Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Z blogu "Pod mitrą - nie tylko kościelne safari'' Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29191 Przeczytał: 287 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 18:42, 25 Lip 2013 Powrót do góry

Sen patriarchy Eustacjusza

Od wieków ludzie porównywali siebie samych, ale przede wszystkim innych do zwierząt. Zestawienia te miały wydźwięk zarówno pochlebny jak negatywny: „pracowity jak pszczoła”, „zapobiegliwy jak mrówka”, „pokorny jak baranek”, „wierny jak pies” – ale też „człowiek człowiekowi wilkiem”, „uparty jak osioł”, „biedny jak mysz kościelna”, „głupia krowa” czy „podła świnia”.

Pan nasz, Jezus Chrystus również nie stronił od tego rodzaju porównań. Mówił o owcach, które pasie i które ostatecznie skończą po prawej stronie w Dniu Sądu; o kozłach – a więc o tych idący na zatracenie wieczne; o plemieniu żmijowym – czyli o maści wszelakiej hipokrytach i obłudnikach; o Herodzie przyrównanym do lisa; czy wreszcie o wieprzach, przed które nie należy rzucać pereł.

Owe porównania nie miały oczywiście nic wspólnego z pokrewieństwem ewolucyjnym pomiędzy wybranymi gatunkami fauny a konkretnymi przedstawicielami gatunku homo sapiens. Idzie raczej o pewne rysy charakteru, o takie czy inne zachowania, sposób bycia, reagowania i odnoszenia się do bliźnich.

Na czasach apostolskich bynajmniej się nie skończyło – Niebo posłużyło się zwierzakami i później, w Bizancjum za panowania cesarza Bazylego II (958 – 1025), by uświadomić ówczesnego patriarchę Konstantynopola, Eustacjusza, z kim też przyszło mu współpracować w winnicy. Oto fragment starej kroniki bizantyńskiej:

„Opowiadają i tę historię [o patriarsze Eustacjuszu]. Patriarcha przewodniczył Mszy św. w czasie jednej z wielkich uroczystości, a ponieważ procesja ze świętymi darami posuwała się wolniej niż zwykle, patriarcha, częściowo z racji podeszłego wieku (był bowiem stary), częściowo z powodu słabości (był bowiem chory), nie mogąc stać dłużej po zakończeniu modlitw, zażądał, aby przyniesiono mu tron, na którym zwykle zasiadał. Usiadł zatem czekając na święte dary i zasnął. I ujrzał we śnie przerażającą wizję – a była to wizja prawdziwa, nie zaś tylko senne majaki. Zobaczył zbliżające się dzikie bestie w strojach kapłańskich: ich ciała były ludzkie, lecz głowy zwierzęce. Wtedy jednak diakon zbudził go, gdyż właśnie przyniesiono Święte Dary ofiarne (za swoje wysiłki został nagrodzony surową naganą, gdyż pozbawił patriarchę owego nadzwyczajnego widzenia).

Eustacjusz opowiadał, że widział jedenastu biskupów w tej przerażającej postaci i innych podążających za nimi, lecz wizja ich przybycia została przerwana przez diakona, który go zbudził. A wśród owych bestii były osły, lwy, pantery, koty domowe, wilki, niedźwiedzie i inne podobne stwory. Tyle o tej historii.”


(John Skylitzes, A Synopsis of Byzantine History 811 – 1057, Cambridge, 2010; s. 348. Tłum. Paweł K. Długosz)

Niepodobna uniknąć pytania, jakie to dzikie zwierzęta przyśniłyby się papieżowi Franciszkowi, gdyby zadrzemał podczas sumy u św. Piotra. Ale może narzućmy wędzidło naszej wyobraźni, aby łatwiej nam było kochać Kościół Chrystusowy.

