Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Bł. bp Józef Sebastian Pelczar, Usprawiedliwienie Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28375 Przeczytał: 370 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 9:58, 15 Mar 2014 Powrót do góry

Temat "Usprawiedliwienie" wydzielony stąd:

Kard. Kasper w sprawie nauki o usprawiedliwieniu
(...)
http://www.traditia.fora.pl/kosciol-w-mediach-swiat,61/kard-kasper-w-sprawie-nauki-o-usprawiedliwieniu,3010.html#21696


--------------------------------------------***---------------------------------------


Bł. bp Józef Sebastian Pelczar, Usprawiedliwienie

Usprawiedliwienie jest działaniem łaski Chrystusowej, ale koniecznym jest współdziałanie z łaską, bo człowiek, jako istota rozumna, winien zdążać do swego celu, to jest, do połączenia się z Bogiem ze świadomością i dobrą wolą. Koniecznymi są zatem pewne usposobienia człowieka, gdy idzie o jego usprawiedliwienie przed Bogiem.

Tu właśnie różni się diametralnie nauka katolicka od protestanckiej. Luter chcąc w walce, jaką sam staczał z pożądliwością, uspokoić swe sumienie, wynalazł dla siebie i dla drugich teorię o zewnętrznym usprawiedliwieniu człowieka przez wiarę; twierdził, bowiem, że człowiek, skutkiem grzechu pierworodnego do gruntu skażony, nic sam z siebie dobrego uczynić nie może, co więcej, że każdy jego uczynek jest grzechem, ale że Bóg daje mu gotową już sprawiedliwość i to sprawiedliwość Boga –człowieka, aby nią przyodziać człowiek jakby szatą, tak atoli, że człowiek nie przestaje być grzesznym, tylko, że jego grzechy nie bywają mu poczytane. Tę sprawiedliwość przyswaja sobie człowiek przez wiarę, czyli raczej przez ufność, będącą „mechanicznym narzędziem, jakoby ręką do przyjmowania” sprawiedliwości Bożej. Kto wierzy, a raczej kto ufa, że Bóg przez zasługi Jezusa Chrystusa uznaje go za sprawiedliwego, ten już jest usprawiedliwiony i jedynie przez utratę wiary może to usprawiedliwienie utracić; zresztą jest ono stałe, pewne i u wszystkich ludzi równe. Kto jest usprawiedliwiony, temu inne przysposobienie czy dobre uczynki są niepotrzebne, temu też grzechy wcale nie szkodzą, jak to sam Luter Melanchtonowi zapewniał: „Więcej grzesz i silniej wierz, a bądź wesół w Chrystusie. Od Niego grzech nas nie oderwie, choćbyśmy tysiąckroć na dzień popełnili nieczystość lub zabójstwo”. Podobnie wyraził się najcelniejszy uczeń Lutra Melanchton: „Czyń co chcesz... a nawet grzesz jawnie, zamknij tylko oczy na twe postępowanie, rozważaj boskie obietnice i wierz mocno, że nie ma sędziego w niebie, ale że jest dobry ojciec, który w sercu żywi do ciebie najczulszą miłość”.

Tą nauką zagłuszył Luter swe sumienie, gdy zdeptawszy prawa Kościoła i swe śluby, ze zbiegłą mniszką Katarzyną Bora grzeszny zawierał związek. Ta nauka, dla zmysłowej natury ludzkiej tak wygodna, a w skutkach tak straszna, nie podobała się jednak niektórym nowszym protestantom, jak np. Schleiermacherowi, toteż starali się ją poprawić podnosząc znaczenie uczucia w rzeczach religii, ale za to ściągnęli na siebie zarzut, że się nachylają do dogmatów katolickich, przez Sobór Trydencki określonych.

Błędnie o usprawiedliwieniu uczył również Bajus w XVI i Hermes w XIX wieku. Natomiast Sobór Trydencki na sesji szóstej orzekł, że przez grzech pierworodny wolność woli nie została zniweczona, ale że sama wola bez łaski w porządku nadprzyrodzonym nic uczynić nie może, i że dorośli współdziałając z łaską winni się przygotować do usprawiedliwienia przez osobne akty, z których pierwszym jest wiara. A jakaż wiara jest tu potrzebna? Czy taka, jakiej protestanci wymagają, to jest, sama ufność, że człowiek dla zasług Chrystusa dostąpi od Boga usprawiedliwienia? Nie, ale wiara teologiczna, to jest nadprzyrodzone uznanie wszystkich prawd od Boga objawionych, przez wzgląd na nieomylną powagę Boga objawiającego: ta prawda wiary wynika z 12. Kanonu sesji szóstej tegoż Soboru: „Jeżeliby kto twierdził, że wiara usprawiedliwiająca niczym innym nie jest, jak tylko ufnością w Boskie miłosierdzie, odpuszczające grzechy dla Chrystusa, albo że ta ufność sama jedna nas i usprawiedliwia: niech będzie wyklęty”. Sobór zaś oparł się na jasnych słowach Pisma św.: Idąc na wszystek świat opowiadajcie Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i ochrzci się, zbawiony będzie (Mk 16, 15–16); Sprawiedliwy z wiary żyje (Rz l, 17). Bez wiary niepodobna jest spodobać się Bogu. Albowiem przystępującemu do Boga potrzeba wierzyć, iż jest oddawcą tym, którzy Go szukają (Hbr 11, 6) – i na zgodnych świadectwach Tradycji.

Wiara jednak sama nie wystarcza do usprawiedliwienia dorosłych, ale potrzebne są prócz tego inne cnoty, jak bojaźń święta, ufność w miłosierdzie Boże, początkowa miłość, obrzydzenie grzechów z żalem za grzechy, postanowienie poprawy i chęć przyjęcia Sakramentów; a pomaga wielce modlitwa, post i jałmużna. Jasno wyłożył tę prawdę wiary Sobór Trydencki (sesja VI, kań. 9): „Jeżeliby kto twierdził, że bezbożny bywa usprawiedliwiony przez samą wiarę, w tym rozumieniu, że nic innego nie potrzeba, co by się przyczyniało do otrzymania łaski usprawiedliwienia i że wcale nie jest rzeczą konieczną, aby tenże aktem swej woli przygotował się i przysposobił: niech będzie wyklęty”.

Przygotowanie do usprawiedliwienia u dorosłych jest niezbędne, ale samo przez się człowieka nie usprawiedliwia i usprawiedliwienia nie wysługuje, bo jak orzekł Sobór Trydencki, sprawczą tegoż przyczyną jest Bóg miłosierny, który dla zasług Jezusa Chrystusa przez Ducha Świętego łaskę uświęcającą w duszy rozlewa. Przygotowanie to tylko sprawia, że człowiek przy pomocy łaski uczynkowej usuwa przeszkody (mianowicie przywiązanie cło grzechu), a przez nadprzyrodzone akty wiary, ufności, żalu i początkowej miłości oddaje się Bogu, by do niego przyszedł przez łaskę uświęcającą i w nim działał. Tego właśnie Bóg pragnie, gdy w Piśmie św. mówi: Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśliby kto usłyszał głos mój i otworzył mi drzwi, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną (Ap 3, 20).

