Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Fałszywy obraz religii niechrześcijańskich Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29719 Przeczytał: 66 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 12:55, 23 Lis 2009 Powrót do góry

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

Cytat:
Generalnie można powiedzieć, że duch II Soboru Watykańskiego był mało – jeśli w ogóle – katolicki. Konstatacja ta wynika z niewytłumaczalnego i zarazem niezaprzeczalnego faktu koncentrowania się dokumentów soborowych na człowieku oraz z sympatii okazywanej wobec „świata” i jego złudnych wartości. Ściślej mówiąc, Vaticanum II winne jest promulgowania dokumentów pełnych istotnych dwuznaczności, ewidentnych sprzeczności, znaczących pominięć oraz poważnych błędów doktrynalnych i duszpasterskich. Dwuznaczność dotyczy przede wszystkim samej rangi nauczania II Soboru Watykańskiego. Pozostaje ona niejasna, ponieważ sam sobór określił się jako jedynie „duszpasterski”, czyli nie zamierzający definiować dogmatów ani potępiać błędów. (...) Ponieważ taka jest natura prawna Vaticanum II, pewne jest, że nie pragnął on angażować nieomylności, głosząc swoje nauczanie. (fragment Wstępu)


Fałszywy obraz religii niechrześcijańskich

1) II Sobór Watykański bezpodstawnie twierdzi, że wyznawcy religii niechrześcijańskich, podobnie jak my, wierzą w Boga Stwórcę. W Gaudium et spes w § 36 czytamy: „wszyscy wierzący, jakąkolwiek wyznawaliby religię, zawsze w mowie stworzeń słyszeli głos i objawienie Stwórcy”. W odniesieniu do religii niechrześcijańskich jest to kłamstwo. Przytoczmy tylko dwa przykłady: hinduizmu i buddyzmu, którym całkowicie obca jest idea Boga jako Stwórcy wszechświata z niczego, objawiającego się swoim stworzeniom. Obie te religie głoszą, że świat jest emanacją bezosobowej, kosmicznej i wiecznej siły, istniejącej we wszystkich rzeczach, od której to siły wszystko pochodzi i do której powraca, stając się jej częścią, rozpuszczając się w niej.

2) Podobnie nie do pomyślenia jest przypisywanie znamion prawdy i świętości wszystkim religiom niekatolickim, które nie posiadają objawionej Prawdy, ale są wytworem ducha ludzkiego, a więc nie mogą nikogo ani zbawić, ani odkupić. Nostra aetate w § 2 stwierdza: „Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co w religiach owych prawdziwe jest i święte. Ze szczerym szacunkiem odnosi się do owych sposobów działania i życia, do owych nakazów i doktryn, które chociaż w wielu wypadkach różnią się od zasad przez niego wyznawanych i głoszonych, nierzadko jednak odbijają promień owej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi”.

Zwróćmy uwagę na sprzeczność zawartą w powyższym zdaniu oraz na jego deistyczny wydźwięk. Jeśli religie „w wielu wypadkach różnią się” od nauczania Kościoła katolickiego, w jaki sposób mogą one odbijać „promień owej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi”? Oznacza to, że dla soboru prawda, „która oświeca wszystkich ludzi”, może wywodzić się z nauczania i zasad, które „różnią się od zasad” głoszonych przez Kościół! (jak autentyczny sobór powszechny Kościoła katolickiego mógłby być zainspirowany ideami takimi jak ta?).

3) Bezpodstawnie twierdzi się, wbrew Tradycji i Pismu świętemu (por. Ps 95, 5: „Albowiem wszyscy bogowie pogańscy to czarci” i 1 Kor 10, 20), że religie pogańskie, dawne i obecne, są w jakiś sposób włączone w plan zbawienia. W § 18 dekretu Ad gentes czytamy: „Instytuty zakonne, pracujące nad założeniem Kościoła, przepojone na wskroś mistycznymi bogactwami, którymi oznacza się zakonna tradycja Kościoła, niech usiłują wyrazić je i przekazać odpowiednio do usposobienia i charakteru poszczególnego narodu. Niech uważnie zastanawiają się, w jaki sposób ascetyczne i kontemplacyjne tradycje, których nasiona Bóg niekiedy złożył w starożytnych kulturach jeszcze przed głoszeniem Ewangelii, można by przejąć do zakonnego życia chrześcijańskiego”.