Jacques Blutoir

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29191 Przeczytał: 287 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 13:14, 14 Mar 2014 Powrót do góry

08.03.2014
„Bo do czubków odwieźć każę”

W naszym wciąż chrześcijańskim kraju powszechnie obchodzone są dwa importowane święta – Dzień Kobiet i Dzień Zakochanych. Oba nie mają wiele wspólnego z chrześcijaństwem, bo zwyczaj „kwiatka dla Ewy” ze względów propagandowo-ideologicznych wprowadzili w Polsce komuniści wierni postanowieniom Drugiej Międzynarodówki, a tzw. walentynki bynajmniej nie trafiły do Polski w wyniku szerzenia się kultu św. Walentego, lecz z połączenia głupiego naśladownictwa i zrozumiałej chęci zysku.
Dzisiejsze święto przypada w dniu liturgicznego wspomnienia św. Jana Bożego, a to lutowe w dniu św. Walentego – ten pierwszy święty założył zakon znany z opieki nad chorymi psychicznie (od szpiczastych kapturów zwano ich„czubkami”, która to nazwa, już jako pogardliwa, z czasem została przeniesiona na ich podopiecznych), a drugi jest patronem chorych na zaburzenie czynności mózgu zwane epilepsją. Czy zachodzi tu jakaś prawidłowość?

Jacques Blutoir

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29191 Przeczytał: 287 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 13:15, 14 Mar 2014 Powrót do góry

Polecam bardzo ciekawy tekst na blogu:

Mario Palmaro (1968-2014, RIP) o FSSPX i rozmowach z Rzymem

Image

(...)

http://www.traditia.fora.pl/bractwo-kaplanskie-sw-piusa-x-fsspx,32/mario-palmaro-1968-2014-rip-o-fsspx-i-rozmowach-z-rzymem,11206.html

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29191 Przeczytał: 287 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 18:27, 31 Mar 2014 Powrót do góry

Wydało się...

Nakładem [link widoczny dla zalogowanych] (nazwa nie kłamie — [link widoczny dla zalogowanych]) wydany został zbiór moich artykułów z cyklu „Sławni konwertyci”, który w latach 2010-1012 ukazywał się na łamach miesięcznika „Zawsze wierni” i których niewielką część można znaleźć w tym blogu. Zainteresowanych czytelników [link widoczny dla zalogowanych] prezentując wstęp, jakim tę publikację opatrzyłem:

„W polskiej rzeczywistości religijnej, w kraju o nominalnej, prze­ważającej katolickiej większości, gdzie wiarę — w wielu przypadkach zredukowaną jedynie do zwyczaju — dziedziczy się po rodzicach, nie­często można usłyszeć o spektakularnych nawróceniach, powrotach i przyjęciach na łono Kościoła. Nawrócenia nie oznaczają konwer­sji, czyli zerwania z jakąś zorganizowaną formą herezji czy schizmy, odrzucenia judaizmu, islamu czy pogaństwa, lecz w większości doko­nują się w zaciszu konfesjonałów i polegają na powrocie do porzuco­nych niegdyś praktyk religijnych. Nawet jeśli do życia w łasce wracają ludzie znani, wybitni, to dzieje się to bez szczególnego rozgłosu.

Tymczasem świadectwo konwertytów może być bardzo cenne, nie tylko bowiem krzepi serca wierzących, ale także pobudza do reflek­sji tych, którzy z różnych przyczyn pozostają na obrzeżach Kościoła lub są jego zdeklarowanymi wrogami. Publiczne świadectwo życia konwertyty często jest drogą, którą pierwsze tchnienie łaski dociera do wielu dusz trwających w grzechach, błędach i niewierze — o czym zaświadcza cała historia Kościoła, począwszy od świadectwa, które dali święci Apostołowie.

