Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Pasja Mela Gibsona - FILM i artykuł Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
stefan
Użytkownik


Dołączył: 16 Lip 2008
Posty: 1329 Przeczytał: 38 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 10:24, 23 Kwi 2011 Powrót do góry

Pasja Mela Gibsona na You Tube

Pasja to film przedstawiający ostatnie dwanaście godzin z życia Pana Jezusa.

Jeśli ktoś jeszcze nie oglądał to proszę bardzo. Film zamieszczony w 12 częściach.

Pasja (HQ) 1/12
http://www.youtube.com/watch?v=0_kAmiyUF7U

Pasja (HQ) 2/12
http://www.youtube.com/watch?v=4-0STglBHCc&feature=relmfu

Pasja (HQ) 3/12
http://www.youtube.com/watch?v=kwa7jE_FFt8&feature=relmfu

Pasja (HQ) 4/12
http://www.youtube.com/watch?v=h_CluVAsTPc&feature=relmfu

Pasja (HQ) 5/12
http://www.youtube.com/watch?v=GHrsK1qKX5M&feature=relmfu

Pasja (HQ) 6/12
http://www.youtube.com/watch?v=LDQiKRNdQHY&feature=relmfu

Pasja (HQ) 7/12
http://www.youtube.com/watch?v=CeSUavrKEO0&feature=relmfu

Pasja (HQ) 8/12
http://www.youtube.com/watch?v=zZHEap6BCbU&feature=relmfu

Pasja (HQ) 9/12
http://www.youtube.com/watch?v=cohPL7Cqnvk&feature=relmfu

Pasja (HQ) 10/12
http://www.youtube.com/watch?v=r24hZXfl__o&feature=relmfu

Pasja (HQ) 11/12
http://www.youtube.com/watch?v=_2MYqtle_Iw&feature=relmfu

Pasja (HQ) 12/12
http://www.youtube.com/watch?v=JmvH7BXGv6M&feature=relmfu
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 21455 Przeczytał: 377 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 14:17, 28 Mar 2013 Powrót do góry

Pasja Jezusa Chrystusa - Męka Jezusa - Cały film - Polski lektor

http://www.gloria.tv/?media=249297

Pasja Jezusa Chrystusa - Męka Jezusa - Cały film - Polski lektor - Pan Jezus skazany na śmierć krzyżową Przyprowadzono przed trybunę Jezusa -- skatowanego, w czerwonym płaszczu, z koroną cierniową na głowie, ze związanymi rękoma. Żołnierze i siepacze prowadzili Go pośród szydzącego tłumu i postawili między dwoma łotrami. Wcześniej Piłat zajął miejsce na podium, a teraz rzekł do Żydów: „Patrzcie, oto król wasz!". A oni krzyczeli: „Precz! Precz! Ukrzyżuj Go!". Piłat rzekł do nich: „Czyż króla waszego mam ukrzyżować?". Odpowiedzieli arcykapłani: „Poza Cezarem nie mamy króla!" (J 19,15-16).

Ogłoszono wyrok na Jezusa. Przyprowadzeni dwaj łotrzy już dawniej skazani byli na krzyż, lecz za przyczyną arcykapłanów egzekucję odłożono na dziś -- dla tym większego pohańbienia Jezusa, aby zawisł na krzyżu między złoczyńcami, aby tak wypełniło się słowo Pisma: „W poczet złoczyńców został zaliczony" [Mk 15,28]. Krzyże łotrów leżały opodal już gotowe, dostarczone przez pomocników katowskich. Krzyża Jezusa nie było jeszcze, prawdopodobnie dlatego, że nie ogłoszono dotąd wyroku śmierci.

