Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Panowanie Chrystusa Króla: w życiu publicznym i prywatnym Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28650 Przeczytał: 317 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 16:49, 06 Cze 2016 Powrót do góry

Książka Michaela Daviesa o królewskości Chrystusa. Prawo w społeczeństwie powinno odzwierciedlać Boskie Prawo. Jego święte Prawo obowiązuje w życiu prywatnym, publicznym i w polityce. Oznacza to, że zanim będzie panowanie Chrystusa Króla w społeczeństwie, musi panować w sercu. Obejmuje to poznanie wiary katolickiej, a także pogłębione życie modlitewne. Oznacza to, że musimy uznać i poświęcić się Chrystusowi, a konkretnie oddać się Najświętszemu Sercu. Przyjmując Chrystusa do naszych serc przez pełne przeżywanie wiary katolickiej w jej całości. Obejmuje to po pierwsze, znajomość wiary poprzez katechizm, a następnie stosując ją w życiu. Chodząc na Mszę św. która w jak największym stopniu, uświęca rodzinę, modląc się na różańcu, czytanie Biblii, nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Gdy Chrystus jest centralnym punktem naszego życia, możemy zabrać Chrystusa wszędzie tj. do szkół, zakładów, instytucji, etc ... to oznacza, do życia publicznego. Jest to jedyny sposób, że będziemy mieć katolickich polityków, ale nie tylko takich, którzy wyznają, że są katolikami, ale znacznie bardziej takich, którzy faktycznie będą wprowadzać Boże Prawo w praktyce.


Michael Davies

Panowanie Chrystusa Króla
... w życiu publicznym i prywatnym

Image

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28650 Przeczytał: 317 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 16:50, 06 Cze 2016 Powrót do góry

Poniżej artykuł:

The Reign of Christ the King
Michael Davies

(...)
[link widoczny dla zalogowanych]


Tłumaczenie tego artykułu ukazało się w Zawsze Wierni w 2006 roku, pod tytułem: "Vaticanum II a społeczne panowanie Chrystusa Króla"


Panowanie Chrystusa Króla

Michael Davies

11 grudnia 1925 r. Pius XI promulgował encyklikę Quas primas "O królewskiej godności Chrystusa", traktującą o tym, co papież słusznie nazwał „główną przyczyną problemów, z jakimi zmaga się ludzkość”. Jak wyjaśniał Pius XI, wielorakie przejawy zła w świecie biorą się z faktu, że większość ludzi wyrzuciła Jezusa Chrystusa i Jego święte prawo ze swego życia; że nie ma dla nich już miejsca ani w prywatnym życiu, ani w polityce, i że tak długo, jak jednostki i państwa odmawiać będą podporządkowania się prawu naszego Zbawiciela, nie będzie nadziei na trwały pokój pomiędzy narodami. Musimy szukać „pokoju Chrystusa w Królestwie Chrystusa – Pax Christi in Regno Christi”.

Nauczanie zawarte w tej encyklice zostało zignorowane i pominięte, o ile wręcz nie zanegowane, przez II Sobór Watykański. Jest niezaprzeczalnym faktem, że sobór ten otwarcie i – trzeba to powiedzieć – rozmyślnie powstrzymał się od potwierdzenia doktryny zawartej w encyklice Quas primas, w której Pius XI powtórzył stałe nauczanie swych poprzedników, wedle którego państwa, podobnie jak jednostki, muszą podporządkować się prawu Chrystusa Króla. Potwierdzając tę fundamentalną prawdę naszej wiary, Pius XI odnosił ją nie tylko do narodów katolickich, czy nawet chrześcijańskich, ale do całego rodzaju ludzkiego. Wyraził tę prawdę jednoznacznie, przytaczając fragment encykliki Leona XIII Annum sacrum:

„Królestwo Chrystusa obejmuje nie tylko narody katolickie, nie tylko osoby ochrzczone, które pomimo że z prawa należące do Kościoła, zostały zwiedzione przez błąd, czy nawet odcięte od niego przez schizmę, ale również tych, którzy nie wyznają wiary chrześcijańskiej: tak że zaprawdę cały rodzaj ludzki podległy jest władzy Jezusa Chrystusa”.

Wszyscy ludzie, zarówno jednostki jak i narody, poddani są władzy naszego Pana Jezusa Chrystusa Króla, a to z dwóch powodów. Po pierwsze, ponieważ jako Bóg, jest On naszym Stwórcą. Psalm 32 streszcza właściwe relacje Stwórca-stworzenie w następujących, natchnionych słowach:

"Niech się boi Pana wszystka ziemia i niech drżą przed Nim wszyscy mieszkający na świecie. Albowiem On rzekł i są uczynione, On rozkazał i są stworzone".

„Albowiem On rzekł i są uczynione, On rozkazał i są stworzone”. Bóg jest naszym Stwórcą. Jesteśmy Jego stworzeniem. Bez Niego nie istnielibyśmy. Zawdzięczamy Mu wszystko, a On nie zawdzięcza nam niczego. Stworzenie ma absolutny obowiązek kochać swego Stwórcę i okazywać Mu posłuszeństwo. Ten obowiązek jest bezwzględny; nie można mówić o żadnym prawie ze strony jakiegokolwiek człowieka do wstrzymywania się kiedykolwiek od jego wypełniania.

Ład społeczny i polityczny możliwy jest jedynie wówczas, kiedy ludzie kształtują swe życie w oparciu o właściwą relację Stwórca – stworzenie. „Pokój Chrystusa w Królestwie Chrystusa”. Kiedy ludzie odrzucają tę perspektywę, pojawia się chaos i nieporządek, chaos i nieporządek grzechu, zaprowadzony po raz pierwszy przez Lucyfera, jednego z najwspanialszych Bożych stworzeń, który, zwyciężony przez pychę, pysznił się: „Nie będę służył”. Katechizm uczy nas, że celem naszego życia jest poznanie i ukochanie Boga oraz służenie Mu na tym świecie, byśmy mogli być szczęśliwi razem z Nim na wieki w życiu przyszłym. Nie możemy twierdzić, że kochamy Boga, jeśli Mu nie służymy. Nie możemy też twierdzić, że służymy Bogu, jeśli nie podporządkowujemy się prawu Chrystusa Króla. „Jeśli mnie miłujecie – napominał Zbawiciel – będziecie zachowywać moje przykazania” (J 14, 15).

