Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Początki ruchu pustelniczego. Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30018 Przeczytał: 156 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 10:21, 01 Paź 2007 Powrót do góry

Początki ruchu pustelniczego

Życie pustelnicze jest najstarszą formą wyłącznej przynależności do Boga. Zwane jest monastycyzmem. Trudno dokładnie ustalić, kiedy się narodziło. Z Ewangelii wiemy, że św. Jan Chrzciciel mieszkał na pustyni praktykując ascezę. Sam Jezus często oddalał się w miejsca samotne i modlił się. Podobnie czynili to, w Starym Testamencie, Mojżesz i Eliasz. Podstawowe zasady monastycyzmu wykształciły się w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, kiedy to żyli tzw. Ojcowie Kościoła i budowali pierwsze wspólnoty mnichów. Gromadziły one ludzi żyjących modlitwą, kontemplacją i ascezą. Zarysowały się wtedy dwa nurty monastycyzmu: nurt pustelniczy, którego pierwowzorem był św. Antoni Pustelnik i nurt wspólnotowy św. Pachomiusza.

Dlaczego ludzie odchodzili na pustynię? Ponieważ wybierali życie w odosobnieniu i ascezie, aby naśladować Chrystusa. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa naśladowanie Chrystusa oznaczało, w zasadzie, męczeństwo za wiarę. Uwierzyć i przyjąć chrzest znaczyło tyle samo, co wydać na samego siebie wyrok śmierci i żyć świadomością, że w każdej chwili może przyjść męczeństwo.

Chrześcijanie byli wówczas grupą niewielką, ale elitarną. Nie było tam miejsca na połowiczność, dwuznaczność, letniość. Przyjęcie chrztu było krokiem wymagającym wielkiego radykalizmu i ten radykalizm był obecny w całym życiu ówczesnych chrześcijan. Niejednokrotnie bywało, że osoba świeżo nawrócona, nie zdążywszy nawet przygotować się do chrztu, już ginęła śmiercią męczeńską. Pisarze chrześcijańscy mogli wtedy śmiało pisać, że "chrześcijanie żyją na świecie, ale nie są ze świata". Radykalizm życia był posunięty tak daleko, że dopuszczano tylko raz w życiu możliwość pokuty, gdyż było czymś oczywistym, że chrześcijanin raczej umrze niż ciężko zgrzeszy. Jeśli ktoś zgrzeszył ciężko po raz drugi, mógł jedynie do końca życia pokutować, ale nie otrzymywał rozgrzeszenia.

Orygenes, wielki pisarz aleksandryjski z przełomu II i III w., jeszcze z ery męczenników, wysunął koncepcję "białego męczeństwa". W dziele zatytułowanym: "Zachęta do męczeństwa" mówił, że wyrzeczenie się świata jest najlepszym przygotowaniem do oddania swego życia Chrystusowi. Asceta, to taka osoba, która wyrzeka się świata, żyje w ukryciu i dąży do doskonałości w cnocie. Ona także jest męczennikiem. Ta idea szybko przyjęła się i wkrótce, obok zamęczonych za wiarę, pustelnicy stanowili widomy znak chrześcijaństwa.

Kiedy w 313 r. Edykt Mediolański cesarza Konstantyna zniósł prześladowania, chrześcijaństwo mogło się swobodnie rozwijać. Szybko też stało się ono w ówczesnym świecie religią dominującą. Wręcz w dobrym guście było stać się chrześcijaninem. Wielu przyjmowało chrzest, gdyż pomagało to w robieniu kariery urzędniczej czy wojskowej, także z pobudek towarzyskich czy politycznych. Wraz z szybko rosnącą liczbą chrześcijan, szybko spadała "jakość" ich życia. Antidotum na tę sytuację stał się ruch pustelników - Ojców Pustyni. W odejściu na pustynię można było się dopatrzyć pewnej formy tęsknoty za męczeństwem. Pierwsze wieki doskonale rozumiały, że naśladowanie Chrystusa w całej pełni, to naśladowanie Go w Jego męce. Ci, którzy chcieli przyjąć całą głębię Ewangelii zaczęli uciekać ze swoich środowisk, gdzie wśród chrześcijan, z nazwy, żyło się duchem świata, a nie Ewangelii. Uciekając na pustynię mogli podjąć duchową walkę, co oznaczało białe męczeństwo zmagań z pokusami. Robili to w przekonaniu, że Kościół uratują ludzie pustyni.

