Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Śp. Ojciec Krąpiec - wspomnienie Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
stefan
Moderator


Dołączył: 16 Lip 2008
Posty: 1374 Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 18:31, 26 Wrz 2008 Powrót do góry

Polecam płytkę dvd U źródeł prawdy wywiad Lusi Ogińskiej z O.prof Krąpcem
tu jest próbka

[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]

dla mnie za długie nieco wstępy- przerywniki pomiędzy częściami z Ryszardem Filipskim mężem Lusi Ogińskiej ale ogólnie niezłe.
Tereso, jeżeli tu nie pasuje ten wątek to go przenieś.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29795 Przeczytał: 334 tematy

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 18:56, 26 Wrz 2008 Powrót do góry

A gdzie ta reszta jest? gdzie ta płytka? Trochę mi temat znany, w RM sporo nadawali po jego śmierci.
Przeniosę do "Wydarzenia, wywiady, wiadomości"
Zobacz profil autora
stefan
Moderator


Dołączył: 16 Lip 2008
Posty: 1374 Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 19:02, 26 Wrz 2008 Powrót do góry

U źródeł prawdy kupiłem tu
[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29795 Przeczytał: 334 tematy

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 19:09, 26 Wrz 2008 Powrót do góry

Św. p. ojciec Mieczysław Albert Maria Krąpiec OP

Moje wspomnienie o św. p. o. Albercie Krąpcu OP ukazuje się parę dni później, niż wszystkie pozostałe. Zasadniczo nie byłam pewna czy powinnam pisać, bowiem napisało o Nim wielu ludzi i to lepiej niż ja to zrobię. Jednak mają słuszność ci, którzy nam zarzucają, ze na naszej stronie nie pojawiło się nic po śmierci wielkiego dominikanina. Dlatego napisze parę słów, tylko parę, bo dla mnie, jako dla tercjarki dominikańskiej, która Ojca znała jest bardzo trudno i jednocześnie boleśnie pisać.

Jak wspomniałam wiele ukazało się artykułów i wspomnień o Ojcu, jako o wielkim naukowcu, filozofie, wychowawcy pokoleń. Bardzo mało - o dominikaninie, zakonniku. A był to wielki zakonnik! Nie był wielkim w Zakonie, nie był głośnym dominikaninem, jak wielu, którzy zakładają habit po to by móc w mediach pouczać na każdy temat. Nie pouczał, wychowywał ludzi do umiłowania prawdy i nie potrzebował budować swego autorytetu za pomocą mediów. On po prosty autorytet miał.
Kochał Zakon i mocno ubolewał nad każdym zakonnym kryzysem. Był w tym Zakonie zakorzeniony, z zakonności czerpał siły i żył przeniknięty zakonnością. Tą zakonnością, która poznał, gdy jako młody człowiek wchodził do Zakonu, którą pokochał i co do której był pewien, że jest nośnikiem doskonalenia osoby i drogą do świętości. Chciał to przekazać innym, młodym.

Dobrze się stało, że o. Albert mógł wychować wielu ludzi do umiłowania prawdy. Jego studenci, uczniowie, przyjaciele, współpracownicy czerpali ze skarbów jego wiedzy i jego osobowości. Szkoda, że tak mało młodych dominikanów poznało Jego naukę. Szkoda, że nie wychowywali się na myśli tomistycznej, przekazywanej przez o. Krąpca, na Jego wykładach i na Jego dziełach. Teraz czas wrócić do jego spuścizny, lecz nigdy słowo pisane nie będzie takie, jak mówione. A o. Alberta słuchało się z zapartym tchem i (dosłownie) otwartymi ustami! Słuchało się z zachwytem, niezależnie od tematu na którym mówił. Czy opowiadał o Zakonie, o św. Tomaszu, czy poruszał zagadnienia filozoficzne – zawsze było to niezmiernie ciekawe i przekazane tak, by zapadło głęboko w sercu.

Wraz z o. Krąpcem odchodzi już chyba w całości pokolenie ludzi wielkiego formatu, wielkiej wiedzy i kultury, pokolenie ludzi do wielkości których my, pokolenie następne, a tym bardziej pokolenia idące po nas, nie mamy żadnych szans dojść. Było to pokolenie ludzi bardzo starannie wykształconych, pracujących gorliwie, oddanych Bogu i Ojczynie. O. Krąpiec miał ponadto niezwykle rzadko spotykaną cnotę – był pokorny. Był pokorny w stosunku do nauki, w stosunku do Zakonu, w stosunku do prawdy, a nade wszystko w stosunku do Prawdy, której służył całe życie.
Requiescat in pace

M. Kominek OPs
20.05.2008
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29795 Przeczytał: 334 tematy

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 20:34, 30 Wrz 2008 Powrót do góry

stefan napisał:
Polecam płytkę dvd U źródeł prawdy wywiad Lusi Ogińskiej z O.prof Krąpcem.