Niniejsza publikacja jest wyborem tekstów, które w latach 2010–2012 ukazywały się na łamach katolickiego miesięcznika «Zawsze wierni» w cyklu zatytułowanym «Sławni konwertyci». Wówczas, w pierwszych odcinkach, pojawiły się tam postaci najsławniejsze: bł. John Henry Newman, Hugh Benson, Ronald Knox — którzy zostali tutaj pominię­ci ze względu na to, że polskiemu czytelnikowi są już postaciami dość bliskimi. Wyjątek stanowi postać Gilberta K. Chestertona, bo rozdział jemu poświęcony traktuje o kwestii mało znanej — o świętości pisarza i procesie beatyfikacyjnym, który niedługo ma szansę się rozpocząć. Nieobecność najsławniejszych rekompensuje galeria postaci — pisarzy, sportowców, dziennikarzy czy w końcu monarchów i polityków — któ­rych sława do Polski nie dotarła lub znane są jedynie wąskiemu gronu miłośników. Teksty im poświęcone — opatrzone cytatami z ich mów, publikacji i listów — oczywiście nie mają za zadanie prezentować kon­wertytów jako kandydatów na ołtarze i wzory do naśladowania (mimo nawrócenia nie wszyscy na to zasługują), ale po prostu pokazać, jaką drogą przyszła do nich łaska i jak ten dar wykorzystali.

Czytelnik znajdzie tutaj przede wszystkim (choć nie tylko) postaci konwertytów z protestantyzmu lub ludzi, którzy sami nie będąc jego wyznawcami, wychowali się w kręgu kulturowym przez protestantyzm zdominowanym. Wybierając postaci, autor kierował się oczywiście swoimi specyficznymi zainteresowaniami, ale również świadomością, że obraz dzisiejszej Europy, a w pewnej mierze i całego świata, kształ­tował się (i ten proces trwa) w sporze pomiędzy Kościołem katolickim a oderwanymi od niego ugrupowaniami protestanckimi, które prze­siąknięte liberalizmem i naturalizmem, w konsekwencji doprowadziły świat zachodni do niewiary. I dlatego, ze względu na tę pozorną bliskość wynikającą z kultury, ale olbrzymi ideowy dystans, świadectwo konwertytów z protestantyzmu wydaje się tak cenne”.


Jakub Pytel vel Jacques Blutoir


Image

[link widoczny dla zalogowanych]


Nie mogę znaleźć strony Księgarni Rodziny Katolickiej, myślę ... że najwyraźniej zawiesiła swą działalność, dlaczego? - nie wiem. Wspomnianą powyżej ksiażkę można kupić w wielu innych księgarniach jak np. tu:

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Nie 12:23, 14 Lut 2016, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29191 Przeczytał: 287 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 10:17, 06 Kwi 2014 Powrót do góry

Już wcześniej książka była rekomendowana tu:

http://www.traditia.fora.pl/ciekawe-ksiazki-i-multimedia,9/slawni-konwertyci-jakub-pytel,11310.html
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29191 Przeczytał: 287 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 22:30, 17 Kwi 2014 Powrót do góry

Fronda.pl o bp. Williamsonie czyli kłamstwa i półanalfabetyzm

(...)

http://www.traditia.fora.pl/bractwo-kaplanskie-sw-piusa-x-fsspx,32/akt-oskarzenia-przeciwko-biskupowi-williamsonowi,2980-15.html#53226


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Czw 22:32, 17 Kwi 2014, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29191 Przeczytał: 287 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 8:09, 06 Cze 2014 Powrót do góry

Podzwonne dla cesarza Konstantyna XI Paleologa
(...)
http://www.traditia.fora.pl/bracia-w-wierze-swiat-postepu,19/turecki-premier-atakuje-chrzescijanski-konstantynopol,9851.html#54188
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29191 Przeczytał: 287 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 8:24, 06 Cze 2014 Powrót do góry

04.06.2014
Antykatolicka ceremonia w Westminsterze

(...)

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]

(...)

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29191 Przeczytał: 287 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 19:44, 02 Lip 2014 Powrót do góry

Papieska emerytura może stać się regułą. Franciszek u grobu Celestyna V

Na Twitterze Catholic News Service można przeczytać, że papież Franciszek złoży hołd św. Celestynowi – pierwszemu papieżowi, który ustąpił z urzędu.