W encyklice Quas primas Pius XI wyjaśnia też drugi powód, dla którego musimy podporządkować się królewskiej władzy Chrystusa. Tłumaczy w sposób piękny i zarazem głęboki, że Chrystus jest naszym Królem zarówno z prawa nabytego, co i z natury, gdyż jest naszym Odkupicielem:

"Oby wszyscy ludzie, skłonni do zapominania, rozważyli, ileśmy Zbawiciela naszego kosztowali: Nie skazitelnym złotem albo srebrem jesteście wykupieni (...) ale drogą krwią jako baranka niezmazanego i niepokalanego Chrystusa. Już nie należymy do siebie samych, gdyż Chrystus zapłatą wielką nas kupił; a ciała nasze są członkami Chrystusowymi".

Podwójne prawo Jezusa Chrystusa do naszego posłuszeństwa, jako naszemu Stwórcy i zarazem Odkupicielowi, dobrze streszcza ustęp z Apokalipsy, w którym św. Jan mówi nam, że Chrystus jest „władcą królów ziemi” (Ap 1,5). Słowa te, mówiące, że królowie ziemi, czyli innymi słowy narody i ci, którzy nimi rządzą, są poddanymi Królestwa Chrystusowego, odnoszą się do tego, co znamy jako Jego społeczne panowanie, czyli Jego prawa do rządzenia zarówno jednostkami, jak i społeczeństwami.

Nikt uważający się za chrześcijanina nie będzie – mam nadzieję – kwestionował faktu, że jako jednostki musimy podporządkować się prawu Chrystusa Króla, jednak bardzo niewielu chrześcijan, włączając w to katolików, rozumie, a tym bardziej pochwala, społeczne panowanie Zbawiciela. Może być ono urzeczywistnione w pełni jedynie przy współpracy państwa i Kościoła.

Rozdział Kościoła od państwa był bezwzględnie potępiany przez papieży rzymskich aż do II Soboru Watykańskiego. Doktryna Kościoła mówi, że państwo ma obowiązek oddawać Bogu publiczny hołd zgodnie z liturgią prawdziwego Kościoła, Kościoła katolickiego, ma obowiązek przestrzegać jego nauczania i wspomagać go w pełnieniu jego misji. Państwo nie ma prawa pozostawać neutralne religijnie, a tym bardziej stosować świeckich zasad w polityce. Świeckie stanowisko jest samo przez się stanowiskiem antychrześcijańskim i antyreligijnym.

Ci, którzy odrzucają społeczne panowanie Chrystusa Króla i Jego prawo do rządzenia społeczeństwami – tak samo jak jednostkami – akceptują, być może nie uzmysławiając sobie tego, ohydną teorię demokracji, wyrażoną w rewolucyjnej Deklaracji praw człowieka, będącej formalnym i zuchwałym odrzuceniem społecznego panowania Zbawiciela i zawierającej największą herezję współczesnych czasów, a być może i wszechczasów: głoszącą, że źródłem władzy jest lud. Wręcz przeciwnie, jak nauczali papieże, Omnis potestas a Deo – "Wszelka władza pochodzi od Boga". "To nie tak" – odpowiadają rewolucjoniści: Omnis potestas a populo – "Wszelka władza pochodzi od ludu".

Jak dobrze pasuje do tych ludzi termin „rewolucjoniści”! Rewolucję definiuje się jako siłowe obalenie panującego rządu, i dokładnie z tym mieliśmy wówczas do czynienia. Ludzie ci obalili społeczne panowanie Jezusa Chrystusa na rzecz herezji głoszącej, że władza polega na woli większości – herezji, która jest źródłem wszelkiego zła trapiącego dzisiejszą społeczność. Promulgowanie Deklaracji Praw Człowieka stanowiło pierwsze formalne odrzucenie społecznego panowania Zbawiciela. Był to najbardziej znaczący fakt w procesie Jego powszechnej detronizacji w czasie następnych dwóch stuleci.

Przed przeanalizowaniem zakresu, w jakim deklaracja ta stanowi odrzucenie katolickiego nauczania odnośnie do autorytetu państwa, konieczne jest dokładne jego zrozumienie. Państwo składa się z dwóch elementów: rządu albo tych, którzy sprawują władzę oraz rządzonych; w autorytet wyposażony jest pierwszy z nich, ten, który sprawuje rządy. Kościół nie popiera żadnej szczególnej formy rządów. Pomimo tendencji papieży do zwracania się w swych encyklikach do „książąt”, nie sprzeciwiali się oni w żaden sposób demokracji, jeśli przez ten termin rozumie się jedynie wybór rządzących poprzez głosowanie (w oparciu o powszechne czy ograniczone prawo wyborcze). Leon XIII wyjaśniał:

"Prawo do sprawowania władzy nie jest jednak związane z jakąkolwiek szczególną formą rządów. Mogą one przybierać różne formy pod tym warunkiem jedynie, by zapewniały powszechną pomyślność. Jakakolwiek jednak byłaby natura rządu, rządzący muszą zawsze pamiętać, że Bóg jest najwyższym Rządcą świata i uznawać Jego zwierzchnictwo nad sobą oraz wzorować się w administrowaniu państwem w oparciu o Jego prawo".


Papież przypominał też z naciskiem, że źródło władzy jest dokładnie takie samo w monarchii absolutnej, jak np. za Ludwika XIV w XVIII wiecznej Francji, jak i w kraju, gdzie rząd jest wybierany w demokratycznych wyborach, w których każdy obywatel ma prawo głosować, jak dzisiejsze Stany Zjednoczone. „Omnis potestas a Deo – wszelka władza pochodzi od Boga”. Leon XIII wyjaśniał w swej encyklice Immortale Dei z 1 listopada 1885 r. :

