rękoczynów i zagrożone jest zdrowie, a nawet życie żony i dzieci. Separacja może też zagwarantować pokrywanie kosztów utrzymania przez małżonka uchylającego się od tego obowiązku, co często ratuje podstawy bytu żony i dzieci. Separacja jest próbą zachowania ważności i nierozerwalności małżeństwa przez przetrwanie kryzysu w oddaleniu od siebie. Kościół nie tyle zaleca, co dopuszcza separację, uznając, że losy ludzkie bywają tak pogmatwane, iż czasem potrzebna jest czasowa (a nawet trwała) separacja, by przywrócić godne warunki życia zagrożonemu małżonkowi i dzieciom.

Image
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 20410 Przeczytał: 279 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:43, 09 Maj 2009 Powrót do góry

26. Co to jest orzeczenie nieważności małżeństwa i jakie są podstawy do takiego orzeczenia?

W potocznej mowie słyszymy często o "rozwodach kościelnych". Tymczasem ważnie zawartego i dopełnionego małżeństwa nie może rozwiązać nawet Papież. Małżeństwo niedopełnione (bez rozpoczęcia współżycia płciowego) może być "dla słusznych powodów" rozwiązane przez Papieża na prośbę dwu lub nawet jednej strony.
Może się jednak zdarzyć, że małżeństwo zostało zawarte nieważnie. Dzieje się to wtedy, gdy w chwili zawierania małżeństwa działały przeszkody tzw. zrywające. Przeszkody te pochodzą z prawa Bożego lub kościelnego. Od przeszkód z prawa kościelnego może, gdy istnieją słuszne przyczyny, udzielić dyspensy biskup. Przeszkód jest kilkanaście, z których wymieńmy najważniejsze:

• Przeszkoda wieku (w skali świata mężczyzna 16 lat, kobieta 14, w Polsce odpowiednio 18, 16)
• Niezdolność fizyczna (impotencja - trwała i pewna)
• Przeszkoda węzła małżeńskiego
• Przeszkoda różności religii
• Przeszkoda przyjętych święceń lub ślubu wieczystego w instytucie zakonnym
• Przeszkoda uprowadzenia (w celu wymuszenia zgody na małżeństwo)
• Przeszkoda występku (zabójstwo lub udział w nim, by "uzyskać" stan wolny)
• Przeszkoda pokrewieństwa, powinowactwa lub pokrewieństwa prawnego (przez adopcję)
• Przeszkoda przyzwoitości publicznej (nie wolno poślubić bliskich krewnych konkubiny).
• Powodem nieważności może być również niezdolność prawna do zawarcia małżeństwa poprzez niewystarczające używanie rozumu, brak dostatecznego rozeznania lub możliwości podjęcia istotnych praw i obowiązków małżeńskich. Należy ponadto wymienić błąd co do osoby, oszustwo w sprawie ważnej, zgoda pozorna lub zawarcie małżeństwa pod warunkiem dotyczącym przyszłości lub pod przymusem.

Zatem zadaniem trybunału kościelnego nie jest udzielenie "rozwodu" w Kościele, a jedynie stwierdzenie, czy małżeństwo zostało zawarte w sposób ważny. Tak więc jakiekolwiek wydarzenie po ślubie, choćby najbardziej dramatyczne, nie może mieć najmniejszego wpływu na ważność zawartego wcześniej małżeństwa.
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)