Forum Kościół Rzymskokatolicki Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Kościół Katolicki a komunizm. Kard. Józef Mindszenty Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 31656 Przeczytał: 240 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 21:49, 03 Paź 2011 Powrót do góry

Kulisy soborowego milczenia o komunizmie

“Komunizm był niewątpliwie najokazalszym, najtrwalszym i najbardziej brzemiennym w skutki zjawiskiem dwudziestego wieku, a Sobór, który przecież wydał konstytucję o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes, w ogóle o nim nie wspomina. Komunizm narzucił podbitym ludom ateizm jako oficjalną filozofię czy wręcz religię państwową, a Sobór, choć rozwodził się nad ateizmem, ani słowem o tym nie wspomniał. Kiedy odbywały się obrady soborowe, więzienia komunistyczne pozostawały jeszcze miejscami niewysłowionych cierpień i upokorzeń wielu ‘świadków wiary’, a Sobór o tym nie wspomina. Czym jest wobec tego milczenia, rzekome milczenie w obliczu zbrodni nazizmu, które niektórzy katolicy, w tym również uczestnicy Soboru, zarzucają Piusowi XII” – pisał 4 lata temu w swych wspomnieniach nestor włoskiego Kościoła kard. Giacomo Biffi.

Dziś przypomniano we Włoszech zarzuty sędziwego już purpurata w związku z prezentacją książki Jeana Madirana „Układ z Metzu”. Opisuje ona tajną i niepisaną umowę Watykanu i Moskwy zawartą właśnie w Metzu w północnej Francji. O co w niej chodziło? Jan XXIII poprosił Kościół prawosławny, aby przysłał swych obserwatorów na Sobór. Patriarchat moskiewski odmówił udziału w obradach. Z drugiej strony Kreml dobrze wiedział, że w ramach oficjalnych przedsoborowych konsultacji dotyczących zagadnień, które mają być podjęte na Soborze, większość biskupów zaapelowała o oficjalne potępienie komunizmu. Janowi XXIII tak bardzo zależało na obecności przedstawicieli rosyjskiego prawosławia, że za ich przyjazd zaoferował Moskwie milczenie na temat komunizmu. Tego właśnie dotyczyło spotkanie w Metzu, w którym z ramienia Stolicy Apostolskiej uczestniczył kard. Eugène Tisserant, ówczesny dziekan kolegium kardynalskiego, a ze strony rosyjskiej Nikodem, wówczas metropolita jarosławski.

Rekonstruując umowę z Metzu, Jean Madiran powołuje się na wspomnienia biskupa tego francuskiego miasta, który wyznał publicznie: „To właśnie w naszym regionie miało miejsce spotkanie incognito kard. Tisseranta z Nikodemem. Metropolita Nikodem zgodził się wówczas, by wystosowano oficjalne zaproszenie do Moskwy z zapewnieniem o apolitycznym charakterze Soboru” – oświadczył bp Paul Joseph Schmitt, gospodarz spotkania. Francuski pisarz i dziennikarz przytacza też wspomnienia niemieckiego teologa Bernarda Häringa, sekretarza i koordynatora komitetu redakcyjnego soborowej konstytucji o Kościele w świecie współczesnym: „Wiedziałem z całą pewnością – pisze Häring – że Papież Jan obiecał władzom rządowym w Moskwie, że Sobór nie wyda jakiegokolwiek potępienia komunizmu, aby dzięki temu mogli w nim uczestniczyć obserwatorzy Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej”.

Istnienie porozumienia między Moskwą i Watykanem potwierdził też w 1963 r. biuletyn Francuskiej Partii Komunistycznej France Nouvelle. Czytamy w nim: Kościół katolicki „nie może już się zadowolić prostackim antykomunizmem. On sam, przy okazji dialogu z Rosyjską Cerkwią Prawosławną, zobowiązał się zresztą, że w czasie Soboru nie będzie żadnego bezpośredniego ataku na reżim komunistyczny”. O gwarancjach danych Moskwie przez Jana XXIII wspominał też w 1963 r. katolicki dziennik La Croix.

Zarówno Jan XXIII, jak i Paweł VI dotrzymali umowy z Metzu. Kiedy w 1965 r. ponad 400 ojców soborowych złożyło petycję z wnioskiem o zajęcie się komunizmem w Gaudium et Spes, ich petycja została odrzucona bez wyjaśnień i jakiejkolwiek dyskusji w czasie obrad. Co więcej, kiedy 15 listopada 1965 r. Paweł VI wyliczał w swych zapiskach zobowiązania Soboru, wymienił wśród nich: „nie wspominać o komunizmie”, dodając w nawiasie: r. 1962, co bezpośrednio zdaje się odsyłać do tajnego spotkania w Metzu.

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Nie 10:35, 14 Lip 2019, w całości zmieniany 3 razy
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 31656 Przeczytał: 240 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 21:01, 30 Mar 2012 Powrót do góry

Węgry: rehabilitacja kardynała męczennika czasów komunizmu

Image

Męczeński prymas Węgier doczekał się wreszcie pełnej rehabilitacji prawnej, moralnej i politycznej. Prokuratura generalna w Budapeszcie wydała dokument kończący proces rehabilitacyjny kard. Józsefa Mindszenty’ego. Już pod koniec 1989 r. zarządziła ona rewizję procesu wytoczonego hierarsze 40 lat wcześniej przez komunistów, a następnie, w 1990 r., węgierski parlament uchwalił zadośćuczynienie wszystkim niewinnym ofiarom komunistycznych procesów pokazowych. Pełną rehabilitację swego wielkiego poprzednika obecny prymas Węgier kard. Péter Erdő określił jako wkład w odnowę moralną narodu i dowód zerwania przez wymiar sprawiedliwości ze złym dziedzictwem fałszu.

