Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Buddyzm - religią okultystyczną Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiekTen temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28245 Przeczytał: 198 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 13:01, 13 Mar 2012 Powrót do góry

"Ty który otworzyłeś usta i pokazałeś kły,
Ty który masz troje oczu na strasznej twarzy,
Ty który założyłeś na siebie wieniec z czaszek,
Ty obdarzony twarzą na którą nie da się patrzeć.
Ciebie uwielbiam."


To jest ten tekst modlitwy do demona.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28245 Przeczytał: 198 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 13:38, 13 Mar 2012 Powrót do góry

Teraz coś więcej odnośnie buddyzmu i tej modlitwy.

OFIARA LUDZKA A OFIARA BOSKA

W namiocie Dża-lamy wisiał „tulum” - skóra zdarta w roku 1913 z kirgiskiego jeńca bez rozcięć, w kształcie worka, dokładnie wypreparowana przy pomocy soli i wysuszona. To nie był łup wojenny, lecz najpotrzebniejsze narzędzie modlitwy.

(...)

Jedną z takich wysepek jest świat lamaizmu. Substratem, który „zamroził” Tybet, zatrzymując jego rozwój duchowy w epoce przedbiblijnej, był buddyzm. Problem polega na tym, ze w buddyzmie nie ma pojęcia Boga. Ani Jedynego Osobowego Boga Stwórcy nie ma w filozofii buddyzmu, ani nawet Brahmana, Ducha Wszechświata. Wszystko, co istnieje, jest psychicznym potokiem. Wszystko jest objawieniem energii psychicznej i dlatego ze wszystkiego można korzystać, ale pod jednym warunkiem - nie szkodzić wspólnocie buddystów.

(...)

Do Tybetu buddyzm mahajana przyszedł w VII wieku. W IX stuleciu dotarł on przez arystokrację i kręgi naukowe do pospolitej ludności w formie
lamaizmu, stworzonego przez Padmę Sambhawę.
Ludność Tybetu wtedy jeszcze była w epoce szamanizmu. Ich wiara polegała na kontaktowaniu się z duchami, i to duchami całkowicie i otwarcie złymi. Zgodnie z logiką rozwoju religijnego, z czasem mogliby oni zaakceptować ideę Jedynego Bóstwa i pójść ogólnoludzką drogą rozwoju… Lecz przyszli do nich buddyjscy kaznodzieje i powiedzieli, że Boga nie ma. Ale duchy są (ponieważ filozofia buddyzmu w zasadzie dopuszcza różne formy istnienia, jeśli tylko ktoś stale i zdecydowanie myśli o nich oraz przekazuje im swoją energię). Naprawdę każdy buddysta wie, że posłuchać kazania Buddy przylecieli nawet bogowie. A Bóg nie przyszedł. Znaczy to, że Go nie ma. Szamański kult został wzmocniony filozofią
buddyzmu


(...)

W buddyjskich klasztorach Mongolii i Tybetu codzienne nabożeństwo poranne zaczyna się od złożenia krwawej ofiary „obrońcy wiary Dżamsaranowi oraz innym okrutnym bóstwom i demonom”, „boskim katom i zabójcom wrogów wiary i cnót”.

Oto opis owego nabożeństwa, przytoczony w księdze rosyjskiego etnografa A. M. Pozdniejewa, wydanej ponownie w 1933 roku w Kałmucji przez samych buddystów:

Image

Ci, którzy przynoszą balin huwaraki przed rozpoczęciem nabożeństwa, najpierw powinni kontemplować Dżamsarana i wyobrazić sobie całą przestrzeń świata pustą. W tej pustej przestrzeni muszą wyobrazić sobie bezgraniczne morze ludzkiej i końskiej krwi ze wzburzonymi falami; pośrodku tych fal - prostokątną miedzianą górę, na jej szczycie - sionce, zwłoki człowieka i zwłoki konia, a na nich stoi Dżamsaran. Twarz ma czerwoną, w prawej ręce, z której wychodzi ogień, trzyma miedziany miecz oparty o niebo; mieczem tym siecze życie tych, którzy złamali obietnice. Lewa ręka trzyma nerki i wątrobę wrogów wiary, pod pachą znajduje się wciśnięta skórzana czerwona flaga. Usta są szeroko otwarte, widać cztery białe kły, ma troje oczu i straszliwie zagniewany widok. Ukoronowany jest pięcioma ludzkimi czaszkami. Stoi pośród plamieni ognia mądrości.
Po złożeniu kielicha krwi temu oraz innym demonom, wyznawcy wzywają ich, by zniszczyli wrogów, szczególnie tych, którzy przeszkadzają rozpowszechnianiu się wiary i świętości buddyzmu.

Oto zwrócone ku nim wołanie:

Przywołuję tego, który ma swoje wieczne mieszkanie w południowo zachodniej ziemi trupów, władcę życia, wielkich czerwonych katów i szymnusów, którzy pilnie strzegą poleceń Dżamsarana, przybywajcie na mocy obietnicy… Żeby pocieszyć Dżamsarana i jego towarzyszy, witam ich wielkim morzem rożnej krwi… Om-ma-hum…Uczyńcie prochem wszystkie wrogie moce i przeszkody, zgodnie ze swymi srogimi i okrutnymi prawami… Ty, który otworzyłeś usta i pokazaleś kly, ty, który masz troje oczu na strasznej twarzy, ty, który zawiązałeś w warkocz swe ciemnożółte włosy, ty, który włożyłeś na siebie wieniec z czaszek, majestatyczny bohaterze, obdarzony twarzą, na którą nie da się patrzyć, uwielbiam ciebie! Wychwalam stojącą po twojej prawicy Uhin-tengri, która trzyma w swych rękach miecz i gwoźdź, która ma granatowe cialo i czerwoną twarz! Królu stróżów-jakszasów, matko z czerwoną twarzą, wściekłych ośmiu noszących miecze, straszliwi kaci, pomnóżcie waszą energię! Wszystkim grzesznym, czyniącym przeszkody lamaizmowi, wszystkim, którzy trzymają się herezji, pokażcie waszą silę i ratujcie, wyzwolicie! Posyłając z góry szymnusów używających noży, zagarnijcie wrogów siecią, przebijcie ich gwoździami, zniszczcie ich mieczami, uderzcie włóczniami, zjedzcie serce! Ale przymuszając ich, by skończyli swe ziemskie złe istnienie, uratujcie ich dusze! Połóżcie kres życiu tych złych wrogów! Ich mięso, krew i kości zjedźcie waszymi ustami! Przyjmijcie tą ofiarę ciała i krwi znienawidzonych wrogów! Poprowadźcie mnie drogą cnoty, ale pokarajcie wrogów jawnymi znakami! Zniszczycie wrogów lamaizmu i wiary w ogóle, ponieważ tylko tak można zachować wiarę i świętą naukę!

