Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Kanonizacja Matki Teresy symbolem zmiany kursu Kościoła Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28650 Przeczytał: 335 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 10:54, 02 Wrz 2016 Powrót do góry

Kanonizacja Matki Teresy symbolem zmiany kursu Kościoła

Image

Kanonizacja bł. Matki Teresy z Kalkuty (1910-1997) 4 września w Rzymie symbolizuje i stawia nowe akcenty w całym Kościele katolickim. Podkreślił to podczas konferencji prasowej w Wiedniu ks. Leo Maasburg. Austriacki kapłan przez wiele lat towarzyszył Matce Teresie w Indiach, Rzymie oraz w licznych podróżach od Moskwy do Nowego Jorku.

Służył założycielce Misjonarek Miłości jako opiekun duchowy, był jej spowiednikiem i tłumaczem, a także jej specjalnym wysłannikiem w niektórych trudnych misjach w Związku Radzieckim czy na Kubie. Od 2002 r. był członkiem rzymskiej komisji ds. jej beatyfikacji.

- Matka Teresa wniosła do Kościoła nowy priorytet i dała przykład, że Boga spotyka się w najbiedniejszych z biednych - stwierdził ks. Maasburg i dodał, że tak samo jak przyszła święta, również papież postawili w centrum Kościoła ludzi z ich trudnymi sytuacjami życiowymi. - Papież jest zwolennikiem „Kościoła ubogich dla ubogich”. To skupieniu uwagi na nich raz jeszcze zostanie podkreślone poprzez uroczystość kanonizacji Matki Teresy i na tym polega historyczne znaczenie tego aktu - tłumaczył.

Między bł. Matką Teresą i papieżem Franciszkiem widać wiele podobieństw w ich czynach oraz słowach, uważa dawny współpracownik przyszłej świętej. Zwrócił uwagę, że papież często cytuje Matkę Teresę lub na nią się powoływał. „Mają podobny sposób myślenia, oboje przyciągają ogniska konfliktów" - zaznaczył. W przypadku papieża była to wizyta na „wyspie uchodźców" Lampedusie, czy Lesbos, a Matki Teresy – Armenia po tragicznym trzęsieniu ziemi w 1988 r., czy też Etiopia, nawiedzana co pewien wielkimi klęskami głodu. Cechą charakterystyczną obojga jest też utożsamianie się z ich zakonami i związanymi z nimi m.in. ślubami ubóstwa i skromnym stylem życia.

- Matka Teresa miała też nastawienie całkowicie misyjne - podkreślił ks. Maasburg. Wyjaśnił, że nie było to działanie w duchu ogólnie pojmowanej misji, lecz „Matka Teresa pragnęła przybliżyć ludzi do Boga niezależnie od ich religii, rasy, czy narodowości”. Początkowo myślała jeszcze, że musi nawracać ludzi, ale w późniejszym okresie uświadomiła sobie, że musi tylko kochać ludzi i przekazywać im czułość Boga. Uważała, że wtedy miłość sama nawróci, jeśli zechce i to było jednym z jej głównych przesłań.

Duchowny zwrócił uwagę, że dla „Matki Teresy każde cierpienie było darem Boga” i wyraził przekonanie, że mimo surowej postawy może ona być wzorem dla współczesnych. - Do jednych przemawia bardziej jej aktywność społeczna, do innych jej eucharystyczna pobożność albo jej mistyka - stwierdził ks. Maasburg.

Podkreślił, że Matka Teresa cierpiała nie tylko fizycznie, ale również duchowo. - Doświadczała wielu cierpień duchowych, ponieważ widziała tak dużo egoistycznych interesów oraz ludzką słabość, również w Kościele. Nie była jednak nigdy agresywna. Do swoich sióstr mawiała: „Sposób, w jaki spoglądasz na ludzi, sposób, w jaki się do ludzi uśmiechasz, sposób, w jaki ich dotykasz, pokazuje im, czy ich kochasz. Nie ma większej siły, jak siła czułości” – zaznaczył ks. Maasbug.

Pytana o sens cierpienia Matka Teresa odpowiadała, że nie zastanawia się na tym, tylko widząc je, próbuje pomóc. - Akademicka, pozostająca tylko teorią, teologia jej nie interesowała. To co u niej było wyraziste, to była kontemplacyjna refleksja oraz miłość bliźniego - wspominał bliski współpracownik bł. Matki Teresy.

Austriacki kapłan uważa, że jeszcze nie dotarliśmy do głębi jej osobowości. Wyraził przekonanie, że Matka Teresa będzie kiedyś ogłoszona Doktorem Kościoła. Przypomniał, że zostawiła ona po sobie ponad 5,4 tys. różnych tekstów m.in. do rodzin, dzieci, teologów, zakonnic i zakonników, które zazwyczaj pisała podczas swoich licznych podróży.

Ks. Maasburg poznał Matkę Teresę w 1981 roku w Rzymie. Nowo wyświęcony ksiądz był w tam współpracownikiem przebywającego na emigracji czechosłowackiego bp. Paula Hnilicy (1921-2006), który na prośbę papieża Pawła VI miał pomagać Matce Teresie. Ponieważ biskup nie znał angielskiego, tłumaczem był ks. Maasburg. - Po pierwszej tłumaczonej przez niego rozmowie Matka Teresa zapytała: „Czy ojciec ma auto? Przytaknąłem i rozpocząłem swoją pracę od odwiezienia na lotnisko dwóch sióstr, które kilka godzin wcześniej zostały posłane na misje do Argentyny” - opowiadał austriacki kapłan. Swoje wspomnienia spisał w wydanej przed kilku laty książce „Matka Teresa – cudowna historia”. Książka ukazała się także w Polsce nakładem wydawnictwa św. Wojciecha, a w jej prezentacji wziął udział sam autor.

O międzynarodowym zainteresowaniu postacią bł. Matki Teresy świadczy chociażby fakt, że z prośbą o tłumaczenie książki zwróciło się kilka wydawnictw z Korei Południowej. Ekumenicznym „znakiem” jest natomiast fakt, że w Norwegii książkę wyda luterańskie wydawnictwo „Luther Forlag”.

W USA „Matka Teresa. Cudowna historia” ukazała się w renomowanym wydawnictwie „Ignatius Press”. Jego założycielem jest brat Joseph D. Fessi SJ, jeden z najbardziej znanych uczniów „kręgu Ratzingera”. Promotorem jego pracy doktorskiej z dziedziny teologii był ks. prof. Joseph Ratzinger, obecnie papież senior Benedykt XVI.

Prezentacje albańskiego i macedońskiego wydania książki o Matce Teresie odbyły się w rodzinnym domu Matki Teresy w Skopje, w obecności legata papieskiego kard. Vinko Puljicia, katolickiego biskupa Skopje, Kiro Stojanova oraz członków rządu Macedonii.

„W Skopje rozpoczęła się duchowa podróż Matki Teresy” – wspominał ks. Maasburg. Podkreślił, że jej działanie na rzecz ludzi potrzebujących pomocy kontynuuje obecnie ok. sześciu tysięcy sióstr, braci i księży z jej rodziny zakonnej, a działający od 2009 roku Dom Matki Teresy w Skopje wspiera idee przyszłej świętej, aby „zachować w świadomości społecznej poczucie odpowiedzialności za najbiedniejszych z biednych”.

Dom Matki Teresy przy ruchliwym bulwarze Makedonija w Skopje budzi zainteresowanie również ze względu na swoją architekturę. Łączy w sobie elementy typowego XIX-wiecznego domu osmańskiego z wewnętrzną kaplicą oraz ornamentykę indyjską. Symbolizuje w ten sposób czas dzieciństwa Matki Teresy i czas jej działalności jako założycielki zakonu.

Nagle rozpoczęta praca u boku Matki Teresy trwała przez sześć lat. Był to czas dynamicznego rozwoju w różnych częściach świata założonego przez Matkę Teresę Zgromadzenia Misjonarek Miłości. Związane z tym nieustanne podróże zostały znacznie ograniczone w 1987 roku ze względu na chorobę Matki Teresy. Przez te lata ks. Maasburg był – jak wspomina – „tłumaczem, tragarzem, kierowcą i księdzem, gdyż chciała każdego dnia uczestniczyć w Mszy św. i spowiadać się po angielsku”.