Na czym polega usprawiedliwienie? Według Lutra i Kalwina jest to tylko zewnętrzne i jakby sądowe przyswojenie człowiekowi zasług Jezusa Chrystusa, które grzechów nie gładzi, ale je przykrywa, tak, że człowiek uchodzi za sprawiedliwego, acz jest w istocie grzesznikiem splamionym na duszy. Natomiast Kościół katolicki uczy, że usprawiedliwienie polega na odpuszczeniu grzechów i wewnętrznym odnowieniu człowieka przez wlanie łaski. Że Bóg w usprawiedliwieniu odpuszcza i gładzi grzechy, tj. winę i karę wieczną, jest prawdą wiary wynikającą z orzeczenia Soboru Trydenckiego (sesja V, kań. 5): „Jeżeli kto twierdzi, że przez łaskę Jezusa Chrystusa, Pana naszego... nie bywa zniesione to wszystko, co stanowi właściwą istotę grzechu; ale mówi, że grzech bywa tylko ścierany, albo że już nie bywa poczytany: niech będzie wyklęty”. Wszakże Bóg sam w Piśmie św. zapewnia: Zgładziłem jako obłok nieprawości twoje, a jak mgła grzechy twoje (Iz 46, 22); toż słusznie modlił się Prorok: Według mnóstwa litości Twoich zgładź nieprawość moją... i od grzechu mojego oczyść mię (Ps 50, 3–4), w Nowym zaś Zakonie jest mowa o Baranku Bożym, który gładzi Grzechy świata (J 1, 29), i o krwi Jego, co nas oczyszcza od wszelkiego grzechu O l, 7), tak, że Apostoł Paweł mógł pisać do Koryntian: Ale jesteście omyci, ale jesteście poświęceni, ale jesteście usprawiedliwieni (1 Kor 6, 11) i znowu: Nie masz żadnego potępienia tym, którzy są w Chrystusie (Rz 8, 1).

Jest również dogmatem wiary, że usprawiedliwienie nie polega na samym przypisaniu człowiekowi sprawiedliwości Chrystusowej, ani na samym odpuszczeniu grzechów, ale także na wewnętrznym odnowieniu i uświęceniu; to zaś usprawiedliwienie sprawia łaska uświęcająca i miłość z łaską złączona, którą Duch Święty wlewa w serca ludzi, i która w nich pozostaje, a nie jest samą tylko życzliwością ze strony Boga. Orzekł to przeciw protestantom Sobór Trydencki (sesja VI, kan. 10): „Jeżeli kto przeczy, że przez łaskę Jezusa Chrystusa Pana naszego, która otrzymuje się na chrzcie, bywa odpuszczona wina grzechu pierworodnego, albo też utrzymuje, że łaska ta nie znosi tego wszystkiego, co stanowi właściwą istotę grzechu, że grzech bywa tytko ścierany, albo że nie bywa poczytany: niech będzie wyklęty”.

Wynika to jasno z tych słów Pisma św., że przez łaskę jezusową odnawiamy się duchem umysłu naszego i obtoczymy w człowieka nowego, który wedle Boga stworzony jest w sprawiedliwości i świętości prawdy (Ef 4, 22–24), że się odradzamy na żywot wieczny (J 3, 5), że jeżeli przez grzech Adama stajemy się wewnętrznie grzesznymi, tedy przez odkupienie Zbawiciela mamy się stać wewnętrznie świętymi (Rz 5, 19). Cóż jest przyczyną usprawiedliwienia?

Oto według Soboru Trydenckiego (sesja VI, rozdz. 7), przyczyną sprawczą jest miłosierdzie Boże, przyczyną zasługującą jest męka i śmierć Pana naszego Jezusa Chrystusa, przyczyną celową jest chwała Boża, uwielbienie Chrystusa, żywot wieczny dla ludzi, przyczyną instrumentalną i szczególną jest sakrament chrztu jako sakrament wiary, bez której nikt nie może dostąpić zbawienia; przyczyna formalną jest sprawiedliwość Boża, nie ta, mocą której Bóg sam jest sprawiedliwy, ale ta, przez którą nas czyni sprawiedliwymi, iż odnowieni na duchu nie tylko uchodzimy za sprawiedliwych, ale sprawiedliwymi rzeczywiście jesteśmy, czyli łaska uświęcająca. Z tego widoczna, że usprawiedliwienie jest dziełem Bożym wielkim i wspaniałym; a nie tchną wcale przesadą słowa św. Augustyna (Tract. 72 in Joan II, 3), że większym jest dziełem bezbożnego uczynić sprawiedliwym, niż stworzyć niebo i ziemię, bo niebo i ziemia przeminie, zbawienie zaś wybranych trwać będzie. Można też powiedzieć, że przywrócenie grzesznika do stanu łaski większym stosunkowo jest cudem, aniżeli wskrzeszenie umarłego.

Jakże się to usprawiedliwienie odbywa? Oto tak, że Bóg wlewa duszy łaskę uświęcającą; środkiem zaś do tego jest już to chrzest św. dla dzieci i dla dorosłych niewiernych, byle należycie przysposobionych, już to sakrament Pokuty, albo akt doskonałej skruchy z niewyraźnym przynajmniej pragnieniem spowiedzi dla tych, którzy przez grzech śmiertelny łaskę na chrzcie otrzymaną utracili.

Zawsze Wierni, nr 26, 01-02.1999, s. 118.

[link widoczny dla zalogowanych]



Usprawiedliwienie jest dziełem Bożej łaski, dzięki któremu człowiek przechodzi ze stanu grzechu do stanu sprawiedliwości i świętości. Doktryna katolicka, zdefiniowana na Soborze Trydenckim, utrzymuje, że usprawiedliwienie grzesznika jest wewnętrzne – naprawdę odnawia ono serce człowieka. Dla protestantów usprawiedliwiony nie zmienia się, ale Bóg nie poczytuje mu już jego grzechu ze względu na zasługi Chrystusa. Jest to usprawiedliwienie zewnętrzne.


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Nie 13:40, 15 Maj 2016, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28375 Przeczytał: 370 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 10:47, 15 Mar 2014 Powrót do góry

John Vennari, Papież Jan Paweł II popiera porozumienie luterańsko-katolickie

W dniu 25 czerwca 1998 roku Papieska Rada ds. Popierania Jedności Chrześcijan ogłosiła, że Watykan zaaprobował luterańsko-katolicką Deklarację wspólną o usprawiedliwieniu, będącą wynikiem ponad 30-letnich wysiłków międzyreligijnych. Porozumienie to ogłoszono jako wielki przełom w stosunkach ekumenicznych miedzy katolikami i luteranami.

Deklarację opracowano pod przewodnictwem Edwarda kardynała Cassidy’ego, Prefekta Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan, odpowiedzialnego za wydanie innych rewolucyjnych dokumentów, takich jak Dyrektorium w sprawie realizacji zasad i norm dotyczących ekumenizmu z 1993 r. które wprowadza ekumenizm we wszystkie dziedziny życia Kościoła [1], oraz Deklaracja z Balamand z tego samego roku, stwierdzająca, że Kościół Rzymski i schizmatyckie prawosławie są teraz „kościołami siostrzanymi”, które nie mogą wobec siebie uprawiać prozelityzmu [2]. Watykan zaaprobował tekst Deklaracji wspólnej z zastrzeżeniami – Święta Kongregacja Doktryny Wiary zażądała dalszej dyskusji nad tym, co uznała za trzy niezadowalające punkty dokumentu.

