Forum Kościół Rzymskokatolicki Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Tornielli - dlaczego papież nie nazywa Putina agresorem Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 32724 Przeczytał: 36 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 18:37, 14 Mar 2022 Powrót do góry

Tornielli: Papieżowi chodzi o ocalenie ludzkich istnień

Image

W rozmowie z papieską rozgłośnią dyrektor wydawniczy mediów watykańskich Andrea Tornielli zwrócił uwagę, że Franciszek po raz kolejny nazwał wojnę Rosji z Ukrainą niedopuszczalną agresją zbrojną oraz wezwał cały Kościół do intensywnej modlitwy o jej zakończenie, a także przypomniał, że Bóg jest Bogiem pokoju i nie można w jego imię usprawiedliwiać wojny, terroryzmu i nienawiści.

Andrea Tornielli uważa za szczególnie bolesny fakt, że obecna wojna obejmuje dwa sąsiadujące ze sobą narody chrześcijańskie, które łączy ten sam chrzest a większość wyznawców modli się w tym samym obrządku.

Oprócz ofiar pośród ludności, wojna niesie ze sobą także ogromne straty materialne, których niwelowanie potrwa latami, a jeszcze więcej czasu zajmie uleczenie z ran powstałych w sercach na skutek nienawiści i przemocy.

Dyrektor wydawniczy mediów watykańskich przypomniał o powtarzanych przez Papieża słowach o trzeciej wojnie światowej w kawałkach i o jego stanowczym sprzeciwie wobec użycia bomby atomowej oraz handlu bronią. Tornielli wskazał na cechę charakterystyczną stanowiska ostatnich Papieży wobec konfliktów, które wybuchają na świecie:


„Tradycją nauczania papieskiego jest to, że podczas rozpoczętych już wojen, agresorzy nie są nazywani z imienia i nazwiska. Papieże nie wskazują ich nie dlatego, że chcą ich ukrywać, czy z jakiegoś innego powodu dyplomatycznego, ale po prostu dlatego, że nigdy nie chcą zamknąć drzwi do możliwego dialogu. Ich celem zawsze pozostaje ocalenie ludzkich istnień oraz doprowadzenie w najszybszy możliwy sposób do negocjacji. Widzimy to w przypadku wszystkich Papieży XX wieku i w tym znaczeniu Franciszek działa w duchu swoich poprzedników. Celem działania Papieża jest stawanie po stronie ofiar oraz poszukiwanie sposobu, aby więcej ich nie było. To jest najważniejszy motyw, który przyświeca mu w kierowaniu apeli. To nie oznacza nigdy umieszczanie na tej samej płaszczyźnie agresora i zaatakowanego, bez rozróżniania ich, ale jest to wyraz myślenia w duchu odpowiedzialności o przyszłości.“

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 32724 Przeczytał: 36 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 10:49, 15 Mar 2022 Powrót do góry

Włoski historyk Kościoła o papieżach i watykańskiej dyplomacji w czasach wojny

Image

O papieżach i watykańskiej dyplomacji w czasach wojny mówi w rozmowie z KAI ks. prof. Roberto Regoli. Dyrektor Wydziału Historii Kościoła na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie wyjaśnia m. in. działania dyplomacji watykańskiej, które nie są zawsze zrozumiałe i dlaczego zazwyczaj nuncjusze apostolscy nie opuszczają nigdy swoich placówek w czasie wojny.

Publikujemy tekst rozmowy:

Piotr Dziubak (KAI): Dla każdego papieża doświadczenie każdej wojny było wyjątkowo bolesne. Zdarzało się, że strony konfliktu określały papieży przezwiskami, ponieważ przeciwstawiali się wojnie. Na przykład w czasie I wojny światowej Benedykt XV był przezywany Maledetto XV (Przeklęty XV).

Ks. prof. Roberto Regoli: Sytuacja z Benedyktem XV była bardzo szczególna, ponieważ w czasie I wojny światowej wszystkie kraje przystąpiły do wojny, a z nimi także i katolicy. W krajach tych katolicy czuli się wówczas marginalizowani, szczególnie w Niemczech po zjednoczeniu kraju przez Bismarcka i jego „kulturkampfie”. Kultura protestancka była zdecydowanie przedkładana nad kulturę katolicką. Musimy pamiętać też o Francji i powstaniu III Republiki. Tam też katolicy byli marginalizowani. Także po powstaniu Królestwa Włoch katolicy nie pełnili znaczącej roli. I wojna światowa dla większości katolików Europy stała się poniekąd okazją, żeby pokazać, że są pełnoprawnymi obywatelami, może nawet lepszymi od innych, że są lojalni wobec władz politycznych swoich krajów.

Jako pasterz Kościoła powszechnego Benedykt XV zajął inne stanowisko. Kierował apele o pokój, które nie zostały jednak wysłuchane. Były one nieskuteczne z punktu widzenia praktycznego rozwiązywania konkretnych problemów, ale jednak dały Stolicy Apostolskiej rzecz bardzo ważną, a mianowicie wiarygodność moralną. Niestety w rozmowach pomiędzy Stolicą Apostolską a lokalnymi społecznościami katolickimi panowało niezrozumienie.

W czasie I wojny światowej byli księża, którzy błogosławili wojska po jednej i po drugiej stronie frontu. Powierzanie swojego losu Najświętszemu Sercu Jezusa miało miejsce po jednej i po drugiej stronie. Dam przykład. Gdy Belgia została zaatakowana przez Niemców, kard. Joseph Mercier, jeden z najwyższych autorytetów w kraju, mówił o obronie ojczyzny używając terminologii religijnej, mówił, że wszystkich, którzy bronią ojczyzny czeka wieczna nagroda w Niebie. Dopiero po II wojnie światowej zaczęła zanikać religijna legitymizacja wojny. Tak w ogóle jeśli spojrzymy kilka wieków wstecz, to zobaczymy, jak dalece stanowisko Kościoła wobec wojny było złożone tak w katolicyzmie jak i w całym chrześcijaństwie. Uznawano racje zwolenników i przeciwników wojny. Zacytuję piękną wypowiedź Chestertona: „To prawda, że Kościół nakazał niektórym walczyć, a innym nie walczyć; i to prawda, że ci, którzy walczyli, byli jak pioruny, a ci, którzy nie walczyli, byli jak posągi”. Chesterton mówi, że Kościół uznał coś dobrego i u jednych i u drugich. To jest właśnie katolicyzm, ciągła próba łączenia między sobą różnych, niekiedy wydawałoby się sprzecznych stanowisk.

KAI: Czy w pewnym sensie wojny w ostatnim stuleciu zmusiły Watykan do zmiany stylu pracy swojej dyplomacji?

