Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Papieże wobec Fatimy - Lech Maziakowski Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30513 Przeczytał: 288 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 21:15, 28 Paź 2008 Powrót do góry

Triumf neomodernistów

Już od początku obrad soborowych wytworzyły się dwie główne grupy, wokół których skupili się z jednej strony najbardziej skrajni progresywiści, pragnący przeobrażeń, a właściwie rewolucji w Kościele, z drugiej Ojcowie pragnący prowadzić Kościół Chrystusowy w duchu 2000-letniej Tradycji. W grupie progresywnej dominowali hierarchowie i teologowie, których neomodernistycznych prac słusznie nie dopuszczano do seminariów, wobec których poprzedni papieże mieli wielkie zastrzeżenia, a w niektórych przypadkach groziła im nawet ekskomunika za rozpowszechnianie poglądów sprzecznych z nauką Kościoła. Niestety, nazwiska takich neomodernistycznych teologów jak Yves Congar, Henri de Lubac, Jean Daniélou, Marie-Dominique Chenu, Karl Rahner, Hans Küng, John Courtney Murray, Hans Urs von Balthasar, Edward Schillebeeckx, a także z dystansu czasowego infekujących swymi myślami, jak Teilhard de Chardin czy Maurice Blondel, zamiast pójść w zapomnienie, stały się "światłami przewodnimi" Soboru.[49]

Obok tych "świateł" (ciemności), w komisjach uczestniczyły wschodzące gwiazdy progresywizmu, jak młody teolog ksiądz Joseph Ratzinger czy biskup Karol Wojtyła. To nie kto inny tylko Joseph Ratzinger, przybyły na Sobór jako Peritus kardynała Fringsa, lecz działający u boku dysydenta ojca Karla Rahnera, za namową protestanckiego pastora Schmidta wprowadził najsłynniejsze chyba określenie Soboru - subsistit ("trwa w"), użytego w dokumencie Lumen Gentium:

"Kościół ten [Chrystusowy], ustanowiony i zorganizowany na tym świecie jako społeczność, trwa w Kościele katolickim, rządzonym przez następcę Piotra oraz biskupów pozostających z nim we wspólnocie (communio), choć i poza jego organizmem znajdują się liczne pierwiastki uświęcenia i prawdy, które jako właściwe dary Kościoła Chrystusowego nakłaniają do jedności katolickiej." [Lumen Gentium, R.1, KK 8][50]

Do czasu Soboru Kościół jednoznaczanie nauczał, że Kościół katolicki jest Kościołem Chrystusowym (por. np. Encykliki Mystici Corporis, Humani Generis), lecz tutaj podważono dogmat wiary, wprowadzając protestanckie ujęcie Kościoła katolickiego jako jednego z wielu kościołów.

Przytoczone tutaj odstępstwo od odwiecznego nauczania Kościoła nie było jedynym: dokumenty soborowe są pełne ambiwalentych pojęć i jeśli nie uderzają wprost w podstawowe dogmaty, to rozmywają je stwarzając konieczność ciągłego reinterpretowania. O to zresztą chodziło. W założeniach myślenia neomodernistycznego chodzi właśnie o likwidację dogmatów do stanu, by jedynym dogmatem stał się dogmat o ich nieistnieniu. Innymi słowy, chodzi o nieustanną rewolucję. Wielu gorliwych katolików przewidywało taką rewolucję widząc podkładanie min pod budowlę Kościoła przez progresistów. Kardynał Ottaviani podczas pierwszej sesji pytał się: "Czy Ojcowie ci planują rewolucję?"

I taką rewolucję Kościół przeżył podczas Soboru, a gdy tylko zamknięto obrady ostatniej sesji, rozlała się ona na wszystkie kraje świata, gdzie z iście diabelską pasją wprowadzano zmiany w nieokreślonym, elastycznym "duchu soborowym". Czy zmian tych, nawet najbardziej obraźliwych, rewolucjoniści w Kościele wstydzą się? Nie! Tak jak przystało na prawdziwych rewolucjonistów, są z nich dumni. Kardynał Suenens z radością stwierdził, że Sobór Watykański II zaznaczył koniec ery trydenckiej i koniec Vaticanum I. [51] Dla Hansa Künga nastąpiła nowa era przekreślająca całą historię Kościoła: "W porównaniu do przed-Trydenckiej epoki kontrreformacji, Sobór Watykański II reprezentuje charakterystyczny 180-stopniowy zwrot.[...] Od Soboru Watykańskiego II [mamy do czynienia] z narodzeniem się nowego Kościoła". [52] Yves Congar zadowolony z reform wyznał, że "Kościół miał swoją pokojową Rewolucję Październikową", a kard. Ratzinger stwierdził, że "Sobór Watykański II jest dla Kościoła Rewolucją Francuską".

Czym była Rewolucja Francuska czy Październikowa dla społeczeństw, państw, Wiary, przypominać nie trzeba i samo porównywanie swoich działań, a tym bardziej obnoszenie się i wyznawanie swego przywiązania do ideałów tych szatańskich rewolucji, powinno z miejsca dyskwalifikować barbarzyńców w Kościele. Tak się jednak nie stało i wielu z tych, którzy słusznie za poprzednich pontyfikatów odsuwani byli od uniwersyteckich katedr, kościelnych ambon i seminaryjnych bibliotek, zrehabilitowano i wywyższono, a w posoborowym Kościele dostąpili najwyższych godności.

W przeszło pół roku po otwarciu Soboru Watykańskiego II i w niecałe dwa miesiące po wydaniu Encykliki Pacem in Terris, papież Jan XXIII umiera 3 czerwca 1963 roku. Spełniło się marzenie kard. Roncalli, który wspomagając progresywistyczne skrzydło skierował Kościół w stronę destrukcji, a właściwie autodestrukcji.

Pontyfikat Jana XXIII podsumował celnie kardynał Giuseppe Siri stwierdzając gorzko, że "Czterdzieści lat przyjdzie naprawiać szkody, które ten Papież wyrządził w cztery lata." Można by dodać, że czterdzieści lat to za mało...