(...)

Nie warto się bać niezwykłości Bożej decyzji. Nie warto uciekać od Chrystusa i Jego Kościoła do Szambali, Indii albo w "Trzeci Testament". Bóg od dawna już czeka na nas w zwykiym parafialnym kościółku przy sąsiedniej ulicy, w którym w każdą niedzielę od rana sprawuje się Tajemnica Miłości. Ta Miłość, która kiedyś stworzyła słońce i gwiazdy, żyje i uobecnia się w kielichu Eucharystii: Eucharystia południem wiecznym trwa, I wszyscy łączą się w Komunii z radością,
I Kielich Boski źródlo szczęścia ma,
Niewyczerpane źródlo szczęścia i miłości…

Osip Mandelsztam
DIAKON ANDRIEJ KURAJEW
TŁUMACZYŁA: ŚWIETLANA WIŚNIEWSKA
Powyższy tekst jest rozdziatem książki "Jeśli Bóg jest miłością", Moskwa 1997

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28245 Przeczytał: 198 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 15:57, 13 Mar 2012 Powrót do góry

Teresa napisał:
(...)
Wracamy do najnowszego numeru "Newsweeka" z taką oto okładką:

Image

Na stronie Wojciech Cejrowski Facebook czytamy:

W zeszłym tygodniu skontaktował się ze mną Newsweek. Prosili o wywiad. Zgodziłem się, na osobistą prośbę koleżanki z podstawówki, która tam pracuje. Lubimy się, znamy od lat, a do tego koleżanka pomogła mi kiedyś w ciężkich czasach. Odwdzięczyłem się Jej.
Odpowiedziałem na pytania i postawiłem redakcji jeden warunek: tekst ma być opublikowany dokładnie w takiej formie jaką zamieszczam poniżej - żadnych skrótów, żadnych dopisków. Newsweek odpowiedział, że nikt im nie będzie stawiał warunków. Hmm..
Zamiast wywiadu opublikowali nieprzyjemny tekst na mój temat i równie nieprzyjemną rozmowę z ks. Sową. Ksiądz Kazimierz Sowa występuje jako kapłan i głos Kościoła, a na dołączonej do tekstu fotografii jest rozchełstany, potargany i bez koloratki. Ksiądz K.Sowa był dyrektorem kanału Religia należącego do TVN. Kanał ten ma w swoim logo rybę - znak Chrystusa - ale jednocześnie prezentował wszelkie możliwe religie w tym pogańskie i wrogie Kościołowi.
Dla równowagi medialnej, proponuję Państwu ten wywiad, którego Newsweek nie zdecydował się opublikować. Newsweekowi wolno wybierać, jakie treści publikuje. Mnie wolno wybierać Gościa Niedzielnego.
wc

PS
Pytania przysłane Newsweeka były w większości ciekawe!

NIEOPUBLIKOWANY WYWIAD UDZIELONY NEWSWEEKOWI

Newsweek: W jakich relacjach jest Pan z prawicowymi publicystami m.in. Piotrem Semką, Piotrem Zarembą, braćmi Karnowskimi?

WC: Nie jestem w żadnych relacjach, bo nie mam okazji zawierać znajomości z publicystami. Nie bywam na otwarciach ani na zamknięciach, nie przyjmuję zaproszeń, po salonach się nie szwendam – jeśli gdzieś idę, to jest to manifestacja pod Pałacem Namiestnikowskim, Msza za
Ojczyznę albo pogrzeb. Ostatni pogrzeb, na którym byłem, to pogrzeb Stanisława Szwarc-Bronikowskiego. Poza tym, że Szwarc był podróżnikiem i filmowcem, był też cynglem AK – wykonywał zasądzone przez Podziemne Państwo Polskie wyroki śmierci na szpiclach, kolaborantach i Szkopach. Cześć Jego pamięci!!!

W koligacjach ani koteriach nie uczestniczę. Pracuję zawsze u siebie, we własnej firmie, nigdy w czyjejś redakcji. A zatem nie mam okazji poznawać dziennikarzy. Żadnego z wymienionych Panów nie znam osobiście, choć o każdym słyszałem. Jeden z braci Karnowskich jest kłamczuchem – tyle wiem na pewno. Nie może się skutecznie wyspowiadać, a w konsekwencji nie powinien przyjmować Komunii Świętej. Opublikował kiedyś ogromny wywiad ze mną, którego mu nigdy nie udzieliłem. Ogłaszał publicznie, że ma taśmy z nagraniami i mi je wyśle. Jakoś nie wysłał. Ten „wywiad” był nieprzyjemny i szkodliwy dla mnie. Fałszerstwo. Do czasu naprawienia szkody, każda spowiedź Pana Karnowskiego jest nieważna – takie mamy reguły w Kościele Katolickim. Trwa Wielki Post, może się chłop nawróci.

