Forum Nauka Kościoła Katolickiego Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Islamizacja - kara za apostazję -rozmowa z ks. Guyem Pagesem Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30980 Przeczytał: 120 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 17:41, 12 Sty 2016 Powrót do góry

Polecam ciekawą rozmowę z ks. Guyem Pagesem, który m.im. mówi:

"Niemuzułmanie powinni więc zrozumieć, że skoro odrzucili Chrystusa, będą mieli Antychrysta. Rozwój islamu na Zachodzie to ciężka kara za apostazję."


Polecam!


Rozmowa z ks. Guyem Pagesem
Islamizacja - kara za apostazję

Image

Poddając się strachowi, już ulegamy islamizacji, bo islam znaczy właśnie „poddanie”. Francuzi, nawet kiedy dostrzegają ten problem, nie mają możliwości rozwiązania go, ponieważ krępuje ich republika, która – w imię rzekomej wolności religijnej – zabrania im działać. Nie uznaje przy tym faktu, że islam wcale nie jest religią, tylko totalitarnym systemem politycznym – mówi ksiądz Guy Pagès, autor książki Przesłuchać islam; 1501 pytań, które należy postawić muzułmanom, w rozmowie z Piotrem Doerre.


Zamachy, do jakich doszło niedawno w Paryżu, wstrząsnęły całą Europą. Chyba nikt we Francji nie ma już wątpliwości, że islam to poważny problem?
Nie byłbym tego taki pewien. Przede wszystkim o islamie nie mówi się dziś prawdy – to wielkie nieszczęście. Z tego powodu muzułmanie nie mogą się nawrócić, a niemuzułmanie, którzy nic o islamie nie wiedzą, myślą, że jest on w
gruncie rzeczy religią dobrą, a źli są tylko fanatycy.

Co więcej, w panującej obecnie mentalności postępu, w której za lepsze uważa się zawsze to co nowsze, islam – późniejszy w historii od chrześcijaństwa – jawi się wielu ludziom jako coś z definicji od chrześcijaństwa doskonalszego. Kraje Europy Zachodniej, wyrzekając się chrześcijaństwa, zaczęły sprzyjać islamizacji, a sam Kościół wydaje się nie mieć nic przeciwko opinii, że islam jest religią dobrą. Droga do islamizacji Europy jest więc otwarta, a na całym globie żyje miliard czterysta tysięcy muzułmanów – przekonanych, że ich misją jest narzucenie światu szariatu.

Najgorsze zaś jest to, że prawodawstwo europejskie zaczyna się do szariatu dostosowywać. Na przykład, we Włoszech odbył się proces muzułmanina, który pobił i uwięził swoją córkę dlatego, że spotykała się z niemuzułmaninem. Sędzia włoski uniewinnił oskarżonego uzasadniając, że zrobił to dla dobra córki i działał według własnych wartości. Tak oto prawo islamskie okazało się ważniejsze od prawa włoskiego.

Jest wiele przykładów na to, że muzułmanie zamieszkujący Europę żyją w zupełnej niezgodzie z panującymi tu prawami, szczególnie rażąca wydaje się jednak poligamia. Czy to częste zjawisko we Francji?
Zgodnie z obecnymi przepisami na temat rodziny jeden mężczyzna – nawet jeśli oficjalnie nie jest zdeklarowanym poligamistą – może mieć kilka kobiet, z którymi ma dzieci. I albo te kobiety mieszkają razem z nim, albo deklarują się jako matki samotnie wychowujące dzieci, nabywając tym samym prawo do subwencji socjalnych, przydziału mieszkania i wszelkiej innej pomocy. Mężczyzna z taką sytuacją rodzinną może bardzo dobrze żyć dzięki świadczeniom socjalnym przekazywanym jego kobietom. W niektórych przypadkach taka comiesięczna pomoc pozwala na uzbieranie całkiem pokaźnej fortuny. Poligamia jest zatem metodą zarabiania pieniędzy.

Dlaczego francuskie władze nie przeciwdziałają tego rodzaju praktykom i w ogóle ekspansji islamu?
Bo zaślepia je zasada laickości, która postuluje równość wszystkich religii. Francuska klasa polityczna nie rozumie, czym jest islam i nie może tego zrozumieć, nie odwołując się do Chrystusa. Bo islam istnieje tylko po to, aby zniszczyć chrześcijaństwo. Kiedy nie wierzy się w Chrystusa, nie jest się w stanie poznać prawdy na temat islamu.

Wynika z tego, że to laicyzacja otworzyła Francję na przyjęcie islamu…
We Francji laickość jest dogmatem, którym Francja się szczyci na całym świecie. Właśnie ta laickość, to zepchnięcie całego życia religijnego do sfery prywatnej pozwala, dać muzułmanom miejsce we francuskim społeczeństwie. Ale – uwaga! – miejsce to chce definiować republika pragnąca kierować islamem w taki sposób, aby stał się on „islamem francuskim”.