W odniesieniu do Fatimy, Jan XXIII nie wypełnił żądań Matki Bożej, zamknął usta ostatniemu Świadkowi Objawienia i głęboko schował Trzecią Tajemnicę. Można powiedzieć, że był "Papieżem Apostazji". [53]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30513 Przeczytał: 288 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 21:20, 28 Paź 2008 Powrót do góry

Paweł VI (1963 - 1978)

Największym chyba osiągnięciem progresywistów jest fakt, iż dwaj hierarchowie, którzy personalnie zostali odsunięci przez poprzednich papieży od znaczących wpływów w Kościele, i na których ciążyło słuszne oskarżenie o modernizm, stali się Ich bezpośrednimi następcami. Biskup Roncalli, który w 1925 roku na osobisty wniosek Piusa XI zesłany został praktycznie na zesłanie na 20 lat do Bułgarii, Turcji i Grecji, a później jako kardynał, przeniesiony w 1953 roku na emeryturę przez Piusa XII, staje się Papieżem Janem XXIII. Podobne losy dotyczyły Monsignor, od 1954 roku biskupa, a od 1958 roku kardynała Giovanni Battista Montini, przyszłego papieża Pawła VI.

Monsignore Montini pracował w Sekretariacie Stanu papieża Piusa XI razem z kardynałem Eugenio Pacelli i pozostał tam po wyborze Pacelli'ego na papieża Piusa XII. W roli Podsekretarza Stanu Montini, mając jako pole swojego działania wewnętrzne sprawy Włoch, dał się szczególnie poznać w aktywnym wspieraniu ruchu chrześcijańskich demokratów. Z jednej strony widziane to było jako dbałość o wpływy kultury chrześcijańskiej w społeczeństwie, gdyż chrześcijańscy demokraci walczyli w tym czasie z komunistami włoskimi, ale tak naprawdę było popieraniem lewicowego skrzydła tego pełnego sprzeczności ruchu politycznego.

Msgr Montini był wielkim sympatykiem lewicowych i neomodernistycznych myślicieli. Był zawładnięty ideami Jacques Maritain oraz innego francuskiego filozofa Maurice Blondel. Nowa nietomistyczna teologia stworzona przez Blondela z jego słynną "żywą tradycją", czyli stale redefiniującymi się dogmatami, była potępiona przez papieża Piusa XII w Encyklice Humani Generis. To potężne dzieło Papieża było odpowiedzią na rozrastające się rakowe komórki myśli filozoficznych, które przenikały Kościół od czasów Rewolucji Francuskiej, a w początkach XX wieku zyskiwały sobie szczególnie wielką sympatię części kleru i teologów. Encyklika nie spodobała się oczywiście neomodernistom. Francuski intelektualista (zresztą członek Opus Dei[54]) Jean Guitton w rozmowie z Msgr Montini wyznał, że Encyklika jest bardzo surowa i, że "wiele fragmentów [Encykliki], wziętych literalnie i poza kontekstem, sugerowałoby, że Rzym jest bardzo podejrzliwy wobec rozwoju myśli [Człowieka]."[55]

Dla neomodernistów 'rozwój myśli Człowieka' polega zatem na stałej rewolucji w Kościele i na wpajaniu w społeczeństwo lewicowych, laickich ideologii. Często jednak - celem uśpienia czujności - moderniści w taktyczny sposób wykorzystują tradycyjne nazewnictwo i określenia. Maurice Blondel pisał w 1932 roku do swego przyjaciela, teologa, Jezuity Henri de Lubac: "Jest koniecznym zapożyczenie tradycyjnych sposobów i spojrzeń, w tym jednak celu, by mogły być wykorzystane jako punkt wyjścia lub jako odskocznia do 'odnowy' [Kościoła]." [56]

M. Blondel, ojciec de Lubac oraz liczni wierni uczniowie jednoznacznie potępionego przez Piusa X modernizmu, jak Msgr. Montini i Karol Wojtyła, czerpali garściami z teologii prekursora współczesnego modernizmu, "nowego Ignacego" zakonu Jezuitów, ojca Teilhard de Chardin, którego książki potępione przez Święte Oficjum, po Soborze Watykańskim II z powrotem trafiły do bibliotek seminaryjnych, by dziś stać się niemalże 'klasyką' kościelnych intelektualistów.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30513 Przeczytał: 288 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 21:25, 28 Paź 2008 Powrót do góry

Zdrada i wygnanie z Watykanu

Monsignore Montini jako wysoki funkcjonariusz Sekretariatu papieża Piusa XII, nie zaniedbywał okazji do forsowania swoich idei, na przykład wpływając na promocje lewicowych pobratymców. Obok tego, prowadził jednak dwulicową i niebezpieczną działalność wymierzoną przeciwko Papieżowi i Watykanowi.

Około sierpnia 1954 roku Pius XII dowiedział się od watykańskich służb wywiadowczych, które z kolei poinformowane zostały przez szwedzkie Służby Specjalne, że jeden z jego współpracowników utrzymuje kontakty z przedstawicielami służb specjalnych Związku Sowieckiego. Tym współpracownikiem okazał się właśnie Msgr. Montini. Wyszło na jaw, że Msgr. Montini od lat działał wbrew wiedzy i woli, wręcz wbrew zakazom wydanym przez Papieża i wielokrotnie kontaktował się z agentami sowieckimi. Działaniem swoim narażał nie tylko Stolicę Piotrową na niebezpieczeństwa przenikania informacji, ale w czasach głębokiego stalinizmu narażał życie wielu katolików w Rosji sowieckiej. Stopień współdziałania był tak wielki, że jak twierdzi sekretarz kardynała Tisserant, Msgr. Georges Roche w swojej książce Pius XII w oczach Historii, Monsigore Monitini w 1942 roku spotkał się osobiście ze Stalinem!

Papież głęboko przeżył rozczarowanie jednym z najbardziej zaufanych - bo tak określał Pius XII Montiniego - współpracowników. Msgr. Roche wspomina, iż "smutek i zgorzknienie były tak wielkie, że zdrowie [Papieża] zostało znacznie naruszone".

Już w miesiąc po odkryciu zdrady, a więc niemal natychmiast, 1 listopada 1954 roku Monsignore Montini został pozbawiony swojej funkcji i wydalony z Watykanu. Odbyło się to według praktykowanej watykańskiej formy degradacji poprzez promocję i tym sposobem Monitni stał się arcybiskupem Mediolanu. Podejrzenia Piusa XII wobec Msgr. Montini były tak wielkie, że podczas wyprowadzki samochody z osobistymi rzeczami byłego sekretrza Stanu, które zawierały m.in. kolekcję ośmiu tysięcy książek, zostały w bezprecendensowej akcji przeszukane przez watykańskie służby specjalne.