W najbliższą sobotę, podczas pobytu w Abruzji Ojciec Święty zatrzyma się w Sulmonie i nawiedzi grób papieża Celestyna V. Benedykt XVI uczynił to dwa razy – ostatni raz w lipcu 2010 r., na trzy i pół roku przed swoją renuncjacją.

Za sprawą Ojca Świętgo Franciszka papieskie gesty i słowa uległy dewaluacji – papież jest spontaniczny i trudno wnioskować, które z jego zachowań poprzedza jakaś głębsza refleksja nad tym, jak zostaną zrozumiane przez szeroką publiczność, a które są efektem złego lub dobrego humoru czy jakiegoś wzruszenia. Tutaj jednak mamy do czynienia z gestem zaplanowanym i zapowiedzianym i jeśli papież w katedrze w Sulmonie nie powie niczego, co nadałoby jego pielgrzymce inny wymiar, to będzie to potwierdzenie, że i on nie zamierza trwać na Tronie Piotrowym do śmierci. Z pewnością nie należy traktować tego jako zapowiedzi rychłego ustąpienia z urzędu, ale jako znak na przyszłość.

To prawda, że papież jest coraz bardziej zmęczony i że z tego powodu odwołano kilka spotkań, a jego współpracownicy sugerują mu zwolnienie tempa i dłuższy odpoczynek. Osób, które się o niego troszczą jest zresztą całkiem sporo; Ojciec Święty spotkał się niedawno z Franciszkanami Niepokalanej, którym przewodził komisarz Volpi – ostrzegł on wszystkich dość starannie dobranych uczestników, że papież jest zajęty, zmęczony i chory, i że należy go w ciszy wysłuchać, że nie należy zadawać mu jakichkolwiek pytań, a żegnając się ucałować pierścień i broń Boże niczego nie mówić. Okazało się jednak, że komisarz Volpi nie dość starannie dobrał uczestników spotkania i któryś z krnąbrnych, młodych mnichów niepomny stanu zdrowia Ojca Świętego dał wyraz – bardzo zresztą grzecznie – swemu żalowi z powodu nieobecności na spotkaniu o. Stefano Manellego, założyciela ich zgromadzenia oraz wielu innych, którzy chcą korzystać z prawa do celebracji Mszy w rycie klasycznym. Oj, nieładnie!

Jakub Pytel

Czytaj również:
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]


[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Sob 14:40, 05 Lip 2014, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29191 Przeczytał: 287 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 14:42, 22 Lip 2014 Powrót do góry

21.07.2014
O rzeczywistych przyczynach wizytacji apostolskiej w Paragwaju

Niedawno minął rok od chwili, gdy papież Franciszek faktycznie zabronił członkom Zgromadzenia Braci Franciszkanów Niepokalanej celebrowania Mszy św. w klasycznym rycie rzymskim, w ten sposób dokonując pierwszego tak poważnego wyłomu w dziedzinie stosowania zapisów Motu Proprio Summorum Pontificum. Dla zgromadzenia oskarżanego o próby podważania magisterium II Soboru Watykańskiego i „kryptolefebryzm” ustanowiono również komisarza apostolskiego w osobie o. Fidenzio Volpiego OFM Cap., zabroniono udzielania święceń, rozwiązano seminarium, wprowadzono zakaz publikacji itd. Restrykcje nie ominęły Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Niepokalanej – w ich wspólnocie odbywa się wizytacja apostolska, której skutki wydają się być łatwe do przewidzenia, bo wizytatorką jest s. Fernanda Barbiero, doroteuszka należąca do ekumenicznego i feministycznego zrzeszenia teolożek Coordinamento Theologe Italiane.

