Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Świadkowie cudu słońca- John Haffert Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
stefan
Moderator


Dołączył: 16 Lip 2008
Posty: 1376 Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 17:28, 16 Wrz 2008 Powrót do góry

Świadkowie cudu słońca- John Haffert

[link widoczny dla zalogowanych] [link widoczny dla zalogowanych] [link widoczny dla zalogowanych]

Świadkowie

Wkrótce po II wojnie światowej, do Portugalii zaproszono dwóch amerykańskich pisarzy, by opisali „cud", który zaczął wówczas przyciągać uwagę świata. Pisarze ci dostąpili wyjątkowego zaszczytu - pozwlono im nawet na swobodną rozmowę z ostatnim żyjącym z trójki dzieci, które zapowiedziały „cud" oraz przekazały przesłanie i przepowiednie.

Jednym z owych pisarzy był dr. William Thomas Walsh, który napisał świetną, a zarazem całkiem typową książkę, pt. Our Lady of Fatima (Nasza Pani z Fatimy) (opublikowaną przez wydawnictwo Macmillan w dużym nakładzie, szczególnie we wznowionej edycji w miękkiej okładce).

Drugi pisarz także był pod wielkim wrażeniem tego, co napotkał w Fatimie. Jak mógłby przełożyć na słowa, choćby najlepiej dobrane, to, co wyrażają oczy świadków? Jak pisać rzeczowo w obliczu zdarzeń, które doprowadziły ludzkość na krawędź wojny atomowej? Jak oddać fakty wobec tego, co widział i czego doświadczył w Fatimie, podczas gdy dla niego samego światełko zrozumienia, tam, w obecności naocznych świadków, w miejscu, gdzie to wszystko się stało, było wstrząsem, niewytłumaczalnym i nieopisanym?

Dr. Walsh uczynił to, czego należałoby oczekiwać od każdego pisarza: obiektywnie, jasno i autorytatywnie opisał, co się wydarzyło. Lecz któż inny niż sam świadek mógłby przekroczyć przepaść pomiędzy zwykłym przyznaniem, że takie wydarzenie mogło mieć miejsce, a prawdziwym zrozumieniem, że tak się stało?

Jednak tego właśnie oczekuje się od świata, a przynajmniej od pewnej ilości ludzi, którzy na nim żyją. Powinni traktować ów „cud" nie jako fakt historyczny, lecz jako przełomowe wydarzenie - dotyk ręką Boga serc zatrwożonej ludzkości.

Rozmaici ludzie, niekoniecznie katolicy, udali się do Fatimy i tam, wobec prawdziwych wydarzeń, a w szczególności po rozmowach ze świadkami, przebyli tę psychologiczną przepaść pomiędzy wiedzą a zrozumieniem. W tym czasie w wielu krajach pojawiło się wiele książek opisujących te same fakty: tajemnicze, cudowne, jakie trudno pojąć:

Oto troje prostych pastuszków żyjących w górach oświadczyło, że 13 maja 1917 zobaczyło „zjawę". Opisali ją jako młodą kobietę w olśniewającym świetle, która nie ujawniła swojej tożsamości, lecz powiedziała tylko, że jest „z nieba". Poprosiła owe dzieci, aby przychodziły w to samo miejsce trzynastego dnia każdego miesiąca aż do października. Później powiedziała im, że wyjawi, kim jest i „publicznie uczyni cud, aby wszyscy uwierzyli".

Po tym, jak dzieci opowiedziały, iż wysłanniczka z nieba wyjawiła im tajemnicę i w październiku uczyni cud, pięć tysięcy ludzi przybyło, by oglądać trzecie objawienie.

Około trzydziestu tysięcy ludzi zgromadziło się podczas piątej „wizji", gdy postać ponownie potwierdziła, że 13 października w tym samym miejscu uczyni „cud, aby wszyscy uwierzyli".

W owym słynnym dniu 13 października, która to data zbiegła się z umocnieniem komunizmu w Rosji, zdarzył się „cud".

Na wzgórzu objawień zgromadziło się ponad sto tysięcy ludzi, którzy w ciągu dziesięciu minut doświadczyli tak wielkiego przerażenia, że nawet dziś, po czterdziestu latach, w ich oczach często gości strach, gdy opisują, co wtedy ujrzeli.

Lecz strach ten wyparła nadzieja... to samo uczucie, które zaczęło też rodzić się w sercach milionów za żelazną kurtyną, gdzie orędzie fatimskie dziś także dociera.

Być może jedynie ci, którzy doznali strachu, mogą naprawdę ujrzeć światło nadziei i zarzucić pomost nad przepaścią pomiędzy przemyślaną wiedzą a aktywnym zrozumieniem.

Każdy, kto zrozumie, że ów „cud" się wydarzył (i że Bóg przekazał przesłanie dla naszych czasów, kiedy to nad całymi narodami zawisła groźba zagłady w eksplozji atomowej), natychmiast próbuje coś z tym zrobić.

