Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Przez Maryję łatwiej do Jezusa? Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30275 Przeczytał: 269 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 21:57, 01 Sty 2018 Powrót do góry

Przez Maryję łatwiej do Jezusa?

Św. Maksymilian Kolbe to wielokrotnie tłumaczył np. m.in. tutaj. br. Mateuszowi Spolitakiewiczowi:

"Muszę Ci dodać, że nie tylko "trudno" ale niepodobna zbliżyć się do Jezusa bez Maryi. Dlaczego? Bo pomijając już fakt, że Ona nam porodziła i wychowała Jezusa, zbliżenie się do Jezusa jest bez wątpienia łaską, a wszelkie łaski przez Nią przychodzą do nas, tak jak i sam Pan Jezus przez Nią przyszedł.

Powiesz tu może: A więc czy wolno mi wprost rozmawiać z Jezusem, gdy nie myślę o Maryi? Mój drogi, nie chodzi o to, byś czuł czy myślał, tylko o sam fakt, że tak jest, chociażby Ci to wcale na myśl nie przyszło. Jeśli naprawdę kochasz P. Jezusa, to przede wszystkim pragniesz we wszystkim spełnić Jego Wolę, a więc i otrzymać łaski w ten sposób, w jaki On postanowił. Mając takie usposobienie z całą swobodą możesz i powinieneś zwracać się do Przenajświętszego Serca P. Jezusa będąc przekonany, że wszystko otrzymasz.

Gdyby kto jednak powiedział sobie: "Ja nie potrzebuję żadnego pośrednictwa, nie potrzebuję Matki Najświętszej, sam potrafię uwielbić i uczcić Przenajświętsze Serce Boże i wyprosić, co mi potrzeba". Czyżby nie słusznie Pan Jezus go odrzucił za tak nieznośną pychę?"



565 - Do br. Mateusza Spolitakiewicza

Nagasaki, 10 X 1935

Jezus Maryja Józef Franciszek

Drogie Dziecko! Odpowiadam wedle porządku jak w liście, a z tęgim opóźnieniem, bo pracy mam sporo.

Nie raz, ale więcej razy Twój list przeczytałem i pojmuję Cię na wskroś. I nasamprzód czemu bym nie miał pamiętać poczciwego Br. Mateusza?

Piszesz: "Nie może mi się to w duszy skojarzyć, by kochać od razu Jezusa i Maryję". - A swego ojca i matkę razem mogłeś kochać, a przy tym jeszcze braci czy siostry? Pewne, że celem naszym jest Bóg, Trójca Przenajświętsza, ale to nie przeszkadza, by Boga Ojca kochać jako Boga Ojca, Boga Syna jako Boga Syna, Ducha Przenajświętszego jako Ducha Przenajświętszego, Pana Jezusa jako Pana Jezusa, Matkę Bożą jako Matkę Bożą i swego ojca, i matkę, i krewnych, i Aniołów, i Świętych, i wszystkich ludzi. I oczywiście nie po kolei, ale wszystkich naraz. Tylko że myśleć nie możemy o wszystkich naraz, ale to nie przeszkadza rzeczywistej miłości wszystkich i naraz.

Piszesz: "Idę przed tabernakulum, rozmawiam z Jezusem itd.", i pytasz: "A gdzież Maryja, Ta, bez której do Jezusa zbliżyć się trudno... Ta, która jest najkrótszą drogą?" Muszę Ci dodać, że nie tylko "trudno" ale niepodobna zbliżyć się do Jezusa bez Maryi. Dlaczego?

