Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Nowe ruchy religijne-znamię żywotności czy kryzysu Kościoła? Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28245 Przeczytał: 195 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 16:06, 18 Sty 2012 Powrót do góry

W kwietniu 2011 roku w Warszawie miała miejsce konferencja "Czy ''spustoszona winnica'' znów się zazieleni?" w której to konferencji brała udział Pani Maria Kominek - członkini świeckiego zakonu dominikańskiego i zastanawiała się czy nowe ruchy religijne są znamieniem żywotności czy kryzysu Kościoła? Opierając się na wypowiedziach Josepha Ratzingera – kardynała i papieża Benedykta XVI, omówiła kilka wybranych ruchów, przede wszystkich pochodzenia chrześcijańskiego (choć wspomniała też o ruchach wywodzących się z innych religii i tradycji, np. z hinduizmu), wskazując na ich często rozmycie ideowe, a nawet na próby wprowadzania nowych treści teologicznych. Zwróciła uwagę, że np. Droga Neokatechumenalna ma własne teksty mszalne, a zielonoświątkowcy tworzą – świadomie lub nie – coś na kształt własnej sukcesji apostolskiej, gdy w czasie swych spotkań nakładają ręce na innych, którzy ponoć niemal od razu zaczynają mówić, jak apostołowie, różnymi językami. – Ale apostołowie działali z mandatu Pana Jezusa, a kto upoważnił charyzmatyków do takich działań? – zastanawiała się prelegentka. Wyraziła przekonanie, że nowe ruchy religijne w Kościele są oznaką raczej kryzysu, i to głębokiego, niż jego rozwoju i siły.

Tyle przydługiego wstępu, a poniżej zamieszczam cały artykuł Pani Marii Kominek w temacie nowych ruchów religijnych.


Nowe ruchy religijne – znamię żywotności czy kryzysu Kościoła?

Pytanie, na które będę starała się odpowiedzieć, jest tym samym pytaniem, które ponad 25 lat temu zadał Vittorio Messori ówczesnemu prefektowi Świętej Kongregacji Nauki Wiary. W słynnym wywiadzie „Raport o stanie Wiary” kardynał Ratzinger wyraził umiarkowaną, ale jednak nadzieję na pozytywny rozwój ruchów, na ich włączenie w pełna, integralną katolickość. Jednocześnie podkreślił, że ruchy te niosą ze sobą jakieś problemu, mniejsze lub większe niebezpieczeństwo.
Wydaje się, że okres 25 lat jest wystarczająco długi, by móc się pokusić o jakieś podsumowanie tej nadziei. Przy czym warto podkreślić, że o ile 25 lat temu sytuacja w Polsce byłaby zdecydowana różna od tej na Zachodzie, dziś takich różnic nie ma.

Gdy mówimy o ruchach religijnych mamy na myśli pewne zjawisko, które ujawniło się w Kościele z całą siłą po Vaticanum Secundum. Warto postawić pytanie czy jest ono związane z Soborem, czy jest jego efektem? Wydaje się, że kardynał Ratzinger sugeruje właśnie coś takiego we wspomnianym wywiadzie. Mówi on: To co budzi nadzieje Kościoła, a co płynie z samego kryzysu w Kościele świata zachodniego, to powstawanie nowych ruchów, przez nikogo nie projektowanych, spontanicznych, będących wyrazem żywotności samej wiary. Spostrzeżenie bardzo ciekawe, bowiem Kardynał widzi ruchy, powstające z powodu kryzysu jako remedium na ten sam kryzys. Na pierwszy rzut oka, może wydawać się, ze to zdanie zawiera sprzeczność. Takie wrażenie można odnieść, ponieważ Kardynał wyraża się w bardzo oszczędnych słowach. Jednak tak nie jest, a opinia kardynała Ratzingera ma ogromne znaczenie.

