Forum Nauka Kościoła Katolickiego Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Przyjdź Dziecię Jezus! - Maria Winowska Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30810 Przeczytał: 188 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 18:30, 28 Gru 2009 Powrót do góry

Przyjdź Dziecię Jezus!

Podane poniżej zdarzenie zostało opublikowane przez wybitną współczesną polską pisarkę [link widoczny dla zalogowanych] , która osobiście zebrała dokładne informacje od księdza proboszcza parafii, w której wydarzenie miało miejsce.

Działo się to w węgierskiej miejscowości, liczącej około 1.500 mieszkańców. Panna Gertruda, nauczycielka ucząca w tamtejszej szkole, wytyczyła sobie bardzo prosty program: wydrzeć dzieciom z serc wiarę. Dzieci, umacniane zasadami wpajanymi w ich dusze przez głęboko religijnych rodziców oraz katechezę ks. proboszcza i uczęszczaniem do Sakramentów św., nie poddawały się pod wpływ nauczycielki, ale i nie ośmielały się jej przeciwstawiać.

Dziesięcioletnia Anielcia, inteligentne, miłe dziecko, była uczennicą klasy 4 A. Pewnego dnia przyszła do ks. proboszcza z prośbą by pozwolił jej codziennie komunikować. "Czy zdajesz sobie sprawę, na co się narażasz?" zapytał kapłan. "Księże proboszczu, proszę mi nie odmówić!... W dniu, gdy przystępuję do Komunii św. czuję się duchowo silniejsza. A przecież ks. proboszcz mi powiedział, że powinnam dawać dobry przykład. Abym to mogła czynić, potrzebna mi wielka moc!..."

Ks. proboszcz pozwolił, ale z pewnym niepokojem. Od tego czasu w klasie czwartej A jakoby rozgorzało piekło. Nauczycielka wzięła sobie na cel Anielcię. Pomimo że dziecko było zawsze doskonale przygotowane na lekcję, p. Gertruda obniżała jej stopnie i bezlitośnie szpilkowała. Dziewczynka znosiła to z zadziwiającym męstwem.

"Anielciu, czy to nie ponad Twoje siły?" zapytał ją raz ks. proboszcz. "Ależ nie, księże proboszczu! Pan Jezus cierpiał o wiele więcej... pluli na Niego... Mnie to jeszcze nie spotkało!"

Kapłan był zdumiony takim męstwem. Anielcia nigdy się nie uskarżała, lecz koleżanki z jej klasy przychodziły i często z płaczem opowiadały proboszczowi, co tam się dzieje.

Kilka dni przed Bożym Narodzeniem p. Gertruda rozpoczęła w klasie okrutną grę, która jej zdaniem miała zadać śmiertelny cios dawnym "przesądom". Wycelowała jak zwykle w Anielkę.

"Dziecko - powiedziała - jeśli cię rodzice wołają - co czynisz?" "Przychodzę". "Lecz wyobraź sobie, że oni wzywają twoją zmarłą babcię?" "Ona nie przyjdzie". "A gdyby wołali Babę Jagę albo Czerwonego Kapturka?" "Nie przyjdą - to są postacie z bajki". "Wspaniale! Zaraz zrobimy próbę. Anielko, wyjdź na chwilę z klasy!".

Dziecko wyszło. A teraz dzieci - powiedziała nauczycielka - wołajcie ją głośno! Wszystkie razem! "Aniela! Aniela!" - krzyczało z całych sił trzydzieści dziecięcych głosów. Anielcia weszła.

"Widzicie więc moje dzieci. Jeśli ktoś jest przychodzi, gdy go się woła. A jeśli NIE ISTNIEJE nie może przyjść. Czy jeszcze któraś z was wierzy w Dzieciątko Jezus?"

"Tak..." - odezwało się kilka nieśmiałych głosów. "A ty Anielo, wierzysz jeszcze, że Dziecię Jezus cię słyszy gdy je wzywasz?"

"Tak, wierzę, że Ono mnie słyszy!" - powiedziała śmiało Anielcia.

"Bardzo dobrze! Zrobimy doświadczenie. Widziałyście, że Aniela weszła natychmiast, gdy ją wołałyście. Jeśli Dziecię Jezus istnieje, usłyszy wasze wołanie. Krzyczcie więc wszystkie razem bardzo głośno:" "Przyjdź, Dziecię Jezus!" Raz, dwa, trzy: wszystkie razem!