Z takich mniej więcej powodów trzymam się w ostrożnej odległości od publicystów, nawet prawicowych. Klucze od domu powierzyłbym Rafałowi Ziemkiewiczowi, którego szanuję i czytam z uwagą, oraz Krzysztofowi Skowrońskiemu, którego lubię i się z nim koleguję. Resztę znam raczej z daleka.

A czy oni prawicowi? To niedobre słowo, bo nic nie definiuje. Dużo bardziej adekwatne jest określenie „opozycja niepodległościowa” zdefiniowana jako przeciwieństwo antypolskiej, poddańczej polityki Donalda, Zdradka, Komoruska i reszty Padalców. Przy czym słowo Padalec oznacza kogoś, kto pada na twarz przed obcymi w celu wylizania butów.

N: Wróg – proszę o zdefiniowanie, kim są Pana wrogowie.

WC: Wrogami mojej Ojczyzny, czyli moimi osobistymi również, są Niemcy, Rosja i Unia Europejska. Dużo łatwiej byłoby nam współpracować z Unią lub Niemcami, zawierać z nimi roztropne sojusze, gdybyśmy stawiali tę sprawę jasno. Z wrogiem można się dogadywać, niekoniecznie trzeba strzelać. Dużo łatwiej byłoby nam handlować z Rosją, gdybyśmy handlowali z pozycji: jesteś naszym wrogiem, starasz się nas pożreć od stuleci, dzisiaj ci się to nie uda, dzisiaj chcesz nam sprzedać gaz, za ile? Z wrogiem można rozmawiać bez potrzeby rzucania się mu w ramiona lub do nóg. A Tuski, Zdradki i Padalce mają wobec Rosji syndrom sztokholmski.

Co do wrogów osobistych, to nie zajmuję się nimi, czyli nie ma między nami relacji – oni czują do mnie wrogość, a ja do nich nie czuję nic. Niekiedy docierają do mnie sygnały o wrogości poprzez mojego Facebooka lub stronę internetową. Bluzgów i anonimów nie czytam (trzeba się podpisać), na listy interesujące odpowiadam, i to częściej na te od wrogów niż te od przyjaciół.

Są też zawzięte środowiska, które zwalczają mnie od lat – Gazeta Wyborcza i pederaści (termin medyczny, stosuję go zawsze świadomie w kontraście do nowomowy wypranej z osobistego stosunku do zjawiska).

N: Co to znaczy być „radykalnym katolem”?

WC: Jezus był radykałem, nie ściemniał, nazywał rzeczy po imieniu, mowa jego była prosta: tak-tak, nie-nie. Doktryna Jezusa była bardzo radykalna wtedy i jest radykalna dzisiaj. Dlatego Kościół Katolicki ma co roku tysiące męczenników za wiarę. Katolików zabija się za przekonania religijne! Moje poglądy w sprawach doktrynalnych się nie zmieniają, bo doktryna Kościoła jest niezmienna. Z tymi samymi poglądami co dziś, trzydzieści lat temu nie byłem radykałem, a teraz jestem. Dlaczego? Świat zdziczał. Coraz więcej dzikusów dookoła. Kiedyś byli na marginesie, dziś siedzą w Sejmie - facet z torebką, facet ze gumowym siurkiem - jako elita narodu. Fuj! Wolę być radykałem

Zresztą radykalizm to nic złego, to raczej cecha, a nie wada. Idzie Pani do lekarza, a on mówi: poprzednia kuracja nie przyniosła efektów, zastosujemy radykalne metody. Czy ma mu Pani za złe? Narzędzia dobiera się stosownie do okoliczności. Kiedy dobre słowo nie skutkowało, moja babcia sięgała po pasek. Mądra babcia. Cześć Jej pamięci!

Świat zrobił się rozmemłany, ludzie ukrywają, kim są, wstydzą się przyjmować jasne stanowiska – dlatego wylądowałem na pozycji radykała. Inni zmienili swój język i dostosowali sformułowania, a ja po staremu mówię, że aborcja to zbrodnia z premedytacją, a nie "zabieg". Zbrodnia, w której uczestniczy matka. Wszyscy uczestnicy tej zbrodni to dzieciobójcy. Za zabójstwo z premedytacją powinni być ukarani ciężkim więzieniem. Kiedyś nazwanie aborcji zbrodnią to była definicja, dzisiaj to jest „radykalna ocena”. A aborcja jest przecież wciąż taka sama. Co się więc zmieniło? Świat zdziczał.

N: Ma Pan poczucie, że jest w Polsce jedynym „radykalnym katolem”?

WC: Co Pani, oszalała??? Polska się skończyła? Zostały tylko lemingi?! Mam nadzieję, że są nas – radykalnych katolików – miliony. Na zimę wyjechałem na prerię, siedzę daleko od świata, ale coś tam do mnie dociera. Jedyna polska telewizja dostępna na terenie USA to... TV Trwam. TV Polonia, której obowiązkiem jest docierać do Polonii zagranicznej, wyświetla mi się na komputerze jako „niedostępna na tym obszarze”. (To samo TVP Info, TVP2.) Skandal, bo na jakim obszarze niby ma być dostępna, jeśli nie za granicą, w USA, gdzie Polaków mieszka kilkanaście milionów? Na szczęście Telewizję Trwam odpalam gdzie chcę i kiedy chcę. Chwała im za to! No i z oglądania codziennie wiadomości z Polski wynika mi, że nas, radykałów katolickich, jest wielu.

N: Uważa Pan, że jest misjonarzem?