Podczas uroczystej ceremonii kanonizacyjnej 4 września na placu św. Piotra papież Franciszek kanonizuje bł. Matkę Teresę. Do Rzymu przybędą setki tysięcy pielgrzymów z całego świata, wśród nich liczne grupy w jej rodzinnego Skopje. Będzie to jedna z największych uroczystości Roku Jubileuszu Miłosierdzia. Niestety zabraknie na niej inicjatora beatyfikacji Matki Teresy, arcybiskupa Kalkuty, Henry Sebastiana D'Souza, który zmarł w czerwcu br. w wieku 90 lat.

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28650 Przeczytał: 335 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 10:56, 02 Wrz 2016 Powrót do góry

W temacie Matki Teresy:

Intronizacja NSPJ fragment wywiadu z Matką Teresą - jak mówi, jest to najkrótsza, najłatwiejsza i największa droga.
(...)
http://www.traditia.fora.pl/kult-nspj-chrystusa-krola-i-intronizacja,47/intronizacja-nspj-w-rodzinach-wywiad-z-matka-teresa,7774.html
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28650 Przeczytał: 335 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 12:37, 02 Wrz 2016 Powrót do góry

Navarro Valls o więzi łączącej Matkę Teresę z Janem Pawłem II

Image

Matka Teresa z Kalkuty i Jan Paweł II byli jak brat i siostra. Takie wrażenie odnosili świadkowie ich licznych spotkań – powiedział długoletni dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej Joaquin Navarro-Valls.

W rozmowie z Radiem Watykańskim zaznaczył, że niezależnie od tego czy tych dwoje świętych znajdowało się w Kalkucie wśród umierających, czy w Pałacu Apostolskim w Watykanie, niezmiennie łączyła ich miłość do Jezusa i bliźniego.

Dzieląc się refleksjami o osobie Matki Teresy i jej szczególnej więzi z Janem Pawłem II, powiedział: „Dziewczęcy uśmiech nie schodził z jej ust, nawet w późnej starości. Dopiero po jej śmierci dowiedzieliśmy się z listów, które pisała do kierowników duchowych, o próbie, przez jaką przechodziła przez wiele lat, o posusze nocy ciemnej... Ten kontrast jest niezwykły!"

Zdaniem hiszpańskiego dziennikarza i lekarza "niezwykłe były też wspólne dążenia, zrozumienie i jedność, jakie łączyły ją z Janem Pawłem II". "Było to wyraźnie widoczne, kiedy spotykali się poza oficjalnymi okazjami. Na przykład podczas pierwszej podróży Ojca Świętego do Indii Matka Teresa przyjęła go w dwóch wielkich pomieszczeniach przylegających do buddyjskiej świątyni, gdzie przygarniała wszystkich, których spotykała na ulicach Kalkuty. W wyniku jednej z ich rozmów w Watykanie Misjonarki Miłości otworzyły tam dom «Dar Maryi». A wcześniej zaskakujący i niewyobrażalny wydawał się pomysł przyjmowania ludzi śpiących na ulicach wewnątrz Watykanu” – powiedział Navarro-Valls.

Nawiązując do zbliżającej się kanonizacji Matki Teresy oświadczył: „Myślę, więcej - jestem pewien, że będzie to największe, gdy chodzi o liczbę uczestników i echa na całym świecie, wydarzenie Roku Miłosierdzia. Przesłanie jest ciągle to samo: w centrum życia Kościoła, a zatem wszystkich chrześcijan, jest miłość. Nie może być inaczej! To miłość kształtuje całą osobowość, nadaje sens życiu i usposabia do pomagania innym".

Jednocześnie rozmówca rozgłośni papieskiej zwrócił uwagę na inny aspekt: "Kiedy mówimy o roli kobiety w Kościele, zawsze przychodzi mi na myśl Matka Teresa, która stworzyła tak wielkie dzieło, że stała się – mimowolnie – prawdziwym przywódcą światowym. Mała kobieta, która nie chciała skupiać na sobie uwagi. Dokonała wszystkiego jako kobieta, z wrażliwością kobiety, kobiety Kościoła, która zainspirowała tylu biskupów, kapłanów, kardynałów. Żyła miłością w sposób wyraźny, troskliwy; prawdziwa święta, która całkowicie poświęciła swoje życie innym”.

[link widoczny dla zalogowanych]



Image

Jan Paweł II z Matką Teresą w papamobile

Matka Teresa z Kalkuty i Jan Paweł II byli jak brat i siostra. Takie wrażenie odnosili świadkowie ich licznych spotkań – uważa Joaquin Navarro-Valls. Niezależnie od tego, czy tych dwoje świętych znajdowało się wśród umierających w Kalkucie, czy w Pałacu Apostolskim w Watykanie, niezmiennie łączyła ich miłość do Jezusa i bliźniego.
(...)
[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28650 Przeczytał: 335 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 15:19, 05 Wrz 2016 Powrót do góry

Matka Teresa z Kalkuty ogłoszona świętą

Image

Matka Teresa z Kalkuty została ogłoszona świętą. Dokonał tego papież Franciszek podczas Mszy św. na placu św. Piotra w Watykanie 4 września br.

Na początku liturgii z prośbą o kanonizację założycielki Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Miłości zwrócił się do Ojca Świętego prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Amato. Następnie przedstawił on krótki życiorys Matki Teresy.

Po odśpiewaniu przez zgromadzonych litanii do Wszystkich Świętych, papież wygłosił uroczystą formułę kanonizacyjną. Jego słowa zostały owacyjnie przyjęte przez uczestników Mszy św.

Dwie siostry Misjonarki Miłości (w tym jedna z pierwszych postulantek, przyjętych do zgromadzenia przez założycielkę) przyniosły przed ołtarz relikwie nowej świętej. W drewnianym relikwiarzu w kształcie krzyża znajduje się krew Matki Teresy.

W homilii Franciszek powiedział, że „Matka Teresa przez całe swoje życie była hojną szafarką Bożego miłosierdzia”. Stała się „dyspozycyjną dla wszystkich poprzez przyjęcie i obronę życia ludzkiego, zarówno nienarodzonego jak i opuszczonego i odrzuconego”.

- Zaangażowała się w obronę życia nieustannie głosząc, że „ten kto się jeszcze nie narodził jest najsłabszym, najmniejszym, najbiedniejszym”. Pochylała się nad osobami konającymi, pozostawionymi, by umrzeć na poboczu drogi, uznając godność, jaką obdarzył je Bóg; mówiła możnym ziemi, aby uznali swoje winy w obliczu zbrodni ubóstwa, które sami stworzyli. Miłosierdzie było dla niej „solą” nadającą smak każdemu z jej dzieł oraz „światłem” rozjaśniającym ciemności tych, którzy nie mieli nawet łez, aby opłakiwać swoje ubóstwo i cierpienie - wskazał papież.

Podkreślił, że jej „misja na obrzeżach miast i na peryferiach egzystencjalnych pozostaje dzisiaj wymownym świadectwem bliskości Boga wobec najuboższych z ubogich”. - Dzisiaj przekazuję tę symboliczną postać kobiety i osoby konsekrowanej całemu światu wolontariatu: niech ona będzie waszym wzorem świętości! Niech ta niestrudzona pracownica miłosierdzia pomaga nam zrozumieć coraz bardziej, że naszym jedynym kryterium działania jest bezinteresowna miłość, wolna od wszelkiej ideologii i od wszelkich ograniczeń, skierowana do wszystkich niezależenie od języka, kultury, rasy czy religii - prosił Franciszek.

Zacytował słowa Matki Teresy: „Być może nie znam ich języka, ale mogę się uśmiechnąć”. - Nieśmy w sercu jej uśmiech i obdarzajmy nim tych, których spotkamy na naszej drodze, zwłaszcza cierpiących. W ten sposób otworzymy perspektywy radości i nadziei wielu ludziom przygnębionym oraz potrzebującym zrozumienia i czułości - wezwał Ojciec Święty.

Wyznał, że prawdopodobnie trudno nam będzie nazywać założycielkę Misjonarek Miłości św. Teresą, bo jej „świętość jest tak bliska nas, tak czuła i owocna, że spontanicznie nadal będziemy ją nazywać Matką Teresą”.