Sądowa rehabilitacja [link widoczny dla zalogowanych] W ich ramach cały węgierski episkopat odprawi 31.03 Mszę dziękczynną w katedrze diecezji Szombathely, z której pochodził męczeński prymas. Więziony przez hitlerowców, a potem przez komunistów, hierarcha po stłumieniu w 1956 r. przez sowieckie wojska powstania węgierskiego był 15 lat azylowany w amerykańskiej ambasadzie w Budapeszcie. Zmarł w 1975 r. na wygnaniu w Wiedniu. Od pięciu lat węgierscy biskupi zabiegają o jego beatyfikację.

[link widoczny dla zalogowanych]



Węgry: 120. rocznica urodzin kard. Jozsefa Mindszenty’ego

Image

„Kard. Jozsef Mindszenty nie był jedynie mężem stanu. Nawet jeśli wiele jego wystąpień miało charakter polityczny, to stanowisko zajmowane przezeń wynikało z katolickiej wiary. Dlatego episkopat oficjalnie popiera proces jego wyniesienia do chwały ołtarzy”. W ten sposób Rada Stała Konferencji Episkopatu Węgier uczciła 120. rocznicę urodzin słynnego prymasa tego kraju. W specjalnym komunikacie przypomniano tę nietuzinkową postać najnowszej historii Europy oraz poinformowano o zaplanowanych w związku z rocznicą obchodach.

Biskupi zwrócili uwagę na jego sprzeciw wobec rasizmu i prześladowania Żydów oraz hitlerowskiej okupacji Węgier. „Przez całe swe życie stał niezłomnie po stronie prawdy, niezależnie od panującego systemu politycznego, i po stronie człowieka” – czytamy w komunikacie. Dowodem tego był jego sprzeciw wobec powojennych wypędzeń: Niemców z Węgier i Węgrów z Czechosłowacji. Oponował także przeciwko stalinowskiemu niszczeniu religii i kultury, co sprowadziło nań prześladowanie i więzienie. Stał się w ten sposób symbolem cierpienia Kościoła i narodu.

Niezależnie od politycznych kontrowersji, jakie towarzyszą historii życia kard. Mindszenty’ego, węgierski episkopat wskazuje, że uczy on spojrzenia na przeszłość i chwilę obecną bez uprzedzeń i ze szczerym pragnieniem pojednania ze wszystkimi. Chodzi zwłaszcza o odrzucenie wszelkiej maści rasizmu i nacjonalistycznej nienawiści, a także o patriotyzm szanujący innych. Biskupi podkreślają ponadto zrozumienie prymasa dla tych, których złamało prześladowanie, oraz jego posłuszeństwo Ojcu Świętemu nawet wówczas, gdy było to dlań trudne do przyjęcia.

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Nie 19:00, 27 Lut 2022, w całości zmieniany 5 razy
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 31656 Przeczytał: 240 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 21:31, 08 Maj 2015 Powrót do góry

6 maja minęła 40 rocznica śmierci kard. Józsefa Mindszenty’ego

Kard. Parolin o męczennikach wiary czasów komunizmu

Image

Msza w rocznicę śmierci kard. Mindszenty'ego

Męczennicy i wyznawcy wiary podczas komunizmu na Węgrzech to dla nas wzór – podkreślił watykański sekretarz stanu w 40-lecie śmierci najbardziej znanego z nich, kard. Józsefa Mindszenty’ego, którego proces beatyfikacyjny jest w toku. Zmarł on 6 maja 1975 r. na wygnaniu w Wiedniu. Mszę w tę rocznicę sprawowano wczoraj w rzymskiej bazylice św. Szczepana na wzgórzu Celio, która była jego tytułem kardynalskim. W homilii kard. Pietro Parolin przypomniał przypadające wkrótce, 12 czerwca, stulecie jego święceń kapłańskich, a także 70-lecie nominacji na arcybiskupa Ostrzyhomia, prymasa Węgier.

„Zaraz po nominacji musiał się zmierzyć z szerzącą się ideologią komunizmu, który już znał, bo po raz pierwszy doświadczył bolszewizmu kilka lat po święceniach kapłańskich, gdy aresztowano go w 1919 r. za krótkiej dyktatury zwanej Węgierską Republiką Rad – mówił watykański sekretarz stanu. – Kiedy przed 70 laty, w październiku 1945 r. objął swą archidiecezję, wykazał wielką gorliwość pasterską w duszpasterstwie i pogłębianiu życia religijnego, by przeciwstawić się ateistycznym ideologiom. Kard. Mindszenty był prawie 30 lat arcybiskupem Ostrzyhomia, ale mógł swobodnie pełnić swój urząd bardzo krótko, tylko trzy lata. W Boże Narodzenie 1948 r. aresztowano go, a dwa miesiące później, mimo protestów papieża Piusa XII, skazano na dożywocie pod zarzutem konspirowania, by obalić komunistyczny rząd. W latach więzienia, a potem na wygnaniu stał się symbolem Kościoła prześladowanego, bolejącego, Kościoła licznych męczenników i wyznawców wiary, którzy cierpieli pod dyktaturą w krajach komunistycznych, zwłaszcza na Węgrzech”.