Życie monastyczne zaczęło rozwijać się najpierw na Wschodzie: w Azji Mniejszej i Egipcie, wypracowując bogate tradycje życia wewnętrznego. Duchowość ta przeniknęła z czasem na Zachód stwarzając na tych terenach życie zakonne, które pozostanie zaczynem odnowy Kościoła.

Życie pustelnicze nie było pojmowane na Wschodzie jedynie jako odrębny stan, właściwy jednej kategorii chrześcijan, ale jako punkt odniesienia dla wszystkich ochrzczonych. Stanowiło ono zawsze samo serce Kościoła. Toteż jest bardzo wskazane, aby katolicy dużo częściej sięgali po duchowe bogactwa Ojców wschodnich, które wznoszą człowieka całkowicie ku kontemplacji rzeczy Bożych.


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Śro 15:32, 03 Sty 2018, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30018 Przeczytał: 156 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 20:14, 07 Paź 2007 Powrót do góry

Asceza w życiu Ojców Pustyni

Cytat:
Uciekając na pustynię mogli podjąć duchową walkę, co oznaczało białe męczeństwo zmagań z pokusami


Wg. mnie walka z pokusami jest bardzo trudną sztuką walki. Chyba każdy z nas ma na tym polu własne doświadczenia i najlepiej wie jak to jest.

Ciekawy artykuł przeczytałam z książki: S. Małgorzata Borkowska
TWARZE OJCÓW PUSTYNI, gdzie tak spektakularnej ascezie Besariona sprzeciwiał się Jan Karzeł.


BESARION
JEDNOKIERUNKOWY RADYKALIZM BESARIONA


Z Besarionem (czy też, wedle późnogreckiej wymowy, Wisarionem) wchodzimy w świat eremityzmu uproszczonego, przykrojonego do pojemności ciasnych umysłów. Ten uczeń samego Antoniego przejął od swojego mistrza radykalizm, który kazał Antoniemu opuścić dom i posiadłości dla Królestwa Niebieskiego; ale zawęził go do jednokierunkowej ścieżki, posuwając się zarazem tą ścieżką do najdalszych granic możliwości. Antoni, opuściwszy dom, zamieszkał w jaskini, Besarion zaś - odkąd został samodzielnym mnichem - postanowił obywać się bez jakiegokolwiek mieszkania. Antoni, opuściwszy majątek, pracował na swoje utrzymanie, robiąc liny; Besarion, o ile można wnioskować z dość skrótowych zapisów, żadnego rzemiosła nie uprawiał. Żył trochę ze zbieractwa, a trochę z jałmużny; do rzemiosła musiałby mieć jakąś stałą siedzibę, jakiś dom, a on właśnie bezdomność obrał sobie jako regułę życia, przed którą wszystkie inne względy musiały ustąpić.

Mnóstwo było na pustyni egipskiej ludzi zdolnych zajmować się jedną tylko rzeczą naraz, widzieć jeden tylko aspekt sprawy: który - to już zależało od nich. Prowadziło to czasem do spektakularnej ascezy, czasem zaś do równie spektakularnej tragedii. To przeciw takiemu ciasnemu pojmowaniu życia wewnętrznego występował między innymi Jan Karzeł, pouczając o konieczności równoczesnego uprawiania wszystkich cnót. A ponieważ nie ma reguły bez wyjątków, Besarion zdołał (chciałoby się powiedzieć: jakimś cudem) uświęcić się na takiej właśnie drodze. Może też tym chętniej głoszono potem jego świętość, że mogła służyć jako jej usprawiedliwienie?