Otóż każdy kryzys w Kościele generuje pewne ruchy oddolne. Ruchy te niosą niebezpieczeństwo stania się herezją. Ale często również dają nadzieję na uzdrowienie Kościoła. Najlepszym przykładem mogą być dwa czasowo prawie równoległe ruchy – ten, inicjowany przez Świętego Biedaczynę, początkowo jako wielkie poruszenie świeckich i ten – założony przez Piotra Waldo. O ile pierwszy dał początek wielkiej i wielce zasłużonej Rodzinie Franciszkańskiej, ten drugi stał się zalążkiem groźnej herezji. A kryzysy Kościoła mają to do siebie, że wyzwalają w wiernych chęć poszukiwania jakiegoś rozwiązania, co często wiąże się z otwieraniem drogi różnym zupełnie obcym prądom, najczęściej herezjom.
Wracając do myśli kardynała Ratzingera który podkreśla, że nowe ruchy są normalnym zjawiskiem w czasie kryzysu i że niosą one ze sobą niebezpieczeństwo i nadzieję, możemy od siebie zadać tylko jedno pytanie: czy Benedyktowi XVI przyśni się taki sen, jaki miał Innocenty III. Miejmy nadzieję – Pan Bóg działa i cud może się zawsze zdarzyć. Zdaje się, że 25 lat temu, kardynał Ratzinger miał podobne nadzieje.

Kardynał wyraźnie mówił o ruchach, jako o wyrazie żywotności samej wiary. Nie rozwija dalej myśli, ale wolno wnioskować, że kryzys, który trapi Kościół nie ogarnął Go w całości, żywotna jest jeszcze wiara. Wiara, która jak podkreślił, jest antidotum na rzeczywistość, która stała się pustką. Wiara, która jest pragnieniem znalezienia sensu życia i umiejscowienia siebie w niezrozumiałym świecie. Wiara radosna, żywotna, spontaniczna; wiara, która każe ciągle poszukiwać. Wiara czyli fides. I natychmiast należy zapytać – a gdzie ratio?
Wracając do wspomnianego wywiadu, co ma bezpośrednie odniesienie do naszego tematu, wspomnijmy, że jako główną przyczynę w tym zagmatwaniu ratio, Ratzinger widzi błędną eklezjologię. Eklezjologię, w której pierwszoplanową pozycję zajmuje człowiek, a kościół jawi się jako nasz (ludzi), a nie Jego (Boga). Skutki tej eklezjologii są wielorakie, a najlepiej widać je w działaniu i duchowości ruchów. Czas zatem przyjrzeć się ruchom.

Siłą rzeczy zajmiemy się tymi ruchami religijnymi, które po Soborze Watykańskim Drugim zadomowiły się na dobre w Kościele. Jednak należy zdecydowanie podkreślić, że nie wszystkie ruchy, z którymi mamy do czynienia (i kłopoty) powstały po Vaticanum Secundum, część z nich pojawiła się znacznie wcześniej, lecz ich rozwój lub przeniknięcie do Kościoła Katolickiego nastąpiło w zdecydowany sposób po Soborze. Niektóre z nich – jak chociażby Odnowa Charyzmatyczna powstała jako ruch protestancki, by w latach posoborowych przeniknąć do Kościoła. Inne powstały w ostatnich latach, niektóre są marginalne, inne szybko znajdują adeptów i zajmują poczesne miejsce w Kościele.
Jak wspomnieliśmy, najczęściej powstanie „nowych ruchów” wiąże się z oddolnymi tendencjami zreformowania lub odnowienia życia chrześcijańskiego. Wielu z nich powstało z inicjatywy ludzi świeckich. Na dodatek ruchów tych jest tak dużo, że ich klasyfikacja jest niezmiernie trudna. Nie można więc o wszystkich wyrazić się jednoznacznie. W samej Archidiecezji Warszawskiej jest według oficjalnych danych około 40 takich ruchów, a co dopiero mówić o ich liczbie na całym świecie. Bierzemy oczywiście pod uwagę tylko ruchy, które się zadomowiły w łonie Kościoła, choć nie koniecznie się wywodzą z katolicyzmu. Wszystkie one w oficjalnych statystykach i wykazach określane są jako katolickie ruchy religijne.