Po latach spotykania się z Papieżem na konferencjach i codziennej bezpośredniej współpracy, od momentu karnego wydalenia z Watykanu arcybiskupowi Montiniemi ani razu nie udzielono audiencji u Papieża i do końca życia nie spotkał się on ze swoim byłym przełożonym. Zresztą, czy spojrzenie w oczy Papieżowi, którego oszukiwał byłoby szczere? Pius XII zadbał szczególnie o to, by arcybiskup Montini nie został mianowany kardynałem i by jego szanse na przyszłego Papieża - tak wzmacniane przez prasę włoską i światową - nie ziściły się. Stało się jednak inaczej. Jak wiemy, jednym z pierwszych ruchów Jana XXIII było przyznanie biretu kardynalskiego arcybiskupowi Montini i przywrócenie go do łask...
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30513 Przeczytał: 288 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 21:58, 28 Paź 2008 Powrót do góry

Sobór Watykański, Rosja i Maryja

Po zakończeniu pierwszej sesji Soboru, 21 czerwca 1963 roku kardynał Giovani Battista Montini wybrany zostaje papieżem i przybiera imię Pawła VI. Od początku kontynuuje on politykę swego poprzednika, szczególnie rozwijając aspekty związane z kontaktami z sowieckim reżimem. Dba też o ochronę interesów progresistów i ingeruje w obrady Soboru, kiedy przybiera on kierunek 'zbyt tradycyjny'.

Podczas obrad Soboru miało miejsce wiele wydarzeń, które można uznać jako efekt szatańskiej wręcz inspiracji. Jeden z takich historycznych momentów miał miejsce 13 października 1962 roku - a więc jeszcze za pontyfikatu Jana XXIII - dokładnie w 45-tą rocznicę ostatniego Objawienia trójce pastuszków w Fatimie.

Gdy wszystko wskazywało, że kilka z komisji soborowych składać się będzie z Ojców, którym droga jest Tradycja i którzy miłują Kościół, lewicowy francuski kardynał Achille Liénart (o którym istnieją podejrzenia, iż był członkiem organizacji masońskiej), wbrew procedurze, w decydującym momencie obrad wyłączył mikrofon kardynałowi Ottaviani w połowie jego wystąpienia. Zaraz po tym zażądano rezygnacji z głosowania, które miało rozstrzygnąć o składzie komisji. Stary niemalże już niewidomy kardynał Ottaviani schodził z mównicy, a po policzkach płynęły mu łzy. Łzy, które symbolizowały słony koniec Tradycji w Kościele. Radośnie za to obwieściły gazety cytujące słowa biskupa z Lille, który powiedział, że działanie kardynała Liénart "zmieniło kurs Soboru i stało się wydarzeniem historycznym". [57]

Po wyłączeniu mikrofonu nie powrócono do obrad i dotychczasowe kandydatury formujących się komisji unieważniono. Jak widać, wszystko odbyło się według klasycznych reguł rewolucjonistów, które nakazują, że gdy wybory nie są po ich myśli, należy je unieważnić i powtórzyć. W rezultacie, progresywiści uzyskali w nowych wyborach większość głosów (np. w jednej z najważniejszych Komisji Liturgicznej - 56%) i pod skrzydłami sprzyjającego im papieża przejęli kontrolę nad obradami Soboru.

Kolejnym przykładem działania sił ciemności - czyli tego "zła Rosji", które rozlało się również na obrady soborowe - było nieustanne blokowanie petycji Ojców Soborowych żądających potępienia komunizmu. Już w dziesięć dni po otwarciu obrad soborowych, 20 października 1962 roku, włoski kardynał Giuseppe Ferretto, który wystąpił z takim wnioskiem podczas dyskusji nad "Przesłaniem do świata", osłupiał gdy został upomniany przez przewodniczącego obrad kard. Liénart, który ostrzegł go: "Domagam się, aby [Jego Eminencja] nie powtórzyła już tego co zostało tu powiedziane." Trudności te nie załamały Ojców. W grudniu 1963 roku brazylijski arcybiskup Proença Sigaud doręczył Sekretarzowi Stanu petycję podpisaną przez przeszło 200 biskupów i kardynałów z 64 państw, adresowaną do Papieża i domagającą się "ukazania w całej swej jasności, błędów marksizmu, socjalizmu i komunizmu i odrzucenia ich na bazie filozoficznej". Działania te jednak były niwelowane przez samego Papieża i progresywistycznych hierarchów, a jeden z nich, holenderski kardynał Bernard Alfrink wyznał, iż "Nasza pastoralna troska zmierza do [znalezienia] dobrego ziarna nawet w świecie komunistycznym".

Czy to tylko błoga naiwność czy wyrafinowana gra wrogów działających wewnątrz Kościoła? Czy nie widać było po 45-latach funkcjonowania systemu, jak to "dobre ziarno" komunizmu owocowało w 'Kraju Rad', z milionami ofiar, przepełnionymi łagrami i przemienionymi na magazyny kościołami?

Na początku czwartej sesji soborowej, w październiku 1965 roku arcybiskupi Proença Sigaud i Marcel Lefebvre dostarczyli kolejną petycję żądającą potępienia komunizmu, podpisaną tym razem przez 465 Ojców Soborowych. Wobec tej Petycji knowania progresistów były jeszcze bardziej perfidne: o istnieniu Petycji uczestnicy Soboru i członkowie poszczególnych komisji nie zostali nawet poinformowani! Zadbał o to Monsignore Achille Glorieux z Francji, który - jak zauważa ojciec Ralph Wiltgen w przebogatej w fakty książce pt. Ren wpływa do Tybru -"zajmował w tym czasie z pół tuzina stanowisk w Watykanie" [58], i który posłusznie wykonywał rozkazy przełożonych. Msgr. Glorieux zręcznie "zagubił" petycję Ojców Soborowych, co zresztą sam wyjawił w przeprowadzonym w 1985 roku z ojcem Pierre Caillon wywiadzie. Rezolutnie przyznał się wtedy, że był tą osobą, która powodowała znikanie wielu petycji biskupów domagających się potępienia komunizmu. Według biskupa Glorieux były one "gubione [gdyż] nie współgrały z duchem soborowym".

