Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 "Obyś był zimny albo gorący! ..." Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
bratek
Użytkownik


Dołączył: 17 Paź 2008
Posty: 147 Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 14:02, 16 Mar 2010 Powrót do góry

"Obyś był zimny albo gorący! A tak, żeś letni, (...) wypluję cię z ust moich." (Obj. 3, 15-16)

Moje pytanie: jak należy rozumieć tę wypowiedź Pana Jezusa?
Co znaczy być zimny a co gorący?
Zobacz profil autora
stefan
Moderator


Dołączył: 16 Lip 2008
Posty: 1371 Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 15:53, 16 Mar 2010 Powrót do góry

Wg Biblii "poznańskiej" str 553 cyt:

15n. Tę postawę duchową nazywa się w ascetyce zazwyczaj oziębłością. Jest ona dla Chrystusa wywołująca u pijących torsje.

To by się zgadzało ponieważ jakiś czas temu w radiu EM ksiądz profesor którego nazwiska nie pamiętam już podobnie określił znaczenie tego cytatu. W czasach imperium rzymskiego woda zimna jako gasząca pragnienie oraz woda gorąca używana w termach były jak najbardziej pożądane. Natomiast letnia woda nie była przydatna.


Ostatnio zmieniony przez stefan dnia Wto 20:46, 16 Mar 2010, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30340 Przeczytał: 358 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 20:08, 16 Mar 2010 Powrót do góry

W książce "Tajemnice Biblii" - o. Jacka Salija OP:

Image

Wśród wielu pytań, jest również te: "OBYŚ BYŁ ZIMNY ALBO GORĄCY" - tak brzmi jedno z najbardziej przejmujących upomnień, jakie znajdują się na początku Apokalipsy, w listach do siedmiu Kościołów (Ap 3,15n). Ojciec Salij tłumaczy to tak:

Te słowa Apokalipsy rzucają sporo światła na tajemnicę zła oraz na tajemnicę miłości Bożej. Spójrzmy najpierw w ich świetle na tajemnicę zła. Otóż chyba w każdym z nas działa taki fałszywy odruch, ażeby obecność zła utożsamiać z jego postrzegalnością. Chodzi o coś więcej niż o to przedziwne zaślepienie w stosunku do własnych grzechów, któremu podlegamy chyba wszyscy. Polega ono na tym, że ludzie może już nawet nie mogą ze mną wytrzymać, a mi się wydaje, że jestem niemal święty. Może być we mnie również takie zło, którego nawet moi bliźni nie dostrzegają. Ja zarówno sam sobie, jak również innym ludziom wydaję się człowiekiem bez zarzutu, a przecież toczy mnie ciężka choroba ducha.

Krótko mówiąc, z chorobami ducha bywa podobnie jak z chorobami ciała. Jest choroba, którą pacjent dostrzega (czasem nawet uda mu się ukryć ją przed innymi). Jest choroba, z której pacjent nie zdaje sobie sprawy do końca, ale jest ona znana lekarzowi, a może jeszcze innym ludziom. Jest wreszcie choroba, i to śmiertelna, która ujawni się dopiero przez nagłą śmierć chorego.

Pan Jezus poświęcił wiele swojej nauczycielskiej uwagi, żeby uświadomić nam, że grzeszność jest czymś równie obiektywnym jak choroba ciała -- i że to nie jest tak, iż grzeszni jesteśmy tylko wtedy, kiedy to sami widzimy albo kiedy widzą to inni. Można być ciężko chorym duchowo, a zarazem nie tylko w swoich, ale również w cudzych oczach uchodzić za człowieka dobrego i uczciwego.

Najczęściej mówił o tym Pan Jezus w sporach z faryzeuszami. Wystarczy sobie przypomnieć scenę z jawnogrzesznicą, której okazał miłosierdzie w domu faryzeusza Szymona, albo przypowieść o dwóch ludziach, modlących się w świątyni: faryzeuszu i celniku. Jezus chciał nam w ten sposób zwrócić uwagę na to, że grzech jest nie tylko tam, gdzie my go dostrzegamy. Co więcej, z grzechu, który sobie uświadamiamy (a zwłaszcza kiedy budzi on niesmak w naszych bliźnich), łatwiej się nawrócić. To właśnie dlatego "celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego" (Mt 21,31).

W myśl powyższego wyjaśnienia, człowiek "zimny" to ktoś zdający sobie sprawę ze swych ciężkich grzechów (zwłaszcza kiedy jest z tego powodu potępiany przez innych), zaś człowiek "letni", to ktoś ciężko chory duchowo, a mimo to uważający się za człowieka bez zarzutu.

Trafną uwagę na temat tej bardzo groźnej postawy znalazłem kiedyś w notatkach Artura Górskiego: "Typ człowieka filistra we współczesnej kulturze, który jest ani zły, ani dobry, i który w życiu swoim nie ma nic do zmienienia. Jest to dla religijnego stosunku do życia zagadnienie najtrudniejsze. Dla takich ludzi stworzone są wojny jako ruszenie ich z posad, potrzebne są choroby, a w końcu śmierć, ta ostatnia jako jedyny sposób odnowy z gruntu".

