Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Stygmaty Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29474 Przeczytał: 154 tematy

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 13:38, 08 Wrz 2013 Powrót do góry

Cytat:
W archiwum rp.pl jest obszerny artykuł o stygmatykach i o pani Szymon też jest wzmianka. Aby odczytać cały artykuł należy wykupić dostęp:

[link widoczny dla zalogowanych]

Mam ten artykuł gdzieś zapisany z czasów gdy był dostępny, jak znajdę w swoim archiwum, to go zamieszczę w osobnym wątku.

http://www.traditia.fora.pl/pytania,59/fulla-horak-swieta-pani,2107-15.html#47474


Poniżej ten artykuł:

Obrazek dla stygmatyczki

12 maja 2004

Katarzyna Szymon - kto to jest, co to za osoba, co wiemy o wydarzeniach z nią związanych: o wizjach, stygmatach, ekstazach? I co najważniejsze: czy jest zgodność tego wszystkiego z Wiarą świętą?

Image

Katarzyna Szymon

Image

Giorgio Bongiovanni


Stygmaty wymykają się definicjom, przybierają też różne formy: od zaczerwienienia skóry po rany na wylot. Kościół przypomina, że to nie one świadczą o świętości człowieka, lecz heroiczność jego cnót. Naukowcy pytają, czy w ten sposób człowiek chce zdobyć uznanie, czy przeżyć treść związaną z ranami

JAKUB KOWALSKI Stygmaty to odbicie ran Chrystusa od gwoździ i włóczni, które wciąż krwawią. W dziejach nosiło je ponad trzysta osób. W Polsce nie tylko Dorota z Mątowów, która w XIV w. kazała się zamurować w celi, ale wielu ludzi również i teraz.

PAP / ADAM HAWAŁEJ

Słynny włoski stygmatyk Giorgio Bongiovanni odwiedził Polskę w 1999 r. Opowiadał o tzw. objawieniach fatimskich

Gadomskie to kilkanaście chałup wśród łąk. Stefan Gwiazda jeszcze przed wojną skończył trzy klasy, potem pracował w polu. W 1990 r. grabił siano, gdy starsza pani poprosiła o kawałek chleba - po chwili jej nie było. Nie był przesadnie religijny, ale pomyślał: Matka Boża. Dariusz Gwiazda, syn: "Ciężko było zrozumieć, sąsiedzi też nie chcieli wierzyć. Zresztą tata sam sobie nie wierzył". Były jednak kolejne widzenia. Z Polski zaczęli przyjeżdżać ludzie, nawet po trzydzieści autokarów, choć czasem wyzywano ich od Jehowych. Ksiądz Zdzisław Mikołajczyk, proboszcz: "Powiedziano mi, że coś tam jest, więc spotkałem się z Gwiazdą. ÇChyba u ciebie troszeczkę nie w porządku z głową. Daj spokój, rodzinę masz, ośmieszysz sięČ. Zawsze był posłuszny księdzu, ale nie wtedy. Sześć lat więc tam nie jeździłem. Biskup też sugerował, żeby dać spokój. Przeszkadzałem w budowie kościoła, który Gwiazda stawiał". Dlatego w papierach stało, że to budynek prywatny. Powstał dzięki księdzu Romanowi Hoppe z Kanady, który przyjechał na wieść o objawieniach i został na stałe: "Czasem mur jakby sam rósł, chyba aniołowie budowali". Konsekrował go nowy biskup, który uważał, że "gdzie są ludzie, tam powinien być ksiądz". Do klasztoru, jak chciała Matka Boża, sprowadziły się siostry kapucynki.

Gwiazda często skarżył się na ból w dłoniach. W 1995 r. pojawiły się rany. Syn: "Zobaczyłem strugę cieknącą z ręki. ÇSkaleczyłeś się?Č. ÇW nocy tak się stałoČ". Niebawem krew pojawiała się też na stopach i boku. Robił okłady, ale sączyła się cały czas. W piątki obficie, tracił wówczas przytomność. Potem zastygała w strupy. Bolało, lecz nie próbował leczyć. Zakładał tylko rękawiczki bez palców, a do butów o dwa numery za dużych kładł gazę. Proboszcz nie był ciekaw ran ("nie chciałem wnikać, nie chciałem wierzyć"), choć stygmaty oglądali wikariusze z parafii. Ksiądz Hoppe: "Jednej studentce, która sobie kpiła, krew buchnęła na twarz jak z fontanny woda". Świadkowie: "Gdy pojechał do Rzymu, krew strasznie ciekła. Pachniało, jakby róż było nie wiadomo ile. Podczas objawień mówił obcymi językami, komunikant sam pojawiał się na języku. Całą mszę świętą czytał, nawet słowa nie zmienił, a przecież nie umiał czytać. Krzyżyk dawał całować, ale jak ktoś był niegodny, to Jezus odwracał się od niego. Kolano miał strzaskane, jednak klękał na oba. Pieniądze w sposób cudowny znajdował. Był pokorny: pozwolił zrobić tylko jedno zdjęcie ran".