Rząd francuski zamiast walczyć przeciwko islamowi szuka raczej środka, aby go oswoić. Politycy wierzą, że islam jest zdolny zaakceptować oddzielenie domeny religijnej od państwowej. Tymczasem religia ta nie dopuszcza podobnego rozróżnienia, bo islam to reżim totalitarny. Oczywiście, muzułmanie się do tego nie przyznają, ponieważ nie są jeszcze w większości i tymczasowo tolerują politykę rządu, na co pozwala im takija – islamska strategia okłamywania i udawania. Ale od dnia, w którym zdobędą liczebną przewagę, będą chcieli żyć według szariatu, który nie odróżnia ani sfery państwowej od religijnej, ani publicznej od prywatnej. Islam pozbędzie się wtedy swego „francuskiego” oblicza i ukaże się takim, jakim jest, czyli systemem reguł kompletnie barbarzyńskich i totalitarnych. Projekt stworzenia przez rząd lokalnej odmiany islamu jest więc krokiem fałszywym.

Ale przecież rząd to nie wszystko. Co z samym społeczeństwem francuskim?
Współcześni Francuzi są kompletnie znieczuleni strachem wobec postępów islamu. Myślą, że ustępując coraz więcej pola muzułmanom, inwestują kapitał na przyszłość na zasadzie: Kiedy wy będziecie u władzy, to będziecie dla nas tak mili, jak my byliśmy mili dla was. Nie ma innej reakcji – serca wszystkich ludzi odpowiedzialnych za życie polityczne i społeczne we Francji poddały się strachowi.

A poddając się strachowi, już ulegamy islamizacji, bo islam znaczy właśnie „poddanie”. Francuzi, nawet kiedy dostrzegają ten problem, nie mają możliwości rozwiązania go, ponieważ krępuje ich republika, która – w imię rzekomej wolności religijnej – zabrania im działać. Nie uznaje przy tym faktu, że islam wcale nie jest religią, tylko totalitarnym systemem politycznym – i niczym innym. Jest systemem najgorszym, jaki tylko może być, ponieważ ingeruje nawet w życie prywatne ludzi.

Czy w kontekście dążenia islamu do narzucenia światu prawa szariatu jest w ogóle możliwe pokojowe współżycie chrześcijan i muzułmanów w jednym kraju?
Nie, ponieważ islam w założeniu ma podzielić ludzkość na muzułmanów i niemuzułmanów i zbudować miedzy nimi mur nienawiści. Koran zawiera setki wersetów wzywających do nienawiści i zabijania niemuzułmanów. W jego narracji wszystko, co nie jest muzułmańskie, jest z definicji złe i musi zostać zniszczone, a niewierni albo się nawrócą, albo spotka ich śmierć, bądź też będą żyć pod islamskim panowaniem, akceptując swój upośledzony, niższy status społeczny i polityczny.

Europejczycy, jako niemuzułmanie, powinni się obawiać islamu, ponieważ islam chce ich uczynić poddanymi. Zresztą, jak już wspomniałem, samo słowo „islam” znaczy „poddanie”. Poddanie czemu? Antychrystowi. Któż inny bowiem może przybyć po Chrystusie, jeśli nie Antychryst? Islam nadchodzi, aby zniszczyć dzieło Chrystusa. W tej religii Jezus nie jest Bogiem, nie umarł i nie zmartwychwstał, grzechy nie są zmazywane, a człowiek wierzy, że może się zbawić tylko wypełniając nakazy prawa. Jest to system, w którym zamiast miłości praktykuje się ślepe posłuszeństwo względem rozkazów boga, którego się nie zna i którego się nigdy nie zobaczy.

Stosunek Allacha do człowieka ma charakter przemocy i będzie się każdorazowo powtarzał w relacjach muzułmanów do niemuzułmanów, mężczyzn do kobiet, panów do niewolników. W Koranie Allach zabrania zniesienia niewolnictwa. Kobieta w islamie nie ma tej samej godności co mężczyzna, nie ma prawa dziedziczenia jak jej brat, w sądzie jej słowo ma wartość połowy słowa mężczyzny, nie może także sama decydować o swoim małżeństwie, i tak dalej…

Niemuzułmanie powinni więc zrozumieć, że skoro odrzucili Chrystusa, będą mieli Antychrysta. Rozwój islamu na Zachodzie to ciężka kara za apostazję. Trzeba zatem, aby ludzie Zachodu zadali sobie pytanie: Czy chcę być muzułmaninem? Statystycznie bowiem wszystko zmierza właśnie w tym kierunku. Muzułmanie są przekonani, że mają rację i dla tej racji gotowi są wysadzać się w powietrze, zabijać i narzucać islam wszędzie.

Zatem ludzie Zachodu albo staną się muzułmanami, aby mieć święty spokój, albo stawią opór. Muszą jednak wiedzieć, dlaczego nie mogą się poddać. A do tego konieczny jest powrót do początków ich tożsamości. Niezbędne jest ponowne odkrycie tego, co sprawia, że chcą żyć jako ludzie wolni. Postępy islamu stawiają Europejczyków przed nieuchronnym wyborem: albo powrócą do Chrystusa, który ich wyzwolił z niewoli demona, albo popadną w system siedem razy gorszy niż ten, którego ich praojcowie zaznali przed chrześcijaństwem.