Ja przeczytałam bardzo ciekawy artykuł o prof.Krąpcu napisanym przez P.Lusię Ogińską już po jego smierci i pozwolę go zamieścić tu, żeby inni tu, też mogli poczytać i poznać kim był o.prof.Krąpiec.

Wspomnienie o Ojcu Profesorze Mieczysławie A. Krąpcu

Opis: Szliśmy w kondukcie żałobnym przez całe Krakowskie Przedmieście i nie widać było końca pochodu… A dominikanie piszą „około tysiąca osób”! Dominikanie lubelscy! Cóż chcecie umniejszyć?! Wielkość współbrata Alberta, czy własną winę?!

8 maja 2008 r. odszedł do Pana Boga Ojciec Profesor Mieczysław A. Krąpiec. Dla narodu polskiego, a szczególnie dla nauki, kultury i kościoła to ogromna strata, dla mnie – osobista tragedia...

Mówi się, że „nie ma ludzi niezastąpionych”? Śmierć Ojca Profesora przeczy temu porzekadłu. On był niezastąpiony! Ostatnie cztery lata to był mój stały kontakt z ojcem Krapcem. Spotkania, listy, prawie codzienne telefony. Zaszczycił mnie i moją rodzinę swoją przyjaźnią. Skromny, dobry, życzliwy dla ludzi i niezwykle mądry, jednocześnie wyrozumiały dla wszystkich - mniej uczonych. Wydawało mi się, że tak będzie zawsze, że zawsze będę mogła podnieść słuchawkę i usłyszeć głos Ojca w telefonie… Pytałam go o wszystko, poruszaliśmy najróżniejsze sprawy, mówiłam mu o sobie, o kłopotach, radościach i smutkach, on wspierał radą, sam zresztą też opowiadał o swoim życiu zakonnym, naukowym, o swoim zdrowiu, o troskach. Stałą troską Ojca była nasza ojczyzna. Kochał Polskę, był do końca zaangażowany w to co dzieje w się polityce i kulturze naszego kraju. Martwił się bardzo tym co się w Polsce stało… Powtarzał często: -„ Ja już jestem stary, odchodzę, ale wy zostajecie i będziecie musieli żyć w tej rzeczywistości, która nadejdzie… a przyszłość jawi się wam straszna”.

Ojciec Profesor był w pełni tego słowa człowiekiem - On nie tylko teoretyzował na temat człowieczeństwa, On czynił dobro, praktyką potwierdzał swoje nauki. W Lublinie na pogrzebie spotykałam ludzi ubogich, z którymi Ojciec dzielił się swoimi zakonnymi posiłkami. Dla niego miłość nie była tylko pięknym słowem, dla niego kochać to znaczyło czynić dobro! Życie jego było przepełnione pracą, nauką i miłością! Większość ludzi którzy spotkali choć raz Ojca Krąpca wspomina to spotkanie jak coś szczególnego, jak coś uzupełniającego ich byt i myślenie. Ojciec pomagał nie tylko w ucelowieniu myślenia, ale pomagał również człowiekowi w porządkowaniu własnego życia. Był przy tym niezwykle taktowny i skromny, nie narzucał swojego punktu widzenia, ale poprzez wyrażanie jasno i precyzyjnie swoich poglądów skłaniał rozmówcę do zweryfikowania własnych mniemań, często pochopnych, lub pobieżnych. Ojciec zbyt cenił wolność człowieka, wolność nadaną przez Boga, by swoją wolę narzucać innym, On nadawał kierunek myśleniu ale tak, by człowiek sam dokonał optymalnego wyboru. Mówił: „- Dziś wolność równa się nieodpowiedzialności, a wolność jest ogromem odpowiedzialności za to co się czyni, za drugiego człowieka, za swoje wolne decyzje, dziś niestety wolność to rozpasanie i w efekcie niewola zła!”. Nie znosił kłamstwa, brzydził się ludźmi, którzy go okłamywali. Jednak zawsze, nawet dla tych, którzy go skrzywdzili pozostawał wyrozumiały… W jednej z ostatnich naszych rozmów telefonicznych opowiedział mi o tym jak zszedł na mały wirydarz i napotkał jednego ze swoich młodszych współbraci dominikanów, a ten na jego widok wykrzyknął z kpiną: „-O! Brat Albert? To brat jeszcze żyje?!?” Wyraziłam oburzenie, a on mi opowiedział : „-Proszę pani, tacy dzisiaj są dominikanie… Zamiast się uczyć otwierają kawiarnie przed zakonem! Po co im taki stary… Młodzi są, więc wiedzą lepiej”.

