Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Rotmistrz Witold Pilecki (1901-1948) - polski żołnierz Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30513 Przeczytał: 288 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 10:47, 01 Sie 2009 Powrót do góry

Rotmistrz Pilecki honorowym obywatelem Warszawy.

Czy także patronem walki z totalitaryzmem?

Dziś 31.07.2009. Witold Pilecki został pośmiertnie Honorowym Obywatelem Miasta Warszawy. Jednocześnie do premiera Szwecji trafił projekt europejskiego Dnia Bohaterów Walki z Totalitaryzmem, który miałby przypadać w rocznicę śmierci Rotmistrza.

- Warszawa to miasto niepokonane, jak niepokonany jest Witold Pilecki – powiedziała podczas uroczystości przyznania Honorowego Obywatelstwa córka bohaterskiego Rotmistrza, Zofia Optułowicz-Pilecka. Przypomniała także, że jej ojciec związał z Warszawą 1/3 swojego życia, walczył także w Powstaniu Warszawskim. Oprócz niego tytuł otrzymali dziś także były premier RP Tadeusz Mazowiecki oraz dziennikarz i podróżnik Michał Jan Sumiński.

To nie jedynie pośmiertne zwycięstwo Rotmistrza, które się ostatnio dokonało. Kancelaria premiera Szwecji Frederika Reinfeldta przyjęła projekt europejskiego Dnia Bohaterów Walki z Totalitaryzmem, który miałby przypadać w rocznicę śmierci Pileckiego, czyli 25 maja. Dokument wysłał do sekretariatu premiera Szwecji prezes Fundacji Paradis Judaeorum Michał Tyrpa, który od kilku lat walczy o upamiętnienie bohaterskiego Rotmistrza.

- Szwecja traktuje serio obywateli Polski i ich inicjatywy związane z działalnością w ramach Unii Europejskiej – mówi Michał Tyrpa. - Wcześniej dostałem list z poparciem akcji „Przypomnijmy o Rotmistrzu” od prezydenta Czech Vaclava Klausa. Podobnej reakcji nie doczekałem się niestety zarówno ze strony premiera Donalda Tuska, jak i prezydenta Lecha Kaczyńskiego – dodaje pomysłodawca akcji. - Mam nadzieję, że wpłynie to mobilizująco na polskich europarlamentarzystów, którzy deklarowali gotowość pomocy. Przede wszystkim myślę o przewodniczącym Parlamentu Europejskiego Jerzym Buzku i Marku Migalskim z PiS – konkluduje prezes Fundacji Paradis Judaeorum.

To nie koniec dobrych informacji dla osób chcących przypomnieć o bohaterskim Polaku. Być może już wkrótce brytyjska Raw Television wyprodukuje film ukazujący losy Witolda Pileckiego i polskich bohaterów KL Auschwitz. Dokument ma być emitowany w amerykańskim kanale National Geographic. Niezwykła historia Pileckiego zainteresowała angielskich filmowców po tym, jak przeczytali tłumaczenie "Raportu Witolda".

Witold Pilecki był rotmistrzem kawalerii Wojska Polskiego. Brał udział w kampanii wrześniowej, później był żołnierzem podziemia. Dobrowolnie dał się uwięzić w obozie koncentracyjnym w Auschwitz, by z niego uciec i dać świadectwo tragedii, jaką tam zastał. Po wojnie został aresztowany i skazany na śmierć przez komunistów. Wyrok wykonano 25 maja 1948 roku.

[link widoczny dla zalogowanych]



Do poznania Jego raport z pobytu w Auschwitz:
(...)
[link widoczny dla zalogowanych]



„Raport Witolda” Pileckiego z Auschwitz w pdf
(...)
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Czw 20:04, 09 Sty 2020, w całości zmieniany 4 razy
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30513 Przeczytał: 288 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 19:22, 01 Sie 2009 Powrót do góry

Rycerz, który ginie, ale nie umiera

Image

Zofia Pilecka-Optułowicz i Andrzej Pilecki - Dzieci Witolda Pileckiego (1901–1948)

[link widoczny dla zalogowanych]

Rotmistrz Witold Pilecki otrzymał pośmiertnie honorowe obywatelstwo miasta stołecznego Warszawy. Jego córka Zofia Optułowicz podkreśliła podczas wręczenia aktu nadania tego wyróżnienia, że ojciec był niepokonany jak miasto Warszawa. - To rycerz, który ginie, ale nie umiera - powiedziała.

Córka Pileckiego odbierająca w imieniu ojca akt nadania pośmiertnie honorowego obywatelstwa m.st. Warszawy zwróciła uwagę, że bohaterski rotmistrz przez jedną trzecią swojego życia był związany ze stolicą. Przypomniała o zorganizowaniu przez niego działalności konspiracyjnej w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz. - Zaraz po klęsce wrześniowej stworzył Tajną Armię Polską i poszedł dobrowolnie - podkreślam - do tego piekła, po to, żeby z kolei tam świadczyć pomoc więźniom. Stworzył organizację, która działała dwa i pół roku. Trudno przecenić jej znaczenie, ponieważ uratowała ona tysiące współtowarzyszy - powiedziała Zofia Optułowicz.
Zofia Optułowicz dodała, że rotmistrz po opuszczeniu obozu przyłączył się do walk powstańczych w Warszawie. - Jego Reduta Starynkiewicza przetrwała do końca Powstania Warszawskiego - zaznaczyła córka rotmistrza.