Decyzje Ojca Świętego i jego pełnomocników spotkały się licznymi protestami katolickich tradycjonalistów, którzy zaczęli dostrzegać narastającą groźbę odebrania im praw zagwarantowanych za czasów pontyfikatu papieża Benedykta XVI. W związku z tym, gdy tylko publicznie ogłoszono, że papież Franciszek zarządził wizytację kanoniczną w paragwajskiej diecezji Ciudad del Este, wielu publicystów uznało, że jest to kolejny cios wymierzony w konserwatystów w Kościele katolickim. Trzeba bowiem wiedzieć, że diecezja, której ordynariuszem jest związany z Opus Dei bp Rogelio Ricardo Livieres Plano jest jedną z tych w Ameryce Południowej najmniej dotkniętych nowinkami, słabo zinfiltrowaną przez sekty ewangelikalne (98% ludności to katolicy), w której wciąż panuje tradycyjny model pobożności (niemal w każdej parafii odprawiana jest Msza trydencka) i która jako jedyna w regionie może poszczycić się dużą liczbą powołań – w 2004 r., gdy bp Livieres Plano rozpoczynał urzędowanie, w diecezji posługiwało 70 kapłanów zakonnych i zaledwie 12 diecezjalnych, tymczasem dziś w miejscowym seminarium formację odbywa 250 kandydatów do święceń.

[link widoczny dla zalogowanych] stoją ordynariusze pozostałych 11 paragwajskich diecezji, a także inni południowoamerykańscy hierarchowie, którzy z zazdrością spoglądają na sukcesy duszpasterskie bp. Livieresa, ale nie myślą go naśladować, bo są zwolennikami katolicyzmu „postępowego” i tzw. teologii wyzwolenia. Można nawet spotkać opinie, że decyzja o wizytacji jest efektem osobistej, zadawnionej urazy kard. Bergoglio do bp. Livieresa, ale próżno szukać na to jakichś dowodów. Ci, którzy stają w obronie papieskiej decyzji starają się w niej odnaleźć motywację pozytywną – chęć zbadania metod duszpasterskich, które skutkują tak licznymi powołaniami i przeszczepienie ich do diecezji, które cierpią ich niedobór.

Prawda wydaje się nieco inna. Trudno uwierzyć, żeby Ojciec Święty podjął decyzję o wizytacji z samej tylko niechęci do „pelagian” (jak niesprawiedliwie określa katolickich tradycjonalistów), gdyby w diecezji wszystkie sprawy układały się dobrze, jej duchowieństwo było zjednoczone wokół swego biskupa a ten nie był poważnie skonfliktowany z resztą członków episkopatu. Tymczasem stosunki bp. Livieresa z innymi biskupami w regionie są nie tyle chłodne, co wręcz napięte, a jego własne duchowieństwo również ma powody do daleko posuniętej nieufności.

Oto przed dwoma miesiącami ordynariusz Ciudad niespodziewanie i publicznie oskarżył abp. Eustaquio Pastora Cuquejo Vergę, swego metropolitę, o homoseksualizm. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy to oskarżenie jest prawdziwe, ale już za czasów pontyfikatu Benedykta XVI przeciwko abp. Cuquejo prowadzone było postępowanie kanoniczne, w wyniku którego w 2011 r. pozbawiono go części uprawnień i wyznaczono mu jako koadiutora bp. Edmundo Ponziano Mellidę. Tak czy inaczej Konferencja Episkopatu zgodnie zażądała od bp. Livieresa przeprosin, a ten żądanie odrzucił.

Pytanie, po co bp. Livieres nagle postanowił wywołać skandal i publicznie przypomniał o całej sprawie? Był to chyba rodzaj ataku wyprzedającego, który miał odsunąć uwagę mediów od jego własnych współpracowników. Otóż bp Livieres przyjął do swojej diecezji ks. Carlosa Urrutigoity’ego – kapłana oskarżonego o praktyki homoseksualne, deprawowanie kleryków i pedofilię, a niedawno uczynił go nawet wikariuszem generalnym; a to nie koniec, bo bliski przyjaciel ks. Urrutigoity’ego, ks. Dominic Carey, został jego zastępcą.