Jak pamiętamy, "duch soborowy" nakreślony został w układzie w Metz i z żelazną konsekwencją był przywoływany podczas obrad. W rezultacie, żaden z dokumentów soborowych nie wspomniał nawet słowa "komunizm", a tym bardziej nie zajął stanowiska wobec tego najniebezpieczniejszego i najbrutalniejszego systemu XX wieku. Uważna analiza wszystkich akt soborowych (Acta Synodalia sacrosancti Concilii oecumenici Vaticani II) dowodzi, że ani razu nie użyto słów: "komunizm", "marksizm" czy "socjalizm". Wniosek jest jeden i nasuwa się sam: można świadomie mówić o pełnym triumfie sił zła podczas obrad Soboru.

Tak jak zło komunizmu nie mogło doczekać się wzmianki, a tym bardziej potępienia podczas obrad soborowych, tak samo unikano właściwej czci Matki Bożej. Zgodnie z ekumenicznym "duchem soborowym", czyniono za to pokłony w stronę "kościołów" protestanckich, które ze swej natury nienawidzą Najświętszej Panny. "Biskup" Dibelious z niemieckiego "kościoła" ewangelickiego, na początku obrad soborowych przypomniał, iż nauczanie Kościoła katolickiego o Maryji jest jedną z głównych przeszkód "pojednania". Inny protestant, prof. Meinhold sugerował, że Kościołowi potrzebne jest podczas Soboru "nowe podejście do doktryny Najświętszej Dziewicy".[59]

To "nowe podejście" powoli kształtowało się podczas obrad soborowych, i to z wyraźnym poparciem Papieża, który już 24 października 1960 roku strofował zgromadzonych w Rzymie księży, aby strzegli się "gorliwości oddawanej przy kultywacji niektórych praktyk, a w szczególności być może zbytniego publicznego oddawania czci Madonny, drogiej Matki Jezusa i Naszej Matki".[60]

Miłujący Kościół Ojcowie pragnęli też dyskusji nad dogmatycznym zdefiniowaniem Matki Bożej Pośredniczki (Maria Mediatrix). Projekt wniesiony został przez przeszło 300 biskupów, ale osobiście walczył z nim kardynał Montini, który wiernie wypełniał recepty modernistycznych teologów. Wśród nich szczególnie kardynał Koenig i ojciec Karl Rahner zajmowali się zagadnieniami maryjnymi, z pewnością tylko w tym celu, by uniemożliwiać przyznanie Matce Przenajświętszej właściwej godności.

W 'Kronikach Soboru' Abbé George de Nantes pod datą 16-17 września 1964 roku zapisał: "Dzięki Bogu! Wielu Ojców wyraziło swoje oburzenie. Z początku byli oni oszukiwani, gdy pod pretekstem [...] redukowano i likwidowano [promaryjne elementy z tego dokumentu - Schema]. Później jednak [zorientowali się], gdy [zobaczyli, że w końcowym dokumencie] wszystko co zostało napisane, jest przeciwne Maryi i Jej czci, jest obraźliwe dla katolickiego ucha, niesprawiedliwe dla Kościoła i brutalnie przeciwne Prawdzie. Kardynał [Ernesto] Ruffini wskazał w tekście wszystko to, co zostało nienawistnie przemilczane. Kardynał Wyszyński i inni Ojcowie zażądał w imieniu setek biskupów uroczystej konsekracji Kościoła a nawet - w odpowiedzi na oczekiwania Najświętszej Panny z Fatimy - konsekracji świata, mając na myśli konsekrację Rosji, Jej Niepokalanemu Sercu".

Warto podkreślić, że imię kardynała Stefana Wyszyńskiego było wielokrotnie przytaczane przez obradujących Ojców, zawsze w kontekście przykładu największej troski o losy Kościoła. Kard. Wyszyński dwukrotnie przedstawił wniosek do papieża Pawła VI o konsekrację świata i Rosji. Wniosek z 16 września, podpisany razem z 70 polskimi biskupami, wzywa do poświęcenia Kościoła i całego świata, w duchu konsekracji dokonanej 31 października 1942 roku przez Piusa XII. W kilka chwil później do wniosku przyłączył się m.in. sycylijski arcybiskup Corrado Mingo, interweniując o "odnowienie konsekracji Kościoła, świata, a szczególnie Rosji Niepokalanemu Sercu Najświętszej Dziewicy Panny, na zakończenie obrad Soboru". Kardynał Wyszyński interweniował później po raz drugi dzień razem z portugalskim biskupem Francisco Rendeiro z diecezji Coimbra, który reprezentował stanowisko całego Episkopatu swego kraju.

Jak wiemy, rewolucja w Kościele rozniosła dotychczasowy porządek, co było oczekiwane i oczywiście wychwalane przez progresistów oraz przyklaskujące im media. Jedna z największych osobistości Soboru, ks. Hans Küng, tak zachłysnął się ideami Rewolucji Francuskiej, że rozdziałowi swojej książki nadaje tytuł "Kościół: Komunia z Wolnością, Równością i Braterstwem".

Ale nie tylko dysydencki teolog, jak ktoś mógłby wytknąć, zachwycał się masońskimi ideałami. Oto co w 1963 roku powiedział sam papież Paweł VI:

"Żyjemy w erze Rewolucji Francuskiej, erze która odzwierciedla wszystkie jej nieszczęścia i jej chaotyczne i pomieszane idee, ale również i zachwyt i ufność. [...] Jesteśmy świadomi czegoś nowego: żywych idei, analogii pomiędzy wielkimi [wspaniałymi] założeniami Rewolucji, które w sumie, tylko zaadaptowały niektóre idee chrześcijańskie: wolność, równość, rozwój, chęć polepszenia stanu klas biedoty."

Słowa tego typu, nie tylko porównujące, ale i wychwalające założenie Rewolucji Francuskiej mogły paść tylko z ust Papieża, który zawładnięty jest innymi ideałami niż nauka Chrystusa. Można pójść jeszcze dalej, gdy zauważy się, że np. słowo "równość" nie występuje ani w Starym ani w Nowym Testamencie, a dążenia do zrównywania ludzi jest działaniem niszczącym naturalny porządek hierarchiczny.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30513 Przeczytał: 288 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 22:12, 28 Paź 2008 Powrót do góry

Paweł VI w Fatimie.