W jej opinii, tragiczny los, jaki później spotkał jej ojca z ręki komunistów, czyli rok trwające okrutne śledztwo w areszcie śledczym na ul. Rakowieckiej w Warszawie i wyrok śmierci, był spowodowany m.in. tym, że "walczył on o polską młodzież, która kryła się w lasach". - Warszawa to miasto niepokonane tak jak rotmistrz Pilecki - podkreśliła Zofia Optułowicz, nawiązując do obchodzonej obecnie 65. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Przytoczyła pewne zdanie, które kiedyś przeczytała w prasie, bardzo pasujące - według niej - do osoby jej ojca, że "to żołnierz - ale więcej niż żołnierz, to rycerz, który ginie, ale nie umiera". - Chciałabym, by Polska o nim nie zapomniała, bo dla niej walczył - zakończyła Optułowicz.

Obecny na spotkaniu Andrzej Pilecki, syn rotmistrza, wyraził zadowolenie z faktu, że stawia się bohaterowi pomniki oraz patronuje on szkołom. Wskazał też, że Witold Pilecki jest wzorem służby, a jego życie wzbudza żywe zainteresowanie dzisiejszej młodzieży. - Dowiaduję się, że student mówi, że gdy był w średniej szkole, mieli taką grupę fanów Pileckiego. To mnie podbudowuje, bo pierwszy wyrok, który on otrzymał, był wyrokiem śmierci, a drugi - zatarciem pamięci o nim - podkreślił.

Akt nadania pośmiertnie honorowego obywatelstwa Warszawy dla rotmistrza Pileckiego odbył się wczoraj podczas uroczystej sesji rady miasta na Zamku Królewskim z okazji obchodów 65. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Podczas sesji wręczono również Nagrody Miasta Stołecznego Warszawy, które otrzymali m.in.: Edmund Baranowski - żołnierz Armii Krajowej, autor i recenzent wielu publikacji o tematyce powstańczej, Agnieszka Bogucka - dyrektor biura oddziału warszawskiego Stowarzyszenia "Wspólnota Polska", Ernest Bryll - poeta i pisarz, Bernard Ładysz - jeden z najwybitniejszych śpiewaków operowych, oraz Wiesław Michnikowski - wybitny aktor teatralny i filmowy.

Jacek Dytkowski

Nasz Dziennik 1-2 sierpnia 2009

[link widoczny dla zalogowanych]

[link widoczny dla zalogowanych]


Rotmistrz Pilecki
(...)
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Czw 18:50, 09 Sty 2020, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30513 Przeczytał: 288 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 21:38, 22 Mar 2012 Powrót do góry

Z Zofią Pilecką-Optułowicz, córką rotmistrza Witolda Pileckiego, rozmawia Bogusław Rąpała.

Wiem, gdzie leży mój ojciec

Za dwa miesiące być może rozpoczną się ekshumacje na Powązkach Wojskowych, na tzw. Łączce, miejscu pochówku kilkuset ofiar komunistycznych represji straconych w latach 1948-1954. Według badaczy, najprawdopodobniej tam został pochowany również rotmistrz Witold Pilecki. Wierzy Pani, że uda się wreszcie odnaleźć ciało Pani ojca?
- Bardzo bym tego chciała, ale według mnie, jest to próżny trud. Minęło już tyle lat... To po prostu nie jest już ten czas. Doły, w których grzebano te - dla nas święte - ciała, były wypełnione wapnem. Dziś wydaje się więc czymś niemożliwym, aby w stu procentach wskazać dokładne miejsce, gdzie został pochowany rtm. Witold Pilecki. Gdyby ekshumację przeprowadzono dziesięć lat po jego śmierci... Tam teraz nie ma miejsca, żeby robić takie wykopy, wszędzie są groby. Ale ja mam własne przemyślenia i dowody, na podstawie których wiem, gdzie jest grób mojego ojca. To na pewno Łączka i to mi wystarczy.

Ciała grzebano potajemnie. Udało się Pani dotrzeć do jakichś świadków tamtych wydarzeń?
- Nic z tych rzeczy. To jest tajemnica. Ci, którzy ich zakopywali, także ginęli. Trudno sobie wyobrazić, jakie to były czasy i jakie stosowano metody. Sama szukałam grobu ojca. Można powiedzieć, że krążyłam po Łączce jak obłąkana. To była moja walka o to, żeby mieć to święte miejsce, gdzie złożono jego ciało. Trzeba jednak pamiętać, że w tamtym czasie, a więc w latach 40. i 50., w miejscu dzisiejszej kwatery Ł nie było nic. Ziemia była przeorana kołami samochodów, które przywoziły tam ciała osób zakatowanych w stalinowskich więzieniach. Te ciała wrzucano do dołów z wapnem. Kiedy założyłam rodzinę, zmarło moje drugie dziecko. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego tak się stało. Córeczka Krysia miała zaledwie dwa dni. Pochowaliśmy ją w maleńkiej mogile na Łączce, na kawałku ziemi, gdzie jeszcze nie było innych grobów. Grób małej Krysi traktuję niemal jako rzeczywistą mogiłę mojego ojca. To on wskazał mi to miejsce. Owszem, w kwaterze Armii Krajowej znajduje się symboliczny grób rtm. Witolda Pileckiego, tam została pochowana również moja mama, ale dla mnie jest to tylko symbol.