Chociaż dokładna analiza Deklaracji nie jest celem tego artykułu, należy tutaj przekazać kilka ogólnych komentarzy. Celem tego ekumenicznego dialogu i Deklaracji wspólnej jest próba osiągnięcia przez luteranów i katolików wspólnego rozumienia doktryny o usprawiedliwieniu – w jaki sposób człowiek staje się „sprawiedliwym” w oczach Bożych. Każdy, kto dysponuje elementarną wiedzą na temat różnicy pomiędzy doktryną katolicką a luterańskim nauczaniem o usprawiedliwieniu natychmiast spostrzeże, że osiągniecie owego „wspólnego rozumienia” jest niemożliwe. Te dwie doktryny są sobie diametralnie przeciwne. Tymczasem mimo oczywistej bezcelowości tego przedsięwzięcia, ekumeniczne dyskusje i analizy ciągnęły się przez ponad 30 lat. Ich ostatni produkt, Deklaracja wspólna, jest mieszaniną niespójności, nielogiczności i dwuznaczności.

Mimo to Deklaracja wspólna nie jest wynikiem działań niepohamowanych ekumenistów realizujących swe własne przedsięwzięcia wbrew woli tradycyjnego papieża, który utracił nad nimi kontrolę. Porozumienie luterańsko-katolickie wraz ze wszystkimi pracami, które do niego doprowadziły, uzyskało pełne poparcie papieża Jana Pawła II – wiemy o tym od samych ekumenistów, którzy w swych ekumenicznych pismach celebrują niesłabnący wkład Ojca Świętego w to międzywyznaniowe przedsięwzięcie.

„Ecumenical Trends”, czasopismo z Graymor Friars, Garrison, Nowy Jork, w numerze z czerwca opublikowało artykuł pt. W kierunku pojednania na tle doktryny o usprawiedliwieniu. Autor, Msgr John A. Radano mieszka w Rzymie i jest członkiem Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan.

W swym artykule Radano dokumentuje nieustające poparcie papieża Jana Pawła II dla projektu luterańsko-katolickiego.


Nauczanie o usprawiedliwieniu

Przed omówieniem artykułu z „Ecumenical Trends” koniecznym jest wyjaśnienie fundamentalnej różnicy pomiędzy katolickim a protestanckim nauczaniem o usprawiedliwieniu, w celu ukazania absurdalności ideału „wspólnego konsensusu”.

Jako katolicy wyznajemy prawdziwą doktrynę o usprawiedliwieniu, ilekroć używamy terminu „łaska uświęcająca”. Łaska uświęcająca jest dokładnie tym, co zawiera w swoim określeniu – łaską, która uświęca duszę. Poprzez łaskę uświęcająca, jesteśmy rzeczywiście obmywani z grzechu i stajemy się sprawiedliwymi w oczach Bożych; stajemy się świątyniami Ducha Świętego, przybranymi synami Bożymi i dziedzicami Nieba. Ta laska wszczepia w nasze dusze Boże życie Najświętszej Trójcy. Nauczanie to jest silnie zakorzenione w Piśmie świętym. Nasz Pan powiedział: „Jeśli mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, t przyjdziemy do Niego, i będziemy u Niego przebywać” (J 14, 23). Co więcej, św. Paweł jasno naucza: „Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście” (1 Kor 3, 16–17). Tak samo św. Piotr potwierdza to nauczanie: „Przez nie zostały nam udzielone drogocenne i największe obietnice, abyście się przez nie stali uczestnikami Boskiej natury” (2 P 1, 4).

Poprzez łaskę, nasza ludzka natura jest „przebóstwiona”. To dlatego jeden z Ojców Kościoła zauważył kiedyś, że gdybyśmy mogli zobaczyć duszę dziecka, które właśnie otrzymało łaskę uświęcającą poprzez chrzest, to bylibyśmy zmuszeni do uklęknięcia i oddania jej czci z uwagi na jej świętość i piękno. Łaska czyni nas również zdolnymi do zasłużenia sobie na wieczne zbawienie. Przez naszą współpracę z łaską możemy osiągnąć wzrost uświęcenia i zasłużyć na wieczną nagrodę. Bez łaski nie możemy uczynić nic w kierunku zwiększenia jakiejkolwiek nadprzyrodzonej zasługi. Nasz Pan powiedział: „Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeśli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie” (J 15, 4) – możemy wiec jedynie „przynosić owoc w Chrystusie” poprzez łaskę uświęcającą. Ze względu na grzech pierworodny, nasza ludzka natura pozostaje upadła i nosi rany niewiedzy, słabości, złości i pożądliwości. Tym niemniej poprzez łaskę nasze dusze stają się święte i miłe w oczach Bożych, a łaska ta daje nam niezbędne wsparcie w naszej walce przeciw grzechowi, diabłu i naszej upadłej naturze. Łaskę uświęcającą otrzymujemy najpierw przez chrzest. Jeśli łaska zostanie utracona przez grzech śmiertelny, może zostać przywrócona przez dobrą spowiedź. Inne sakramenty, a zwłaszcza Najświętsza Eucharystia dają wzrost łaski uświęcającej. Obok sakramentów, innym podstawowym środkiem służącym wzrostowi łaski uświęcającej w naszych duszach jest modlitwa. W skrócie, katolickie nauczanie o usprawiedliwieniu sprowadza się do tego, że poprzez łaskę usuwany jest grzech, a my stajemy się świętymi w oczach Bożych, poprzez uobecnienie Jego Boskiego Życia w naszych duszach. Jest to niezmienne nauczanie przekazywane przez Kościół katolicki od czasów Chrystusa, Apostołów i najstarszych Ojców [3].

Luterańska herezja przeciwnie, utrzymuje, że człowiek, który jest wewnętrznie zepsuty, nie może zostać obmyty z grzechu – nie jest możliwe, aby dusza ludzka została wewnętrznie uświęcona przez rzeczywiste uobecnienie Ducha Świętego. Luter, a z nim większość protestantów twierdzi, że zostajemy usprawiedliwieni poprzez uczynienie „aktu wiary” w zbawczą moc Chrystusa – „uwierzcie w Pana Jezusa Chrystusa a będziecie zbawieni”. Dzięki temu „aktowi wiary” [4] jesteśmy „osłonięci” Krwią Chrystusa. Jednakże nie jesteśmy obmyci z grzechów, nasze grzechy pozostają. Gdy jednak Bóg patrzy na nas z góry, po tym jak uczyniliśmy ów „akt wiary”, nie widzi już naszych grzechów i ich nam nie wyrzuca, gdyż jesteśmy teraz „pokryci” Krwią Chrystusa. Zgodnie z luterańskim nauczaniem w taki właśnie sposób jesteśmy usprawiedliwieni, stajemy się miłymi w oczach Bożych. W celu zilustrowania tej zasady Marcin Luter posłużył się analogią, według której „zbawiony” chrześcijanin jest niczym góra nawozu pokryta śniegiem. Lśniąca śnieżna góra jest miła dla oka, lecz w rzeczywistości jest piramidą brudu i zepsucia. Tak samo jest z nami. Podczas gdy jesteśmy „zbawiani”, nasza dusza pozostaje górą nawozu grzechowego, lecz jest pokryta piękną, śnieżną łaską, którą jest zbawcza Krew Chrystusa.