Watykański sekretarz stanu zwrócił uwagę, że chociaż nie ma już „żelaznej kurtyny”, która przez kilkadziesiąt lat dzieliła Europę na dwie części, również dziś istnieje niebezpieczeństwo tam, gdzie są cierpienie i niesprawiedliwość. Przytoczył słowa Papieża Franciszka, wypowiedziane 11 kwietnia b.r. przy ogłoszeniu Roku Jubileuszowego Miłosierdzia, o licznych ludziach cierpiących dyskryminację i śmierć tylko dlatego, że są chrześcijanami.

Obecni na Mszy w rocznicę śmierci męczeńskiego prymasa Węgier dziennikarze pytali kard. Parolina m.in. o planowaną pojutrze papieską audiencję dla prezydenta Kuby Raula Castro. Watykański sekretarz stanu poinformował, że wśród tematów rozmów znajdzie się na pewno poprawa stosunków Kuby z USA, do czego przyczyniła się Stolica Apostolska i sam Papież. Ogólniej mowa też będzie o większym otwarciu tego wyspiarskiego państwa na świat. Nastawiona będzie też na to podróż Franciszka na Kubę we wrześniu b.r., przed wizytą w Stanach Zjednoczonych. Kard. Parolin mówił także o rozważanej obecnie możliwości otwarcia za pośrednictwem nuncjatur apostolskich korytarzy humanitarnych dla imigrantów. Podkreślił, że nie można pozostawać obojętnym na dramat tych ludzi.

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Nie 9:30, 14 Lip 2019, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 31656 Przeczytał: 240 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 12:19, 30 Lis 2015 Powrót do góry

Polecam archiwalny artykuł z 2006 roku. Znalazłam nowy link (stary był nieaktualny) i zamieszczam tę ciekawą rozmowę.

Z dr Karoliną Kaczmarek, hungarystką, autorką książki Prawda i kłamstwo. Prymas Węgier József Mindszenty, rozmawia Łukasz Kaźmierczak Skąd wzięło się kłamstwo w tytule Pani książki poświęconej kard. Mindszentyemu? Za kłamstwo uważam całą czarną legendę, jaka narosła wokół prymasa Węgier. Skala i wyrafinowanie tej komunistycznej...


Książę prawdziwie niezłomny

Image

Skąd wzięło się „kłamstwo” w tytule Pani książki poświęconej kard. Mindszentyemu?

– Za kłamstwo uważam całą „czarną legendę”, jaka narosła wokół prymasa Węgier. Skala i wyrafinowanie tej komunistycznej propagandy były jednak tak wielkie, że jej dalekie echa utrzymują się do dziś, a kłamliwe argumenty są nadal bezwiednie powielane przez niektórych historyków i dziennikarzy. Dotyczy to także Polski. Kilka lat temu w jednej z naszych opiniotwórczych gazet przeczytałam, że kard. Mindszenty w przeciwieństwie do Prymasa Wyszyńskiego był nieodpowiedzialny, bo nie chciał iść na żaden kompromis, a wręcz dążył do otwartego konfliktu z komunistami. Tymczasem moje badania wskazują, że jest to nieprawda. Mindszenty był niezwykle mądrym, a nade wszystko bardzo rozsądnym człowiekiem i tyle, ile mógł osiągnąć metodami pokojowymi, tyle zdołał uczynić.

Ale węgierski prymas zasłynął przede wszystkim ze swojego bezkompromisowego sprzeciwu wobec komunizmu.

– To, że nie udało mu się osiągnąć takich dyplomatycznych sukcesów jak kard. Wyszyńskiemu, wynikało jedynie z innych warunków i odmiennej rzeczywistości politycznej, w jakich żył. W 10-milionowym narodzie węgierskim było 60 proc. katolików, ale tamtejszy Kościół nie był tak silny i nie miał za sobą takiego poparcia jak w Polsce.

Kard. Mindszenty wiedział, że pewnych granic kompromisu przekroczyć nie wolno, ponieważ nie ma to sensu, bo ile by komuniści nie złożyli obietnic, to i tak je w końcu złamią. Dlatego obejmując w listopadzie 1945 roku arcybiskupstwo Esztergom, mówił: „Chcę być sumieniem narodu; pukać do drzwi duszy, by budzić wasze serca, pośredniczyć w oddaniu memu ludowi sprawiedliwości, wbrew pojawiającym się błędom”.

To oczywiście musiało się skończyć aresztowaniem niewygodnego purpurata...

– Przed aresztowaniem Mindszenty zdążył jeszcze napisać, że nigdy nie zrezygnuje z funkcji arcybiskupa, a wszystko, cokolwiek by podpisał, czy do czego by się przyznał, będzie tylko rezultatem ludzkiej słabości i należy to uznać za nieważne.

Nikt do końca nie wie, co się wydarzyło potem, ale pewne jest, że kardynał wszedł do więzienia jako człowiek zdrowy, o nadzwyczajnej sile woli, a wyszedł fizycznie złamany, intelektualnie zdziecinniały i pozbawiony woli.