"Nietrudno zaiste przedstawić formę państwa, rządzonego wedle zasad chrześcijańskiej mądrości. Wrodzoną jest człowiekowi rzeczą żyć w społeczeństwie; w odosobnieniu bowiem nie może on zaspokoić niezbędnych potrzeb życiowych, ani umysłu i serca odpowiednio wykształcić; z Bożego więc rozrządzenia rodzi się do uspołecznienia, i rodzinnego i także państwowego, w którym dopiero wszystkie wymagania ludzkiego życia zupełne znajdują zaspokojenie. A że nie może istnieć społeczność bez jakiegoś zwierzchnika, który by wszystkich skutecznie i jednakowo do wspólnego zadania kierował, wynika stąd, że polityczna społeczność ludzi wymaga zwierzchniej władzy i ta przeto, równie jak sama społeczność, z natury, a więc i od Boga pochodzi.
Stąd wynika, że władza publiczna jako taka jest jedynie od Boga. Bóg jeden albowiem jest prawdziwym i najwyższym wszechrzeczy Panem, któremu wszystko co istnieje podlegać musi, a przeto ci, którzy jakąkolwiek posiadają władzę, nie skądinąd, tylko od Boga, najwyższego Władcy, ją mają. «Nie masz zwierzchności, jedno od Boga»". (Rz. 13.1)


„Nie masz zwierzchności, jeno od Boga”. Ten ustęp z Listu do Rzymian zawiera w sobie całą doktrynę odnośnie do źródła autorytetu. Ponieważ ci, którzy sprawują rządy, czerpią swój autorytet od Boga i rządzą jako Jego przedstawiciele – a nie czerpią swego autorytetu od ludzi – żaden rząd nie posiada prawa do uchwalania ustaw sprzecznych z prawem Bożym, nawet jeśli taka legislacja jest wyrazem woli większości. Kościół zdecydowanie odrzuca wszelkie koncepcje demokracji, wedle których to lud jest źródłem władzy przekazywanej rządzącym. Leon XIII podkreślał w Immortale Dei:

"Lecz owa zgubna i opłakana żądza nowości w XVI wieku wzniecona, zwichrzywszy najprzód religię chrześcijańską, wnet naturalnym biegiem do filozofii przeszła, a od filozofii wszystkie warstwy państwa ogarnęła. Z tego to źródła pochodzą te nowożytne hasła wyuzdanej wolności, wśród strasznych przeszłego wieku zaburzeń poczęte i światu ogłoszone: niby zasady i podwaliny nowego prawa, nieznanego dotychczas, a pod niejednym względem chrześcijańskiemu i nawet naturalnego prawu przeciwnego.

Z tych zasad najgłówniejszą jest ta, że wszyscy ludzie jak z natury są sobie podobni, tak i w życiu są równi, że każdy tak dalece jest niezawisły, iż żadnej zgoła nie podlega władzy, że wolno mu myśleć o wszystkim co chce i działać jak mu się podoba, a prawo rozkazywania innym nie przysługuje nikomu. Na podstawie tych doktryn społeczeństwo nie zna innej władzy, jeno wolę ludu; lud zaś samowładny, wybierając tych, którym się powierza, nie przelewa na nich prawa, tylko urząd im porucza, który w jego imieniu powinien być sprawowany.

Pomija się milczeniem panowanie Boże, nie inaczej, jak gdyby Boga wcale nie było, lub jakby Bóg o rodzaj ludzki się nie troszczył, ale jakby ludzie, czy z osobna czy jako społeczeństwo, nie mieli żadnych względem Boga powinności, albo wreszcie jak gdyby można było pojąć zwierzchność, która by nie od Boga miała początek, moc i powagę. W taki sposób, jak widać, państwo niczym innym nie jest, tylko tłumem, co sam sobie jest mistrzem i panem”.


W czerwcu 1950 roku na łamach „American Ecclesiastical Review” ks. prałat George Shea pisał o stosunkach, jakie powinny panować w krajach zdecydowanie katolickich:


"W katolickim społeczeństwie państwo ma obowiązek być «państwem katolickim», wyznawać katolicyzm i traktować go jako «religię państwową». Obowiązek formalnego, oficjalnego i wyłącznego uznawania oraz wyznawania katolicyzmu przez państwo w społeczeństwie katolickim jako własnej i jedynej religii, czyli ustanowienie go «religią państwową», wydaje się wynikać z jego obowiązku akceptowania i wyznawania prawdziwej religii, czyli katolicyzmu, z jego Credo, kodeksem moralnym i kultem. W jaki inny sposób mogłoby państwo prawdziwie akceptować i wyznawać katolicyzm, wedle którego jedynie on jest prawdziwą religią?".
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28650 Przeczytał: 317 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 16:51, 06 Cze 2016 Powrót do góry

Jest to wierne streszczenie niezmiennego nauczania papieskiego. W Immortale Dei Leon XIII naucza:

"Tak urządzona społeczność, z tylu i tak ważnych powodów zobowiązana Bogu, powinna mu się oczywiście wypłacać kultem publicznym. Prawo naturalne, które każdego zniewala do oddawania Bogu czci religijnej, ponieważ wszyscy w Jego mocy jesteśmy, Jemu zawdzięczamy istnienie i do Niego powrócić mamy, tenże sam obowiązek i państwu nakłada. Gdyż ludzie, jak w odosobnieniu, tak i w uspołecznieniu, zarówno są w mocy Bożej, a społeczność nie mniej jak jednostka zobowiązaną jest Bogu, którego twórczości zawdzięcza swój początek, którego wolą utrzymuje się w bycie, i którego szczodrobliwością w nieprzebrane dary opatrzoną została. A więc jak żadnemu człowiekowi nie godzi się powinności względem Boga zaniechać, jak każdego najwyższym obowiązkiem jest, sercem i postępowaniem przestrzegać religii, nie takiej, jaka mu się podoba, ale tej, którą Bóg nakazał, i którą niewątpliwe znamiona jako jedynie prawdziwą między innymi religiami cechuje; tak samo państwa nie mogą bez wielkiej winy postępować, jak gdyby Boga wcale nie było, troskę o religię jakby do nich nie należącą albo nieprzydatną odrzucać, z różnorodnych religii wedle swego widzimisię wybierać; ale winny koniecznie ten sposób czczenia Boga przyjąć, którym Bóg okazał, że chce być czczony. Przeto święte powinno być dla rządzących imię Pańskie, a naczelnym ich obowiązkiem jest otaczać religię swą przychylnością, wspierać powagą, tarczą prawodawstwa osłaniać".

W tej samej encyklice papież piętnuje poglądy głoszące, że:

"ponieważ lud poczytany jest za źródło wszystkich praw i wszelkiej władzy, wynika, że państwo nie poczuwa się do żadnych względem Boga obowiązków i żadnej religii publicznie nie wyznaje, że nie powinno szukać, która z wielu religii jest prawdziwa, ani jednej nad inne przenosić, ani jednej najbardziej sprzyjać, lecz wszystkie równouprawnić – z tym jedynie zastrzeżeniem, żeby porządkowi państwowemu nie szkodziły".