Trudno orzec, co mogło skłonić biskupa do tego typu decyzji, ale trzeba wiedzieć, że ks. Carlos Urrutigoity jest postacią o wielkiej osobistej charyzmie, dzięki której potrafił nie tylko zmylić czujność, ale i przekonać o swojej niewinności wielu wcześniejszych przełożonych. W młodości Urrutigoity wstąpił do prowadzonego przez Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X seminarium duchownego w La Reja w Argentynie. Już wówczas jego zachowanie zaczęło wzbudzać wątpliwości przełożonych i został odesłany „na praktyki” do przeoratu w Kordobie w Argentynie. Nie wrócił już do La Reja – poprosił o możliwość kontynuowania formacji w seminarium piusowców w Winonie w USA. Gdy w 1989 r. podano do wiadomości listę kandydatów do święceń kapłańskich, jego przełożonych z seminarium w Argentynie, ks. Morello, wysłał do bp. Williamsona – rektora seminarium św. Tomasza w USA, poufny list, w którym formułował wobec Urrutigoity’ego oskarżenia o nieobyczajność. Bp Williamson zorganizował konfrontację, lecz oskarżony nie tylko nie przyznał się do winy, ale bardzo sprytnie oświadczył, że świadectwo ks. Morello to prywatna zemsta za to, że jako kleryk nie podzielał jego sedewakantystycznych poglądów (ks. Morello rzeczywiście przejawiał tego typu tendencje, wkrótce opuścił FSSPX, a w 2007 r. przyjął sakrę z rąk sedewakantystycznego biskupa Roberta Neville’a). Urrutigoity uzyskał święcenia i przez dwa lata posługiwał w seminarium w Winonie jako wykładowca i nauczyciel chorału. Wywierał coraz większy wpływ na współpracowników i podopiecznych (wkrótce zyskał przezwisko „Guru-tigoity”). Jego zachowanie nie uszło uwadze przełożonych i kiedy miały zapaść decyzje dotyczące jego przyszłości poprosił bp. Fellaya o zgodę na założenie nowego instytutu – Bractwa Św. Jana. Gdy spotkał się z kategoryczną odmową, porzucił FSSPX i z grupą księży i kleryków osiadł na terenie diecezji Scranton, przekonując jej ordynariusza, bp. Jamesa Timlina, że powodem odejścia była wyłącznie chęć uregulowania statusu kanonicznego. Mimo, że bp Fellay wysłał list, w którym przedstawił przebieg wydarzeń i scharakteryzował tego kapłana jako człowieka niemoralnego i potencjalnego przywódcę sekty, bp Timlin erygował nowy instytut. Do charyzmatów Bractwa Św. Jana (SSJ) miało należeć celebrowanie liturgii w klasycznym rycie rzymskim, odnowa życia kapłańskiego, edukacja i tworzenie małych miast, w których królowałaby prawdziwie katolicka kultura.

Członkowie Bractwa Św. Jana rozpoczęli współpracę z popieranym przez bp. Timlina Bractwem Kapłańskim Świętego Piotra, a wkrótce objęli kierownictwo Akademii Świętego Grzegorza – szkoły średniej dla chłopców założonej przez FSSP w diecezji Scranton. Ks. Urrutigoity i jego współpracownicy wykorzystali sytuację, by móc prowadzić życie dostatnie i amoralne – w niedługim czasie zyskali miano „seksualnych drapieżników”, a w 2002 r. diecezji Scranton wytoczono proces, podczas którego dwaj księża SSJ zostali oskarżeni o molestowanie seksualne. Proces zakończył się ugodą, ale diecezja i petryści po dziś dzień zmagają się z niepozbawionymi podstaw zarzutami o brak dostatecznego nadzoru i narażenie uczniów na niebezpieczeństwo (to nie gospodarze, ale gościnnie przebywający w Akademii franciszkanie jako pierwsi interweniowali w sprawie panujących tam stosunków). W końcu bp. Timlin zdecydował o usunięciu ks. Urrutigoity’ego z szeregów Bractwa Św. Jana, a jego następca, bp Joseph Martino zdecydował o rozwiązaniu stowarzyszenia i ekskardynował jego członków. Księża Urrutigoity i Carey wrócili do Paragwaju, gdzie znów rozpoczęli kościelną karierę, tym razem wkupując się w łaski ordynariusza Ciudad del Este.