Rotmistrz Pilecki został rozstrzelany 25 maja 1948 r. w więzieniu na Rakowieckiej. Jakie starania podejmowała Pani przez te wszystkie lata, aby zdobyć bardziej szczegółowe informacje na temat okoliczności jego śmierci?
- W momencie, kiedy nastąpiła tzw. odwilż i uzyskałam możliwość dotarcia do akt sprawy w prokuraturze wojskowej, na podstawie protokołu z wykonania wyroku dowiedziałam się, że ojciec został stracony o godz. 21.30. Zanim do tego doszło, był torturowany. Śledztwo było potworne. Do rozprawy jeszcze jakoś wyglądał. Natomiast po skazaniu go na karę śmierci rozpoczął się najtragiczniejszy okres. Był strasznie zmaltretowany, miał połamane obojczyki. W ostatnich chwilach życia powiedział mojej mamie: "Ja już nie mogę żyć. Oświęcim to była igraszka w porównaniu z tym, co tutaj przeżyłem".
Wiem, że przy jego śmierci był ksiądz, a to się bardzo rzadko zdarzało. Jednak do ks. kpt. Wincentego Martusiewicza, bo to o niego chodzi, nie udało mi się nigdy dotrzeć.
Byłam wszędzie, nawet u premiera Cyrankiewicza. Udało mi się z nim spotkać w ostatnich momentach jego życia. Chciałam tylko wiedzieć, gdzie spoczywa ciało mojego ojca, nic więcej. Ale on zupełnie nie kojarzył postaci rtm. Witolda Pileckiego. Powiedziałam, że jestem jego córką i chcę, żeby wykorzystując swoje znajomości, pomógł mi ustalić, gdzie jest pochowany. Ale oczywiście nic z tego nie wyszło. Wszystkie dokumenty z procesu ojca dostałam dopiero wtedy, gdy nastąpiła jego "rehabilitacja", czyli w 1990 roku.

Obóz koncentracyjny i raporty z Auschwitz, walka w Powstaniu Warszawskim, straszliwe męczarnie w stalinowskim więzieniu. Jak określiłaby Pani misję swojego ojca, którą przypłacił życiem?
- Ojciec to człowiek posłany przez Pana Boga do pełnienia tragicznej misji. W czasie swojego krótkiego życia (gdy zginął, miał 47 lat) przeszedł drogę krzyżową. Ktoś inny nie byłby w stanie zrobić tego, co zrobił rotmistrz Pilecki. To jest niemożliwe. Przebywając przeszło dwa i pół roku w piekle Auschwitz, zorganizował tajny Związek Organizacji Wojskowej, który miał na celu przekazywanie wiadomości o tym, co się dzieje w obozie.
Potem ta nieprawdopodobna ucieczka z obozu. I jego szacunek dla każdego człowieka, dla każdego życia, aby, broń Boże, nie zorganizować ucieczki wtedy, gdy za jednego więźnia, który się na to zdecydował, życie traciło wielu innych. Poczekał więc i uciekł w czasie, kiedy już Czerwony Krzyż zainteresował się niemieckimi obozami koncentracyjnymi. Potem przybył do stolicy, gdzie brał udział w Powstaniu Warszawskim. Jego reduta walczyła do samego końca powstania. Po dostaniu się do niewoli wraz z innymi więźniami został przewieziony do obozu Lamsdorf, a następnie do Murnau. W grudniu 1945 r. wrócił do Warszawy, aby prowadzić walkę podziemną z kolejnym okupantem. Ostatnią stacją jego drogi krzyżowej stało się więzienie na Rakowieckiej.

Czuje Pani obecność ojca w swoim życiu? Pomaga Pani w walce o zachowanie pamięci o nim?
- Cały czas mam kontakt ze swoich ojcem. Żeby to wytłumaczyć, muszę sięgnąć do lat mojego dzieciństwa. Byłam dla niego "generałką". Nazywał mnie tak, ponieważ byłam bardzo dzielną, małą dziewczynką i nie bałam się koni, dlatego często sadzał mnie na piękną klacz w naszym majątku Sukurcze. Przez sześć lat, kiedy miałam z nim kontakt, nauczył mnie właściwe wszystkiego: miłości do przyrody, radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Szczególnie kiedy wrócił z Auschwitz, podkreślał, jak ważny jest hart ducha i ciała. Kładł duży nacisk na sport: musiałam umieć świetnie pływać, grać w piłkę siatkową, biegać. Najważniejsze były te dyscypliny, które zwiększały możliwości przetrwania w sytuacjach ekstremalnie trudnych. Ojciec bardzo się cieszył, widząc, jakie robię postępy. Uczył mnie również konspiracji. W czasie niemieckiej okupacji jeździliśmy tramwajem po Warszawie. Kiedy wsiadaliśmy i szliśmy ulicą, szłam kilka kroków przed ojcem, ażeby, gdy tylko zobaczę zagrożenie w postaci niemieckiego patrolu, móc go ostrzec. Miałam już wtedy 12 może 13 lat, a więc drugie tyle, niż wtedy, gdy nas zostawił w Sukurczach.

Czym Pani tłumaczy tę zmowę milczenia, która po części trwa do dziś?
- Dziś mamy zupełnie inne czasy. Ale przed kilkoma laty 22 naszych europosłów wyparło się w Parlamencie Europejskim rotmistrza Pileckiego jako obywatela Polski. To było jeszcze przed nadaniem mu przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Orderu Orła Białego. Postać Witolda Pileckiego stale budzi jakieś kontrowersje. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, bo przecież jest to postać niebywała.
Mój ojciec od dziecka był harcerzem. Temu, co jako młody chłopak przysięgał na harcerski sztandar, był wierny do końca życia. Nie był politykiem, tylko wspaniałym polskim żołnierzem, powiedziałabym nawet - rycerzem. Kiedyś usłyszałam piękne zdanie: "Rycerz ma swoją własną tajemnicę - on ginie, ale nigdy nie umiera".
To jest to, co się dzieje w tej chwili. Coraz więcej szkół na terenie całej Polski nosi imię rtm. Witolda Pileckiego. Półtora roku temu było ich jedenaście, teraz jest dwa razy tyle. Kiedy jest mi smutno i źle, jadę do jednej z nich. Tam czuje się patriotyzm, czuje się polskość.
Jego imieniem nazywane są ulice, ronda, skwery. Stawiane są mu pomniki i wmurowywane tablice. Kiedyś mogłam te miejsca wymienić z pamięci, teraz nie jestem w stanie, bo jest ich tak dużo. To coś nieprawdopodobnego.