Wkrótce po elekcji, najprawdopodobniej w lipcu 1963 roku, papież Paweł VI przeczytał Trzecią Tajemnicę, lecz nie znamy żadnej jego reakcji na treść Maryjnego Przekazu. Po kilka latach przemówił jednak i - wyręczając się starym kardynałem Ottaviani - na początku 1967 roku obwieścił, iż Trzecia Tajemnica nie będzie nigdy wyjawiona. [61] Po tym oświadczeniu, przez cały pozostały okres pontyfikatu aż do momentu śmierci, Paweł VI nigdy nie wypowiedział się publicznie o Fatimie. Ignorując żądania Pani Fatimskiej, zdecydował się on na pogrzebanie Przesłania, w najlepszym przypadku redukując je do konieczności modlitwy. W obraniu tego kierunku widzimy wyraźne wpływy wieloletniego przyjaciela Msgr. Montini, ojca Eduarda Dhanis.

Nacisk Episkopatu portugalskiego, wielu biskupów na świecie i sporej liczby profatimskich świeckich grup, był jednak znaczący. W tej sytuacji, Paweł VI zdecydował się na podróż do Fatimy, którą pragnął wykorzystać bardziej jako forum do przekazania swojej wizji, niż zadośćuczynić Maryjnym żądaniom. Już sam sposób obwieszczenia tego zamiaru, jak i program podróży pokazuje nastawienie Pawła VI do Przesłania.

O zamiarze udania się do Fatimy, zaskoczony świat dowiedział się podczas generalnej audiencji 3 maja 1967 roku. Papież zapowiedział wtedy, że 13 maja, czyli zaledwie w 10 dni od ogłoszenia, uda się do Fatimy "z bardzo krótką pielgrzymką [...] wyrażając ją całkowicie w prywatnych ramach". Określił od razu dokładny przebieg podróży, podczas której "Odlecimy samolotem rano bezpośrednio na lotnisko w pobliżu Fatimy. Tam odprawimy Mszę, wygłosimy przemówienie do zgromadzonych tam wiernych, pozdrowimy wszystkich, którzy będą mieli okazję spotkać się i pod wieczór zabierzemy się samolotem z powrotem do Rzymu, [lądując] tej samej nocy." O decezji odbycia podróży początkowo nie powiadomieni zostali nawet biskupi portugalscy, którzy dowiedzieli się o tym zamiarze ze środków masowego przekazu. Znaczące jest także zupełne pominięcie stolicy Portugalii w harmonogramie podróży i brak chęci spotkania się z przywódcami państwowymi. Jest to oczywiście zrozumiałe i wytłumaczalne w kontekście całej działalności Msgr. Montini i papieża Pawła VI.

Modernistyczne myślenie Pawła VI uczuliło go bowiem na narodowe, patriotyczne aspiracje przywódców państwowych, które w Portugalii reprezentowane były przez prawicowe i katolickie rządy Prezydenta Antonio Salazar. Polityka Pawła VI, współgrająca z promasońskimi "demokracjami zachodnimi" kłóciła się bowiem z wprowadzanym w Portugalii antyliberalnym systemem interesu narodowego, z gospodarczym korporacjonizmem chrześcijańskim, oparciem się na rodzinie jako podstawowej jednostce społecznej i przekazaniem władzy w ręce producentów, właścicieli i cechów. Salazar, znienawidzony przez lewicowych rewolucjonistów, przetrwał do 1974 roku, kiedy to komuniści przejęli władzę. Ciosem dla Portugalii stała się utrata kolonii, do czego przyłożył rękę i Paweł VI, doprowadzając w sumie do przejęcia kontroli przez komunistyczne siły w tych krajach, co z kolei doprowadziło do krwawych wojen i tragedii miejscowej ludności.

Podczas podróży do Fatimy Paweł VI chciał więc za wszelką cenę uniknąć kontaktów z "faszystowskim" rządem Salazara, tak ze względu na swoją własną alergię na antyliberalizm, jak i bojąc się reakcji "demokracji" światowych. Jak zapisał kard. Jacques Martin, prefekt Domu Papieskiego, wizyta w Fatimie miała trwać tylko jeden dzień i należało nie dopuścić do spotkania z Prezydentem, gdyż "Ewentualne następstwa polityczne [spotkania] mogły wywołać negatywne skutki dla Kościoła". Papież dbał bowiem bardziej o swój wizerunek we włoskiej i światowej krypto- czy jawnie komunistycznej prasie, która do szpiku nienawidziła "faszystowskie" rządy gen. Franco w Hiszpanii (do którego Msgr. Montini był równie wrogo nastawiony) czy Prezydenta Salazara w Portugalii, niż o wspieranie państw próbujących budować ład w oparciu o katolicką naukę społeczną. Wspominając zaś o "negatywnych skutkach dla Kościoła" takich spotkań, z pewnością miał na myśli posoborowy Kościół, który odstąpił już od ponadczasowych dogmatów i doktryn Wiary.

Rankiem 13 maja 1967 roku samolot Caravelle portugalskich linii lotniczych TAP ląduje na lotnisku wojskowym w Monte Réal i po krótkim przywitaniu się z oficjałami i spotkaniu z dziennikarzami, kolumna samochodowa z olbrzymimi odkrytym Rolls-Roycem wyrusza na 43-kilometrową trasę do Cova da Iria. Do rozpoczęcia Mszy zostało ponad dwie godziny i samochody jadą bardzo wolno, trzeba bowiem jakoś zabić czas, który w normalnych warunkach wykorzystany byłby na przeprowadzenia spotkania na wysokim szczeblu. Po dotarciu na plac w Cova da Iria, Papież powitany został przez "morze ludzi", bowiem pomimo ulewnego deszczu, zgromadziło się tam prawie milion wiernych. Wiernych, którzy oczekiwali od Papieża potwierdzenia Przekazu Maryjnego, a może nawet - bowiem i takie były oczekiwania - ujawnienia Trzeciej Tajemnicy.

Na odprawionej na placu Mszy św. Papież oczywiście nie tylko nie ujawnił Trzeciej Tajemnicy, ale całkowiecie odwrócił się od Przekazu Fatimskiego, nie wspominając ani razu o znanych dwóch Tajemnicach Fatimskich, a nawet o samych Objawieniach. Miast tego, powtórzył swoją "humanistyczną" mantrę o budowie nieokreślonego "nowego świata": "Ludzie, bądźcie ludźmi [...] pomyślcie o powadze i znaczeniu tej chwili, która może być decydująca dla historii obecnego i przyszłego pokolenia. Zacznijcie od nowa zbliżać się do siebie z zamiarem budowania nowego świata." [podkreślenie - L.M.]

