Forum Nauka Kościoła Katolickiego Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 ZNISZCZYĆ POWODY SCHIZMY (1988) - kard. Joseph Ratzinger Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30875 Przeczytał: 109 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 15:25, 28 Lis 2013 Powrót do góry

ZNISZCZYĆ POWODY SCHIZMY (1988)

Kardynał Joseph Ratzinger

Konferencja wygłoszona 13 lipca RP 1988 w Santiago do biskupów Chile.



Musimy zastanowić się nad faktem, iż spora liczba katolików, o wiele wykraczająca poza wąski krąg Bractwa Lefebvre’a, postrzega tego człowieka jako w pewnym sensie przewodnika, a przynajmniej jako użytecznego sprzymierzeńca. Nie da się przypisać wszystkiego motywom politycznym, nostalgii czy mniej ważnym czynnikom kulturowym. Przyczyny te nie są w stanie wyjaśnić przyciągania odczuwanego nawet przez młodych – szczególnie przez młodych – pochodzących z wielu całkowicie różnych narodów, otoczonych przez całkowicie odmienne rzeczywistości polityczne i kulturowe. Wprawdzie prezentują oni to, co z każdego punktu widzenia jest oglądem ograniczonym i jednostronnym, ale bez wątpienia fenomen tego rodzaju byłby nie do pomyślenia, gdyby nie działały tu dobre elementy, elementy, które, ogólnie rzecz biorąc, nie znajdują dostatecznej możliwości życia w dzisiejszym Kościele.

W ostatnich miesiącach włożyliśmy wiele pracy w sprawę Lefebvre’a, ze szczerą intencją stworzenia dla jego ruchu wystarczającego do życia miejsca w Kościele. Stolica Święta została za to skrytykowana. Mówiło się, że z niewystarczającą energią broniła ona Drugiego Soboru Watykańskiego, że traktując ruchy progresywne z wielką surowością okazała przesadne zrozumienie dla tradycjonalistycznej rebelii. Rozwój wydarzeń wystarcza, by wykazać błędność tych twierdzeń. Mityczna surowość Watykanu w obliczu dewiacji progresistów okazuje się być jedynie pustosłowiem. W rzeczywistości do tej pory publikowane były jedynie ostrzeżenia. W żadnym przypadku nie nastąpiły rygorystyczne kary kanoniczne w sensie ścisłym. Zaś fakt, iż w najtrudniejszym momencie Lefebvre wypowiedział podpisane już porozumienie, pokazuje, że Stolica Święta, jakkolwiek poczyniła naprawdę szczodre ustępstwa, nie przyznała mu tej pełnej swobody, której pragnął. Lefebvre zrozumiał, że w fundamentalnej części tego porozumienia, był zobowiązany do zaakceptowania Vaticanum II oraz do uznania posoborowego Magisterium, odpowiednio do wagi właściwej każdemu dokumentowi. Jest jaskrawa sprzeczność w tym, że właśnie ci ludzie, którzy nie przepuścili żadnej okazji by dać znać światu o swoim nieposłuszeństwie Papieżowi i magisterialnym deklaracjom ostatnich 20 lat, myślą, że mają prawo osądzać tę postawę jako zbyt łagodną i chcą, aby wymagano absolutnego posłuszeństwa Soborowi Watykańskiemu II.

Podobnie twierdzą oni, że Watykan przyznał Lefebvre’owi prawo do bycia dysydentem, czego uporczywie odmawiano promotorom tendencji postępowej. W rzeczywistości jedynym takim punktem potwierdzonym w porozumieniu jest (w ślad za konstytucją Lumen Gentium, nr 25), prosty fakt, iż nie wszystkie dokumenty Soboru mają taką samą wagę. Co do reszty, to w podpisanym tekście wyraźnie postanowiono, że należy unikać publicznych polemik oraz że wymaga się postawy pozytywnego poszanowania dla oficjalnych decyzji i deklaracji. Dodatkowo wyrażono zgodę, by Bractwo św. Piusa X mogło prezentować Stolicy Świętej – która jako jedyna rezerwuje sobie prawo do decyzji – jego poszczególne trudności dotyczące interpretacji reform jurydycznych i liturgicznych.