Islam nie jest więc – jak się twierdzi – religią pokoju?
Kiedy nasz Pan Jezus Chrystus opuszczał ziemię, przekazał władzę św. Piotrowi, czyli pierwszemu papieżowi. My, katolicy wiemy zatem, do kogo się mamy zwrócić z problemami dotyczącymi wiary i moralności: „Cokolwiek zwiążesz na ziemi będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi będzie rozwiązane w niebie”. Mahomet nikomu nie powierzył swojego autorytetu. Islam nie jest zdolny przynieść światu pokoju, ponieważ w sobie samym nie ma zasady jedności. Zawsze znajdą się tacy muzułmanie, którzy będą twierdzili że mają interpretację Koranu bardziej autentyczną od ich sąsiadów. Z tego powodu wszyscy pierwsi kalifowie zostali zgładzeni. Jedyny możliwy system polityczny w krajach muzułmańskich to tyrania. Nie ma innego, ponieważ w islamie nie ma zasady jedności. Islam to strach, poddanie się. Poddanie czemu? Tego nie wiadomo, bo Allacha się nie widzi i tak naprawdę nikt nie wie, kim lub czym on jest.

W islamie istnieje instytucja muftich, ludzi posiadających głęboką wiedzę na temat religii, którzy pełnią również rolę sędziów. Jeśli oni stwierdzą, że jakiś człowiek prowadzi życie niezgodne z zasadami Islamu, mogą zażądać ukarania go śmiercią. Nosi to nazwę fatwy – jest to wyrażona na piśmie interpretacja islamskiego prawa, której praktykowanie zaleca się muzułmanom. Fatwa może być decyzją zarówno arbitralną, jak i śmieszną i absurdalną. Na przykład w czasie dojścia do władzy Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie na uniwersytecie Al-Azhar w Kairze wydano fatwę, która dopuszczała stosunek płciowy muzułmanina z jego zmarłą żoną do 6 godzin po jej śmierci. Istnieje też fatwa, w której muzułmańskiej kobiecie pracującej z mężczyzną nienależącym do jej rodziny doradza się, aby dała mu do picia mleka z własnej piersi. W ten sposób będzie mogło między nimi powstać coś na podobieństwo relacji matka-syn, co wykluczy możliwość wszelkich relacji seksualnych, jako, że kazirodztwo jest w islamie nie do pomyślenia.

Ale przecież islam przedstawia się często jako wielką religię i wspaniałą cywilizację. Tyle się mówi chociażby o wyższości cywilizacyjnej krajów muzułmańskich nad Europą w wiekach średnich…
Historia pokazuje, że islam nigdy nie doprowadził ludzkości do jakiegokolwiek stopnia doskonałości. Owszem, czasami słyszymy: popatrzcie tylko na Andaluzję, obejrzyjcie miniatury perskie z XIV wieku… Ale to przecież nie islam to wszystko stworzył, lecz zislamizowane podbite ludy, którym udało się zachować z ich macierzystych kultur nasiona ich własnych zdolności, które zaowocowały nie dzięki islamowi, ale wbrew niemu.

W Andaluzji muzułmanie zastali to, co stworzyła cywilizacja rzymska i chrześcijańska. Arabscy budowniczowie meczetów i medycy byli chrześcijanami – to nie byli muzułmanie! Dzisiaj we Francji nawet prezydent ośmiela się powiedzieć, że to islam przyniósł do Europy skarb filozofii greckiej i starożytności. To fałsz, to bezwstydne kłamstwo! Naprawdę bowiem to zislamizowani chrześcijanie arabscy, a nie Arabowie‑muzułmanie, przetłumaczyli na język arabski dokumenty nauki i filozofii greckiej. I to oni, aby uniknąć prześladowań, przynieśli ze sobą te dokumenty do Europy.

Zresztą wiele z tych tekstów znano na Zachodzie jeszcze przed przybyciem tu arabskich przekładów z greki. Udowadnia to Sylvain Gouguenheim w książce Aristote au Mont Saint‑Michel. Les racines grecques de l’Europe chrétienne (Arystoteles na Mont Saint‑Michel. Greckie korzenie Europy chrześcijańskiej).

Kraje muzułmańskie nie przechodziły nigdy ewolucji ekonomicznej, technicznej i naukowej. Wynika to ze stosunku muzułmanów do Boga i świata – stosunku całkowicie fałszywego. W islamie nie można się rozwijać. Ideałem jest powrót do Złotego Wieku, którym było VII stulecie, czas Mahometa. Wszystko zatem, co jest postępem czy ewolucją, jest grzechem, ponieważ stanowi odcięcie się od doskonałego początku. Islam to niszczenie wszystkiego: trzeba oczyścić wszystko, aby dotrzeć do punktu zerowego – bo tylko wówczas będzie się pewnym, że wokół nie będzie zła… bo nie będzie w ogóle niczego.