Natomiast w encyklice Libertas humana z 20 czerwca 1888 r. Leon XIII nauczał:

"Ta sama wolność, zastosowana w państwach, tego oczywiście chce, iżby państwo nie posługiwało się żadnym kultem względem Boga, ani też żądało publicznego wyznawania takowego; iżby żadnego ponad drugi nie przenosiło, lecz wszystkie zarówno uznawało, nie zważając nawet na lud, gdyby się ten do katolickiego imienia przyznawał. Gdyby to słusznym być miało, musiałoby być prawdą, że albo cywilna społeczność ludzi nie ma względem Boga żadnych obowiązków, albo też, że się może od nich bezkarnie zwalniać; lecz jedno i drugie oczywistym jest fałszem. Nie można bowiem powątpiewać, że za wolą Bożą zeszli się ludzie w społeczność, czy jej części, czy też jej formę, którą powaga stanowi, albo jej przyczynę lub tę mnogość wielkich korzyści, jakie człowiekowi przynosi, na uwagę weźmiemy. Bóg to bowiem stworzył człowieka do towarzystwa i umieścił go w otoczeniu sobie podobnych, aby to w stowarzyszeniu znalazł, czego by jego natura potrzebowała, a czego by sam w odosobnieniu dosięgnąć nie mógł. Z tego to powodu cywilna społeczność, dlatego, że jest społecznością powinna uznawać Boga za swego rodziciela i twórcę, a jego władzę i panowanie szanować i czcić".

Pius X w encyklice Vehementer nos z 11 lutego 1906 r. pisał:

"[Twierdzenie], że państwo powinno być oddzielone od Kościoła, jest tezą absolutnie fałszywą i najbardziej zgubną. Po pierwsze dlatego, że opierając się na zasadzie, iż sprawy religii nie powinny obchodzić państwa, wyrządza wielką krzywdę Bogu, który jest założycielem i dobrodziejem rodzaju ludzkiego w nie mniejszym stopniu, jak każdej jednostki, dla którego powodu powinno Mu się oddawać cześć nie tylko prywatnie, ale i publicznie".

Tzw. prawa człowieka dyskutowane były przez francuskie Zgromadzenie Narodowe w sierpniu 1789 r., a w październiku tego roku zostały oficjalnie zaakceptowane i przyjęte. Niektóre z tych praw są nie tylko akceptowalne, ale właściwie godne zalecenia, np. artykuł 7, dotyczący aresztowania obywateli, artykuł 8, stwierdzający, że prawo nie może działać wstecz, czy artykuł 9, dotyczący tych, którzy zostali aresztowani, ale których wina nie została dowiedziona. Wiele innych artykułów jest jednak dwuznacznych, a niektóre są w sposób bezpośredni sprzeczne z wiarą katolicką, szczególnie artykuł 6, stwierdzający, że prawo jest wyrazem woli ogółu. Jest to całkowitym zanegowaniem nauczania Kościoła, wedle którego wszelka władza pochodzi od Boga. Pius VI nie wahał się potępić Deklaracji… jako „wrogiej religii i społeczeństwu”. Jeśli ktoś akceptuje Deklarację praw człowieka, tym samym odrzuca zasady katolickiego państwa i społecznego panowania Chrystusa Króla. Nie dziwi to w kontekście masońskiego pochodzenia tego dokumentu.

Ks. Denis Fahey pisał:

"To, że przygotowanie i tryumf rewolucji francuskiej były dziełem masonerii, nie wymaga dowodów, ponieważ sami masoni się tym chwalą. Również Deklaracja praw człowieka jest ich dziełem”.

Na poparcie tego twierdzenia ks. Fahey przytaczał słowa Bonneta, przemawiającego na zgromadzeniu Wielkiego Wschodu w roku 1904:

"Masoneria miała najwyższy zaszczyt dać ludzkości kartę, którą z taką troską wypracowała. To nasz brat de la Fayette jako pierwszy zaprezentował projekt Deklaracji praw człowieka i obywatela żyjącego w społeczeństwie, która miała stać się pierwszym rozdziałem konstytucji. 25 sierpnia 1789 roku Konstytuanta, w której ponad 300 członków było masonami, definitywnie przyjęła, niemal słowo w słowo, w formie określonej w lożach, tekst nieśmiertelnej Deklaracji praw człowieka".

Ks. Fahey określał Deklarację … jako formalne wypowiedzenie posłuszeństwa Chrystusowi Królowi, jako odrzucenie życia nadprzyrodzonego i członkostwa w Mistycznym Ciele Chrystusa. Jak pisał:

"Państwo francuskie zadeklarowało w ten sposób oficjalnie, że nie uznaje już żadnych obowiązków wobec Boga i Jezusa Chrystusa, że nie uznaje chrześcijańskiej godności swych obywateli. W ten sposób rozpoczął się trwający po dziś dzień się atak na społeczeństwo zorganizowane według zasad Chrystusa Króla".

Jak wyjaśnia ks. Francis J. Connell, fundamentalną kwestią „nie jest obowiązek państwa do posłuszeństwa prawom Kościoła katolickiego”, ale „obowiązek władz świeckich (...) do posłuszeństwa pozytywnemu prawu Jezusa Chrystusa”. „Innymi słowy, prawdziwym problemem nie jest relacja pomiędzy państwem a Kościołem katolickim, ale relacja pomiędzy państwem a Chrystusem Królem”.

To nadzwyczaj ważne spostrzeżenie. Obowiązki państwa względem Boga, wypływające z praw Chrystusa Króla, są całkowicie niezależne od wszelkich okoliczności historycznych, które mogą wpływać na ogłaszanie poszczególnych dokumentów papieskich. Przytoczone powyżej fragmenty encyklik pokazują, że papieże formułowali generalne zasady o nieprzemijającej wartości. Zachowują one swą ważność niezależnie od okoliczności, które wpływały na powstanie poszczególnych encyklik. Piszący w maju 1953 roku na łamach „American Ecclesiastical Review” kard. Ottaviani potępił tych, którzy ignorowali niezmienne nauczanie zawarte w encyklikach papieskich argumentując, że miało ono charakter przejściowy i stosować się mogło jedynie do szczególnych okoliczności, jakie je sprowokowały:

"Zasadniczy błąd tych ludzi polega właśnie na odmowie przyjęcia w pełni arma veritatis oraz nauczania papieży danego katolikom w minionym stuleciu, a zwłaszcza za pontyfikatu Piusa XII, w encyklikach, alokucjach i różnego rodzaju instrukcjach.