WC: Mam nadzieję, że jestem. Prowadzenie pracy misyjnej to jeden z obowiązków, który ciąży na każdym katoliku, nie tylko na księżach, którzy jadą do Afryki. Mamy być misjonarzami wszędzie i zawsze. Mówiąc językiem niższym: mamy nawracać świat dookoła siebie, poprawiać świat, budować dobro, zwalczać zło, NAWRACAĆ. Każdy z nas ma taki obowiązek. Dlatego na początku wspomniałem o tym Karnowskim, bo jeśli ja mu przestanę przypominać, a on sam zapomni, że musi naprawić wyrządzone szkody, to jego wina przejdzie na mnie.

N: Pytam o to, bo chciałabym wiedzieć, czy postawił Pan sobie za cel rozpropagowywanie rzymskiego katolicyzmu i przestrzeganie Polaków przed innymi religiami, i najlepszym do tego narzędziem są media?

WC: Media są takim samym narzędziem jak każde inne – niekoniecznie najlepszym. Świadectwo mamy dawać całym swoim życiem, każdym naszym czynem, a zatem nawet kiedy jestem w toalecie, to mam pozostać katolikiem i nawet tam dawać dobre świadectwo. Katolik zostawia czysty kibel, nawet gdy go nikt nie obserwuje. Katolik nie przeklina, nawet gdy go nikt nie słucha. To są uniwersalne zasady i nieważne, czy w mediach takich jak telewizja, czy takich jak woda w łazience.

N: Czy podróżując próbuje Pan nawracać spotkanych ludzi?

WC: Zawsze i wszędzie. W tej chwili próbuję nawracać Panią. Nie mówię nic wprost do Pani, ale może po tej rozmowie będzie Pani trochę inna. Środki dobieramy stosownie do okoliczności. Tego mnie uczyli na politechnice.

N: Ma pan wśród przyjaciół i znajomych księży katolickich?

WC: Bardzo wielu

N: Jeśli tak, to z jakimi reakcjami z ich strony Pan się spotyka. Jak reagują na Pana poglądy? Czy mówią, że robi Pan dobrą robotę?

WC: Zależy od roboty. Czasami moja robota ich w ogóle nie interesuje, bo ja się głównie zajmuję prowadzeniem interesów, a to księdza może interesować w wąskim zakresie od strony konfesjonału: czy jestem kapitalistą etycznym? A zatem, kiedy spotykam się z moimi kumplami księżmi, to raczej nie gadamy o mojej robocie, tylko o sprawach Kościoła, Ojczyzny i o prywatnych.

N: Ma Pan poczucie, że jest Pan przez nich traktowany poważnie?

WC: Jak najbardziej. Relacja między katolikami nie może polegać na fałszowaniu, na lukrowaniu, na omijaniu niewygodnego tematu. Traktujemy się z szacunkiem, czyli poważnie.

N: Czy żyje Pan zgodnie z Dekalogiem?

WC: Żyję. I chodzę też często do spowiedzi. To właśnie częsta spowiedź pozwala żyć w zgodzie z Dekalogiem. Częsta, podkreślam, częsta i regularna spowiedź stawia człowieka do pionu i pozwala pion utrzymać. Staram się sobie nie ufać. Mam sumienie, modlę się, ale dobrze jest, kiedy ksiądz mi regularnie zagląda pod maskę i robi rutynowy przegląd silnika.

N: Ma pan wśród przyjaciół i znajomych buddystów? Jeśli tak, to jak zareagowali na pana program?

WC: Nie koleguję się z innowiercami, to niebezpieczne duchowo i katolik takich rzeczy unika. Znam ogólnikowo jednego, jedynego – na Facebooku występuje jako Chopin. Wydałem mu książkę podróżniczą „Prowadził nas los”. Od kilku lat bestseller. Płacimy tłuste honoraria. No i tyle mojej osobistej znajomości z buddystami. A reakcja Pana Chopina jest widoczna na Facebooku obok wielu innych.

N: Dlaczego uważa Pan, że należy ludzi ostrzegać przed Nergalem i buddyzmem (przestrzegając jednocześnie przed działaniem demonów)?

WC: Bo jestem katolikiem – dlatego.

N: W jaki sposób demony mogą stanowić zagrożenie?

WC: Szanowna Pani, na ten temat są całe biblioteki. Załamka! No dobra, na poziomie lekcji religii w szkole podstawowej to byłoby tak: demony to byty duchowe, czyli nie mające ciała, ale mające rozum (a więc myślą), własną osobowość i inteligencję. Ponadto, najogólniej mówiąc, są przeciwieństwem aniołów. Anioły nas kochają– demony nienawidzą. Każde działanie demona zawsze i wszędzie jest nastawione na zniszczenie człowieka. Nawet jeśli pozornie demon jest w danej chwili milutki. Kiedy demon daje ci cukierki, to nie po to, by ci było słodko, tylko po to, by ci się zęby popsuły. Na zakończenie dodam, że demony są sprytniejsze, bardziej inteligentne i ogólnie pod każdym względem szybsze i sprawniejsze od człowieka. A zatem nie da się przechytrzyć demona, wykołować go ani oszukać. Nie da się też demona oswoić dla swoich celów, co próbują robić buddyści. Skoro demon zawsze i wszędzie nienawidzi człowieka, to nawet jeśli chwilowo daje się udobruchać, to ma w tym jakiś cel skierowany przeciwko człowiekowi. Koniec lekcji.

N: Czy Pan kiedyś na własnej skórze odczuł działanie demonów – jakie?