Czy nie boi się Ksiądz głosić tak skrajnie antyislamskich poglądów w kraju tak zdominowanym przez strach?
Jestem dobrze znany w niektórych radykalnych środowiskach muzułmańskich, otrzymuję pogróżki, straszą mnie torturami i śmiercią; jasne więc, że po pewnych dzielnicach nie spaceruję. A co do reszty, uważam, że nie należy się bać. Trzeba być roztropnym, ale nie można żyć w strachu. Jezus powiedział: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle (Mt 10, 28–29).

Islam zawsze narzuca się za pomocą strachu – wywoływanego przez odrażające metody, którymi się posługuje: masakrami, torturami… Niektórzy ludzie są gotowi wyrzec się własnej wiary i zostać muzułmanami tylko dlatego, aby uniknąć tych strasznych rzeczy. Nie wolno tego akceptować. Trzeba sobie uświadomić, że większą wartością jest umrzeć niż stać się muzułmaninem. Jedyną zaporą zdolną powstrzymać ekspansję islamu jest wiara ludzi gotowych oddać własne życie, aby dać świadectwo prawdzie – jak to zrobił Chrystus.

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Nie 20:09, 26 Sty 2020, w całości zmieniany 3 razy
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30980 Przeczytał: 120 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 18:00, 12 Sty 2016 Powrót do góry

We Francji dni otwartych meczetów
(...)
http://www.traditia.fora.pl/kosciol-w-mediach-swiat,61/we-francji-dni-otwartych-meczetow,14036.html
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30980 Przeczytał: 120 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 18:31, 12 Sty 2016 Powrót do góry

Jeszcze o pewnej zabawie:

Włochy: sfingowana egzekucja i pytanie: wierzysz w Allacha?
(...)
http://www.traditia.fora.pl/wydarzenia-wywiady-wiadomosci,12/wlochy-sfingowana-egzekucja-i-pytanie-wierzysz-w-allacha,14042.html
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30980 Przeczytał: 120 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 23:19, 13 Sty 2016 Powrót do góry

Gdy czas temu czytałam książkę Scotta Hahna (wcześniej protestanta) człowieka o niesamowitym intelekcie, oczytany, wykształcony, jego żona również, o jego powrocie do kościoła katolickiego, to momentami skóra cierpła i się człowiek zastanawiał, jak to pojąć? a chodzi mi o fragment:

Cytat:
Nie było to proste, gdyż Kimberly zupełnie nie miała ochoty rozmawiać na temat Kościoła katolickiego. Co gorsze, księża, których odwiedzałem, zachowywali się dokładnie tak samo. Bywało, że wymykałem się z domu w poszukiwaniu księdza, który odpowiedziałby mi na niektóre z męczących mnie jeszcze pytań. Wszyscy po kolei próbowali mnie zniechęcić.

– Ojcze Jimie – zapytałem jednego z nich – co powinienem zrobić, żeby przejść na katolicyzm?


– Po pierwsze – odpowiedział – proszę, nie mów do mnie „ojcze”. Po drugie, moim zdaniem w ogóle nie powinieneś przechodzić na katolicyzm. Od Soboru Watykańskiego II jest to uważane za nieekumeniczne! Najlepsze co możesz zrobić, to starać się być jak najlepszym prezbiterianinem. Wyświadczysz największą przysługę Kościołowi katolickiemu, trzymając się po prostu od niego z daleka.

Zaskoczony, próbowałem coś wyjaśnić.

– Ależ ja nie proszę, żeby ojciec złapał mnie za kołnierz i wciągnął na siłę do Kościoła. Myślę, że to Bóg powołuje mnie tam, gdzie znalazłem swój dom, swoją rodzinę przymierza.

– No cóż - odpowiedział lodowatym tonem -jeśli szukasz kogoś, kto pomógłby ci zmienić wyznanie, to trafiłeś pod zły adres.

Byłem wstrząśnięty.


Jest to tu:
(...)
http://www.traditia.fora.pl/ciekawe-ksiazki-i-multimedia,9/w-domu-najlepiej-scott-i-kimberly-hahn-rozdz-v,1447.html


Jeszcze jeden przykład muzułmanina nawróconego na katolicyzm, który śmiało stawia pytania:

Cytat:
Kiedy Massinissa uciekł z Algieru, trafił do jednej z paryskich parafii. Ale ksiądz nie chciał go ochrzcić. Mówił o dokumentach, zgodzie Watykanu, o katechezie i o 500 euro za ceremonię, na co nie było mnie stać. – Wystraszył się. Przyjaciel z Niemiec, z którym pracowałem na czarno w restauracji, zaprowadził mnie do kościoła tradycjonalistów. Tam ochrzcili mnie tego samego dnia. Mówię to, nie żeby oskarżać, ale my tu czujemy we Francji, że Kościół jakby się boi, wycofuje.