Papież udzielił Komunii św. siostrze Łucji, którą zaraz po skończonej Mszy św. podprowadzono do niego. Wyciągnął ku niej ramiona, lecz siostra Łucja uklękła przed nim, ucałowała pierścień i trzęsącymi z wrażenia rękami z trudnością otworzyła pudełeczko, z którego wyjęła wyhaftowany przez siebie Pallium - swój osobisty dar dla Papieża. Wtedy siostra Łucja poprosiła o rozmowę: "Chcę rozmawiać z [Waszą Świątobliwością] na osobności". Całe zdarzenie było obserwowane przez milion zgromadzonych i, jak wspomina ojciec Almeida, tłumacz Papieża: "Papież siedział, a siostra Łucja klęczała przed nim. Wszystko wydarzyło się nieoczekiwanie, w miejscu publicznym i każdy [z otoczenia Papieża] mógł słyszeć ją, zatem nie ma w tym żadnej tajemnicy." Paweł VI patrząc na siostrę Łucję bez słowa uśmiechał się, jak gdyby nie reagował albo nie słuchał. Siostra Łucja kilkakrotnie powtórzyła swą prośbę spotkania się z Papieżem - bez skutku, aż wreszcie Papież odrzekł: "Widzisz, że nie jest teraz odpowiednia pora. Poza tym, jeśli chcesz coś mi przekazać, powiedz to swojemu biskupowi. On będzie tym, który będzie komunikował się ze mną. Zawierz i bądź wierna swojemu biskupowi." Słysząc taką odpowiedź, siostra Łucja natychmiast wstała. Wstał też Papież. Tłumy domagały się zobaczenia Siostry, skandując: "Lucia, Lucia, Lucia". Wtedy biskup Paul Hnilica podprowadził Siostrę Łucję na podium, gdzie stojąc obok Papieża, pokazana została całemu światu. Siostra płakała. Jak celnie opisał to wydarzenie Abbé de Nantes: "Pod obstrzałem soczewek telewizyjnych [kamer] i setek aparatów fotograficznych [...] [Siostra] płakała. Płakała nie nad sobą, ale nad nami - bądźmy pewni tego. Niebo płacze wraz z Powiernikiem Błogosławionej Maryi Dziewicy, bowiem Maryja została odrzucona".

Po tym zdarzeniu, siostra Łucja wróciła z powrotem do klasztoru w Coimbra (z którego przybyła do Fatimy po raz pierwszy od 21 lat), gdyż nie dane było jej spotkanie z Papieżem. Papież po raz kolejny odmówił wysłuchania Świadka Maryjnego, po raz kolejny odrzucił żądania Fatimskie, po raz kolejny sprzeniewierzył się samej Matce Bożej.

Resztę dnia wizyty w Portugalii Paweł VI odpoczywał, po czym udzielił krótkich audiencji przedstawicielom dyplomatycznym i Episkopatowi Portugalskiemu. Zaarażowane zostaje też niecałe 10-minutowe, nieoficjalne spotkanie z Prezydentem Salazarem, który zrażony zrobieniem z siostry Łucji maskotki dla tłumów[62], zaraz po Mszy św. chciał wracać do Lizbony, lecz przekonany został przez ministrów do spotkania.

Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że siostra Łucja nie chciała spotkać się z Papieżem, wiedząc z pewnością - bowiem świadczyły o tym wszystkie dotychczasowe ruchy pontyfikatu - że spotkanie będzie bezowocne. Na samą wieść o tym, siostra Łucja przez wiele dni zawzięcie odmawiała wyrażenia zgody na udanie się na to spotkanie. Dopiero podczas rozmowy telefonicznej z nuncjuszem papieskim otrzymała nie tylko żądanie stawienia się, ale powiedziano jej, że nie wykonanie tego nakazu byłoby grzesznym nieposłuszeństwem wobec Ojca Świętego. Kanonik Barthas dodaje, że "Gdyby byłoby to tylko życzenie Ojca Świętego, a nie nakaz, Siostra wolałaby pozostać w klasztorze".[63]

Intencje wizyty w Fatimie były zakreślone wizjami Pawła VI: "braterstwem pomiędzy narodami", zawierzeniem w 'mądrość Człowieka' i szukaniem rozwiązań pokojowych w wyniku negocjacji. Fatima stała się tylko podium, odskocznią, gdzie dużym tłumom mógł przekazać swoje idee. To, co wypowiedziane zostało przez Papieża w Fatimie, mogłoby z powodzeniem stanowić przemówienie pierwszego-lepszego niekatolickiego przywódcy religijnego. Brak było zarówno wykładni katolickiej, jak i jakiegokolwiek odniesienia do Przesłania Fatimskiego: modernistyczny umysł Pawła VI nie pozwalał na wspominanie takich niebezpieczeństw jak: Piekło, komunistyczne 'Błędy Rosji' - które w tym czasie z wielkim natężeniem rozprzestrzeniały się po świecie wywołując na wszystkich kontynentach rewolucyjne i krwawe zmiany - czy wołanie o nawrócenie, odmawianie różańca, pokutę.

Papież Paweł VI podczas wizyty w Fatimie nie tylko 'nie znalazł czasu' na wstąpienie do samego serca Fatimy: sanktuarium Capelinha, które było zaledwie kilkaset metrów od miejsca odprawianej Mszy, ale nie odmówił nawet ani jednego 'Zdrowaś Mario'!
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30513 Przeczytał: 288 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 22:17, 28 Paź 2008 Powrót do góry

Kontynuacja 'dialogu' z komunistami

Już od pierwszych dni swego pontyfikatu Paweł VI rozszerzał kontakty z komunistami. W dzień po koronacji przyjął on radzieckich 'obserwatorów' na Sobór (którzy - jakżeby inaczej - okazali się agentami KGB). W tym samym mniej więcej czasie rozpoczął szeroką działalność Msgr. Casaroli - późniejszy kardynał odpowiedzialny za prowadzenie polityki z okupowanymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej. Był on reżyserem i zawarł, niekiedy bardzo niekorzystne dla Kościoła, umowy z komunistycznymi rządami Jugosławii, Czechosłowacji, NRD i Bułgarii. Szczególnym jednak przypadkiem była haniebna polityka Watykanu wobec węgierskiego kardynała Józsefa Mindszenty'ego, w którym Paweł VI widział przeszkodę w ułożeniu stosunków z komunistycznymi rządami. Mindszenty nie miał złudzeń i doskonale zdawał sobie sprawę, iż polityka Watykanu jest niczym innym tylko samozaciskającą się pętlą na Kościół. "Dyplomacja watykańska pozwoliła sobie na zaangażowanie się w negocjacje, które dają przewagę tylko komunistom i [przyczyniają się] do śmiertelnej straty katolicyzmu węgierskiego." - wspomina Kardynał w swoich Pamiętnikach.