Częściową prawdę poznaliśmy wiele lat później, po publikacji pamiętników kard. Mindszentyego.

– Jest to bardzo drastyczna lektura i choć widać, że kardynał starał się podczas pisania powściągać emocje, to jednak pamiętniki ukazują jego wielką tragedię i ogromne cierpienie.

Wiemy, że komuniści próbowali złamać prymasa wszystkimi dostępnymi metodami: bito go gumową pałką po całym ciele, kopano w kręgosłup, podawano różnego rodzaju leki i środki chemiczne, nie pozwalano spać. Oprawcy spodziewali się, że kardynał złamie się góra po trzech dniach, on jednak wytrzymał dwa tygodnie nieustannego okrutnego śledztwa. Pozwoliła mu na to jego ogromna siła woli i odmawiany na palcach Różaniec.

Tortury trwały w sumie 39 dni. Po dwóch tygodniach katowania kardynał podpisał w końcu protokół przesłuchania, ale umieścił przy nazwisku dwie literki: CF – Coactus Feci (podpisane pod przymusem). W następnych tygodniach, ogłuszany coraz większymi ilościami narkotyków, stopniowo tracił kontakt z rzeczywistością. Miał wizje, przed oczami tańczyły mu kolorowe kręgi, prawda i kłamstwo zaczęły zlewać się w jedno. W dzień i w nocy powtarzano mu zarzuty, tak że sam w końcu zaczął wierzyć w swoją winę.

Kardynał na pewno nie był w pełni poczytalny kiedy stawał do procesu, ale tak naprawdę do niczego się nie przyznał, a w każdym razie na pewno nie do czegoś, co by go kompromitowało.

Mimo to skazano go na dożywotnie więzienie. Uwolniony po ośmiu latach w czasie wydarzeń węgierskiego Października 1956 roku, wolnością cieszył się jedynie przez kilka dni.

– Bo musiał ratować życie przed wkraczającymi do Budapesztu wojskami sowieckimi. Mindszentyemu udało się dosłownie w ostatniej chwili schronić w amerykańskiej ambasadzie. Nie mógł wtedy przewidzieć, że spędzi w niej prawie 15 lat. Pomimo względnego komfortu bytowego był to jednak dla niego straszny czas. Dowodem ówczesnych cierpień kardynała są pozostawione przezeń zapiski. Amerykanie ze względów politycznych odizolowali go zupełnie od świata. Nie mógł wysyłać korespondencji, nie mógł się prawie z nikim kontaktować.

W pewnym momencie komuniści zaoferowali mu wolność i sprawowanie dalej urzędu prymasowskiego, ale za cenę zaakceptowania ich władzy. Na to zaś Mindszenty nie mógł się zgodzić. Miał też propozycje, żeby w ogóle wyjechać z Węgier, tego jednak również nie chciał uczynić. To był z jego strony znak, że nie opuszcza swojego narodu i że trwa z nim przez cały czas. Wyjechał dopiero w 1971 roku, gdy dostał bezpośrednie polecenie z Rzymu, bo z własnej woli nie uczyniłby tego nigdy.

Wkrótce potem papież Paweł VI ogłosił wakat na arcybiskupstwie Esztergom, czym de facto odebrał kardynałowi urząd prymasa. To był wielki cios dla Mindszentyego.

– Ci Węgrzy, którzy zaangażowani byli w sprawę kardynała Mindszentyego, uważają, że prymas został bardzo skrzywdzony, wręcz zdradzony. Sam Mindszenty nazwał decyzję papieża najcięższym krzyżem spośród zadanych mu w życiu cierpień... Z drugiej strony trudno się dziwić Pawłowi VI, że po tylu latach chciał, by ktoś w końcu pokierował węgierskim Kościołem, pozbawionym przez tak długi czas faktycznego przywództwa. Papież w swoim sercu musiał to więc dobrze rozważyć i podjął taką decyzję, wierząc, że jest ona dobra dla Kościoła.

Tym samym jednak Mindszenty stał się ofiarą ówczesnej polityki odprężenia wobec komunizmu.

– I przyjął tę sytuację z pokorą. Był człowiekiem wielkiego pokroju, nie dyskutował z papieżem, nie buntował się, mimo że bardzo go to wszystko zabolało. Świadczy to jednak tylko o wielkości kardynała. To był taki dalszy ciąg przyjęcia na siebie cierpienia i poniżenia, kolejny etap jego męczeństwa.

Dziś Kościół chce nagrodzić niezłomną postawę kardynała Mindszentyego. Już wkrótce prawdopodobnie rozpocznie się jego proces beatyfikacyjny...

– Kardynał zasłużył sobie na to, jak mało kto. To był człowiek, który prowadził bardzo dobre, bardzo surowe życie. Przestrzeganie wyznawanych wartości przypłacił ogromnym cierpieniem, mimo wszystko pozostał im wierny do końca. Miał ogromną siłę ducha, nigdy nie pozwolił, żeby te cierpienia i przeżycia w jakiś sposób go przytłoczyły. Nie zaczął nienawidzić świata, a po tym, co przeżył, chyba mógłby. Przeciwnie, wszystko to, co robił, czynił z miłości do Boga i Kościoła.