– Dwie ostatnie wojny światowe doprowadziły Stolicę Apostolską do wypracowania nowych stanowisk, i tak oto powstała ostatecznie tzw. dyplomacja humanitarna. Ponieważ Watykan nie ma żadnych sił zbrojnych, ekonomicznych i handlowych, będąc jednocześnie wielkim autorytetem moralnym i religijnym, zaczął działać próbując m. in. ratować jeńców wojennych, otaczać ich opieką, dostarczać informację o nich ich rodzinom. Pomagano jeńcom wojennym, nie tylko katolikom, ale wszystkim, którzy tego potrzebowali, wierzącym i nie wierzącym, wyznawcom innych religii. Watykańska dyplomacja humanitarna w XX w. była nowością. Z biegiem lat osiągnęła najwyższy stopień specjalizacji, czego najlepszym przykładem jest Caritas Internationalis i jej obecność w miejscach konfliktów na całym świecie. Taka jest najbardziej typowa odpowiedź katolicyzmu społecznego na wojenne konflikty w XX i XXI wieku.

KAI: Czym jeszcze jest watykańska dyplomacja humanitarna?

– Katolicy byli i są zawsze obecni wszędzie tam, gdzie pojawiają się konflikty. W czasach Jana Pawła II, jego sekretarz stanu kard. Angelo Sodano powiedział kiedyś: my nie jesteśmy pacyfistami, ale jesteśmy siłami pokojowymi. Celem takiej dyplomacji jest zachowanie maksimum realizmu, tak żeby osiągnąć wyznaczony cel. Przede wszystkim w działaniach Stolicy Apostolskiej chodzi o to, aby doprowadzić do spotkania tych, którzy są w konflikcie, jeśli oczywiście jest to możliwe. Jest to dyplomacja, która działa w ciszy, a nie w świetle reflektorów. Liczy się tylko konkretny efekt. Bynajmniej dyplomacja papieska nie jest dyplomacją ideałów albo utopii. Można ją nazwać „Realpolitik”, która musi zawierać jasność analizy sytuacji oraz możliwości służące osiągnięciu konkretnych celów np. zawieszenia broni czy ustanowienia korytarzy humanitarnych, nie mówiąc już o zakończeniu konfliktu. Jest to także dyplomacja kierująca się zasadami religijnymi. Nie tkwi w jakiejś iluzji, ale ocenia naturę ludzką taką jaką ona jest, w całym jej skomplikowaniu. Przypomnijmy na przykład tzw. „Ostpolitik” Watykanu wobec dawnego bloku sowieckiego, która była prowadzona przez kard. Agostino Casaroliego. W większości Kościoły w tych krajach krytykowały ją i jej się sprzeciwiały. Co ciekawe po wyborze na stolicę Piotrową Jan Paweł II to właśnie jego nominował na sekretarza stanu. Wydawałoby się, że w tej nominacji widzimy syntezę dwóch przeciwstawnych sobie linii prowadzenia watykańskiej polityki wobec krajów komunistycznych: Wojtyły i Casaroliego. A jednak nie, obaj działają razem w latach osiemdziesiątych tak, że obaj przyczynili się do upadku komunizmu a Casarolii doczekał się nawet przydomku: „Kardynał Pieriestrojka”. Zatem dyplomacja papieska to dyplomacja realizmu, powiedziałbym wręcz ekstremalnego realizmu.

KAI: Ale czy działania dyplomacji watykańskiej są zawsze zrozumiałe?

– Świat nie rozumie dobrze dyplomacji watykańskiej, ponieważ działa ona według innych kryteriów niż dyplomacje większości państw. Widać to w wielu aspektach. Przede wszystkim watykańska dyplomacja nie musi zabezpieczać interesów państwowych, ale przede wszystkim Kościoła powszechnego. Czyli wtedy, kiedy działa w jakimś kraju, nie patrzy wyłącznie na dany naród, ale na katolików tego kraju, krajów sąsiednich, katolików na całym świecie. Nie ma siły ekonomicznej, nie ma siły militarnej, nie ma siły finansowej, ma tylko siłę perswazji moralnej. Dlatego też często dyplomacja watykańska jest zaangażowana jako dyplomacja pośrednicząca. W wiekach XIX i XX byliśmy świadkami takiego działania zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej, kiedy to papieże byli proszeni o pomoc przez skonfliktowane państwa. Czyli jest to dyplomacja mediacji, która nie kieruje się pozorami, nie szuka zgniłego konsensusu, ale chce osiągnąć konkretny i zadawalający strony efekt końcowy. W czasie wojny interesuje ją przede wszystkim pokój, działa dużo za kulisami, organizuje spotkania, które w inny sposób nie byłyby możliwe. Czasami się udaje, czasami nie, ale to przynależy do tego typu pracy. Pamiętajmy, że ryzyko niepowodzenia jest jednym z wymiarów działań dyplomatycznych. Nie działa, aby osiągnąć jakieś wizerunkowe efekty, ale dąży do sedna sprawy, czyli do zakończenia konfliktu i osiągniecia pokoju.

KAI: Niektóre środowiska nadal zarzucają Kościołowi „milczenie papieży” , np. Piusa XII wobec ludobójstwa?

– W XX wieku mamy dwa oskarżenia wysunięte wobec papieży, których pontyfikat przypadał na okresy wojen światowych. Zostali oni oskarżeni o milczenie. Benedykt XV został oskarżony o milczenie wobec inwazji niemieckiej na Belgię w czasie pierwszej wojny światowej. Natomiast Pius XII został oskarżony o milczenie wobec inwazji niemieckiej na Polskę w 1939 roku, a następnie o milczenie wobec Szoah. Różnica w oskarżeniach wobec Piusa XII polega na tym, że pierwsze zostało do niego skierowane w momencie ataku na Polskę i było rozpowszechniane w polskich środowiskach katolickich. Natomiast oskarżenie o milczenie wobec Zagłady jest dużo późniejsze, zostało rozpowszechnione w latach sześćdziesiątych. To oskarżenie było skrzętnie wykorzystywane później przez komunistów przy dużym wsparciu sowieckich służb. Niektórzy zinterpretowali milczenie Piusa XII nawet jako fakt, który był swego rodzaju przyzwoleniem na Szoah, a inni zaś jako ciężko obciążające go przemilczenie zaistniałych wydarzeń. W tym wypadku mamy zawsze do czynienia z grą różnych interpretacji. Benedykt XV i Pius XII zdecydowali się utrzymać pewien bardzo ostrożny dyskurs publiczny, by nie zaogniać zaistniałej sytuacji, z drugiej strony w tym samym czasie byli bardzo aktywni i konkretnie na wielu płaszczyznach pomagali. Dam przykład. Kiedy papież Benedykt XV potępił w sposób aluzyjny agresję wobec Belgii w czasie przemówienia na konsystorzu (22 stycznia 1915 roku) rząd belgijski dziękuje mu za to. Z kolei rząd niemiecki protestuje przeciwko papieskim słowom, a prasa międzynarodową krytykuje przemówienie za to, że jest zbyt ogólnikowe. Ten sam gest może być odczytany na różne sposoby. O czym należy pamiętać? Dyplomacja to spotkania na szczycie i to w wąskim kręgu osób, które ma doprowadzić do rozwiązania problemu. Natomiast opinia publiczna chce wiedzieć wszystko i to w różnych kontekstach. Jednak najważniejszych rzeczy, takich jak dążenie do zakończenia wojny i pokoju nie załatwia się zazwyczaj na forum publicznym, ale w prywatnych spotkaniach pomiędzy najważniejszymi politycznymi aktorami. To gdzieś są dwa różne światy i dwa zupełnie inne sposoby komunikowania. W naszych czasach próbuje się je mieszać, co może powodować jeszcze większe napięcia. Podkreślmy, dyskretne działania dyplomatyczne pozwalają na znalezienie konkretnych rozwiązań.