Bo pomijając już fakt, że Ona nam porodziła i wychowała Jezusa, zbliżenie się do Jezusa jest bez wątpienia łaską, a wszelkie łaski przez Nią przychodzą do nas, tak jak i sam Pan Jezus przez Nią przyszedł. Powiesz tu może: A więc czy wolno mi wprost rozmawiać z Jezusem, gdy nie myślę o Maryi? Mój drogi, nie chodzi o to, byś czuł czy myślał, tylko o sam fakt, że tak jest, chociażby Ci to wcale na myśl nie przyszło. Jeśli naprawdę kochasz P. Jezusa, to przede wszystkim pragniesz we wszystkim spełnić Jego Wolę, a więc i otrzymać łaski w ten sposób, w jaki On postanowił. Mając takie usposobienie z całą swobodą możesz i powinieneś zwracać się do Przenajświętszego Serca P. Jezusa będąc przekonany, że wszystko otrzymasz. Gdyby kto jednak powiedział sobie: "Ja nie potrzebuję żadnego pośrednictwa, nie potrzebuję Matki Najświętszej, sam potrafię uwielbić i uczcić Przenajświętsze Serce Boże i wyprosić, co mi potrzeba". Czyżby nie słusznie Pan Jezus go odrzucił za tak nieznośną pychę?

Piszesz: "Ona musi też ode mnie coś otrzymać, ja muszę Nią oddychać, Nią żyć, cały się Jej poświęcić, o Niej myśleć... Ale, ale Jezus, przecież On źródłem łaski i Miłości, On zaprasza do siebie. On daje się w Komunii św. - Maryja tu tylko pomaga". - Mój Drogi, pewnie, że źródłem wszelkiego dobra, w każdym porządku czy naturalnym, czy nadnaturalnym (czyli łaski) jest Bóg Ojciec, który przez Syna i Ducha Świętego zawsze działa, czyli Trójca Przenajświętsza. Prawda, że jedynym Pośrednikiem do Ojca jest Syn Wcielony, Jezus Chrystus, Bóg i człowiek zarazem, przez którego nasze hołdy oddawane Ojca stają się z ludzkich Bożymi, ze skończonych - nieskończonej wartości, i tak rzeczywiście godnymi majestatu Ojca. Prawda, że Ojca miłujemy w Synu, w Jezusie Chrystusie i Jemu musimy oddać całą naszą miłość, by w Nim i przez Niego całą naszą miłość otrzymał Ojciec. - Ale też i to niemniej jest prawdą, że akty nasze, choćby najświętsze, nie są bez skazy, i jeżeli chcemy je ofiarować Panu Jezusowi czyste i niepokalane, musimy je bezpośrednio skierować do jedynie Niepokalanej i dać Jej na własność, by jako swoją własność dała je Synowi swemu. Wtedy staną się one bez skazy, niepokalane. Otrzymawszy zaś wartość nieskończoną przez Bóstwo Jezusowe godnie uwielbią Boga Ojca.

Odpowiedź też na łaski, co przez Syna i Ducha Przenajświętszego spłynęły na stworzenie, powraca do Ojca tylko tąż samą drogą, tj. przez Ducha Świętego, i Syna, czyli przez Niepokalaną Oblubienicę Ducha Przenajświętszego i Jezusa połączonego hipostatycznie z naturą Syna.

A praktycznie? Moje Dziecko, możesz nawet zupełnie nie wiedzieć o tych pięknych prawdach, możesz ich nie rozumieć, możesz zupełnie o nich nie pamiętać, ani nie potrafić skończonym umysłem i wyobraźnią dać sobie radę z wyobrażeniem sobie tego po ludzku, jeżeli chcesz spełnić zawsze Wolę Bożą (czyli Wolę Jezusową, czyli Wolę Niepokalanej), to swobodnie oddawaj się wszelkim nabożeństwom, do których czujesz pociąg.

Owszem właśnie dlatego, że oddaliśmy się bezgranicznie Niepokalanej, z tym większą śmiałością mimo naszych złości zbliżamy się do Przenajświętszego Serca Bożego.

W rzeczywistości więc jesteśmy całkowicie i zupełnie, i wyłącznie oddani Niepokalanej ze wszystkimi czynami, a w Niej i przez Nią znowu całkowicie, zupełnie i wyłącznie P. Jezusowi; w Nim zaś i przez Niego całkowicie, zupełnie i wyłącznie Ojcu naszemu w niebie.

Nie myśląc wcale o tym, nie odczuwając nawet tego, swobodnie możemy oddawać się każdemu nabożeństwu zatwierdzonemu przez Kościół św.