Czy można znaleźć coś wspólnego dla tych ruchów: Otóż większość z nich opiera się na małych grupach, w których realizuje się formację w kierunku realizacji celów i zadań ruchu. Formacja ta zasadniczo jest prowadzona przez liderów grup, czasami są to duchowni, w większości wypadków – świeccy. Mała grupa – należy to podkreślić – sprzyja indywidualizacji formacji, co ma oczywiście swoje i dobre, i złe strony. W ruchach, niestety ta indywidualizacja jest raczej szkodliwa, a to właśnie z powodu środków formacyjnych. Otóż mamy do czynienia właśnie z określonym powyżej brakiem ratio. Najbardziej bowiem rozpowszechnione środki formacyjne to: czytanie duchowne, medytacja, modlitwa spontaniczna, tzw. krąg doświadczeń, świadectwa, ewangeliczna rewizja życia, osobiste i publiczne odkrywanie przesłania Ducha Świętego, skierowanego do konkretnych osób. Jak bardzo to wszystko pasuje do cytowanej już żywotności i spontaniczności wiary widać na przykładzie popularnego w wielu wspólnotach wypowiadania przez uczestników spotkania tzw. krótkich formuł wiary – a ma to na celu, by grupa mogła ustalić jak żywa jest wiara konkretnego członka ruchu. Często można spotkać też specyficzne podejście do Liturgii Słowa – polega to na czytaniu fragmentów Pisma Świętego, przeplataniu ich śpiewami, najczęściej przy akompaniamencie gitary, chwil medytacji własnej (cichej lub głośnej), wypowiadania modlitw, zwanych „modlitwami wielbienia”, aby wreszcie dojść do wynurzeń, zwanych świadectwami. Te z kolei, wygłaszanych często ekstatycznie, są powodem silnych przeżyć tak u słuchaczy, jak i o samych wygłaszających.

Ten, może przydługi opis stanu rzeczy, który jest powszechnie znany, przytaczam po to, by podkreślić, że tu chodzi o wiarę, być może żywotną, ale czy na pewno katolicką? Samodzielne rozważanie Pisma Świętego, poparte własnymi interpretacjami jest na pewno protestanckie, modlitwy spontaniczne i świadectwa nigdy nie były przez Kościół darzone zaufaniem. Podejrzana praktyka krótkich formuł wiary wskazuje na to, jak bardzo współcześnie Kościół godzi się na indywidualizację wiary. Credo przestaje odgrywać rolę nie tylko wspólnego wyznania, ale również i katechizująca, czy lepiej powiedzieć nauczającą prawd wiary. Ten przykład wskazuje na bardzo dziwne zjawisko, które jest obecnie typowe dla większości grup i ruchów: mianowicie – ruchy te zaspokajają dwie potrzeby człowieka – z jednej strony dają możliwość wykazać się swoja indywidualnością (świadectwa, własne wyznania wiary, własna interpretacja Pisma Świętego), z drugiej zaś – zapewniają kontakty społeczne, których zabrakło w nowoczesnym świecie po rozbiciu szeroko pojętych więzów rodzinnych. A tak pierwsze, jak i drugie wskazuje na postawienie człowieka w centrum i na utylitarny stosunek do Boga, Bóg jest owszem – godzien uwielbienia, ale nie sam z siebie, a dlatego, że zrobił lub robi cos dla człowieka. Te niekończące się śpiewy i modlitwy powtarzane jak mantry: dziękuję że mnie wybawiłeś, że mi przebaczyłeś, że jesteś miłosierny, dobry, że mnie kochasz… z gruntu niosą ze sobą treści katolickie, ale w otoczce, o której była mowa, staja się źródłem samouwielbienia, może nieświadomego, ale jednak.

Czy po tym wszystkim co zostało dotychczas powiedziane możemy jeszcze mówić o nadziei, o tej umiarkowanej nadziei, związanej z nowymi ruchami, o której 25 lat temu mówił kardynał Ratzinger? Aby odpowiedzieć chociażby pobieżnie na to pytanie, powinniśmy się zastanowić czy wszystkie ruchy, które obecnie mają coraz większe znaczenie w Kościele są nacechowane taką duchowością, jak wyżej opisana?
Otóż jak była już mowa, ruchów jest bardzo wiele i bardzo trudno jest je sklasyfikować. Kardynał Fr. Arinze1 mówi o różnych rodzajach ruchów, wśród których wyszczególnia te, które nawiązują do chrześcijaństwa. Te zaś dzieli na cztery grupy:
1. wyrosłe z reformacji protestanckiej (najjaskrawszy przykład „Odnowa”)
2. zakorzenione w chrześcijaństwie, ale znacznie odbiegające od niego pod względem doktrynalnym (neokatechumenat)
3. ruchy wywodzące się z innych religii lub ruchów o podłożu humanitarnym (Maitri)
4. ruchy religijne powstałe w rezultacie kontaktów między religiami światowymi a pierwotnymi kulturami religijnymi (obecnie nie są prezentowane w Polsce – afrochrześcijańskie ruchy - kimbangizm, wywodzący się z protestantyzmu i Jamaa – z katolicyzmu, jednak pewne elementy tzw. teologii afrykańskiej zaczynają znajdywać posłuch, najlepiej świadczy o tym, że taka teologia jest wykładana na UKSW).

