Autor Wiadomość
Teresa
PostWysłany: Śro 22:29, 25 Lis 2015   Temat postu:

Ks. Jarosław Krzewicki napisał:
Pragnieniem krakowskiej mistyczki Rozalii Celakówny była intronizacja Chrystusa Króla. Dziś żywią je coraz liczniejsze grupy wiernych, które chcą, by publiczna władza ogłosiła Chrystusa Królem Polski. To piękne pragnienie, choć budzi wiele obaw. Może jednak nie trzeba zupełnie odrzucać natchnienia?

Rozalia NIGDY! nie pisała o intronizacji Chrystusa Króla, tylko o intronizacji Najświętszego Serca Jezusowego. Kilka cytatów można przeczytać tu:

http://www.traditia.fora.pl/kult-nspj-chrystusa-krola-i-intronizacja,47/cytaty-z-wyznan-z-przezyc-wewnetrznych-rozalia-celakowna,3716.html


... a pragnienia choć piękne, budzą wiele obaw. Na obawy i wątpliwości pewnej użytkowniczki forum o nicku - "Helanna" - są odpowiedzi i wyjaśnienia tu:

http://www.traditia.fora.pl/wypaczanie-przeslania-pana-jezusa-do-rozalii-celakowny,47/udowodnianie-ze-intronizacja-serca-nie-skutkuje-intronizacja,13558.html#66746



Słowa spowiednika Rozalii:

"Serce Boże – do którego żywiła największe nabożeństwo – obdarzyło ją wizjami, zasłyszanymi słowamii różnymi niezwykłymi przeżyciami. Najdonioślejsze wizje Rozalii i zasłyszane słowa dotyczą przede wszystkim kultu Najświętszego Serca Jezusa" (o. Dobrzycki "Dziecko Boże")
Teresa
PostWysłany: Nie 12:19, 22 Lis 2015   Temat postu:

W powyższym artykule czytamy: "W Polsce Akt Intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa został dokonany już trzykrotnie ..." - dałam w tekście odnośnik do informacji o intronizacjach NSPJ, bo były już cztery, ostatnia miała miejsce w 2011 roku.

Poniżej jeszcze bezpośredni link do odczytanego Aktu Intronizacyjnego, oraz mozna zobaczyć krótkie nagrania z tej uroczystości:

http://www.traditia.fora.pl/kult-nspj-chrystusa-krola-i-intronizacja,47/sympozjum-i-uroczystosc-nspj-w-krakowie-1-lipca-2011,6319.html#63256



A o co i skąd to całe zamieszanie z tą Intronizacją, to proszę poczytać w tym wątku, gdzie wszystko zostało wyjaśnione i napisane:

http://www.traditia.fora.pl/wypaczanie-przeslania-pana-jezusa-do-rozalii-celakowny,47/udowodnianie-ze-intronizacja-serca-nie-skutkuje-intronizacja,13558.html#66746
Teresa
PostWysłany: Nie 12:11, 22 Lis 2015   Temat postu:

Kościół obchodzi uroczystość Chrystusa Króla

Image


Kościół katolicki obchodzi uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata, panującego w niebie i na ziemi. Ostatnia niedziela przed Adwentem - początkiem nowego roku liturgicznego - stanowi podkreślenie faktu panowania Zmartwychwstałego Chrystusa.

To również święto patronalne Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży i Akcji Katolickiej.

Uroczystość Chrystusa Króla w swojej wymowie wskazuje na cel ostateczny życia człowieka, czyli na zjednoczenie z Bogiem i oddanie się pod panowanie jego miłości w Królestwie Bożym. Królowanie Chrystusa wyraża się w zbawieniu człowieka. Przez swoją śmierć na krzyżu dał on dowód miłości względem wszystkich ludzi i odpuszczając nasze grzechy pojednał nas z Ojcem oraz uczynił ludem wybranym, czyli królestwem i kapłanami Boga samego.

W ikonografii Chrystus Król już od starożytności przedstawiony jest jako Pantokrator, czyli Wszechwładca, zasiadający na tronie, mający ziemię za podnóżek lub trzymający glob ziemski w dłoni. Tak przedstawiają Jezusa dawne ikony i mozaiki. Tak też wielokrotnie ukazuje Go Apokalipsa - jako zasiadającego na tronie, któremu całe stworzenie oddaje cześć.