Syn: "Miał wrzody na żołądku, zrosty na płucach, kamienie nerkowe, zawroty głowy, duszności - w nocy po podwórku chodził, by powietrza złapać. Dwa lata temu przeszedł w Ostrołęce operację żołądka. Widział, że rany znikają, więc chciał do domu - zmarł dwa dni później. Zostało troszeczkę strupka na jednej ręce na znak i czerwona plamka".

Rany boskie

Literatura jest uboga. Słowo stygmaty pochodzi z greki: oznacza znak, piętno, znamię. Wedle teologii to odbicie ran Chrystusa na krzyżu w koronie cierniowej, ale także ślady bicza na plecach, otarcie na ramieniu oraz krwawe łzy - wiele osób miało też na palcu obrączkę. Stygmatycy przeżywają Jego mękę (dlatego krwawią głównie w piątki), ale choć w tamtych czasach skazańców przybijano za nadgarstek (jak na całunie turyńskim), tylko jedna stygmatyczka miała rany w tym miejscu, pozostali na dłoniach.

Ksiądz Stanisław Urbański, dziekan teologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, mówi, że lokalizację stygmatów determinuje ikonografia, niekoniecznie zgodna z prawdą historyczną. U św. Gemmy Galgani pręgi od biczowania były identyczne, jak na jej ulubionym krucyfiksie, a ludzie w ekstazie mają ręce lekko ugięte: na krzyżu nie byłoby to możliwe, ale oznacza dobrowolność męki. Ale bywają też osoby, które mają rany na całej głowie, jakby zamiast korony cierniowej był czepiec (znów jak na całunie), co już z ikonografią zgodne nie jest.
Stygmaty wymykają się bowiem definicjom. Przybierają różne formy: od zaczerwienienia skóry po rany na wylot. Stygmaty potrafią zniknąć po kilku dniach i trwać do śmierci. Jak odróżnić je od zwykłych ran? Znowu teologia: pojawiają się spontanicznie, nie ropieją, nie goją, emanują woń kwiatów. Niektórzy mają stygmaty ukryte, które tylko sprawiają ból - sekcja zwłok wykazuje wtedy znamiona pod skórą. W wielu relacjach pojawiają się świetliste promienie.

Ranami obdarowywani są katolicy, ale stwierdzono je także u Cloretty Robertson - jedynej baptystki i zarazem czarnoskórej stygmatyczki. Pierwszym stygmatykiem był św. Paweł, który pisał: "Na swoim ciele noszę blizny, znamię przynależności do Jezusa". W dziejach naliczono ich ponad trzystu (najwięcej we Włoszech i Francji, ale też w Peru - zdecydowana większość to kobiety), choć Kościół kanonizował zaledwie dwudziestu. Do wielu odnoszono się sceptycznie (Święte Oficjum wydało dekret wzywający do "opamiętania się" w sprawie Ojca Pio i zakazały mu odprawiania mszy), a czasem nawet prześladowano w więzieniach. Dopiero Sobór Watykański II zmienił kanon zabraniający pisania o nowych zjawiskach mistycznych bez imprimatur władz kościelnych.

Skąd ta nieufność? Ks. Urbański przypomina, że o świętości człowieka nie świadczą stygmaty, tylko heroiczność jego cnót, która wykazywana jest w procesie beatyfikacyjnym - może się on rozpocząć w pierwszą rocznicę śmierci, a zakończyć - jak w przypadku Doroty z Mątowów - nawet 600 lat później. Dlatego kapucyn Gabriel Bartoszewski, który prowadzi w Polsce procesy beatyfikacyjne, ucina dyskusję: "Potrzeba studiów. To wszystko". To on będzie zajmował się przypadkiem stygmatyczki Wandy Boniszewskiej, za której wstawiennictwem dokonywane są już cuda - po potwierdzeniu kanonicznym przydadzą się w procesie. Od jej śmierci minął ponad rok.