Właśnie dlatego powinniśmy poznać świadków.

Choć często ich relacje są do siebie podobne, słuchamy każdego słowa z zapartym tchem, jak dziecko uczące się trudnej lekcji. W obliczu tak niesamowitych wydarzeń najinteligentniejsi i najlepiej wykształceni z nas są niczym małe dzieci. Stoimy przed faktem bez precedensu w historii ludzkości.

Opiszmy to w kilku prostych słowach - słowach, jakich użył biskup Fatimy w liście pasterskim o Cudzie:

„Tysiące ludzi widziało wszystkie te pląsy słoneczne, które nie zostały zarejestrowane przez żadne obserwatorium astronomiczne, więc nie mogły pochodzić od natury, osoby ze wszelkich środowisk i klas społecznych, wierzący i niewierzący, dziennikarze najważniejszych gazet portugalskich, a nawet ludzie oddaleni o kilka mil..."

Zdarzenie to było tak nieprawdopodobne, że jedynie zastępy żyjcych świadków mogą pomóc nam zrozumieć pewne rzeczy:

1.Po raz pierwszy w historii ludzkości Bóg uczynił cud (wyjąwszy Zmartwychwstanie) w przewidzianym czasie i miejscu, by coś udowodnić;
2.Zdarzenie to niesie przesłanie mówiące, że wojna jest wywoływana przez grzech; ateistyczna Rosja zaleje świat swoimi błędami, co przyczyni się do wybuchu kolejnych wojen; niektóre narody zostaną zgładzone; „jeśli ludzie nie przestaną obrażać Boga". Jednak każdy dobry człowiek, poprzez pewne uczynki, może zasłużyć na miłosierdzie, aby Rosja (rozumiana jako ateistyczni komuniści) została nawrócona i by „nastał pokój".

Świat otrzymał ultimatum. Czyż nie byłoby smutne, gdyby religijne uprzedzenia, lub sam nawet sekularyzm, nie dopuściły, aby świat otworzył oczy na ten zdumiewający fakt?

Podczas spotkań z naocznymi świadkami warto pamiętać, że naszym głównym celem nie jest uzyskanie dowodu, że miał miejsce cud, lecz zrozumienie, że tak się stało. Dowód jest mało istotny. Nie znamy nikogo, kto zaprzeczyłby temu, że cud się wydarzył, lecz niewielu jest takich, którzy rozumieją ten fakt. Dlatego pozwalamy sobie na zadawanie świadkowi naprowadzających pytań, z rozmysłem kładąc nacisk na istotne cechy tego niezwykłego zdarzenia.

Pan Dominie Reis z Holyoke w Massachusetts był w Portugalii w 1917

-Czy słyszał Pan o przewidywanym cudzie w Fatimie? - zapytaliśmy go na początku lat sześćdziesiątych.

- Mój ojciec usłyszał o tym pierwszy. Pisały o tym gazety w całym kraju.

Jak daleko od Fatimy Pan mieszkał?

- W tamtym czasie mieszkałem niedaleko Porto, sto mil od Fatimy.

Czy wielu ludzi interesowało się objawieniami?

- Tak. Za pozwoleniem, zacznę od początku. W maju, gdy to wszystko się
zaczęło, miałem 17 lat. 11 października ojciec powiedział do mojej matki „Jedziemy do Fatimy. Zobaczymy, co się stanie".

Czy dzieci przepowiedziały, że 13 października stanie się cud, aby wszyscy uwierzyli?

- Tak było. Wielu uważało to za kłamstwo. Myśleli podobnie... jak by tu
powiedzieć... jak rząd. Rząd także w to nie wierzył. Jednak wielu ludzi, w tym moja matka i ojciec, miało rozsądne podejście do religii. I mój ojciec powiedział „Jedziemy". Zadecydował za mnie i za moją matkę dzień wcześniej, jedenastego października. Wyruszyliśmy dwunastego o godzinie dziewiątej.

Czy wielu ludzi z Pana okolic udalo się do Fatimy?

- Tak. Pociąg był pełny.

Co Pan o tym myślał jako młody, siedemnastoletni człowiek? Czy sądził Pan, że Pana rodzice mają rację?

- Czułem... czułem, że coś się wydarzy.

Czy zapowiedź cudu została ogłoszona przez Kościół?

- Kościół milczał... Byli temu przeciwni. Jeśli któryś z księży wspomniałby o Fatimie, coś mogło mu się nawet przydarzyć. Niektóre kościoły w pobliżu Fatimy zostały wręcz zniszczone, by tylko zniechęcić ludzi do przybycia.

Proszę wybaczyć, że to powtórzę, ale jednym z istotnych faktów w tym dniu wydaje się to, że tysiące ludzi, na przekór przeszkodom niemal nie do pokonania, weszło pieszo na tę wielką górę... po kamieniach, wbrew żołnierzom, w zimnym deszczu. Podróżował Pan z rodziną przez całą poprzednią noc. O której godzinie dotarł Pan do miejsca, gdzie według zapowiedzi miał zdarzyć się cud?