Dlaczego tak się dzieje?
- Są to inicjatywy oddolne. Kiedy ojciec wracał do Warszawy na swoją ostatnią misję, miał za zadanie odnowienie ducha Narodu Polskiego. W czasie obydwu okupacji przeszliśmy straszliwą gehennę. Niszczono wszystkich, którzy mogliby podnieść sztandar i poprowadzić sztafetę pokoleń. Więc nie było komu - wszyscy najwspanialsi polegli w walce bezpośredniej albo w takich kazamatach jak Rakowiecka czy inne straszne więzienia w rzekomo wolnej Polsce. Dlatego nie ma tej ciągłości pokoleń, jaką mieli Kolumbowie. Oni zostali wychowani w duchu patriotyzmu w wolnej Polsce, stąd Powstanie Warszawskie. To były przepiękne postacie, dla których takie wartości jak Bóg, Honor, Ojczyzna naprawdę coś znaczyły. Szczególnie Honor - to była dla nich święta rzecz.

Bywa Pani czasem na Rakowieckiej, gdzie został zamordowany Pani ojciec?
- 25 maja o godz. 21.30 zawsze tam jestem, bo chcę być w miejscu, gdzie wydał ostatnie tchnienie. Najpierw przychodziłam tylko z mężem, potem także z dziećmi. Co roku przybywa ludzi - jedna osoba mówi o tej dacie innym. W zeszłym roku przyjechali nawet uczestnicy Rajdu Katyńskiego ze swoim sztandarem.
Jestem też na różnych uroczystościach w samym więzieniu, np. w czasie wmurowania i poświęcenia tablic pamiątkowych. W tym roku odbyła się tam Msza św. dla byłych więźniów - ofiar komunistycznych represji. Innym razem dyrektor więzienia poprosił mnie, żebym złożyła kwiaty w celi śmierci. W innej niż zginął mój ojciec, bo jego celi już nie ma - jest tam obecnie parking. Mimo to przebywanie w pomieszczeniu, w którym mordowano tych ludzi, było dla mnie ogromnym przeżyciem.

Dziękuję za rozmowę.
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Czw 18:52, 09 Sty 2020, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30513 Przeczytał: 288 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 9:57, 02 Kwi 2012 Powrót do góry

Śmierć rotmistrza Pileckiego

Image

Witold Pilecki był rotmistrzem kawalerii Wojska Polskiego. Brał udział w kampanii wrześniowej, później był żołnierzem podziemia. Dobrowolnie dał się uwięzić w obozie koncentracyjnym w Auschwitz, by z niego uciec i dać świadectwo tragedii, jaką tam zastał. Po wojnie został aresztowany i skazany na śmierć przez komunistów. Wyrok wykonano 25 maja 1948 roku.


Witold Pilecki - fabularyzowana historia życia i śmierci/ film dokumentalny
(...)
https://www.youtube.com/watch?v=G5JhmKQNNMQ&t=30s


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Czw 19:01, 09 Sty 2020, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30513 Przeczytał: 288 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 17:36, 19 Sty 2013 Powrót do góry

To pewne – rotmistrz Witold Pilecki pochowany na Łączce

Image

Mamy całkowitą pewność, że rotmistrz Witold Pilecki jest pochowany na Łączce – powiedział dr Krzysztof Szwagrzyk historyk IPN kierujący dotąd ekipą ekshumacyjną na warszawskich Powązkach Wojskowych.

Wcześniej istniała hipoteza, że szczątki Pileckiego mogą znajdować się na warszawskim Służewie, gdzie jak napisał Nasz Dziennik ruszy we wrześniu kolejny etap ekshumacji.

- Mogę już dzisiaj powiedzieć, że mamy całkowitą pewność, że Rotmistrz Pilecki jest pochowany na Łączce, a nie na Służewie. Wątpliwość, którą mieliśmy jeszcze kilka miesięcy temu; kiedy mówiłem, że nie ma pewności czy rotmistrz Pilecki jest jednym z ostatnich pochowanych na Służewie, czyli jednym z pierwszych pochowanych na Łączce już się rozwiała i wiemy na pewno, że rotmistrz Pilecki jest jednym z tych, którzy są pochowani na Łączce – podkreślał dr. Krzysztof Szwagrzyk.

Przypomnijmy etap ekshumacji w kwaterze „Ł” na warszawskich Wojskowych Powązkach zakończył się w ubiegłym roku.

W tej chwili trwają prace identyfikacyjne wydobytych szczątków. Tymczasem we wrześniu br. ruszą kolejne prace ekshumacyjne ofiar komunistycznego terroru tym razem na warszawskim Służewie.

- Jesteśmy na etapie gromadzenia niezbędnej dokumentacji, która pozwoli nam na określenie skali liczby ofiar, które tam zostały pochowane. Do dzisiaj nie ma tam żadnego opracowania, które by na ten temat informowało. Rozbieżności w tym zakresie mamy tutaj ogromne, zanim jednak przystąpimy do konkretnych prac musimy posiąść wiedzę dotycząca liczby osób tam pochowanych. Kwestia druga to jest określenie zakresu dawnego pola więziennego wokół którego już wiele teorii się pojawiło. Zanim zaczniemy te badania, chcemy mieć możliwie precyzyjną wiedzę – informował dr. Krzysztof Szwagrzyk.

Wypowiedź dr Krzysztofa Szwagrzyka:
(...)
[link widoczny dla zalogowanych]


[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Czw 20:14, 09 Sty 2020, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30513 Przeczytał: 288 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 16:08, 27 Kwi 2013 Powrót do góry

W nocy z dnia 26 kwietnia na 27 kwietnia minie 70 rocznica ucieczki Witolda Pileckiego z obozu w Auschwitz. Do obozu zgłosił się na ochotnika w celu zorganizowania ruchu oporu, oraz zebrania informacji o funkcjonowaniu obozu.