Podobne różnice w odbieraniu komunizmu ujawniły się ponownie w 1974, kiedy to Paweł VI podstępnie obiecał Kardynałowi, że pozostanie Prymasem jeśli opuści Węgry, lecz po przyjeździe do Rzymu ogłosił vacat budapeszteńskiej archidiecezji, pozbawiając tym samym Mindszenty'ego episkopalnej władzy. Kardynał wystosował wtedy list protestacyjny, w którym pisał, że to właśnie polityka Stolicy Apostolskiej doprowadziła do tego, że reżim komunistyczny na Węgrzech decydował o wydawaniu pozwoleń na wyświęcanie księży i że to Watykan jest odpowiedzialny za "instalowanie tzw. 'księży pokojowych'" (w Polsce zwanych "księżmi-patriotami").

W ciągu następnych lat Paweł VI spotykał się wielokrotnie z przywódcami radzieckimi (np. z Andriejem Gromyko w 1965, 1966, 1970, 1974, 1975 roku), a nic nie mówiące komunikaty z tych spotkań były często publikowane przed rozpoczęciem rozmów. Pomimo braków jakichkoklwiek owoców i nie zmniejszania się prześladowań katolików w Związku Sowieckim, rozmowy były kontynuowane. Zwolniony w 1963 roku z sowieckich łagrów kardynał Slipyj, odważnie wołał: "Katolicy na Ukrainie, którzy oddawali swe życie i przelali morze krwi za Wiarę Katolicką i za wierność Stolicy Apostolskiej, i którzy nawet teraz przechodzą straszliwe prześladowania, ale co wiele gorsze: [dziś] nie są oni przez nikogo bronieni. [...] Nasza katolicka wiara zmuszona została [na Ukrainie] do ukrycia się w katakumbach, gdyż zabroniona jest celebracja liturgii i administrowanie Sakramentów. Wiele tysięcy wiernych księży i biskupów było wtrącanych do więzień lub deportowanych na polarne regiony Syberii. Teraz jednak, w wyniku dyplomatycznych negocjacji, katolicy na Ukrainie, którzy jako męczennicy cierpieli tak wiele, są odstawiani na bok, jak jacyś niechciani świadkowie złej przeszłości." Maltretowany przez Sowietów przez 20 lat kard. Slipyj dodaje, że "Dyplomacja Watykanu życzy sobie, abyśmy siedzieli cicho i nic o [tych zbrodniach] nie mówili, bowiem przeszkadza to w negocjacjach".

Dla wszystkich, przynajmniej dla tych chcących dostrzegać sytuację, "w sprawach stosunków sowiecko-watykańskich jest oczywiste, że Moskwa szuka wsparcia z Rzymu, ponieważ przedstawia to dla niej wartość na arenie międzynarodowej". Innymi słowy, Sowieci wykorzystywali Watykan dla swoich własnych celów, ale okazuje się, że dla drugiej strony cele te wcale nie były takie odległe, bowiem, jak mówi arcybiskup Casaroli "udzielanie [przez Watykan] wsparcia i moralnego poparcia [Sowietom] korespondowało z pokojową misją [Watykanu]."[64]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30513 Przeczytał: 288 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 22:22, 28 Paź 2008 Powrót do góry

Lista destrukcji

Z bólem serca należy przyznać, że pontyfikat Pawła VI, który skończył się 6 sierpnia 1978 roku, pozostawił po sobie zaawansowaną destrukcję Kościoła. Pomoc w wprowadzeniu do dokumentów soborowych licznych błędów doktrynalnych, kontynuowanie zabójczych zmian dokonywanych w imię "ducha soborowego", wprowadzenie i upowszechnienie Mszy Novus Ordo - która ma znikome umocowanie w Tradycji i jest w sumie kranmeroskim, sprotestanyzowanym rytuałem, przy równoczesnym praktycznym zakazie odprawiania nieśmiertelnej Mszy św. - to najkrótsza lista dokonań Pawła VI.

Odnośnie Fatimy, Paweł VI nigdy nie mówił o Tajemnicy Fatimskiej i dał się poznać jako osoba, która nie wierzyła w Przesłanie. Odbyta w 1967 roku podróż do Fatimy nie była pielgrzymką, lecz pozbawioną akcentów maryjnych wizytą, której domagali się wierni i dla których należało coś uczynić. Skutecznie doprowadził też do zamknięcia ust siostrze Łucji, na którą nałożono po 1960 roku ścisłe warunki kontaktowania się ze światem. Nikt poniżej rangi kardynała nie mógł spotkać się z siostrą Łucją bez wyraźnej zgody Watykanu. Nawet były długoletni spowiednik siostry Łucji, ojciec Aparicio nie mógł się z nią spotkać i pisał w liście: "Nie jestem w stanie rozmawiać z siostrą Łucją, ponieważ Arcybiskup [Fatimy-Leiria] nie daje pozwoleń na spotkanie z nią. Izolacja została na nią nałożona przez Stolicę Apostolską. W konsekwencji, nikt nie może z nią rozmawiać bez licencji z Rzymu. Arcybiskup dysponuje bardzo ograniczoną ilością takich licencji."[65]

Siostra Łucja widząc kondycję świata i Kościoła kilkakrotnie użyła w swoich listach określenia "diaboliczna dezorientacja". W liście napisanym do swego kuzyna, księdza Jose Valinho, siostra Łucja pisze:

"Bardzo boleję widząc tak wielką dezorientację wśród ludzi, którzy zajmują odpowiedzialne stanowiska [...] Diabeł potrafił propagować zło pod pozorami dobra; ślepi kierują ślepymi - tak jak Nasz Pan mówi w Ewangelii - i dusze są wprowadzane w błąd.