Podkreślił, że „nie ma alternatywy dla miłosierdzia”, a „ci, którzy poświęcają się w służbie braciom, chociaż o tym nie wiedzą, są ludźmi miłującymi Boga”. - Wszędzie tam, gdzie jest wyciągnięta ręka, prosząca o pomoc, by powstać, tam powinna być nasza obecność i obecność Kościoła, która wspiera i daje nadzieję - przekonywał Ojciec Święty.

W wielojęzycznej modlitwie wiernych proszono Boga m.in. za najuboższych tej Ziemi i za prześladowanych chrześcijan, a także za ludzi sprawujących władze, by zawsze szukali prawdziwego dobra człowieka.

Pod koniec Mszy św., w której wzięło udział 120 tys. wiernych, Franciszek odmówił z nimi modlitwę „Anioł Pański”. W poprzedzającym ją pozdrowieniu zawierzył wstawiennictwu Matki Teresy uczestników Jubileuszu Wolontariuszy i Pracowników Dzieł Miłosierdzia, którego zwieńczeniem była ta liturgia. - Niech ona nauczy was codziennie kontemplować i adorować Jezusa ukrzyżowanego, aby Go rozpoznać i służyć Mu w naszych potrzebujących braciach - mówił papież.

Przypomniał też „osoby, które oddają swoje życie w służbie braciom w warunkach trudnych i niebezpiecznych”. - Mam na myśli przede wszystkim wiele zakonnic, które oddają swoje życie nie szczędząc siebie. Módlmy się szczególnie za hiszpańską zakonnicę-misjonarkę, siostrę Isabel, która została zabita dwa dni temu w stolicy Haiti, kraju bardzo boleśnie doświadczonym, któremu życzę, by ustały takie akty przemocy i nastało dla wszystkich większe bezpieczeństwo. Pamiętajmy także o innych siostrach, które niedawno doświadczyły przemocy w innych krajach - wezwał Franciszek.

Liturgiczne wspomnienie św. Matki Teresy z Kalkuty będzie obchodzone 5 września, tak jak było dotychczas po beatyfikacji w 2003 r.

W poniedziałek rano na placu św. Piotra w Watykanie kard. Pietro Parolin, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej odprawi Mszę św. dziękczynną za kanonizację Matki Teresy.

Papieska homilia:

„Któż pojmie wolę Pana?” (Mdr 9,13). To pytanie z Księgi Mądrości, które usłyszeliśmy w pierwszym czytaniu przedstawia nam nasze życie jako tajemnicę, której klucza interpretacji nie posiadamy. Stale jest dwóch bohaterów historii: z jednej strony Bóg, a z drugiej ludzie. Naszym zadaniem jest dostrzeżenie Bożego wezwania, a następnie przyjęcie Jego woli. Ale aby ją przyjąć bez wahania postawmy sobie pytanie: jaka jest wola Boża w moim życiu?

[link widoczny dla zalogowanych]

c.d. homilii papieża:

W tym samym fragmencie mądrościowym znajdujemy odpowiedź: „ludzie poznali, co Tobie przyjemne” [w. 18]. Aby zweryfikować wezwanie Boga musimy zadać sobie pytanie i zrozumieć, co się Jemu podoba. Wiele razy prorocy głosili, co miłe jest Panu. Ich orędzie znajduje wspaniałą syntezą w wyrażeniu: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary” (Oz 6,6; Mt 9,13). Bogu miłe są wszelkie uczynki miłosierdzia, ponieważ w bracie, któremu pomagamy rozpoznajemy oblicze Boga, którego nikt nie może oglądać [por. J 1,18]. Ilekroć pochylamy się nad potrzebami braci, nakarmiliśmy i napoiliśmy Jezusa; przyodzialiśmy, wsparliśmy i nawiedziliśmy Syna Bożego (por. Mt 25,40). W sumie dotknęliśmy ciała Chrystusa.

Jesteśmy zatem wezwani, by wprowadzić w życie to, o co prosimy w modlitwie i wyznajemy w wierze. Nie ma alternatywy dla miłosierdzia: ci, którzy poświęcają się w służbie braciom, chociaż o tym nie wiedzą, są ludźmi miłującymi Boga (por. 1 J 4,19; Jk 2,14). Jednakże życie chrześcijańskie nie jest zwyczajną pomocą, udzielaną w chwili potrzeby. Gdyby tak było, byłoby ono na pewno pięknym uczuciem ludzkiej solidarności, które wywołuje doraźne korzyści, ale byłoby bezowocne, ponieważ pozbawione byłoby korzeni. Zaangażowanie, jakiego żąda Pan jest wręcz przeciwnie, powołaniem do miłości, w którym każdy uczeń Chrystusa oddaje Mu na służbę swoje życie, aby codziennie wzrastać w miłości.

Słyszeliśmy w Ewangelii, że „szły z Nim wielkie tłumy” (Łk 14,25). Dziś te „wielkie tłumy” przedstawia szeroki świat wolontariatu, zgromadzony tutaj z okazji Jubileuszu Miłosierdzia. Jesteście owym tłumem, który podąża za Nauczycielem i który uwidacznia Jego konkretną miłość do każdego człowieka. Powtarzam wam słowa apostoła Pawła: „doznałem wielkiej radości i pociechy z powodu twojej miłości, że [mianowicie] serca świętych otrzymały od ciebie pokrzepienie” (Flm 1,7). Jakże wiele serc pokrzepiają wolontariusze! Jakże wiele podtrzymują rąk; ileż osuszają łez; jak wiele miłości rozlewanej jest w ukrytej służbie, pokornej i bezinteresownej! Ta chwalebna służba udziela głosu wierze i wyraża miłosierdzie Ojca, który czyni siebie bliskim wobec osób znajdujących się w potrzebie.

Naśladowanie Jezusa jest zaangażowaniem poważnym a jednocześnie radosnym. Wymaga radykalizmu i odwagi, by rozpoznać Boskiego Nauczyciela w najuboższym, odrzuconym przez życie i poświęcić się w służbie dla niego. Z tego względu wolontariusze służący ostatnim i potrzebującym ze względu na miłość Jezusa nie oczekują żadnego podziękowania i żadnej nagrody, ale rezygnują z tego wszystkiego, bo odkryli prawdziwą miłość. A każdy z nas może powiedzieć: Tak jak Pan wyszedł mi na spotkanie i pochylił się nade mną w chwili potrzeby, podobnie i ja wychodzę na spotkanie z Nim i pochylam się nad tymi, którzy utracili wiarę i żyją tak, jakby Boga nie było, nad młodymi pozbawionymi wartości i ideałów, nad rodzinami przeżywającymi kryzysy, nad chorymi i więźniami, uchodźcami i imigrantami, nad słabymi i bezbronnymi na ciele i na duchu, nad nieletnimi pozostawionymi sobie samym, podobnie jak nad osobami starszymi opuszczonymi w samotności. Wszędzie tam, gdzie jest wyciągnięta ręka, prosząca o pomoc, by powstać, tam powinna być nasza obecność i obecność Kościoła, która wspiera i daje nadzieję. Trzeba to czynić z żywą pamięcią wyciągniętej ręki nade mną, kiedy leżałem na ziemi.

Matka Teresa przez całe swoje życie była hojną szafarką Bożego miłosierdzia, stając się dyspozycyjną dla wszystkich poprzez przyjęcie i obronę życia ludzkiego, zarówno nienarodzonego jak i opuszczonego i odrzuconego. Zaangażowała się w obronę życia nieustannie głosząc, że „ten kto się jeszcze nie narodził jest najsłabszym, najmniejszym, najbiedniejszym”. Pochylała się nad osobami konającymi, pozostawionymi, by umrzeć na poboczu drogi, uznając godność, jaką obdarzył je Bóg; mówiła możnym ziemi, aby uznali swoje winy w obliczu zbrodni ubóstwa, które sami stworzyli. Miłosierdzie było dla niej „solą” nadającą smak każdemu z jej dzieł oraz „światłem” rozjaśniającym ciemności tych, którzy nie mieli nawet łez, aby opłakiwać swoje ubóstwo i cierpienie.