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Czw 19:02, 09 Sty 2020, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30513 Przeczytał: 288 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 11:13, 16 Maj 2013 Powrót do góry

Witold Pilecki – do końca wierny człowiek honoru

Image

Komuniści najpierw przez dziesiątki lat milczeli o Witoldzie Pileckim i jego bohaterstwie, dziś nierzadko ich duchowi spadkobioercy próbują oczernić pamięć po nim. Wszystko to w dobie przywracania przez organizacje społeczne - często młodzieżowe - pamięci o rotmistrzu. Przypominamy, kim był ów niewygodny bohater.

(...)

Autor artykułu - Leszek Żebrowski

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Czw 19:06, 09 Sty 2020, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30513 Przeczytał: 288 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 8:45, 27 Maj 2013 Powrót do góry

Kto zamordował rotmistrza Pileckiego

15 marca 1948 r. stalinowski sąd skazał Witolda Pileckiego – dobrowolnego więźnia Auschwitz – na karę śmierci. Oskarżyciel – wyjątkowo dyspozycyjny i krwawy stalinowski prokurator Czesław Łapiński, któremu Instytut Pamięci Narodowej postawił zarzut mordu sądowego na rotmistrzu – nie doczekał wyroku. Zmarł w 2004 r. Winnych jest jednak więcej. To przywódcy komunistycznej partii i państwa, kierownictwo Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, prokuratorzy, sędziowie, „oficerowie” śledczy. Nigdy nie odpowiedzieli za swoje zbrodnie.

(...)

[link widoczny dla zalogowanych]


Z protokołu wykonania wyroku śmierci z dnia 25 maja 1948 roku dowiadujemy się, że wyrok komunistycznego sądu na mocy którego rotmistrz Witold Pilecki został skazany na karę śmierci został wykonany przez kata, sierżanta UB Piotra Śmietańskiego.

Image

Protokół z wykonania wyroku śmierci na rtm. Witoldzie Pileckim przez Piotra Śmietańskiego zachowany w aktach sprawy

A poniżej artykuł gdzie można wiele przeczytać o tym kacie, egzekutorze stalinowskim Piotrze Śmietańskim.

Image

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Czw 19:49, 09 Sty 2020, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30513 Przeczytał: 288 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 12:29, 26 Wrz 2015 Powrót do góry

Niewygodny Rotmistrz Pilecki

Image

Plakat do filmu "Pilecki"

Niestety wielu twórców uważa, że film przedstawiający Polskę w złym świetle będzie bardziej atrakcyjny dla widzów zagranicznych, bo nie jest robiony „na kolanach”, co łączy się z ewentualnymi nagrodami i aplauzem europejskich elit. (…) My choć mamy z czego być dumni, cały czas promujemy raczej produkcje antypolskie – mówią reżyser Mirosław Krzyszkowski oraz Bogdan Wasztyl, producent i współscenarzysta filmu „Pilecki”.

Skąd wziął się pomysł, aby zająć się postacią rtm. Witolda Pileckiego i zrobić o nim film?

Mirosław Krzyszkowki (MK): Pomysł pojawił się już dawno temu. Głównym pomysłodawcą był nasz producent Bogdan Wasztyl. On jako pierwszy redagował wersję Raportu Pileckiego, którą udało się rozszyfrować Panu dr. Adamowi Cyrze. Potem, gdy robiliśmy kolejne filmy historyczne – postać Pileckiego znów się przewijała w naszej pracy. Konsekwencją był pomysł na akcję „Projekt: Pilecki” i publiczną zbiórkę pieniędzy na film. Gdy udało się uzbierać sensowną kwotę, która pozwalała na rozpoczęcie prac nad filmem dokumentalnym, postanowiliśmy nie czekać dłużej.

Wersja scenariusza, która jest realizowana w tej produkcji zaczęła powstawać jesienią 2013 roku, natomiast zdjęcia rozpoczęły się w maju 2014, a zakończyły późnym latem 2014r. Potem zajmowaliśmy się już tylko post-produkcją oraz sprawami związanymi z dystrybucją, a także konsultacjami.

Jakie pojawiały się trudności podczas pracy nad „Pileckim”? Czy coś Pana w sposób szczególny zaskoczyło pozytywnie bądź negatywnie w trakcie pracy nad filmem?

Bogdan Wasztyl (BW): - Było ich wiele. Wynikały głównie z małego budżetu i ambitnego scenariusza. Kiedy ma się zbyt mało pieniędzy trzeba się sporo natrudzić, by „oszukać” rzeczywistość i znaleźć partnerów, którzy zechcą nam pomóc. Największym zaskoczeniem był jednak fakt, że instytucje, które z racji swych statutowych zadań powinny nam pomagać, nie czyniły tego, a czasem wręcz próbowały przeszkadzać. Na szczęście zawsze w końcu trafialiśmy na dobrych ludzi a nawet całe środowiska. Pomagały nam też instytucje, po których nie oczekiwaliśmy pomocy.

MK: Oczywiście pomoc następowała głównie ze względu na to, że jest to film o Witoldzie Pileckim. Pozytywnie zaskoczył nas także ten oddźwięk społeczny w postaci darowizn, które były przekazywane na produkcję filmową. Kilkukrotnie doświadczyliśmy także pomocy, której w ogóle się nie spodziewaliśmy. Jestem osobą wierzącą, więc wiem że Pan Bóg po prostu słuchał naszych modlitw, aby pomyślnie udało się dokończyć ten projekt. Zresztą, zależało nam na tym, aby atmosfera na planie nie była typową atmosferą, jaką spotyka się w miejscach gdzie kręci się filmy. Od samego początku robiliśmy wszystko, aby ta atmosfera była wręcz rodzinna. Chyba się udało. Podkreślali to wszyscy, którzy pracowali na planie, a należy pamiętać, że byli to ludzie w różnym wieku, a także o różnym stopniu doświadczenia filmowego i aktorskiego. Bardzo miło wspominam pracę z zespołem i tą wspaniałą atmosferę z planu.