W ten sposób „starożytne kultury”, których bogowie byli „czartami” i których ofiary składane były „czartom, a nie Bogu” (1 Kor 10, 20), zostały przez sobór bezpodstawnie dowartościowane, przez uznanie w nich zbawczej obecności „semina Verbi” – „ziaren objawionej Prawdy”. Pogląd taki sprzeciwia się jednak prawdzie, uważanej zawsze za należącą do Depozytu Wiary. W Lumen gentium § 17 i Ad gentes § 11 ta sama idea odniesiona została do współczesnych niechrześcijan, włączając w to pogan: misjonarze muszą odkryć „ukryte ziarna Słowa” w ludach, których ewangelizacja została im powierzona.

4) Fałszywe przedstawienie hinduizmu. Nostra aetate w § 2 stwierdza: „W hinduizmie ludzie badają i wyrażają boską tajemnicę poprzez niezmierną obfitość mitów i wnikliwe koncepcje filozoficzne, a wyzwolenia z udręk naszego losu szukają albo w różnych formach życia ascetycznego, albo w głębokiej medytacji, albo w uciekaniu się do Boga z miłością i ufnością”. W ten sposób prowadzi się katolików do fałszywego postrzegania mitologii i filozofii hinduistycznej, jakby owe „badania” „boskiej tajemnicy” oraz hinduistyczny ascetyzm i medytacja prowadziły do czegoś podobnego do ascetyzmu chrześcijańskiego.

Jest jednak dokładnie przeciwnie – mieszanina mitologii, magii i spekulacji umysłowych, jaka charakteryzuje duchowość hinduską od czasu Wedy (XVI–X w. przed Chr.), odpowiedzialna jest za całkowicie monistyczną i panteistyczną koncepcję bóstwa i świata. Traktując Boga jako bezosobową siłę kosmiczną, odrzuca ideę stworzenia i konsekwentnie nie czyni różnicy pomiędzy porządkiem naturalnym i nadprzyrodzonym. Nie rozróżnia też rzeczywistości materialnej od duchowej ani całości od poszczególnych jej elementów. Z tego powodu całe indywidualne istnienie rozpływa się w amorficznej kosmicznej jedności, z której emanuje wszystko i do której wszystko powraca. Tak więc indywidualne „ja” jest, per se, czystym złudzeniem. Sobór określa tę myśl jako „wnikliwą”, pomimo że brak jej pojęcia indywidualnej duszy (której istnienie uznawali starożytni Grecy) i tego, co nazywamy wolną wolą i wolnym wyborem.

Dochodzi do tego szczególnie przewrotna doktryna o reinkarnacji. Reinkarnacja została wprost potępiona w schemacie konstytucji dogmatycznej De deposito fidei pure custodiendo, opracowanej podczas przygotowania soboru. W trakcie obrad jednak progresiści nakłonili Jana XXIII do odrzucenia tego projektu, ze względu na jego „nieekumeniczny charakter”. Pamiętajmy też, że hinduski „ascetyzm” nie jest niczym więcej jak tylko formą epikureizmu dla braminów, egoistycznym i zarazem snobistycznym poszukiwaniem właściwszej duchowej postawy wobec wszystkich pragnień, nawet tych dobrych, i wobec całej odpowiedzialności, obojętnością usprawiedliwianą ideą, że wszystkie cierpienia spotykają nas za błędy popełnione w przeszłym życiu etc.
Chciałoby się zapytać, jak ktokolwiek mógł wpaść na pomysł, by przekonać katolików do okazywania szacunku takiej koncepcji świata?

5) Fałszywe przedstawienie buddyzmu, autonomicznej odmiany oczyszczonego hinduizmu. W Nostra aetate § 2 czytamy: „Buddyzm, w różnych swych formach, uznaje całkowitą niewystarczalność tego zmiennego świata i naucza sposobów, którymi ludzie w duchu pobożności i ufności mogliby albo osiągnąć stan doskonałego wyzwolenia, albo dojść, czy to o własnych siłach, czy z wyższą pomocą, do najwyższego oświecenia”.