Ruchy oczywiście można podzielić inaczej, jednak będziemy się trzymać tu klasyfikacji kardynała Arinze. W ten sposób ograniczamy się tylko do tzw. nowych ruchów, pomijając ruchy związane lub wywodzące się z dawniej założonych stowarzyszeń, takich jak Sodalicja Mariańska lub Legion Maryi. A jeśli chodzi o nowe ruchy zatrzymujemy się tylko na kilka wybranych.

I tak – ruchy, pochodzące z protestantyzmu.
Największy z nich to Odnowa w Duchu Świętym, zwana też Odnową Charyzmatyczną. Powszechnie wiadomo, że wywodzi się z ruchu zielonoświątkowego, uważana jest nawet za jego katolicka odmianę. Warto jednak dokładnie przypomnieć jakie są jego początki. Ruch wywodzi się z USA (Topeka, stan Kansas). Założył go pastor metodysta Charles Parham, który prowadził z grupą studentów szkolę biblijną. Zastanawiał się dlaczego pierwsi chrześcijanie byli bardziej skuteczni w głoszeniu Ewangelii i doszedł do wniosku, że źródło tej skuteczności tkwiło w Pięćdziesiątnicy. Pasham usilnie się modlił o nową Pięćdziesiątnicę, aż w nocy z 31 grudnia 1900 na 1 stycznia 1901 Agnes Ozman (jedna z uczestniczek szkoły biblijnej) zaczęła się modlić językami po uprzednim nałożeniu na nią rąk przez pastora Parhama. Proszę zwrócić uwagę na to nałożenie rąk. Tu mamy do czynienia ze specyficznym nowym rytem. Nazwano potem ten ryt – chrztem w Duchu Świętym. I co ciekawe i niezmiernie ważne – osoby, które dostają tzw. dar języków zawsze go dostają po otrzymaniu tego chrztu – nałożenia rąk. Kto więc nakłada ręce, inaczej rzecz biorąc – kto jest szafarzem tego rytu? Z gruntu jest to lider grupy lub cała grupa, w zdecydowanej większości przypadków są to osoby świeckie, choć to akurat ma najmniejsze znaczenie. Istotne jest to, że wraz z nałożeniem rąk (podobno w powyżej 90% przypadków, jak o tym świadczą sami członkowie Odnowy) otrzymuje się ów dar czy tzw. charyzmat glosolalii. Jeszcze istotniejsze jest to, że nałożenie rąk jest przekazywalne, jeśli można się tak wyrazić. Dla większej jasności porównam ze święceniami kapłańskimi. Są one ważne, ponieważ nałożenie rąk rozpoczęte od Apostołów trwa nieprzerwanie przez ich następców. (Chyba, że sukcesja apostolska jest przerwana, jak to jest z anglikanami.) Otóż w Odnowie nałożenie rąk trwa nieprzerwanie od pastora Parama, bowiem ci, na których ona nakładał ręce i otrzymywali charyzmatu tworzyli dalej nowe grupy, przekazywali ten tzw. charyzmat nakładając ręce i w ten sposób mnożyły się i mnożą grupy Odnowy.