Najświętsza Panna wróciła teraz w otoczeniu niewiast i przecisnęła się przez tłum, aby usłyszeć wyrok śmierci, wydany na Syna Boga i Jej. Jezus, otoczony siepaczami, śledzony szyderczymi spojrzeniami swych wrogów, stał u stóp trybuny. Piłat kazał trębaczowi dać znać, aby uciszyć wrzawę i z lękiem, pomieszanym ze złością, zaczął wygłaszać wyrok. Na wstępie Piłat wymieniał wszystkie tytuły cesarza Klaudiusza, w którego imieniu wydawał wyrok. We właściwym oskarżeniu zaznaczył, że arcykapłani na sądzie swoim potępili Jezusa jako podżegacza i wichrzyciela, łamiącego prawa żydowskie, czyniącego się Synem Bożym i każącego nazywać się Królem żydowskim. Ogłosił też, że lud jednogłośnie zażądał dla Niego kary śmierci przez ukrzyżowanie. Dalej oświadczył Piłat, który tak niedawno tylekroć zapewniał publicznie o niewinności Jezusa, że i on uznaje za słuszny ten wyrok arcykapłanów. Zakończył zaś tymi słowy: „A więc skazuję Jezusa Nazareńskiego, Króla żydowskiego na śmierć, którą ma ponieść przez przybicie do krzyża".

Zaraz też rozkazał oprawcom przynieść krzyż. Przepełniona smutkiem Matka Jezusa, słuchając wyroku, wyglądała jak konająca. Oto słyszała, że nie ma już ratunku dla Jej najświętszego, najukochańszego Syna, że musi umrzeć straszną, haniebną śmiercią. Wiedziała, że jest to konieczne dla zbawienia ludzkości, ale Jej macierzyńskie serce wzdrygało się przed tą koniecznością, więc przeniknął je nowy miecz boleści.
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 21455 Przeczytał: 377 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 11:48, 29 Mar 2013 Powrót do góry

Męka Jezusa Chrystusa to nie kiczowaty oleodruk, na którym Pan wznosi słodko oczy do nieba a po czole spływa Mu pojedyncza kropelka krwi. To strugi krwi i nieopisany ból, to żywe ciało rwane żelazem, to huragan nieokiełznanych emocji.

Image

Męka Zbawiciela – prawda nie znosi banału

Realizując dziewięć lat temu jeden z najważniejszych filmów w historii kinematografii – Pasję Jezusa Chrystusa – hollywoodzki aktor i reżyser Mel Gibson nie tylko, ku zdumieniu wielu, odniósł ogromny sukces komercyjny (przy zaledwie kilkudziesięciomilionowym budżecie produkcja przyniosła sześćset milionów dolarów zysku), ale też zdołał dokonać czegoś, co na przestrzeni wielu dekad nie udało się ogromnej rzeszy kaznodziejów i rekolekcjonistów: w roku 2004 ostatnie dwanaście godzin życia Jezusa Chrystusa stało się tematem publicznej debaty daleko wykraczającej poza sferę kościelną.

Tak więc, niektórzy bibliści zapałali świętym oburzeniem z powodu niezgodności gibsonowskiej wizji z najnowszymi trendami archeologii (zgodność z Ewangelią to dla nich sprawa trzeciorzędna, wszak – ich zdaniem – Ewangelia to tylko kawałek literatury pięknej, więc niech się Ewangelia nie wymądrza, bo co tam Ewangelia wie!). Nie brakło duchownych, którzy z kolei zarzucili obrazowi Gibsona nadmierną (sic!) wierność Ewangelii. Liczni agnostycy i ateiści ganili reżysera za rzekome wypaczenie sensu misji Jezusa Chrystusa. Najmniej twórczy w krytyce okazali się – niektórzy – Żydzi piętnujący Pasję jako rozsadnik antysemityzmu. Najbardziej za to wygłupiły się świeckie media, zarzucając filmowi nadmierną brutalność (niejednokrotnie piórami i ustami tych samych redaktorów, którzy pod niebiosa wychwalają twórców najohydniejszych i w okrucieństwie swym najbardziej perwersyjnych obrazów ociekających krwią i mózgiem) do wtóru „urażonej wrażliwości” widzów, którzy z lubością zagryzają popcornem sceny ćwiartowania ludzi łańcuchową piłą i nawiercania ich głów wiertarką udarową.