WC: Nie. I codziennie odmawiam modlitwę z egzorcyzmem do św. Michała Archanioła, aby mnie ustrzegł od demonów. Mam wujaszka egzorcystę i raz w życiu byłem u niego w gabinecie. Nigdy więcej nie chcę tam pójść. Kiedyś wujaszek miał jedną osobę na miesiąc, teraz pracuje wiele godzin każdego dnia – tyle jest w Polsce opętań. Brakuje egzorcystów do roboty. Wujaszek mówi tak: „kiedy zostałem egzorcystą straciłem wiarę – ja już teraz nie wierzę, że Bóg istnieje, ja WIEM, z całą pewnością wiem, że istnieje, bo widziałem na własne oczy i odczuwałem na własnym ciele istnienie demonów".
Ten świat to nie bajka ze średniowiecza. Jakby Pani raz jeden poszła do tego jego gabinetu, to by Pani od razu nie tylko uwierzyła w istnienie Boga, ale bardzo szybko przypomniała sobie, co to konfesjonał i kurczowo złapała się Dekalogu. Widziałem w życiu rzeczy radykalne i dlatego jestem radykalnym katolem. A osoby niewierzące... niech to nazywają syndromem posttraumatycznym – to mi chyba wolno mieć? Czy też nie?

wc
[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
tosia
Użytkownik


Dołączył: 18 Sie 2010
Posty: 257 Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Śro 19:57, 14 Mar 2012 Powrót do góry

A żeby dać pełny obraz niusłika i ujawnić jego ciemne konszachty, nalezy dodać, ze p. Cejrowski ma na koszulce Matkę Boską z Guadelupe, patronkę Nienarodzonych i tych, którzy bronią ich przed krzywdą.
Nieźle się niusłik podłożył, sam się ujawnił, kto nim kieruje.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28245 Przeczytał: 198 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 21:49, 19 Mar 2012 Powrót do góry

Katecheza na TVN

Bardziej niż w Credo wierzą oni w liberalne brednie o ekumenizmie i braku różnic między religiami i prawa człowieka do wyznawania tego, co mu się tylko spodoba. Cenią jakąkolwiek religijność bardziej niż troskę o prawdę i zbawienie, a to dlatego, że nie widzą w tym nic złego, bowiem zasada niesprzeczności dla tych pseudointelektualistów już dawno przestała istnieć.

Po wyemitowaniu w telewizji TVN jednego z odcinków programu Wojciecha Cejrowskiego, w którym znany podróżnik ukazuje swój punkt widzenia wobec buddyzmu, wybuchła całkiem spora histeria wśród wyznawców religijnego indyferentyzmu, propagatorów równości wyznaniowej i tzw. „uczuć religijnych” oraz mediów, nawet tych deklarujących się jako katolickie. Mnie osobiście taka reakcja zupełnie nie dziwi, bowiem w dobie, w której zasady podstawowej logiki stały się zabobonem nic już dziwić nie może poza tym, że ktoś tej zdrowej logiki chce się trzymać. I wtedy należy mu się szacunek. Tak jak w tym przypadku – Wojciechowi Cejrowskiemu za słowa prawdy o demonicznej religii jaką jest buddyzm, w dodatku wypowiedziane na antenie telewizji, która – mówiąc delikatnie – przychylna poglądom religijnym reprezentowanym przez podróżnika raczej nie jest.

Można mieć różne zdanie na temat osoby Wojciecha Cejrowskiego, jego sposobu bycia, autoreklamy i pracy dziennikarskiej. Nie ukrywam, że i dla mnie wiele jego zachowań trąca dziwactwem i brakiem smaku, bowiem nie za bardzo rozumiem po co chodzić na bosaka po polskich ulicach, nawet latem przy trzydziestostopniowych upałach. No cóż, de gustibus non est disputandum, nie o gusta i smak tutaj chodzi. Rzecz w tym, że – w moim przekonaniu – Cejrowski swoim programem wykonał dobrą robotę katechetyczną i to o wiele lepszą niż setki nawet dobrych homilii głoszonych z ambon w polskich kościołach. Dlaczego? Otóż, Cejrowski w jasny, prosty, a zarazem dosadny sposób mówi czym jest buddyzm, na czym się opiera i dlaczego stoi w rażącej opozycji do wiary katolickiej. Tej prawdy nie usłyszymy na kazaniach w niedzielę, nawet w dużych miastach, gdzie ta obskurna religia zatacza coraz większe kręgi i przyciąga – najczęściej nieświadomych – nowych wyznawców. Autor WC Kwadransu wykazuje, że pojęcia takie jak reinkarnacja, niebyt, nirwana są nie do pogodzenia z pojęciami katolickimi – Zmartwychwstania, Boga (bytu samoistnego – jak uczy św. Tomasz), czy Nieba i Piekła. Dalej, opierając się o podstawowy prawdy wiary i posługując się elementarną logiką stwierdza, że skoro buddyści nie oddają czci Bogu, to w takim razie oddają ją diabłom. Czego nie dowodzi sama tylko logika, ale i praktyka – to jest okultyzm, spirytyzm czy posągi o diabelskich twarzach i symbolice występujące w buddyjskim „kulcie”. W świecie nie ma sfer neutralnych – albo coś należy do Boga albo do diabła. I tę prostą prawdę pokazał Cejrowski.

O co więc tyle hałasu ze strony pseudokatolickich redaktorów i ich ideowych kompanów?

Przyczyna jest prosta, a w zasadzie sprowadza się do jednego. Bardziej niż w Credo wierzą oni w liberalne brednie o ekumenizmie i braku różnic między religiami i prawa człowieka do wyznawania tego, co mu się tylko spodoba. Cenią jakąkolwiek religijność bardziej niż troskę o prawdę i zbawienie, a to dlatego, że nie widzą w tym nic złego, bowiem zasada niesprzeczności dla tych pseudointelektualistów już dawno przestała istnieć. Krótko mówiąc wyznają wszystko to co zostało potępione już w XIX wieku przez papieży, a co dla nich jest dogmatem. Stąd ich oburzenie.

Jak już wspomniałem na początku, Cejrowskiemu należą się brawa, bo powiedział o czymś, o czym woli milczeć czy też nie zauważać większość biskupów i księży. Mamy nadzieję na więcej. Może następnym razem należałoby wziąć pod lupę protestantyzm, w każdej jego formie? A może judaizm? Wiele herezji jest do zwalczenia. Powodzenia, Panie Wojciechu.