KAI: Każdy sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej jest swego rodzaju dyrektorem wykonawczym polityki papieża, jest jego cieniem, ale może prowadzi też własną politykę?

– Funkcję sekretarza stanu można zdefiniować tak samo jak i dyplomatów: to ludzie papieża. Nawet w narracji wewnętrznej Kurii Rzymskiej są oni określani jako ludzie papieża. W rzeczywistości ludzie ci są często wysokiej klasy wytrawnymi urzędnikami, którzy umieją interpretować, wprowadzać w życie plany papieskie, są osobami, z którymi papież się liczy i ceni ich opinie. Wystarczy wspomnieć tu o kardynale Rafaelu Merry del Val i papieżu Piusie X, kardynale Eugenio Pacellim i papieżu Piusie XI. W ostatnich dziesięcioleciach mieliśmy może słabsze, może mniej zdolne, mniej utalentowane osobowości na tych stanowiskach. Na przykład papież Paweł VI i kardynał Jean-Marie Villot, który nie był dyplomatą, ale przede wszystkim duszpasterzem, nie był raczej dobrym współpracownikiem Pawła VI, raczej zachowywał się jak jego pilny uczeń. Natomiast wtedy mocną postacią w Sekretariacie Stanu był jego substytut, numer 2 w strukturze, abp Giovanni Benelli. To on był autentycznym wykonawcą działań kreślonych przez papieża Pawła VI. Przypomnijmy, że reguły według których funkcjonuje Sekretariat Stanu określają, kto jakie ma zadania i jaką rolę do spełnienia. Ale rzeczywista przestrzeń operacyjna zależy od tego, kto jest papieżem i kto jest sekretarzem stanu. Zależy to też od wieku ich obu. Czasami zdarzał się papież, jak np. Leon XII, który na sekretarza stanu wybrał sobie kardynała w bardzo posuniętym już wieku. Z kolei papież Pius XII swojego pierwszego sekretarza stanu nie zastąpił już nikim, gdy ten zmarł. Pius XII powiedział, że chce mieć wykonawców, a nie współpracowników. Z każdym papieżem urzędy watykańskie funkcjonują inaczej. Dużo zależy od osobowości głowy Kościoła.

KAI: Niektórzy zarzucają papieżom, że żyją w jakieś „szklanej bańce”, izolowani od rzeczywistości świata?

– Zawsze istnieje takie ryzyko, ale jeśli przyjrzymy się rzeczywistości historycznej, okazuje się, że to nie ma i nie miało raczej miejsca. Każdy papież ma swoją sieć informacyjną: oficjalna i tę mniej oficjalną. Można by tu przytoczyć wiele przykładów. Czasami są to sieci narodowe, regionalne, a czasami odnoszą się do grup wyznające jakieś ideały bliskie papieżowi, ruchy albo stowarzyszenia. Zatem papieże nigdy nie mają tylko jednej sieci informacyjnej. Spójrzmy na Jana Pawła II, który jako źródło informacji miał sekretariat stanu, grupę polskich biskupów związanych z Kurią Rzymską, cały polski episkopat i do tego całą rzeszę bliskich mu osób, które przychodziły do niego, choćby na posiłki. Warto też wspomnieć, że kiedy papież Wojtyła miał odwiedzić jakąś rzymską parafię, to tydzień wcześniej spotykał się z jej proboszczem i wikariuszem, by się jak najwięcej o niej dowiedzieć. Przyjmował nie tylko możnych tego świata, ale także osoby spoza establishmentu. Pozwalało mu to mieć dostęp do informacji z różnych poziomów rzeczywistości. Istnieje oczywiście niebezpieczeństwo izolacji, kiedy na przykład papież jest chory. Natomiast kiedy jest zdrowy, ma do swojej dyspozycji wiele sieci informacyjnych. On sam musi umieć je interpretować, rozumieć, decydować o ich wykorzystaniu. Oczywiście zawsze któryś z kanałów informacyjnych będzie chciał pokazać, że jest mu szczególnie wierny, skuteczny i działa z wyjątkowym zaangażowaniem. Rzadko kiedy przyznaje się też do błędów. Większa ilość sieci informacyjnych pozwala papieżowi lepiej analizować rzeczywistość. Najważniejsza jest jednak jasność umysłu papieża, bo to on musi ostatecznie ocenić informacje i podejmować decyzje.

KAI: A jeśli nuncjusze apostolscy źle informują papieża? W przeddzień rewolucji w 1830 roku nuncjusz we Francji, kard. Luigi Lambruschini, pisał do papieża, że panuje spokój i nic się nie dzieje, nic nie zapowiada żadnej rewolucji.

– Pańskie zastrzeżenie jest istotne. Sieć informacyjna jest zbudowana z niedoskonałych ludzi, ale w sumie od nich wiele zależy. Ważne, aby papiescy dyplomaci byli ludźmi kompetentnymi na wielu płaszczyznach, muszą być przede wszystkim precyzyjnymi analitykami i stąd tak ważne są kryteria ich doboru. Weźmy przykład z historii, z czasów rewolucji francuskiej i na tym przykładzie można dobrze zrozumieć, co oznacza odpowiednia osoba na danym stanowisku. Sekretarzem stanu był wtedy kardynał Francesco de Zelada, który bardzo lubił wygłaszać piękne przemówienia. Jego następca, kard. Ercole Consalvi, który był jednym z najlepszych sekretarzy stanu w historii Stolicy Apostolskiej, tak komentował ze swoim przyjacielem działania kard. de Zelady: „On jest święcie przekonany, że jak skończy swoje przemówienie wszystko jest załatwione, a to przecież od tego trzeba zacząć. Przede wszystkim trzeba mieć właściwą intuicję polityczną.

KAI: Nuncjusze zazwyczaj nie zostawiają nigdy swoich placówek w czasie wojny. W czasie bombardowań Bagdadu był tam cały czas kard. Filoni, ówczesny nuncjusz w Iraku. Obecny nuncjusz na Ukrainie nie opuszcza Kijowa. Nuncjusz abp Ratti, przyszły papież Pius XI, nie zostawił Warszawy w czasie najazdu bolszewików w 1920 roku. Dlaczego nuncjusze zostają?