Bezdomny nie ma przede wszystkim gdzie spać, toteż Besarion uprawiał bezsenność; raz przez przeszło miesiąc stał pośród cierni po to tylko, żeby nie zasnąć. Kiedy już musiał zasnąć, spał na stojąco lub w najlepszym wypadku na siedząco. Nie kładł się nigdy. O jego postach nie słyszymy; chociaż więc z samego trybu jego życia wynika, że musiały być wyjątkowo surowe, można sądzić, że ten akurat aspekt eremityzmu mniej był dla niego ważny. Najważniejsza była bezdomność; zapewne z całej Ewangelii upodobał sobie najbardziej słowa: Kto opuści dom... dla imienia mego...

I jeszcze jeden cytat: Sprzedaj, co masz, i daj ubogim. Besarion potrafił rozdać nawet to, co miał akurat na sobie. Raz nie zostało mu już nic oprócz zwoju Ewangelii, który nosił stale pod pachą, bo nawet torby nie posiadał. Tak go znalazł jakiś przejeżdżający drogą oficer i oczywiście był pewien, że to robota zbójców:

- A któż cię obdarł, abba?

- To - odpowiedział krótko starzec, pokazując mu Ewangelię. Dostał natychmiast płaszcz, a przy następnej okazji sprzedał... ów zwój. Uzyskaną zapłatę oczywiście rozdał. - Dla posłuszeństwa - wyjaśnił braciom - sprzedałem słowo, które mi zawsze mówiło: "Sprzedaj, co masz, i daj ubogim".

Zaraz, zaraz: bezdomny, głodny, półnagi, niewyspany, to wszystko dla Boga, i to już cała świętość? Nie. Było jeszcze kilka zasad, które widocznie musiały wchodzić w skład jego prywatnej reguły, gdyż trzymał się ich przez całe życie z równym przejęciem co swojej bezdomności. Jedną z nich było przykazanie: Nie sądźcie. Warto było Bogu stworzyć Besariona po to tylko, żeby pozostał po nim apoftegmat: Pewien brat zgrzeszył i kapłan wypędził go z kościoła. Wtedy abba Besarion wstał i wyszedł z nim razem, mówiąc: Ja także jestem grzeszny. Możliwe, że tej cnoty nauczył się od swojego drugiego po Antonim mistrza, Makarego Wielkiego, który z niej słynął; jeżeli tak, to musimy przyznać, że umiał się przejąć dobrym przykładem.

Był autentycznie życzliwy i autentycznie pokorny. Przypisywane mu cuda są cudami płynącymi z życzliwości, dokonywanymi dla czyjejś potrzeby; czasem wręcz go zmuszano do tych cudów, bo ich czynić nie chciał - ale jeśli nie było innej rady? Czasem także po prostu kradziono mu je, jak w ślicznej opowieści o jakimś opętanym, który przyszedł do Sketis. Po nieudanych egzorcyzmach kapłani miejscowi doszli do wniosku, że tu już nikt nie pomoże, tylko abba Besarion... ale gdyby go o to poprosić, nie zgodziłby się nawet przyjść, cóż dopiero próbować. A kościółek w Sketis służył także jako dom noclegowy; więc ułożyli tam opętanego do snu, i gdy Besarion przyszedł rano i wszyscy ustawiali się do wspólnej modlitwy, powiedzieli mu: Abba, zbudź tego brata! Besarion, niczego nie podejrzewając, zwrócił się do śpiącego: Wstań i wyjdź stąd! - co diabeł (jak najsłuszniej) wziął do siebie...

Być może nie był człowiekiem wielkiego umysłu, ale myśl jego wypełniona była Bogiem. Nie pustką, nie rozmyślaniami o własnej ascezie, ale modlitwą. Wyznawał i przestrzegał zasady: Milcz i nie mierz sam siebie. Po prostu sam dla siebie nie był interesujący. Jeszcze jeden wyjątkowo piękny apoftegmat, który po nim pozostał, brzmi: Abba Besarion, umierając, powiedział, że mnich powinien być jak cherubiny i serafiny: cały okiem. Całym sobą zwrócony do Boga, całą duszą Jego pragnący oglądać - a wtedy już przestaje być ważne: mały umysł czy duży.

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Śro 15:23, 03 Sty 2018, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)