– Dlaczego w Kościele nie nawołuje się do nawracania wyznawców Allaha na chrześcijaństwo? – pyta Moh-Christophe. – Czemu wciąż mówi się, że islam jest nastawiony pokojowo? Irytuję się, jak ktoś tak twierdzi
– Moh-Christophe wstaje. Proponuje debatę przy stole.
– Jest jeden islam. Nienawiść i strach. Moi kuzyni to salafici, ale ojciec nim nie był. A zbił mnie do krwi. A ksiądz mówi o dialogu!? – Moh-Christophe zwraca się do siedzącego obok ks. Philippe’a. 
– Nosisz rany, więc tak mówisz. Byłem w Algierii cztery lata, widziałem, że da się żyć razem, chrześcijanie i muzułmanie – odpowiada na zarzuty kapłan. 
– Ja się tam urodziłem i żyłem 17 lat! Dlaczego nie głosicie Ewangelii muzułmanom? Boicie się? – nie poddaje się Moh-Christophe. Wymiana zdań jest gorąca. Padają ostre jak brzytwa pytania. – Czemu Jan Paweł II nie mówił wprost o ewangelizacji muzułmanów, a raczej o dialogu?– Jest „Nostra aetate”, są wskazówki Soboru Watykańskiego II, był Asyż. Nie można tego przekreślać – próbuje wyjaśniać ksiądz. 
– Nie przekreślam, ale niech mi ksiądz wytłumaczy, jak można prowadzić dialog z przemocą, strachem i nienawiścią? 
Do dyskusji włączają się inni. – Czemu my się chowamy? Są nas tysiące. Musimy powiedzieć muzułmanom: możecie z tego wyjść! – gorączkuje się Moh-Christophe. – Ale czy Kościół francuski nas wesprze? – spogląda pytająco na ks. Philippe’a. – Proszę od nas zadać na najbliższej konferencji episkopatu pytanie: Czy księża we Francji są jeszcze wyznawcami Chrystusa?




Cały artykuł ukazał się w GN:

Jesteśmy gotowi umrzeć za Chrystusa
(...)
[link widoczny dla zalogowanych]



To tylko dwa przykłady na potwierdzenie heretyckiej wolności religijnej i chorego ekumenizmu.


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Nie 20:21, 26 Sty 2020, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30980 Przeczytał: 120 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 17:08, 14 Sty 2016 Powrót do góry

Św. Tomasz z Akwinu o Mahomecie oraz co święci mówili o islamie?

(...)

http://www.traditia.fora.pl/katechizm-nauka-katolicka,15/sw-tomasz-z-akwinu-o-mahomecie,332.html
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30980 Przeczytał: 120 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 18:30, 15 Paź 2018 Powrót do góry

Rozmowa z ks. Guy Pages’em, francuskim znawcą islamu.

14 października 2018

Nawrócenie muzułmanów ważne dla Kościoła

Image

We Francji widać dziś wiele potrzeb duszpasterskich. Dlaczego Ksiądz postanowił poświęcić się właśnie ewangelizacji muzułmanów?

– Ponieważ jak dotąd, niestety, nie są nawracani. Na skalę masową panuje strach przed islamem i nikt nie ośmiela się mówić swobodnie, co myśli. Znam przykłady nawróconych muzułmanów, którzy musieli pokonać wiele przeszkód, żeby dostąpić chrztu św. Ponieważ panuje strach. Żyjemy tak, jakbyśmy już byli w Arabii Saudyjskiej, Afganistanie czy Pakistanie: ludzie we Francji boją się islamu.

A księża?

– Również księża, niestety, są zainfekowani ideologią masońską, która każe twierdzić, że wszystkie religie mają taką samą wartość.

„Bądźmy tylko dobrymi ludźmi”.

– Ależ dokładnie! Słyszałem to po wielekroć, również od księży. „Islam jest drogą do Boga. On jest muzułmaninem – to świetnie. Ja jestem chrześcijaninem – też dobrze. Po co miałbym go nawracać? Stwarzałbym tylko problemy. A przecież Bóg jest taki dobry”.

Osobiście sądzę, że głęboką przyczyną tego kryzysu jest utrata wiary w piekło. Nie wierzymy już w możliwość wiecznego potępienia. A przecież Matka Najświętsza pofatygowała się osobiście do Fatimy – również po to, by pokazać dzieciom piekło. Jeśli w nie nie wierzymy – wszystko traci swoją wagę. Nie ma po co zadawać sobie trudu nawracania kogokolwiek.

To przekłada się na praktykę duszpasterską: w Kościele francuskim nie ma strategii pracy ewangelizacyjnej, opracowanej specjalnie dla środowiska muzułmanów. Owszem, są pojedyncze inicjatywy. Dosłownie w ostatnich tygodniach ordynariusz Tulonu ks. bp Dominique Rey stworzył instytut powołany do ewangelizacji muzułmanów.

Oprócz istniejącego tam już Zgromadzenia Misjonarzy Miłosierdzia Bożego?

– Tak, to trochę inna inicjatywa. Gromadzi zarówno kapłanów, zakonników, jak i osoby świeckie, i ma za swój jedyny cel przygotowywanie ich do nawracania muzułmanów. Dla Misjonarzy Miłosierdzia Bożego jest to tylko jedno z pól działania, obok pielęgnowania liturgii tradycyjnej i pracy parafialnej. Natomiast ten nowy instytut, otwarty także na osoby świeckie, to coś, co postulowałem od lat. Teraz mogę patrzeć z radością, jak powstaje.