Wszystko to jasno pokazuje, że w tym dialogu Rzym połączył wielkoduszność we wszystkim, co można negocjować, ze stanowczością w kwestiach zasadniczych. Wiele tu mówi przedstawione przez arcybiskupa Lefebvre’a uzasadnienie jego wycofania się z porozumienia. Oświadczył, że wreszcie zrozumiał, iż porozumienie, które podpisał, miało na celu jedynie zintegrowanie założonego przez niego dzieła z „Kościołem soborowym”. Kościół katolicki w łączności z papieżem jest, według niego, „Kościołem soborowym”, który zerwał ze swoją własną przeszłością. W rzeczy samej – wydaje się, iż nie jest on w stanie dostrzec, że mamy tu do czynienia z Kościołem katolickim w pełni jego Tradycji oraz że Sobór Watykański II do niej należy. Bez wątpienia problem, który postawił arcybiskup Lefebvre, nie zakończył się zerwaniem z 30 czerwca. Zbyt proste byłoby uciekanie się do pewnego rodzaju triumfalizmu i myślenie, że trudność ta przestała istnieć od momentu, w którym ruch, któremu przewodzi Lefebvre, oddzielił się przez jasne zerwanie z Kościołem. Chrześcijanin nigdy nie może, ani nie powinien znajdować przyjemności w rozłamie. Nawet mimo absolutnej pewności, że winy nie można przypisać Stolicy Świętej, naszym obowiązkiem jest zastanowić się nad nami samymi, nad tym, jakie błędy popełniliśmy, jakie błędy popełniamy nawet teraz. Zawarte w soborowym dekrecie o ekumenizmie kryteria, według których oceniamy przeszłość, powinny być użyte – to logiczne – również do oceny teraźniejszości.

Jednym z podstawowych odkryć teologii ekumenizmu jest to, że schizmy mogą się pojawić tylko wtedy, gdy w Kościele przestano żyć pewnymi prawdami i pewnymi wartościami wiary chrześcijańskiej, gdy przestano je kochać. Prawda, która ulega marginalizacji, staje się autonomiczna, pozostaje poza całością kościelnej struktury, a następnie tworzy się wokół niej nowy ruch. Musimy zastanowić się nad faktem, iż spora liczba katolików, o wiele wykraczająca poza wąski krąg Bractwa Lefebvre’a, postrzega tego człowieka jako w pewnym sensie przewodnika, a przynajmniej jako użytecznego sprzymierzeńca. Nie da się przypisać wszystkiego motywom politycznym, nostalgii czy mniej ważnym czynnikom kulturowym. Przyczyny te nie są w stanie wyjaśnić przyciągania odczuwanego nawet przez młodych – szczególnie przez młodych – pochodzących z wielu całkowicie różnych narodów, otoczonych przez całkowicie odmienne rzeczywistości polityczne i kulturowe. Wprawdzie prezentują oni to, co z każdego punktu widzenia jest oglądem ograniczonym i jednostronnym, ale bez wątpienia fenomen tego rodzaju byłby nie do pomyślenia, gdyby nie działały tu dobre elementy, elementy, które, ogólnie rzecz biorąc, nie znajdują dostatecznej możliwości życia w dzisiejszym Kościele.

Z wszystkich tych względów powinniśmy postrzegać tę sprawę przede wszystkim jako okazję do rachunku sumienia. Powinniśmy pozwolić sobie na zadanie fundamentalnych pytań o obnażone przez te wydarzenia defekty w duszpasterskim życiu Kościoła. Dzięki temu będziemy mogli zaoferować miejsce w Kościele tym, którzy go szukają i żądają go, oraz zniszczyć wszelkie powody schizmy. Możemy uczynić taką schizmę bezprzedmiotową poprzez odnowę wewnętrznych rzeczywistości Kościoła.