Narzędzie Nowej Ewangelizacji

Na szczęście – jak mówi stare przysłowie – psie głosy nie idą w niebiosy, a The Passion of the Christ to Wielki Film, perfekcyjnie zrealizowany, z ogromnym smakiem nawiązujący do największych dzieł malarstwa sakralnego, przemyślany pod względem teologicznym, charakteryzujący się wielką dbałością o ewangeliczne szczegóły. Ale nie w tym tkwi jego siła, a w szczerości i bezpretensjonalności. Mela Gibsona opowieść o Męce Chrystusowej to osobiste świadectwo wiary, gorąca modlitwa i bardzo tradycyjne nabożeństwo Drogi Krzyżowej odprawione z potrzeby serca. Gibson nie intelektualizuje, nie wtłacza Jezusa – jak na przykład Franco Zeffirelli – w ciasne ramy wyobraźni i światopoglądu socliberalnego inteligenta, nie każe Mu wygłaszać herezji budzących sprzeciw piątoklasisty (oczywiście takiego, który na katechezie nie sypia, lecz uważnie słucha). Dlatego przesłanie Pasji wywiera tak mocne wrażenie. Prosta historia, tradycyjna fabuła przedstawiona za pomocą najnowocześniejszych środków inscenizacyjno-narracyjnych dobitnie świadczy, iż Gibson w pełni pojął nawoływanie bł. Jana Pawła II do Nowej Ewangelizacji.

Bo do Nowej Ewangelizacji nie potrzeba – jak się wydaje niektórym nowoczesnym teologom – nowej Ewangelii, nowego Jezusa czy nowego chrześcijaństwa. Stare z powodzeniem wystarczą. Do Nowej Ewangelizacji potrzeba natomiast ognia, żaru, blasku, światła, wichru i pożaru. Nie da się zapalić świata, mając w sobie mniej ognia niż zwilgotniała zapałka, zwłaszcza, gdy wokół materiał niemal całkowicie ognioodporny…

Do Nowej Ewangelizacji w ogóle nie potrzeba wiele; wystarczy pochylić się nad Ewangelią, nad całą Biblią, i z uwagą czytać. A potem opowiadać innym, co się wyczytało, przemyślało, przemodliło. Wszak wiara rodzi się z tego, co się słyszy (Rz 10, 17).

Żywa litera Pisma Świętego

Gibsonowska Pasja tchnie żywą literą Pisma Świętego, rozwijając przed oczyma widzów nie tylko zwoje Ewangelii i Listów Apostolskich, ale też Proroków, Psalmy, Torę.

Czyż bowiem patrząc na okrwawionego Jima Caviezela nie widzimy Tego, który nie miał wdzięku ani też blasku, aby chciano na niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, mąż boleści oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarz zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy go za nic (Iz 53, 2-3)?

Czyż na ów widok nie budzi się w naszej pamięci wspomnienie słów: Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem (Iz 50, 6)? Czy nie wyrywa się z ust naszych pytanie: Cóż to za rany masz na ciele?, choć przecież z góry znamy odpowiedź: Tak mnie pobito w domu moich najmilszych (Za 13, 6)?

Czy, kiedy z kipiącego wrogością tłumu wybiega Sabrina Impacciatore, by z białą chustą w dłoni pochylić się nad odartym z człowieczeństwa ochłapem ludzkiego mięsa, nie dociera do nas pełnia wyznania: Ja jestem robak, a nie człowiek, pośmiewisko ludzkie i wzgardzony przez lud. (…). Przebili ręce i nogi moje, policzyć mogę wszystkie moje kości (Ps 22, 7; 17)?

Czy wreszcie skamieniałe z bólu oblicze Mai Morgenstern, na którym dopiero teraz maluje się pełne zrozumienie Symeonowego proroctwa – a twoją duszę miecz przeniknie (Łk 2, 35) – nie woła: Wszyscy zdążający drogą przyjrzyjcie się, patrzcie, czy jest boleść podobna do tej, co mnie przytłacza (Lm 1, 12)?

Rekolekcje nazbyt krwawe?

W roku 2004 Mel Gibson zaproponował światu chrześcijańskiemu rekolekcje. Tak właśnie – rekolekcje! Funkcjonujące do dziś w terminologii kościelnej średniowieczne słowo recollectio – „wewnętrzne skupienie” pochodzi od recolligere – „przypominać”. Artysta chciał przypomnieć chrześcijanom, czym naprawdę była Męka Pańska.