Ta groteskowa nauka o usprawiedliwieniu pociąga za sobą różnorakie konsekwencje dla całego systemu protestanckiego, zwłaszcza w takich kwestiach jak sakramenty, zasługa i eklezjologia. System luterański będzie rzecz jasna negował sakramenty. Z uwagi na to, że człowiek jest wewnętrznie zepsuty, nie może być mowy o czymś takim jak sakramenty, które usuwają grzech i dają, wewnętrzne uświęcenie. Co więcej, w systemie protestanckim niemożliwym jest zasłużenie sobie na jakąkolwiek nadprzyrodzona nagrodę, ponieważ nawet w stanie „odkupionym” dusza jest górą grzechu i jest niezdolna wejść w posiadanie jakiejkolwiek nadprzyrodzonej zasługi.

Ta fałszywa koncepcja usprawiedliwienia pociąga za sobą również całkowicie różną konstrukcję tego, co ma być „kościołem”. Dla protestanta Kościół nie jest ustanowioną przez Boga instytucją, która ma nauczać, rządzić i uświęcać w imieniu Chrystusa. Wielki o. Denis Fahey wyjaśnia, że dla protestantów Kościół jest „niczym innym jak tylko zgromadzeniem tych, którzy na skutek wewnętrznie uzyskanej świadomości odpuszczenia grzechów posiadają sprawiedliwość Chrystusową daną im przez Boga i zgodnie z tym są przeznaczeni do życia wiecznego” [5]. Ten niewidzialny „kościół” jest jedynie zbiorem jednostek, które same uczyniły swój subiektywny „akt wiary”, a ich liczba znana jest tylko Bogu. Protestant chodzi do kościoła nie po to, aby uzyskać wzrost łaski uświęcającej poprzez Mszę i sakramenty, lecz po to, aby złączyć się w modlitwie ze wspólnotą wierzących i umocnić swe przekonania religijne dzięki entuzjastycznemu kazaniu.

Podsumowując, według Prawdy katolickiej doznajemy usprawiedliwienia od wewnątrz, tj. otrzymując łaskę uświęcającą, która usuwa grzech i wszczepia w duszę świętość Bożą. Protestancki błąd sprowadza się do stwierdzenia, że łaska jest czymś, co od zewnątrz pokrywa duszę, niczym lukier zepsute ciastko. Nie usuwa ona grzechu. Nie daje duszy wewnętrznej świętości. Jest więc rzeczą oczywistą, że „obustronny konsensus” między katolikami i luteranami na tle doktryny o usprawiedliwieniu nigdy nie może zostać osiągnięty. W rzeczywistości istnieją tylko trzy sposoby osiągnięcia porozumienia. Albo luteranin porzuci swoje błędy i przyjmie objawioną przez Boga prawdę katolicką, albo też katolik porzuci swą prawdziwą wiarę i zaakceptuje protestanckie błędy. Trzecim rozwiązaniem jest stworzenie nowej, ekumenicznej teologii, w której paradoksy i sprzeczności nie będą stanowiły żadnego problemu, a dobrem najwyższym będzie ekumeniczna jedność zamiast objawionej prawdy.

Spośród tych trzech rozwiązali, jedynie pierwsze jest możliwe do przyjęcia dla katolików. Jednak nawrócenie niekatolików do jedynego prawdziwego Kościoła nie wydaje się być dla dzisiejszych ekumenistów i Jana Pawła II jasno określonym celem w owym ciągłym „poszukiwaniu” ekumenicznej jedności.


Jan Paweł II: posłaniec ekumenizmu.

Papież Jan Paweł II na dobre poświęcił się liberalnym nowościom ekumenizmu, pozostawiwszy po sobie dwudziestoletni ciąg wypowiedzi i działań, które świadczą o tym ponad wszelką wątpliwość. Ekumeniczne zdeterminowanie Jana Pawła II najlepiej widać w jego encyklice Ut unum sint z roku 1995. Dokument ten, jeden z najbardziej radykalnych w historii Kościoła, mógłby być słusznie nazwany Sumą ekumeniczną. Zachęca do tak rewolucyjnych rozwiązań, jak:

– stworzenie „wspólnego martyrologium” zawierającego świętych katolickich oraz „świętych” prawosławnych i protestanckich (84);

– przebudowa papiestwa według wzorców ekumenicznych (95).

W jednym szokującym zdaniu Papież wyraża „radość” z faktu, że w pewnych okolicznościach niekatolicy, którzy nie maja intencji powrotu do Kościoła katolickiego, mogą przyjmować sakrament Eucharystii (46) [6]. W tej samej encyklice papież Jan Paweł II chwali Dyrektorium w sprawie realizacji zasad i norm dotyczących ekumenizmu z 1993 r. [16, 42, 58]. Dyrektorium wprowadza ekumenizm we wszystkie dziedziny życia kościelnego i zachęca do wielu bezprecedensowych międzywyznaniowych praktyk, które zawsze były przez Kościół potępiane jako ciężkie grzechy przeciwko Wierze. Dyrektorium:

– pozwala protestantom prowadzić czytania (z wyjątkiem Ewangelii) w Kościele katolickim (133);

– zachęca do wspólnych „ćwiczeń duchownych” i „rekolekcji” między katolikami i protestantami (114);

– pozwala niekatolikom wykładać w seminariach (81);

– nakazuje, aby małe dzieci w szkołach były uczone ekumenizmu [68];

– wprowadza ekumenizm do programów formacyjnych księży i zakonników (51, 70);

– nakazuje kapłanom branie udziału w „ciągłym aggiornamento” ekumenicznego nauczania i działania (91);

– zachęca biskupów diecezjalnych do udostępniania parafii niekatolikom dla ich nabożeństw (137);

– promuje protestancko – katolickie nabożeństwa w kościołach należących do obu wyznań (112);

– zachęca do opublikowania wspólnej, międzywyznaniowej Biblii protestancko – katolickiej (185);

– odwodzi katolików od prób nawracania niekatolików (23, 79, 81, 125);

– zachęca katolików do „radowania się z łaski Bożej” (sic!) u protestantów (206);

– zaleca wybudowanie kościołów, które znajdowałyby się w posiadaniu i użytkowaniu zarówno u katolików, jak i u niekatolików (138);

– zaleca następnie, aby w tych wspólnych kościołach Najświętszy Sakrament był umieszczony w oddzielnej kaplicy lub pomieszczeniu, tak aby nie drażnił niewierzących (139).

O tym przerażającym Dyrektorium Papież Jan Paweł II wyraził się z cicha satysfakcją: „zostało opublikowane z moją aprobatą” (16) [7]. Dlatego też nie powinniśmy być zaskoczeni faktem, że papież Jan Paweł II udzielił swego całkowitego poparcia dla ostatniej Deklaracji wspólnej o usprawiedliwieniu.