Jest to obraz buddyzmu a la de Lubac, poprawiony i uszlachetniony tak, by zwieść nieświadomych katolików. Nie wiedzą oni jednak, że „całkowita niewystarczalność tego zmiennego świata” głoszona jest przez buddystów w formie „metafizyki nicości”, zgodnie z którą istnienie świata i nas samych jest jedynie iluzją i pozorem. Buddyzm nie twierdzi, że my sami i świat ulegamy przemijaniu i rozkładowi, zachowując jednak osobowość, jak to jest w chrześcijaństwie. Dla buddysty wszystko „staje się i rozpada” równocześnie. Życie jest nieustanną zmianą wypełnioną powszechnym bólem i zgryzotą. Aby opanować ten smutek, konieczne jest przekonanie samych siebie, że wszystko jest daremne. Konieczne jest też uwolnienie się od wszelkich pragnień i zaufanie sobie, by przejść intelektualną inicjację, gnozę podobną do hinduskiej (dochodząc do „magii seksualnej” w buddyzmie tantrycznym). Gnoza ta musi nas doprowadzić do całkowitej obojętności, do nirwany, czyli „zaniku”, „obumarcia”: ostatecznego stanu całkowitego ogołocenia, którym jest nic innego, jak niebyt, pustka, w której „ja” zanika, by rozpłynąć się w bezosobowej Jedności. Tak właśnie wygląda ów „stan doskonałego wyzwolenia” czy też „najwyższe oświecenie”, które Vaticanum II śmie przedstawiać katolikom jako godne uwagi i szacunku.

6) W Lumen gentium § 16 czytamy: „Ale plan zbawienia obejmuje także i tych, którzy uznają Stworzyciela, wśród nich zaś w pierwszym rzędzie muzułmanów; oni bowiem wyznając, iż zachowują wiarę Abrahama, czczą wraz z nami Boga jedynego i miłosiernego, który sądzić będzie ludzi w dzień ostateczny”.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29719 Przeczytał: 66 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 13:05, 23 Lis 2009 Powrót do góry

C.D.

Słowa te błędnie przypisują muzułmanom oddawanie czci Bogu, dzięki któremu jednocześnie zostaliby włączeni w plan zbawienia. Jest to jednak sprzeczne z dogmatem Wiary, ponieważ ci, którzy nie czczą prawdziwego Boga, nie są włączeni w plan zbawienia. A muzułmanie nie czczą Boga, mimo iż przypisują Bogu (Allachowi) stworzenie „świata” i „człowieka” z niczego oraz przypisują Mu tradycyjne atrybuty wszechmocy i wszechwiedzy i mimo że uznają Go za Sędziego rodzaju ludzkiego na końcu czasów. Allach nie jest jednak uważany za Boga Ojca, który w swej dobroci stworzył człowieka „na swój obraz i podobieństwo” (Rodz 1, 26; Powt 32, 6 etc).

Ponadto muzułmanie nie wierzą w Trójcę Świętą i ich odraza do Niej naśladuje niejako błąd żydów. Konsekwentnie, przeczą oni łasce, bóstwu Chrystusa Pana, Jego Wcieleniu, Odkupieniu, Jego śmierci na krzyżu i Jego Zmartwychwstaniu. Zaprzeczają niemal wszystkim naszym dogmatom i odrzucają Pismo święte Starego i Nowego Testamentu. Ponieważ nie zawiera ono najmniejszej nawet wzmianki o Mahomecie, muzułmanie uważają je za tekst sfałszowany.

Przeczą też wolnej woli (broni jej jedynie mniejszość egzegetów muzułmańskich, uważana za heretycką), wyznając całkowity determinizm. Neguje on jakiekolwiek związki przyczyny i skutku oraz głosi, że wszystkie nasze czyny, złe i dobre, zostały już uprzednio „zadekretowane” przez nieodgadniony dekret Allacha (Koran 54; 52–53).

Wyrazy uznania wobec islamu, wyrażone w Lumen gentium § 16, powtórzone zostały jeszcze dobitniej w deklaracji Nortra aetate § 3: „Kościół spogląda z szacunkiem również na mahometan, oddających cześć jedynemu Bogu, żywemu i samoistnemu, miłosiernemu i wszechmocnemu, Stwórcy nieba i ziemi, Temu, który przemówił do ludzi; Jego nawet zakrytym postanowieniom całym sercem usiłują się podporządkować, tak jak podporządkował się Bogu Abraham, do którego wiara islamu chętnie nawiązuje”.

Deklaracja posuwa się tu do stwierdzenia, że Bóg, w którego wierzą muzułmanie, „przemówił do ludzi”! Czy w ten sposób sobór zadeklarował, że uznaje za autentyczne „objawienie” przekazane przez Mahometa w Koranie? Jeśli tak, czy nie jest to pośrednia apostazja, biorąc pod uwagę, że „objawienie” Koranu sprzeciwia się wszystkim podstawowym prawdom chrześcijaństwa?

