Forum Tradycji Katolickiej Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Naśladowanie N. Serca Jezusowego - ks. Piotr Jan Aernoudt SJ Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29193 Przeczytał: 284 tematy

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 10:01, 01 Paź 2017 Powrót do góry

Serce Jezusa jest dla nas wszystkim!

Często, gdy z powodu obojętności i braku czci wobec Najświętszego Sakramentu, upada wiara wśród duchowieństwa i wiernych, sam Pan Jezus, przez różne wybrane osoby przychodził z pomocą Kościołowi Św. aby na nowo ożywić wiarę i rozpalić miłość do Boga. Jedną z takich wybranych dusz był niewątpliwie belgijski jezuita ks. Piotr Jan Aernoudt, autor książki "Naśladowanie Najświętszego Serca Jezusowego" będącej prawdziwą perłą ascezy i mistyki chrześcijańskiej.


Naśladowanie Najświętszego Serca Jezusowego - ks. Piotr Jan Aernoudt SJ

Image

Nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusa, Syna Bożego, jest na wskroś chrześcijańskie i najstarsze ze wszystkich. Zanim zaistniały sakramenty i inne nabożeństwa, już Najświętsza Maryja Panna i św. Józef oddawali cześć Najsłodszemu Sercu Jezusa, a pasterze, mędrcy, Symeon i Anna, apostołowie i uczniowie do niego i przez nie byli pociągnięci, kochali je i przywiązywali się do niego. W tej przepięknej książce autor daje wskazania do oczyszczenia serca, do naśladowania Serca Jezusa nauczającego i cierpiącego oraz do zjednoczenia z Sercem Jezusa Uwielbionego.

Przetłumaczona na wiele języków ta słynna książka belgijskiego księdza Piotra Jana Aernoudt SJ, w języku polskim ukazała się w tłumaczeniu O. Piusa Antoniego Turbańskiego OFM. Autor w wielu głębokich rozważaniach zachęca dusze pobożne, aby poświęcały się Sercu Jezusa, postępowały w cnotach i służyły Bogu swoim świętym życiem. Obejmuje całą teologię ascetyczną, dlatego dostarcza obfitego materiału do rozmyślania na cały rok, podając zarówno teorię jak i praktykę życia wewnętrznego.

Wspaniałe to dzieło, jeszcze za życia autora było zatwierdzone przez Stolicę Apostolską.

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 29193 Przeczytał: 284 tematy

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 10:19, 01 Paź 2017 Powrót do góry

Wstęp

Zacny Czytelniku, posłuchaj łaskawie, jak znakomity jest autor dzieła, jakie masz przed sobą. Ks. Piotr Jan Aernoudt urodził się 15 maja 1811 roku w Moere, wiosce zachodniej Flandrii w diecezji Brugge. Jego ojcem był Karol Aernoudt z Ichtegen, a matką Koleta van de Velde z Couckelaere, czyli oboje z wiosek sąsiadujących z sobą położonych przy tej samej drodze. Dobrzy i ubodzy rodzice odznaczali się pobożnością. Toteż wychowali synka naprawdę po chrześcijańsku. Ten, mając 6 lat, poszedł do wiejskiej szkoły, w której przez 4 lata w porze zimowej niewiele się nauczył, a w lecie pracował na roli. Religii jednak uczył się z wielkim zapałem, a jednocześnie jaśniał taką czystością obyczajów i bystrością umysłu, że mając zaledwie 10 lat, dopuszczony został do Stołu Pańskiego. Snadź do wyższych celów przeznaczył go Bóg w swej dobroci.

Naśladując św. Alojzego, Piotr Jan w wieku 11 lat złożył ślub dozgonnej czystości. Pomny tego ślubu zachował szczerość usposobienia, skromność oblicza i czystość obyczajów. Kiedy zaś podrósł, rodzice posłali go do fabryki płótna, aby więcej zarobił na domowe wydatki. Lecz Pan Bóg przeznaczył go do wyższych celów, powołał go bowiem do pracy nad duszami. Kiedy wpadł do ognia, Pan Bóg (cudownie) go ocalił. Kiedy zaś jako 8-letni chłopiec wpadł do wody, zapalił w jego duszy pragnienie kapłaństwa. Ale jakkolwiek wyraźnie odczuwał powołanie do służby ołtarza, a nawet aby jako misjonarz działał wśród niewiernych, to jednak wcale nie zdawał sobie sprawy z tego, jak ukończy potrzebne nauki. Miał już przecież 18 lat, a jeszcze nie posiadał żadnego wykształcenia. O to zatroszczył się już sam Bóg. Nowy proboszcz w Bovekerke, ks. de Bruyne, dowiedziawszy się o jego zamiarach, postanowił sam udzielać łaciny Piotrowi Janowi, a czynił to tym chętniej, że sam jako chłopiec także brał lekcje u pobożnego kapłana pod warunkiem, że przy sposobności pomoże innemu biednemu chłopcu.