Krytycy papieskiej decyzji, rzekomo wymierzonej w tradycjonalistów, muszą wiedzieć, że już w 2012 r. redakcja Christian Order, jednego z najbardziej zasłużonych katolickich periodyków o konserwatywnym i tradycyjnym profilu (jego pierwszym redaktorem naczelnym był nieodżałowany ks. Paul Crane SI), apelowała do swoich czytelników o informowanie władz kościelnych o próbach odtworzenia Bractwa Świętego Jana w Paragwaju. Chodziło również o to, żeby uniemożliwić niektórym byłym członkom SSJ zbierania funduszy na ten cel. Nie można też nie wspomnieć, że wspomniany ks. Dominic Carey do niedawna bywał w Anglii jako opiekun paragwajskich kleryków, którzy gościli w tamtejszych klasztorach, aby uczyć się języka (z rozmów z nimi wynikało, że kapłaństwo dla wielu może stanowić sposób na wyjście z nędzy, co stawia pod znakiem zapytania „boom powołaniowy” mający mieć miejsce w diecezji Ciudad del Este i każe zapytać o właściwy cel podobnych wyjazdów).

Papież Franciszek z pewnością nie jest przyjacielem katolickich tradycjonalistów, lecz żeby zatytułować tekst słowami „Wizytacja Watykanu wymierzona w katolicką tradycję? Diecezja jest pełna obaw” – jak to uczynił jeden z portali internetowych – trzeba mieć solidne podstawy. Z niektórymi decyzjami papieża Franciszka rzeczywiście trudno się zgodzić, ale krytyka postanowień Biskupa Rzymu (skoro sumienie do niej zmusza), szczególnie ze strony tradycjonalistów i konserwatystów musi być rozsądna, oparta na faktach, możliwie konstruktywna i niepozbawiona krytycznego spojrzenia również na zaszłości we własnych szeregach.

Jakub Pytel

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29191 Przeczytał: 287 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 15:00, 22 Lip 2014 Powrót do góry

Teresa napisał:
Fronda.pl o bp. Williamsonie czyli kłamstwa i półanalfabetyzm

(...)

http://www.traditia.fora.pl/bractwo-kaplanskie-sw-piusa-x-fsspx,32/akt-oskarzenia-przeciwko-biskupowi-williamsonowi,2980-15.html#53226


Do tego artykułu dochodzą inne:

15.07.2014
Tomasz Teluk „wyświęcony do godności”

(...)

Czy kierownictwo Portalu Poświęconego naprawdę nie wstydzi się publikować takich gniotów? Przecież kompromitują nie tylko Frondę, ale w ogóle konserwatywnych katolików, bo przecież ten portal jest powszechnie identyfikowany jako ich trybuna.

Panie Doktorze Terlikowski, po raz enty apeluję – zrób Pan coś!

Jakub Pytel

[link widoczny dla zalogowanych]

(proszę kliknąć na obraz to się powiększy)

Czytaj również:
[link widoczny dla zalogowanych]
Fronda.pl o bp. Williamsonie, czyli kłamstwa i półanalfabetyzm,


[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Nie 12:20, 14 Lut 2016, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29191 Przeczytał: 287 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 19:30, 05 Mar 2016 Powrót do góry