Równocześnie Ewangelie ukazują inny wymiar królowania Chrystusa. Ubiczowany, ukoronowany cierniami Jezus odpowiada na pytanie Poncjusza Piłata: „Tak, jestem Królem. Królestwo moje nie jest z tego świata” (por. J 18, 33-40). Na krzyżu Chrystusa widniał napis: „Jezus Nazarejczyk Król Żydowski” (J, 19,19), a ukrzyżowany z Nim łotr prosił tuż przed śmiercią: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy będziesz w swoim królestwie” (Łk 23,42). Ten ewangeliczny przekaz ukazuje, że w najgłębszym chrześcijańskim sensie panować to znaczy służyć a nawet oddać życie za innych.

Uroczystość Chrystusa Króla wprowadził do kalendarza liturgicznego papież Pius XI encykliką Quas Primas z 11 grudnia 1925 r. na zakończenie roku jubileuszowego. Papieska encyklika ustanawiająca tę uroczystość jako przeciwstawienie się silnym tendencjom ateistycznym i laickim, które w tym czasie były bardzo popularne, wskazywała na Chrystusa jako Króla mającego władzę nad człowiekiem i całym światem.

Papież nakazał wtedy, aby we wszystkich kościołach tego dnia po głównym nabożeństwie przed wystawionym Najświętszym Sakramentem odmówić litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa oraz akt poświęcenia rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu. Początkowo uroczystość obchodzono w ostatnią niedzielę października. Po reformie liturgicznej w 1969 r. uroczystość została przeniesiona na ostatnią niedzielę roku kościelnego. Umieszczenie tej uroczystości na końcu kalendarza wiąże się z biblijnym rozumieniem czasu i odzwierciedla zarazem sens roku liturgicznego, który jakby odtwarza najważniejsze zdarzenia w dziejach zbawienia.

Episkopat polski z okazji 50-lecia ustanowienia tej uroczystości wydał w roku 1975 specjalny list pasterski. Natomiast 28 września 2010 r. podczas 353. zebrania plenarnego w Warszawie biskupi ustosunkowali się do inicjatywy ogłoszenia Chrystusa królem Polski. Odnieśli się do niej krytycznie, co zawarli w komunikacie podsumowującym obrady. – Trzeba wstrzymać się z tymi inicjatywami i pogłębiać wiarę w Jezusa, którego królestwo „nie jest z tego świata” – powiedział wówczas przewodniczący KEP abp Józef Michalik.

Arcybiskup podkreślał, że biskupi dostrzegają dobrą wolę z jaką zwolennicy intronizacji występują ze swoją inicjatywą. Jednak – jak zaznaczył – wiara katolicka wymaga zgodności z nauczaniem Kościoła i nie można interpretować wiary po swojemu. Motywem do tej inicjatywy, czego świadomi są biskupi – jest spór o prawo obecności Chrystusa i krzyża w życiu, społecznym, publicznym. – Trzeba głośno powiedzieć, że interpretacja Chrystusa jako króla Polski nie jest poprawna – stwierdził abp Michalik, tłumacząc, że trzeba się powstrzymać przed takimi inicjatywami, pogłębiając swoją wiarę w Jezusa, którego królestwo, jak sam mówił, „nie jest z tego świata”. Obecność Chrystusa w życiu społecznym i publicznym ma polegać na przenikaniu go wiarą i Ewangelią.

Również w tym roku Episkopat wydał specjalny list pasterski „O królowaniu Jezusa Chrystusa”, który zostanie dziś odczytany w kościołach. "Myślenie, że wystarczy obwołać Chrystusa Królem Polski a wszystko zmieni się na lepsze, trzeba uznać za iluzoryczne, czy wręcz szkodliwe dla rozumienia i urzeczywistniania Chrystusowego zbawienia w świecie – przekonują polscy biskupi.

Episkopat nie zgadza się z ideą intronizacji i odwołując się do Biblii wyjaśnia na czym polega królowanie Chrystusa. Biskupi przypominają, że wprawdzie przed Piłatem Jezus wyznał, iż jest królem, ale wcześniej powiedział, że jego królestwo nie jest z tego świata.