Ponadto sobór przedstawia wiarę muzułmanów dokładnie tak, jak oni to rozumieją, jak gdyby to aprobował. Używa np. zwrotu „podporządkował się Bogu”, który jest tłumaczeniem słowa islam (podporządkowanie), od którego pochodzi przymiotnik muzułmanin (podporządkowany – tj. podporządkowany Allachowi). Cały ten fragment wydaje się powtarzać słowa samego Koranu (4, 124): „Kto ma lepszą religię niż ten, kto podporządkowuje się całkowicie Allachowi, czyniąc dobrze i naśladując wiarę Abrahama, jako czysty monoteista (hanif)?”.

Na koniec, aluzja do posłuszeństwa „nawet zakrytym postanowieniom” Allacha posiada silną wymowę muzułmańską, ponieważ w Koranie Allach określony jest jako „widzialny i zakryty” (57, 3): widzialny w swych dziełach i zakryty w swych postanowieniach. Tak więc wydaje się, że intencją soboru było nade wszystko, by jego „szacunek” został wyraźnie zrozumiany. Nie wahano się przy tym okazać respektu wobec Koranu i islamu, pomimo ich niejasnego i kłopotliwego stosunku do jednostki.

Również pochwała Vaticanum II dla muzułmanów za wyznawanie „wiary” Abrahama – jak gdyby stanowiło to element łączący ich z nami – jest nie na miejscu, ponieważ, jak wiemy, wizerunek posiadającego wiele apokryficznych i legendarnych cech Abrahama Koranu nie odpowiada prawdziwemu biblijnemu Abrahamowi. Jest tak, ponieważ Koran przypisuje Abrahamowi „czysty monoteizm” czy raczej antytrynitaryzm, wcześniejszy od monoteizmu żydowskiego czy chrześcijańskiego. Dlatego właśnie, jako arabski prorok i potomek Abrahama dzięki Izraelowi, Mahomet mógł otrzymać misję przywrócenia czystego monoteizmu, uwalniając go od tzw. zafałszowań żydowskich i chrześcijańskich!

7) Nostra aetate wspomina również w § 3 cześć, jaką muzułmanie darzą rzekomo Pana Jezusa i Najśw. Maryję Pannę: „Jezusowi, którego nie uznają wprawdzie za Boga, oddają cześć jako prorokowi i czczą dziewiczą Jego Matkę Maryję, a nieraz pobożnie Ją nawet wzywają”.

Wiadomo jednak dobrze, że „chrystologia” Koranu oparta jest na wypaczonym i zdeformowanym wizerunku Pana Jezusa z apokryficznych ewangelii i wszelkiego rodzaju gnostyckich herezji, mnożących się w krajach arabskich w czasach Mahometa. Koraniczny Jezus (Isa) narodzony z dziewicy poprzez boską interwencję (anioła Gabriela), prorok szczególnie ceniony przez Allacha, to zwykły śmiertelnik, któremu Allach pozwolił zdziałać liczne cuda, prorok, który głosił ten sam monoteizm, jaki przypisuje Koran Abrahamowi (57, 26–27), recytującemu: „Nie ma Boga poza Bogiem, jedynym, Panem” (36, 65). Dlatego dla muzułmanów Jezus był sługą Bożym (19, 31), podporządkowanym Allachowi, tj. muzułmaninem, który, podobnie jak Abraham, głosił nadejście Mahometa (51, 6)! Tak więc kiedy muzułmanie czczą Jezusa jako proroka, mają oni na myśli to, że był on „prorokiem islamu” – jest to kłamstwo, którego żaden katolik, jeśli tylko posiada jeszcze Wiarę, oczywiście nie może zaakceptować.