Jej misja na obrzeżach miast i na peryferiach egzystencjalnych pozostaje dzisiaj jako wymowne świadectwo bliskości Boga wobec najuboższych z ubogich. Dzisiaj przekazuję tę symboliczną postać kobiety i osoby konsekrowanej całemu światu wolontariatu: niech ona będzie waszym wzorem świętości! Myślę, że może nam być trudno nazywać ją „świętą”. Jej świętość jest tak bliska nas, tak czuła i owocna, że spontanicznie nadal będziemy ją nazywać „Matką Teresą”. Niech ta niestrudzona pracownica miłosierdzia pomaga nam zrozumieć coraz bardziej, że naszym jedynym kryterium działania jest bezinteresowna miłość, wolna od wszelkiej ideologii i od wszelkich ograniczeń, skierowana do wszystkich niezależenie od języka, kultury, rasy czy religii. Matka Teresa lubiła mawiać: „Być może nie znam ich języka, ale mogę się uśmiechnąć”. Nieśmy w sercu jej uśmiech i obdarzajmy nim tych, których spotkamy na naszej drodze, zwłaszcza cierpiących. W ten sposób otworzymy perspektywy radości i nadziei wielu ludziom przygnębionym oraz potrzebującym zrozumienia i czułości.
Papież na Anioł Pański:

Drodzy Bracia i Siostry!

Na zakończenie dzisiejszej uroczystości pragnę pozdrowić i podziękować wam wszystkim, którzy wzięliście w niej udział.

Przede wszystkim Misjonarkom i Misjonarzom Miłości, którzy są rodziną duchową Matki Teresy. Niech wasza święta Założycielka zawsze czuwa nad waszą drogą i wyprasza wam wierność Bogu, Kościołowi i ubogim.

Z wdzięcznym szacunkiem pozdrawiam obecnych przedstawicieli władz, zwłaszcza z krajów najbardziej związanych z postacią nowej świętej, a także delegacje oficjalne i licznych pielgrzymów, przybyłych z tych krajów z tej radosnej okazji. Niech Bóg błogosławi wasze narody.

Z miłością pozdrawiam także was wszystkich, drodzy wolontariusze i pracownicy dzieł miłosierdzia. Zawierzam was wstawiennictwu Matki Teresy: niech ona nauczy was codziennie kontemplować i adorować Jezusa ukrzyżowanego, aby Go rozpoznać i służyć Mu w naszych potrzebujących braciach. Prośmy o tę łaskę także dla tych wszystkich, którzy łączą się z nami za pośrednictwem mediów, we wszystkich częściach świata.

W tej chwili chciałbym przypomnieć osoby, które oddają swoje życie w służbie braciom w warunkach trudnych i niebezpiecznych. Mam na myśli przede wszystkim wiele zakonnic, które oddają swoje życie nie szczędząc siebie. Módlmy się szczególnie dla hiszpańską zakonnicę-misjonarkę, siostrę Isabel, która została zabita dwa dni temu w stolicy Haiti, kraju bardzo boleśnie doświadczonym, któremu życzę, by ustały takie akty przemocy i nastało dla wszystkich większe bezpieczeństwo. Pamiętajmy także o innych siostrach, które niedawno doświadczyły przemocy w innych krajach.

Uczyńmy to zwracając się w modlitwie do Maryi Panny, Matki i Królowej wszystkich świętych.

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28650 Przeczytał: 335 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 15:51, 05 Wrz 2016 Powrót do góry

Cytat:
Po odśpiewaniu przez zgromadzonych litanii do Wszystkich Świętych, papież wygłosił uroczystą formułę kanonizacyjną. Jego słowa zostały owacyjnie przyjęte przez uczestników Mszy św.

Uroczysta formuła kanonizacyjna.

Na chwałę Świętej i Nierozdzielnej Trójcy, dla wywyższenia katolickiej wiary i wzrostu chrześcijańskiego życia, na mocy władzy naszego Pana Jezusa Chrystusa i Świętych Apostołów Piotra i Pawła, a także Naszej, po uprzednim dojrzałym namyśle, po licznych modlitwach i za radą wielu naszych Braci w biskupstwie, orzekamy i stwierdzamy, że Błogosławieni NN. są Świętymi i wpisujemy ich do Katalogu Świętych, polecając, aby odbierali oni cześć jako Święci w całym Kościele.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego


Jak widać, dekret kanonizacyjny, odwołujący się do władzy Głowy Kościoła, czyli Jezusa Chrystusa - jest bez wątpienia dokumentem doktrynalnym, określa jednoznacznie, że podmiot dekretu jest Świętym Pańskim, czyli że jest już na pewno w Niebie, aktualizuje będący częścią Depozytu Wiary - Wykaz Świętych i - co się z tym wiąże - ustanawia obowiązek oddawania Mu nabożnej czci w całym Kościele katolickim.


Kościół jest nieomylny w kanonizacji Świętych
(...)
[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28650 Przeczytał: 335 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 16:01, 05 Wrz 2016 Powrót do góry

Wywiad o Matce Teresie z postulatorem jej sprawy kanonizacyjnej

Image

Dziesiątki tysięcy wiernych spodziewane są w niedzielę 4 września na kanonizacji bł. Matki Teresy z Kalkuty. Założycielka zgromadzeń Misjonarek i Misjonarzy Miłości poświęciła swoje życie, by pomagać najbiedniejszym z biednych, chorym, umierającym i niekochanym. Za swoją działalność otrzymała liczne nagrody, łącznie z pokojową Nagrodą Nobla w 1979 r. Matka Teresa zmarła 5 września 1997 r. w wieku 87 lat. Beatyfikował ją Jan Paweł II w 2003 roku.

W 10 lat po śmierci Matki Teresy ukazała się książka z jej listami, zatytułowana „Przyjdź, bądź moim światłem”, która ujawniła zadziwiającą prawdę o kilkudziesięciu latach zmagań z przenikającą jej życie duchowe ciemnością i wątpliwościami co do istnienia Jezusa. Książkę opracował przełożony generalny Misjonarzy Miłości, postulator jej procesu kanonizacyjnego, który przez 20 lat blisko współpracował z przyszłą świętą. W rozmowie z Radiem Watykańskim ks. Brian Kolodiejchuk mówi o jej życiu i procesie.

Radio Watykańskie (RW): Matka Teresa powiedziała: „Jeśli kiedykolwiek będę świętą, na pewno będę świętą od ciemności”. Kiedy to słyszę, mam gęsią skórkę. Po pierwsze dlatego, że miała przeczucie co do swojej świętości. Po drugie dlatego, że „być świętą od ciemności” brzmi dość przygnębiająco. Co przez to rozumiała? Mówiła też, że będzie ciągle nieobecna w niebie. Co chciała przez to powiedzieć?

Brian Kolodiejchuk (BK): Myślę, że to jest plan niebiańskiej misji Matki Teresy, w którym określa ona, co będzie robiła, kiedy odejdzie do domu Ojca. Z listów, jakie otrzymaliśmy, kiedy zaczęliśmy zbierać dokumentację, ku zaskoczeniu, a wręcz zdumieniu wszystkich, nawet sióstr najbliżej współpracujących z Matką Teresą, odkryliśmy, że jej wewnętrznym doświadczeniem była ciemność i że to kobieta gorąco kochającą Jezusa. Chciała Go kochać tak, jak nigdy wcześniej nie był kochany. Po tym, jak doświadczyła w modlitwie kontemplacyjnej prawdziwego zjednoczenia z Jezusem, cała słodycz tej jedności przeminęła. Jej doświadczenie jest takie, że czuje się niekochana, niechciana przez Jezusa. Czuje, że nie może kochać Jezusa tak, jak by chciała Go kochać, czyli tak, jak nigdy wcześniej nie był On kochany. To jest niezwykle śmiałe pragnienie, jeśli traktujemy je poważnie. Wszyscy przypuszczaliśmy, ja również, że być Matką Teresą nie było łatwo. Chociażby ze względu na rozwój zgromadzenia liczącego tysiąc sióstr. Nie biorąc już pod uwagę innych aspektów, na przykład próśb: „Matko proszę przyjechać tu, pojechać tam, przyjąć tę nagrodę. Czy może Matka tu wygłosić przemówienie? Tam pojawił się problem”. Od 4:30 rano do późnych godzin nocnych. Myśleliśmy zatem, że przynajmniej ma tę wielką pociechę w postaci jedności z Jezusem, skąd czerpie energię i siłę do codziennej pracy. Potem odkryliśmy, że sytuacja wyglądała zupełnie inaczej, co czyni jej życie dużo bardziej heroicznym. Żyła samą czystą wiarą, nie doświadczała tych pociech. Takie było jej doświadczenie. Dlatego jest świętą od ciemności, bo przez nie przechodziła.