Ekumeniczne zachęty papieża Jana Pawła II

We wspomnianym powyżej artykule z „Ecumenical Trends”, międzywyznaniowy aktywista Msgr John A. Radano wyjaśnia, że papież Jan Paweł II udzielił swego pełnego poparcia dla dialogu luterańsko-katolickiego. Radano pisze, iż Papież:

1) „jasno wyrażał poparcie i zachętę dla dialogu między katolikami i luteranami w kwestiach wiary”;

2) domagał się opracowania i oceny wyników;

3) wyrażał swoje poparcie dla obecnego procesu mającego na celu oficjalną aprobatę Deklaracji wspólnej o usprawiedliwieniu” [8].

Msgr Radano wspomina list Papieża wysiany w roku 1983 z okazji pięćsetnej rocznicy urodzin Marcina Lutra do Johannesa kardynała Willebransa, podówczas przewodniczącego Sekretariatu ds. Popierania Jedności Chrześcijan, w którym Ojciec Święty zauważył, że w dialogu osiągnięto już „znaczący stopień zbieżności”. Papież zachęcał do podejmowania dalszych międzywyznaniowych działań z naciskiem na przeszłość, w celu zaangażowania się w „dialog wiary; w dialog, którego solidną podstawą jest to, co łączy nas nawet po podziale, tj. Słowo Pisma świętego, wyznanie Wiary i Sobory starożytnego Kościoła”. Papież domagał się aby dialog ten był kontynuowany „w wierności Wierze darmo otrzymanej, co pociąga za sobą skruchę i gotowość do uczenia się poprzez słuchanie” [9]. To, o czym nie wspomniał Msgr Radano, to fakt, że w swoim liście z okazji pięćsetnej rocznicy urodzin Lutra Jan Paweł II chwalił twórcę protestantyzmu za jego „głęboką religijność” [10], wyrażając tym samym nieuprawnione publiczne uznanie dla człowieka, którego pokrętne poglądy religijne doprowadziły do odrzucenia prawdziwego Kościoła, zaprzeczenia Jego kapłaństwa oraz nauczania, że Msza jest nie do przyjęcia w stopniu większym niż najobrzydliwszy dom publiczny. W tym samym liście Jan Paweł II dyplomatycznie stwierdził, że nasz świat ciągle „przeżywa ogromny wpływ Lutra na bieg historii” [11]. Tak jest w rzeczywistości. To dzięki luterańskiej rewolcie mamy dzisiaj legalizację rozwodów, panoszący się liberalizm, zniszczenie chrystianizmu oraz tragedię całych państw, w których większość mieszkańców odpadła od jedynego prawdziwego Kościoła Chrystusowego. Fakt, że Jan Paweł II, tak poświęcony „jedności”, może kadzić Marcinowi Lutrowi, największemu wrogowi jedności w historii Kościoła, zakrawa na ogromną ironię.

Msgr Radano w dalszej części swego artykułu cytuje papieska zachętę do opracowania wyników tych ekumenicznych przedsięwzięć: „Wyniki tego dialogu muszą być na końcu opracowane przez władze, które go zainicjowały. Jest to niezwykle istotny etap, którego nieraz domagali się uczestnicy dialogu międzywyznaniowego” [12].

Podobnie 5 czerwca 1989 r., w przemówieniu wygłoszonym podczas ekumenicznego nabożeństwa w luterańskiej katedrze w Turku (Finlandia), papież Jan Paweł II wyraził „słowo uznania” dla pracy Międzynarodowego Dialogu Luterańsko – Katolickiego, która zaowocowała „istotnymi stwierdzeniami”. Następnie Ojciec Święty domagał się (opracowania wyników – red. „Zawsze Wierni”); „We właściwym czasie stwierdzenia te muszą zostać poddane badaniom, aby przekonać się, w jakim stopniu dialog doprowadził nas do jedności w wierze” [13].


Papieskie poparcie dla Deklaracji wspólnej

Msgr Radano wyjaśnia, że „przy wielu okazjach papież Jan Paweł II wyrażał swe poparcie dla procesu, który miał na celu oficjalne uznanie Deklaracji wspólnej”. Radano pisze, że papieskie wizyty duszpasterskie w Niemczech w 1980 roku oraz pewne wypowiedzi z roku 1981 byty dla tego procesu bardzo znaczące. Przywołuje dalej nabożeństwo ekumeniczne, któremu Papież przewodniczył 5 października 1991 r. w Vespers, z okazji sześćsetnej rocznicy kanonizacji św. Brygidy Szwedzkiej: „…byli z nim wtedy (z Papieżem – red. „Zawsze Wierni”) luterański arcybiskup Uppsali (Szwecja) Bertil Werkström oraz luterański arcybiskup Turku (Finlandia) John Vikström”. Papież powiedział wówczas, że „dzięki dialogowi teologicznemu ujrzało Światło dzienne ogromne dziedzictwo, które jednoczy luteranów i katolików”; że wyznają oni „tego samego Boga Trójjedynego oraz Syna Bożego, który wcielił się i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia” [14]. Stwierdzenie to jest nieco zaskakujące, gdyż katolicy i luteranie zawsze podzielali wiarę w Trójcę i Wcielenie [15]. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że 30 lat dialogu i miliony dolarów zaangażowane w ekumeniczne przedsięwzięcia zakończyły się jedynie potwierdzeniem oczywistych prawd, o których wszyscy wiedzieli zanim rozpoczęła się jakakolwiek dyskusja ekumeniczna. Jednakże poprzez podkreślenie „wspólnej” katolicko-luterańskiej wiary w Trójcę i Wcielenie Jan Paweł II zdaje się podążać za nowościami soborowego Dekretu o ekumenizmie. W książce zatytułowanej The Reshaping of Catholicism, progresista ks. Avery Dulles zauważa, że wspomniany dokument Vaticanum II ustanawia „nowa,” podstawę jedności, która nie wymaga już od uczestników (dialogu ekumenicznego – red. „Zawsze Wierni”) przyjęcia wszystkich dogmatów zdefiniowanych przez Kościół katolicki. Dulles pisze: „Dekret (Unitatis redintegratio) zachęca wszystkich chrześcijan do wyznania przed całym światem ich wiary w Boga Trójjedynego i wcielonego Syna Bożego. Sobór w sposób oczywisty daje tu do zrozumienia, że dogmaty o Trójcy i Wcieleniu są centralne i fundamentalne dla chrześcijaństwa” [16]. Dulles stwierdza dalej, że zgodnie z dzisiejszym rozumieniem ekumenizmu „warunkiem jedności Kościoła jest osiągnięcie pewnego stopnia porozumienia doktrynalnego”, a „całkowita zgoda we wszystkich kwestiach doktryny jest nieosiągalna i nie powinna być uważana za niezbędną” [17]. W świetle tego, że „całkowite porozumienie” nie wydaje się być celem ekumenicznego zjednoczenia, być może lepiej zrozumiemy niezwykłą nadzieje Jana Pawła II, że „wspólne rozumienie” doktryny o usprawiedliwieniu może zostać wkrótce osiągnięte. Radano cytuje tu słowa Papieża: „Wspólne rozumienie usprawiedliwienia – a sądzimy, że jesteśmy bardzo blisko tego celu – pozwoli nam, jesteśmy pewni, na wyjaśnienie innych kontrowersji pośrednio lub bezpośrednio z nim (usprawiedliwieniem – red. „Zawsze Wierni”) związanych” [18]. Radano pisze, że dzięki poparciu i zachętom Papieża Deklaracja wspólna o usprawiedliwieniu jest w trakcie powstawania od kilku ostatnich lat, a przedstawiano ją do akceptacji różnym „władzom” [19] w latach 1995, 1996 i 1997. Na każdym etapie Ojciec Święty „przedstawiał swoje stanowisko, z każdym rokiem coraz wyraźniejsze, udzielając wzrastającego poparcia dla ostatecznej, pozytywnej konkluzji całego procesu”. W marcu 1995 roku Papież powiedział do uczestników konferencji nt. katolicko – luterańskich stosunków we Włoszech, że w chwili obecnej „osiągnięto podstawowy etap dialogu” oraz że „…musimy pewnie oczekiwać dokumentu, nad którym w chwili obecnej ciężko pracują luteranie i katolicy, a który ma na celu dać wyraz wspólnemu rozumieniu tego centralnego punktu naszej wiary” (usprawiedliwienia – red. „Zawsze Wierni”) [20]. Rok później Ojciec Święty zajął jeszcze bardziej zdecydowane stanowisko. O trwającym dialogu katolicko – luterańskim wyraził się następująco: „Wiele dawnych kontrowersji pojawia się dzisiaj w nowym świetle. Różnice uważane przez poprzednie pokolenia za nie do pogodzenia zostały dzisiaj przezwyciężone” [21].