„Nie trzeba więc Chrystusa ogłaszać królem, wprowadzać Go na tron – piszą biskupi. Trzeba natomiast uznać i przyjąć Jego królowanie, poddać się Jego władzy, która oznacza moc obdarowywania nowym życiem, z perspektywą życia na wieki” – czytamy w liście. Biskupi zachęcają wierzących, aby „umiłowali Jezusa do końca” i zawierzyli Mu swe rodziny. Apelują także o „podjęcie posługi miłości miłosiernej i posłuszeństwo tym, których ustanowił pasterzami”.


W Polsce Akt Intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa został dokonany już trzykrotnie, dlatego Episkopat wychodzi z założenia, że kolejne akty tego rodzaju nie maja uzasadnienia. Najpierw, w 1920 r. dokonał go prymas Polski kard. Edmund Dalbor na Jasnej Górze. Odnowiony on został rok później w Krakowie w bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa z udziałem całego Episkopatu Polski. W uroczystości wzięła wówczas udział ponad stutysięczna rzesza wiernych.

Trzeci raz uznania Jezusa Królem Polski dokonał Prymas Tysiąclecia, abp Stefan Wyszyński w 1951 r., kiedy to, w ukryciu przed władzami komunistycznymi, w święto Chrystusa Króla ślubował w imieniu narodu polskiego.

https://ekai.pl/kosciol-obchodzi-uroczystosc-chrystusa-krola//
Teresa
PostWysłany: Nie 11:43, 22 Lis 2015   Temat postu:

Króluj nam, Chryste

Ks. Jarosław Krzewicki

11 grudnia minie 90 lat, odkąd Pius XI ustanowił uroczystość ku czci Chrystusa Króla. Obchodzona w ostatnią niedzielę października, miała poprzedzać dzień Wszystkich Świętych, bo to Chrystus jest władcą Królestwa żyjących, do którego wchodzą umarli dla świata. Od Soboru Watykańskiego II uroczystość wieńczy rok liturgiczny, zwiastując koniec dziejów, który nastąpi, gdy zasiadający po prawicy Ojca Władca ziemi i niebios będzie sądzić żywych i umarłych

Image

Chrystus jest Królem Wszechświata. Ten tytuł wskazuje na coś więcej niż tylko na wrodzoną godność, prawne znaczenie czy polityczną pozycję Jezusa, syna cieśli. On przekracza nadzieje uczniów, oczekiwania Żydów, ciekawość i wyobrażenia Piłata, odwiecznego patrona rozmaitych poszukiwaczy prawdy i recept na pogodzenie sumienia z polityką czy władzą.

To nie człowiek przyznał godność królewską Bogu, czyniąc Go podobnym do siebie. To Bóg, stwarzając człowieka na swój obraz, uczynił go swoim odbiciem, także w sprawowaniu władzy. Papież Pius XI w swojej encyklice „Quas primas” z 11 grudnia 1925 r. ustanowił uroczystość, która wyraża jego przekonanie o królewskiej godności Syna Bożego. Odwieczne królowanie Chrystusa miało zabłysnąć w świecie dzięki misji Kościoła, który dla świata ma być światłem i solą (por. Mt 5, 13.14.). To publiczne wyznanie wiary Piotra wpisało się w jego osobistą nadzieję związaną z działalnością laikatu skupionego w Akcji Katolickiej. Chodziło o przemianę doczesnego świata, by bardziej odpowiadał zamysłowi Bożemu. To pragnienie papież wyraził już w 1922 r. w encyklice „Ubi arcano Dei”, określając definicje i zadania Akcji Katolickiej, której celem miało być wprowadzenie pokoju w serca ludzi i pojednanie między nimi. „Trzeba odbudować królestwo Chrystusowe na ziemi” – pisał.

Królowanie Chrystusa
Działalność Kościoła pod przewodnictwem Piotra zmierzała w kierunku uporządkowania relacji także w sferze publicznej, w tym ze wspólnotą polityczną, wciąż mocno osadzoną na chrześcijańskich korzeniach, by ratować jej duchowy, religijny wymiar. Pius XI uregulował status prawny suwerennego Państwa Kościelnego poprzez pakty laterańskie oraz aktywnie przewodził Kościołowi w jego publicznej misji.