Dzieci spuściły główki. Zapadło kłopotliwe milczenie. Ciszę, w której zawisła trwoga dziecięcych serc, rozdarł szyderczy śmiech nauczycielki.

"Do tego właśnie chciałam was doprowadzić! Oto mój dowód! Nie ośmielacie się Go wołać, bo dobrze wiecie, że Dziecię Jezus nie przyjdzie. A jeśli Ono was nie słyszy, to dlatego, że nie istnieje - że jest tylko mitem!"

Onieśmielone dzieci dalej milczały. Ciężki argument p. Gertrudy, rozkrwawił im serca. Anielcia stała z mocno pobladłą twarzą. "Obawiałam się, że upadnie" - mówiła potem do ks. proboszcza jedna z dziewcząt. Nauczycielka wyraźnie rozkoszowała się zakłopotaniem dzieci.

Nagle Anielcia jednym skokiem znalazła się na środku klasy. Oczy jej płonęły. Zawołała:
- Dobrze! Będziemy Go wzywały! Słyszycie? Wołajmy wszystkie razem: PRZYJDŹ, DZIECIĘ JEZUS!

Wszystkie dziewczęta zerwały się. Stojąc ze złożonymi rękami, z sercami wezbranymi zaczęły krzyczeć:
- PRZYJDŹ, DZIECIĘ JEZUS!

Nauczycielka nakazuje przestać. Oczy ma utkwione w Anielcię. Nastąpiła chwila ciszy ciężkiej, jak konanie. Przerwał ją dźwięczny głosik Anielci: "Jeszcze wołajmy!" - "Był to krzyk, od którego mogły runąć mury" - opowiadała jedna z dziewcząt.

Nagle cicho otworzyły się drzwi. Wszystko światło dzienne zdawało się ku nim odbiegać. Światło rosło, olbrzymiało, wreszcie przekształciło się w ognistą kulę, która rozchyliła się i ukazało się w niej Dzieciątko tak zachwycająco piękne, jakiego jeszcze nigdy dzieci nie widziały. Dziecię uśmiechało się do nich, nic nie mówiąc.

Dzieci opowiadały potem ks. proboszczowi, że obecność Dzieciątka napełniała ich serca niewymowną słodyczą i radością... że było ubrane w białą sukienkę i podobne było do słońca...

Promieniował z Niego taki blask, że światło dnia wydawało się przy nim nocą. Niektóre dziewczynki były oślepione tym blaskiem i odczuwały ból w oczach. Inne wpatrywały się swobodnie bez takiego przykrego odczucia. - Jak długo to trwało? - Dzieci nie umiały określić. Faktem jest, że "eksperyment" p. Gertrudy wraz ze zjawieniem się i odejściem Dzieciątka nie przekroczyły godziny szkolnej lekcji.

Dziecię nie przestawało uśmiechać się do dziewcząt. Następnie zniknęło w ognistej kuli, która zwolna roztapiała się. Drzwi same zamknęły się cicho. Dzieci zachwycone, uniesione radością, nie mogły wypowiedzieć słowa.

Naraz przeraźliwy krzyk wdarł się w ciszę. Nauczycielka z dzikim wyrazem oczu, które wychodziły z orbit, wyła: "ON PRZYSZEDŁ!" Wybiegła, trzasnąwszy drzwiami. Anielcia, jakby wracając z innego świata, powiedziała spokojnie do koleżanek:
- Widzicie! ON ISTNIEJE! A teraz podziękujemy.

Wszystkie z powagą uklękły i odmówiły Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i Chwała Ojcu. Następnie opuściły klasę, gdyż właśnie odezwał się dzwonek.

Wydarzenie nabrało rozgłosu. Rodzice kontaktowali się w tej sprawie z proboszczem.

- Przepytałem wszystkie dziewczęta mówił do p. Winowskiej ks. proboszcz - W ich opowiadaniu nie mogłem pochwycić żadnych niezgodności.

Panna Gertruda dostała obłędu i została umieszczona w zakładzie. Nie przestawała wyć: "On przyszedł! On przyszedł!" Ks. proboszcz chciał ją odwiedzić w zakładzie psychiatrycznym, ale kategorycznie odmówiono mu wstępu.

Zdarzenie to jest dowodem, co znaczy potęga modlitwy, wypływającej z wiary i ufności. WIARA GÓRY PRZENOSI!