Na pewnej lewicowej, laicystycznej stronie internetowej przeczytałam: zróbmy z islamem to, co zrobiliśmy z Kościołem katolickim. W domyśle: uczyńmy go miłym i niekłopotliwym.

– Tego by chcieli, ale to się nie może udać. Chrześcijaństwo miało już w sobie rozróżnienie dwóch władz: religijnej i świeckiej. Rozróżnienie, którego brak w islamie. W naszej tradycji, jakkolwiek układały się ich relacje, cesarz był cesarzem, a papież – papieżem. Ideałem islamu – który istniał już w historii – jest kalifat. Kalif ma władzę zarówno religijną, jak i świecką. Islam ich nie rozróżnia i nie akceptuje ich rozdziału. Nadzieje na przykrojenie go do wymagań republiki to mrzonki wynikające z zamętu pojęciowego odnośnie do sfery polityki i religii.

A jednak muzułmanie we Francji nie oponują przeciw panującemu laicyzmowi i jego konsekwencjom: prawnemu usankcjonowaniu aborcji, przywilejom dla homoseksualistów etc.

– Wiedzą, że czas gra na ich korzyść. Przyrost naturalny, imigracja i konwersja na islam – to czynniki, dzięki którym za ileś lat demokratycznie przejmą władzę. Wtedy zrobią, co będą chcieli. Tymczasem czekają: im prędzej ten nieczysty system niewiernych Francuzów runie, tym lepiej dla nich.

Mówi Ksiądz, że dusze muzułmanów znajdują się w poczwórnym więzieniu. Co je więzi?

– Po pierwsze – pycha. Muzułmanin już od kołyski dowiaduje się, że przynależy do najlepszej na świecie społeczności, że w związku z tym jest kimś lepszym od pozostałych, co rozwija w nim pychę i pogardę dla innych ludzi.

Po drugie – lęk. Żyje w lęku, gdyż Allah jest według islamu kimś irracjonalnym, którego nie wiążą żadne zobowiązania. Kimś, kto niektórych ludzi stworzył, przeznaczając ich nieodwołalnie do piekła. Nie wiemy kogo, ale taki człowiek, choćby czynił dobro, pójdzie do piekła. Jeśli Allah przeznaczył kogoś do raju – ten człowiek tam trafi, choćby dopuszczał się zła. Muzułmanin dowiaduje się też, że wszyscy, którzy nie są muzułmanami, muszą trafić do piekła.

Po trzecie – duszę muzułmańską więzi ignorancja – ponieważ islam, jako ostatnia z religii objawionych, jest w pełni doskonały, nie ma więc potrzeby interesować się czymkolwiek poza nim. Allah sam mówi, że wszystko jest wyjaśnione w Koranie. Nie ma więc po co zdobywać wiedzy – wystarczy Koran, a wszystko inne jest złe. Dlatego islam nie stworzył nauki ani literatury. Wszystko to, jeśli istnieje w krajach muzułmańskich, powstało dzięki talentom i kulturze ludów zislamizowanych, pomimo panowania islamu, a nie dzięki niemu.

To coś wręcz przeciwnego, niż możemy usłyszeć w mediach, przeczytać w wydawanych dziś (w Europie!) książkach. Z nich dowiadujemy się na przykład, że złotym wiekiem rozwoju kultury na Półwyspie Iberyjskim był Al Andaluz – okres panowania Arabów. I tylko ci prymitywni chrześcijanie śmieli go przerwać swoją rekonkwistą.

– To mity. I co wręcz zabawne, Zachód, który tak szczyci się zmysłem krytycznym, przyjmuje to, co islam twierdzi sam o sobie, nie poddając tego żadnej krytycznej refleksji. A to nie jest historia – to mitologia. Zmysł historyczny dało ludzkości objawienie judeochrześcijańskie. Wniosło w dzieje pojęcie historii, która ma początek, ma swój przebieg, ma także koniec różny od początku. Wcześniej ludzie zauważali tylko pewne wciąż powracające cykle i tak przedstawiali sobie dzieje.

Koran jest na tym poziomie. Nie zachowuje ciągłości historycznej ani związków chronologicznych czy logicznych pomiędzy zdarzeniami. Maryja jest tam siostrą Mojżesza – nieważne, że w historii zbawienia dzieliło ich życie ziemskie 1400 lat. Bóg, dając Adamowi objawienie, potem Żydom Torę, potem chrześcijanom Ewangelię, w końcu Koran – dawał ludziom wciąż to samo, nie wychowywał ich, nie prowadził, tylko powtarzał wciąż to samo, co ludzie za każdym razem wypaczali. A więc Koran i Ewangelia, Ewangelia i Tora – to wciąż to samo. I ludzie wierzą w to wbrew faktom, wbrew rzeczywistości!

Terminem rzadko dziś przywoływanym jest „takijja”. Ksiądz należy do nielicznych osób, które przypominają to słowo. Jak je rozumieć?