– To jest też charakterystyczny rys dyplomacji watykańskiej. Zostać do końca. Być ostatnim, który wyjeżdża. Wyjazdu z placówki w czasie wojny zawsze się unika, ponieważ chodzi tu także o religijny wymiar dyplomacji watykańskiej. Powtórzmy, to nie jest dyplomacja polityczna, ekonomiczna, czy handlowa, w przypadku których trzeba zabezpieczać osoby w niej pracujące, aby mogły w odpowiedniej chwili wyjechać i nie narażać ich zdrowia i życia. Przedmiotem opieki papieskiej dyplomacji są wszyscy mieszkańcy kraju, wśród nich katolicy, którzy pozostają. Tak się składa, że mam księży studentów pochodzących z Ukrainy, Rosji, Iraku czy Afryki, miejsc gdzie toczą się konflikty i wojny. Czasami pytam ich: na ile ryzykujesz życiem pozostając w ogarniętej konfliktem ojczyźnie? Wszyscy mi odpowiadają: „jestem księdzem, muszę zostać z moimi rodakami i wiernymi”. Także dyplomacja papieska, nuncjusze, prałaci pracujący w papieskich nuncjaturach nie są oczywiście pasterzami Kościoła lokalnego, ale żyją tak jakby nimi byli. Żadna inna dyplomacja nie ma takiej misji. Papiescy dyplomaci żyją solidarnie z lokalnymi mieszkańcami i w razie konfliktu, wojny są z nimi do końca. To pozwala nam także zrozumieć, że papieska dyplomacja mocno jest zakorzeniona w kapłaństwie. Dla wielu brzmi to może anachroniczne, dziwne i egzotycznie. W rzeczywistości to kapłaństwo daje dyplomacji papieskiej mocną tożsamość, pozwala im pozostać na pierwszej linii frontu do końca, kiedy wszyscy inni uciekają. Tak było w Iraku, a teraz jest na Ukrainie.

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 32724 Przeczytał: 36 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 9:25, 07 Kwi 2022 Powrót do góry

Tornielli: bezprecedensowa postawa papieża pokazała powagę sytuacji

Image

„W słowach papieża Franciszka na temat wojny Rosji przeciwko Ukrainie nie ma absolutnie nic gołosłownego. Ojciec Święty jasno i wyraźnie mówi o przemocy, cierpieniu, męczeńskim narodzie ukraińskim i o ofiarach cywilnych. Choć nie wymienia z imienia agresora, co jest mądrą tradycją Kościoła, to żadna inteligentna osoba nie ma chyba wątpliwości, słuchając czy czytając słowa Papieża, że kiedy mówi on o wojnie na Ukrainie to ma na myśli agresora, którym jest Rosja” – zaznacza Andrea Tornielli. W rozmowie z KAI dyrektor wydawniczy mediów watykańskich przypomina, że także św. Jan Paweł II nigdy w czasie swojego pontyfikatu, ilekroć interweniował przeciwko wojnie, nie nazwał po imieniu agresora. Mówi m. in. o wizycie Franciszka w rosyjskiej ambasadzie przy Stolicy Apostolskiej i zachęca tych, którzy nie rozumieją, bądź nie do końca ufają papieskim słowom i gestom, do „złapania częstotliwości” słów papieża.


Piotr Dziubak (KAI): Dlaczego według Pana do dzisiaj papież Franciszek nie nazwał prezydenta Putina i Rosji agresorami w tak ewidentnej napaści militarnej na Ukrainę? To jedno z pytań bardzo często pojawiających się w polskich mediach.

Andrea Tornielli: Trochę mnie zaskakuje to, że takie pytanie pojawia się w Polsce, w ojczyźnie św. Jana Pawła II, który nigdy w czasie swojego pontyfikatu, ilekroć interweniował przeciwko wojnie, nie nazwał po imieniu agresora. Nie zrobił tego w przypadku Slobodana Miloszewicza w czasie wojny na Bałkanach, prosząc o otwarcie korytarzy humanitarnych. Nie zrobił tego wobec Busha, Aznara i Blaira w 2003 roku błagając ich, żeby nie atakowali Iraku. Jest to mądrą tradycją Kościoła, żeby nie wymieniać z imienia i z nazwiska agresorów w przemówieniach papieskich. Media watykańskie zawsze wskazują na Rosję i Władimira Putina, ale w przemówieniach papieskich, kiedy konflikt już się zaczął, jest już tradycją Kościoła, żeby nie nazywać agresora z imienia i z nazwiska. Żadna inteligentna osoba nie ma chyba wątpliwości, słuchając czy czytając słowa Papieża, że kiedy mówi on o wojnie na Ukrainie to ma na myśli agresora, którym jest Rosja. W czasie wojny zmienia się styl wypowiedzi papieskich. Tak jest teraz z Franciszkiem, tak było z św. Janem Pawłem II, św. Janem XXIII, z Pawłem VI i Piusem XII. Dlaczego? Z ostrożności? Nie. Papież cały czas ma iskierkę nadziei na pokój i na dialog. Zawsze! Żeby Stolica Apostolska mogła zrobić wszystko w celu zakończenia wojny, czy konfliktu. Aby móc negocjować potrzebna jest też i ostrożność w przemówieniach. W przypadku Polaków powtórzę: nie ma niczego nowego w tej kwestii, czego by nie zrobił św. Jan Paweł II. W słowach Papieża Franciszka na temat wojny Rosji przeciwko Ukrainie nie ma absolutnie nic gołosłownego. Ojciec Święty jasno i wyraźnie mówi o przemocy, cierpieniu, męczeńskim narodzie ukraińskim i o ofiarach cywilnych.

KAI: Dlaczego papież poszedł do ambasadora Rosji a nie wezwał go do siebie? Dlaczego nie zachował się według tradycji watykańskiej dyplomacji?

– Gest papieża, który miał miejsce zaraz po wybuchu wojny, pokazuje jak poważna jest sytuacja. Papież wykonał zupełnie bezprecedensowy gest. Poszedł i błagał Kreml o zakończenie wojny, żeby nie zabijać cywilów. Poszedł błagać o miłosierdzie. Nie miał żadnych problemów z tym, że w oczach wielu upokarza się. Coś takiego nie miało jeszcze miejsca w historii papiestwa. Wikariusz Chrystusa poniżył się jak Chrystus, idąc do ambasadora Rosji, błagając o zakończenie wojny. To był gest wielkiej pokory, który mówi nam, że Papież działa według ewangelicznego serca. To nie jest działanie w duchu politycznym ani dyplomatycznym. Jeśli Papież działałby według logiki politycznej albo dyplomatycznej zaprosiłby do siebie, przywódcę państwa, ambasadora, żeby z nim porozmawiać. Rangę tego gestu jeszcze bardziej podnosi to, że poszedł osobiście do ambasadora Rosji pomimo problemów z chodzeniem, ze względu na chore kolano. Zatem wyjątkowość tego gestu polegała na uniżeniu się i aby wybłagać u przywódcy rosyjskiego państwa, żeby był miłosierny, żeby nie rozpętywał konfliktu z Ukrainą.