Opublikował kwartalnik "L'Echo" X-XII 1958
(treść tego opowiadania plus do tego Nowenna do Dzieciątka Jezus, była dostępna u mnie w Kościele na stojaku gdzie jest wyłożona prasa)

Maria Winowska (1904-1993), z wykształcenia filozof i teolog, absolwenta Uniwersytetu Lwowskiego (1927), podczas drugiej wojny światowej aktywna uczestniczka polskiego Ruchu Oporu, po wojnie zaś organizacji niepodległościowych, była jedną z najwybitniejszych przedstawicielek polskiej emigracji. Opublikowała wiele książek w języku polskim i francuskim, m.in. "Prawdziwe oblicze Ojca Pio, kapłana i apostoła" (1955), "Papież Epifanii. Paweł VI" (1970), "Sekret Maksymiliana Kolbego" (1971), "Prawo do Miłosierdzia. Posłannictwo Siostry Faustyny" (1974), "Jan Paweł II, Cały dla Wszystkich" (1979). W 1950 roku otrzymała Nagrodę Akademii Francuskiej za książkę "Le Fou de Notre-Dame". Prezentowany szkic ukazał się w "Naszej Rodzinie" 12 (447) 1981, s. 8-10.

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Sob 12:21, 30 Lis 2019, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30810 Przeczytał: 188 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 12:03, 14 Gru 2011 Powrót do góry

Powyższe zdarzenie jest przetłumaczone na stronie "Miłujcie się" i myślę ... że lepsze tłumaczenie, wierniejsze oddanie z oryginału i pozwolę sobie je zacytować, zwłaszcza teraz w okresie Adwentu polecam i zachęcam do przeczytania. Jest to zdarzenie, które zostało opublikowane przez polską pisarkę Marię Winowską, Viens, Enfant-Jésus! w: [link widoczny dla zalogowanych], Paris-Fribour 1971.

Image

Przyjdź, Dzieciątko Jezus

autor: Maria Winowska

W okresie komunistycznym w małym miasteczku na Węgrzech dziesięcioletnia Angelika wraz z koleżankami daje świadectwo głębokiej wiary, przeciwstawiając się ateistycznej ideologii wpajanej przez nauczycielkę. Historię opowiada o. Norbert, proboszcz jednej z węgierskich parafii.

Nauczycielka w tamtejszej szkole dla dziewcząt była walczącą ateistką. Program nauczania pani Gertrudy był prosty i sprowadzał się do jednego celu: ukształtować małe bezbożnice. Wykorzystywała ona każdą okazję, by ośmieszać, oczerniać i znieważać wiarę swoich podopiecznych. Uwzięła się szczególnie na te uczennice, które przyjmowały często Komunię św.

W klasie IV A najlepiej uczyła się Angelika. Była ona nie tylko zdolną, ale także dobrą i uczynną dziewczynką, przez co zyskała sobie sympatię koleżanek. Pewnego dnia poprosiła mnie, abym wyraził zgodę, by przystępowała codziennie do Komunii św. (wówczas dzieci musiały mieć pozwolenie od kapłana na częste przyjmowanie Ciała Chrystusa). Zapytałem ją: „Wiesz, czym to grozi?”. Odpowiedziała, uśmiechając się rezolutnie: „Zapewniam księdza, że trudno będzie jej złapać mnie na czymkolwiek. Jeszcze bardziej będę się przykładać do nauki. Proszę mi nie odmawiać tej łaski! W dni, w które przyjmuję Jezusa do swego serca, czuję się umocniona. A poza tym powtarza mi ksiądz, żebym dawała dobry przykład, a przecież, abym mogła być wzorem dla innych, sama muszę być silna”. Zgodziłem się, choć niepokój we mnie pozostał.

Od tego momentu lekcje w IV A przekształciły się w prawdziwy pojedynek między nauczycielką a dziesięcioletnią uczennicą. Angelika, choć za każdym razem była świetnie przygotowana do lekcji, stała się ofiarą ataków nauczycielki. Uczennica trzymała się jednak dzielnie i nigdy się nie skarżyła na upokorzenia, jakie ją spotykały. Zapytałem ją raz: „Angeliko, nie jest ci za ciężko?”. „Ależ nie! Pan Jezus przecież znacznie bardziej cierpiał, kiedy Nim pogardzano. A ja takich mąk jeszcze nie doświadczyłam”. Pani Gertruda, odkładając na bok realizowanie programu, ukazywała przed klasą cały arsenał argumentów przeciw wierze, na który dziewczynka nie potrafiła odpowiedzieć. Stała milcząca, ze spuszczoną głową, powstrzymując łzy. Wiarę miała niewzruszoną, ale nie wiedziała, jak jej bronić.