By się usprawiedliwić, ludzie ci twierdzą, że treść nauczania Kościoła trzeba podzielić na dwa elementy, niezmienny oraz obowiązujący jedynie czasowo. Ten drugi ma być rzekomo odbiciem szczególnych uwarunkowań historycznych.

Posuwają się w tym niestety aż do odnoszenia tej zasady do nauki zawartej w dokumentach papieskich, do niezmiennego nauczania papieży, będącego elementem dziedzictwa doktryny katolickiej".


Po streszczeniu papieskiego nauczania w kwestii relacji Kościół – państwo, obejmującego „obowiązek rządzących katolickim państwem do zapobiegania wszystkiemu, co mogłoby podkopać jedność religijną ludzi, świadomych posiadania prawdy religijnej” i udokumentowaniu obecności tej doktryny w nauczaniu kolejnych pontyfikatów, aż do Piusa XII, kard. Ottaviani konkluduje:

"Zasady te są stałe i niewzruszone. Były one ważne w czasach Innocentego III i Bonifacego VIII. Są ważne w dniach panowania Leona XIII i Piusa XII, który potwierdził je w niejednym dokumencie (...). Jestem pewien, że nikt nie może udowodnić jakiejkolwiek zmiany w kwestii tych zasad pomiędzy Summi pontificatus Piusa XII a encyklikami Piusa XI Divini Redemptoris przeciw komunizmowi, Mit brennender Sorge przeciw nazizmowi, Non abbiamo bisogno przeciw państwowemu monopolowi faszyzmu z jednej strony, a wcześniejszymi encyklikami Leona XIII, Immortale Dei, Liberas i Sapientiae christianae z drugiej".

"Podstawowe, zasadnicze i fundamentalne zasady życia społecznego – mówił papież Pius XII w transmitowanym przez radio przesłaniu na Boże Narodzenie 1942 r. – nie mogą zostać anulowane wskutek ludzkiej interwencji. Ludzie mogą je negować, ignorować, lekceważyć, odmawiać im posłuszeństwa, ale nigdy nie mogą pozbawić ich mocy prawnej".


Jest faktem bezsprzecznym, że Dignitatis humanae, deklaracja II Soboru Watykańskiego o wolności religijnej, nie potwierdza autentycznego papieskiego nauczania o społecznym panowaniu Chrystusa Króla. Można też wysuwać argument, że sprzeciwia się ona papieskiemu nauczaniu odnośnie do roli Kościoła i państwa, nauczaniu, które kard. Ottaviani opisywał jako „element dziedzictwa doktryny katolickiej”.

Najbardziej metodyczną obronę Dignitatis humanae przedstawił australijski ksiądz Brian Harrison. Jako uczony o nieposzlakowanej uczciwości nie usiłuje on jednak bronić tego, co jest nie do obrony. Jak pisze:

"Jeszcze bardziej uderzające, niż pominięcie przez Dignitatis humanae wszelkich wzmianek o obowiązku władz publicznych do uznawania katolicyzmu za jedyną prawdziwą religię (nie mówiąc już o późniejszym usunięciu modlitw i hymnów wyrażających to nauczanie z nowej Mszy i oficjum o Chrystusie Królu), jest potwierdzenie przez soborową deklarację pewnych idei, sprzecznych na pierwszy rzut oka z uprzednimi oświadczeniami papieskimi".

Ks. Harrison, będąc nie tylko uczciwy, ale i ostrożny, przyznaje, że doktryna o społecznym panowaniu Chrystusa nie została potwierdzona w deklaracji Dignitatis humanae, ponieważ nie można znaleźć ani słowa potwierdzającego to nauczanie, jednak jego wzmianka o nowej Mszy i oficjum o Chrystusie Królu jest bardzo znacząca. Jeśli chodzi o kult religijny, przyjętą zasadą jest, że doktryna każdej wspólnoty religijnej musi znajdować odbicie w jej liturgii. Zwięźle można to wyrazić za pomocą formuły lex orandi, lex credendi, w swobodnym tłumaczeniu oznaczającej, że sposób oddawania przez Kościół czci, lex orandi, musi wyrażać to, w co Kościół wierzy, lex credendi.

Prawdziwe znacznie nowego oficjum można ocenić na podstawie tego, co zostało usunięte z przedsoborowego brewiarza, a porównanie tych dwóch tekstów ujawnia systematyczne usuwanie czy modyfikację całych modlitw lub pojedynczych zdań, których nie dało się pogodzić z nauczaniem Dignitatis humanae, ponieważ mówiły o społecznym panowaniu Chrystusa Króla i przypominały, że państwa, tak jak jednostki, muszą podporządkować się Jego władzy. Ta sama zasada zastosowana została odnośnie do proprium mszy na uroczystość Chrystusa Króla. W nocie wstępnej wydania St. Andrew Missal z 1952 r. znajdujemy wyjaśnienie:

"Papież Pius XI (którego mottem było Pax Christi in regno Christi) ustanowił święto Chrystusa Króla jako uroczyste potwierdzenie panowania Zbawiciela nad każdą społecznością ludzką. Jest On Królem nie tylko dusz i sumienia, inteligencji i woli wszystkich ludzi, ale również rodzin i miast, ludów i państw oraz całego wszechświata. W swej encyklice Quas primas papież wyjaśniał, w jaki sposób laicyzm czy sekularyzm, organizując społeczeństwo bez żadnego odniesienia do Boga, prowadzi do apostazji mas i ruiny całego społeczeństwa, ponieważ jest całkowitym odrzuceniem Królestwa Chrystusa. Jest to jedna z największych herezji naszych czasów, dlatego papież uważał, że coroczne publiczne, społeczne i oficjalne potwierdzenie w liturgii Boskiego prawa Chrystusa do panowania nad ludźmi będzie skutecznym środkiem do zwalczania tego błędu".