W roku 1967 czterech członków pewnej katolickiej grupy modlitewnej z Pittsburg, stan Pensylwania nawiązało kontakt z pewną międzywyznaniowa grupa protestancką. Ciekawostką jest, że dwie osoby z tej grupy było wykładowcami teologii na uniwersytecie w Pittsburgu. Na kolejnym spotkaniu doszło do modlitwy nad nimi, nałożono na nich ręce. Byli to Ralf Keifer i Patrick Bourgois. Zaledwie w tydzień potem Ralf Keifer nałożył ręce na inne osoby, które też otrzymały dar glosolalii. I tak Pentecostyzm wszedł do Kościoła Katolickiego. Dalej – można prześledzić ciąg nakładania rąk i otrzymywania charyzmatycznych owoców chrztu w Duchu Świętym. Można prześledzić rozprzestrzenianie się ruchu w środowiskach luteranów, metodystów, anglikanów itd. Zawsze będzie tak samo – przekazywanie daru przez nakładanie rąk przez kogoś na kogo uprzednio nałożono ręce. Rzec by można sukcesja metodysty Parhama. O tym się nie mówi, jakoś się tego nie zauważa. Ale jest to bodajże najistotniejszy element ruchu Odnowy. Wspomnijmy jeszcze, że taki chrzest w Duchu Świętym udzielono przyszłym założycielom wspólnot Emanuel, Lion de Juda (obecnie Błogosławieństw), Chemin Neuf, powiązanie z Odnową miała Marta Robin i jej Ogniska Miłości. Wspomniany poprzednio ruch Jamaa (zakazany obecnie przez biskupów Konga) był przedstawiany jako istna nawałnica Ducha, nowa Pięćdziesiątnica.

Przez wiele lat uspokajaliśmy się tym, że u nas, w Polsce jest lepiej niż na Zachodzie, nie dochodzi do takich wynaturzeń jak tam. Te czasy od dawna minęły. Doszła do nas jedna z najbardziej groteskowych odmian ruchu Odnowy – tzw. spoczynek w Duchu Świętym. Zjawisko to staje się oraz bardziej masowe. Polega na dziwacznym upadku osoby, nad która się modlą odpowiednio dobrani charyzmatycy. Czasami starczy tylko lekką pchnąć ręka człowieka i pada na ziemię, może leżeć długo. Czasem pomocnicy "charyzmatyka" stają za osobą pchniętą, by ją podtrzymać i położyć na ziemię. Staje się to coraz popularniejsze w naszych kościołach, gdzie odprawia się modlitwy o uzdrowienie. Z wypowiedzi ludzi, którzy poddali się temu wiadomo, że bywa bardzo różnie. Wielu z nich mówi, że wyczuli Ducha Świętego, uświęcili się, pogłebiła im sie wiara, mało kto się wypowiada o dalszych skutkach takiego "zaśnięcia". Ale wiadomo, że czasami miało to bardzo przykre skutki – popadanie w depresję na jakiś czas po „odpoczynku”, kłopoty zdrowotne. Używam specjalnie określenie „poddali się, bo niektórzy opowiadają o tym, że stawili opór „duchowemu pchnięciu” i nie upadli, oprócz zniesmaczenia ta próba nie miała dla nich innych skutków. Najbardziej groteskowy jest chyba (jak na razie) tzw. „święty śmiech”, czasami połączony z tarzaniem się, szczekaniem itd. Podobnie jak padanie, zwane zaśnięciem w Duchu Świętym, wywodzi sie z protestantyzmu i jest charakterystyczny dla grupy Toronto Blessing, sekty protestanckiej, która swoje zwyczaje z powodzeniem rozpowszechnia na inne grupy charyzmatyczne. Być może nie wiele czasu potrzeba, by ta kolejna groteskowość przesiąkła do katolickich grup Odnowy.

Groteskowość jest jedna z oznak działania szatana - powinno się postawić stanowczo pytanie – skąd te charyzmaty, skąd te prorokowania, glosolalie, spoczynki w Duchu Świętym itd. Niewątpliwi doprowadzi to do pytania – skąd ten dar pastora Parhama, który pierwszy nałożył ręce na Agnes Ozman? Czyja to sukcesja? I gdzie tu miejsce na ratio – na racjonalne podejście do wiary, gdzie tu miejsce na działanie rozumu?

W następnej części artykułu zwrócimy uwagę na inne ruchy – szczególnie na neokatechumenat i powrócimy do próby odpowiedzi na pytanie: czy najbardziej popularne Nowe Ruchy stanowią zagrożenie czy nadzieję dla Kościoła.