Myślę, że są trzy ważne punkty, nad którymi trzeba się zastanowić. O ile istnieje sporo motywów, które wielu ludzi mogły skłonić do szukania schronienia w liturgii tradycyjnej, to głównym z nich jest to, że odnajdują oni zachowaną w niej godność sacrum. Po Soborze było wielu kapłanów, którzy świadomie podnieśli „desakralizację” do rangi programu – pod pretekstem zniesienia kultu Świątyni przez Nowy Testament. Zasłona w Świątyni, która rozdarła się od góry do dołu w momencie śmierci Chrystusa na krzyżu, jest, według pewnych ludzi, znakiem końca sacrum. Śmierć Jezusa, poza murami Miasta, czyli w świecie publicznym, jest teraz prawdziwą religią. Religia, jeśli ma jakikolwiek byt, musi go mieć w niesakralności codziennego życia, w miłości, którą się żyje. Zainspirowani takim rozumowaniem odrzucają oni święte szaty, jak tylko mogli obrabowali kościoły z tego splendoru, który przybliża umysłowi sacrum, zredukowali liturgię do języka i gestów zwyczajnego życia poprzez pozdrowienia, powszednie oznaki przyjaźni i tym podobne rzeczy. Nie ma wątpliwości, że tymi teoriami i praktykami całkowicie zignorowali prawdziwy związek między Starym a Nowym Testamentem. Zapomina się, że ten świat nie jest Królestwem Bożym, że „Święty Boga” (J 6, 69) żyje nadal w opozycji do tego świata, że mamy potrzebę oczyszczenia zanim się do Niego zbliżymy, że profanum, nawet po śmierci i Zmartwychwstaniu Jezusa, nie stało się „świętym”. Zmartwychwstały objawił się, ale tym, których serce otwarło się przed Nim, Świętym. Nie ukazał się wszystkim. To w ten sposób otwarła się nowa przestrzeń dla religii, do której wszyscy teraz należymy, religii, która polega na przybliżaniu się do społeczności Zmartwychwstałego, u stóp którego niewiasty upadły na twarz i adorowały Go. Teraz nie chcę rozwijać tego punktu dalej, ograniczę się do konkluzji: powinniśmy powrócić do wymiaru sacrum w liturgii. Liturgia nie jest uroczystością, nie jest spotkaniem, które ma na celu miłe spędzenie czasu. Nie ma znaczenia, że proboszcz nałamał sobie głowę by wymyślić sugestywne pomysły czy pełne wyobraźni nowinki. Liturgia jest tym, co czyni Boga po trzykroć Świętego obecnym pośród nas, to płonący krzak, to Przymierze Boga z człowiekiem w Jezusie Chrystusie, który umarł i zmartwychwstał. Wspaniałość liturgii nie polega na tym, że oferuje ona interesującą rozrywkę, ale na tym, że czyni dotykalnym Totalnie Innego, którego nie jesteśmy w stanie wezwać. On przychodzi, bo chce. Innymi słowy, istotą liturgii jest tajemnica, realizowana w powszechnym rytuale Kościoła, wszystko pozostałe to pomniejsza. Ludzie żywo z nią eksperymentują i uznają się za oszukanych, gdy tajemnicę przemienia się w rozproszenie, gdy głównym aktorem w liturgii nie jest Bóg Żywy, ale kapłan lub liturgiczny reżyser.

Obok kwestii liturgicznych centralnymi punktami konfliktu są obecnie ataki Lefebvre’a na dekret dotyczący wolności religijnej i na tak zwanego ducha Asyżu. To tutaj Lefebvre ustala granice między swoim stanowiskiem, a stanowiskiem dzisiejszego Kościoła.

Właściwie nie ma potrzeby, abym obszernie mówił o tym, że to, co głosi on w tych kwestiach, jest nie do przyjęcia. Nie chcemy tutaj rozważać jego błędów, ale raczej zapytać siebie samych gdzie brakuje nam jasności. Dla Lefebvre’a w grę wchodzi tu wojna z ideologicznym liberalizmem, przeciwko relatywizacji prawdy. Oczywiście nie zgadzamy się z nim, że – rozumiany zgodnie z intencjami Papieża – tekst Soboru czy modlitwa asyska były relatywizujące. Koniecznie trzeba bronić Drugiego Soboru Watykańskiego przed arcybiskupem Lefebvrem – jako ważnego i wiążącego dla Kościoła.