Papież pisał w Quas primas:

"Doroczny obchód tej uroczystości napomni także i państwa, że nie tylko osoby prywatne, ale i władcy i rządy mają obowiązek publicznie czcić Chrystusa i Jego słuchać".

Jednak niemal dokładnie czterdzieści lat później, 7 grudnia 1965 r., promulgując deklarację Dignitatis humanae, Kościół zaniechał przypomnienia, że rządzący mają obowiązek publicznego oddawania czci i okazywania posłuszeństwa Chrystusowi. Sam tytuł deklaracji: „Godność osoby ludzkiej”, znakomicie oddaje jej antropocentryczny charakter. To już nie prawa Chrystusa Króla mają stanowić odtąd priorytet, ale tzw. prawa współczesnego człowieka, prawa, które przypisuje on sobie, uświadamiając sobie swoją własną godność. W przemówieniu wygłoszonym podczas ostatniego zgromadzenia soborowego, w sam dzień promulgowania tej deklaracji, Paweł VI powiedział:

"Należy sobie uświadomić, że sobór ten, nieskryty przed ludzkimi ocenami, o wiele bardziej aniżeli negatywną, uwypuklał pozytywną stronę człowieka. Postawa soboru była bardzo – i to w sposób przemyślany – optymistyczna. Na współczesny ludzki świat rozlała się stąd fala miłości i szacunku. Błędy – to prawda – zostały potępione, gdyż wymaga tego nie tylko prawda, ale i miłość; jednakże dla samych ludzi były jedynie słowa przestrogi, szacunek i miłość. Zamiast przygnębiających diagnoz – uzdrawiające lekarstwa; zamiast okropnych prognoz – skierowane przez sobór do współczesnego świata orędzie zaufania. Wartości współczesnego świata zostały nie tylko uwzględnione, ale i uszanowane, jego wysiłki – pochwalone, jego aspiracje – oczyszczone i pobłogosławione".

Wartości współczesnego świata ujawniają się dziś wyraźnie nawet w krajach nominalnie katolickich w postaci legalizacji rozwodów, antykoncepcji, pornografii, sodomii i aborcji. Sam Paweł VI wyzbył się ostatecznie swej iluzji, że sobór oczyści aspiracje współczesnego świata, kiedy przed swą śmiercią w 1978 roku opłakiwał założenie kliniki aborcyjnej w samym Rzymie.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28650 Przeczytał: 317 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 16:53, 06 Cze 2016 Powrót do góry

Zmiany w oficjum o Chrystusie Królu.

[link widoczny dla zalogowanych] [link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

Trudno nie dostrzec skrupulatności, z jaką Consilium abpa Bugniniego usuwało z liturgii każdą wzmiankę o społecznym panowaniu Zbawiciela. Jego członkowie nie przeoczyli nawet odniesienia do społecznego panowania Chrystusa w liturgii Wielkiego Piątku. W pierwszej z tradycyjnych uroczystych kolekt, „Za Kościół”, czytamy:

"Módlmy się, najmilsi, za Kościół święty, aby Bóg i Pan nasz obdarzyć go raczył pokojem i jednością i strzegł go na całym okręgu ziemi, poddając pod jego zwierzchnictwo władze i moce, nam zaś niech użyczy dni cichych i spokojnych, abyśmy chwalić mogli Boga Ojca Wszechmogącego”. Modlitwa ta została zastąpiona następującą: „Módlmy się, drodzy przyjaciele, za święty Kościół Boży na całym świecie, aby Bóg, wszechmocny Ojciec prowadził Go i gromadził razem, byśmy mogli czcić Go w ciszy i spokoju"(1). (1. Autor ma na myśli zmianę dokonaną w edycji anglojęzycznej.)

Ponieważ ktoś mógłby w tym miejscu podnieść zarzut, że błędnie interpretujemy sens owych zmian wprowadzonych do brewiarza i mszału, pozwoliłem sobie przytoczyć poniżej komentarz samego wielkiego architekta reformy liturgicznej – abpa Bugniniego:

"W ekumenicznym klimacie II Soboru Watykańskiego pewne sformułowania, znajdujące się w uroczystych modlitwach liturgii Wielkiego Piątku, brzmiały źle. Istniała pilna potrzeba stonowania pewnych zwrotów. Ingerowanie w czcigodne teksty, które przez wieki skutecznie karmiły chrześcijańską pobożność i miały w sobie duchową świeżość heroicznej epoki wczesnego Kościoła, jest zawsze zadaniem bardzo niewdzięcznym. Przede wszystkim trudno jest skorygować – przy zachowaniu całkowitej wierności – arcydzieła, niezrównane w swej zwięzłości. Było to jednak konieczne, aby nikt nie odczuwał duchowego dyskomfortu (...). Zmiany, ograniczone do tego, co było absolutnie konieczne, przygotowane zostały przez grupę ekspertów. W modlitwie «Za Kościół» sformułowanie «subiciens ei principatus et potestates» (poddając pod jego zwierzchnictwo władze i moce) zostało pominięte: pomimo że było inspirowane tym, co św. Paweł mówi o «mocach anielskich» (Kol 2, 15), mogło to być bowiem źle rozumiane jako odniesienie do doczesnej roli, jaką Kościół rzeczywiście pełnił w pewnych okresach w historii, a która dziś jest już anachronizmem".

Tak więc społeczne panowanie Chrystusa jest dziś anachronizmem...

W książce II Sobór Watykański i wolność religijna udokumentowałem bardzo szczegółowo sposób, w jaki Dignitatis humanae porzuciła tradycyjne pojęcie państwa katolickiego, o którym nauczali papieże. Sam termin „państwo katolickie” nie został nawet wspomniany w deklaracji soborowej. Jej artykuł VI dopuszcza możliwość istnienia wspólnot religijnych o „specjalnej pozycji cywilnej”, nalega jednak, „aby jednocześnie było uznawane i respektowane prawo wszystkich obywateli i wspólnot religijnych do wolności w dziedzinie religijnej”. Jak się to ma do słów Leona XIII: "Sprawiedliwość zakazuje więc, podobnie jak sam rozum, by państwo było bezbożne, albo by działało w sposób, którego efektem byłaby bezbożność – czyli traktowało różne religie (jak je nazywają) w taki sam sposób i by obdarzało je bez rozróżnienia równymi prawami i przywilejami”?