Bartłomiej Gajos

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28245 Przeczytał: 198 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 11:36, 21 Mar 2012 Powrót do góry

Teresa napisał:
Arcybiskup Fulton J. Sheen.
Ustawcie pretendentów w szeregu

Jeśli ktokolwiek przychodzi od Boga z objawieniem dla naszego umysłu i siłą dla naszej woli, umysł każe poddać go pewnym testom, które znajdują potwierdzenie w historii i rozumie. Po pierwsze, ktokolwiek przychodzi, powinien zostać zapowiedziany. Po drugie, powinien on czynić cuda, aby pokazać, że jest Boskim posłańcem. Po trzecie, nic, czego naucza lub co objawia, nie powinno być sprzeczne z ludzkim rozumem, choć może ono wykraczać poza rozum. Te trzy kryteria są probierzem prawdy.

Test I

(...)

[link widoczny dla zalogowanych]

Cuda Chrystusowe

Skoro pochodził On od Boga, powinny mieć miejsce pewne znaki lub cuda, aby zaświadczyć o Jego prawdziwości .

Test II

Nasz Pan uczynił wiele cudów, a oto kilka z ich cech charakterystycznych. Czynił te cuda jako znaki mające przekonać ludzi, że Ten, kto je czyni był Tym, który został im obiecany. Nigdy nie uczynił cudu, aby zachwycić tłumy. Nigdy nie uczynił cudu, aby zaspokoić swój głód lub swoje pragnienie. Nigdy nie wziął pieniędzy za rzeczy, które sprawił. Nie zgodził się zamienić kamieni na pustyni w chleb, aby się nasycić lub sprawić, by woda wypłynęła ze skały i zgasiła jego pragnienie. Przeciwnie, poprosił kobietę, aby odstawiła wiadro i dała mu się napić.

Nasz Pan wyjaśnił, dlaczego czynił cuda. Powiedział: Ale jeżeli ich dokonuję, to choćbyście Mi nie wierzyli, wierzcie dziełom i przekonajcie się, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu. Przy innej okazji powiedział: Dzieła, które Ojciec polecił Mi wykonać, te dzieła, których dokonuję, świadczą, że to Ojciec Mnie posłał. Jeśli wolą Boga było dać objawienie, cuda powinny być takie, aby zaświadczyć o prawdziwości przesłania. Jeśli cud pojawia się w łączności ze słowem lub czynem osoby, która twierdzi, że jest posłannikiem Boskiego objawienia, zbieżność ta świadczy o Boskiej aprobacie nauczyciela i przesłania. Cuda były pieczęciami, jakie Bóg kładł na objawieniu Chrystusa jako Jego Boskiego Syna. Skoro więc Jezus pokazuje, że czyni cuda Swą własną mocą, udowadnia, że jest Panem wszechświata i Bogiem.

Inną cechą cudów, jakich dokonał nasz Pan i jakie zostały zapisane, jest to, że nie ma w nich nic niedorzecznego. Każdy mógł je osobiście sprawdzić. Większość z cudów nie została dokonana w sekretnych sferach ludzkiego życia, lecz w tym, co można nazwać fizycznym światem, gdzie mogły one zostać naukowo zweryfikowane. Nasz Pan nigdy nie uczynił cudu bez obecności świadków. Gdy uleczył trędowatego, podążały za nim tłumy. W przypadku uzdrowienia sługi centuriona, nawet nie poszedł do miejsca, w którym sługa ten umierał. Gdy podnosił teściową Piotra z jej łoża boleści, obecni byli apostołowie i inni. Nasz Pan nigdy nie wszedł na górę, aby w samotności, bez świadków dokonać jakiegoś cudu, a następnie wrócić i rozpowiadać, że go dokonał. Jego dzieła czynione były wobec tysięcy świadków i właśnie dlatego żaden z cudów naszego Pana nigdy nie został zakwestionowany, łącznie z Jego Zmartwychwstaniem. Apostołom nie wolno było o nich nauczać, lecz samych cudów nikt nie poddawał w wątpliwość.

Jego cudów nie można odłączyć od Jego Osoby. Różniły się od cudów czynionych przez proroków, albowiem w ich przypadku były one odpowiedzią siły wyższej na ich modlitwy. Jego cuda płynęły z majestatycznego życia, które było w Nim. Święty Jan nazywa je znakami lub dziełami, mając na myśli to, że były one rzeczami, których można się było po Nim spodziewać, skoro był On Tym, kim był. Były one dowodami Jego Boskiego objawienia; były nawet czymś więcej, gdyż dawały świadectwo Jego zbawiennej misji jako Odkupiciela świata. Poprzez uleczenie sparaliżowanych, chromych i niewidomych, Chrystus oblekł Swą moc w widzialną postać, aby leczyć choroby duchowe. Dolegliwości fizyczne były symbolem tego, co duchowe. Często przechodził od fizycznego cudu do jego symbolicznego i duchowego znaczenia; na przykład ślepota była symbolem ślepoty wobec światła wiary. Wyrzucając demony z opętanych, wskazywał na Swoje zwycięstwo nad mocami zła, dzięki któremu ludzie mogą zostać wyzwoleni z okowów szatana i przywróceni do wolności moralnej.