Istotą jednak miłości Bożej będzie zawsze nie uczucie, nie pamiętanie, nie myślenie, rozumienie, wyobrażanie sobie, ale wyłącznie pełnienie w każdej chwili życia Woli Bożej i zdanie się zupełne na tęż Wolę. - Wszystkie zaś nabożeństwa mają na celu dopomóc nam do spełnienia tej Bożej Woli.

Piszesz dalej: "Jak do Ojca nie można się zbliżać, czy raczej jest to oznaką braku uszanowania, bez pośrednictwa Jezusa, tak do Jezusa bez Maryi zbliżać się nie wypada". - "A więc z Jezusem zawsze rozmawiać mi nie można tak serce przy Sercu..." Można, tylko nie zapomnij o Maryi. - "Kiedy ja nie mogę od razu dwom się udzielać". - Z uprzednich wyjaśnień zaczerpniesz odpowiedź, że spokojnie możesz zapominać i udzielać się nie naraz wielom, bo tylko P. Bóg o wszystkim naraz myśli. - Nie będzie też braku uszanowania w bezpośrednim swobodnym zwracaniu się do Ojca jeśliś Jezusowy, ani do Jezusa jeśliś Niepokalanej, ale na to nie trzeba, byś o tym pamiętał, wystarczy, że tak rzecz się ma sama w sobie.

Piszesz, że chciałbyś "tylko jedno ukochać i utonąć w Nim". Oczywiście, że Ojciec nasz w niebie jest Tym, w którym utonąć mamy, ale nie damy rady uczynić tego bez Syna i bez Matki, bośmy i skończeni, i grzeszni.

"Koszmarne myśli", piszesz. Mój drogi, wzniosłe to są rzeczy i my naszym ludzkim rozumem, a bardziej jeszcze wyobraźnią nieraz nie możemy dać rady zrozumieć, lecz i dlatego a nie trzeba nigdy tracić pokoju. Bóg jest Bogiem pokoju. Zamieszanie nie pochodzi od Boga.

Z O. Mateo spotkałem się w Tokio i powiedziałem mu, że pisał mi zakonnik, który nie może pogodzić ze sobą tego b, co on napisał 1. Na to mi odpowiedział, że pisząc o Matce Bosej miał na myśli fałszywe nabożeństwo do Matki Bożej, jakie można napotkać u niektórych we Włoszech, nabożeństwo tylko uczuciowe, które uprawiają, żeby im się kradzież lepiej udała (słowem zwracają się do Matki Bożej, by im pomogła grzeszyć). Powiedziałem mu, że może by warto, by dał wyjaśnienie w dalszych pismach, bo może być więcej takich, co będzie miało trudności.

Zdaje się, żem przebiegł już list cały.

Trudność Twa pochodzi stąd, że mieszasz uczucie, pamiętanie czy rozumienie z wolą. Jeżeli tylko wola nasza chce, by wszystko było wedle Woli Bożej, to przez to samo i tak jest, chociażbyśmy tego nie rozumieli ani nie pamiętali, ani nie odczuwali. My zaś możemy myśleć aktualnie tylko o jednej rzeszy, rozwijać uczucia tylko w jednym kierunku. Swobodnie więc oddawaj się nabożeństwu, które w danej chwili pociąga, ale pamiętaj, że istota miłości Bożej polega wyłącznie na pełnieniu Woli Bożej w każdej chwili. Im c zaś trudniejsze będzie to spełnienie, im więcej wstrętu i odrazy, tym większe będzie okazanie miłości. Ale nawet te trudności nie należą do istoty i bez nich też może być równa miłość. Służą one tylko do okazania tej miłości.

Inna rzecz, że oddany całkowicie bezgranicznie Niepokalanej, mimo że wie, iż on do Niej należy, chociaż i o tym nie myśli, nieraz idąc odwiedzić P. Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie całe te odwiedziny jeszcze wyraźnie oddaje Niepokalanej, choćby jednym "Maryja", bo wie, że sprawi P. Jezusowi jak największą przyjemność, że wtedy tym bardziej Ona w nim i przez niego te odwiedziny dokonuje i on w Niej, i przez Nią.