Wyruszyliśmy z Leirii o szóstej rano. Wtedy padał jedynie niewielki
deszcz.

Czy było dużo ludzi?

- O tak! Na poletkach, na skałach, i wszędzie gdzie nie spojrzeć... widziało
się ludzi. Niektórzy z niewielkimi pakunkami na głowach. (1) Wszyscy wspinaliśmy się na to wzgórze, jak gdyby nie było to nic trudnego. Widziałem też ludzi, którzy nie spodziewali się zobaczyć niczego, mówili, że nic się nie zdarzy. I innych, idących z Leirii bez słowa. Spotkałem kilku ludzi idących w milczeniu, i kilku...

Kiedy wreszcie dotarliście do Cova?(2)

- Dotarliśmy tam około południa. Pomiędzy wpół do dwunastej a południem. Gdy doszliśmy, byli już tam żołnierze... Wszędzie widzieliśmy zwierzęta, drzewa, krzaki. Było bardzo ciężko. A ta Gwardia Narodowa, którą nazywamy „weekendowymi żołnierzami", próbowała nie przepuścić nas do Cova.

Czy tłum był zbyt duży, aby żołnierze mogli go opanować?

- Tłum wyłamywał się w jednym rogu. Gdy żołnierze ruszyli, aby chro-
nić to miejsce, bariera puściła w innym rogu. Zanim zdążyli się zorientować,wszyscy ludzie się przedostali.

Czy żołnierze dali wreszcie za wygraną?

- Stało się tak dlatego, że nie potrafili kontrolować tłumu... Zostałem lekko zraniony przez jeden z bagnetów.(3)

Więc w końcu dotarł Pan wraz z tłumem do Cova. Dokąd się wtedy udaliście?

- Zatrzymaliśmy się w pobliżu drzewa, gdzie znajdowały się dzieci. Trójka, o której słyszeliśmy, już tam była...

Według doniesień, właśnie tam ujrzały wizję?

-Zgadza się. Obok rosło duże drzewo i kilka mniejszych, a dzieci już tam
były. Zaczynało coraz bardziej padać. Tam, gdzie stałem, na ziemi było błoto i co najmniej trzy cale wody.

Trzy cale wody?

- Tak, trzy cale. Cały przemokłem... l wtedy, około południa, zaczęło wy-
chodzić słońce... wszyscy je widzieliśmy... - mówiąc to pan Reis nachylił
się w krześle, głęboko poruszony ożywającymi wspomnieniami. - Wtedy już lało jak z cebra. Aż nagle ulewa ustała. Słońce przetaczało się z jednego miejsca na drugie, było niebieskie, żółte, we wszystkich kolorach! Potem zbliżyło się do dzieci, do drzewa. Z ust wszystkich ludzi wydobywały się okrzyki zdumienia. Niektórzy zaczęli wyznawać swoje grzechy, bo nie było tam żadnych księży.

Ludzie spowiadali się na głos, przed wszystkimi?

- Tak. Nawet moja matka przytuliła mnie do siebie i zapłakała, mówiąc
„To koniec świata!" Widzieliśmy, jak słońce zeszło wprost na drzewa. A wtedy dzieci wstały, odwróciły się w stronę ludzi i powiedziały, „Módlcie się, módlcie się gorąco, a wszystko będzie dobrze". Potem podeszły do drzewa i zaczęły mówić w jego stronę, następnie zgięły się, jakby w ukłonie na czyjąś cześć, choć nikogo tam nie zobaczyłem. Ktoś jednak musiał tam być, bo widzieliśmy, jak dzieci się kłaniają i poruszają ustami mówiąc do kogoś.

Czy mogliście bez trudu patrzeć w słońce?

- Tak, mogłem patrzeć w jego stronę bez bólu w oczach. Ludzie wokół mnie
ogromnie hałasowali. Przez ten hałas patrzyłem na tłum, podczas gdy słońce się zniżało. Potem usłyszałem, że obróciło się i zaczęło spadać w dół. W tamtym momencie ujrzałem je na swoim ramieniu.

Co Pan o tym wszystkim myślał?

- Ludzie wokół mnie sądzili, że nadchodzi koniec świata. Bardzo się bali.
Wielu z nich myślało i mówiło, że rewolucjoniści zrzucą na ludzi bomby. To
zdarzyło się później, gdy ówczesny rząd przeprowadził bombardowania. Dużo ludzi stało, lecz wielu innych klęczało na kolanach płacząc i nawołując Najświętszą Dziewicę.

Jaki dystans dzielił Pana od trójki dzieci?

- Stałem około siedemdziesięciu pięciu do stu stóp od dzieci i drzewa.

Czy udało się Panu dotrzeć bliżej dzieci?

- Tak, gdy to wszystko się skończyło. A słońce potoczyło się na powrót
tam, skąd przyszło...

Co zrobili ludzie widząc, jak wtacza się z powrotem na niebo? Czy przestali krzyczeć?