1 Sekty i nowe ruchy religijne jako problem duszpasterski w L'Osservatore Romano, wyd. polskie, 7(134) 1991, s. 12-16

Maria Kominek
22.11.2011
[link widoczny dla zalogowanych]

Jak widać co pisze na końcu, to powinna być jeszcze następna część.


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Pią 21:15, 26 Sie 2016, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28245 Przeczytał: 195 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 23:16, 20 Sty 2012 Powrót do góry

Teresa napisał:
Jak widać co pisze na końcu, to powinna być jeszcze następna część.

Nowe ruchy religijne – znamię żywotności czy kryzysu Kościoła? (cześć II)

Następny rodzaj ruchów to te, które są zakorzenione w chrześcijaństwie, ale znacznie odbiegają od niego pod względem doktrynalnym. Musimy tu zatrzymać się w ogromnym skrócie na neokatechumenacie, jako na najbardziej wyrazistym przedstawicielem tego rodzaju ruchów. Założony przez Kiko i Karmen, działający na całym świecie, rozwija się ekspansywnie. Jak wielka jest ekspansja tego ruchu widać z danych statystycznych: w 2009 r. formacja neokatechumenalna była prowadzona w 19 tysiącach wspólnot w 4,5 tys. parafii w 820 diecezjach w 101 krajach na 5 kontynentach. Grupy zaś maja od 20 do 50 osób. W Polsce jest około 1000 wspólnot.

Założenia ruchu brzmią bardzo po katolicku, bo w sumie nie ma nic niekatolickiego w chęci prowadzenia w diecezjach i parafiach wtajemniczenia chrześcijańskiego na wzór katechumenatu pierwotnego Kościoła. Jednakże przez swoją ekskluzywność ruch oddalił się stanowczo od rdzenia Kościoła. Ma on swoją własna liturgię, którą używał i zasadniczo używa za milcząca zgoda hierarchii, swoja zwyczaje , swoje obchody Świąt, swoje katechezy, które nie są dostępne dla każdego. Najbardziej groźne w tym ruchu jest ekskluzywizm. Polega on na zdobywaniu rzeczonego wtajemniczenia chrześcijańskiego stopniowo, przechodząc przez kolejne etapy wtajemniczenia. W neokatechumenacie nie istnieje komunikacja z «dołu» do «góry», tzn. od członków grup (wspólnot) młodszych do starszych, do tzw. katechistów. Nie ma miejsca na dialog, na wyjaśnianie wątpliwości. Liczy się jedynie transmitowany z «góry» nakaz, katecheza, czy decyzja wyższych katechistów. Jest to typowe dla wszystkich sekt gnostyckich.

Zauroczenie hierarchii neokatechumenatem jest co najmniej niezrozumiale dla zwykłego wiernego. Musi być wielkie, jeśli Kiko może odezwać się do 253 biskupów z obu Ameryk w takich słowach:1 Droga ma swój język. Nie gorszcie się tym językiem, przeciwnie. Pewien ekspert od mass mediów powiedział nam, że gdyby Droga nie miała swojego języka, to nie miałaby nic. To jest kultura. Niektórzy księża są tak słabo wykształceni, że mówią, iż mamy własny język. I musimy mieć jakąś syntezę, to jest fundamentalne. Trzeba tylko wiedzieć, czy jest on profetyczny, rzeczywisty, prawdziwie pomaga ludziom. Od księży natomiast należy wymagać, aby byli obeznani z różnymi językami w Kościele.
Tych słów nie potrzeba komentować. Starczy dodać, że w ramach „tego własnego języka, tej własnej syntezy neokatechumenat się dorobił wiele dziwactw, wiele groteskowości, wśród których przyjmowanie Komunii św. (prawdopodobnie ważnie, ale niegodnie konsekrowanej) na rękę i na siedząco, specyficzne tańce (słynny już taniec z Hostią jest najlepsza ilustracja swiętokradstw świadomych i nieświadomych, do których dochodzi na spotkaniach neokatechumenatu). Jak dodamy do tego, że Droga buduje własne świątynie, tak zaplanowane, by móc odprawiać swoją liturgię, ma własne seminaria, własną liturgię (o czym już wspomnieliśmy) nie można mieć wątpliwości co do tego, że mamy do czynienia z czymś niespotykanym dotychczas w kościele. Owszem Kościół zna wiele rytów: greko-katolicki, ambrozyjański, mediolański, ryty zakonne, ostatnio nawet ryt rzymski ma dwie formy – zwyczajna i nadzwyczajną. Ale z neokatechumenatem jest inaczej... Neokatechumenatu oddalił się od Kościoła i przestał być jego rzeczywista częścią choć jest w dalszym ciągu formalną.