Tak samo nie ma lepszego przygotowania do Komunii św., jak całą tę sprawę oddać Niepokalanej (oczywiście czyniąc też i ze swej strony wszystko, co możemy). Ona najlepiej przygotuje nasze serce i będziemy pewni, że szczyt przyjemności Jezusowi sprawimy, że największą miłość wtedy Mu okażemy. I podobnież w innych licznych czynnościach. Chociaż powtarzam: i bez tego aktualnego oddania i tak jesteśmy Jej, bośmy się Jej oddali i nigdy tego nie odwołali.

Jeszcze jedno. Pan Jezus powiedział, że z owoców poznamy drzewo por. Mt 7,20. Jeżeli więc coś sprawia Ci zamieszanie, a tym bardziej - jak piszesz - było powodem opuszczenia się, to na pewno nie pochodzi to od Boga. Więc cały ten niepokój jest tęgo podejrzany i należy zawsze starać się o wierność w najdrobniejszym pełnieniu Woli Bożej i o pokój. Pan Jezus też powiedział: "Pokój mój zostawiani wam, pokój mój daję wam" d J 14,27.

Jeżeli zaś pod jakimkolwiek pozorem, chociażby i wyższego nabożeństwa, odciągałoby Cię co od Matki Bożej, miej to za podejrzany podstęp, chociażby wydawał się najświętszy.

W Niej i przez Nią na pewno dochodzimy do Serca Jezusowego, ale bez Nlej (w znaczeniu jak powyżej) wszystko jest tylko złudzeniem szatana obliczonym na doprowadzenie duszy do ruiny. - Piękną ilustracją tego jest widzenie św. O. Franciszka o dwu drabinach czerwonej i białej, po których bracia wspinali się do nieba 2.

Popisałem bez rozłożenia tematu, jak pod pióro podpadło. Jeżeliby co było mniej jasne, napisz swobodnie, a chętnie odpiszę.

Niech Niepokalana trzyma Cię coraz bliżej swego Niepokalanego Serca.

br. Maksymilian M-a Kolbe

PS - Jakkolwiek by było napisane gdziekolwiek, bądź pewien 3, że kto jest Niepokalanej, ten nie zginie, ale im więcej będzie Jej, tym bardziej będzie i Jezusa, i Ojca. Inna rzecz, że może tego nie odczuwać, ani o tym nie wiedzieć. Lecz zauważy, że coraz doskonalej stara się pełnić Wolę Bożą, coraz bardziej poprawiać się ze sprzeniewierzeń przeciwko tej świętej Woli. I coraz więcej pokoju, nawet pośród burz zażywać będzie. W swoim czasie Ona mu stopniowo odkryje wszystkie tajemnice Serca Jezusowego. I stanie się dzieckiem P. Jezusa. Jego dusza stanie się oblubienicą Jezusa, Brata starszego, pod pieczołowitą opieką wspólnej Matki Maryi i wspólnego Ojca w niebie.- Ale niechaj dusza się nie rzuca, lecz pokornie, w pokoju pozwala się prowadzić.

___________________________________________________________

"1" Chodzi o książkę o. Mateo: "Jezus Król miłości", wydaną w Gnieźnie w r. 1929, a zwłaszcza o rozdział: Na chwałę Maryi... Idźmy do Jezusa-Hostii, s. 271-273.

"2" "Kwiatki św. Franciszka z Asyżu", Warszawa 1959, 369-370, podają widzenie br. Leona, jak to bracia starali się dotrzeć do nieba po czerwonej drabinie, u której szczytu był P. Jezus, i wszyscy po wejściu na kilka pierwszych szczebli spadali na ziemię. Wtedy św. Franciszek zachęcił braci, by wchodzili do nieba po białej drabinie, gdzie oczekiwała ich Matka Najświętsza. Po białej drabinie bracia bezpiecznie dostali się do nieba.

"3" Wyraz podkreślony trzy razy.

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Pią 19:19, 06 Wrz 2019, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)