Jeżeli zaś idzie o cześć muzułmanów dla Najświętszej Maryi Panny, o to, że „nieraz pobożnie Ją nawet wzywają”, z praktycznego punktu widzenia powiedzieć trzeba, że to „nabożeństwo” jest bezsensowne i oparte na przesądzie. Koran uważa Maryję za matkę „proroka islamu”, a nie za „Matkę Boga”. Dla uszu katolików jest to więc bluźnierstwo.
Trzeba też stwierdzić, że podobnie „mariologa” Koranu jest całkowicie błędna, ponieważ jej źródłami są apokryfy i gnostyckie herezje. Istnienie św. Józefa i Ducha Świętego ignorowane jest w niej całkowicie. Maryja nazywana jest „siostrą Aarona”, „siostrą Mojżesza” i „córką Imram” (hebr. Amram), który był ich ojcem (Lb 26, 59), tak więc myli się Ją z prorokinią Marią (Wj 15, 21), która żyła mniej więcej 12 wieków przed Chrystusem! Jakby tego nie było dość, jest Ona uważana za jedną z osób chrześcijańskiej Trójcy Świętej, tak znienawidzonej i zawzięcie negowanej, ponieważ według Koranu składa się ona z Boga (Ojca), Maryi (Matki) i Jezusa (Syna): „Jezus nigdy nie powiedział: traktujcie mnie i moją matkę jako dwa bóstwa, przed Bogiem”! (5, 116).

8] Na koniec, § 3 Nostra aetate wydaje się chwalić muzułmanów i przedstawiać ich jako przykład dla katolików, ponieważ „oczekują dnia sądu, w którym Bóg będzie wymierzał sprawiedliwość wszystkim ludziom wskrzeszonym z martwych. Z tego powodu cenią życie moralne i oddają Bogu cześć głównie przez modlitwę, jałmużny i post”. Dalej czytamy: „Jeżeli więc w ciągu wieków wiele powstawało sporów i wrogości między chrześcijanami i mahometanami, święty Sobór wzywa wszystkich, aby wymazując z pamięci przeszłość szczerze pracowali nad zrozumieniem wzajemnym i w interesie całej ludzkości wspólnie strzegli i rozwijali sprawiedliwość społeczną, dobra moralne oraz pokój i wolność”.

Wbrew faktom historycznym krwawe, długie i okrutne walki, wiara przeciw wierze, które musieliśmy toczyć przez stulecia, by odeprzeć napór islamu, zredukowane zostały do rozmiaru „sporów i wrogości”. Pomija się też milczeniem ogromne różnice pomiędzy islamską i katolicką eschatologią (brak wizji uszczęśliwiającej, cielesne rozkosze Nieba, wieczność kar piekielnych zarezerwowana tylko dla niewiernych) oraz pomiędzy ich i naszą koncepcją „życia moralnego” i „oddawania czci”: islam jest religią, która nie tylko zezwala na niedopuszczalne moralnie struktury, jak poligamia z wszystkimi jej następstwami, ale również gwarantuje zbawienie przez samo spełnianie formalnych praktyk kultu; jest więc religią czysto zewnętrzną i formalistyczną, w większym nawet stopniu niż faryzeizm, wyraźnie potępiony przez Chrystusa Pana (por. Mt 6, 5).
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29719 Przeczytał: 66 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 13:30, 23 Lis 2009 Powrót do góry

C.D.

Wszystko to zostało pominięte milczeniem, by zachęcić nas do współpracy. Jest ona jednak niemożliwa z tego prostego powodu, że muzułmanie nadają słowom „sprawiedliwość społeczna”, „pokój”, „wolność” etc. takie znaczenie, jakie nadał im Koran albo słowa czy dzieła Mahometa, znaczenie uświęcone wiekami „ortodoksyjnej” interpretacji: ich islamski sens całkowicie różni się od naszego.

Np. muzułmanie nie pojmują pokoju w sposób, w jaki rozumie go obecny papież. Nie wierzą, że mogą żyć pod rządami niewiernych. Dlatego właśnie dzielą świat na dwie części: tę, w której panuje islam – i resztę świata, z konieczności wrogą (chyba że nawróci się ona i podporządkuje mahometanom), co do której społeczność islamska wierzy, że jest z nią w stanie nieustannej wojny. Tak więc dla nich pokój nie jest celem samym w sobie, pozwalającym na koegzystencję z różnymi narodami i religiami, jest jedynie środkiem wymuszonym przez okoliczności, zmuszające ich do zawarcia rozejmu z niewiernymi. Jednak rozejm musi trwać tylko ograniczony czas, nie może nigdy przekroczyć dziesięciu lat, i za każdym razem, gdy tylko są ku temu środki, wojna powinna zostać wznowiona.