Tak wyjaśniał ten tekst Apokalipsy św. Tomasz z Akwinu i może warto zacytować go tu dosłownie: "Zimnym jest tu nazwany niewierzący, którego można wytłumaczyć, że grzeszy z niewiedzy. Takim był niegdyś sam Apostoł: "Dostąpiłem miłosierdzia, ponieważ działałem bezwiednie, w niewierze" (1 Tm 1,13). Letnim zaś nazwano tu grzesznego chrześcijanina, który popełniając taki sam grzech, grzeszy ciężej: "Pomyślcie, o ileż surowszej kary stanie się winien ten, kto (...) zbezcześcił krew Przymierza" (Hbr 10,29). (De malo, q.3 a.13 ad 1).

Zatem być letnim to kochać Boga miłością, która jest Mu wstrętna, miłością byle jaką, połowiczą, nawet nie próbując osiągnąć miary "całego serca, wszystkich sił i wszystkich myśli". Być letnim to próbować pogodzić rzeczy nie do pogodzenia -- zachowywanie Bożych przykazań i swoich niezgodnych z przykazaniami przyzwyczajeń, służbę Bogu i hołdowanie bożkom. "Dopókiż będziecie chwiać się na obie strony? -- pyta Eliasz, "prorok jak ogień" -- Jeżeli Pan jest Bogiem, to Jemu służcie, a jeżeli Baal, to służcie jemu!" (1 Krl 18,21) Z kolei Pan Jezus mówił o wąskiej i szerokiej drodze i o tym, że lepiej pozbyć się oka lub ręki niż utracić życie wieczne.

W tym miejscu niejednego, kto zechce przeczytać ten list, może ogarnąć niepokój: Tak bardzo chciałbym kochać Boga gorącym sercem, ale przecież jestem tak słaby i ułomny!

Otóż istotne jest, żebym ja naprawdę chciał służyć Bogu całym sercem, bo wówczas (ale dopiero wówczas) wolno mi powierzyć Mu całą moją słabość. "Wie On, z czego jesteśmy stworzeni, pamięta, że jesteśmy prochem" (Ps 103,14).

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Nie 14:01, 19 Mar 2017, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30340 Przeczytał: 358 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 20:16, 16 Mar 2010 Powrót do góry

Teresa napisał:

Tak wyjaśniał ten tekst Apokalipsy św. Tomasz z Akwinu i może warto zacytować go tu dosłownie: "Zimnym jest tu nazwany niewierzący, którego można wytłumaczyć, że grzeszy z niewiedzy. Takim był niegdyś sam Apostoł: "Dostąpiłem miłosierdzia, ponieważ działałem bezwiednie, w niewierze" (1 Tm 1,13). Letnim zaś nazwano tu grzesznego chrześcijanina, który popełniając taki sam grzech, grzeszy ciężej: "Pomyślcie, o ileż surowszej kary stanie się winien ten, kto (...) zbezcześcił krew Przymierza" (Hbr 10,29)" (De malo, q.3 a.13 ad 1).

Odnośnie tego cytatu, to również można śmiało zacytować tu św. Jana Marię Vianney'a, który mówił tak:

" Św. Jan Maria Vianney

Źli chrześcijanie będą kiedyś w piekle ponosili straszniejsze męczarnie, niż niewierni, którzy nigdy w życiu nie słyszeli o Chrystusie i Jego religii. Jak strasznie, jak okropne będzie piekło chrześcijan! Jak niebo oddalone jest od ziemi, tak potępienie chrześcijan będzie daleko cięższe od potępienia niewiernych. Bo sprawiedliwy Bóg surowiej karze tego, kto otrzymał więcej łask, ale wzgardził nimi, zamiast z nich korzystać i wiernie służyć Panu. A chrześcijanom, kiedy tylko dojdą do wieku, w którym mogą już korzystać z rozumu, przyświeca, niczym wspaniałe słońce,pochodnia wiary. W sposób wystarczający mogą więc poznać swoje obowiązki względem Boga, względem samych siebie, względem bliźniego. Błogosławiony człowiek, który o tym pamięta i w każdej chwili gotowy jest zdać sprawiedliwemu Sędziemu ratunek ze swojego włodarstwa."

Cytat z: "Kazania Proboszcza z Ars. Wybór homilii niedzielnych i świątecznych św. Jana Marii Vianney, Patrona Kapłanów", Oficyna wydawnicza Viator, Warszawa 2009.

http://www.traditia.fora.pl/swieci-i-blogoslawieni,4/sw-jan-vianney-sw-proboszcz-z-ars,2525.html#15256


Ja zawsze mówię i powtarzam: "Panu Bogu wszystko, albo nic!" To jest moja dewiza.


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Wto 15:44, 03 Lip 2018, w całości zmieniany 3 razy
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30340 Przeczytał: 358 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 12:50, 19 Mar 2010 Powrót do góry

Połowiczne oddanie kończy się zerwaniem przyjaźni z Bogiem. Jedynie całkowite zawierzenie pozwala nam nadążać z Nim. W przeciwnym razie odstaniemy na tej drodze, a On pozostanie dla nas odległą, zamazaną postacią. Jeżeli chrześcijanin chce być konsekwentny w swojej wierze, musi się zdecydować, czy chce należeć do Boga bez zastrzeżeń, całkowicie. Pan Bóg staje się w ten sposób ośrodkiem wszystkich uczuć i radości. Ofiarowanie tego, czym jesteśmy i co posiadamy, dokonuje się poprzez oddawanie się w służbę Bogu i bliźnim wiernie i do końca.

... wyczytałam tu:

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Pią 17:41, 21 Gru 2018, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)