Musimy zrozumieć również to, iż kiedy ze swoimi siostrami wyjechała poza Indie, odkryła że, jak to powiedziała, największą biedą dzisiejszego świata jest być niekochanym, niechcianym i odtrąconym. Przez życie w ubóstwie utożsamiała się z ubogimi materialnie, ale jak widzimy utożsamiała się także z ubóstwem duchowym, które można znaleźć wszędzie, nawet wśród bogatych i średniozamożnych. Chyba każdy z nas w pewnym momencie czuł się w jakimś stopniu niekochany, niechciany, odtrącony. Stąd, jak sądzę, plan jej misji, w którym mówi, że „będzie ciągle nieobecna w niebie”, bo będzie troszczyła się o żyjących w duchowych ciemnościach bycia niekochanym, niechcianym, odtrąconym. Będzie z nimi, żeby im pomagać, jak to czyniła, kiedy była na ziemi. Charakteryzowało ją ogromne współczucie i empatia, ponieważ sama doświadczała bycia niekochaną, opuszczoną i odtrąconą. Dlatego, jak sądzę, potrafiła znaleźć słowa pociechy i wsparcia dla tych ludzi, ponieważ wiedziała, przez co przechodzili.

RW: Jak Ksiądz myśli, co by powiedziała, gdyby wiedziała, że faktycznie zostanie wyniesiona do chwały ołtarzy jako święta?

BK: Myślę, że chociaż była niewinna i czysta, to nie była głupia czy naiwna, dlatego uważam, że to przeczuwała. Pojawiały się takie komentarze prasowe i pytania dziennikarzy: Matko Tereso, jak Matka sądzi, dlaczego ludzie nazywają Matkę „chodzącą świętą”? Wtedy ona odpowiadała: Nie powinniście się dziwić, jeśli widzicie we mnie Jezusa, ponieważ obowiązkiem nas wszystkich jest być świętym.

RW: Czy była twardą kobietą?

BK: Miała bardzo silną osobowość. Potrafiła być zdecydowana i powiedzieć prawdę wprost, albo natarczywa, kiedy to było konieczne. Ale jednocześnie czyniła to w sposób pełen miłości. Dlatego tak trudno było odmówić Matce Teresie, kiedy o coś prosiła.

Właściwie było tak od samego początku. Pierwszymi towarzyszkami były jej uczennice, z wyjątkiem jednej. Była bardzo wymagająca względem siebie, ale też nich. Musiała ukształtować tych dwadzieścia młodych kobiet, żeby przerodziły się w zgromadzenie dla tysiąca osób. Była bardzo wymagająca i surowa, ale jednocześnie pełna miłości, co stanowi trudne połączenie, bo na ogół przeważa u nas albo jedna, albo druga postawa. Ona posiadała jednocześnie przeciwstawne cnoty odwagi i pokory. Święci muszą żyć wszystkimi cnotami w stopniu heroicznym, a przynajmniej mieć zdolność do życia nimi, jeśli będzie tego wymagała sytuacja.

RW: Jak sobie Ksiądz radził z zadaniem postulatora? 17 tomów świadectw, 450 stron w każdym tomie...

BK: Świadectw było tylko 17 tomów, ale wszystkich dokumentów było 81 tomów. Po śmierci Matki Teresy arcybiskup Kalkuty udał się do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych i zapytał o możliwość otwarcia procesu. Na co mu powiedzieli: „Poczekaj, minął dopiero miesiąc od jej śmierci”. Ale doradzili też ustanowienie komisji, gromadzenie dokumentów i zbieranie świadectw, zwłaszcza od ludzi, którzy za kilka lat mogli już nie żyć. Wtedy arcybiskup utworzył komisję, w skład której weszły dwie siostry i ja.

Odbyliśmy kurs, studium oferowane przez Kongregację Spraw Kanonizacyjnych. W połowie tego kursu powiedziano nam, że Ojciec Święty uczynił wyjątek w postaci zwolnienia z konieczności czekania pięć lat. Wtedy pojawiło się pytanie, kto będzie postulatorem. Ja i jedna z sióstr chodziliśmy i pytaliśmy, udaliśmy się do jezuitów, którzy byli bardzo uprzejmi, ale powiedzieli, że oni się tego nie podejmą, gdyż powinien być to ktoś z nas, jako że reprezentujemy charyzmat, żyjemy tym samym charyzmatem, wiemy od środka, na czym on polega. Pomożemy wam, ale powinien to być ktoś z was. I zaryzykowali, ustanawiając takiego zielonego postulatora bez doświadczenia. Wtedy też powiedziałem sobie: krok po kroku, nie będę myślał o całości, bo mnie przytłoczy. To było jak życie chwilą obecną. Z pomocą łaski Bożej wykonywaliśmy po prostu zadania wyznaczone na dany dzień.

RW: Czy coś zaskoczyło Księdza w całym procesie, tak że powiedział Ksiądz: „Zaraz, zaraz, nic o tym nie wiedziałem”.

BK: Osobiście znałem Matkę Teresę, więc miałem swoją perspektywę. Siostry oczywiście miały swoją. Inni ludzie, świeccy, księża, biskupi, mieli swoje. Jednak potem, kiedy mieliśmy wszystkie te świadectwa, ustne – 113 – i pisemne ludzi, którzy nie mieli wystarczająco dużo do powiedzenia, żeby zadać im 263 pytania. Bo tyle pytań zadaje się świadkom ustnym. Znaczna część ludzi nie była w stanie odpowiedzieć na nie wszystkie, ponieważ pierwsza część dotyczy dzieciństwa, a Matka Teresa zmarła w 1997 r. przeżywając większość swoich rówieśników. Ale jest na przykład jej kuzynka ze Skopje, która była w stanie coś powiedzieć.

Zatem oprócz ustnych świadectw mieliśmy też pisemne. W sumie ogrom materiału. Kiedy zakończył się proces diecezjalny, przywiozłem 35 tys. stron, 81 tomów po 450 stron każdy. Było to dobre, gdyż ludzie mogliby powiedzieć, że kanonizowaliśmy Matkę Teresę po prostu dlatego, że to jest taki oczywisty przypadek. Natomiast proces pozwolił nam zebrać materiały, kiedy były jeszcze „gorące” i dostępne. Teraz przez dziesięciolecia, a może i stulecia ludzie będą mogli je konsultować.

RW: Spoglądając wstecz, czy coś zaskoczyło Księdza?

BK: Tak, kiedy skończyliśmy „positio”, to pamiętam, że pomyślałem na widok wszystkich tych materiałów: Teraz znam ją lepiej niż za życia. Ponieważ chociaż była osobą publiczną, wiele rzeczy udało jej się utrzymać w tajemnicy. Druga sprawa to ciemność... chyba najbardziej heroiczny aspekt jej życia. Bo chociaż utożsamiana jest z miłością, to jednak heroiczną miłość mają wszyscy święci. Natomiast u niej poza miłością ciemność jest najbardziej heroicznym elementem.

Nikt by się tego nie domyślił, tak była prosta. Po części dlatego byliśmy tak zaskoczeni, bo ludzie mówili: Matka Teresa wykonywała wspaniałą pracę dla ubogich. Ale potem, po przeczytaniu tych listów, wielu specjalistów stwierdziło, że jest jedną z wielkich mistyczek Kościoła. Wszystko to skrywała pod prostotą. Sądzę, że wybrała prostotę. Po ludzku była bardzo utalentowana, inteligentna, praktyczna, była nauczycielką, organizatorką, miała ładny głos, ładnie śpiewała, grała na instrumencie, pisała poezje. Także miała wiele talentów. Podobnie siostry, które się do niej przyłączały, były np. lekarkami, ale miały żyć w sposób prosty, jak wszystkie inne siostry i jak ona sama żyła. Dlatego sądzę, że ukrywała głębię swojej świętości pod zewnętrzną prostotą życia, a nawet słów.

RW: Opublikował Ksiądz książkę „Matka Teresa. Przyjdź, bądź moim światłem. Prywatne pisma «świętej z Kalkuty»”. Jest to zbiór listów, jakie pisała ona przez dziesiątki lat do swoich kierowników duchowych. Chyba żaden z tych listów nie był wcześniej publikowany, bo tego nie chciała.