Jeśli wyeliminujesz cuda z życia Chrystusa, zniszczysz Jego tożsamość i Dobrą Nowinę. Niemożliwe jest nawet przyjęcie neutralnej postawy wobec cudownego pierwiastka w Ewangelii. Moc czynienia cudów nie jest nieistotnym elementem nauczania naszego Pana, a same cuda, których dokonywał, nie były jedynie ozdobą Jego życia. Cudotwórczość wpleciona jest w Jego całe życie. Moralna integralność charakteru naszego Pana całkowicie zależy od prawdziwości Jego cudów. Gdyby był kłamcą, nie byłby Tym, za Kogo się podawał. Nie możemy rozdzielać dwóch rzeczy, które Bóg połączył: piękna Chrystusowego charakteru i prawdziwości cudów, jakie czynił. Ile cudów sprawił? Ewangelia wspomina o trzydziestu pięciu. Trzy cuda dotyczą wskrzeszenia zmarłych: dziecka, młodzieńca i człowieka dorosłego; dziewięć cudów odnosi się do natury, a dwadzieścia trzy dotyczą uzdrowienia. Ponadto miały miejsce cuda związane z życiem samego Chrystusa: Dziewicze Narodziny, Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie. Mimo iż w Ewangelii wymienionych jest trzydzieści pięć cudów, nie należy myśleć, że były to Jego jedyne cuda. Posłuchajcie, jak brzmi koniec Ewangelii według św. Jana: Jezus dokonał jeszcze wielu innych rzeczy. Gdyby je chciano opisać, każdą z nich, to sądzę, że świat nie pomieściłby ksiąg, które by zostały napisane. Na pewno istniały inne, niepoliczone cuda. Gdy ludzie byli świadkiem cudu, mówili: Czyż Chrystus, kiedy przyjdzie, uczyni więcej znaków od Niego? Zapowiedziane zostało, że Mesjasz będzie czynił cuda. Skoro więc uczynił On mnóstwo cudów, musi On być Chrystusem.

Arcybiskup Fulton J. Sheen
[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Kubaturus
Użytkownik


Dołączył: 19 Cze 2009
Posty: 222 Przeczytał: 1 temat


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 21:29, 25 Kwi 2012 Powrót do góry

Chrześcijańskie podziemie w „oazie wolności”

Image

Bhutańskie demony nie sprzyjają chrześcijanom.

Świat buddyzmu przedstawiany jest na ogół niczym oaza spokoju, wolności i swobód obywatelskich, a sam buddyzm prezentuje się najczęściej jako religia pokoju. Każda próba obalenia tego mitu spotyka się z wielkim oporem. Jak odległy od prawdy jest ten promowany w świecie Zachodu stereotyp, przekonać się możemy choćby na przykładzie sytuacji chrześcijan w Birmie, na Sri Lance, czy też w Królestwie Smoka - Bhutanie.

Bhutan jest krajem stricte buddyjskim. Pośród 600 tys. mieszkańców tego położonego u stóp Himalajów królestwa (liczba oficjalna, inne dane mówią nawet o 2,3 milionowej populacji) zaledwie 19 tysięcy to chrześcijanie. Wspomniana mniejszość jest uciskana i zwalczana. Już w latach 70. ubiegłego stulecia doszło do wydalenia z kraju wszystkich chrześcijańskich misjonarzy, przede wszystkim jezuitów, którzy stworzyli cały system edukacyjny w tym królestwie i położyli bazę pod jego rozwój. W tej chwili, kraj przeżywa regres gospodarczy i należy do najbiedniejszych na świecie.

Problemem dla chrześcijan są przede wszystkim nakazy i zakazy łamiące ich podstawowe prawo do wolności religijnej. Aktualny król zgodził się na szereg reform i od 2008 r. systemem panującym w Bhutanie jest monarchia konstytucyjna, rządy sprawuje premier, ale i tak parlament reprezentuje partia rojalistyczna, a król wciąż odgrywa rolę najważniejszą. Jigme Wangchuck próbuje ocieplić wizerunek izolowanego Bhutanu, m.in. w październiku ubiegłego roku król ożenił się z młodą poddaną, co miało ukazać na potężne zmiany w państwie. Premier Jigme Thinley stwierdził też, że „kultura demokratyczna stopniowo zapuszcza mocne korzenie” w kraju, ale to przekonanie podważa skierowany do nielicznej mniejszości chrześcijańskiej absolutny zakaz świadczenia innym o swojej wierze. Wyrażając powszechny pogląd panujący w Bhutanie, szef rządu powiedział, że nie ma powodu, dla którego chrześcijanie mieliby starać się nakłonić innych do przyjęcia swojej wiary. Parlament zdominowany przez jedną partię wciąż pracuje nad poprawkami do kodeksu karnego, by ścigać wszystkich, którzy „nawracają przez przymus lub zachętę finansową”, co mogłoby otworzyć drogę do oficjalnego zwalczania Kościoła. Ponadto Kościoły chrześcijańskie nie są uznawane prawnie. Żaden ksiądz, pastor czy świecki misjonarz nie mają prawa wstępu do Bhutanu, chyba że w celach turystycznych, co jest oczywiście ściśle weryfikowane.

Kościół w Bhutanie nie jest już z pozoru Kościołem podziemnym, ponieważ chrześcijanie z dużych ośrodków miejskich mogą spotykać się regularnie w niedziele, chociaż wyłącznie w domach prywatnych. Jednak np. wierni z prowincji napotykają więcej trudności. Są inwigilowani przez sąsiadów, tajną policję, lokalnych mnichów i duchownych buddyjskich. Kościół jest tu zwalczany. Według prawnych przepisów, zmarłych nie można grzebać, zwłoki należy poddać spaleniu i rozrzucić prochy do rzeki, aby ponownie łączyli się z żywymi w symbiozie rytmu umierania i narodzin. To wywołuje opór wierzących w Chrystusa, zdarza się, że w tajemnicy grzebią najbliższych w lasach, górach lub wywożą zwłoki za granicę, do Indii.