Z pewnością istnieje mentalność ciasnych poglądów wyizolowujących Vaticanum II, i to ona sprowokowała tę opozycję. Sporo jej przejawów sprawia wrażenie, iż począwszy od Vaticanum II wszystko zostało zmienione, że wszystko, co go poprzedzało jest bezwartościowe lub, w najlepszym razie, ma wartość jedynie w jego świetle. Drugi Sobór Watykański nie został potraktowany jako część całej, żywej Tradycji Kościoła, ale jako koniec Tradycji, nowy start od zera. Prawda jest taka, że sobór ten w ogóle nie zdefiniował żadnego dogmatu i świadomie wybrał skromną rangę soboru zaledwie pastoralnego. A jednak wielu traktuje go tak, jakby uczynił on z siebie superdogmat odbierający ważność wszystkim pozostałym. Ideę tę wzmacnia to, co dzieje się teraz. To, co poprzednio uważano za najświętsze – forma, w której liturgia jest przekazywana kolejnym pokoleniom – nagle jawi się jako coś najbardziej zakazanego, jako jedyna rzecz, której można bezpiecznie zakazać. Nie toleruje się krytyki decyzji podjętych od czasu Soboru, a z drugiej strony, jeżeli ludzie kwestionują starożytne zasady lub nawet wielkie prawdy Wiary – np. cielesne dziewictwo Maryi, cielesne zmartwychwstanie Jezusa, nieśmiertelność duszy itd. – nikt się nie skarży, a jeśli już, to z tylko z największym umiarem. Ja sam, kiedy byłem profesorem, widziałem jak ten sam biskup, który z powodu pewnego nieokrzesanego sposobu wysławiania się zwolnił przed Soborem nauczyciela będącego naprawdę bez zarzutu, po Soborze nie był gotów zdymisjonować profesora, który otwarcie zaprzeczał pewnym fundamentalnym prawdom wiary. Wszystko to sprawia, że bardzo wielu ludzi zadaje sobie pytanie: czy dzisiejszy Kościół jest rzeczywiście tym samym Kościołem, co wczoraj? Czy może zmieniono go w coś innego, nic o tym nie mówiąc ludziom? Jedynym sposobem uwiarygodnienia Vaticanum II jest przedstawianie go takim, jakim jest, jako jedną z części nieprzerwanej, unikalnej Tradycji Kościoła i jego wiary. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że w duchowych ruchach epoki posoborowej często dochodziło do zapomnienia lub nawet do tłumienia zagadnienia prawdy. Być może stajemy tu wobec najważniejszego dzisiaj problemu teologii i pracy duszpasterskiej. „Prawdę” uważa się za twierdzenie zbyt egzaltowane, za „triumfalizm”, na który nie można dłużej pozwalać. Wyraźnie widać tę postawę w kryzysie trapiącym misyjny ideał i misyjną praktykę. Jeśli w głoszeniu naszej wiary nie wskazujemy na prawdę, i jeśli ta prawda już nie jest konieczna dla zbawienia Człowieka, to misje tracą swój sens. W rezultacie wyciągnięto wniosek – wyciągnięto go dzisiaj – że w przyszłości powinniśmy starać się jedynie o to, by chrześcijanie byli dobrymi chrześcijanami, muzułmanie dobrymi muzułmanami, hinduiści dobrymi hinduistami i tak dalej. Jeśli już o to chodzi, skąd mamy wiedzieć kiedy ktoś jest „dobrym” chrześcijaninem albo „dobrym” muzułmaninem? Koncepcja, iż wszystkie religie są – mówiąc poważnie – jedynie symbolami tego, co ostatecznie niepojmowalne, bardzo szybko zdobywa sobie grunt w teologii i już przeniknęła do praktyki liturgicznej. Kiedy sprawy dochodzą do tego punktu, wiara pozostaje w tyle, ponieważ w rzeczywistości wiara polega na tym, że angażuję się w prawdę na tyle, na ile jest mi ona znana. A więc również w tej kwestii mamy wszelkie powody, by powrócić na właściwą ścieżkę.Jeżeli znów uda nam się uwydatnić i żyć pełnią religii katolickiej w odniesieniu do tych punktów, to możemy mieć nadzieję, że schizma Lefebvre’a nie potrwa długo.