József Mindszenty, właściwie József Pehm (ur. 29 marca 1892 r.), nazywany bywa często „węgierskim Wyszyńskim”. Od 1945 roku arcybiskup Esztergom i Prymas Węgier. W 1948 roku uwięziony przez komunistów, rok później został skazany na dożywotnie więzienie w pokazowym procesie pod zarzutem zdrady stanu i handlu dewizami. Zrehabilitowany w 1989 roku. W czasie węgierskiego Października 1956 roku spędził trzy dni na wolności, po upadku powstania schronił się w amerykańskiej ambasadzie w Budapeszcie. Opuścił ją dopiero w 1971 roku po interwencji papieża Pawła VI. Komunistyczne władze nie zezwoliły jednak na jego dalszy pobyt w kraju. Zmarł w Wiedniu 6 maja 1975 r. 29 października 2006 roku Prymas Węgier rozpoczął starania o beatyfikację kard. Mindszentyego.

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Nie 19:19, 27 Lut 2022, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 31656 Przeczytał: 240 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:17, 27 Lut 2022 Powrót do góry

Teresa napisał:
Kulisy soborowego milczenia o komunizmie

(...)
[link widoczny dla zalogowanych]

O porozumieniu z Metz, czyli dlaczego Sobór Watykański II nie potępił komunizmu?

ks. Krzysztof Irek

Image

Historię trzeba napisać od nowa.
prof. Paweł Wieczorkiewicz


Pięćdziesiąt lat od rozpoczęcia Vaticanum II ciągle przychodzi stawiać nam pytania dotyczące zaróno samej natury Soboru, jak i jego postanowień. Jednym z nich jest: Dlaczego biskupi, którzy przybyli do Rzymu, chcąc zwrócić się do świata językiem współczesnego człowieka, by na nowo ukazać mu piękno Kościoła oraz aktualność jego przesłania, nie zabrali głosu w kwestii najbardziej palącej dla setek milionów wiernych, a mianowicie, w sprawie komunizmu? Jak to możliwe, że Sobór, który za swój cel obrał odczytanie "znaków czasu" oraz zmierzenie się z "problemami nowej epoki" nie chciał dostrzec tragedii setek milionów chrześcijan, katolików i innowierców, żyjących pod jarzmem dyktatury czerwonej gwiazdy i zdecydował się nie wspomnieć o tej bezbożnej ideologii ani słowem, nawet w Konstytucji pastoralnej o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes?

Komunizm potępiony

Stanowisko Kościoła wobec komunizmu zostało jasno wyrażone w licznych dokumentach katolickiego Magistrium. Już Pius IX w 1846 r., w encyklice Qui pluribus, mówił o nim jako "ohydnej i samemu prawu naturalnemu przeciwnej nauce, która, gdyby została przyjęta, stałaby się przyczyną całkowitej ruiny wszystkich praw, instytucji i własności, a nawet samego społeczeństwa". Tym samym tonem wtórował mu Leon XIII w encyklice Quod apostolici muneris, określając komunizm jako "śmiertelną zarazę, przenikającą do najgłębszych komórek społeczeństwa i narażającą je na pewną zgubę".

Na ćwierć wieku przed Vaticanum II, Pius XI, znając dobrze z czasów swego pobytu w Polsce ogrom zbrodni, dokonywanych w imię "walki klas" i "tryumfu mas robotniczo-chłopskich", ukazał w encyklice Divini Redemptoris nie tylko opłakane następstwa podążania za tą ideologią, ale wytkął też manipulacje światowej prasy, która milczała na temat komunistycznych okrucieństw, mających miejsce w Rosji, Meksyku i Hiszpanii. Za pontyfikatu Piusa XII, 28 czerwca 1949 r., został wydany Decretum contra Communismum, w którym Święte Oficjum w ten oto sposób odpowiedziało na cztery postawione mu pytania:

1. Czy godzi się zostać członkiem partii komunistycznej lub wspierać taką partię?

Negatywnie. Komunizm cechuje materializm i antychrystianizm; sami przywódcy komunistów, nawet jeśli twierdzą, iż nie są przeciwko religii, jasno świadczą słowami i czynami o swojej postawie przeciwko Bogu, prawdziwej religii i Kościołowi Chrystusa.

2. Czy godzi się wydawać, propagować lub czytać książki, czasopisma lub ulotki, które szerzą doktryny komunistyczne lub w nich publikować swoje teksty?
Negatywnie. Jest to zabronione mocą samego prawa.

3. Czy wierni chrześcijanie, którzy dokonują aktów opisanych w pytaniach 1 lub 2 mogą być dopuszczani do sakramentów?
Negatywnie. Ponieważ zasady udzielania sakramentów nie dopuszczają do nich tych, którzy nie są w odpowiedniej dyspozycji.

4. Czy wierni chrześcijanie, wyznający materialistyczną i antychrześcijańską doktrynę komunistyczną, a przede wszystkim ci, którzy bronią jej lub ją propagują, za te czyny mocą samego prawa zaciągają na siebie ekskomunikę zarezerwowaną Stolicy Apostolskiej?
Pozytywnie".

Ostatni raz w podobnym tonie Święte Oficjum zabrało głos w marcu 1959 r., a więc już za pontyfikatu Jana XXIII, zabraniając katolikom głosowania w wyborach na tych kandydatów, którzy nawet sami nie będąc członkami partii komunistycznej, zamierzali z nią politycznie współpracować.