- Padli na kolana i gorąco się modlili, l wtedy Łucja (najstarsza z dzieci)
powiedziała, że to właśnie powinni robić.

Czy Łucja powiedziała, że ludzie zbyt ciężko obrazili Boga?

- Tak właśnie powiedziała.

Oto kilka fotografii. Czy tak właśnie Pan to pamięta?

- Byłem tam. Tak właśnie to wyglądało.

Kolejne zdjęcie zrobiono kilka minut po poprzednim. Wszyscy zaczęli
krzyczeć, opuścili parasole.


- Opuściliśmy parasole... Łucja rozmawiała z ludźmi to z tym, to z tamtym. Niektórzy poczęli całować dziecko. Rozszalał się mocny wiatr...

Panie Dominiku, rozmawialiśmy z wieloma świadkami, którzy tam byli.
Wszyscy mówią o „słońcu", lecz czy mogło to być ono, czy raczej coś tak bardzo podobnego do słońca, że właśnie za nie wzięli owo zjawisko?


- Jeśli o mnie chodzi, to było słońce. Czy to jedynie światło, czy też nie -
coś się w nim kryło. Tego jestem pewien. To, jak uginały się drzewa, to jak... Nie sądzę, aby dzieci podeszły do drzewa i zaczęły do niego przemawiać. Musiało tam być coś, do czego mówiły.

Powiedział Pan, że ten wielki ogień, światło czy też „słońce" stoczyło się z nieba, a ludzie sądzili, że nadchodzi koniec świata.

- To było najprawdziwsze słońce, jakie widać na niebie...

A kolory...?

- Kolory pojawiły się wokół niego. Ono się toczyło... i wyglądało, jak
prawdziwe słonce... ale chmury nie poszły w jego ślady. Pojawił się niebieski i inne kolory...

Czy sądził Pan, że świat zostanie zniszczony przez ogień?

- Tak. Bo... mogę Panu powiedzieć jedno. Gdy moja matka mnie uścisnęła i powiedziała, że świat się kończy, widziałem słońce niemal leżące na moim ramieniu.

Czy wszyscy ludzie myśleli, że zostaną zmiażdżeni przez słońce?

- Tak.

A co z deszczem i wodą, o których wspomina tak wiele osób? Co się z nimi stało?

- Jak tylko słońce powróciło na swoje miejsce, rozszalał się wiatr, lecz drzewa wcale się nie poruszały. Wiatr wiał i wiał, i po kilku minutach ziemia była tak sucha, jak teraz pod moimi stopami. Nawet nasze ubrania wyschły. Chodziliśmy tam i z powrotem, a nasze ubrania... nic nie czuliśmy. Były suche i wyglądały jak prosto z prania. Uwierzyłem. Pomyślałem: Albo ja postradałem zmysły, albo stał się cud, prawdziwy cud.

Oczywiście był Pan tylko jednym z tysięcy świadków. Byli tam również
dziennikarze, którzy doświadczyli tego samego. I w dwa dni później, w gazecie „O Seculo" pojawił się opis tańczącego słońca. Ateiści się nawrócili, a Sowieci stracili władzę. Lecz czy uważa Pan, że w latach 60. świat nadal słyszy to przesłanie?


- Sądzę, że niektórzy tak. Po trochu dociera to do ich uszu. Lecz na świecie są i tacy, którzy go nie słuchają.

Strona 19-28

Przypisy:
1. Portugalczycy często noszą kosze na głowach, a ponieważ wielu z tych ludzi przybyło z daleka, nieśli ze sobą wodę i żywność.
2. Jest to miejsce w pobliżu Fatimy, gdzie według zapowiedzi trójki dzieci, tamtego październikowego dnia miał stać się cud. Obecnie jest tam duży brukowany amfiteatr, lecz w 1917 była to jedynie wielka szczelina, jakby stworzona upadkiem meteoru w odległej przeszłości.
3. Tu Pan Reis pokazał bliznę na ręce po ranie zadanej bagnetem przez jednego z żołnierzy, gdy wraz z wieloma innymi ludźmi ruszył przez ostrza skierowane ku tłumowi, aby dostać się do Cova.
Większość świadków wymienionych na kartach tej książki udzieliło wywiadu w 1960 r., czterdzieści trzy lata po opisywanym wydarzeniu. Każdy z nich wspomina je tak, „jakby to było wczoraj". Obok historii pana Reisa zamieściliśmy kilka fotografii, by pokazać jego twarz i oczy w chwili, gdy opowiada o tym, co się stało. Jednak fotografie niestety nie oddają w pełni rzeczywistości.


Ostatnio zmieniony przez stefan dnia Wto 17:33, 16 Wrz 2008, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29279 Przeczytał: 360 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 10:37, 13 Paź 2009 Powrót do góry

13 października 1917 - ostatnie objawienie Matki Bożej i cud słońca

Jak przy poprzednich objawieniach ( można przeczytać tu ) dzieci dostrzegły błysk światła, po którym Matka Boża pojawiła się nad krzewem.