Choć aktywność ta przyniosła niezmierzone owoce, kontekst historyczny nie sprzyjał działalności w jej dotychczasowym kształcie. Nie udało się też uratować świata przed nadciągającą wojenną zawieruchą. Czyż więc królowanie Chrystusa poprzez misję Kościoła w świecie doczesnym miało się okazać utopią? Gdzie się podział Chrystus Król w obozach śmierci? Odpowie papież Benedykt: na krzyżu.

Wielopłaszczyznową odnowę relacji do świata podjął Sobór Watykański II. Kościół, w odniesieniu do rzeczywistości doczesnej, uznał jej autonomię, dowartościował wspólnotę polityczną, szanując jej odrębność instytucjonalną. Poszła za tym gotowość rewizji tradycyjnych stosunków z państwem, łącznie z rezygnacją z prawnie uprzywilejowanego statusu Kościoła. Odrzucono przy tym kategorycznie wszelkie próby politycznej instrumentalizacji Kościoła, który w żaden sposób nie utożsamia się ze wspólnotą polityczną ani nie wiąże z żadnym systemem politycznym. Wydawało się wręcz, że zostanie w ten sposób przezwyciężona epoka konstantyńska, wprowadzająca pewną symbiozę między państwem a Kościołem, w której role i zadania często się mieszały. Teraz chciano, by Cezarowi zostawić to, co do niego należy, lecz Bogu zagwarantować pełną autonomię działania.

Dziś w ojczyźnie Mieszka, Jana Kazimierza, zwycięskiego króla Jana spod Wiednia, Prymasa interrexa tysiącletnich dziejów czy Jana Pawła II znów pojawia się pytanie o obecność wiary w sferze publicznej, zwłaszcza że ostatnie dziesięciolecia, z małymi przerwami, chętnie widziały ją na krzyżu wiszącym w zakrystii. Jak pogodzić bezstronność światopoglądową, religijną i filozoficzną władz publicznych, potwierdzoną zresztą w konstytucji Polski, z narodową tożsamością opartą na wartościach chrześcijańskich, z bliskością, z jaką Kościół od zarania dziejów towarzyszy narodowi, pomagając mu w budowaniu, wzmacnianiu i pielęgnowaniu wartości, z których wyrasta? Czy mówienie o Chrystusie Królu w wymiarze społecznym nie jest złamaniem postulowanej przez sobór neutralności? Zwłaszcza w klimacie awantur o krzyż i klauzulę sumienia. Czy nie należałoby częściej ugryźć się w język, by nie razić, nie jątrzyć, nie prowokować niewiernych, wierzących inaczej lub w ogóle uczulonych na wiarę?

Boga nikomu się nie narzuci – On sam tego nie pragnie. Do wiary trzeba przekonywać słowem, czynem, świadectwem, miłością, przebaczeniem, zgodą i prawdą. Prawda domaga się jednak także, by demaskować jej zaciekłych, ideologicznych i interesownych wrogów, a wiara nie może być rozmoczoną zapałką noszoną w kieszeni lub paczką słonych paluszków zagubioną w spiżarni. Ma być światłem i solą.

Warto więc pytać: Na ile wiara w Chrystusa Króla może mieć wpływ na życie publiczne wspólnoty narodowej, wyrastającej z chrztu i chrześcijańskiej kultury, mającej bogatą historię, w której Kościół był bratem, ojcem i matką, niósł pomoc, obronę, życie i nadzieję?

Intronizacja jako proces
„Królestwo moje nie jest z tego świata” – powiada Jezus (J 18, 36). Choć to On sam dokonuje swojej intronizacji w świecie, wstępując na krzyż. Demokratyczny wybór: „Ukrzyżuj!” osadził go na tronie, by był „nad ziemię wywyższony i wszystkich przyciągnął do siebie” (por. J 12, 32). Jego panowanie jest całkowitym oddaniem w miłości, jest ofiarą, dokonuje się w absolutnej wolności, zgodzie na miłość do końca. Paradoks Króla polega na tym, że jego siłą jest pozorna bezsilność, bronią – przebaczenie, a owocem – pojednanie. Chrystus ukrzyżowany to ten sam, co zmartwychwstały. Chwalebny i pokorny, uniżony i wywyższony, opluty i kochany, Pan dziejów, który wymyka się spod władzy świata. Śmierć nie ma nad Nim władzy i ludzka władza traci swój zasięg i moc.