BK: Nie wiedzieliśmy o ich istnieniu. Dowiedzieliśmy się o nich dzięki jezuitom, którzy je zachowali. Lepiej rozumieli niż sama Matka Teresa, że to nie były tylko jej prywatne doświadczenia, ani że nie było tam nic negatywnego, co należało ukryć. Opisują one bardzo ważną część jej doświadczenia, które było tak intensywne i długie, że nikt z nas prawdopodobnie do niego nawet się nie zbliży. Jesteśmy wdzięczni, że nie posłuchali Matki Teresy. Ks. Van Exem powiedział do jednego z mieszkających z nim jezuitów, że miał pięć kartonów materiałów, ale zachował tylko jeden. Są zatem materiały, które zostały zniszczone. Ale powiedział też, że starał się zachować najważniejsze z nich.

RW: Wspomnieliśmy wcześniej o cudzie, możemy do niego powrócić?

BK: Cud, który umożliwił kanonizację, wydarzył się w Brazylii w 2008 r. Uzdrowionym jest mężczyzna, u którego zdiagnozowano bakteryjne zapalenie mózgu. Jego żona i kilku przyjaciół od września 2008 r. polecało go w modlitwie Matce Teresie. Mimo to od września do grudnia stan jego zdrowia stopniowo się pogarszał, aż 9 grudnia nad ranem zapadł w śpiączkę i praktycznie umierał. Bliscy nie ustawali w modlitwie, lekarz chciał przeprowadzić operację, ale nie mógł tego uczynić, ponieważ wystąpiły komplikacje. Jednak około 6:00 nad ranem chory znalazł się na stole operacyjnym. Około 6:10 posłano po lekarza innej specjalizacji. Nie udało się go znaleźć. Pacjent, który był w głębokiej śpiączce, ocenianej na 3 punkty wg skali Glasgow – 15 oznacza „świadomość”, a 3 „bliski śmierci” – o 6:40 był przytomny, rozejrzał się i powiedział: „Jestem na stole operacyjnym? Co ja tu robię?”. W tym czasie jego żona intensywnie się modliła. Taka jest historia cudu. Mamy skany z 9 i 13 grudnia 2008 r. Wszyscy neurochirurdzy w Brazylii i w Rzymie powiedzieli, że niemożliwa była taka poprawa. Lekarz uzdrowionego stwierdził, że miał 30 pacjentów w takim stanie, 29 zmarło, tylko ten jeden żyje. Wydarzył się jeszcze drugi cud, gdyż lekarze zapowiedzieli temu małżeństwu, że nie będzie mogło mieć dzieci, a w tej chwili ma dwójkę.

Mieliśmy cud dużo wcześniej, który nie mógł być wykorzystany: problem wodogłowia u dziecka w łonie matki. Wszystko było dobrze, lekarze stwierdzili, że nie do wytłumaczenia, ale jeden z członków rodziny stwierdził: „Cały rok modliłem się do Ojca Pio”. Kiedy to powiedział, cała historia się skończyła, ponieważ wstawiennictwo musi być jednoznaczne. No cóż, wszystko jest w rękach Opatrzności, Bóg chciał kanonizacji w Roku Jubileuszowym Miłosierdzia i tak się stało.

RW: Co powiedziałaby Matka Teresa o świecie, w jakim dzisiaj żyjemy?

BK: Matka Teresa była skoncentrowana na widzeniu Jezusa i służeniu Jezusowi w najbiedniejszych z biednych. Kiedy wyjechała z misjonarkami miłości poza Indie, zdała sobie sprawę, że największą biedą jest bycie niekochanym, niechcianym, odtrąconym. Nie zwodziła jej technologia, żyła bardzo prosto. Rzeczy używała, latała samolotem... mogłaby zostać świętą patronką wszystkich podróżujących samolotem, może razem z Janem Pawłem II. Korzystała także z różnych nowoczesnych urządzeń, ale widziała, że niezależnie od wyglądu zewnętrznego społeczeństwa zawsze chodzi o serce. Naszą misją jest serce. Matka miała wielkie nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Patronuje nam Niepokalane Serce Maryi. Matka mówiła, że robimy to, aby dotrzeć do ludzkich serc. Jednak nie chodziło tylko o służbę; pozostała część to modlitwa. Dopóki siostry nie przybyły do świata zachodniego, nie było dużo słów. Co ciekawe, drugim krajem po Indiach, jeśli chodzi o liczbę domów, są Stany Zjednoczone. To zaskakująca statystyka ze względu na duchowe ubóstwo obecne nawet w bogatym społeczeństwie. W Stanach Zjednoczonych, jednym z krajów najbardziej rozwiniętych, duchowe ubóstwo obecne jest w różnych warstwach społecznych. I na tym Matka Teresa się skupiała.

Kiedyś Matka Teresa zauważyła takie ubóstwo na lotnisku. Była tam kobieta, która wyglądała na bardzo smutną. Matka Teresa i siostry zachowywały się, jakby jej nie zauważyły, ale kiedy szły do samolotu, Matka podeszła do tej kobiety i powiedziała: „Witam, nazywam się Matka Teresa, tu jest moja wizytówka”. Na tej wizytówce nie było informacji kontaktowych, ale jej znane zdanie: „Owocem ciszy jest modlitwa, owocem modlitwy jest wiara, owocem wiary jest miłość, owocem miłości jest służba, owocem służby jest pokój”. Siostra, która była tego świadkiem, powiedziała, że odchodząc obejrzała się i widziała, jak ta kobieta czyta i uśmiecha się. Uczyniła to, ponieważ widziała, że ta osoba potrzebuje drobnego gestu uprzejmości, miłości, współczucia. Taka jest większość przykładów. Znajdziemy wśród nich kilka niezwykłych, ale większość tego, co robiła, wszyscy moglibyśmy uczynić. Powiedziałaby: zwykłe rzeczy, niezwykła miłość; małe rzeczy, wielka miłość. I to jest wyzwanie, jakie zostawiła nam wszystkim, żebyśmy nie tylko ją podziwiali, ale naśladowali. Ponieważ pojedyncze gesty możemy uczynić: uśmiechnąć się, wypowiedzieć słowa otuchy, podarować kwiat, odwiedzić. Wszyscy możemy to uczynić, jeśli jesteśmy uważni. Jeśli się rozejrzymy, zobaczymy te możliwości. Poczynając od naszych rodzin. Kim jest osoba, która teraz potrzebuje uśmiechu?

RW: Gdzie jest Matka Teresa dzisiaj?

BK: Matka Teresa jest we wspólnocie świętych. W tym sensie jest wszędzie, ponieważ ludzie proszą ją o wstawiennictwo dosłownie na całym świecie. Także jest obecna z nami. To jest kolejna sprawa, którą odkryłem albo bardziej doceniłem w trakcie procesu, kiedy uświadomiłem sobie, co to znaczy, że Kościół jest wspólnotą świętych. W Składzie Apostolskim pod koniec mówimy: „Wierzę w świętych obcowanie”. To jest bardzo piękny aspekt naszej wiary. W tym sensie mogła powiedzieć, że będzie ciągle nieobecna w niebie, bo chciała być z nami, troszczyć się o nas, modlić się za nas, wnosić światło, światło prawdy, światło miłości”.

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28650 Przeczytał: 335 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 16:14, 05 Wrz 2016 Powrót do góry

Trochę zdjęć z życia i działalności Matki Teresy zrobionych przez Mary Ellen Mark, która udokumentowała osoby z różnych środowisk i Matki Teresy z Kalkuty.

Na ostatnim zdjęciu pod poniższym linkiem jest autorka zdjęć Mary Ellen Mark:

[link widoczny dla zalogowanych]


ImageImage

(...)

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28650 Przeczytał: 335 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 16:24, 05 Wrz 2016 Powrót do góry

Arcybiskup Kalkuty o Matce Teresie

Image

Matka Teresa z Kalkuty jest wzorem ewangelizacji. Ona ewangelizowała całym swoim życiem, w którego centrum zawsze był Jezus. W ten sposób dawała świadectwo swojej miłości. Wielu widziało w niej Jezusa i dlatego chcieli być tacy jak ona - powiedział w rozmowie z misyjnym pismem austriackim „Alle Welt” arcybiskup Kalkuty, Thomas D’Souza.