ŁUCJA: „Czego Pani sobie życzy ode mnie?”

MATKA BOŻA: „Chcę ci powiedzieć, aby wybudowano tu kaplicę na moją część. Jestem Matką Boską Różańcową. Odmawiajcie w dalszym ciągu codziennie różaniec. Wojna się skończy, a żołnierze wkrótce wrócą do swoich domów”.

ŁUCJA: „Miałam prosić Panią o wiele rzeczy, abyś uzdrowienie kilku chorych, nawrócenie niektórych grzeszników, etc.”

MATKA BOŻA: „Jednych uzdrowię, innych nie. Trzeba, aby się poprawili i prosili o przebaczenie swoich grzechów”. I ze smutnym wyrazem twarzy dodała: „Niech nie obrażają więcej Boga Naszego Pana, który już i tak jest bardzo obrażany”.

Potem rozchyliwszy dłonie Matka Boża sprawiła, że płynący z nich blask odbił się od słońca. A podczas gdy się wznosiła, Jej własny blask odbijał się od słońca.
W tym momencie Łucja krzyknęła: „Spójrzcie na słońce!”


[link widoczny dla zalogowanych]

Gdy Matka Boża zniknęła w bezkresnej dali firmamentu, na dzieci rozegrały się kolejne trzy sceny: pierwsza – symbolizująca tajemnice radosne różańca, druga – bolesne i trzecia – chwalebne. (Tylko Łucja widziała wszystkie trzy sceny; Franciszek i Hiacynta widzieli tylko pierwszą).

Obok słońca pojawili się św. Józef z Dzieciątkiem Jezus na ręku i Matką Boską Różańcową. To była Święta Rodzina. Najświętsza Panna była ubrana na biało, w niebieskim płaszczu, a Dzieciątko Jezus było w jasnoczerwonej sukience. Św. Józef pobłogosławił tłum, czyniąc trzy razy znak krzyża. Dzieciątko Jezus uczyniło to samo.
Następną sceną była wizja Matki Boskiej Bolesnej i Pana Jezusa zgnębionego bólem, w drodze na Kalwarię. Wydawało się, że Pan Jezus pobłogosławił świat. Matka Boża nie miała miecza w piersi. Łucja widziała tylko górną część ciała Pana Jezusa.
Na zakończenie pojawiła się, w chwalebnej wizji, Matka Boska Karmelitańska, ukoronowana na Królową nieba i ziemi, z Dzieciątkiem Jezus na rękach.


[link widoczny dla zalogowanych]

Gdy te wizje rozwijały się przed oczami dzieci, wielki tłum, 50-70 tysięcy widzów, stał się świadkiem cudu słońca. Deszcz padał przez cały czas objawienia. W momencie, gdy Matka Boża zakończyła rozmowę z Łucją i zaczęła unosić się ku niebu, a Łucja krzyknęła: „Spójrzcie na słońce!”, chmury nagle rozstąpiły się i słońce ukazało się oczom zgromadzonych jak olbrzymi, srebrny dysk. Świeciło ono z nigdy dotychczas nie widzianą intensywnością, ale nie oślepiało. Trwało to tylko krótką chwilę. Wtem ta ogromna kula zaczęła „tańczyć”. Słońce szybko wirowało jak gigantyczne koło ognia. Zatrzymało się na chwilę i ponownie zaczęło się obracać wokół własnej osi z zawrotną szybkością. Potem brzegi jego stały się purpurowe i zaczęło wirować po niebie, rzucając czerwone języki ognia. Światło to odbijało się na ziemi, na drzewach i krzakach, a nawet na ludzkich twarzach i ubraniach, przybierając różne natężenia blasku i barwy. Powtórzyło się to trzykrotnie i wtedy pędzona szaloną siłą kula zdawała się drżeć, trząść i spadać zygzakiem na przerażony tłum.

Wszystko to trwało może 10 minut. W końcu słońce tym samym zygzakowatym szlakiem powróciło na swoje miejsce i znów, spokojne jak codziennie, zaczęło świecić swym normalnym blaskiem.

Cykl objawień dobiegł końca.

Wiele osób spostrzegło, że ich ubrania ociekające deszczem nagle stały się zupełnie suche. Cud słońca był widziany również przez licznych świadków znajdujących się w promieniu do 40 km od miejsca objawienia.


[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Czw 21:42, 13 Paź 2016, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29279 Przeczytał: 360 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 9:56, 13 Paź 2012 Powrót do góry

95 lat temu, 13 października 1917 roku, miało miejsce ostatnie objawienie Matki Bożej w Fatimie, podczas którego doszło do tzw. Cudu Słońca.