Tłumaczył Adrian Fijewski

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Pią 22:00, 18 Paź 2019, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 30875 Przeczytał: 109 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 15:40, 28 Lis 2013 Powrót do góry

Tekst po angielsku:
(...)
[link widoczny dla zalogowanych]


-----------------------------------------------------------------------------

Poniżej wywiad przeprowadzony na początku marca 2009 r. - przed listem Benedykta XVI do biskupów w sprawie lefebrystów, który został ogłoszony 12 marca br.

Sprawa schizmy lefebrystów

Kard. Georges Cottier - były teolog papieski - komentuje burzę wywołaną decyzją Benedykta XVI o zniesieniu ekskomuniki z czterech biskupów tradycjonalistów

Włodzimierz Rędzioch: - Eminencjo, zaczniemy od historii: Jak doszło do schizmy tradycjonalistów?

Kard. Georges Cottier OP: - Do schizmy abp. Marcela Lefèbvre’a doszło po Soborze Watykańskim, za pontyfikatu Pawła VI. Abp Lefèbvre rozpoczął od założenia seminarium w szwajcarskiej miejscowości Ecône. Na początku biskupi Fryburga i Sionu popierali jego inicjatywę, gdyż uważali, że w ten sposób będzie można zachować tradycyjne wartości, które zatracały się w burzliwym okresie posoborowym. Niestety, z czasem okazało się, że chodzi nie tylko o podtrzymywanie tradycji, lecz o odrzucenie Soboru Watykańskiego II. Abp Lefèbvre - emerytowany arcybiskup Dakaru w Afryce, który osobiście uczestniczył w pracach Soboru, kontestował nauczanie soborowe w wielu dziedzinach, takich jak wolność religijna, ekumenizm, liturgia, a następnie dialog międzyreligijny. Bardzo wielu wiernych poszło za nim, by zaprotestować przeciwko dokonywanym ówcześnie nadużyciom liturgicznym. Założone przez abp. Lefèbvre’a Bractwo Kapłańskie św. Piusa X i związany z nim ruch tradycjonalistów rozwinęły się w wielu krajach, a szczególnie we Francji, w środowisku skrajnej prawicy (prawicowy ruch Action Française zawsze odwoływał się do wartości religijnych). W seminarium w Ecône było wielu seminarzystów i, w konsekwencji, abp Lefèbvre zaczął wyświęcać kapłanów. Następnie dokonał kolejnego kroku - udzielił sakry biskupiej czterem kapłanom.

- Dodajmy, że było to w 1988 r., a biskupami tradycjonalistami zostali: Bernard Fellay, Bernard Tissier de Mallerais, Richard Williamson i Alfonso de Galarreta…

- Problem w tym, że w Kościele katolickim biskupów mianuje Papież i nie mogą oni być konsekrowani bez jego zezwolenia (w katolickich Kościołach wschodnich biskupi są wybierani przez synod, lecz zawsze mają aprobatę Ojca Świętego). Ta nielegalna, choć ważna konsekracja biskupów ściągnęła na abp. Lefèbvre’a ekskomunikę zwaną „latae sententiae”.

- Co oznacza ekskomunika „latae sententiae”?

- Ekskomunika „latae sententiae” oznacza, że wierny podlega jej w sposób automatyczny, po popełnieniu poważnego wykroczenia. W konkretnym przypadku Bractwa św. Piusa X chodziło o wykroczenie przewidziane przez kan. 1382 Kodeksu Prawa Kanonicznego, tzn. konsekrację biskupią bez upoważnienia Papieża. Ekskomunika dotyczyła zarówno biskupa konsekrującego, jak i biskupów konsekrowanych.

- Bp Bernard Fellay, obecny przełożony Bractwa św. Piusa X, zapowiedział, że wyświęci nowych kapłanów. Czy będą to święcenia ważne?

- Byłyby to święcenia ważne, chociaż nielegalne. Dziwi mnie jednak, że bp Fellay zapowiedział wyświęcenie nowych kapłanów już po cofnięciu ekskomuniki.