I teraz 15 maja w bazylice dominikanów w Lublinie, słyszałam dominikanina o. Górę jak w pożegnalnej homilii mówił o Ojcu Profesorze: „Te twoje naleweczki… Ta twoja filozofia… To wzruszenie z jakim mnie witałeś…” Ta homilia sporo mi wyjaśniła, wyjaśniła ogrom niezrozumienia wielkości Krąpca! Tak się nieszczęśliwie dla o. Góry składa, że Ojciec mi opowiadał o spotkaniu z dominikaninem Górą… Dominikanin Góra opowiadał o spotkaniu z Krąpcem – były to dwie zupełnie różne opowieści, o dwóch zupełnie różnych spotkaniach… Ale Ojciec nie tylko z innych potrafił się śmiać, śmiał się również z siebie… Kwestia dystansu? Poczucia swojej wartości? Pewnie i dumy przyrodzonej wielkim.

Żegnaliśmy Ojca Profesora w kościele akademickim na KUL-u abp Życiński zabronił ludziom oklasków, pewnie abp Życiński nie wiedział, bo i skąd, że Ojciec nie potrzebował oklasków, ani nie zabiegał o niczyją akceptację, ale nigdy, nigdy nie zabraniał ludziom wyrażania swoich uczuć, szczególnie wtedy, gdy były one szczere i płynęły z głębi serca, nie sądzę, że abp Życiński poprzez wysyłanie corocznych listów gratulacyjnych do Krąpca z okazji wydania kolejnego tomu Encyklopedii Filozofii – poznał Ojca bliżej. Kiedyś, jeszcze przed decyzją o rozpoczęciu zdjęć do filmu o Ojcu Profesorze powiedziałam do Niego: -”Proszę ojca, ojciec musi się zgodzić na ten film, ojciec nie może być własnością tylko dominikanów, KUL-u, czy redakcji Encyklopedii, bo ojciec jest własnością całego narodu” on mi odpowiedział:- „nie jestem własnością KUL-u, bo mojego KUL-u już nie ma, nie jestem własnością dominikanów, bo moich… tamtych dominikanów już nie ma…” i Ojciec po zastanowieniu się zgodził się na film.

W naszych rozmowach często wracał do tematu śmierci. Jego odejścia nie brałam poważnie, dla mnie On jakoś nie pasował do śmierci, On był ponadczasowy i wieczny. I pewnie tak będzie! Jego dzieła, Jego działalność, Jego nauki pozostaną żywe. Ojciec opowiadał, że już dawno napisał do encyklopedii hasło: „Śmierć” - wyjaśniał przy tym, że pisze o tym tak wcześnie, jeszcze przed opracowaniem kolejnego tomu Encyklopedii, bo „trzeba być realistą” i wywiązać się ze swoich obowiązków. Cenił swoich współpracowników o księdzu profesorze Andrzeju Maryniarczyku mawiał, że to dobry i rzetelny naukowiec, że widzi w nim swojego następcę i jemu właśnie chce przekazać całą swoją bibliotekę, by służyła katedrze i nauce! 12 października 2005 roku w rozmowie telefonicznej powiedział mi, że wszystko co do niego należało zapisał Towarzystwu Św. Tomasza z Akwinu! Pytałam o dominikanów, czemu biblioteki im nie zostawi, a on tylko się uśmiechnął i rzekł: „- Oni? Oni to wrzucą do piwnicy, bo im to już nie potrzebne, mają swój internet i telewizję, którą po nocach oglądają, czasem się w nocy budzę, wstaję i widzę jak w oknach cel świecą się ekrany!” Smutne to, smutne… Tym bardziej, że już po uroczystościach pogrzebowych, na internetowej stronie dominikanów w Lublinie przeczytałam, że na Ojca pogrzebie było „około tysiąca osób” – i zrozumiałam, że pogarda i lekceważenie Ojca Krąpca jeszcze się nie skończyły… Przecież na pogrzebie było kilka tysięcy osób!!!

Szliśmy w kondukcie żałobnym przez całe Krakowskie Przedmieście i nie widać było końca pochodu… A dominikanie piszą „około tysiąca osób”! Dominikanie lubelscy! Cóż chcecie umniejszyć?! Wielkość współbrata Alberta, czy własną winę?!