Ale nie tylko o ryt tutaj chodzi. Chodzi o inna doktrynę – już nie katolicka a neokatechumanalną By nie być gołosłownym należy zacytować chociaż kilka nauk Kikona:
Kościół ma być charyzmatycznym, wewnętrznym, wyjętym spod wszelkiego magisterium i jurysdykcji zewnętrznej.
Dzisiaj wszelkie odnowicielskie dociekania odkrywają centrum sakramentu i teraz pojmuje się Eucharystię jako pamiątkę męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa… Odkrycie sedna centrum Eucharystii sprawia iż wyjaśniają się inne aspekty, skutkiem czego zanikają rozbieżności z protestantami.
W pewnym momencie dla przeciwstawienia się protestantom trzeba było podkreślić realna obecność. Ale w momencie gdy to nie jest konieczne, nie trzeba przy tym się uperać. Gdyż ten historyczny moment już przeminął. Eucharystią jest obwieszczeniem, kerygmat o powstaniu Jezusa Chrystusa ze śmieci2.

I znowu – gdzie tu jest miejsce na ratio? Adepci ruchu uczą się nie myślenia. Za nich myśli katechista, lider, animator. Więc oni nawet nie są w stanie zobaczyć, że nauki Kiko się różnią od tego, co od wieków naucza Kościół.

I na koniec ruch Maitri. Powiem o nim tylko kilka słów. Wywodzi się on z buddyzmu i zachowuje wszystkie jego cechy. Od lat s. Michaela Pawlik, dominikanka z Zielonki, woła na pustyni o likwidacje wpływów tego ruchu. Bezowocnie jak na razie. Siostra Michaela podkreśla, że ruch Maitri propaguje New Age, jest związany jako instytucja z ONZ, promuje hinduizm i wspomaga wprowadzaniu indyferentyzmu religijnego. Aby zilustrować doktrynę ruchu Maitri chyba starczy zacytować fakt, że jako warunek dialogu międzyreligijnego ruch stawia uznanie wiary i doktryny obydwu stron jako objawione. A jednak w Polsce (i nie tylko) ruch ten się rozwija i pod płaszczykiem pomocy dla ubogich z Trzeciego Świata szkodzi duszom ludzkim. Wielkim obrońcą tego ruchu był zmarły abp. Życiński.3 Ku zaskoczeniu wszystkich – jego przedstawiciele dwukrotnie wystąpili w TV Trwam, przedstawiając się jako ruch pomocy dla biednych.

Podsumujemy te nasze rozważania cytatem ze wspomnianego dokumentu kardynała Arinze: Nie powinniśmy wykluczać działania szatana jako jednej z przyczyn powstawania oraz rozwoju sekt i nowych ruchów religijnych, nawet jeśli osoby doświadczające go nie są tego świadome. Zły jest nieprzyjacielem, który sieje kąkol pośród zboża, gdy ludzie śpią. Pamiętamy, że dokument ten jest poświęcony problemom duszpasterskim, spowodowanym przez nowe ruchy.

I na koniec - kardynał Ratzinger dwa razy opisywał Kościół jako łódź miotaną falami. Jako łódź, której grozi ogromne niebezpieczeństwo. Powtórzmy więc pytanie. Czy Benedykt XVI ma szanse wyśnić sen podobny do tego, który miał Innocenty III? Sen, w którym zobaczy dwóch wioślarzy wspomagających sternika, tak jak Innocenty widział Franciszka i Dominika podtrzymujących Bazylikę Laterańską. Czy nie można, oczywiście w wielkim uproszczeniu, przyrównać tych świętych do dwóch filarów Kościoła – fides et ratio?