Kilka dni przed Bożym Narodzeniem, dokładnie 17 grudnia, pani Gertruda wymyśliła okrutną zabawę, która miała przynieść odpowiedź na „zabobony przejęte od przodków” – jak zwykła nazywać wiarę chrześcijan. I tym razem Angelika została postawiona w centrum uwagi klasy. Nauczycielka słodkim głosem rozpoczęła grę:
– Angeliko, co robisz, kiedy rodzice cię wołają?
– Idę do nich – odpowiedziała dziewczynka.
– Świetnie. Słyszysz ich wołanie i natychmiast przychodzisz, jak mądra dziewczynka. A co się dzieje, kiedy rodzice wołają kominiarza?
– Przychodzi – odpowiedziała uczennica. Jej małe serce uderzało mocno. Dziecko spodziewało się czyhającej w rozmowie pułapki, ale nie dostrzegło jej jeszcze. Pani Gertruda tymczasem kontynuowała swoją rozgrywkę:
– Bardzo dobrze, moje dziecko. Kominiarz przychodzi, ponieważ żyje. Po chwili dodała:
– Ty także przychodzisz, ponieważ żyjesz. Ale przypuśćmy, że rodzice zawołają zmarłą babcię. Czy przyjdzie?
– Nie sądzę.
– Brawo! A jeśli zawołają Czerwonego Kapturka, Sierotkę Marysię czy Kota
w butach, to czy ktoś z nich przyjdzie?
– Nie, bo są to postacie z bajek.
– Doskonale, doskonale – triumfowała nauczycielka – Widzicie więc, dzieci, że ci, którzy istnieją, odpowiadają na wołanie. Ci zaś, którzy nie odpowiadają, nie żyją naprawdę albo przestali już istnieć.
– Tak – odpowiedziała klasa chórem.
– A teraz zrobimy małe doświadczenie. Nauczycielka zwróciła się do Angeliki:
– Wyjdź na chwilę z klasy.
Dziewczynka zawahała się na moment, po czym posłusznie wyszła z ławki. Drzwi głośno zamknęły się za jej drobną sylwetką.
– A teraz, dzieci, zawołajcie ją!
– Angelika! Angelika! – wołały dziewczynki, przekonane, że uczestniczą w zwykłej zabawie.
Angelika wróciła do klasy, coraz mniej rozumiejąc całą tę sytuację. Nauczycielka zaś zmierzała do celu:
– Zgadzacie się ze mną, prawda? Jeśli wołacie kogoś, kto żyje, ten przychodzi. Jeśli wołacie kogoś, kto nie istnieje, ten nie przychodzi, bo nie może przyjść. Angelika żyje, słyszy was, więc kiedy ją wołacie, przychodzi. Przypuśćmy teraz, że zawołacie Dzieciątko Jezus. Są pośród was tacy, którzy wierzą jeszcze w Dzieciątko Jezus?
Nastała chwila milczenia. Potem parę głosów nieśmiało odpowiedziało:
– Tak, tak...
– A ty, moje dziecko, wierzysz, że Dzieciątko Jezus słyszy, kiedy je wołasz?
Angelika odpowiedziała z nagłym zapałem:
– Tak, wierzę, że mnie słyszy!
– Bardzo dobrze. Zrobimy zatem nowy eksperyment. Wszystkie widziałyście, że przed chwilą Angelika przyszła do klasy, jak ją zawołałyście, prawda? Jeśli Dzieciątko Jezus istnieje, usłyszy wasze wołanie. Wołajcie więc głośno: „Przyjdź, Dzieciątko Jezus!”. No proszę, wszyscy razem: trzy-czte-ry...
Uczennice spuściły głowy. Ciszę pełną napięcia przerwał wybuch sarkastycznego śmiechu nauczycielki:
– Otóż to! Oto mój dowód! Boicie się zawołać Dzieciątka Jezus, bo dobrze wiecie, że nie przyjdzie. A jeśli was nie słyszy, to dlatego, że nie istnieje, tak samo jak nie istnieje Czerwony Kapturek, Sierotka Marysia czy Kot w butach. Przecież nikt nie bierze poważnie tych bajek, bo dobrze wie, że nie są one prawdziwe.