Ojciec jednak był ponad to, patrzył na rzeczy doczesne jak na zabawki, świecidełka z odpustu, którym nie należy tak wiele poświęcać uwagi. On nie przejmował się ludzkimi małościami, dla niego ważna była prawda i to co zostaje wieczne, a z pewnością nie są to zaszczyty, tytuły, medale…

Po pogrzebie wróciliśmy do domu. Spojrzałam na portret Ojca Krąpca, który wisi w pokoju, czas się zatrzymał, nie biegnie, troski i kłopoty życia codziennego jakoś zbladły, zmalały… Trudno przyzwyczaić się do myśli, że już nigdy w tej wędrówce życia doczesnego nie będziesz ze mną Ojcze Profesorze, że nie usłyszę Cię, nie zobaczę. Osierociłeś wielu ludzi! Ci którzy znali Cię nawet przelotnie, znali z Twoich wykładów, wystąpień w radio, z książek dotkliwie odczuli Twoją stratę… Wielkie indywidualności zawsze skupiały wokół siebie grupy ludzi, którzy chcieli się uczyć, którzy dzięki ich inspiracji tworzyły istotne i ważne dzieła ludzkości. Twoje odejście jest tym bardziej dotkliwe im bardziej świat się stacza i ubożeje w autorytety! Ty byłeś jednym z takich ludzi, którzy nie boją się mówić prawdy, żyć prawdą i kochać ją! Ktoś porównał Cię do wielkiego dębu, ale w jednej z rozmów powiedziałeś mi, że właśnie wielkie dęby łamią się przy silnej wichurze, a niepozorne i cierpliwe trawy pozostają całe… Zalecałeś mi nie oglądać się na innych, „robić swoje” i nie przejmować się zbytnio tym, co ludzie gadają! Głupców unikać, mądrych słuchać...

Cóż jeszcze dodać, chciałoby się wiele napisać, ale nie wszystko powinnam, nie wszystko mogę… Pozostaniesz w mojej pamięci Ojcze Profesorze jako dar od Boga dar mądrości i przyjaźni, o którą tak trudno we współczesnym świecie. Niegdyś w Lublinie spytałam: ”-Czy ojciec trochę nas kocha?” a Ty Ojcze odrzekłeś:”- Jaka może być odpowiedź na oczywistość?!”

Kocham Cię Ojcze Profesorze i będę za Tobą tęsknić.

Lusia Ogińska

Image
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29795 Przeczytał: 334 tematy

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 12:31, 08 Paź 2008 Powrót do góry

Czym jest wolność? - Mieczysław A. Krąpiec OP

Każda decyzja musi być pokierowana osiągnięciem celu godnego człowieka. Celem dla człowieka jest jego dobro osobowe

Życie każdego z nas jest mocno skomplikowane od wewnątrz i od zewnątrz, albowiem z jednej strony pozostaje w nas wszystko to, co przeżywamy i co nie jest tylko jakąś skamieliną, lecz żywym zaczynem dla dalszych naszych czynów, a z drugiej - jesteśmy dzisiaj bardzo bombardowani tym wszystkim, co się dzieje wokół nas. Często podejmujemy dalsze decyzje pod wpływem tego, co przeżyliśmy, lecz nie jesteśmy obojętni na informacje i działania dokonujące się wokół nas. Decyzje musimy podejmować, aby żyć. Wszystko to powoduje duże społeczne podniecenie, a nawet stanynerwowe i psychiczne zmęczenie. Wystarczy sobie uświadomić, że jesteśmy ciągle pobudzani do dokonania właściwych wyborów wobec wejścia do zjednoczonej Europy lub też wycofania się z tych poczynań. Ile propagandy wylewają środki masowego przekazu, by przekonać kogoś do odpowiedniej decyzji; człowiek bowiem spełnia się jako człowiek we właściwym wyborze decyzyjnym. Naciski na dokonanie decyzji są coraz intensywniejsze.