Jednym z przywilejów odmawianych zwolennikom fałszywych religii w państwie katolickim było propagowanie ich błędów publicznie i nakłanianie katolickich obywateli do porzucania prawdy dla herezji. Tak było przed Vaticanum II w katolickich krajach, takich jak Hiszpania, Kolumbia i Malta. Papieże nie nauczali, że w katolickim państwie niekatolicy powinni być zmuszani do przyjmowania wiary katolickiej czy też powstrzymywani od praktykowania prywatnie swych religii. W Immortale Dei Leon XIII nauczał: „bardzo Kościół baczy, by nikt przeciw swej woli nie był zmuszanym do przyjęcia wiary katolickiej, bo jak mądrze upomina św. Augustyn, «człowiek nie może wierzyć, jeśli nie ma ku temu woli»”.

Trzeba oczywiście poczynić rozróżnienie o zasadniczym znaczeniu, pomiędzy wolnością religijną rozpatrywaną z prawnego punktu widzenia (czyli prawa państwowego) a stanowiskiem teologicznym. Z prawnego punktu widzenia chodzi o pole i zakres prawnego przymusu w zakresie wyznawania wierzeń religijnych w kulcie publicznym. Z teologicznego punktu widzenia, opartego na naturze i woli Boga objawionej człowiekowi, nie może być mowy o jakimkolwiek naturalnym prawie do wyznawania czy propagowania błędu. Jak naucza Leon XIII, człowiek posiada naturalne prawo jedynie do postępowania zgodnie z wolą Boga oraz do posłuszeństwa Jego przykazaniom. W liberalnym ujęciu, wolność sumienia jest prawem jednostki do myślenia i wierzenia w cokolwiek chce, nawet w odniesieniu do religii i moralności; do wyrażania swych poglądów publicznie i nakłaniania innych do ich przyjęcia, posługując się mową, prasą czy innymi środkami. Liberał twierdzi, że ma prawo wybrać jakąkolwiek religię albo zgoła nie wybierać żadnej – jest to, jak twierdzi, jego naturalne prawo.

Dignitatis humanae nie stwierdza, by ktokolwiek posiadał naturalne prawo, prawo moralne, do wyznawania czy propagowania błędu, trzyma się w tym względzie tradycyjnego nauczania. Deklaracja potwierdza nie moralną, ale prawną wolność, tak więc problem powinien być analizowany z czysto prawnego punktu widzenia. Rozważając go z tej perspektywy, trzeba poczynić pewne rozróżnienia. Po pierwsze trzeba poczynić rozróżnienie pomiędzy forum wewnętrznym i zewnętrznym. Następnie trzeba poczynić rozróżnienie pomiędzy wolnością od przymusu do działania wbrew sumieniu, a wolnością od powstrzymywania do działania w zgodzie z sumieniem. Tradycyjne nauczanie katolickie brzmi:

1. Nikt nie może być zmuszany do działania [w kwestiach religijnych] wbrew sumieniu w życiu prywatnym.
2. Nikt nie może być zmuszany do działania wbrew sumieniu w życiu publicznym.
3. Nikt nie może być powstrzymywany od działania w zgodzie z sumieniem w życiu prywatnym.
4. Prawo do działania zgodnie z sumieniem w życiu publicznym może być ograniczane.

Weźmy przykład. Przed II Soborem Watykańskim Świadkom Jehowy pozwalano w Hiszpanii na wyznawanie ich dziwacznej religii prywatnie w ich domach, na spotykanie się na gruncie prywatnym z innymi członkami sekty. Nie byli oni zmuszani do uczestnictwa w publicznym kulcie katolickim. Nie pozwalano im jednak, w zgodzie z zasadą 4 na ingerowanie w wiarę katolików poprzez odwiedzanie ich domów w celu wypaczenia ich wiary, na publikowanie antykatolickiej literatury czy propagowanie swych błędów w radiu, telewizji czy też podczas publicznych spotkań. Ks. Franciszek J. Connell wyjaśniał w „American Ecclesiastical Review”, że to, co człowiek robi prywatnie, dotyka jedynie jego i jego rodzinę, kiedy jednak działa publicznie, naruszane są prawa innych obywateli: "Mają one [władze świeckie] pełne prawo ograniczać i zakazywać publicznych działalności i uroczystości fałszywych religii, które są szkodliwe dla duchowego dobra katolickich obywateli, albo znieważają prawdziwą religię Chrystusa".

Kluczowe znaczenie dla zrozumienia braku ciągłości pomiędzy Dignitatis humanae, a klasycznym nauczaniem papieskim ma słowo "tolerancja". Leon XIII nauczał w Libertas humana: "Z tych przyczyn, nie przyznając atoli prawa jak tylko temu, co prawdziwe i co uczciwe jest, nie wzbrania jednak [Kościół], iżby publiczna władza tolerowała coś prawdzie i sprawiedliwości obcego, a to dlatego, aby albo jakieś większe zło ominąć, albo dobro osiągnąć lub zachować".

Takie jest stałe nauczanie papieży aż do Piusa XII. Ludzie znajdujący się w błędzie nie posiadają naturalnego prawa propagowania swych poglądów – propagowanie błędu jest złem – błąd może być jednak tolerowany przez wzgląd na wspólne dobro, by uniknąć większego zła, takiego jak zaburzenia społeczne. Leon XIII podkreślał w Libertas humana, że nadrzędnym kryterium w kwestii tolerancji jest wspólne dobro i że "im się więcej złego w państwie koniecznie tolerować musi, tym więcej oddala się tego rodzaju państwo od doskonałości; i że tolerowanie złych spraw, należąc do przepisów politycznej roztropności, winno być ściśle określone owymi granicami, jakich się sama przyczyna, to jest dobro publiczne, domaga".
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28650 Przeczytał: 317 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 16:57, 06 Cze 2016 Powrót do góry

Takie było oficjalne nauczanie Kościoła do i podczas soboru. Pisząc w "American Ecclesiatical Review" w roku 1950 ks. George W. Shea podkreślał, że jest to kwestia "relacji, jakie powinny per se obowiązywać w społeczeństwie katolickim ze względu na naturę Kościoła i państwa, tak aby żadne odchylenie od tej reguły, które może być dopuszczalne ze względu na pewne doraźne korzyści, nie stało się zasadą". W nauczaniu żadnego z przedsoborowych papieży nie znajdujemy najmniejszej wzmianki o tym, by niekatolicy posiadali naturalne prawo do szerzenia swych błędów publicznie.