– Takijja to usprawiedliwienie oszustwa, udawania, kłamstwa. Zasada, w myśl której takie działania są uzasadnione, gdy służą sprawie islamu. W relacjach z niewiernymi muzułmanin może kłamać. Może nawet zaprzeć się wiary, jeśli przez to chroni swe życie lub osiąga inny słuszny cel. W rezultacie można usprawiedliwić wszystko. Cel uświęca środki: jeśli uzyskujemy w ten sposób dobro (rozkrzewienie islamu), możemy posługiwać się niegodnymi metodami.

To zupełnie co innego, niż głosił Jezus: „Niech mowa wasza będzie: tak – tak, nie – nie”.

– Pan nasz nikogo nie zwodził. Nie starał się też pozyskać pochlebstwem. Gdy przybył do Kafarnaum i zaczął nauczać o tajemnicy Najświętszej Ofiary, wielu Go opuściło, także spośród Jego uczniów, mówiąc: „Twarda jest ta mowa, któż jej może słuchać?”. A Jezus, zwracając się do apostołów, zapytał: „Czy i wy chcecie odejść?”. Nie pobiegł za odchodzącymi, wołając: zaczekajcie, zaczekajcie, nie idźcie, będę mówił inaczej, tak żeby wam się podobało! Nie. Zwrócił się do apostołów, gotów nawet ich stracić, zostać zupełnie sam. Z miłości do Prawdy. Bo „na to przyszedł na świat, by dać świadectwo Prawdzie”. I my tak mamy postępować.

Jeśli nawet zostanę sam, ale trwam przy Prawdzie – to trwam przy Bogu, Jego mam przy sobie. Jezus powiedział: „Będziecie znienawidzeni przez wszystkich dla Imienia mego. A kto wytrwa do końca – ten będzie zbawiony”. Ten, kto wytrwa do końca – a więc nie wszyscy, nawet nie wielu. I my mamy właśnie takie zadanie, taką misję – wytrwać do końca, głosząc Prawdę, nawet jeśli wszyscy nas znienawidzą.

Dzięki takiej wierności pierwsi chrześcijanie zdołali – nie dysponując bronią ani żadną potęgą ziemską – przemienić Cesarstwo Rzymskie. Nawrócić Rzymian. Ponieważ sami wierzyli. W Imperium Rzymskim panował kult państwowy: trzeba było zapalić kadzidełko przed popiersiem cesarza. Tylko tyle. Jedna chwilka. Formalność potwierdzająca, że akceptuje się życie w społeczeństwie wielokulturowym. Poza tym można było wierzyć, w co się komu podobało, być chrześcijaninem czy zoroastryjczykiem. A nasi przodkowie w wierze woleli oddać życie w męczarniach niż dopełnić tej „formalności”. – Mamy tylko jednego Boga, nie możemy oddać kultu Bożego cesarzowi, nawet za cenę życia.

I my dziś musimy odzyskać ten radykalizm. Popatrzmy na muzułmanów – im go nie brakuje. Chcą podobać się Bogu. Chodzi przecież o Niebo lub piekło na wieczność. Tu wracamy do punktu wyjścia: brak nam determinacji, bo wydaje nam się dziś, że wszyscy pójdą do Nieba. Nie to mówił Jezus.

Wśród nas, katolików w krajach europejskich, zalewanych falami imigracji islamskiej, widać różne postawy względem przybyszów: z jednej strony uległość aż po schlebianie błędnym poglądom, z drugiej nienawiść nie tylko do błędu, ale i do jego nosicieli. Jaką postawę wobec wyznawców islamu chciałby Ksiądz zalecić?

– Jezus każe nam miłować nieprzyjaciół – mamy więc miłować muzułmanów, ale nienawidzić islamu. Kocham każdego muzułmanina jak siebie samego – dla miłości Bożej. Ale nienawidzę islamu z całego serca. Wielu osobom dziś umyka to rozróżnienie. Znam pewnego misjonarza w Algierii – misjonarza, czyli człowieka powołanego do nawracania! – który mi mówi: owszem, islam to rzecz diabelska, ale ja tego nie mówię, bo nie chcę sprawiać przykrości muzułmanom. Zupełny zamęt! Trzeba dobrze rozróżniać te dwie rzeczy: miłość do osób, a nie do ich błędów.

Najlepsze, czego możemy im życzyć, to nawrócenie. Jak ich prowadzić do poznania prawdy?

– Mój osobisty sposób to stawianie pytań. Pytając, nie jesteśmy agresywni, nie narzucamy się, przez co moglibyśmy tylko daną osobę „uodpornić” na wszystko, co zamierzamy powiedzieć. Osoba, której stawiamy pytania, zaczyna się nad nimi zastanawiać – może mówiąc nam o islamie, zdoła nas nawrócić? Szuka więc odpowiedzi na nasze pytania. A kiedy zacznie się zastanawiać, kiedy włączy myślenie – będzie to początek końca, zerwania z islamem. Mówię czasem, że muzułmanów dotyczy ten obraz z przypowieści ewangelicznej: dusza, w której ziarno słowa padłoby między ciernie.