Warto w tym miejscu wtrącić krótką refleksję na temat tytułu. Szkoda, że na język polski nie przetłumaczono go jako Męka Zbawiciela, albowiem słowo pasja nie oddaje pełni kryjącej się w nim treści teologicznej; pasja w polszczyźnie to wszak namiętne zamiłowanie do czegoś, przedmiot czyjejś namiętności, silny gniew, furia (czyjąś pasją może być, na przykład, dłubanie w nosie; można też zakląć z pasją nic nie wydłubawszy). Szkoda, że temat filmu nie został mocno wyartykułowany już w tytule, może wówczas nie słyszałoby się żalów, iż zabrakło w nim przesłania miłości. Nonsens! Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich (J 15, 13).

Pasja Gibsona ocieka krwią. Ale przecież przez krew Jego mamy odkupienie (Ef 1,7). Ponadto czy ktokolwiek kiedykolwiek widział subtelny rozlew krwi? Albo łagodne tortury czy estetyczną kaźń? Bóg cierpiał dla naszego zbawienia niewyobrażalną mękę – my jednak niespecjalnie mamy ochotę o tym pamiętać. Nie chcemy spojrzeć prawdzie w oczy – cóż bowiem byśmy zobaczyli? Dokładnie to, co pokazał Gibson. Bo kiedy zakończony ołowianymi kulkami i haczykami bykowiec przecina skórę, to naokoło tryska krew; kiedy człowiekowi wtłaczają na głowę koronę z gałęzi najeżonych kilkucentymetrowymi kolcami, to potoki krwi zalewają oczy i całą twarz; kiedy się pada twarzą na ostre kamienie, to ze zmiażdżonych ust wypadają połamane zęby; kiedy ciężkie młoty wbijają w żywe ciało grube na palec kilkucalowe gwoździe, by przeszły na wylot nie tylko przez nadgarstki, ale też przez umieszczoną pod nimi grubą belkę, to całym ciałem rzucają wstrząsy, przy których atak epilepsji jawi się łagodnym dreszczykiem, a z gardła mimowolnie wyrywa się nieludzki skowyt. A kiedy potem belkę ową wraz z przybitym do niej człowiekiem oprawcy jednym rzutem odwracają na drugą stronę, by zakrzywić gwoździe…

W scenach biczowania, ukoronowania cierniem, dźwigania krzyża oraz męki i śmierci Jezusa nie ma ani cienia umowności – momentami widz traci orientację, czy to, co widzi na ekranie, jest filmem fabularnym czy reportażem. I w tym właśnie należy upatrywać największej zasługi Pasji według Mela Gibsona – w tym, że z ekranu tchnie najprostsza prawda. Choćby najbrutalniejsza. Ale tak to się właśnie odbyło. Nie inaczej bowiem przejawia się nienawiść, nie inaczej zachowują się ludzie dyszący żądzą krzywdy bliźniego.

Twórcy filmu nie zamierzali bynajmniej epatować nikogo okropnościami, grozą czy naturalizmem środków wyrazu, lecz za pomocą maksymalnie realistycznego – przeto więc drastycznego – przedstawienia Jezusowej męki i śmierci wyrwać chrześcijan Zachodu ze stanu błogiego skonwencjonalizowania prawd wiary, w którym sobie beztrosko wegetują zawinięci w bezpieczny kokon symbolu, konwencji i – nie oszukujmy się – banału. Chodziło o przypomnienie rozleniwionym duchowo wyznawcom Chrystusa, że za wielką cenę zostali wykupieni (1 Kor 6, 20), nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa (1 P 1, 18-19). Skoro Bóg własnemu Synowi – ba! samemu Sobie – przeznaczył tak okrutny los dla naszego dobra, to ile musimy znaczyć w Jego oczach! Jakże musimy Mu być drodzy, skoro tak drogo za nas zapłacił!