Dla muzułmanina jest to prawny, religijny i moralny obowiązek. Pozostaje on w mocy aż do ostatecznej i nieuniknionej bitwy, której rezultatem ma być ustanowienie islamskiego państwa światowego.

Strona 66-74

9) W § 4 Nostra aetate czytamy: „A choć władze żydowskie wraz ze swymi zwolennikami domagały się śmierci Chrystusa, jednakże to, co popełniono podczas Jego męki, nie może być przypisane ani wszystkim bez różnicy Żydom wówczas żyjącym, ani Żydom dzisiejszym. Chociaż Kościół jest nowym Ludem Bożym, nie należy przedstawiać Żydów jako odrzuconych ani jako przeklętych przez Boga, rzekomo na podstawie Pisma świętego”.

Widać wyraźnie, że jest to próba ograniczenia odpowiedzialności za bogobójstwo do małej grupy osób prywatnych, podczas gdy Sanhedryn, najwyższa władza religijna, reprezentował cały judaizm. Z tego właśnie powodu mówiło się zawsze się o zbiorowej odpowiedzialności religii żydowskiej i narodu żydowskiego za odrzucenie Mesjasza i Syna Bożego, jak jest to niepodważalnie stwierdzone w Piśmie świętym: „I odtąd Piłat starał się go wypuścić. Lecz żydzi wołali, mówiąc: Jeśli tego wypuścisz, nie jesteś przyjacielem cesarskim; każdy bowiem, kto czyni się królem, sprzeciwia się cesarzowi” (J 19, 12); „A odpowiadając, wszystek lud rzekł: Krew jego na nas i na syny nasze!” (Mt 27, 25).

Mylące jest również stwierdzenie, że „nie należy przedstawiać Żydów jako odrzuconych ani jako przeklętych przez Boga, rzekomo na podstawie Pisma świętego”. Brakuje tu rozróżnienia pomiędzy indywidualnymi osobami a religią żydowską. Jeśli chodzi o indywidualnych Żydów, stwierdzenie to jest prawdziwe, czego dowodem jest wielka liczba nawróceń z judaizmu na przestrzeni wieków. Jednak jeśli chodzi o judaizm jako religię, stwierdzenie to jest zarówno błędne, jak i nielogiczne. Jest błędne, ponieważ sprzeciwia się tekstom Ewangelii i stałej wierze Kościoła począwszy od samego jego założenia (por. Mt 21, 43: „Dlatego powiadam wam, że będzie odjęte od was Królestwo Boże i będzie dane narodowi, czyniącego owoce jego”).

Jest nielogiczne, ponieważ jeśli Bóg nie odrzucił religii żydowskiej i narodu żydowskiego (w czasach Pana Jezusa stanowiły one nierozerwalną jedność) w sensie religijnym, wówczas przepisy Starego Prawa musiałyby być uważane za wciąż obowiązujące i stanowiące konkurencję dla Nowego Testamentu. Sankcjonowałoby to bezpodstawne oczekiwanie na Mesjasza, nadzieję wciąż obecną wśród dzisiejszych żydów! Wszystko to tworzy całkowicie błędny wizerunek judaizmu i jego stosunku do chrześcijaństwa.

10) W § 16 Dei verbum głosi, wbrew odwiecznej nauce Kościoła oraz wbrew całej katolickiej egzegezie, że księgi Starego Testamentu wyjaśniają i tłumaczą Nowy Testament, podczas gdy zawsze nauczano prawdy dokładnie przeciwnej, czyli że to Nowy Testament rzuca światło na Stary i wyjaśnia go: „Bóg, sprawca natchnienia i autor ksiąg obydwu Testamentów, mądrze postanowił, by Nowy Testament był ukryty w Starym, a Stary w Nowym znalazł wyjaśnienie. Bo choć Chrystus ustanowił Nowe Przymierze we krwi swojej (por. Łk 22, 20; 1 Kor 11, 25), wszakże księgi Starego Testamentu, przyjęte w całości do nauki ewangelicznej, w Nowym Testamencie uzyskują i ujawniają swój pełny sens (do tego momentu zdanie prawdziwe – red. „The Angelus”) i nawzajem oświetlają i wyjaśniają Nowy Testament” (zdanie fałszywe, sprzeczne z poprzednim – red. „The Angelus”).