Nie możemy zacząć od głoszenia Jezusa, gdyż taki człowiek jest przeciw temu uzbrojony mnóstwem uprzedzeń. Musimy najpierw usunąć ciernie – wskazując, poprzez pytania, na sprzeczności zawarte w Koranie, na którym opiera się cały islam. Taka przynajmniej jest moja metoda. Na pewno są i inne, ta jednak wydaje mi się najskuteczniejsza. Kiedy człowiek już przekona się, że to nie jest prawdziwe objawienie Boże – wtedy można zacząć mu głosić wiarę katolicką. Oczywiście nawraca też przykład: miłości, bezinteresownej pomocy.

Tylko czy widząc nasze kraje w obecnym stanie, ludzie innych kultur, nieznający wiary, rzeczywiście mogą dostrzec świadectwo jej wpływu na nas?

– Wie pani, byłem tu, w Polsce, na konferencji na temat rasizmu, ksenofobii i nietolerancji. Pewna Amerykanka o afrykańskich korzeniach zabrała głos, żeby powiedzieć obecnym: „Jestem w Warszawie od kilku dni i jak wspaniale się tu czuję! Wreszcie mogę spokojnie spacerować po ulicach, nie słysząc wyzwisk czy nieprzyjaznych komentarzy. Nie muszę bać się, że śledzi mnie policja. Jest w Polsce coś, czego brak u nas”.

To niezwykle budujące świadectwo. Od wewnątrz wyraźnie widzi się raczej słabości.

– Słabości? W porównaniu z resztą Zachodu jesteście silni, jesteście dla nas nadzieją. Tylko trwajcie w wierze, nie zdradźcie jej! Nie ulegajcie tym, którzy głoszą ducha tego świata. Czcijcie Pana w Najświętszym Sakramencie. Dziś wiara w Jego rzeczywistą obecność w tylu miejscach zanika. Jezus powiedział: „Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”.

Nie wszyscy dziś pamiętają, że takie modlitwy, jak „Anioł Pański” czy Różaniec, mają również kontekst związany z obowiązkiem nawracania muzułmanów, tak bardzo podkreślanym przez tylu świętych w ciągu wieków.

– Jak najbardziej. To Papież Kalikst II w roku 1456, w trzy lata po zajęciu Konstantynopola (dzisiejszego Stambułu) przez Turków, zalecił, by wszyscy chrześcijanie odmawiali „Anioł Pański”, w konkretnej intencji: prosząc Boga o nawrócenie muzułmanów. A dlaczego właśnie tę modlitwę? Bo wielbimy w niej dogmat odrzucany przez muzułmanów: wcielenie Syna Bożego. Trzy razy dziennie wspominamy tę prawdę: że Słowo stało się Ciałem. To bardzo ważne, byśmy każdego dnia przypominali sobie, że Bóg stał się człowiekiem i zamieszkał między nami. Jeśli naprawdę w to wierzymy – wiemy, że On wciąż z nami jest. Przebywamy z Nim już tu, na ziemi.

Co więc może być naprawdę ważne? Jakie problemy mogą przyćmić fakt, że już teraz przebywam z Bogiem? Przypominać sobie tę prawdę każdego dnia, rano, w południe i wieczorem – to byłoby wielkim dobrem dla każdego chrześcijanina. „Mam problemy, straciłem pracę, ktoś bliski mi zachorował – ale Słowo stało się Ciałem, Bóg zamieszkał z nami i nie opuszcza nas. Przyszedł tu, by znieść mękę krzyżową – dla mnie. Tak mnie kocha”. To przemienia nasze życie. A jednocześnie jest to akt ewangelizacji.

Gdyby chrześcijanie, gdziekolwiek są – w pracy, na ulicy, w restauracji – przerywali swoje zajęcia w południe, żeby odmówić „Anioł Pański” – to byłoby potężne świadectwo. Odmawiając „Angelus Domini”, oddajemy chwałę Bogu, umacniamy się w wierze i ewangelizujemy innych.

A Różaniec – to oczywiście wspomnienie Lepanto i tyle innych zwycięskich krucjat różańcowych! Wczoraj obchodziliśmy święto Matki Bożej Różańcowej, ustanowione na pamiątkę i w podzięce za zwycięstwo pod Lepanto w 1571 roku – jako święto Matki Bożej Zwycięskiej. Ostatnio zatraciliśmy ducha bojowego, stąd też ten tytuł rzadziej wspominamy, a warto o nim pamiętać, czcić Matkę Najświętszą tym tytułem, dziękując za zwycięstwa i prosząc o kolejne.

Niektórzy zarzucają Polakom, że nie praktykujemy postawy chrześcijańskiej, gdyż nie dość chętnie przyjmujemy migrantów. Jak Ksiądz sądzi, jaką postawę wobec napływu migrantów, głównie muzułmańskich, chciałby Jezus dziś widzieć u nas?

– Przypomnę słowa św. Jana, Apostoła Miłości, który w czasie Ostatniej Wieczerzy spoczywał na sercu Pana, a który w swoim 2 Liście napisał: „Jeśli ktoś przychodzi do was, a tej nauki nie przynosi – nie przyjmujcie go u siebie. Kto by takiego przyjął – ma udział w jego złych dziełach”.

Dziękuję za rozmowę.

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)