Dwie encykliki papieża Jana

Nauczanie Jana XXIII zawarte w społecznej encyklice Mater et Magistra krytykowało jeszcze, czy to wprost, czy pośrednio, ustrój komunistyczny. W paragrafie 34, przywołując nauczanie swych poprzedników "Dobry Papież" potwierdzał, że "tezy tak zwanych komunistów pozostają w skrajnej sprzeczności z nauką chrześcijańską. Nie mogą też katolicy popierać w jakikolwiek sposób twierdzeń socjalistów, mimo że głoszą oni bardziej umiarkowane poglądy". Co prawda pośrednio, ale współgrają z powyższym stwierdzeniem słowa z paragrafu 216, w którym czytamy:

Wszystkim doskonale wiadomo, że w wielu krajach, z których niejedne posiadają starą kulturę chrześcijańską, tylu Naszych braci i synów, szczególnie nam z tej racji drogich, cierpi od wielu już lat bardzo srogie prześladowania. Ukazuje to wszystkim wyraźnie z jednej strony wspaniałą godność prześladowanych, z drugiej zaś wyrafinowane okrucieństwo prześladowców; a chociaż nie doprowadziło to jeszcze do nawrócenia tych ostatnich, skłania jednak wielu ludzi do przemyślenia tej sprawy.

Jednakże w nowej, pisanej po kryzysie kubańskim encyklice Jana XXIII Pacem in terris, komunizm nie został już napiętnowany. Co więcej, papież Roncalli przedstawił w niej teorię, która każe rozgraniczyć niezmienne doktryny filozoficzne od inspirujących się nimi ruchów historycznych. Te ostatnie, będąc w dużym stopniu podatnymi na różne zmiany zachodzące w społeczeństwie, same ewoluują i czynią możliwym współpracę, która jeszcze do niedawna uchodziła za niemożliwą (por. §§ 159 i 160). Innymi więc słowy: komunizm, inspirujący się niezmienną doktryną marksistowską należy potępić. Dopuszczalną jednak staje się współpraca z partiami komunistycznymi (podlegającymi przemianom), jeśli może ona "przynieść rzeczywiste korzyści", polegające na spełnieniu "słusznych dążeń ludzkich".

Takie właśnie przedstawienie komunizmu pozwoliło wielu ojcom soborowym nie widzieć w nim już nieprzejednanego wroga, lecz raczej partnera w dyskusji nad tematami społeczno-politycznymi. Pytanie jednak pozostało. Co skłoniło Jana XXIII do zmiany stanowiska względem ideologii, która na swoich rękach miała krew dziesiątek milionów ludzkich istnień? Według Jeana Madirana, współczesnego historyka, badającego to zagadnienie, u podstaw tej epokowej zmiany legło porozumienie zawarte pomiędzy przedstawicielami Watykanu i Patriarchatu Moskiewskiego (czyt. Kremla), kard. Tisseranta i metropolity Nikodema, które miało miejsce latem 1962 r. we francuskim mieście Metz.

"Religia - opium dla ludu i duchowa gorzałka"

Nim postaramy się zrekonstruować chronologię wydarzeń, które doprowadziły do niepotępienia komunizmu przez Sobór Watykański II, na podstawie kilku tekstów chciałbym ukazać to, co sami ideolodzy tego światopoglądu mówili o religii, a później podać kilka przykładów praktycznego zastosowania tychże nauk.

Włodzimierz Iljicz Uljanow, znany lepiej światu jako Włodzimierz Iljicz Lenin, w referacie o stosunku partii robotniczej do religii, wygłoszonym podczas debaty w 1909 r., tak oto przedstawiał zamiary rewolucji względem religii:

Cały swój światopogląd opiera socjaldemokracja na socjalizmie naukowym, tj. na marksizmie. (...) Marksizm to materializm. Jako taki jest on tak samo nieubłaganie wrogi religii, jak materializm encyklopedystów XVIII wieku lub materializm Feuerbacha. To nie ulega wątpliwości. Ale materializm dialektyczny Marksa i Engelsa idzie dalej niż encyklopedyści i Feuerbach i rozciąga filozofię materialistyczną na dziedzinę historii, na dziedzinę nauk społecznych.

Powinniśmy walczyć z religią. Jest to abecadło całego materializmu, a więc również marksizmu. Ale marksizm nie jest materializmem, który zatrzymał się na abecadle. Marksizm idzie dalej. Mówi on: należy umieć walczyć z religią, w tym zaś celu trzeba materialistycznie wyjaśnić źródła wiary i religii wśród mas. Walki z religią nie wolno ograniczać jedynie do abstrakcyjno-ideologicznej propagandy (...); walkę tę należy powiązać z konkretną praktyką ruchu klasowego, który zmierza do usunięcia społecznych korzeni religii. Dlaczego religia utrzymuje się wśród zacofanych warstw proletariatu miejskiego, wśród szerokich warstw półproletariatu, a także wśród mas chłopstwa? Wskutek ciemnoty ludu, odpowiada burżuazyjny postępowiec, radykał albo burżuazyjny materialista. A więc precz z religią, niech żyje ateizm, naszym głównym zadaniem jest rozpowszechnianie poglądów ateistycznych. (W. Lenin, Dzieła wszystkie, t.17)


Owo teoretyczne "nieubłaganie wrogie stanowisko" od Rewolucji październikowej do domniemanego upadku komunizmu w 1989 r., wyraziło się w praktyce pozbawieniem życia dziesiątek milionów "elementów kontrrewolucyjnych", głównie wyznawców Chrystusa, ale również i przedstawicieli innych religii.