Polecam pierwszy wpis - wypowiedź naocznego świadka zdarzenia, oraz tę książeczkę:

[link widoczny dla zalogowanych]

(proszę kliknąć obraz się powiekszy)

Moim zdaniem jest to jedna z wielu, ale najlepsza pozycja, bo są tu spisane wspomnienia dla biskupa samej siostry Łucji. Kiedyś kupiłam ją w księgarni [link widoczny dla zalogowanych] ale nie widzę teraz tej pozycji.

Jeszcze tu: [link widoczny dla zalogowanych] znalazłam tę pozycję i widzę ... że śmiesznie niska cena jest za tę książkę. Ale może jakaś końcówka i chcą się pozbyć. Zachęcam do kupna.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29279 Przeczytał: 360 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 21:35, 13 Paź 2016 Powrót do góry

99 rocznica Cudu Słońca w Fatimie – przesłanie Matki Bożej wciąż aktualne

Image

W tym roku przypada 99 rocznica cudu słońca w Fatimie. Doszło do niego 13 października 1917 r. Wydarzenie obserwowało co najmniej 70 tysięcy osób. Dostrzegli oni słońce wirujące po niebie, a także zbliżające się do ziemi. O wydarzeniu pisała nawet ateistyczna prasa portugalska. W rocznicę tego niezwykłego wydarzenia komentatorzy przypominają argumenty świadczące o jego nadprzyrodzonym charakterze. Powyżej zamieszczony fragment z książeczki "Świadkowie cudu słońca".


Dziś polecam tekst abp Fultona Sheena:


Fatima

Wielki kryzys naszego współczesnego świata rozpoczął się 13 października 1917r. Odwiedzimy szybko trzy miasta, aby zobaczyć, co się wtedy wydarzyło: Moskwę, Rzym i małą wioskę w Portugalii o nazwie Fatima.

13 października 1917r - Moskwa. Maria Aleksandrowicz, młoda rosyjska szlachcianka, uczyła religii grupę dwustu dzieci w kaplicy Matki Bożej Iwerskiej. Nagle zrobiło się zamieszanie, przez drzwi wdarli się jeźdźcy na koniach, przegalopowali przez środek nawy głównej, sforsowali balaski, zniszczyli ikony, prezbiterium i ołtarz, a potem zaatakowali dzieci, zabijając wiele z nich.

Maria Aleksandrowicz wybiegła z krzykiem z kaplicy. Wiedząc, że zbliżała się rewolucja i domyślając się, kto jest jej przywódcą, poszła do niego i powiedziała: "Stała się rzecz najstraszniejsza. Uczyłam katechizmu moich uczniów, gdy wdarli się jeźdźcy, napadli na nie i zabili kilkoro z nich". Przywódca rewolucji odpowiedział: "Wiem o tym. Sam ich wysłałem". Tak wyglądało jedno z wydarzeń zwiastujących okropną rewolucję komunistyczną, która od tamtej pory dręczy świat.

Rzym, 13 października 1917r. - tego samego dnia w południe. Dzwony kościelne biją w całym mieście, ogłaszając radosne wydarzenie: konsekrację biskupa. Jego nazwisko - Eugenio Pacelli - człowiek, który wówczas nie był zbyt znany, lecz który miał pewnego dnia stać się największą duchową siłą na świecie, opierającą się rewolucyjnej tyranii komunizmu.

Po swojej konsekracji, tego samego dnia 13 października 1917r., wrócił do Monachium. Komuniści wszczęli tam rewolucję 7 kwietnia 1917r., pod przywództwem marynarza Rudolfa Egelhofera oraz dwóch bolszewickich komisarzy, Levine'a i Axelroda, którzy zakładali republikę sowiecką. Nazywając siebie Spartanami i powstając pod dowództwem Karla Liebknechta i Róży Luksemburg, uzbrojeni komuniści opanowali ulice. Utworzono Czerwoną Armię, która w samym Monachium 25 kwietnia zabiła 325 osób. Komuniści ostrzelali z broni maszynowej dom człowieka, który, niewzruszony groźbami, wspinał się na ambonę monachijskiej katedry wbrew rozkazom Czerwonego Komitetu. Wreszcie postanowili go zabić. 29 kwietnia o godzinie trzeciej po południu dowódca Seiler z Czerwonej Armii Południa i jego adiutant Brongratz, uzbrojeni w rozkazy Egelhofera, pojawili się u drzwi jego domu z grupą czerwonych marynarzy. Bandyci, grożąc służącemu granatami ręcznymi, wdarli się do domu i przeszli w kierunku biblioteki, gdzie, z odbezpieczoną bronią, oczekiwali na pojawienie się ich ofiary. Seiler zajął miejsce najbliżej drzwi, z pistoletem gotowym do strzału; żołnierze stali w półkolu; niektórzy z nich również dzierżyli odbezpieczoną broń, inni - ręczne granaty.

Nagle pojawił się poszukiwany człowiek. Z przekleństwem na ustach, Seiler podniósł swą dłoń z pistoletem i uderzył nim krzyż pektoralny na piersi owego człowieka. Ta wysoka, szczupła postać chwyciła pektorał i spoglądając w kierunku wyciągniętych broni, powiedziała miękkim, niskim głosem: "W porządku - zabijcie mnie! Lecz nic nie zyskacie. Próbuję jedynie ocalić Niemcy".