Pragnieniem krakowskiej mistyczki Rozalii Celakówny była intronizacja Chrystusa Króla. Dziś żywią je coraz liczniejsze grupy wiernych, które chcą, by publiczna władza ogłosiła Chrystusa Królem Polski. To piękne pragnienie, choć budzi wiele obaw. Może jednak nie trzeba zupełnie odrzucać natchnienia? Intronizacja nie musi być aktem, winna być raczej procesem, cichym, lecz stanowczym i zdecydowanym. Ziarno królestwa musi rosnąć powoli, czasem bez hałasu, by niebieskich ptaków nie spłoszyć. Gdy wyrośnie, wszyscy chętnie znajdą w nim schronienie...

Serce Rozalii było czyste, a umysł jasny i szczery. Zachwycona Jezusem chciała, by zakrólował w sercu, rodzinie i narodzie. Warto więc zacząć od własnego nawrócenia, wyznaczając granice Królestwa wiernością jego nauce. Przesuwanie ich ma się dokonać w rodzinie, przez zaszczepianie w niej wiary i pielęgnowanie czystości sumienia. Rodzina to nie tylko więzy krwi, to także przyjaźń, zakorzeniona jedność, wspólnota pragnień i celów. Tak tworzy się naród. Obrona granic musi się dokonać orężem miłości, przebaczenia, wierności, zgody i pokoju w trosce o wspólne królestwo. Potrzebuje ono także zewnętrznych znaków, których mamy wiele. Jest duchowa stolica, do której chętnie zmierzamy, a w obrazie Maryi królowie i ziemscy władcy polskiej doczesności przeglądają się jak w zwierciadle, czy pasuje korona.

Królewskość Syna Maryi jest tym, co określa tożsamość naszej ziemi. To Maryja niczym Kościół trzyma Jezusa i ukazuje Go narodowi i światu. Może to dzięki Niej Polska wciąż jest Polską, a my braćmi na ziemi ojców...

W uroczystość Chrystusa Króla kto może, niech odbędzie popołudniowy rodzinny spacer do katedry wspomnień, by zanurzyć się w duszy narodu. Poznań czy Kraków, Płock, Trzebnica, Warszawa, pełne mogił królów, są jak serce, które ożywia narodową tkankę. To w rodzinie uczymy się wiary, a ona scala nas w naród dumny, bo królewski.

Królowanie nad Wisłą jest znakiem tożsamości, w którym wiara jest dziedzictwem przeszłości, a tron w formie krzyża wpisany w dzieje narodu. Pielęgnowanie go w sercu, dzielenie się miłością w rodzinie zbuduje więzi jak obronny most, który łączy, jak gościnne progi domu, któremu na imię Ojczyzna. We wszystkich zakątkach świata, gdzie miłość ta jest źródłem godności i honoru, niech złączy się śpiew Apelu: „Jestem, pamiętam, czuwam”, niesiony do Polski Królowej, a do Jej Syna – gorąca modlitwa: Króluj nam, Chryste.

http://www.niedziela.pl/artykul/121606/nd/Kroluj-nam-Chryste
Teresa
PostWysłany: Nie 18:11, 23 Lis 2008   Temat postu: Chrystus Król - sprawiedliwy Sędzia na końcu czasów

Chrystus Król - sprawiedliwy Sędzia na końcu czasów

...niepostrzeżenie prawda, o której mówi dziś Jezus, rozmyła się. Obraz Chrystusa Króla, sprawiedliwego Sędziego, nagradzającego dobro i karzącego za zło, stał się kolejną figurą, którą akceptujemy o tyle, o ile nie burzy swoistego status quo, nazywanego "świętym" spokojem...


Dziś obchodzimy święto Chrystusa Króla, jest o tym tu:
(...)
http://www.traditia.fora.pl/pan-jezus,18/swieto-jezusa-chrystusa-krola,220.html


Tomasz z Celano (1190-1260), franciszkanin, przyjaciel i pierwszy biograf św. Franciszka z Asyżu, jest uważany za autora najbardziej popularnej w wiekach średnich sekwencji "Dies irae"- "Dzień gniewu". Hymn jest pełną dramatyzmu poetycką wizją Sądu Ostatecznego, którego przeczuwana bliskość napawa człowieka lękiem przed wiecznym potępieniem. Jedyną nadzieją na ocalenie jest łaska Chrystusa, który okazał niegdyś swe miłosierdzie grzesznej Marii Magdalenie i łotrowi na krzyżu.