Dokonanie trudnej i odpowiedzialnej decyzji nie jest jednak łatwe, gdyż wymaga odpowiedniego poznania zasadniczych czynników usprawiedliwiających akty decyzyjne oraz uświadomienia sobie własnej odpowiedzialności za decyzję. Nie żyjemy w jakimś świecie abstrakcyjnym, lecz w konkretnym świecie, w konkretnym miejscu i w konkretnym czasie. Ten świat jest jakoś poznawany, może lepiej może gorzej, ale każdy z nas posiada jakiś obraz świata, w którym żyje. Dla prawidłowej decyzji konieczne jest rozumienie naszego położenia w tym specjalnym miejscu i specjalnym czasie. Wiemy, że historia nie mija bezpowrotnie i ciągle się powtarza, ilekroć zaistnieją podobne warunki cywilizacyjne. Tak dla naszego Narodu, jak i dla każdego z nas żyjącego na terenie Polski, po doświadczeniach wojen, okupacji, nieszczęść, niszczenie polskiej kultury, zabierania ziem, wykupywania miejsc pracy - bardzo ważna jest wiedza i całe doświadczenie historyczne. Decyzje muszą być podejmowane w kontekście realnym życia wśród realnych sąsiadów.

Każda decyzja musi być pokierowana osiągnięciem celu godnego człowieka. Celem dla człowieka jest jego dobro osobowe, zarówno to ostateczne, konieczne, dla którego człowiek żyje, a więc spełnienie się ostateczne w Bogu przez ludzki wybór Boga; jak też cele wtórne, pośrednie, a więc wybór koniecznych środków, które nie zaprzepaszczą dojścia do celu ostatecznego, i które nie przeszkodzą w dojściu do Boga. Na tej ziemi i w tym narodzie takimi dobrami są dobra mojej kultury narodowej, które pomagały moim przodkom i całemu Narodowi. Dla tych dóbr kulturowych wiele pokoleń poświęcało swe prace, a nawet życie. Dokonanie właściwego wyboru musi uwzględnić te wszystkie dane, z którymi należy się liczyć, bo ich lekceważenie spowoduje głupotę wyboru i wywoła nieodpowiednie skutki.

W przytaczanym przykładzie dokonania decyzji wejścia do UE muszę sobie uświadomić, czy to mi pomoże w osiągnięciu mego celu ostatecznego życia, czy przeszkodzi lub utrudni. Muszę zdać sobie sprawę z tego, czy moja narodowa kultura, która żywiła duchowo tyle pokoleń, wzmocni się czy osłabi pod wpływem oddziaływania innej cywilizacji. Całe to rozeznanie teoretyczne jest konieczne dla dokonania wolnego wyboru, praktycznego sądu, który brzmi: „wejdź" lub „nie wchodź". Muszę wiedzieć i być przekonanym, że wybór jednego lub drugiego sądu praktycznego musi być poprzedzony właśnie rozeznaniem, czyli sumieniem, jakby „się umieniem". Bo sumienie stanowi jakby zespół poznania o tym, co wiem o otaczającym mnie świecie, co wiem o sobie samym w perspektywie celu mego życia, w rozumieniu właściwych i dobrych środków potrzebnych dla realizowania tego celu. Muszę wiedzieć, jaka jest ostatecznie treść mego sądu praktycznego, który mam wybrać, gdy tym sądem jest „wejdź" lub „nie wchodź".

Wybór sądu musi się dokonać w wolności, to znaczy, że ja sam muszę siebie zdeterminować, by wybrać ten lub inny sąd. Wszelkie naciski są niemoralne, bo nieodpowiedzialne. Ja sam ponoszę odpowiedzialność za mój wybór. Co to znaczy? Jest to odpowiedzialność za dokonany czyn. Odpowiedzialność ta oznacza, że ja przyczynuję, że ja sprawiam skutek - w tym wypadku wejścia lub nie wejścia. Ten skutek jest związany z moją decyzją, z moim wyborem. Skutek albo będzie mnie uszlachetniał, albo będzie mnie hańbił. Jest to odpowiedzialność wobec kogoś - wobec kogo? Wobec drugich ludzi, moich braci i wobec przyszłych pokoleń, którym przez mój wybór umożliwiam lub utrudniam ludzkie doskonalenie lub też powoduję upodlenie. Wolny wybór jest zawsze wolnością odpowiedzialną, która to odpowiedzialność ciąży moralnie na mnie tak, że nie mogę się uchylić od odpowiedzialności. Ostatecznie jest odpowiedzialność wobec Boga, czy działam rozumnie i dobrze, czy nierozumnie i podle. Tak więc nasze decyzje ludzkie większe i mniejsze albo budują, albo rujnują ludzkie życie. Musimy wiedzieć, że zawsze jesteśmy w wolności odpowiedzialni. Wolność nieodpowiedzialna jest zawsze złą, karalną swawolą.

***

Wiele dziś jest przyjmowanych fałszywych filozofii współczesnych ( kartezjusz, Kant, Hegel, Marks i innych). Ojciec profesor uczył prawdziwego spojrzenia na świat. Warto czytać nauki Ojca profesora.

Za: Pro-Polonia
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)