Psy, wieprze i perły

Kolejny raz, pewnie już trzeci lub czwarty, zetknąłem się z sytuacją, w której rodzice-ateiści postanowili ochrzcić dziecko. Choć ze względu na deklaracje publiczne można zaliczyć ich do воинствующих безбожников, to uznali, że Paryż wart jest Mszy, czyli że warto zapłacić chrztem za spokój w rodzinie. Cóż, i tak w życiu bywa. Tyle, że wspomniani „wojujący bezbożnicy” okazali się ludźmi na tyle uczciwymi (ideowymi?), że niczego przed Kościołem nie udawali – lojalnie ostrzegli proboszcza, że są niewierzący i że na chrzest zgodzili się ze względu na wolę rodziny. Co więcej, zadeklarowali, że ich syn będzie nosić imię „świeckie” i że jeśli kapłan, jako przedstawiciel Kościoła przekona ich wierzących bliskich, że taka ceremonia nie powinna mieć miejsca, to przyjmą to z zadowoleniem. Ku ich zaskoczeniu ksiądz nie zniechęcał do chrztu (którego przecież udziela się przez wzgląd na wiarę rodziców!), ale przeciwnie – wywarł na ateuszy taką presję, tak bardzo i po sekciarsku „zbombardował miłością”, że ci w końcu uczestniczyli w ceremoniach tak samo jak wszyscy inni wierzący rodzice (zastrzegli, że nie złożą deklaracji o katolickim wychowaniu dzieci – złożyli ją chrzestni – oraz nie wyznają wiary, ale „szatana i wszystkich spraw jego” zgodnie się wyparli [sic!]).

Szafarz sakramentu był bardzo zadowolony z wykonanej roboty, bo przecież dusza dziecka została uwolniona od grzechu pierworodnego, a ono samo włączone do społeczności Kościoła katolickiego. Nie pomyślał jednak o tym, że przy braku cudu wychowanie uczyni z nowo ochrzczonego ateistę, a być może nawet walczącego ateistę, który za lat 20 będzie nękać następcę tegoż proboszcza pozwami o wykreślenie z księgi chrztów i, na zgubę własnej duszy, siać zgorszenie. Szafarz sakramentu tak bardzo skupił się na cytacie ze św. Marka: „Dopuśćcie dziatkom przychodzić do mnie, a nie zabraniajcie im; albowiem takich jest królestwo Boże” (Mk 10,14), że zupełnie zapomniał o słowach zapisanych u św. Mateusza: „Nie dawajcie psom tego, co święte, ani nie rzucajcie pereł waszych przed wieprze” (Mt 7,6). Cytat ten jest powszechnie znany jako krótkie „nie rzucajcie pereł przed wieprze”, co brzmi pysznie, pogardliwie; tymczasem Chrystus Pan wypowiedział to jako przestrogę i wyjaśnił: „By ich przypadkiem nie podeptały nogami swymi, i obróciwszy się, żeby was nie rozszarpały”. Jest to więc wezwanie do daleko posuniętej ostrożności i roztropności, do tego, by zapobiegać, a nie leczyć, by nie prowokować.

I na koniec: czy powyższego nie można jakoś odnieść do sprawy przyjmowania w Europie muzułmańskich uchodźców? Część z nich, ci, którzy mogą zostać odesłani do kraju pochodzenia jako imigranci ekonomiczni, przyjmuje chrzest w niemieckich protestanckich zborach, by móc później – nie bez racji – twierdzić, że powrót do ojczyzny przypłaci śmiercią. Korzyść jest obopólna, bo zbór zyskuje nie tylko wiernego, ale także potencjalnego płatnika podatku kościelnego. O tym, że podobne postępowanie na dłuższą metę się nie opłaca przekonał się Kościół katolicki w Skandynawii, gdzie dla uzyskania większej subwencji państwowej zapisywano do parafii wszystkich emigrantów z Polski, przyjmując, że skoro Polak, to i katolik. Gdy rzecz wyszła na jaw tamtejszy Kościół stracił nie tylko lwią część pieniędzy, ale i jako taki prestiż.

Zatem, nie rzucajmy pereł przed wieprze, żeby obróciwszy się nas nie rozszarpały.

Jakub Pytel

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)