"Dzień ów gniewu się nachyla/ gdy w proch wieki zmiecie chwila/ świadkiem Dawid i Sybilla. Będzie strach tam, będzie drżenie/ przyjdzie sędzia sądzić ziemię/ a roztrząsać wszystko wiernie (...)" - to pierwsze słowa hymnu (fragm. tłumaczenia Anny Kamieńskiej). Przez wieki śpiewano go podczas uroczystości pogrzebowych, kolejne zwrotki towarzyszyły uczestnikom procesji na cmentarzu w Dzień Zaduszny. Ludzie płakali ze strachu, z lęku przed nieuchronnością sądu i z żalu za popełnione grzechy. Towarzyszyło temu nawrócenie i przemiana moralna. Dziś wydaje się, że ten czas - znany większości wyłącznie ze świadectw literatury - jest jedynie reliktem przeszłości.

Zniknął z naszej wyobraźni obraz Jezusa Sędziego. W eschatologii zaczęto na pierwszym miejscu stawiać obraz Boga jako dobrego, miłosiernego Ojca, pojawiło się wielu teologów, którzy w tej perspektywie hipotezę o pustym piekle (bo skoro Bóg jest tak bardzo miłosierny...) zaczęli traktować jako pewnik. W wielu miejscach niemile widziane stało się mówienie o grzechu, sądzie, karze - aby człowieka nie "stresować", nie przesłaniać mu radości życia. I tak niepostrzeżenie prawda, o której mówi dziś Jezus, rozmyła się. Obraz Chrystusa Króla, sprawiedliwego Sędziego, nagradzającego dobro i karzącego za zło, stał się kolejną figurą, którą akceptujemy o tyle, o ile nie burzy swoistego status quo, nazywanego "świętym" spokojem. - Coś tam będzie przy końcu świata, ale to przecież jeszcze nie teraz, nie już... Teraz trzeba się cieszyć życiem.

Zatarło się w nas coś, o czym tak często wspominają psalmy, księgi mądrościowe: bojaźń Boża. Encyklopedia Katolicka tak ją tłumaczy: "lęk budzący się w człowieku pod wpływem wielkości, świętości i majestatu Boga, skłaniający do respektowania Jego woli; nie jest przeciwieństwem miłości, ale jej elementem". Jest to zatem zabezpieczenie człowieka przed lekkomyślnością, która może doprowadzić do zakwestionowania fundamentalnych prawd wiary, przypomnienie hierarchii bytów. Człowiek wywołuje strach u drugiego człowieka, aby nad nim dominować, podporządkować go sobie, zastraszyć, poniżyć - bojaźń Boża przeciwnie: jest jedną z odsłon miłości. Jest zaproszeniem do pokuty, podjęcia drogi doskonałości, która wiedzie przez drugiego człowieka.

Wizje Sądu Ostatecznego, cierpień w piekle i czyśćcu (znane z Ewangelii czy opisów objawień, np. fatimskich) przypominają, że dopóki człowiek ma czas, nie może go zmarnować. Pokazują, iż miłość to nie emocje, abstrakcja, ale bardzo konkretna postawa życiowa, która przybiera realny kształt w drugim człowieku. Że jest to dar, talent domagający się pomnożenia. Nielogiczne jest zachowanie chrześcijanina modlącego się w niedzielę w świątyni, deklarującego swoje oddanie Bogu, który staje się zupełnie niewidzialny w pozostałe dni tygodnia. "Miłość Chrystusa przynagla nas" - pisze św. Paweł. "Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" - mówi Jezus. To jedno proste zdanie wystarczy, aby wszystko wokół stało się inne, lepsze. Nie trzeba cudownych reform i obietnic. To też jest najlepsza recepta na świętość.

Marcin Jasiński, Nasz Dziennik 22-23.11.2008 Nr 273

http://stary.naszdziennik.pl/print.php?dat=20081122&id=wi13.txt&typ=wi

http://stary.naszdziennik.pl/index.php?dat=20081122&typ=wi&id=wi13.txt

Powered by phpBB © 2001,2002 phpBB Group