KAI: W tym przypadku, czy działania papieża należy interpretować jako działania szefa państwa, czy głowy Kościoła, do tego jednego z największych autorytetów duchowych i religijnych świata? Jak zatem rozróżnić pomiędzy tym co należy do Boga, wiary, a tym czego oczekują ludzie?

– Prawdą jest, że papież jest szefem państwa, ale przede wszystkim jest przywódcą religijnym i pasterzem całego Kościoła katolickiego. Nie widzę u papieża jakiegoś napięcia pomiędzy tymi dwoma elementami, ponieważ papież mówi zawsze językiem Boga nawet wtedy, kiedy zwraca się do dyplomatów, kiedy przemawia do nich jako głowa państwa. Nigdy nie przestaje być pasterzem Kościoła. Wrócę jeszcze do gestu pójścia do ambasady rosyjskiej. To było typowe zachowanie pasterza Kościoła. Nie umniejszyło to w niczym prestiżu papieża, ponieważ chrześcijanie mają naśladować Boga, który stał się człowiekiem i poniżył się aż do śmierci na krzyżu. Chrystus tym samym odrzucił jakąkolwiek formę ludzkiego prestiżu. Papież idzie tą samą drogą. Myślę, że byłoby dobrze, gdyby cały Kościół, a przede wszystkim biskupi, zrozumieli, że autorytet nie wynika z prestiżu, ale z radykalizmu życia Ewangelią. My chrześcijanie naśladujemy Boga, który wybrał niestosowanie przemocy, nie przeciwstawił się śmierci na krzyżu, chociaż był bez grzechu i wziął na siebie wszystkie ludzkie winy.

KAI: Papież pochodzi z Ameryki Łacińskiej, gdzie nadal trwa powszechna podejrzliwość wobec Stanów Zjednoczonych oparta na lewicowych poglądach. W tym kontekście niektórzy zarzucają papieżowi, że kiedy prezydent USA Donald Trump zaczynał budowę muru na granicy z Meksykiem, to powiedział mu, że nie jest on chrześcijaninem. Jednak w kontekście wojny w Ukrainie nie zrobi tego w stosunku do Putina…

– Takie obiekcje są zupełnie bez sensu. Inną rzeczą jest budowanie muru przeciwko migrantom, a czymś innym wojna. Nie można tego porównywać. W kontekście wojny Putina papież powiedział o wiele więcej, a mianowicie, że jest to świętokradztwo. Każdy chrześcijanin musi promować pokój a nie wojnę. Z punktu widzenia chrześcijańskiego wojna to świętokradztwo. Jeśli chodzi o pierwszą część pytania, o pochodzenie papieża z Ameryki Południowej i że z tego powodu patrzy na Stany Zjednoczone w jakiś inny, zdystansowany sposób, naprawdę zaskakuje mnie to, i że to się pojawia w Polsce. Co powinniśmy zatem powiedzieć o św. Janie Pawle II? Że patrzył na Europę i na komunizm tylko oczami Polaka? To nie ma absolutnie sensu. Kiedy ktoś zostaje papieżem, oczywiście, że nosi w sobie bagaż swojego pochodzenia i historii, ale przestaje należeć wyłączenie do kraju swojego pochodzenia. Dzięki papieżowi z Polski mieliśmy szczęście patrzeć i oddychać w Europie dwoma płucami: wschodnim i zachodnim. Powtarzał to często pierwszy papież Słowianin. Niestety często zapomina się w Polsce, aby patrzeć na kapitalizm, na konsumpcjonizm oczami papieża z Polski, z dystansem i krytycyzmem. Większość pamięta tylko nauczanie Jana Pawła II przeciwko komunizmowi. Przypomnijmy, że Jan Paweł II był atakowany przez niektórych amerykańskich myślicieli, ponieważ w swoich pierwszych encyklikach społecznych za bardzo wyczuwało się jego polskie pochodzenie, zbyt mało krytycyzmu wobec kapitalizmu. Smutne to, że dzisiaj podobnie mówi się o papieżu Franciszku. Jeszcze raz podkreślmy, że wszyscy papieże na przestrzeni ostatniego stulecia wyrażali mocnym i zdecydowanym głosem sprzeciw wobec wojny. Powinniśmy być bardziej zaangażowani w promocję pokoju a nie wojny. Powinniśmy być bardziej zaangażowani w rozbrojenie, a nie „błogosławienie” broni. Tak powinniśmy robić. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi o słusznej obronie, ale stawia też precyzyjne warunki, zwłaszcza dzisiaj kiedy dostępna broń może zabić miliony osób. Kiedy papież nazywa szaleństwem wyścig zbrojeń, dobrze byłoby, żeby wszyscy biskupi świata z Papieżem, który otrzymał specjalny charyzmat słowa, nie tylko w kwestiach wiary, ale i moralności, wspólnie głosili i praktykowali Społeczną Naukę Kościoła, która mówi jak budować sprawiedliwy i lepszy świat.

KAI: Akt poświęcenia Rosji i Ukrainy Niepokalanemu Sercu Maryi wpisuje się w mocne działanie papieża?

– W święto Zwiastowania Pańskiego papież wykonał wielki gest poświęcając Niepokalanemu Sercu Maryi Rosję i Ukrainę. Papież poszedł drogą Chrystusa i mówił w bardzo jasny sposób. Dziwi mnie, że ktoś mógłby nie rozumieć jego słów. Boli mnie to, że ktoś w naszym Kościele kwestionuje działania papieża, a to znaczy, że ludzie słabo znają historię papiestwa, papieskiego nauczania w czasach wojen. Należałoby przeczytać ponownie teksty temu poświęcone Piusa XII, Jana XXIII, Pawła VI i Jana Pawła II. Papież co roku prowadzi liturgię pokuty w ramach tzw. “24 godzin dla Pana”, inicjatywy Papieskiej Rady ds. Nowej Ewangelizacji. Od początku było mówione, że akt poświęcenia Rosji i Ukrainy Niepokalanemu Sercu Maryi będzie miał miejsce na zakończenie liturgii pokuty i że będzie od niej oddzielony. Papież przygotował swoją medytację w oparciu o Ewangelię z dnia i mówił w niej m. in. o wojnie i jej konsekwencjach a później dokonał aktu zawierzenia, który niezwykle mocno zapadł w serca i umysły milionów wiernych. Myślę, że każdy chrześcijanin, każdy katolik, powinien zrobić coś takiego, jak kiedyś robiło się ze starymi radioodbiornikami. Trzeba było ręcznie szukać właściwej częstotliwości, żeby znaleźć odpowiednią stację radiową. W ten sposób, nawet ci, którzy nie rozumieją bądź nie do końca ufają papieskim słowom i gestom będą mogli złapać „częstotliwość” słów Papieża. Nie bójmy się, słowo papieża może wpłynie na jakąś zmianę we mnie, na zmianę jakiejś mojej opinii, osądu, skieruje moje spojrzenie tam, gdzie dotąd nie patrzyłem. Zamiast obstawać przy swoich obiekcjach, warto spróbować złapać „częstotliwość” papieża Franciszka. Myślę, że jest to ważne dla wszystkich osób, które uznają Papieża za przewodnika i pasterza Kościoła.