Zwrócił uwagę, że Matka Teresa była też postacią integrującą wyznawców różnych religii. Nigdy nie pytała o to, czy ktoś był chrześcijaninem, muzułmaninem czy hindusem - w każdym człowieku widziała Chrystusa.

- Świętą była dla wszystkich już na długo przed kanonizacją - podkreślił hierarcha. Dodał, że „docierała wszędzie tam, gdzie wybuchały wojny i kataklizmy, chciała dzielić z ludźmi cierpienie, pojechała np. do Bejrutu podczas wojny domowej w Libanie”.

„Sądzę, że w obecnym kryzysie uchodźców zrobiłaby to, co zrobił papież Franciszek: spotkałaby ludzi i udzielała im pomocy” - mówił abp D’Souza, który - jak wyznał - już od młodych lat podziwiał działalność Matki Teresy i przeczytał „chyba wszystkie książki o niej”. Po raz pierwszy spotkał ją osobiście na krótko przed swoimi święceniami kapłańskimi, które otrzymał w 1977 r.

Spoglądając na 70 lat, które upłynęły od przyjścia Matki Teresy do slumsów Kalkuty abp D’Souza podkreślił, że „dzięki jej pracy dziś jesteśmy bardziej świadomi tego, że musimy przywrócić ubogim większą godność”. Dziś wśród ubogich Kalkuty posługuje 400 członków zakonnej rodziny misjonarek i misjonarzy miłości. Misjonarki otworzyły liczne domy dla ubogich w Kalkucie i okolicach, w tym dom dla chorych na AIDS oraz dla trędowatych. To był ważny wkład w poprawę sytuacji. „Gdyby tych domów nie było, ludzie pozostaliby na ulicach. Matka Teresa swoją działalnością motywowała też innych, aby też coś robili i z czasem w pomoc dla ubogich włączyło się wiele organizacji pozarządowych”, stwierdził hierarcha.

„Choć ubóstwo w Kalkucie jest nadal aktualnym tematem, to jednak jego skala zmniejszyła się”, powiedział arcybiskup Kalkuty. W tym kontekście przywołał słowa świętej: „To, co robimy, to tylko kropla w oceanie. Ale gdybyśmy pozostali bezczynni, oceanowi zabrakłoby właśnie tej kropli”.

A swoją misję siostry Matki Teresy pełnią w czasach, gdy mocno dają o sobie znać ekstremiści religijni, których ofiarą padają niewinni ludzie. „Ale tu, w Indiach, od setek lat żyjemy pośród ludzi różnych religii: 80 proc. ludności stanowią hinduiści, są także muzułmanie, chrześcijanie i buddyści”, powiedział abp D’Souza. Choć – jak dodał – od czasu do czasu dochodzi do konfliktów, czasem problemy stwarzają też partie polityczne, to chrześcijanie mają wielu przyjaciół wśród wyznawców innych religii. „To jest naszą siłą , a różnorodność podkreśla piękno naszego kraju”.

W tej sytuacji dialog międzyreligijny jest nakazem. W Konferencji Biskupów Indii działa specjalna komisja ds. dialogu, systematycznie też odbywają się spotkania z wyznawcami innych religii na płaszczyźnie krajowej i parafialnej. „Wprawdzie stanowimy jedynie niewielką cząstkę społeczeństwa, bo ok. 2,3-2,4 proc., ale bardzo ważna jest obecność Kościoła katolickiego m.in. w szkolnictwie: jedna trzecia wszystkich szkół w Indiach to szkoły katolickie”, podkreślił abp D’Souza i dodał, że Kościół jest też aktywny w dziedzinie ochrony zdrowia. Tak więc korzystają z tego wszyscy, nie tylko chrześcijanie. - A wysoki poziom naszego wychowania szkolnego sprawia, że również wyznawcy innych religii chcą do nich posyłać swoje dzieci, co wymusza na nas otwieranie kolejnych placówek - tłumaczy arcybiskup Kalkuty.

Na kanonizację Matki Teresy przyjechało z Indii 350 osób, wśród nich arcybiskup Kalkuty oraz 200 misjonarek miłości z ich przełożoną, s. Mary Premą Pierick. W delegacji oficjalnych przedstawicieli Indii znaleźli się m.in. Mamata Banerjee, minister stanu Zachodniego Bengalu, na terenie którego leży Kalkuta. Święta Matka Teresa będzie też patronować tegorocznemu diecezjalnemu świętu plonów 2 października w Kalkucie, „mamy nadzieję, że z udziałem przedstawicieli władz państwowych oraz Watykanu”.

Abp Thomas D’Souza urodził się w 1950 r. w indyjskim stanie Karnataka. Bardzo wcześnie zaangażował się w pracę misyjną, od 1966 r. pracował na terenie diecezji Darjeeling u stóp Himalajów. W 1977 r. przyjął święcenia kapłańskie. W latach 1994-1997 był administratorem diecezji Darjeeling. Papież Jan Paweł II mianował go w 1997 r. pierwszym biskupem nowo utworzonej diecezji Bogdogra. W episkopacie Indii Thomas D’Souza jest członkiem komisji ds. wychowania. Od 2011 r. był koadiutorem, a od 2012 r. jest arcybiskupem Kalkuty.

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28650 Przeczytał: 335 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 18:24, 05 Wrz 2016 Powrót do góry

Teresa napisał:
Trochę zdjęć z życia i działalności Matki Teresy zrobionych przez Mary Ellen Mark, która udokumentowała osoby z różnych środowisk i Matki Teresy z Kalkuty.

(...)
Image
[link widoczny dla zalogowanych]

Odnośnie powyżego zdjęcia jak rozdaje komunię św. i pewnych wypowiedzi Matki Teresy, które są podane w wielu źródłach, jak np.

Cytat:
Matka Teresa z Kalkuty w swoim wywiadzie z 4 grudnia 1989 roku dla nowojorskiego czasopisma Time (podaję za "Biuletynem Specjalnym" z 16 grudnia):

"- Co Matka sądzi o hinduizmie?

- Kocham wszystkie religie, ale jestem zakochana w swojej własnej.

- Ale powinni oni kochać także Jezusa?

- Oczywiście. Jeśli pragną pokoju, jeśli pragną radości, niech znajdą Jezusa. Jeśli ludzie stają się lepszymi hinduistami, lepszymi muzułmanami, lepszymi buddystami, rośnie tam coś jeszcze. Zbliżają się coraz bardziej i bardziej do Boga. Kiedy się zbliżają, muszą wybierać".

[link widoczny dla zalogowanych]



... dużo wcześniej było o tym pisane, dziś odświeżyłam wątek i wypowiedziałam się tu:

http://www.traditia.fora.pl/ciekawe-ksiazki-i-multimedia,9/rok-1962-rewolucja-w-kosciele-ks-andrea-mancinella,6326.html#72835
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28650 Przeczytał: 335 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 18:35, 05 Wrz 2016 Powrót do góry

Bardzo ciekawa opinia i spostrzeżenia:

Matka Teresa. Wybiórcza miłość świata

Image

Przy okazji kanonizacji Matki Teresy słyszeć będziemy o jej bohaterskim zaangażowaniu na rzecz ubogich, chorych i cierpiących. O jej wyniesieniu na ołtarze poinformują zapewne nie tylko media katolickie, ale i świeckie – postać Agnes Gonxha Bojaxhiu znana jest bowiem całemu światu i przez wielu bardzo szanowana. Ale nie wszystko co robiła i mówiła Matka Teresa zostało uszanowane przez świat.

Naznaczony niepojętym wręcz poświęceniem dla drugiego człowieka żywot Matki Teresy z Kalkuty prezentowany jest jako przykład nie tylko chrześcijanom. I bardzo dobrze, pragniemy wszak, by świat brał przykład z katolickich świętych. Nie zapominając ani na chwilę o wszystkich dziełach charytatywnych podejmowanych przez dzielną zakonnicę, nie możemy jednak nie podkreślić i innych jej postaw – takich, których dzisiejszy świat naśladować nie chce.