Pozostał ból

Trzy siostry Boniszewskiej wstąpiły do zgromadzenia - ona też chciała. Wybrała siostry od aniołów. W 1934 r. w Pryciunach pod Wilnem usłyszała, że jej "życie będzie na krzyżu" - tak pojawiły się stygmaty. Jedna z sióstr, Rozalia, przykładała do ran płótna sześć razy złożone, jednak i tak przesiąkały: "Widziałam, jak w czasie przeżyć z rąk i nóg krew żywo tryskała. Płynęła z oczu i często z głowy". Otwierała się też rana na prawym boku, prawe ramię miała starte do krwi, a tułów pokryty szramami. Mówią, że brała na siebie choroby innych (po uratowaniu kapłana przed powieszeniem miała na szyi powróz), lewitowała podczas modlitwy, znała przyszłość, miesiącami nie jadała... Zgromadzenie nie traktowało tego poważnie.

Siostry odnosiły się z rezerwą, matka przełożona radziła modlić się o cofnięcie ran. Nie posłuchała. Sykstus Gajdel, dolorysta: "W 1942 r. w obawie przed aresztowaniami Wandzia zabrała mnie saniami do Pryciun. Wieczorami siadywaliśmy na oszklonej werandzie. Sama chciała rozmawiać na temat cierpienia. Bez przerwy zaciągała sweter: rękaw trzymała w zaciśniętej dłoni, ale kilka razy sam zjechał. Widziałem blizny czerwone, zbolałe. Pamiętam, że w Wielki Piątek był popłoch, bo prawie umierała, a w Wielką Sobotę pierwsza biegła do jadalni".

W 1948 r. proboszczem w niedalekich Bujwidzach został ksiądz Jan Pryszmont, emerytowany profesor Akademii Teologii Katolickiej: przyjeżdżał odprawiać msze dla sióstr, które nie wyjechały do Polski. Ma szafkę wypełnioną dokumentami, w tym wykaligrafowany dzienniczek siostry Wandy i zapiski jej spowiednika, choć wiele zakopano w słoju pod drewutnią - dziś nie do znalezienia. Zachowało się zdjęcie postaci w kitlu badającej siostrę z bandażami na rękach. Do Wilna wysyłano także jej krew, ale lekarze niewiele rozumieli - znaleźli gruźlicę (dlatego komunię świętą przyjmowała ostatnia, nie jadała w refektarzu) i proponowali odmę. Podejrzewano też żylaki, nerwicę, psychozę na krzyż, nieznaną chorobę. W 1944 r. trafiła do przytułku dla nieuleczalnie chorych. W latach 1950 - 1956 (stygmaty pojawiały się już nieregularnie) siedziała w więzieniu w Wierchnij Uralu, gdzie kopano ją, bito, rażono prądem i drwiono: "Ot i święta, kuglarka", "Wyleczyć was nie potrafi żadna medycyna". W 1958 r., po repatriacji, skierowano ja do szpitala psychiatrycznego, a do akt dołączono fotografię rąk z podpisem: "Przejaw szarlatanerii". W 1980 r. sama pisała: "Sześć lat nie było oznak, tylko rana boku i głowy pozostały - ból także". W 1988 r. zamieszkała w domu zgromadzenia w Konstancinie: o przeszłości milczano, ale siostry zauważyły na dłoniach małe ślady.