Wiec należy modlić się, by Bóg powołał wioślarzy, którzy zgodnie będą wspomagać sternika łodzi, miotanej coraz to silniejszymi falami. Dwóch wioślarzy – fides et ratio! Benedyktowi może się przyśnić taki sen, bo Bóg zawsze, jeśli zechce, może powołać takich ludzi. Tylko że nie będzie to nikt z obecnych nowych ruchów. Bóg bowiem działa racjonalnie i zrozumiałe, nie posługuje się dziwactwami.

Maria Kominek OPs
20.01.2012
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Pią 21:17, 26 Sie 2016, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Wakeford
Użytkownik


Dołączył: 17 Lut 2011
Posty: 228 Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 14:47, 30 Sty 2012 Powrót do góry

Cytat:
A tak pierwsze, jak i drugie wskazuje na postawienie człowieka w centrum i na utylitarny stosunek do Boga, Bóg jest owszem – godzien uwielbienia, ale nie sam z siebie, a dlatego, że zrobił lub robi cos dla człowieka. Te niekończące się śpiewy i modlitwy powtarzane jak mantry: dziękuję że mnie wybawiłeś, że mi przebaczyłeś, że jesteś miłosierny, dobry, że mnie kochasz… z gruntu niosą ze sobą treści katolickie, ale w otoczce, o której była mowa, staja się źródłem samouwielbienia, może nieświadomego, ale jednak.

Tu tkwi jakby sedno dewiacji tych nowych ruchów. Warto by było bardziej zbadać ten aspekt, gdyż ciężko tak na pierwszy rzut oka to wychwycić, gdyż właśnie przykyte całą rzekomą frazeologią chrześcijańską wydaje sie jakby filarem nie-do-ruszenia katolickości tch ruchów.
Dobrze, że pani Kominek to zauważyła, ale trzeba by to jakoś bardziej naświetlić od strony teologicznej i antropologicznej.
Gdyby tak sprawę bardziej zbadać to uważam, ze ten aspekt przebija nawet tzw chrzest w Duchu Św, indywidualizację wiary itd, a nawet można by twierdzić, że wszystko inne z niego wynikło.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 28245 Przeczytał: 195 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 16:24, 30 Sty 2012 Powrót do góry

Ale co tu badać, co bardziej naświetlać, już tyle w tym temacie zostało powiedziane i nie tylko przez P. Kominek. Ruch oddolny poszedł jak burza, za przyzwoleniem, a jak zaczęto dostrzegać, że ludzie z kościoła katolickiego zasilają szeregi zielonoświątkowców, stają się protestantami, to zaczęto się temu przyglądać i ... ale już "musztarda po obiedzie" , a teraz to się "katolicyzuje" że się tak wyrażę. Z tymi nowymi ruchami to taka "rewolucja" po SVII.
Zobacz profil autora
Wakeford
Użytkownik


Dołączył: 17 Lut 2011
Posty: 228 Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 20:28, 30 Sty 2012 Powrót do góry

Jak na razie, to moim zdaniem, gromadzony jest materiał dowodowy, akta są już gigantyczne, ale wnioski nie są do końca wyciągnięte.

To że "nałożenie rąk" pochodzi od jakiegoś metodysty, że ruch jest protestancki, że owe odpoczynki w tzw. duchu św są demoniczne, to zapewniam, nie robi najmniejszego wrażenia na odnowiczach, neonach itp, możemy sobie gromadzić sterty takich faktów. Dla nich te nasze deliberacje są śmieszne i w ogóle oni machną ręką na to wszystko, jeżeli jakiegoś z nich chcieć by przekonywać.
Proszę tylko zobaczyć jak podczas zatwierdzania celebracji neonów Kiko niczym super-papież poucza z ambony setki zgromadzonaych biskupów, tysiące wiernych i miliony przed telewizorami.
Pani Kominek ledwo przeczuwa w tym fragmencie, jak sprawy daleko zaszły.
Otóż, mówiąc już prosto, zmienił się sam człowiek i to by należało tu określić, tj pokazać to przedefinowanie pojęcia człowiek. To właśnie dlatego te zmany poszły jak burza
Wszystko, co obserwujemy i piszemy tu na forum, to oczywiście jest słuszne i prawdziwe, ale główną sztuczką szatana był tu pewien trick antropologiczny, który skryty za całością fenomenu upadku cywilizacji, nauki, Kośicoła wcale nie jest tak łatwy do zdefiniowania.
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)