Warto nadmienić, że według ostatniej Deklaracji wspólnej z czerwca 1998 r. osiągnięto „nowe zrozumienie”, dzięki któremu „wspólny konsensus” stał się możliwy. Znaczący jest fakt, że ani Papież, ani samu Deklaracja wspólna nie precyzują, na czym polega owo „nowe zrozumienie”. W ten sposób poprzez ślepą wiarę wymaga się od nas przyjęcia, że nieprzezwyciężalne różnice między nauczaniem katolickim i luterańskim są nagle do pogodzenia, i to dzięki zaskakującemu i nieokreślonemu „nowemu zrozumieniu”. W dalszej części artykułu Radano cytuje przedziwne stwierdzenie Jana Pawła II: „Jednakże nie wszystkie różnice zostały przezwyciężone; tym niemniej możemy teraz bardziej wnikliwie badać, jaką wagę posiadają te pozostałe różnice” [22]. Jest to jeden z najbardziej zadziwiających cytatów z całej kolekcji.

Wykazaliśmy już niemożliwość jakiegokolwiek „wspólnego konsensusu” między katolickim a luterańskim nauczaniem o usprawiedliwieniu, jako że są one sobie diametralnie przeciwne. Co więcej, w ostatniej watykańskiej Deklaracji wspólnej znajduje się przydługi, dwuznaczny tekst traktujący o różnych drugorzędnych kwestiach, w których katolicy i luteranie rzekomo teraz się zgadzają. Jednak podstawowa różnica w kwestii usprawiedliwienia wcale nie została usunięta. Papież mówi: „Nie wszystkie różnice zostały przezwyciężone”.

W rzeczywistości praktycznie żadne różnice nie zostały przezwyciężone. W tej sytuacji, aby bardziej jeszcze skomplikować sprawę, Jan Paweł II lansuje ideę, według której „inne” elementy spośród tych pozostałych spornych kwestii mogą nie mieć aż takiej wagi. Czy oznacza to, że pierwszorzędna różnica między katolicką i protestancką nauką o usprawiedliwieniu jest jedną z tych kwestii co do której „możemy teraz bardziej wnikliwie badać, jaką wagę posiada”?

Trzeba zwrócić uwagę, że owa pierwszorzędna kwestia „wewnętrznego uświęcenia” jest jedną z tych trzech spraw, co do których Święta Kongregacja Doktryny Wiary zadeklarowała, że nie zostały rozwiązane w sposób satysfakcjonujący. W dalszej części Radano cytuje pewne stwierdzenia Jana Pawła II z roku 1997, które są dokładnie tak samo nużące jak te wspomniane powyżej. Kulminacyjnym cytatem spośród tych ostatnich wypowiedzi jest emfatyczna deklaracja „z drogi ekumenizmu nie ma odwrotu”. Papież mówi: „Kiedy szukamy pozytywnego zakończenia tego procesu, powinniśmy mieć przed oczami modlitwę Pana za swoich uczniów: «aby wszyscy stanowili jedno» (J 17, 21). Ona powinna być naszą motywacją. Jako że jest wolą Chrystusa abyśmy poszukiwali jedności, z drogi ekumenizmu nie może być odwrotu” [23].

Powyższa wypowiedź Ojca Świętego jest echem Nadzwyczajnego Synodu z 1985 roku, który wyraźnie podkreślił, że „ekumenizm głęboko i na trwale wpisał się w świadomość Kościoła” [24]. Radano kończy swój artykuł z „Ecumenical Trends” cytatami z listu apostolskiego Tertio millenio adveniente (1994), wydanego na okoliczność przygotowań Jubileuszu Roku 2000, w którym Jan Paweł II wzywa do „silniejszego postanowienia poprawy i nawrócenia w celu przezwyciężenia podziałów, które narosły zwłaszcza w drugim tysiącleciu”. We wspomnianym liście apostolskim Ojciec Święty lansuje swój pogląd, jakoby „stosowne poczynania ekumeniczne” były pożądane na końcu naszego millennium, „tak abyśmy wobec Wielkiego Jubileuszu mogli stanąć jeśli nie całkowicie pojednani, to przynajmniej o wiele bliżsi przezwyciężenia podziałów powstałych w drugim tysiącleciu”. W tym miejscu Radano wyraża swoje własne zdanie stwierdzając, że Deklaracja wspólna byłaby właśnie takim „stosownym przedsięwzięciem ekumenicznym”. W ostatnim paragrafie swego artykułu Radano starannie zaznacza, że papieskie wypowiedzi na okoliczność Deklaracji wspólnej nie stanowią formalnych decyzji w tej sprawie. „Niemniej jednak – donosi z triumfem Radano – Papież Jan Paweł udzielił swego własnego, nie budzącego wątpliwości poparcia dla procesu, który doprowadzi, miejmy nadzieję, do oficjalnego uznania (Deklaracji wspólnej – red. „Zawsze Wierni”).