Moja relikwia

Za to Katarzyna Szymon stygmaty pokazywała chętnie. Otrzymała je w Wielki Post 1946 r. Pracowała jako sprzątaczka, w latach 80. osiadła w Kostuchnie pod Katowicami: trzeba wejść po stromych schodach, w pokoiku święte obrazy i figurki, stary tapczan. Przyjmowała tu tysiące osób: wiele się nawracało, dlatego wzywał ją UB. Wszyscy nazywali Katarzynką. Ojciec Tymoteusz Hułas, paulin z Jasnej Góry: "Ktoś poprosił, żeby pokazała nogi, bo jest niewiernym Tomaszem. Nie mogła zdjąć pończoch, bo przyschły do strupów. Rana była, mięso czerwone. Aż przykro patrzeć". Do tego grube strupy na rękach, z których krew wychodziła kroplami. Czasem wytryskiwała na kilka centymetrów, co widział sekretarz prymasa Wyszyńskiego. Z oczu szły krwawe łzy (proszono, żeby ich nie zmywała - dlatego zdjęcia tak poruszają). Ludzie całowali rany i dostawali bandaże, które potem w tramwajach pachniały "piękniej niż róże". Zmarła w 1986 r. Anna Cybulska z Konstancina trzyma chustę z głowy z czerwonymi plamkami: "moja relikwia, chociaż wycięłam z niej już dwa fragmenty". Kierowca, który woził Katarzynkę, zostawił na pamiątkę zakrwawiony samochód.

Dla Stefana Budzyńskiego, który o Katarzynce napisał książkę, o niechęci Kościoła zaważyły właśnie błędy teologiczne, prymitywizm śląskiej gwary, przedsoborowy model religijności. Zdaniem Cybulskiej, która organizowała pielgrzymki do Katarzynki, chodziło o to, że popierała Oławę "potępianą przez Kościół" - dlatego, mimo setek świadectw, proces beatyfikacyjny nie rusza. Ale biskup interesował się tym przypadkiem: powołana przez niego komisja uznała, że rany to wynik histerii na tle rozbudzonej wyobraźni religijnej. Nawet profesorowi Franciszkowi Kokotowi, nefrologowi ze Śląskiej Akademii Medycznej, który wtedy utrzymywał, że cud, dziś wygląda na to, iż Katarzynka rany zadawała sobie sama. Ale jeszcze w dniu pogrzebu krwawiły, więc wzywano zdumionych lekarzy.

Zapach miłości

Tylko wobec ran św. Franciszka z Asyżu nikt nie miał wątpliwości, choć co mogła rzec średniowieczna medycyna? Później wielu stygmatyków podejrzewano o ataki histerii, katalepsji, konwulsji, chociaż - w przeciwieństwie do chorych - w ekstazach zawsze zachowują świadomość. Badały ich liczne komisje. Ojcu Pio wkładano palce w rany i plombowano opatrunkami z pieczęciami, aby mieć pewność, że ich nie rozdrapuje. Zdarzały się bowiem oszustwa: w XVI w. Maria de la Visitacion malowała sobie rany na dłoniach, a sto lat temu Paweł Diebel, szewc z Waldenbergu, jeździł po Polsce z występami, przed którymi żłobił sobie ślady na czole i nakłuwał kąty oczu - wystarczyło wtedy naprężyć twarz. Dziś Włoch Giorgio Bongiovanni nosi krzyż na czole, który miał pojawić się podczas spotkania z Chrystusem na statku kosmicznym - pięć lat temu podczas pobytu we Wrocławiu lekarze byli pełni zwątpienia. Andrzej Olipra, chirurg: "Krzyż wyglądał jak przyklejony, ale rany na dłoniach ewidentne, choć nienaturalnie równe".

Prof. Hubert Kwieciński, kierownik Kliniki Neurologii Akademii Medycznej, mówi, że dobrze mieć tomografię komputerową lub rezonans magnetyczny, a najlepiej mózg na sekcji, by sprawdzić, czy człowiek był całkowicie normalny. Dr Masza Golczyńska z Instytutu Psychiatrii i Neurologii najpierw zbadałaby, co pacjentowi grozi z powodu upływu krwi (stygmatycy tracą nawet pół litra dziennie), ale przede wszystkim, co przeżywa. "W psychiatrii objawy rozumiemy jako zewnętrzny sygnał stanów psychicznych. Wiadomo, że w przypadku stygmatów to coś jest potężne. Jako lekarz jestem wobec tego pokorna. Ale, choć nie rozumiemy patomechanizmu, nie znaczy wcale, że wszystkie stygmaty są cudowne, bo cuda nie muszą się dziać w sposób nadprzyrodzony. Ponadto: nawet jak zrozumiemy patomechanizm, nie będzie to oznaczało, że Boga nie ma". Sama leczyła kiedyś kobietę, której krew pojawiała się w stawach palców - nikt nie umiał tego wyjaśnić, ale "kontekstu religijnego nie było".