Czego Pan oczekuje po tym filmie. Jakie zadanie ma spełnić wyreżyserowany przez Pana film?

MK: Z całą pewnością nie jest tak, że aby film się podobał to musi w nim być dużo walki, strzelania, krwi, wybuchów czy erotyki. To nie prawda. Dlatego liczę, że ten film otworzy widzów na wartości, o których dziś mówi się może rzadko. Z całą pewnością wokół filmu „Pilecki” powstał pewien ruch, który pokazuje, że ludzi o podobnych wartościach jak te prezentowane w naszej produkcji, którymi żył Witold Pilecki – jest bardzo dużo. Mam taką nadzieję, że widzowie którzy zobaczą „Pileckiego” wzruszą się i coś w nich zostanie. Liczę także na to, że ten film przemówi także do decydentów, którzy są odpowiedzialni za kreację ideały i postaw obywatelskich.

Skąd takie duże trudności w uzyskaniu jakiegokolwiek wsparcia finansowego ze strony ośrodków władzy? Wiem, że bardzo trudno było zdobyć środki na zrealizowanie całego materiału.

BW: Staramy się opowiadać o polskiej historii w sposób uczciwy. Nie chcemy, by nasi bohaterowie byli wykorzystywani w bieżących sporach politycznych. W naszych filmach nie występują politycy ani urzędnicy. Być może to jest jedna z przyczyn. Przed kilkoma laty wygraliśmy konkurs na film o zbrodni w lasach Piaśnicy ogłoszony przez jedną z centralnych instytucji. Kolaudacja była drogą przez mękę, bo okazało się, że korzystaliśmy z najlepszych ekspertów, ale oni akurat nie byli „słuszni”, nie znaleźliśmy w filmie miejsca dla wywodów marszałka województwa, a to on załatwił u kolegi ministra pieniądze na film. Przeforsowaliśmy naszą wersję filmu, ale od tamtego czasu nie uzyskaliśmy z tej instytucji już żadnego wsparcia.

Może też urzędnicy intuicyjnie wyczuwali, że Witold Pilecki i dziś jest niewygodny. On był nie tylko bohaterem. Był przede wszystkim człowiekiem głębokiej wiary, aktywnym obywatelem działającym na rzecz dobra wspólnego, łączącym ludzi wokół wspólnego celu, nie znoszącym partyjniactwa. Był prawdziwym liderem, a nie cwaniakiem z drogim zegarkiem na ręku popijającym drogie wino na koszt podatnika.

MK: Trudno mi oceniać intencje, gdyż zawsze staram się nie oceniać ludzi, staram się ten ewangeliczny nakaz traktować poważnie, natomiast urzędnik zawsze znajdzie usprawiedliwienie. Znajdzie wiele argumentów, aby pokazać że wartościowy film jednak nie zasługuje na dofinansowanie. W naszym konkretnym przypadku, urzędnicy być może po pierwsze nie wierzyli, że zdołamy zrealizować ten film, ale być może także nie chciano, aby te wartości, które reprezentował rtm. Witold Pilecki były nagłaśniane i promowane. Natomiast nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Instytucje kulturalne nie przyznały twórcom żadnych środków, ale zaufali nam Polacy i to oni swymi prywatnymi pieniędzmi sfinansowali produkcję „Pileckiego”. Oczywiście, gdybyśmy mieli większe środki, być może moglibyśmy stworzyć bardziej efektowny film, moglibyśmy więcej pokazać. Ale mimo wszystko fakt, że film został zrealizowany bez dofinansowania publicznego, pozwolił nam być niezależnymi. Często bywa tak, że projekt realizowany za pieniądze przekazane z budżetu państwa jest kontrolowany i urzędnicy wskazują na niepoprawne politycznie fragmenty, które trzeba usunąć, aby otrzymać finansowanie. My na szczęście mieliśmy taki komfort, że nikt nie wtrącał się w merytoryczny przekaz. Mogliśmy opowiedzieć o Pileckim w taki sposób, w jaki chcieliśmy.

Wasza produkcja pozostała bez jakiejkolwiek pomocy organów państwa. Skąd w takim razie wzięliście środki na pokrycie kosztów? Wszystkie pochodziły z datków zwykłych Polaków?

MK: „Projekt: Pilecki” został sfinansowany w pełni ze środków prywatnych darczyńców oraz dzięki wsparciu Stowarzyszenia Żołnierzy Armii Krajowej w Nowym Jorku. Łącznie naliczyliśmy około 2500 wpłat. Tak naprawdę to ten film ufundowało sobie polskie społeczeństwo. Warto przypomnieć, że próbując zdobyć środki na realizację pisaliśmy prośby do wielu parlamentarzystów oraz samorządowców z całej Polski. Niestety odzew był niewielki.

BW: Film powstał dzięki olbrzymiej determinacji garstki ludzi i głębokiemu przekonaniu, że Polacy oczekują takiej opowieści o Witoldzie Pileckim, jaką im proponujemy. W tym ruchu obywatelskim, jaki udało się przy produkcji stworzyć widzimy dziś olbrzymią wartość, bo film zrodził się ze społecznej aktywności, która tak bliska była naszemu bohaterowi.

Proszę powiedzieć jak Pan myśli, dlaczego w polskiej kinematografii finansuje się produkcje antypolskie jak „Ida”, „Pokłosie” czy też niemiecki serial propagandowy „Nasze matki, nasi ojcowie”.