11) Zaniechanie działalności misyjnej w stosunku do wyznawców innych religii. Zamiast nawoływać wiernych do odnowienia zapału w nawracaniu jak największej liczby niewierzących i uwalniania ich z ciemności, w których żyją, w § 2 Nostra aetate sobór „wzywa synów swoich, aby z roztropnością i miłością przez rozmowy i współpracę z wyznawcami innych religii, dając świadectwo wiary i życia chrześcijańskiego, uznawali, chronili i wspierali owe dobra duchowe i moralne, a także wartości społeczno-kulturalne, które u tamtych się znajdują”.

Innymi słowy, synowie Kościoła powinni zachowywać się w taki sposób, by buddyści, hinduiści, muzułmanie, żydzi etc. pozostali buddystami, hinduistami, muzułmanami, żydami etc. i powinni „wspierać” wartości społeczno-kulturalne ich – wrogich objawionej Prawdzie – religii. Wezwanie to jest wyrazem ogólnej zasady głoszonej przez sobór w odniesieniu do „Kościoła”, który miał się narodzić z jego reform i który określa sam siebie jako „Kościół soborowy” (por. kard. Benelli), zasady, która mówi „ludowi Bożemu” – kapłanom i świeckim – jaką postawę powinni oni zająć wobec „braci odłączonych” i niechrześcijan.

Te i inne wezwania duszpasterskie (np. § 17 Lumen gentium; § 28 Gaudium et spes; § 4 Unitatis redintegratio) stanowią otwarte odrzucenie nakazu danego Apostołom przez Zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody” (Mt 28, 19), nakazu który, mutatis mutandis, obowiązuje, w miarę ich możliwości, wszystkich wiernych, ponieważ każdy katolik, jako miles Christi (żołnierz Chrystusowy) musi dawać świadectwo Wierze przez uczynki miłosierne względem ciała i względem duszy.

Czy może nas zatem dziwić, że skutkiem tego wezwania setki tysięcy katolików stały się od tej pory buddystami czy muzułmanami, podczas gdy nawrócenia z buddyzmu i islamu praktycznie zanikły? Czyż nie jest to wystarczający dowód, że kryzys okresu posoborowego ma swe korzenie w fałszywej doktrynie, którą nasycone są teksty deklaracji Vaticanum II?

Strona 77-79
Tekst za: „The Angelus”, wrzesień 2003. Przełożył Tomasz Maszczyk.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29719 Przeczytał: 66 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 13:03, 24 Cze 2013 Powrót do góry

Cytat:
(...)
1) II Sobór Watykański bezpodstawnie twierdzi, że wyznawcy religii niechrześcijańskich, podobnie jak my, wierzą w Boga Stwórcę. W Gaudium et spes w § 36 czytamy: „wszyscy wierzący, jakąkolwiek wyznawaliby religię, zawsze w mowie stworzeń słyszeli głos i objawienie Stwórcy”. W odniesieniu do religii niechrześcijańskich jest to kłamstwo. Przytoczmy tylko dwa przykłady: hinduizmu i buddyzmu, którym całkowicie obca jest idea Boga jako Stwórcy wszechświata z niczego, objawiającego się swoim stworzeniom. Obie te religie głoszą, że świat jest emanacją bezosobowej, kosmicznej i wiecznej siły, istniejącej we wszystkich rzeczach, od której to siły wszystko pochodzi i do której powraca, stając się jej częścią, rozpuszczając się w niej.
(...)

MŁOT NA GAUDIUM ET SPES:

„Rzecz dziwna, filozofowie, jak Kant np., zeszli na tak dalekie manowce, że w tej miłości, którą Bóg ponad wszystko Siebie miłuje, ujrzeli nie świętość samą, ale najwyższą miłość własną. Twierdzili przeto, że Bóg w ten sposób nie może nade wszystko Siebie miłować i że nie mógł On stworzyć świata dla własnej chwały, ale li tylko dla nas; że, w następstwie, nie Jego winniśmy nade wszystko miłować, lecz własną osobistą swą godność.

To niepojęte błądzenie za ideał nam stawia samolubny egoizm, pod pozorem niemożności przepisywania jego Bogu. Miesza ono dwa przeciwne pojęcia: świętości i egoizmu samolubnego, zapomina bowiem ten ostatni określić.

Samolubny egoizm jest nieuporządkowaną miłością siebie, na skutek której przekładamy siebie ponad Dobro Najwyższe, czyli Boga, oraz ponad rodzinę i ojczyznę. Czy jednakże Bóg może ponad Najwyższe Dobro przekładać Siebie? Nie, gdyż utożsamia się nim.