- Jan Paweł II cierpiał z powodu schizmy i czynił wszystko, co było w jego mocy, by położyć jej kres…

- Schizma jest dla Kościoła bardzo bolesną raną. Gdy dziś mówi się tyle o ekumenizmie, o woli doprowadzenia do zjednoczenia wszystkich chrześcijan, nie można tolerować nowej schizmy. Dlatego jeszcze w 1988 r. Jan Paweł II powołał do życia watykańską Komisję „Ecclesia Dei”, której celem jest utrzymywanie kontaktów z Bractwem św. Piusa X w celu położenia kresu schizmie oraz z tymi, którzy je opuścili, aby pozostać w jedności z Papieżem. Przewodniczy jej kolumbijski kardynał Darío Castrillón Hoyos - emerytowany prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa.

- Ekskomunikowani biskupi sami zwrócili się do Papieża z prośbą o cofnięcie ekskomuniki, podkreślając, że cierpią z powodu obecnej sytuacji i wyrażają pragnienie pełnej jedności z Kościołem. Czy zniesienie ekskomuniki było odpowiedzią Ojca Świętego na te prośby?

- W czasie rozmów biskupi ci zawsze deklarowali, że uważają się za katolików i że bardzo cierpią z powodu ekskomuniki. Jednocześnie wyrażali pragnienie zachowania dawnej liturgii. Dlatego Benedykt XVI uczynił pierwszy krok: wydał motu proprio „Summorum Pontificum”, poszerzające możliwości, które istniały już wcześniej, celebrowania Eucharystii i sakramentów w starym rycie (chodzi o możliwość używania Mszału św. Piusa V, zreformowanego przez bł. Jana XXIII w 1962 r. - przyp. W. R.).
Zniesienie ekskomuniki wcale nie oznacza, że czterej biskupi zostali w pełni włączeni w struktury Kościoła katolickiego - pozostają zawieszeni „a divinis”, lecz została usunięta przeszkoda na drodze do dalszych dyskusji. Centralnym problemem pozostaje negowanie ważności Soboru Watykańskiego II. Pełna komunia katolicka zakłada uznanie tego tak ważnego dla Kościoła soboru.

- Wynika z tego, że punktem zapalnym w kontaktach z Bractwem św. Piusa X jest interpretacja Soboru Watykańskiego II. Ale sprawa ta dotyczy nie tylko lefebrystów, jest także tematem dyskusji w Kościele katolickim. Niektórzy katolicy twierdzą, że sobór oznaczał zerwanie z przeszłością, i mówią o „hermeneutyce nieciągłości” (hermeneutyka - badanie, wyjaśnianie i interpretowanie starych źródeł pisanych, szczególnie Pisma Świętego). Benedykt XVI natomiast głosi hermeneutykę reformy i ciągłości. W swym ważnym przemówieniu do Kurii Rzymskiej z 22 grudnia 2005 r. Papież cytuje Jana XXIII, który jednoznacznie określił poprawną hermeneutykę soborową, stwierdzając, że sobór „pragnie przekazać czystą i nienaruszoną doktrynę, niczego nie łagodząc ani nie przeinaczając (…). Konieczne jest, aby ta niezawodna i niezmienna nauka, którą należy wiernie zachowywać, była pogłębiana i przedstawiana w sposób odpowiadający potrzebom naszych czasów. Czym innym bowiem jest depozyt wiary, to znaczy prawdy zawarte w naszej czcigodnej doktrynie, a czym innym sposób ich przekazywania, przy zachowaniu wszakże ich niezmienionego znaczenia i doniosłości”. Czy nie uważa Eminencja, że za otwartą wrogością do lefebrystów niektórych środowisk katolickich, które określane są jako postępowe lub demokratyczne, w gruncie rzeczy kryje się pewna niechęć do Papieża głoszącego „hermeneutykę reformy i ciągłości”?

- Po Soborze Watykańskim II mieliśmy do czynienia z dwoma rodzajami nadużyć: konserwatywnym i postępowym. Nie powstał jednak żaden Kościół „postępowy”.

- To prawda, że nie doszło do powstania Kościoła „postępowego”, lecz może tylko dlatego, że tam, gdzie biskupi i kapłani interpretowali Vaticanum II w sposób radykalnie „postępowy”, Kościół przestał prawie istnieć, tak jak to miało miejsce w Holandii, Belgii czy w niektórych regionach Francji.