MK: To jest niezwykle zadziwiające. Takie zachowanie szkodzi nam wszystkim. Nawet gdyby pójść tokiem rozumowania, że w tych filmach po prostu Polacy uderzają się w piersi i szukają pojednania – to takie tłumaczenie jest trochę bez sensu, bo przede wszystkim należy robić produkcje pozytywne – pokazujące prawdę w odpowiednich proporcjach pomiędzy tym co było dobre, a tym co było złe. Najpierw trzeba przyznać, że Polacy podczas II wojny światowej zachowali się wspaniale. Walczyli z ogromnym poświęceniem na wszystkich frontach, bo walczyli przecież o wolność „naszą i waszą”, o całą Europę i tylko. I choć często przypisuje się nam globalnie antysemityzm, to jest to nie prawda. Polacy przede wszystkim jako chrześcijanie ratowali swoich sąsiadów Żydów! Promocja filmów negatywnie przedstawiających Polaków to wielkie nieporozumienie. Być może mamy taką sytuację dlatego, że po prostu nie funkcjonuje u nas odpowiednia, przemyślana polityka historyczna? A może są takie instrukcje, które w gruncie rzeczy nie służą polskim obywatelom? Niestety wielu twórców uważa, że film przedstawiający Polskę w złym świetle będzie bardziej atrakcyjny dla widzów zagranicznych, bo nie jest robiony „na kolanach”, co łączy się potem także z ewentualnymi nagrodami i aplauzem europejskich elit. Amerykanie chwalą się swoją przeszłością, swa historią, a nagrody i tak dostają. My choć mamy z czego być dumni, cały czas w gruncie rzeczy promujemy raczej produkcje antypolskie.

I tu nie chodzi tylko o nasz film, czy nasze plany artystyczne. Nie chodzi o to, ze nam czegoś nie dano, że nie uzyskaliśmy wsparcia. Ja staram się pokornie podchodzić do tego, co robię. Jeśli dzisiaj ktoś życzliwy powiedziałby, że jednak lepiej, aby kolejny film zrobił kto inny, „ty włącz się tylko w pisanie scenariusza, albo po prostu zajmij się czymś innym”, to podporządkuję się temu bez oporów. Staram się także pracować nad sobą i temperować wewnętrzną pychę, a to co robię traktować raczej jako swojego rodzaju powołanie, a nie realizowanie swoich ambicji. Przyznam, że takiej właśnie postawy nauczył mnie zwłaszcza Witold Pilecki i jego rodzina. Jeszcze mi trochę brakuje do ideału, ale się staram – wzorce są na wyciągnięcie ręki.

Film „Pilecki” to nie jedyna inicjatywa związana z Rotmistrzem, której się Panowie podjęli. Niedługo w księgarniach pojawi się książka. Proszę coś więcej o tym powiedzieć.

MK: To jest książka, która powstała dlatego, że film to było dla nas za mało. Gdy tworzy się scenariusz, trzeba pozbierać w całość wiele informacji i wywiadów. Ta książka to efekt tej pracy. Należy pamiętać, że to nie tylko „wywiad rzeka” z Andrzejem Pileckim. Nasza publikacja zawiera także fragmenty w formie powieści tj. fabularyzacji pewnych historii, o których wspominał syn Rotmistrza. W książce czytelnicy znajdą także opisy scen filmowych, które ostatecznie nie znalazły się w scenariuszu, ponieważ wydłużały i spowalniały narrację, ale mimo to są bardzo ważne. Książka to zupełnie coś innego niż film. Kolejna publikacja poświęcona Witoldowi Pileckiemu pokazuje, że Polacy żyją jego historią i wartościami, którymi żył. Dodatkowo chcieliśmy, aby narracja była zajmująca, żeby się ją dobrze czytało, aby trafiła do wszystkich pokoleń. Mam nadzieję, że ta książka będzie także formować młodych ludzi. Trzeba zwrócić także uwagę, że Pilecki ciągle na nas oddziałuje. On nie był bohaterem jednego czynu. Całe jego życie było pełne obywatelskiego bohaterstwa, odwagi i wspaniałej postawy wielkiego człowieka. Komunistom nie udało się zabić pamięci o nim. Sam Pilecki, a także jego sposób myślenia - są ciągle pośród nas. Świadectwem tego jest również ta książka. Cała praca, która została włożona w produkcję filmową oraz pisanie książki, była pracą dla pamięci o rtm. Witoldzie Pileckim. To nie było zlecenie, ale wewnętrzna potrzeba zrobienia czegoś dobrego dla siebie i innych.

Teraz, kiedy film wchodzi do dystrybucji widzimy niezwykłą reakcję ludzi, szczególnie na pokazach, na portalach społecznościowych. Jest dużo emocji, dobrych emocji. Polacy sami organizują się, aby pójść na film. Wydaje nam się nawet, że to rodzaj społecznej manifestacji, że Obywatele tego Kraju chcą takich, a nie innych wartości, chcą takich, a nie innych Bohaterów. Tu przecież nie chodzi o ten konkretny film, tu chodzi o Pileckiego, o rzeczy, okazuje się, ważne dla większości społeczeństwa. W jednym z maili z firmy, która chciała zorganizować zbiorowej wyjście pracowników na „Pileckiego” napisano, że zarząd ma zwyczaj świętowania z pracownikami ważnych wydarzeń patriotycznych, a za takie uznano wspólne pójście do kina. Proszę zobaczyć jakie mamy wspaniałe Społeczeństwo! Czy nie powinniśmy być dumni, czy nie powinniśmy rzeczywiście tego wspólnie świętować? I tu taki mały apel, aby czytelnicy tego wywiadu może też tak o pójściu do kina pomyśleli. Nie koniecznie tylko na nasz film, nie o nas chodzi. Świętujmy razem nasz dobry, otwarty na innych patriotyzm. Cieszmy się prawdziwymi Bohaterami, a mamy ich wielu i wiele możemy mieć takich okazji.