Mel Gibson et consortes postawili sobie za zadanie wstrząsnąć światem chrześcijańskim i zmusić go do odpowiedzi na podstawowe pytanie: w co wierzymy? Trzeba przyznać, że plan ów się powiódł. Trudno (o ile nie jest to zupełnie niemożliwe) przejść obok filmowej Pasji obojętnie. Zbyt daleka bowiem okazuje się ta wizja od wszystkiego, do czego przez całe pokolenia przywykliśmy – od kiczowatych dróg krzyżowych na ścianach wielu kościołów, od „świętych obrazków”, na których Ukrzyżowany wznosi słodko oczy do nieba a po czole spływa Mu pojedyncza kropelka krwi, nawet od recytowanej w codziennym pacierzu lakonicznej formuły: umęczon pod Ponckim Piłatem, niezdolnej przez swą archaiczną formę rozwinąć przed oczyma dusz naszych żadnego obrazu. Po obejrzeniu gibsonowskiej wizji Męki Pańskiej, mając po powiekami sceny torturowania Jezusa, nie da się już lekko a bezmyślnie odklepać składu apostolskiego…

I ja tam byłem

Sugestywne sceny tortur uświadamiają ponadto, jak nietrafiony okazał się wysuwany wobec filmu zarzut antysemityzmu. Obraz Gibsona bowiem – jak mało które z przedstawień Męki Pańskiej na przestrzeni wieków – pokazuje, iż oprawcami Jezusa byli rzymscy żołnierze. W przeciwieństwie do licznych przykładów malarstwa pasyjnego, gdzie wznoszących bicze i kije oraz wbijających w ciało Pana ciernie i gwoździe spowija renesansowo-barokowa nijakość, widzimy mężczyzn odzianych w barwę, zbroje i hełmy rzymskich legionów. Oto podszyci strachem okupanci, którzy – choć niedawno stłumili powstanie podbitego ludu – wciąż się boją i ten strach wyładowują na Bezbronnym. Dlatego w wykrzywionych furią, toczących pianę nienawiści wilczych pyskach legionistów dostrzegamy dzikie mordy enkawudzistów, gestapowców, ubeków, zomowców…

Ale przecież to nie sama furia oprawców przyczyniła niewypowiedzianej męki Zbawicielowi, lecz ciężar grzechów ludzkości. Naszych grzechów. Najpełniej wyraził to prorok Izajasz, wołając, iż On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści (…).On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. (…) Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich (Iz 53, 4-6). Jeszcze prościej mówi o tym współczesna pieśń pasyjna: To nie gwoździe Cię przebiły, lecz mój grzech. To nie ludzie Cię skrzywdzili, lecz mój grzech. Choć tak dawno to się stało, widziałeś mnie.

Amerykański pisarz katolicki William E. Barrett na kartach powieści zatytułowanej Czarnoksiężnik opisał wyimaginowany obraz przedstawiający Jezusa prowadzonego na ukrzyżowanie, pod gradem kamieni, wśród obelg i wyzwisk – obraz niezwykły, albowiem każdy oglądający go dostrzega w rozjuszonym tłumie swoją własną twarz.

Natychmiast zobaczyłem siebie. Znajdowałem się w trzecim rzędzie ludzi odpychanych przez Rzymianina z puklerzem. Odszedłem o krok od ustępujących dwóch pierwszych rzędów, żeby pochylić się i podnieść coś do rzucenia. Już zaciskałem palce na odłupanym kawałku płyty, który mieścił mi się w dłoni. I chyba mamrotałem obelżywie.

I ja też tam byłem. Przybity do sąsiedniego krzyża bluzgałem: Czyż ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas (Łk 23, 39). I ciebie, bracie, też tam widziałem – nadęty, na szeroko rozstawionych nogach, ryczałeś szczerząc zęby: Ejże ty, który burzysz przybytek i w trzy dni go odbudowujesz, zejdź z krzyża i wybaw samego siebie! (Mk 15, 29).

A za chwilę mrok ogarnął całą ziemię (Mk 15, 33), ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać (Mt 27, 51), słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek (Łk 23, 45). Dokonało się! (J 19, 30).

Jerzy Wolak

http://www.pch24.pl/meka-zbawiciela---prawda-nie-znosi-banalu,13739,i.html
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)