KAI: Czy i na ile papież Franciszek chce zmienić logikę myślenia współczesnego człowieka?

– Na pewno papież chce nas wszystkich w Europie zachęcić do innej logiki. W czasie kiedy wszystkim wydaje się, że jedynym słusznym rozwiązaniem jest wydawanie coraz większych pieniędzy na zbrojenia, poszerzanie granic koalicji militarnych, chrześcijanie muszą wierzyć w pokój, muszą go budować w sposób aktywny. Oczywiście potrzeba do tego polityki, ale polityki, która uzna, że zdążamy do przepaści III wojny światowej, że mamy tyle broni nuklearnej, że moglibyśmy zniszczyć świat dziesiątki razy i musimy się temu wszystkimi siłami przeciwstawić. Należy dążyć do pokoju na wszystkie sposoby nie przestając prowadzić dialogu. Jan Paweł II prosił, żeby nie rozpoczynać wojny w Iraku, który przez dziesiątki lat był siedliskiem terroryzmu. Spójrzmy, ile istnień ludzkich pochłonęła tamta wojna, ile było przemocy i sytuacja w tym kraju do dzisiaj nie jest stabilna, ciągle giną tam ludzie, dochodzi do zamachów. Zatem wobec takiej sytuacji św. Jan Paweł II był nie tylko prorokiem, ale jego przesłanie miało w sobie głęboki realizm polityczny i wielką dalekowzroczność polityczną. Warto nauczyć się słuchać słów Papieża przed, a nie po tragicznych wydarzeniach. Po dwudziestu, trzydziestu latach większość mówi: on miał rację, gdyż zawsze końcowy wynik wojny jest katastrofalny.

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 32724 Przeczytał: 36 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 9:27, 07 Kwi 2022 Powrót do góry

Bardzo mądre, pouczające i wszystko wyjaśniające wypowiedzi. Mądrej głowie dość dwie słowie, a głupiemu i referat będzie mało.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 32724 Przeczytał: 36 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 16:41, 20 Kwi 2022 Powrót do góry

O. Lombardi: Papież nie jest kimś w rodzaju kapelana wojskowego na wojnie

Image

„Zaangażowanie papieży na rzecz pokoju odbywa się zawsze w perspektywie ich zaangażowania na rzecz dobra ludzkości ponad stronami konfliktów. Nie można wymagać od papieży postawy jakby mieli być kimś w rodzaju kapelanów wojskowych na wojnie. Papieże są zawsze ponad stronami konfliktów. Tak było z Benedyktem XV, Piusem XII w czasie II wojny światowej, Janem XXIII, Pawłem VI, Janem Pawłem II i teraz z Franciszkiem” – mówi o. Federico Lombardii SJ, prezes Watykańskiej Fundacji Josepha Ratzingera/Benedykta XVI i były wieloletni dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej.

Piotr Dziubak (KAI): Ojciec kierował mediami watykańskim kiedy Jan Paweł II musiał mierzyć się z wieloma wojnami. Co w tym czasie robił przede wszystkim Papież z Polski?

O. Federico Lombardi SJ: Przede wszystkim chciałbym przypomnieć, że Jan Paweł II w sposób nadzwyczajny przez cały pontyfikat był adwokatem pokoju. Przypomnijmy choćby spotkania modlitewne różnych religii o pokój w Asyżu. Przykuwały one wielką uwagę światowych mediów ze względu na swoją nowość. Zebranie wszystkich przedstawicieli Kościołów chrześcijańskich i wszystkich religii świata na modlitwie do Boga, który jest Bogiem pokoju to było zawsze bardzo ważne, miało wielki wymiar ekumeniczny i międzyreligijny. O spotkaniach modlitewnych w Asyżu nie można zapomnieć. Po pierwszym spotkaniu modlitewnym w Asyżu w 1985 roku, przy okazji wybuchu każdej nowej wojny Jan Paweł II zapraszał na modlitwę o pokój właśnie do Asyżu. Robił tak gdy trwała wojna na Bałkanach, po zamachu na World Trade Center w Nowym Jorku w 2001 roku oraz przed drugą wojną w Zatoce Perskiej w 2003 r. Należy też wspomnieć o dwóch przemówieniach wygłoszonych przez Jana Pawła II na forum ONZ. Pierwsze doświadczenie wojny za swojego pontyfikatu papież z Polski miał w 1982 roku w czasie konfliktu Argentyny i Wielkiej Brytanii o Falklandy. Odbył wtedy podróż do obydwu skonfliktowanych krajów. Udał się też do Fatimy, żeby modlić za oba te państwa. Wątek fatimski jest bardzo obecny w życiu Jana Pawła II. Sanktuarium w Fatimie stało się miejscem modlitwy i poświęcenia Niepokalanemu Sercu Maryi pokoju na świecie. Papież nie wymieniał nazw skonfliktowanych krajów, za które się modlił, ale miejsca gdzie toczyły się wojny. Zresztą wszyscy doskonale wiedzieli o kogo mu chodziło.

Niezwykłe wrażenie robiło zaangażowanie papieża w działania na rzecz pokoju, w kontekście dwóch wojen w Zatoce Perskiej. To był ogromny i zaskakujący wysiłek. Pamiętam to bardzo dobrze, bo zostałem dyrektorem programowym Radia Watykańskiego w dniu, w którym Amerykanie zaczęli bombardować Bagdad. Papież robił wszystko, co było możliwe, żeby przeciwdziałać wojnie szukając pokojowych rozwiązań. Niedawno czytałem ponownie książkę Luigiego Accatoli, znanego włoskiego watykanisty o Janie Pawle II. Pisze on w niej, że to był moment, w którym Papież w swoim zaangażowaniu w działania na rzecz pokoju znalazł się praktycznie sam na świecie. Zachód uważał go do tej pory za swojego adwokata w walce z reżimami komunistycznymi. Politycy zachodni zauważyli, że papież Wojtyła podejmował decyzje w sposób zupełnie niezależny, odrębny od tego, co za słuszne uważała koalicja walcząca z Irakiem Saddama Husajna. Papież powtarzał sprzeciw wobec wojny na wszystkie możliwe sposoby. Accattoli podkreśla w swojej książce, że Jan Paweł II znalazł się sam wobec koalicji państw Zachodu, został opuszczony i był krytykowany przez episkopaty państw, których rządy przygotowywały się do wojny przeciwko Irakowi. Przypomnę, że wojnę pod przywództwem Stanów Zjednoczonych poprała też ONZ. W tym momencie Jan Paweł II stał się na poziomie globalnym niezależnym autorytetem od wpływów Wschodu i Zachodu. Stał się autorytetem, który wszystkimi siłami starał się budować pokój ponad stronami konfliktów.