Z całego serca poświęcam się i ofiaruję swe życie Bogu za pokój w Jego Kościele, za księży i te wszystkie konsekrowane dusze, a szczególnie za te, które są tak wprowadzane w błąd i gubione [...] [Demon] przechytrzył i prowadzi w kierunku błędu i oszukuje dusze, [szczególnie] te na których ciąży wielka odpowiedzialność poprzez stanowiska, które zajmują. [...] Są oni ślepcami, którzy prowadzą innych ślepców." [66]

W pewnym momencie sam Paweł VI zaczął dostrzegać tę wielką dezorientację w posoborowym Kościele, używając słynnych słów o "szczelinie, poprzez którą dym Szatana wtargnął do świątyni Bożej." Znając treść Trzeciej Tajemnicy i widząc dewastację Kościoła, Paweł VI nieprzypadkowo używał pod koniec swego pontyfikatu określeń "konfuzja", "apostazja", "kryzys wiary", które korespondują z "diaboliczną dezorientacją". Mimo lamentowania, nie uczynił jednak nic, by temu przeciwstawić się - przeciwnie, do końca wierzył w "ducha soborowego", nie reagował na rażące przypadki odrzucenia Magisterium Kościoła przez wielu księży i teologów i wspierał ruchy progresywistyczne.

Wielu znawców tematu, a także tacy znani dziennikarze jak Vittorio Messori twierdzą, że samo określenie "diaboliczna dezorientacja" pochodzi bezpośrednio z Trzeciej Tajemnicy, w której niewątpliwie mowa jest o dezorientacji na samym szczycie Kościoła, nie wykluczając Następcy Piotrowego. Od 1960 roku (Sobór Watykański II) zaistniał taki stan na świecie i w Kościele, w którym można lepiej zrozumieć Trzecią Tajemnicę. Nieujawniona do dziś Trzecia Tajemnica realizuje się na naszych oczach.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30513 Przeczytał: 288 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 8:56, 04 Paź 2011 Powrót do góry

Teresa napisał:
Umowa Watykan-Moskwa

W sierpniu 1962 roku w klasztorze na przedmieściach francuskiej miejscowości Metz, spotkali się przedstawiciele Kościoła katolickiego i schizmatycznego 'kościoła' prawosławnego celem przedyskutowania możliwości uczestnictwa strony wschodniej w mającym rozpocząć się za dwa miesiące soborze. Rozmowy, zainicjowane na specjalne polecenie Jana XXIII, którego wyraźnie inspirował doradca papieża, kardynał Montini, prowadzone były przez kardynała Eugene Tisserant i Metropolitę 'kościoła' prawosławnego Nikodema, zresztą agenta KGB. Podczas spotkania, znanego w historii pod nazwą "Umowy Watykan-Moskwa" lub "Paktu w Metz"[47], ustalono, że aby na Soborze mogli uczestniczyć wysłannicy 'kościoła' prawosławnego, Kościół będzie musiał spełnić jeden warunek: Sobór zajmie neutralne stanowisko odnośnie komunizmu. I tak rzeczywiście się stało. Umowa Jana XXIII była skrupulatnie dotrzymywana podczas wszystkich obrad soborowych i zadbano, by podczas nich nie skrytykowano komunizmu. Ba, sama nazwa "komunizm" nie pojawiła się w jakimkolwiek dokumencie soborowym.

Przyzwolenie na zapomnienie o komuniźmie, zapomnienie o jego zbrodniach i ofiarach, a także o cały czas aktualnych niebezpieczeństwach, które stwarzał, było bulwersujące. Jak można było odrzucić zdroworozsądkowe potępienie diabelskiego systemu, jak można było odrzucić przekreślenie kwintesencji poprzednich soborów, które w historii zbierały się właśnie po to, by zajmować się bieżącymi zagrożeniami dla Kościoła i człowieka potępiając je jednoznacznie, wreszcie jak można było odrzucić ostrzeżenia Matki Bożej wyrażone w Fatimie? Wyjaśnienia można szukać tylko w antyfatimskiej i szatańskiej inspiracji.

Już podczas obrad soborowych, odkładając na bok ostrzeżenia poprzednich papieży i zapatrując się w utopijne 'braterstwo pomiędzy ludźmi', Jan XXIII wydaje 11 kwietnia 1963 roku przełomową encyklikę Pacem in Terris ('Pokój na ziemi')[48]. Szybko przetłumaczona przez Watykan na język rosyjski, dotarła do Chruszczowa, który poprzez tekst w Izwiestii dał do zrozumienia, iż czuje intencje Watykanu, bowiem "Papież daje dowód pewnej tolerancji w kierunku ateistycznych komunistów." Dowody tej 'tolerancji' przekroczyły wszelkie granice tolerancji.

Oczywiście nie tylko słowo "komunizm" nie padło ani razu w Encyklice - wszak nie można było rozjuszać przyszłych partnerów dialogu - ale posunięto się dalej i zastosowano swoiste rozróżnienie pomiędzy jakimiś nieokreślonymi z nazwy i gatunku błędnymi teoriami, a praktyką i poczynaniami, w których przecież istnieje cząstka "słusznych dążeń ludzkich", i w których z pewnością tkwią dobre i godne uznania elementy (por. punkt 159 Encykliki).

Cały czas ciśnie się pytanie: jak można było po dwóch wojnach światowych, po horrorze komunistycznych rewolucji, po dziesiątkach, a może i setkach milionów (wliczając komunistyczne Chiny i resztę świata) krwawych i niewinnych ofiar, mówić o systemie, w którym mogą występować "godne uznania elementy"? Zaiste, niepojęte.

Jeszcze nie tak dawno, zaledwie 26 lat wcześniej papież Pius XI w w swej encyklice Divini Redemptoris użył potępiających słów wobec głównego zła współczesnego świata i bez wahania użył słów: komunizm, socjalizm i bolszewizm 74 razy, a tutaj, w czasie gdy księża i biskupi dogorywali w łagrach 'Kraju Rad', w Europie Wschodniej brutalnie przekuwano Człowieka w 'Nową Jakość', w Chinach mordowano miliony ludzi, w Azji, Afryce i Ameryce Południowej instalowano prosowieckie reżimy - Jan XXIII nie tylko nie wymienia z imienia diabelskiej ideologii, ale znajduje w niej godne uznania elementy. Niepojęte.

O tym mozemy juz dzis przeczytac za RW w temacie ''Kulisy soborowego milczenia o komunizmie'' tu:
http://www.traditia.fora.pl/kosciol-ogolnie-i-na-swiecie,2/kosciol-katolicki-a-komunizm,136.html
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)