Pod wpływem spojrzenia tych uduchowionych oczu nikt nie odważył się pociągnąć za spust. Ani Seiler, ani Brongratz, ani żaden z żołnierzy nie wiedział, dlaczego nie strzelali; gdy wrócili do kwatery głównej, nie byli w stanie wyjaśnić Egelhoferowi, dlaczego nie zabili tego człowieka. Nigdy nie udało im się wyjaśnić, dlaczego para oczu, szczupła postać trzymająca krzyż i miękki głos miały większą moc niż ich broń, granaty i rozkazy. Tylko jedna rzecz była absolutnie pewna. Od tego dnia ów człowiek nie bał się absolutnie niczego na świecie. Jego imię? Eugenio Pacelli, przyszły papież Pius XII.

Tamten krzyż pektoralny, który nosił on tamtego dnia, ja mam na sobie dzisiejszego wieczoru. Pius XII dał go swojemu szanownemu przyjacielowi, Jego Eminencji Kardynałowi Spellmanowi, który pożyczył mi go do dzisiejszego programu.

13 października 1917r. niedaleko małej wioski Fatima zebrało się troje małych dzieci, Łucja, Hiacynta i Franciszek, oczekując objawienia. Powiedzieli, że objawiła im się Maryja, Matka Boga. Nie było w tym nic dziwnego, nie tylko dlatego, że przez Nią przyszedł na świat Nasz Pan, nie tylko dlatego, że przez Nią zdziałał swój pierwszy cud i nie tylko dlatego, że z Krzyża polecił nas Jej swymi łaskawymi słowami: "Oto Matka twoja", lecz przede wszystkim dlatego, że będąc Matką rodzaju ludzkiego, po matczynemu powinna ona troskać się naszymi kłopotami również w dwudziestym stuleciu.

Dzieci powiedziały, że Pani objawiła się im już wcześniej, 13 kwietnia, 13 maja, 13 czerwca, 13 lipca, 19 sierpnia i 13 września. Podczas tych poprzednich objawień zostało powiedziane coś bardzo interesującego, co pokaż, że to, co się dzieje z naszym światem zdeterminowane jest w większym stopniu przez sposób w jaki żyjemy niż przez politykę.

Pani powiedziała, że obecna Wojna Światowa, która była I wojną światową, skończy się za trochę więcej niż rok. Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny w Wielki Piątek tego roku. Istotnie, wojna zakończyła się trochę później niż za rok, 11 listopada 1918r.

Pani powiedziała dzieciom, że nastąpi era pokoju na świecie, jeśli tylko świat powróci do Boga; w tym celu Rosja miała się nawrócić. Lecz dodała: "Jeśli ludzie nie przestaną obrażać Boga, nastąpi inna, gorsza Wojna Światowa, która rozpocznie się za pontyfikatu następnego Papieża." Była nią, jak się okazało, Wojna Domowa w Hiszpanii. II wojnie światowej można było zapobiec przez pokutę, modlitwę i powrót do Boga. W przypadku, gdyby świat nie powrócił do Boga, Dziewica przepowiedziała kolejną Wojnę Światową: "Rosja będzie rozprzestrzeniać swe błędy na świecie, wywołując wojny i prześladowania. Dobrzy ludzie będą poddani męczeństwu, Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć, a różne narody ulegną unicestwieniu".

Błogosławiona Dziewica obiecała dzieciom, że 13 października 1917r. da znak świadczący o prawdziwości Jej objawień. Tego deszczowego dnia zebrało się w Fatimie 70.000 ludzi, czekając na znak. Większość z nich była niewierząca. W tamtych czasach Portugalia była anarchistycznym, komunistycznym, antyklerykalnym i ateistycznym narodem. Większość ludzi przygnała tam ciekawość, a nie wiara. Wątpili, że cokolwiek się stanie, lecz dzieci zapewniły je, że Niebiańska Pani pokaże wielki znak jako dowód, że istotnie im się objawiła. Ten dowód jest odtąd znany jako "Cud Słońca". Świadectwo tych 70.000 ludzi oraz zapisy w ateistycznych i anarchistycznych gazetach z tamtych dni, które czytałem, potwierdzają fakt, który miał miejsce. Jedna z anarchistycznych gazet podała, że miał miejsce cud słońca, wyrażając nadzieję, iż nikt nie będzie tego interpretował w nadprzyrodzony sposób.