Skoro więc Piotr Jan rozpoczął naukę, wkrótce w r. 1830, po zmianie sytuacji politycznej w Belgii, OO. Franciszkanie w Thilet otworzyli gimnazjum z konwiktem. Za niewielką opłatą przyjęli Piotra Jana do konwiktu, ale za to po lekcjach miał pełnić pewne posługi domowe. W wolnych chwilach zajęty był przygotowaniem światła, sprzątaniem stołu itp. posługami, a jeśli mu czasu zostawało, jak najwięcej przebywał przed Najświętszym Sakramentem, albo przed ołtarzem Najświętszej Maryi Panny, czym budował zarówno przełożonych, jak kolegów, zdobywając powszechne uznanie i ogólną sympatię.

Kiedy zaś Ojcowie, korzystając z przyznanej Belgii wolności obywatelskiej, w roku 1834 wysłali chłopców do domu, aby w swoim konwencie wznowić rodzinę franciszkańską, Piotr Jan udał się do Turnholt na studia retoryki. Bez opłaty przyjął go do swojego zakładu p. Denef, a Bóg, który ,,sprawiedliwego wiedzie drogami prawymi" i wszystkim mile zarządza, przez tę zmianę otworzył Piotrowi Janowi drogę do Towarzystwa Jezusowego w Ameryce Północnej. Albowiem p. Denef, mąż gorliwy w szerzeniu wiary i wielce zasłużony w dziedzinie religijnej, już od r. 1817 zwykł corocznie wysyłać tam kilku misjonarzy. Niemało z nich, i jeszcze innych biednych młodzieńców, własnym kosztem utrzymywał w swoim domu i jako zamożny nauczyciel kształcił ich sam lub z pomocą drugich. Po jego śmierci (13 XI 1844) jedyna jego córka (+10 V 1859) postarała się, aby Towarzystwo Jezusowe dalej prowadziło to, co jej ojciec zapoczątkował. Dlatego w Turnholt od wielu lat kwitnie kolegium jezuickie. We wrześniu 1835 r. uradował się Piotr Jan Aernoudt, że przyszła kolej na jego wyjazd. Pożegnał więc rodziców i z ich błogosławieństwem, i 5 kolegami, w Antwerpii wsiadł na okręt. Do Ameryki dobił 16 XI, a już 2 XII tegoż 1835 roku przywdział suknię zakonną jako nowicjusz Towarzystwa Jezusowego.

Piotr Jan z wielką gorliwością odbył dwuletni nowicjat, a potem na studiach filozofii i teologii wybijał się wśród kolegów, a jak rokował nadzieję świętego życia, tak też dokładnie ją spełniał. Do kapłaństwa doszedł w r. 1843. Jako kapłan był dla wszystkich mężem dobrej rady. Jakie zdanie mieli o nim przełożeni, świadczy choćby to, że przez 7 lat był zastępcą mistrza nowicjatu, a następnie bez przerwy ojcem duchownym w domach, w których przebywał. Wykazywał gorliwość w podawaniu ,,Ćwiczeń" św. Ignacego i w udzielaniu rekolekcji zgromadzeniom zakonnym. W tych i innych czynnościach służby bożej, podobnie jak sam Pan Jezus, z którym był wewnętrznie zjednoczony szczególnym darem modlitwy, ,,ogień przyszedł rzucić na ziemię" i chciał, aby on się szerzył. Serce Jezusa, miłością ku nam pałające, zapaliło jego serce miłością ku sobie, tak że zawsze przemawiał z obfitością gorącego serca, co wyraźnie przebija z tego dzieła.

Ciężką chorobą złożony i już bliski śmierci uczynił ślub, że jeżeli wyzdrowieje, napisze książkę takiej właśnie treści, jak niniejsza. Skoro wyzdrowiał, zaraz zabrał się do dzieła, a w r. 1846 napisaną książkę wysłał do Rzymu do aprobaty przełożonego generalnego zakonu, o. Jana Roothaana. Dla wypróbowania swego sługi, a może raczej dla lepszego wykazania jego wypróbowanej cnoty, Pan Bóg dopuścił, że rękopis, zatwierdzony w Rzymie, dziwnym zbiegiem okoliczności przez 14 lat leżał w zapomnieniu. Przyczyny tego stanu rzeczy autor wcale nie znał, ale w swej pokorze i zupełnym poddaniu woli bożej przez cały ten czas z przedziwnym zaparciem się siebie nigdy ani słowa nie powiedział, nikogo o przyczyny nie pytał, w najmniejszym, nawet stopniu nie okazywał zdziwienia czy żalu.

Czyż, Pobożny Czytelniku, nie nazwiesz tego heroizmem? Oczywiście, i to całkiem słusznie. Tak to o. Aernoudt umiał dotrzymać drugiego ślubu złożone go przed wielu laty, mianowicie aby nigdy dobrowolnie nie popełnić grzechu powszedniego.
(...)

Za zgodą Kurii Metropolitalnej Warszawskiej
z dnia 2 marca 1988 roku

Nr 1176/K/88

Notariusz Ks. Marcin Wójtowicz
Wikariusz generalny Bp. Stanisław Kędziora
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)