- Katolicy zwani postępowymi to byli głównie nierozważni teolodzy i biskupi, którzy występowali tylko we własnym imieniu. Magisterium Kościoła nie milczało jednak w przypadku tego typu nadużyć. Kongregacja Nauki Wiary uznała wiele książek i idei katolików „postępowych” za niezgodne z doktryną katolicką.
Wracając jednak do tematu hermeneutyki, chciałbym dodać, że Magisterium ostatnich wielkich papieży zawiera autentyczną interpretację Soboru. Paweł VI zakończył prace soborowe i uczynił bardzo wiele, by wprowadzić w życie soborowe nauczanie: powołał do życia nowe instytucje, wydał wiele dokumentów, a podczas środowych audiencji głosił autentyczną hermeneutykę soborową. Jan Paweł II zawsze podkreślał, że jego zadaniem jest realizowanie autentycznej nauki Vaticanum II. Jest to też kierunek, w którym działa obecny Papież. Wspomniał Pan o wspaniałym i bardzo ważnym przemówieniu do Kurii Rzymskiej w 2005 r., które dotyczyło poprawnej interpretacji Soboru. Zawiera ono krytykę tych wszystkich, którzy twierdzą, że historia Kościoła dzieli się na okres przedsoborowy i posoborowy, gdyż Sobór był zerwaniem z przeszłością. To brednie. Wystarczy przypomnieć, że w dokumentach soborowych najbardziej cytowanym papieżem jest Pius XII, uznawany za papieża „przedsoborowego”! Gdyby nie Pius XII, Soboru by nie było. To jeden z dowodów na jego ciągłość.
Z drugiej strony Magisterium musi dawać odpowiedzi na problemy każdej epoki (dla przykładu, dzisiaj wielkim problemem są stosunki między Kościołem a państwem we wszystkich krajach świata) i na coraz to nowe zagrożenia dla Kościoła, lecz chodzi tu o aspekty duszpasterskie, co bardzo dobrze wyjaśnił Benedykt XVI.
Niestety, po Soborze wielu biskupów nie spodziewało się tak gwałtownych reakcji i nie potrafiło odpowiednio zareagować na nadużycia. Wielki kryzys posoborowy był niespodzianką, chociaż historia powinna nas nauczyć, że po każdym soborze miały miejsce zawirowania.

- Każda schizma w Kościele jest wielkim dramatem, bo dochodzi do dzielenia Ciała Chrystusa, który nakazał nam, abyśmy byli jedno. Czy papieska próba zakończenia ostatniej schizmy naszych czasów - schizmy lefebrystów - nie powinna być z entuzjazmem wspierana przez wszystkich katolików?

- Problem schizmy lefebrystów jest wydarzeniem współczesnym, dlatego ludzie nie postrzegają go jako historii, lecz jako aktualny problem, który dotyczy ich bezpośrednio, często w sposób emocjonalny. Mogłem to stwierdzić w kantonie Valais w mojej Szwajcarii, gdzie ruch abp. Lefèbvre’a podzielił rodziny. Gdy ktoś z rodziny jest lefebrystą, często dochodzi do dramatycznych dyskusji i napięć, kiedy trzeba przygotować wesele lub pogrzeb. Paradoksalnie łatwiej jest nam rozmawiać z protestantami, którzy są oddaleni od Kościoła katolickiego, lecz czasami tęsknią za jednością, niż z agresywnymi i wojującymi tradycjonalistami (w Paryżu zajęli oni siłą jeden z kościołów). Lecz ich postawa nie zmienia faktu, że są naszymi braćmi w wierze. Dlatego musimy popierać Ojca Świętego w jego odważnych i godnych uznania próbach zakończenia schizmy. Historia uczy nas, że schizma, która trwa zbyt długo, staje się nieodwracalna - ruch lefebrystyczny mógłby stać się więc rodzajem sekty. Dlatego należy działać bez zwłoki.

- Pomówmy teraz o reakcjach na zniesienie ekskomuniki poza Kościołem. Czy nie jest rzeczą zdumiewającą, że kręgi liberalne - teoretycznie wrogie ograniczaniu wolności osobistej i każdej formie cenzury i ekskomuniki - tak bardzo krytykowały gest miłosierdzia Papieża w stosunku do tradycjonalistów, domagając się cenzury?