Zbrodnie komunizmu

Pragnąc zobrazować ogrom i bestialstwo komunistycznych zbrodni chciałbym przywołać książkę Hugh Thomasa The Spanish Civil War (Hiszpańska wojna domowa). Brytyjski historyk opisał w niej barbarzyńskie ekscesy wymierzone w Kościół katolicki, jakie miały miejsce w latach 1936-1939 w tym europejskim kraju. W toku drobiazgowo zaplanowanej i skrupulatnie przeprowadzonej polityki ateizacji władze republikańskie nakazały zamknięcie i skonfiskowanie wszystkich świątyń oraz całkowicie zakazały wszelkiej posługi kapłańskiej. Na terenach zajmowanych przez komunistów dochodziło do niszczenia kościołów i klasztorów, będących często prawdziwymi perłami architektury. W samej tylko Barcelonie spalono 58 z 59 świątyń. Ocalała jedynie miejscowa katedra. W Cuenca komuniści spalili 10 000 tomów bezcennych ksiąg i dokumentów przechowywanych w tamtejszej katedrze. Organizowano spektakle antyreligijne, profanacje cmentarzy, zwłok oraz publiczne palenie krzyży i świętych obrazów. Szacuje się, że ofiarą rewolucji w Hiszpanii padło ponad 20 000 świątyń, czyli blisko 50 % kościołów!

Równie wielkie były ofiary ludzkie. Na terenie całej strefy opanowanej przez rewolucjonistów od egzekucji i tortur zginęło razem 7937 duchownych: 12 biskupów, 5255 księży, 2492 zakonników, 283 zakonnice, 249 osób odbywających nowicjat oraz dziesiątki tysięcy wiernych świeckich. Zachowały się rozliczne świadectwa, opisujące tortury, jakim poddawano tych, którzy nie chcieli wyprzeć się wiary. I tak, matkę dwóch jezuickich księży uduszono wpychając jej krucyfiks do gardła. Proboszczowi z Navolorales, nim go zastrzelono, nie oszczędzono żadnej z chrystusowych mąk, a ojca Jose de la Cora z miasteczka El Saucejo ukrzyżowano do góry nogami na drzwiach kościoła. Żywych katolików wiązano razem ze zwłokami zmarłych i wystawiano ich na słońce, aby zgnili. Księży rozrywano bykami, topiono, obdzierano ze skóry, palono żywcem i kamieniowano. Jednak przy całym tym okrucieństwie, przy tym iście opętańczym działaniu rewolucjonistów zdumiewający jest fakt, że źródła historyczne nie podają ani jednego przypadku apostazji, ani jednego odejścia od wiary.

Do roku 1962, czyli do rozpoczęcia obrad Soboru Watykańskiego II komunizm pociągnął za sobą dziesiątki milionów ofiar w Związku Radzieckim, Polsce, Węgrzech, Czechosłowacji, krajach nadbałtyckich, Rumunii, Bułgarii, Finlandii, Wschodnich Niemczech, Jugosławii, Albanii, Włoszech (prawie zupełnie nieznana historia Triangolo della morte w północnych prowincjach kraju), dalej w Chinach, Korei i Wietnamie. Komuniści z zimną krwią eksterminowali całe grupy społeczne i etniczne: miliony nieakceptujących nowego porządku rosyjskich robotników i chłopów (szacuje się, że w samym tylko 1922 r. na wskutek głodu zmarło 5 milionów Rosjan), co najmniej 6 milinów Ukraińców zostało pozbawionych życia w czasie Голодоморy, wymordowano lub deportowano miliony Kozaków dońskich, Mołdawian, mieszkańców Besarabii, Niemców nadwołżańskich, Polaków, którzy nie znaleźli się w granicach II Rzeczpospolitej, a następnie tych, którzy po 1939 r. trafili do strefy okupowanej przez ZSRR; dalej Tatarów krymskich, Czeczenów, Inguszy, Tybetańczyków i wielu innych. Już niebawem komunizm miał zebrać równie krwawe żniwo w Laosie, Kambodży, Etiopii, Mozambiku, w wielu krajach Ameryki Łacińskiej, a na Zachodzie Europy miał zatruć swą bezbożną ideologią myśl filozoficzno-polityczno-społeczną.

Oto czym jest komunizmu w teorii i w praktyce. Sam więc pomysł niektórych hierarchów Kościoła katolickiego rozpoczęcia pertraktacji z przedstawicielami całkowicie podporządkowanej sowieckim służbom Cerkwi Moskiewskiej (patriarcha Aleksy nazywał Józefa Stalina "opiekunem Kościoła Prawosławnego" oraz "nadzieją całej ludzkości"), pertraktacji w sprawie udziału rosyjskich obserwatorów w obradach Soboru Watykańskiego II był w rzeczywistości niczym innym, jak tylko bardzo niebezpieczną grą oraz siadaniem do stołu rozmów z samym diabłem.