Błogosławiona Matka najpierw objawiła się dzieciom, a następnie wskazała na słońce, które ukazało się w szczelinie w chmurach. Słońce zdawało się niemal oddzielać od niebios i stało się wielką srebrną kulą strzelającą iskrami we wszystkich kierunkach, zdawało się zstępować ku ziemi, jakby miało spaść w postaci opadów na ludzi. Oni wszyscy natychmiast wydali okrzyk ku Bogu i pogrążyli się w modlitwie i błaganiach, żalu i skrusze. Trzy razy słońce stawało się wirującą masą połyskującego srebra i kręcąc się wokół własnej osi, rzucało promienie wielokolorowego światła, opadając i zygzakując ku ziemi. Tłum tłoczył się w przerażeniu i wołał o miłosierdzie, gdyż zdawało się, że płynna masa ich zniszczy. I mimo że przez cały dzień padał deszcz, po tym jak cud słońca powtórzył się trzy razy, wszyscy odkryli, że ich ubrania były suche.

Od tego czasu Fatima stała się miejscem spotkania wszystkich ludzi świata, którzy wierzą, że pokój tworzy się nie przy stołach polityków, ale gdzie indziej. Niebieska Pani powiedziała im, że pokój zależy od modlitwy, pokuty i ofiary. 13 października 1951r. byłem w Fatimie, gdy ludzie zgromadzili się tam na modlitwie o pokój. Zgromadzili się tam już w poprzedni wieczór mimo zimnego deszczu, tak typowego dla portugalskich szczytów gór; przez całą deszczową noc stali oni lub klęczeli na modlitwie o pokój na świecie. Zostałem z nimi do trzeciej w nocy, gdy zaoferowano mi składane łóżko. Lecz nie mogłem spać. Luksus składanego łóżka jest nie do zniesienia, gdy milion osób czuwa przez całą noc na modlitwie błagając o pokój dla udręczonego wojną świata. Jedyną rzeczą, jaką mogłem zrobić, było wstać z łózka i modlić się z nimi przez całą noc o pokój na świecie.

Następnego ranka, gdy statua Matki Bożej Fatimskiej niesiona była przez tłum, ów milion ludzi machał białymi chusteczkami niczym białymi flagami czystości, w hołdzie dla Królowej Pokoju. Myśli powędrowały natychmiast od tego Białego Placu Fatimy ku Placowi Czerwonemu w Moskwie, gdzie były flagi czerwone od krwi ofiar. Czuło się, że Biały Plac daje jedyną możliwą odpowiedź Placowi Czerwonemu. Zdawało się, że komunistyczny sierp i młot zaczynają podlegać ogromnej zmianie. Młot, który rozłupał tak wiele domów i sprofanował tak wiele świątyń zostanie pewnego dnia, w cnocie wielkiej modlitwy i pokuty, podniesiony do góry przez miliony ludzi i zacznie wyglądać jak krzyż; sierp, którego komuniści używali, aby przeciąć ludzkie życie niczym niedojrzałą pszenicę, pewnego dnia również zmieni swoją symbolikę i zacznie wyglądać jak "księżyc pod stopami Niewiasty".


Image

II wojna światowa nie miałaby miejsca, gdyby ludzie powrócili do Boga. III wojna światowa nie musi wybuchnąć i nie wybuchnie, jeśli my jako naród powrócimy do Boga. Jeśli na świecie panuje zimna wojna, dzieje się tak dlatego, że nasze serca i dusze nie są przepełnione ogniem miłości Boga.

Warto jednakże spytać, dlaczego Wszechmogący Bóg w swoich opatrznościowych relacjach ze wszechświatem uznał za stosowne, aby dać nam objawienie Swojej Błogosławionej Matki, aby przywrócić nas do modlitwy i pokuty.

Jeden powód natychmiast przychodzi na myśl. Ponieważ świat utracił Chrystusa, może być tak, że odzyska Go przez Maryję. Gdy nasz Zbawiciel zgubił się w wieku 12 lat, znalazła Go Jego Matka. Ponieważ znowu został zgubiony, być może właśnie przez Maryję świat odzyska swojego Zbawiciela. Inny powód jest taki, że Boska Opatrzność dała niewieście moc pokonania zła. Owego pierwszego strasznego dnia, gdy zło zostało wprowadzone do świata, Bóg przemówił do węża w ogrodzie Edenu i powiedział: "Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę" (Rdz 3:15). Innymi słowy, zło będzie miało potomstwo i nasienie. Również dobro będzie miało potomstwo i nasienie. To przez moc niewiasty zło będzie pokonane. Żyjemy teraz w godzinie zła, gdyż - ponieważ do dobra należy dzień - zło ma swoją godzinę. Nasz Zbawiciel powiedział to w noc, w którą Judasz przyszedł do ogrodu: "To jest wasza godzina i panowanie ciemności" (Łk 22:53). Wszystko, co zło może zrobić w ową godzinę, to wygasić światła na świecie; lecz to właśnie może zrobić. Jeśli zatem żyjemy w godzinie zła, jak moglibyśmy pokonać ducha szatana, jeśli nie przez moc owej Niewiasty, której Wszechmocny Bóg dał polecenie, aby zmiażdżyła głowę węża?

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Źródło: "Life is Worth Living", 1999r., str. 202-207.

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Czw 16:00, 11 Maj 2017, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)