Jak Pan myśli, skąd Pilecki brał siłę do walki? Jego postawa w Auschwitz czy w podczas procesu sądowego była niebywale odważna i zasługująca na uznanie.

MK: Staraliśmy się to pokazać w filmie, może niezbyt nachalnie, ale mimo wszystko zauważalnie. Witold Pilecki był osobą, która pracowała nas sobą, nad swoim charakterem. Przede wszystkim był osobą głęboko religijną. Wyrósł w etosie harcerskim i w dorosłym już życiu, wartości które nabył w dzieciństwie – potraktował poważnie. Swoje wartości i poglądy na wiele spraw wpajał również swoim dzieciom, choć miał niewiele czasu na ich wychowanie. Należy wspomnieć, że swą siłę czerpał nie tylko z Biblii i swej wewnętrznej pobożności, ale także z małej książeczki Tomasa a Kempis pt. „O naśladowaniu Chrystusa”, której fragmenty stawały się dla niego wsparciem w najtrudniejszych chwilach życia.

Pilecki traktował swoje chrześcijaństwo bardzo poważnie. Jego szacunek do przyrody jako dzieła ofiarowanego nam przez Stwórcę, szacunek dla drugiego człowieka, wyrażający się troskliwością i zrozumieniem, jego bardzo poważne traktowanie swoich ojcowskich obowiązków, jego artystyczna wrażliwość i miłość do Matki Bożej wyrażana w licznych tworzonych przez niego Jej wizerunkach – oto obraz człowieka bardzo religijnego również w czynie, nie tylko w słowie. Powiem szczerze jestem nim zafascynowany. Pilecki dał mi wiele. Wielokrotnie przyłapuje się na tym, że swoje decyzje konfrontuje z jego postawą. Tak to działa u wielu osób, z którymi wspólnie pracowaliśmy na planie. To świadectwo, że ten Bohater jest dla nas jak najbardziej współczesny i jest nam wszystkim potrzebny. Prawdziwe chrześcijaństwo buduje się na pracy nad sobą. Tak to było w życiu Pileckiego, tak też powinno być w naszym życiu. To najlepszy sposób, aby spełnić pięknie swoje życie. To co się teraz dzieje w mediach w odniesieniu do Pileckiego, jaki zrobił się ruch społeczny wokół jego osoby, jest dobitnym świadectwem, że żadna minuta z życia Witolda nie poszła na marne, a swoje życie, chociaż krótkie i tragicznie zakończone przez zabójców, spełnił w sposób piękny. Czy nie warto iść za jego przykładem?


Rozmawiał Paweł Ozdoba


"Pilecki", reż. Mirosław Krzyszkowski, prod. Bogdan Wasztyl, wyst. Marcin Kwaśny, Małgorzata Kowalska, Piotr Głowacki. Dystrybucja: Kondrat – Media, 2015.

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Czw 20:01, 09 Sty 2020, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30513 Przeczytał: 288 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 12:33, 26 Wrz 2015 Powrót do góry

PILECKI - oficjalny zwiastun filmu

https://www.youtube.com/watch?v=B4tfqwaUZD8


PILECKI Fragment filmu

https://www.youtube.com/watch?v=jEGBH2h8s2g
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30513 Przeczytał: 288 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 13:20, 06 Lis 2016 Powrót do góry

Śmierć Rotmistrza Pileckiego
(...)
https://www.youtube.com/watch?v=J233f56Np7c


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Czw 19:52, 09 Sty 2020, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30513 Przeczytał: 288 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 13:25, 06 Lis 2016 Powrót do góry

„To ci da siłę…” Jak umierał Rotmistrz Pilecki

Image

Rotmistrz – dziś już Pułkownik – Witold Pilecki

Dlaczego Rotmistrz Witold Pilecki zalecał czytanie O naśladowaniu Chrystusa Tomasza a Kempis swojej żonie Marii, wtedy gdy zamknięty był w ubeckiej katowni i wiedział już, że nie ominie go wyrok śmierci? Właśnie tej niewielkiej książeczki – podręcznika ascezy i przewodnika duchowego, napisanego przez zakonnika dla zakonników, ale który zarazem stał się podręcznikiem życia wewnętrznego dla szerokich rzesz świeckich.

Autorstwo tego dzieła nie jest do końca jasne, przypuszcza się, że mógł je napisać św. Bernard z Clairvaux lub św. Bonawentura. Przez wiele lat, jakie upłynęły od jego powstania – prawdopodobnie około roku 1427 – nie osłabła jego popularność. Nie jest to jednak lektura dla wszystkich. Podchwytują ją i zaczytują się w niej przede wszystkim ludzie „duchowi”, ci, którym zależy, by rozwijać relacje z Bogiem, którzy zastanawiają się, jakimi drogami prowadzi ich Bóg, czego od nich oczekuje. Są dzięki temu w stanie przyjąć – często po okresie wielkich udręk, kryzysów, buntów, niekiedy rozpaczy – że wszelkie doświadczenia, jakie ich spotykają, także te prawie ponad siły, przywodzące na myśl cierpienia Hioba, są niczym innym, jak wybraną przez Boga drogą. Specjalną, wyjątkową, tylko dla nich. Najlepszym sposobem, by mogli się zbliżyć do swojego Pana. Każdy krzyż, łącznie z męczeństwem, „skrojony jest na ich miarę”, dopasowany z największą starannością, dbałością o najdrobniejszy szczegół, do ich potrzeb, do ich kondycji. Jest on wręcz koniecznością, by osiągnęli doskonałość, do jakiej Bóg ich przeznaczył.

Odrzucenie krzyża, pogarda dla krzyża byłaby więc najbardziej tragicznym nieporozumieniem, największym błędem chrześcijanina.

(...)

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)