Buddyzm jest religią państwową, co sprawia, że najwyższą kastą są mnisi buddyjscy, całe życie kontrolowane przez system wierzeń w duchy, demony, którym należy oddawać cześć, by je przebłagać i nie rozdrażniać. Sytuacja chrześcijan pozostaje niejednoznaczna, dopóki ich status nie zostanie oficjalnie uznany. Pozytywną zmianą, jaka zaszła w tym roku jest to, że – jak dotychczas - nie ma doniesień o aresztowaniach, o pobiciach lub złym traktowaniu chrześcijan na wolności.

3 lata więzienia za film o Jezusie

Aktualnie w celach więziennych przebywa kilkudziesięciu braci i sióstr w Chrystusie. Do więzienia można trafić nawet za pokaz (w domu prywatnym) filmu o Jezusie z Nazaretu, o czym przekonał się Prem Singh Gurunga. Chrześcijanin ten został skazany na trzy lata pozbawienia wolności za to szczególne „przestępstwo”. Więźniów sumienia można odwiedzać, jednak tylko raz w miesiącu, a czas trwania wizyty wynosi jedną godzinę. Warunki są złe, osadzeni są poddawani torturom, dochodzi do pobić, okładania kijami, stosowane są także różne wyrafinowane lub mniej subtelne kary, np. nakaz leżenia godzinami na ostrych kamieniach, głodzenie, mrożenie, umieszczanie w bardzo ciasnych pomieszczeniach, gwałty. Czy chrześcijańska mniejszość doświadczy większej wolności religijnej, w dużej mierze zależy od tego, jakie brzmienie uzyskają nowe prawa o zakazie konwersji z buddyzmu na inną religię. Ponadto musi być zdefiniowany proces uznawania i rejestracji Kościołów oraz jego praw i obowiązków. Postępowanie wobec chrześcijańskiej mniejszości może być postrzegane jako papierek lakmusowy wobec cytowanego powyżej optymistycznego oświadczenia premiera.

Kraj buddyzmu w Światowym Indeksie Prześladowań 2012 Open Doors, a więc listy 50. krajów, gdzie najdotkliwiej prześladuje się dziś chrześcijan, zajmuje wysoką, 17. pozycję na mapie świata, gdzie łamana jest wolność religijna (m.in. przed Turkmenistanem, Wietnamem, Czeczenią i Chinami). Piękno krajobrazów, zachwyt cywilizowanych turystów z Zachodu, regulowana odgórnie „szczęśliwość” ubogiego społeczeństwa nie powinny nas zwieść. Jeszcze wiele lat musi upłynąć, aby Bhutan spadł z listy największych prześladowców chrześcijan.

Tomasz M. Korczyński

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Przemas_szukający
Użytkownik


Dołączył: 29 Maj 2012
Posty: 15 Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 23:00, 29 Maj 2012 Powrót do góry

Sam o mało nie konwertowałbym się tylko że na hinduizm, spróbuję kiedyś opisać to wszystko, jak uda mi się w głowie to poukładać, teraz wołam cały czas do Jezusa, by dał mi swą pomocną dłoń do walki z tym, co się ze mną w środku dzieje.
Napiszę ogólnie, później szczegółowo, o ile uda mi się znaleźć czas, opisany przeze mnie schemat, to też wielki ogólnik, bo między jednymi a drugimi wydarzeniami, były inne wydarzenia, drobniejsze, lub przemieszanie się wzajemne tych wszystkich ścieżek, w ostatniej chwili, przed podjęciem ostatecznej decyzji dostałem jakby wezwanie od Pana "szukaj mnie" - które zaczęło płynąć z głębi serca:
- na początku wróżby były
- stwierdzenie że hinduizm najmądrzejsza religia
- szukanie dowodów w Piśmie Świętym na istnienie reinkarnacji
- szukanie dowodów na to, że Pismo Święte kłamie
- narastające zainteresowanie ezoteryką, numerologią, sennikami
- chęć konwertowania na hinduizm

Chciałbym zaznaczyć że nie konwertowałem się na hinduizm, Pan Jezus mnie chyba od tego obronił!


Ostatnio zmieniony przez Przemas_szukający dnia Śro 21:25, 30 Maj 2012, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28245 Przeczytał: 198 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 14:23, 06 Cze 2012 Powrót do góry

Przemas_szukający napisał:
(...)
Napiszę ogólnie, później szczegółowo, (...)

Można czytać tu:

Wedle obietnicy... mój powrót do Pana Boga
(...)
http://www.traditia.fora.pl/szatan-nie-umarl-ezoteryka-okultyzm-balwochwalstwo,44/wedle-obietnicy-moj-powrot-do-pana-boga,8067.html
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28245 Przeczytał: 198 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 12:57, 19 Lis 2015 Powrót do góry

Dalajlama ostro: Nie módlcie się za Francję

Image

W rozmowie przeprowadzonej przez "Deutsche Welle" Dalajlama XIV wypowiedział słowa, które już wzbudziły kontrowersje. Duchowy przywódca Tybetu zaznaczył, że nie powinniśmy modlić się za Francję, bo "ludzie nie powinni oczekiwać, że Bóg rozwiąże problemy, które powstały przez człowieka".

- Nie możemy próbować rozwiązać tego problemu tylko poprzez modlitwę. Jestem buddystą i wierzę w jej moc, ale to ludzie stworzyli ten problem, a teraz proszę Boga, aby go rozwiązał. To jest nielogiczne - mówił Dalajlama.
Przywódca podkreślił, że terroryzm to twór człowieka, a nie Boga, więc niezależnie od tego, w co się wierzy, modlitwy nie przyniosą pożądanej zmiany.

Według Dalajlamy, na świecie nadal przedkłada się pieniądze ponad moralność, i dopóki to się nie zmieni, nie zapanuje pokój.

Cały świat modli się o Francję, po tym, jak w zamachach w Paryżu zginęło 129 osób, a ponad 300 zostało rannych.
Kondolencje po tej tragedii napływały z całego świata.

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiekTen temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)