Zostaje teoretyzowanie: jeśli powszechną reakcją jest rumieniec, zaczerwienienie twarzy - ekstremum będą stygmaty. Może to być efekt histerii, autosugestii, silnego napięcia nerwowego albo zaburzeń psychicznych - dlatego możliwy jest wysyp ran po filmie "Pasja" (nakręconej także wedle wizji stygmatyczki Katarzyny Emmerich). Również agresji: niektórzy przeżywają pobicie w wyobraźni i na skórze występują im ślady - jak u stygmatyków krwawe pręgi. Inni obnoszą swoją religijność i wręcz identyfikują się z Jezusem, tak jak fani muzyków starają się do nich upodobnić, więc w emocjach może dochodzić do nieświadomych samouszkodzeń. Ale już z pomocą hipnozy stygmatów wzbudzić się nie da. Golczyńska: "Wraca pytanie o cel: czy człowiek chce zdobyć uznanie, czy przeżyć treść związaną z ranami - stąd różnica między siostrą Wandą i Katarzynką. W San Giovani Rotondo widziałam ogromny szpital na pustkowiu. Może właśnie dlatego Ojciec Pio miał stygmaty?".

22 krople

W 1947 r., gdy Jadwiga Bartel cerowała pończochy, zamknięte drzwi otworzyły się i stanął przed nią mężczyzna, który obiecał łaski za pobożność. Sąsiadka na podwórku pytała potem: "Co pani ma takie czoło skrwawione?". Bartel nie miała jednak ran: krew wydostawała się porami jako krwawy pot. "Co piątek widziała krzyż, z którego biły strzały - leżała wtedy przez kilka godzin. Raz na czole naliczyłem 22 krople" - mówi ksiądz Alfons Wąsik, który odwiedzał ją w Radominie. "Mieszkała w szopie z zapadniętą podłogą. Dwoje dzieci zmarło jako wcześniaki. Mąż ją bił, przez co straciła słuch - czytała z ruchu warg. Raz wygonił na noc do stogu, a rano dziwił się: ÇŻe ty jeszcze żyjeszČ. Potem chciał zrobić na niej interes. Powiadał ludziom: chodźcie do mnie. I milicja się dowiedziała, a takie rzeczy tępili. Wysyłali ją na badania, ale nic nie stwierdzono. Bartel poczytywała to jako ofiarę, była bardzo pobożna". Wielu wątpiło także w krwawiące figurki, widzenia, zasklepienie pękniętej czaszki chłopcu czy zmianę grupy krwi lekarce, by mogła rodzić. Ale kardynał Wyszyński wysłał jej obrazek: "Stygmatyczce - prymas", a podwórze bywało pełne pielgrzymów, nawet gdy proboszcz zabronił odprawiania mszy. Od śmierci Bartel minęło jedenaście lat, ludzie wciąż się gromadzą. Wiadomo, że żyje zakonnica, która nosi stygmaty, lecz - jak siostra Wanda - otoczona jest ścisłą tajemnicą.

Istnieją jednak rany niezwiązane z wiarą. Anna, nauczycielka ze Śląska, pochodzi z rodziny pełnej malarzy, muzyków i pisarzy - do kościoła chodzi rzadko. "Wierzę w rodzaj doskonałej i myślącej energii, którą można umownie nazwać Bogiem ponadwyznaniowym". Kilka lat temu na wewnętrznej stronie dłoni i zewnętrznej stóp pojawiły się brunatne wybroczyny, do tego szrama na prawym boku. Nie krwawiły, nie bolały, nie pachniały. Nie poszła do lekarza, bo rany nie były kłopotliwe, "raczej fascynujące". "W encyklopedii medycyny przeczytałam, że zjawisko istnieje na tle przeżyć religijnych, ale może chodzi tylko o cierpienie? Wtedy pod presją zmieniłam moją ulubioną pracę i serdeczne środowisko. Nowe było przeciwieństwem pierwszego, jakbym spadła z nieba do ohydnej otchłani. Nie mogłam się z tym pogodzić. Stygmaty utrzymywały się kilka miesięcy. Została jednak pogłębiona empatia, łatwe wchodzenie w czyjeś przeżycia, co wyczerpuje. Miałam też wiele traumatycznych przeżyć, stygmaty były jakby ich zapowiedzią" pisze w e-mailu. Podpisano: "Stygmatyczka". -
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)