Tam gdzie Piotr…

Istnieje starożytna, katolicka formuła: Ubi Petrus, ibi Ecclesia – gdzie Piotr, tam Kościół. Obecne czasy kościelnego chaosu uczą nas, że formuła ta zachowuje swą prawdziwość na dobre i na złe. Tam gdzie Piotr, tam Kościół. Tak więc kiedy mamy silnego papieża, mamy również silny Kościół. Gdy papież jest słaby, i Kościół jest słaby. Gdy papież jest liberalny, to i Kościół jest liberalny, a gdy papież jest ekumeniczny to i Kościół będzie ekumeniczny. Fakt, że nasz obecny Papież zdaje się zbaczać z kursu został zanotowany przez ks. Josepha de Saint Marie, teologa, który był bliskim współpracownikiem Jana Pawła II i który współpracował z Ojcem Świętym przy wielu okazjach [25]. Teolog ten uważał za konieczne delikatnie przestrzec nas przed obecnym zamieszaniem w posoborowym Watykanie: „W obecnych czasach, i jest to jeden z najbardziej oczywistych znaków nadzwyczaj nienormalnego stanu dzisiejszego Kościoła, bardzo często akty Stolicy Apostolskiej wymagają od nas ostrożności i właściwego rozeznania” [26]. W podziwu godny, dyskretny sposób ks. Joseph de Saint Marie dał nam do zrozumienia, że mamy być teraz ostrożni nawet w przypadku dokumentów wydawanych przez najwyższy urząd w Kościele. Ks. Joseph de Saint Marie przestrzega, gdyż zdał sobie sprawę, że obowiązkiem Papieża nie jest propagowanie nowej doktryny (takiej jak ekumenizm), lecz wierne zachowywanie tradycyjnej nauki. Jest to zasada naszej wiary (de fide).

Sobór Watykański I definiując nieomylność papieska nauczał: „Albowiem następcom Piotra Duch Święty został obiecany nie w tym celu, by na podstawie jego objawienia podawali nową naukę, lecz aby przy Jego pomocy święcie zachowywali i wiernie wyjaśniali otrzymane przez Apostołów Objawienie, tzn. depozyt wiary” [27]. Dziś jednak naucza się nowych doktryn, których musimy się strzec. Fakt, że ekumenizm jest nową doktryną, widać wyraźnie w dwóch wspomnianych wcześniej dokumentach. Dyrektorium w sprawie realizacji zasad i norm dotyczących ekumenizmu z 1993 r. zawiera 198 przypisów. Spośród nich tylko 9 pochodzi z okresu sprzed Vaticanum II – wszystko to dlatego, że w dokumentach przedsoborowych nie ma niczego na poparcie ekumenizmu. Podobnie w ultraekumenicznej encyklice Jana Pawła II Ut unum sint są, 162 przypisy, spośród których tylko cztery pochodzą sprzed Soboru. W większości przypisów wspomnianej encykliki Papież albo powołuje się na dokumenty posoborowe, albo też cytuje samego siebie – swoje własne pisma i przemówienia. Dlatego też musimy z żalem przyznać, że w Janie Pawle II nie widzimy Papieża z proroctwa św. Jana Bosco, prowadzącego katolicki okręt do bezpiecznych portów między dwoma filarami: Najświętszą Maryja, Panną i Eucharystią. Widzimy w nim natomiast sternika dziurawej ekumenicznej łódki, lekkomyślnie obierającego kurs na wodospady zakazanej doktryny, sterującego między dwoma zrujnowanymi filarami ekumenizmu i liberalizmu, którym nadał nazwy Gaudium i Spes.


Niezgodnie i linią swoich Poprzedników

Poparcie Jana Pawła II dla ekumenizmu niewątpliwie stawia go w szeregu przeciwników papieży przedsoborowych oraz przekształca cały Kościół w stado religijnych hybryd. Aż do Vaticanum II wszyscy papieże potępiali ekumenizm w postaci, w jakiej jest rozumiany i praktykowany w dniu dzisiejszym. Tradycyjne stanowisko papieży jest najlepiej widoczne w encyklice Piusa XI Mortalium Animos z 1926 roku, która potępiała wszystkie inicjatywy międzywyznaniowe, oraz w Instrukcji dotyczącej Ekumenizmu Piusa XII z 1949 roku, która utrzymywała wszystkie stosowne zasady bezpieczeństwa [28]. Nic dziwnego, że o żadnym z tych dwóch dokumentów nie wspomniano w Dekrecie o Ekumenizmie Soboru Watykańskiego II.

Najwyżsi Pasterze niezmiennie nauczali, że śmiertelnym grzechem jest stawianie jedynej prawdziwej religii Jezusa Chrystusa oraz religii fałszywych na tym samym poziomie, tak jak czyni to ekumenizm. Papież Leon XIII ostrzegał, że „podobne traktowanie wszystkich religii (jak je nazywają) i przyznawanie im równych praw i przywilejów” jest „przyjęciem linii działania, która doprowadzi do bezbożnictwa” [29]. Co więcej, mamy trzy definicje (de fide) o niemożliwości osiągnięcia zbawienia poza Kościołem katolickim[30]. Najbardziej bezpośrednia i zdecydowana pochodzi od papieża Eugeniusza IV (1431-1447), który nieomylnie nauczał na Soborze Florenckim: „Najświętszy Katolicki Kościół Rzymski mocno wierzy, wyznaje i naucza, Że nikt spośród tych, którzy znajdują, się poza Kościołem katolickim, nie tylko poganie, ale również żydzi, heretycy i schizmatycy nie mogą dostąpić wiecznego zbawienia; że pójdą oni w ogień wieczny przygotowany diabłu i jego aniołom, jeśli przed śmiercią nie zjednoczą się z Kościołem”.

Doktrynę tę wyraźnie powtórzył czcigodny papież Pius IX zwalczając rozprzestrzeniający się liberalizm swoich czasów: „Musimy wspomnieć i raz jeszcze potępić ów najbardziej złowrogi błąd, wyznawany przez niektórych katolików, którzy są zdania, że ludzie pozostający w błędzie, nie mający prawdziwej wiary, odłączeni od jedności katolickiej mogą osiągnąć życie wieczne. Pogląd ten sprzeciwia się wierze katolickiej, jak to wynika z jasnych słów Naszego Pana [Mt 18, 17; Mk 16, 16; Łk 10, 16; J 3, 18], jak również św. Pawła (2 Tm 3, 11) i św. Piotra (2 P 2, 1). Dopuszczanie opinii niezgodnych z ta wiarą katolicką byłoby bezbożne i pożałowania godne” [31].

Dlatego ekumeniczne kompromisy i „wspólny konsensus” z fałszywymi religiami są szczytem absurdu –przede wszystkim ze względu na to, co mówi liberalny kardynał König o współczesnych praktykach: „Dialog stawia partnerów na równej stopie. Katolik nie jest uważany za posiadacza całej prawdy, lecz jest tym, który posiada wiarę i szuka tej prawdy razem z innymi, zarówno wierzącymi, jak i niewierzącymi” [32].

Kardynał przedstawia tę okropną zdradę Chrystusowego przykazania; „nauczajcie wszystkie narody” w taki sposób, jakby stanowiła ona powód do chwały. Nic dziwnego, że mason rytu szkockiego Yves Marsaudon w swojej książce zatytułowanej Ekumenizm widziany oczami tradycyjnego wolnomularza wychwala ekumenizm, który znalazł oparcie w Soborze Watykańskim II: „Katolikom… nie wolno zapomnieć o tym, że wszystkie drogi prowadzą do Boga. Będą musieli zaakceptować fakt, że ta śmiała idea wolnomyślicielstwa, którą możemy rzeczywiście nazwać rewolucją, wyszedłszy z masońskich lóż ogromnie rozprzestrzeniła się pod kopułą św. Piotra” [33].