Mater Ecclesiae - ora pro nobis!

ks. Krzysztof Irek

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 31656 Przeczytał: 240 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:28, 27 Lut 2022 Powrót do góry

Prezes IPN: gdyby nie Jan Paweł II, komunizm gniłby jeszcze przez kilka pokoleń

Gdyby nie Jan Paweł II, to nie byłoby tak szybkiego upadku komunizmu; gniłby jeszcze przez kilka pokoleń - mówi PAP prezes IPN Jarosław Szarek. Papież jako Polak - jak podkreśla - dobrze znał formy zniewalania przez komunizm, dlatego wiedział jak z nim walczyć.

PAP: "Papież zza żelaznej kurtyny" to tytuł międzynarodowej konferencji naukowej, którą IPN organizuje w tym tygodniu w Krakowie i w Budapeszcie. Co jest jej głównym tematem i jakie ma nieść przesłanie?

Jarosław Szarek: Sesję przygotowaliśmy wspólnie z węgierskim Instytutem Pamięci Narodowej, gdyż chcemy na Jana Pawła II - w 40. rocznicę jego wyboru na papieża - spojrzeć z perspektywy międzynarodowej. Zaczynamy w Krakowie, a skończymy w Budapeszcie. Historycy z kilku krajów dawnego bloku sowieckiego: Rumunii, Bułgarii, Czech, Słowacji, Węgier, Litwy, Niemiec, Polski oraz Stanów Zjednoczonych będą dyskutować, jak pontyfikat Jana Pawła II wpłynął na sytuację Kościoła w państwach komunistycznych, jakie były reakcje władz. Jaką rolę odegrało jego nauczenie w demontażu systemu totalitarnego, a z polskiej perspektywy pokażemy jego stosunek do wolnościowego ruchu "Solidarności". Choć pokażemy Jana Pawła II w zmaganiach z komunizmem, to wyraźnie zaznaczy się jego uniwersalny charakter nauczania, aktualny także dzisiaj w starciu z różnymi współczesnymi zagrożeniami wolności.

PAP: Co pana zdaniem wyróżnia pontyfikat Jana Pawła II odnośnie jego wpływu na państwa i Kościoły bloku wschodniego?

Jarosław Szarek: Kościół nigdy nie miał złudzeń wobec komunizmu, czemu dawał wyraz choćby w swych encyklikach m.in. Piusa XI "Divini Redemptoris" (szerzej znana pt. "O bezbożnym komunizmie" z 1937 r.), ale potem gdy system ten zawładnął znaczną częścią świata, nadszedł czas prób zbliżenia, czas polityki wschodniej.

Jan Paweł II przychodził do Rzymu z osobistym doświadczeniem totalitaryzmu niemieckiego i sowieckiego. Zniewolenia tego ostatniego doznawał od 1945 roku przez kilkadziesiąt lat jako kapłan, biskup, kardynał. Znał więc wszystkie formy fizycznego i duchowego zniewalania. Wiedział, jak z nim walczyć, że tą drogą nie jest uległość, ale opór, zdecydowane domaganie się wolności religijnej, walka o prawa zniewalanych narodów. Wiedział, jak wspierać, jak pomóc, jakich powołać hierarchów, jak przynosić nadzieję, jak podnosić na duchu i był odporny na komunistyczne kłamstwa i propagandę, której ulegali ci, którzy nie żyli w tym systemie. Ale najważniejsze było jego autentyczne świadectwo wiary, służby, miłości do drugiego człowieka.

PAP: Czy zgodzi się pan z tezą, że gdyby nie wybór Polaka na papieża 40 temu, to nie byłoby upadku systemu komunistycznego w Europie Środkowo-Wschodniej?

Jarosław Szarek: Nie byłoby tak szybkiego upadku, gniłby jeszcze przez kilka pokoleń i upadał w mniejszych lub większych konwulsjach. Wybór Jana Pawła II dobrze odczytali komuniści - byli przerażeni, a dowodem "docenienia" był zamach 13 maja 1981 roku. Czerwcowa pielgrzymka do ojczyzny w 1979 roku była czarnym snem komunistów. Wtedy zobaczyli, że na nic lata terroru, przemocy, kłamstw. Miliony Polaków na papieskich mszach, a w sercu stolicy ogromny krzyż i te słowa, aby nie podcinać korzeni, z których się wyrasta, że tyle zawdzięczamy naszej kulturze, że nie można Polski zrozumieć bez Chrystusa, że jak sam wtedy mówił papież-Słowianin, przypomina o jedności chrześcijańskiej Europy tworzonej przed "dwa płuca", dwie tradycje Zachodu i Wschodu.

I do tego spotkania z młodzieżą, której dawał jasny moralny przekaz: zachowanie dekalogu może odwrócić największe zło. Pojawiła się nadzieja, Polacy się policzyli - teraz było kwestą czasu - kiedy ta siła, którą sobie wtedy uświadomili da o sobie znać. Bez tego doświadczenia nie byłoby "Solidarności", od tego momentu zaczęła się agonia sytemu komunistycznego. Jego trwanie uzależnione było jedynie od militarnej siły, jaką jest w stanie przeciwstawić narodom, które zaczęły upominać się o swe prawa. Było to tym bardziej niesamowite, iż dokonał tego człowiek nie mający żadnej siły militarnej - kiedyś Stalin pytał kpiąco ile dywizji ma papież? Te dywizje okazały się jednak zbyteczne. Siła ducha, siła Ewangelii okazała się silniejsza od pancernych kolosów i rakiet.

(...)

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)