A zatem, Bóg siebie miłując ponad wszystko, miłuje ponad wszystko Dobro Najwyższe; gdyby postępował inaczej, znaleźlibyśmy się wobec niepojętego nieładu, podobnego do tego wypadku, gdy skąpiec bardziej złoto niż własną godność miłuje. Gdyby Bóg swoje stworzenia bardziej, niż Siebie miłował, byłby to w Nim niejako grzech śmiertelny, czyli ostatnia z niedorzeczności.

Kiedy zatem Bóg stwarza, bynajmniej tego nie czyni z samolubnego egoizmu, lecz przeciwnie, dla objawienia Swojej dobroci; jeśli On sobie wszystko podporządkował, to dlatego, alby wszystko skierować do Dobra Najwyższego , dla największego naszego szczęścia; szczęśliwość nasza niezrównanie jest większa, jeżeli polega na posiadaniu Boga, na miłowaniu Go i chwaleniu, niż kiedy polega na lubowaniu we własnej swej osobistej godności. Podobnież i nasza chwała jest tym większą, im bardziej chwalimy Boga. „Non nobis Domine, non nobis, sed Nomini Tuo da gloriam!”

o. Reginald Garrigou-Lagrange OP, Opatrzność a ufność Bogu, Gniezno 1934, s.137-138.

Image

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Śro 15:39, 19 Lis 2014, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29719 Przeczytał: 66 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 15:44, 19 Lis 2014 Powrót do góry

"W doktrynie całościowo fałszywej prawda nie jest duszą doktryny, ale niewolnicą błędu."

- O. Réginald Marie Garrigou-Lagrange OP


- Źródło: De revelatione.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29719 Przeczytał: 66 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 19:29, 19 Gru 2015 Powrót do góry

Odnośnie Nostra aetate. Dokument soborowy ma takie brzmienie:

Cytat:
(...) A choć władze żydowskie wraz ze swymi zwolennikami domagały się śmierci Chrystusa, jednakże to, co popełniono podczas Jego męki, nie może być przypisane ani wszystkim bez różnicy Żydom wówczas żyjącym, ani Żydom dzisiejszym.(...)


To wydaje się zgodne z nauką św. Tomasza, który pisał tak (Suma teologiczna III, 45 a. 5 ad 3; 46 a. 6):

Cytat:
Książęta żydowscy poznali Chrystusa, a jeśli czegoś o Nim nie wiedzieli, była to nieświadomość umyślna, więc nie zwalniająca od winy. Grzech ich był przeto grzechem najcięższym, zarówno ze względu na rodzaj grzesznego czynu, jak i ze względu na złą wolę. Lud żydowski zgrzeszył bardzo ciężko z uwagi na obiektywny charakter czynu, wszakże winę jego pomniejsza nieświadomość.

[link widoczny dla zalogowanych]

To oczywiste, że Apostołowie i inni członkowie narodu żydowskiego, którzy opowiedzieli się za Chrystusem, nie ponosili żadnej winy. Nie ponieśli jej także ci, którzy na przykład żyli w diasporze i nie zetknęli się z Chrystusem podczas Jego ziemskiej działalności.

Otwarta pozostaje kwestia, na ile mogą tę odpowiedzialność ponosić ci, którzy później przyłączyli się do wiarołomstwa Synagogi, przyjmując za swoje wszystkie jej błędy i bluźnierstwa. Pewne jest to, że cierpią z powodu kary, jaka spotkała cały naród, ale osobistą winę za śmierć Chrystusa trudno im przypisać.

Trzeba też zawsze pamiętać, że Chrystus Pan poniósł śmierć za wszystkich ludzi, także za nasze grzechy, dlatego w sensie szerszym, duchowym, wszyscy jesteśmy za to odpowiedzialni.


"(...) Bóg, do którego modlą się dziś żydzi, to Bóg, który jest jeden, ale też przede wszystkim Bóg antytrynitarny. Zaprawdę, jeśli dogmat katolicki definiuje tajemnicę Trójcy Świętej jako „tajemnicę jednego Boga w trzech równych i różnych osobach”, żydzi mogliby sformułować swą naukę o Bogu następująco: „tajemnica jednego Boga w jednej osobie”. Tak więc: jedna czy trzy osoby? W rzeczywistości te dwie nauki są ze sobą nie do pogodzenia.(...)"

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)