Otóż warto uzmysłowić sobie, że miłość Matki Teresy do drugiego człowieka, nie wynikała z popularnej dziś ideologii dobro-człowieczyzmu, nie wzrastała dzięki studiowaniu Marksa i nie promieniowała na cały świat z powodu światopoglądowego pędu do „wyrównywania nierówności społecznych”. Jej troska o ubogich wynikała z głębokiej miłości do Jezusa Chrystusa i Jego Ojca. Zakonnica ta wiedziała, że konieczność spełniania uczynków miłosierdzia pojawiła się wraz z coraz to nowszymi odczytywaniami Objawienia, ograniczającymi całą religię wyłącznie do oddawania jałmużny. Matka Teresa doskonale zdawała sobie sprawę, że cierpienie biednych (jak i każde inne cierpienie!) jest wynikiem grzechu pierworodnego, a troska o słabszych od zawsze wszczepiona jest w duszę człowieka stworzonego przecież na wzór i podobieństwo Jedynego Boga. To on natchnął przecież proroków, by już w Starym Testamencie przekazali chociażby te słowa:

„Kto ciemięży ubogiego, lży jego Stwórcę, czci Go ten, kto się nad biednym lituje” (Prz 14,31).

„A wszystkim, którzy postępują sprawiedliwie, dawaj jałmużnę z majętności swojej i niech oko twoje nie będzie skąpe w czynieniu jałmużny! Nie odwracaj twarzy od żadnego biedaka, a nie odwróci się od ciebie oblicze Boga. Jak ci tylko starczy, według twojej zasobności dawaj z niej jałmużnę! Będziesz miał mało - daj mniej, ale nie wzbraniaj się dawać jałmużny nawet z niewielkiej własności!” [Tb 4, 7-8].

„Synu, nie odmawiaj biedakowi rzeczy niezbędnych do życia i oczu potrzebującego nie męcz zwlekaniem!” (Syr 4,1)

„Nie będziesz niesprawiedliwie gnębił najemnika ubogiego i nędznego, czy to będzie brat twój, czy obcy, o ile jest w twoim kraju, w twoich murach. Tegoż dnia oddasz mu zapłatę, nie pozwolisz zajść nad nią słońcu, gdyż jest on biedny i całym sercem jej pragnie; by nie wzywał Pana przeciw tobie, a to by cię obciążyło grzechem” (Pwt 24,14-15).


Matka Teresa znała te słowa doskonale, podobnie jak dziesiątki innych cytatów z Pisma, które traktują o ubogich. Wiedziała więc, że uczynki miłosierdzia – dziś zbyt wąsko nazywane „działalnością charytatywną” – nie są odkryciem Kościoła drugiej połowy XX wieku. Wiedziała też, że jako zakonnica uczestniczy w odwiecznym dziele miłosierdzia pełnionym przez Kościół, który od zawsze (również w okrytym ciemną legendą średniowieczu) przychodził z pomocą materialną do chorych, ubogich i opuszczonych. Nieszczęście, jakim są wszelkie obserwowane dziś przez nas próby zredukowania działalności Mistycznego Ciała Chrystusa jedynie do działań charytatywnych, stanowią efekt utraty zmysłu wiary wielu jego prominentnych członków. Zmysłu, którego Matka Teresa nie utraciła.

Zakonnica z Kalkuty powtarzała bowiem, że źródłem miłosierdzia okazywanego przez człowieka drugiemu człowiekowi, jest Chrystus. Dlatego mawiała: Wszystko zaczyna się od modlitwy. Naucz się kochać modlitwę. Zapragnij częstej modlitwy w ciągu dnia i zadaj sobie trud, by się modlić. Jeśli chcesz się modlić lepiej, módl się częściej. Im częściej będziesz się modlił, tym łatwiej Ci to będzie przychodzić. Doskonała modlitwa nie polega na wypowiadaniu wielu słów, ale musi w niej być zapał, który wzniesie Twoje serce do Jezusa.

Nieobce jej były tradycyjne formy pobożności, związane z podstawowym elementem wiary katolickiej – wiary w realną obecność Chrystusa w Eucharystii, od której wyraźnie odstąpiło dziś tak wielu z nas. Od chwili, gdy rozpoczęłyśmy codzienną adorację, nasza miłość do Jezusa stała się głębsza. Natomiast nasza miłość do ludzi stała się bardziej rozumiejąca, nasza miłość do ubogich bardziej współczująca. Poza tym liczba powołań zwiększyła się dwukrotnie – deklarowała Matka Teresa. - Mamy wielką łaskę daną nam przez Jezusa: Eucharystię. Otoczcie ją miłością. Zatroszczcie się o to, aby przynajmniej jedną godzinę w tygodniu spędzić przed Najświętszym Sakramentem – apelowała kiedy indziej.

Matka Teresa codziennie stykała się z ogromnym cierpieniem. Rozumiała, że daje ono „możliwość upodabniania się do Jezusa i stawania się jednością z krzyżem”. - Jest to najwspanialszy sposób przybliżania się do Boga – twierdziła. A sama, nagrodzona tak wieloma odznaczeniami za pomoc ubogim deklarowała: - Moim największym wyróżnieniem jest kochać Jezusa. On jest dla mnie wszystkim, On jest moim życiem, moją miłością, moją nagrodą.

Również ateistyczny świat podziwiał dzieło albańskiej zakonnicy i rzeczywiście od czasu do czasu dawał temu wyraz. Był to jednak podziw iście faryzejski. W tym samym czasie bowiem, gdy nagradzano Matkę Teresę Pokojową Nagrodą Nobla rozpoczynano ogromną kampanię na rzecz „prawa do aborcji”. Zbrodni, którą Agnes Gonxha Bojaxhiu nazywała „największym zagrożeniem dla pokoju na świecie”!

O tym aspekcie świętości Matki Teresy usłyszymy zapewne w komentarzach znacznie mniej niż o jej opiece nad chorymi i ubogimi. A sprawę aborcji przeżywała przecież bardzo mocno. - Smutny jest fakt, że wiele dzieci nie ogląda świata z powodu jakiegoś widzimisię swoich rodziców. I dodawała: - Jeśli możemy zaakceptować to, że matka zabija swoje dziecko, to jak możemy mówić innym ludziom, by nie zabijali drugiego człowieka? Zakonnica nagrodzona najsłynniejszą nagrodą świata za walkę z ubóstwem bezskutecznie wołała: - Do najbiedniejszych należą ludzie i narody niszczący życie przez aborcję lub eutanazję. Żadna bowiem ręka ludzka nie powinna odbierać niewinnego życia, bowiem jest ono życiem Boga w nas, nawet w nienarodzonym dziecku.

Świętą Matkę Teresę za patronkę mogą więc obierać obrońcy życia i rodziny, którzy na całym świecie starają się walczyć ze zbrodnią ludobójstwa nienarodzonych i z nowym zagrożeniem – genderową wizją człowieka. Zakonnica z Kalkuty powtarzała, że „rodzina która modli się razem, pozostaje razem”. To może nawet nie przeszkadzałoby dzisiejszemu światu, gdyby nie wizja rodziny według Matki Teresy – wizja bardzo tradycyjna. Dość powiedzieć, że mawiała, iż „siłą mężczyzny jest jego charakter, a siłą kobiety… mężczyzna z charakterem”.

Nagradzający niegdyś Matkę Teresę świat słuchał jej wybiórczo. Nic dziwnego, skoro mawiała, że katolicy „nie mogą się bać być wobec tego świata znakiem sprzeciwu”.

Krystian Kratiuk

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28650 Przeczytał: 335 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 15:27, 09 Paź 2016 Powrót do góry

Rzucanie cienia

Zawsze rzucamy cień. Matka Teresa przybyła kiedyś do Nowego Jorku, do jednego ze swoich domów, który znajdował się na jednej z najgorszych ulic miasta. Ulica ta pokryta była śmieciami, brudem, odpadami i strzępkami papieru. Ta drobna, krucha kobieta wzięła miotłę i wyszła zamiatać. A kobiety po drugiej stronie ulicy, które rozsypały wszystkie te śmieci, chwyciły za swoje miotły i zeszły do niej na dół. Matka Teresa nie prosiła ich, aby to zrobiły. Po prostu był w niej Chrystus. Podobnie było z wpływem papieża Jana XXIII. Każdy, kto się z nim zetknął, odczuwał obecność Chrystusa. Nie było w tym nic z tej kurialnej uprzejmości. Była to autentyczna świętość, która przebijała się na zewnątrz tak, że mógł wpływać nawet na Chruszczowa i innych.


Image

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)