Nasz obowiązek: wierność Tradycji

W obliczu tego wszystkiego naszym obowiązkiem jest odpowiedzieć na wezwanie Hiacynty z Fatimy: „Módlcie się… módlcie się wiele za Ojca Świętego”. Nie oznacza to jednakże, że będziemy realizować jego ekumeniczne plany. Jan Paweł II nie jest pierwszym papieżem w historii Kościoła nauczającym wątpliwej doktryny [34] i tylko Bóg raczy wiedzieć czy będzie ostatnim. Tymczasem musimy mocno trzymać się niezmiennej nauki i przekazanej wiary katolickiej. W tej sprawie św. Wincenty z Lerynu pozostawił nam solidną instrukcję – o obowiązku bezkompromisowości w obliczu ciężkiego kryzysu Wiary w Kościele: „Więc cóż ma uczynić chrześcijanin – katolik, jeśli jakaś cząsteczka Kościoła oderwie się od wspólności powszechnej wiary? Nic innego, jeno przedłoży zdrowie całego ciała nad członek zakażony i zepsuty. A jak ma postąpić, jeśliby jakaś nowa zaraza już nie cząstkę tylko, lecz cały naraz Kościół usiłowała zarazić? Wtedy całym sercem przylgnąć winien do starożytności: tej już chyba żadna nowość nie zdoła podstępnie podejść” [35].

"Angelus", październik 1998, ss. 28–35. Tłumaczenie Tomasz Grzybowski


PRZYPISY:

1. Pełne opracowanie nt. Dyrektorium Ekumenicznego z 1993 roku można odnaleźć w artykule Johna Vennari The Ecumenical Church of the Third Millenium, „Catholic Family News”, styczeń 1998.

2. Patrz „Zawsze Wierni” nr 23, lipiec-sierpień 1998.

3. Szerokie omówienie katolickiego nauczania o usprawiedliwieniu oraz wyjaśnienie błędnej doktryny protestanckiej można odnaleźć w książce Adolpha Tanquerey, Manual of Dogmatic Theology, Vol. II, Tract. XI, rozdz. I: Habitual Grace (Desclee Co., 1959); patrz również bł. Józef Sebastian Pelczar, Usprawiedliwienie, „Zawsze Wierni” nr 26, styczeń-luty 1999.

4. Należy zwrócić uwagę, że protestanci błędnie definiują słowo „wiara”. Wiara zamiast być „przylgnięciem rozumu do prawdy objawionej przez Boga” jest u Lutra „nadzieją w zbawczej mocy Chrystusa”.

5. Ks. Denis Fahey, Mystical Body of Christ in the Modern World (Regina Publications, Dublin), s. 9. Cały rozdział pt. The Lutheran Revolt jest ważną lekturą, zwłaszcza w świetle nowej Deklaracji wspólnej.

6. Oto dokładny cytat z Ut unum sint: „W tym kontekście można z radością przypomnieć, że w pewnych szczególnych przypadkach duchowni katoliccy mogą udzielać Sakramentu Eucharystii, Pokuty i Namaszczenia chorych innym chrześcijanom, którzy nie są w pełnej komunii z Kościołem katolickim, ale gorąco pragną je przyjąć, dobrowolnie o nie proszą i przejawiają wiarę, jaką Kościół wyznaje w tych sakramentach”.

7. „Nieco później Dyrektorium w sprawie realizacji zasad i norm dotyczących ekumenizmu opublikowane z moją aprobatą przez Papieską Radę ds. Popierania Jedności Chrześcijan, zastosowało je (ekumeniczne „zobowiązania” – przyp. J. V.) na polu duszpasterstwa”, Ut unum sint, 16.

8. Patrz Msgr John A. Radano, Towards Rapprochement on the Doctrine of Justification: Pope John Paul II's Contribution, „Ecumenical Trends”, Graymor Ecurmenical & Interreligious Institute, Garrison NY, czerwiec 1998.

9. Pope John Paul II's Letter on the Fifth Centenary of Birth of Martin Luther, Vatican City Information Service (zwane dalej IS), N, 52 (1983), 83–84.

10. Pope Praises Luther in an Appeal for Unity on Protestant Anniversary, „New York Times”, 6 listopada 1983.

11. Ibidem.

12. Przemówienie Papieża podczas ekumenicznego nabożeństwa w Oslo, 1 czerwca 1989, IS 71 (1989) 98.

13. Ibidem.

14. Streszczenie słów Papieża wg Radano.

15. W rzeczywistości protestanci wierzą w fałszywego Chrystusa, który nie ustanowił papiestwa, nie ustanowił Świętej Eucharystii, nie ustanowił Kościoła aby nauczać, rządzić i uświęcać aż do końca czasów. Nigdy nie wspomina się o tym, że protestanci wierzą w „Chrystusa”, który nigdy nie istniał.

16. Avery Dulles, SI, The Reshaping of Catholicism, San Francisco, 1988, s. 230.

17. Ibidem, s. 232.

18. Ecumenical Celebration on the Occasion of the 600th Anniversary of the Canonization of St. Bridget of Sweden – Ecumenical Vespers, The Pope's Homily, IS 80, 21–22.

19. „Władze” oznaczają tu zarówno władze katolickie jak i protestanckie.

20. To Catholic-Lutheran Dialogue Conference, 14 marca 1995, IS 90 (1995), 128.

21. Trzecia wizyta duszpasterska w Niemczech, Address to Ecumenical Leaders, June 22, 1996, IS 93 (1996), 128.

22. Address to Ecumenical Leaders, June 22, 1996, IS 93 (1996), 158.

23. To Dr Gottfried Brakemeier, President, Lutheran World Federation, IS 95 (1997) 98.

24. II C. 7.

25. Ks. Joseph de Saint Marie napisał papieskie przemówienie w Fatimie z dnia 13 maja 1982 r.

26. Cyt. za „Apropos”, Isle of Skye, Scotland, 16, 1994, s. 5.

27. Sobór Watykański I, Sesja IV, rozdział IV.

28. Streszczenie Instrukcji dotyczącej Ekumenizmu Piusa XII (A.A.S., 31 styczeń 1950) można znaleźć w książce Romano Amerio pt. Iota Umum, Kansas City 1997, s. 549.

29. Leon XIII, encyklika Libertas praestantissimum, czerwiec 1888.

30. Trzy definicje (de fide): papież Innocenty II, IV Sobór Laterański, 1215; papież Bonifacy VIII, bulla Unam Sanctam, 1302; papież Eugeniusz IV, bulla Cantate Domino, 1441.

31. Cytat ks. Michaela Mullera z The Catholic Dogma (Benzinger Brothers, 1888), s. xi.

32. „L’Osservatore Romano”, 18 grudzień 1971. Cytowane przez Romano Amerio w Iota Unum.

33. Cytowane przez arcybiskupa Marcela Lefebvre, Open Letter to Confused Catholics, Kansas City, s. 89.

34. Papież Liberiusz (352–366), papież Honoriusz I (625–638), papież Jan XXII (1316–1334).

35. Św. Wincenty z Lerynu (+ c. 445 AD), zaczerpnięte z A Theological Vindication of Roman Catholic Traditionalism, ks. Kramer, ss. 78–79.

Zawsze Wierni, nr 27, 03-04.1999, s. 62.

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Wto 23:37, 17 Sty 2017, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)