Jan Paweł II stanowczo sprzeciwiał się wojnie w Zatoce Perskiej.

Stanowczo sprzeciwiał się przed drugą wojną w Zatoce Perskiej, gdy przygotowywano wojnę z Irakiem w atmosferze niewątpliwie wielkiego napięcia, także w aspekcie miejsc uznawanych jako wsparcie dla międzynarodowego terroryzmu. Jan Paweł II działał wtedy imponująco. Wysłał swoich dwóch osobistych przedstawicieli, kard. Rogera Etchegaray`a do Bagdadu na rozmowy z Saddamem Husajnem a kard. Pio Laghiego, który wcześniej pełnił funkcję nuncjusza w USA, do Waszyngtonu na rozmowy z prezydentem Georgem Bushem. Misje te nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, ale wyraźnie pokazywały jego wysiłki. W tych miesiącach do Rzymu przybywały „pielgrzymki” ministrów spraw zagranicznych z wielu krajów, które widziały w nim autorytet moralny działający na rzecz pokoju i robiący wszystko, aby uniknąć wybuchu wojny.

Jan Paweł II bardzo intensywnie działał na polu dyplomacji, wysyłał osobiste listy...

W dniu, w którym wygasło ultimatum wobec Saddama Husajna, Jan Paweł II wysłał osobisty list do Husajna i Busha, prosząc ich obu o zapobieżenie wybuchowi wojny. W tamtym czasie Papież miał już trudności z mówieniem. Do najbardziej imponujących wypowiedzi z ostatnich lat życia Jana Pawła II należy modlitwa Anioł Pański, podczas której Papież patrząc przez okno na plac świętego Piotra na kilka dni przed atakiem w czasie drugiej wojny w Zatoce Perskiej, powiedział z całą mocą: "należę do pokolenia, które przeżyło drugą wojnę światową, mówię wam: nigdy więcej wojny, nigdy więcej wojny". Uderzał wtedy mocno palcem w pulpit. Była to jedna z jego najmocniejszych osobistych wypowiedzi, która wyrażała całą jego pasję dla zrobienia wszystkiego, aby uniknąć wojny i rozwiązywać problemy bez użycia broni. W tej kwestii Jan Paweł II był uznanym światowym autorytetem moralnym. Inni proponowali różne rozwiązania, ale on był ponad stronami konfliktu widząc w wojnie tragedię ludzkości. I świat to uznał. Wystarczy przypomnieć, że na jego pogrzeb przybyli wszyscy światowi przywódcy potwierdzając tym samym, że był on wielkim autorytetem moralnym zajmując nie raz odmienne od nich stanowisko.

Papieże w XX wieku często dokonywali aktu poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi?

Myślałem o tym w ostatnim czasie i chciałbym przypomnieć w kontekście decyzji papieża Franciszka, aby dokonać aktu poświęcenia przed wizerunkiem Matki Bożej Fatimskiej. Wszyscy papieże minionego wieku, począwszy od Piusa XII, który jako pierwszy dokonał aktu poświęcenia Niepokalanemu Sercu Maryi w samym środku wojny w 1942 roku, oddawali losy świata Matce Bożej. W kontekście aktu zawierzenia w liście z 1952 r. wyraźnie mówi też o Rosji. Jan XXIII dokonał aktu poświęcenia w kontekście Soboru Watykańskiego II. Jan Paweł II wielokrotnie dokonywał aktu zawierzenia Maryi na wzór fatimski. Z kolei Benedykt XVI zrobił to w 2010 r. w Fatimie z okazji Roku Kapłańskiego. Zatem Franciszek wpisał się w bardzo silny nurt zawierzenia sercu Maryi, modląc się o pokój, jako najwyższe dobro ludzkości, które dotyczy wszystkich narodów i musi angażować wszystkich.

Mówił Ojciec o „samotności” Jana Pawła II w obliczu wojny, ale wojna zawsze ujawniała samotność papieży w takich czasach…

Tak. Na przykład Benedykt XV był przeciwny pierwszej wojnie światowej i powiedział to wprost, twierdząc, że jest to bezużyteczna rzeź. We Włoszech Benedykt XV został poddany wręcz bezpardonowej krytyce właśnie dlatego, że wypowiedział się przeciwko wojnie w kraju, który był zaangażowany w wojnę światową. Zaangażowanie papieży na rzecz pokoju odbywa się zawsze w perspektywie ich zaangażowania na rzecz dobra ludzkości ponad stronami konfliktów. Nie można wymagać od papieży postawy jakby mieli być kimś w rodzaju kapelanów wojskowych na wojnie. Papieże są zawsze ponad stronami konfliktów. Tak było z Benedyktem XV, Piusem XII w czasie II wojny światowej, Janem XXIII, Pawłem VI, Janem Pawłem II i teraz z Franciszkiem. Tego oczekuje się od papieży. Oczekuje się od nich, że jako reprezentanci Chrystusa na Ziemi będą wspierać którąś ze stron, ale każdy z nich patrzy na braterstwo narodów i na to, jak zrobić wszystko, co możliwe, aby je odbudować. Jak odrodzić na nowo przyszłość świata, który jest obecnie zraniony.

I dlatego potrzebna jest perspektywa wiary, Boga?

Potrzebna jest dalekowzroczna postawa wiary i byłoby niepoważne, gdyby papież tak nie postępował, nie potępiał użycia broni. Żyjemy z ponad 10 000 głowic jądrowych na świecie i to nie jest dobra perspektywa dla przyszłości ludzkości. Wszystko, co poddaje się logice wyścigu zbrojeń, jest czymś, co należy leczyć u podstaw. Każdy musi za to wziąć na siebie odpowiedzialność. W Katechizmie Kościoła Katolickiego i w Nauce Społecznej Kościoła znajdują się passusy dotyczące samoobrony państw, ale to nie umniejsza faktu, że pozostaje najgłębszy problem: jak uzdrowić wizję stosunków między ludźmi, która polega bardziej na sile i broni niż na perspektywie pokoju.