Dzieci w dalszym ciągu milczały, osłupiałe tym, co usłyszały. Uderzyła je waga argumentu. Powoli, jedno za drugim, zaczynały poddawać się zwątpieniu. Skoro Dzieciątko Jezus istnieje, to dlaczego Go nie można zobaczyć? Nauczycielka, widząc zamęt w klasie, triumfowała. Nagle wydarzyło się coś zupełnie nieoczekiwanego: Angelika wyszła na środek klasy i z błyskiem w oku powiedziała:
– No właśnie, zawołamy Je. Słyszycie? Wszystkie razem: „Przyjdź, Dzieciątko Jezus!”.
Koleżanki porozumiewawczo wymieniły spojrzenia między sobą i zaraz wstały, chwyciły się za ręce i z sercami przepełnionymi wielką nadzieją zawołały: – Przyjdź, Dzieciątko Jezus!
Takiej reakcji nauczycielka się nie spodziewała. Instynktownie wycofała się i utkwiła wzrok w Angelikę. Nastała chwila złowrogiej ciszy, po czym znowu rozległ się głos dziecka:
– Jeszcze raz!
Dziewczynki wołały Dzieciątko Jezus, choć nie patrzyły w kierunku drzwi. Ich wzrok skierowany był przed siebie i na znajdującą się w tej perspektywie Angelikę. Tymczasem drzwi otworzyły się bezszelestnie. Uczennice mimowolnie spojrzały w stronę wyjścia z sali, gdyż – jak później relacjonowały – „nagle w tym miejscu skupiło się całe światło dzienne”. Jasność stawała się coraz większa, aż w końcu utworzyła coś jakby krąg ze światła. Dziewczynki wystraszyły się niespodziewanego zjawiska, ale nie zdążyły nawet krzyknąć ze strachu, gdyż nagle kula świetlna uchyliła się i ukazał się w niej chłopczyk. Dziecko uśmiechnęło się do klasy, ale nic nie powiedziało. Jak wspominały potem uczestniczki tego niezwykłego zdarzenia, „tak zachwycającej osoby jeszcze w życiu nie widziały”, a „jej obecność była wielką słodyczą”. „Chłopczyk był ubrany na biało i przypominał słoneczko”. Uczennice pozbyły się lęku i ogarnęła je radość. Niektóre dziewczynki skarżyły się na ból oczu od blasku bijącego od małego Jezusa, inne natomiast mogły kontemplować Go bez problemu. Chłopczyk nic nie mówił, tylko uśmiechał się, na koniec zniknął w kuli światła, która także pomału rozmyła się; drzwi zaś same po cichu zamknęły się. Całe wydarzenie trwało... chwilę? Kwadrans? Godzinę? W tej kwestii zdania są podzielone. Z pewnością nie przekroczyło ono czasowych granic jednej lekcji. Zachwycone dziewczynki z wrażenia nie były w stanie wydać z siebie dźwięku. Ciszę jednak przerwał przeraźliwy krzyk nauczycielki: „On przyszedł! On przyszedł!”. Po czym pani Gertruda wybiegła z sali, trzaskając za sobą drzwiami. Angelika natomiast „wyglądała, jakby budziła się ze snu, marzenia”. Powiedziała po prostu:
– Widzicie, On istnieje. A teraz złóżmy Mu dziękczynienie.
Wszystkie dziewczynki posłusznie upadły na kolana i zmówiły „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo”, „Chwała Ojcu”. Potem zadzwonił dzwonek i uczennice wyszły na przerwę.

Historia oczywiście zaraz się wydała. Pani Gertruda bowiem powtarzała na okrągło: „On przyszedł! On przyszedł!”. W takim stanie nie mogła pozostać dłużej w szkole. Nauczycielka ostatecznie została skierowana do domu dla umysłowo chorych. Próbowałem się z nią spotkać, ale na próżno. Nie pozwalano bowiem księżom wchodzić do budynku dla obłąkanych. Angelika natomiast po skończeniu szkoły zajęła się pomaganiem mamie przy młodszym rodzeństwie. Myślę, że powoli dojrzewało w niej powołanie, ale od czasu jak opuściłem Węgry, nie mam wiadomości na jej temat.

Maria Winowska: Viens, Enfant-Jésus!
w: Les voleurs de Dieu, Paris-Fribour 1971.


[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Sob 12:22, 30 Lis 2019, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)