Tradycyjne nauczanie, nazwane przez kard. Ottaviani "elementem dziedzictwa doktryny katolickiej", dyskutowane było wielokrotnie podczas soborowych debat. Kard. Siri z Genui ostrzegał: "Nie możemy legitymizować tego, co sam Bóg jedynie dopuszcza; możemy to jedynie tolerować, i to w granicach dobra wspólnego. Nie możemy więc przyjąć proponowanego schematu, o ile zaleca on wolność dla wszystkich bez rozróżnienia (...). Powinniśmy dokładniej rozważyć zgodność tego ujęcia wolności religijnej ze źródłami teologicznymi i zbadać, czy treść schematu można pogodzić z nauczaniem Leona XIII, Piusa XI i Piusa XII. W przeciwnym przypadku osłabimy nasz własny autorytet".

Biskup Emilio Tagle Covarrabuias z Valparaiso w Chile, przemawiając w imieniu 45 biskupów z Ameryki Łacińskiej mówił: "Jestem bardzo przeciwny temu schematowi. Niewiele różni się on od swej poprzedniej wersji i zawiera wiele sprzeczności. (...) Wiele jego ustępów zbyt schlebia fałszywym religiom, przez co ryzykujemy popadnięcie w indyferentyzm i liberalizm. Nie wydaje się możliwe zagwarantowanie tych samych praw wszystkim religiom bez rozróżnienia. Mówiąc ściśle, tylko jedyny prawdziwy Kościół ma prawo do wolności religijnej. Inne religie mogą być jedynie tolerowane, w zależności od okoliczności i osób [których to dotyczy]".

Kardynał de Arriba y Castro z Tarragona w następujących słowach bronił tradycyjnego papieskiego nauczania: "Jest to prawdopodobnie najbardziej drażliwy problem poruszany podczas całego soboru, ponieważ dotyczy samej wiary. Musimy wyraźnie potwierdzić podstawową zasadę: jedynie Kościół katolicki ma obowiązek i prawo do głoszenia Ewangelii. Dlatego właśnie prozelityzm ze strony niekatolików w odniesieniu do katolików jest bezprawny i powinien być powstrzymywany przez władze świeckie oraz przez Kościół, jak tego wymaga dobro wspólne. (...) Sobór musi być ostrożny, by nie zadekretować zniszczenia katolicyzmu w tych krajach, w których jest on de facto jedyną religią".

Nie ma żadnej przesady w twierdzeniu, że zmiana konstytucji hiszpańskiej i dostosowanie jej do wymogów Dignitatis humanae doprowadziło do zniszczenia katolicyzmu w tym kraju. W trakcie synodu biskupów Europy w 1999 r. ks. Fernando Sebastián Aguilar, arcybiskup Pampeluny, ubolewał nad faktem, że w Hiszpanii "zasady kulturowe, na których oparte jest życie społeczne, są podkopywane i są obecnie bardziej ateistyczne niż chrześcijańskie". Rozwody, aborcja, homoseksualizm, antykoncepcja i prozelityzm ze strony sekt protestanckich, które przed ogłoszeniem Dignitatis humanae były tam zakazane, zostały obecnie zalegalizowane. Hiszpania ma obecnie najniższy wskaźnik urodzeń w Europie, a w samym Madrycie wznosi się świątynia mormonów.

Podczas soboru schemat o wolności religijnej był często nazywany „schematem amerykańskim”. Ostateczny tekst deklaracji jest niemal w całości dziełem ks. Johna Courtney Murraya SI, który jej sukces przypisywał „stałemu i jednomyślnemu poparciu amerykańskich biskupów oraz ich licznych interwencjom” – interwencjom, które były drukowane, czytane i akceptowane z najnikczemniejszą uległością. Ks. Murray pisał: "Bez wątpienia, wsparcie brało się przede wszystkim z amerykańskich doświadczeń, z których Kościół nauczył się praktycznej wartości pierwszej poprawki do naszej konstytucji (...). Przedmiot i treść prawa do wolności religijnej, wymienianej zarówno w Deklaracji jak i amerykańskiej konstytucji, są identyczne".


W swej książce Amerykański udział w II Soborze Watykańskim ks. V. A.Yzermans pisze: "Było to wspaniałe zwycięstwo amerykańskiej hierarchii". Bardziej właściwe byłoby przedstawienie tego jako wspaniałego zwycięstwa ks. Murraya, ponieważ, jak napisał pewien amerykański prałat: "Głosy są głosami amerykańskich biskupów, ale myśli są myślami Jana C. Murraya!". Ks Donald E. Pelotte, autor książki [link widoczny dla zalogowanych], nie miał wątpliwości, że chociaż wielu członków komisji pomagało w opracowaniu końcowego tekstu deklaracji, "wkład Murraya był decydujący. Sama akceptacja podstawowej tezy Murraya, zaledwie dziesięć lat po jego usunięciu z jezuickiej kurii w Rzymie, było czymś niezwykłym". Dziesięć lat wcześniej jezuiccy przełożeni Murraya zakazali mu nauczać tego, co Dignitatis humanae uczyniło oficjalnym nauczaniem Kościoła. To, co nastąpiło podczas soboru, zostało opisane bardzo dokładnie (i z całkowitą aprobatą) w „The Catholic Virginian” z 20 lipca 1992 r. przez ks. G. P. Fogarty’ego SI, prezesa Amerykańskiego Katolickiego Stowarzyszenia Historycznego, wychwalającego ks. Murraya za fakt, że Dignitatis humanae "uczyniło powszechnym nauczaniem Kościoła to, co uprzednio uważane było za odstępstwo Kościoła amerykańskiego".

Doktryna o społecznym panowaniu Jezusa Chrystusa została więc odrzucona przez ojców II Soboru Watykańskiego, wzorujących się na przykładzie konstytucji Stanów Zjednoczonych, kraju w którym „większość ludzi wyrzuciła Jezusa Chrystusa i Jego święte prawo ze swego życia; (...) gdzie nie ma miejsca dla Zbawiciela i Jego świętego prawa ani w życiu prywatnym ani w polityce”, państwa, które stało się „jedynie tłumem, będącym samemu sobie panem i władcą”.


Tekst za [link widoczny dla zalogowanych] Tłumaczył Tomasz Maszczyk.
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)