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 32724 Przeczytał: 36 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 16:35, 22 Kwi 2022 Powrót do góry

Papież wyjaśnia dlaczego nie mówi o „Putinie” i „Rosji”

Image

Chciałbym uczynić cokolwiek, by na Ukrainie nie zginęła już ani jedna osoba. Ani jedna więcej. I jestem gotów zrobić wszystko – mówi papież Franciszek w wywiadzie, udzielonym argentyńskiemu dziennikowi „La Natión”. Potwierdza, że Watykan odwołał planowane spotkanie Ojca Świętego z Patriarchą Rosji i Wyszechrusi Cyrylem.

Publikujemy tłumaczenie wywiadu, jakiego Ojciec Święty udzielił argentyńskiemu watykaniście Joaquínowi Moralesowi Solá, opublikowanemu w piątek na łamach argentyńskiego dziennika „La Natión”.

La Natión: Dlaczego Wasza Świątobliwość nie wymienia nigdy Putina, ani Rosji?

Papież Franciszek: Papież nigdy nie wymienia głowy państwa, ani tym bardziej kraju, który przewyższa swego zwierzchnika.

LN: Czy można zatem zakładać, że podejmowane są [pewne – przyp. KAI] działania mediacyjne?

– Zawsze [podejmowane – przyp. KAI] są pewne działania. Watykan nigdy nie odpoczywa. Nie mogę zdradzić szczegółów, ponieważ nie byłyby to już działania dyplomatyczne. Ale te próby nigdy się nie skończą.

LN: Jakie znaczenie miała wizyta Waszej Świątobliwości w Ambasadzie Rosji przy Stolicy Apostolskiej?

– Poszedłem sam. Nie chciałem, aby ktokolwiek mi towarzyszył. To była moja osobista odpowiedzialność. Była to decyzja, którą podjąłem podczas nocnego czuwania, rozmyślając o Ukrainie. Dla każdego, kto chce to zobaczyć, jest jasne, że sygnalizowałem rządowi, że może zakończyć wojnę w krótkim czasie. Szczerze mówiąc, chciałbym uczynić cokolwiek, by na Ukrainie nie zginęła już ani jedna osoba. Ani jedna więcej. I jestem gotów zrobić wszystko.

LN: Rosja twierdzi, że sąsiadująca z nią Ukraina zamierza przystąpić do NATO i że zagraża to bezpieczeństwu Rosji. Czy Wasza Świątobliwość sądzi, że wojna prewencyjna jest uprawiona?

– Każda wojna jest anachroniczna w tym świecie i na tym etapie cywilizacji. Dlatego też publicznie ucałowałem ukraińską flagę. Był to gest solidarności z jej poległymi, z ich rodzinami i z tymi, którzy cierpią na emigracji.

LN: Dlaczego Ojciec Święty nie pojechał do Kijowa, gdzie z pewnością oczekują go zwykli ludzie?

– Nie mogę zrobić niczego, co zagroziłoby wyższym celom, jakimi są: zakończenie wojny, rozejm lub przynajmniej korytarze humanitarne. Jaki sens miałaby podróż Papieża do Kijowa, jeśli następnego dnia wojna będzie trwała
nadal?

LN: Jakie są relacje Waszej Świątobliwości z patriarchą Cyrylem?

– Bardzo dobre. Ubolewam, że Watykan musiał odwołać drugie spotkanie z patriarchą Cyrylem, które mieliśmy zaplanowane na czerwiec w Jerozolimie. Nasza dyplomacja zrozumiała jednak, że spotkanie obu stron w tym czasie mogłoby doprowadzić do wielu nieporozumień.

Zawsze promowałem dialog międzyreligijny. Kiedy byłem arcybiskupem Buenos Aires, doprowadziłem do owocnego dialogu między chrześcijanami, żydami i muzułmanami. Była to jedna z inicjatyw, z których jestem najbardziej dumny. Jest to ta sama polityka, którą promuję w Watykanie. Jak już wielokrotnie słyszeliście porozumienie jest dla mnie ważniejsze niż konflikt.

LN: Ojciec Święty napisał do pewnego publicysty, że my, dziennikarze, lubujemy się w „koprofilii” i zabrzmiało to jak oskarżenie pod adresem wszystkich dziennikarzy. Ogólny zarzut jest zawsze zarzutem niesprawiedliwym. Czy Ojciec Święty się z tym zgodzi?

– Oczywiście, ale nie wysunąłem takiego zarzutu. Chciałem zwrócić uwagę na pokusy, na jakie może być narażony dziennikarz. W ten sam sposób wskazuję na pokusy, na jakie mogą być narażeni kapłani, biskupi, a nawet papieże! (śmiech).

Zawsze mówię o dziennikarstwie jako o „szlachetnym zawodzie” i to właśnie napisałem owemu dziennikarzowi (Gustavo Sylvestre). Gdybym uważał, że wszyscy dziennikarze uprawiają koprofilię, nie siedziałaby Pan dziś ze mną.

LN: Ponieważ znamy się od 30 lat, zaskoczyła mnie taka definicja dziennikarstwa.

– Powtarzam: nigdy nie postawiłem takiego zarzutu całemu dziennikarstwu. Ja tylko wskazałem na pokusy. Po raz pierwszy o pokusie „koprofilii” w dziennikarstwie mówiłem 20 lat temu podczas pewnej kolacji w Adepie. Wydaje mi się jednak, że spośród czterech pokus, które wskazuję w dziennikarstwie (dezinformacja, oszczerstwo, zniesławienie i koprofilia), najpoważniejszą nie jest koprofilia, lecz dezinformacja. Dziennikarstwo jest szlachetnym zawodem, gdy wypełnia swoją misję informowania. Dezinformacja jest przeciwieństwem informacji.

LN: Czy Ojciec Święty wyraził zgodę na publikację tego listu?

– W żaden sposób. Ów dziennikarz zapytał mnie, czy może go upublicznić, a ja odpowiedziałem, że lepiej tego nie robić, „by nie dolewać oliwy do ognia”. Nie chcę, aby były [w tej kwestii – przyp. KAI] jakiekolwiek wątpliwości. Zwracałem jedynie uwagę na pokusy, na jakie mogą być narażeni niektórzy dziennikarze. Nigdy nie było to oskarżenie wobec całego dziennikarstwa.

LN: Kiedy Wasza Świątobliwość odwiedzi Argentynę?

– Nie wiem. Musi złożyć się na to szereg okoliczności. Ale chcę jeszcze raz zobaczyć ten kraj, bowiem nigdy o nim nie zapomniałem.

[link widoczny dla zalogowanych]


Powyżej napisałam: "Bardzo mądre, pouczające i wszystko wyjaśniające wypowiedzi. Mądrej głowie dość dwie słowie, a głupiemu i referat będzie mało." Teraz mogę jeszcze dodać, że niektórym czy bardzo wielu i ta odpowiedź będzie za mało i dalej będą manipulować wypowiedziami papieża i wyrywać fragmenty z wypowiedzi aby udowodnić swoje chore i bezmyślne racje.
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)