- Widać z tego, że liberałowie, gdy działają w sposób stronniczy, stają się antyliberalni.

- Negacjonistyczne tezy bp. Williamsona, jednego z czterech biskupów Bractwa św. Piusa X, przyczyniły się do całkowitego wypaczenia znaczenia faktu zdjęcia ekskomuniki. Niektóre kręgi żydowskie zareagowały na papieską decyzję z niebywałą wrogością, tak jak gdyby nie rozróżniały dwóch odrębnych aspektów problemu: aspektu czysto kościelnego (cofnięcie ekskomuniki nałożonej z powodu nielegalnej konsekracji biskupiej) i godnych potępienia, ale prywatnych opinii jednego z biskupów. Czy wynikało to z całkowitego niezrozumienia spraw kościelnych, czy raczej ze zwykłego braku dobrej woli?

- Uważam, że chodziło o nieporozumienie, ponieważ ludzie nie wiedzą, co oznacza „zdjąć ekskomunikę”. Nawet wielu katolików było przekonanych, że po zniesieniu ekskomuniki lefebryści powrócili do Kościoła katolickiego. Kościół ma wiele terminów technicznych, które należałoby ludziom lepiej wyjaśnić. Tak jak nie można zrozumieć piłki nożnej, jeżeli ktoś nie wie, co znaczy „spalony”, „rzut karny” czy im podobne wyrażenia, tak samo nie można zrozumieć działań Kościoła, jeżeli nie zna się jego terminologii. To ignorowanie spraw kościelnych doprowadziło do poważnych nieporozumień. Jednym słowem należało wyjaśnić wszystko i od samego początku.
Mnie jednak osobiście niepokoi fakt, że podanie informacji o cofnięciu ekskomuniki zbiegło się z nagłośnieniem deklaracji bp. Williamsona sprzed kilku miesięcy, o której w Watykanie nie wiedziano.

- W Watykanie nie wiedziano o deklaracjach bp. Williamsona, lecz ktoś musiał o nich wiedzieć i nadał im światowy rozgłos w odpowiednim momencie, tzn. równocześnie z oficjalnym zdjęciem ekskomuniki…

- Możemy stawiać jedynie hipotezy, ale jedno jest pewne - Kościół był i zawsze będzie krytykowany i oczerniany. Jezus powiedział: „Tak jak mnie prześladowali, tak i was prześladować będą”, dlatego nie musimy się za bardzo dziwić temu, co się stało. Zły jest ojcem kłamstwa.
Ja mam wielu przyjaciół Żydów i musimy przyznać, że Kościół zrobił wiele pozytywnych kroków w dialogu z Żydami, lecz ich obecne pokolenie jest bardzo naznaczone tragedią zagłady. W planach Hitlera zagłada narodu żydowskiego miała poprzedzić zniszczenie Kościoła - ta próba zniszczenia planu Bożego to niezgłębiona tajemnica. Negowanie tego wszystkiego wprawia w wielkie zakłopotanie nie tylko Żydów, ale także sumienie chrześcijańskie.

- W następstwie afery z bp. Williamsonem w świecie żydowskim podniosły się głosy, by zerwać wszelkie kontakty z Kościołem katolickim. Są Żydzi, którzy mówią nam: „Wy nas potrzebujecie, a my was nie potrzebujemy”, przypominając, że chrześcijanie nie mogą wyprzeć się żydowskich korzeni swej wiary. Spoglądając w przeszłość, odnosi się również wrażenie, że niektóre środowiska żydowskie podchodzą do dialogu z katolikami w sposób instrumentalny, aby osiągnąć określone cele, które niewiele mają wspólnego z wiarą. Przypomnijmy, że w przeszłości spotkania katolicko-żydowskie służyły między innymi: nakłanianiu Stolicy Apostolskiej, by uznała państwo Izrael, a następnie, by nawiązała z nim stosunki dyplomatyczne, wypędzeniu sióstr karmelitanek i usunięciu krzyży z obrzeży obozu koncentracyjnego w Auschwitz, ciągłemu przypominaniu o konieczności zwalczania antysemityzmu itp. Jak należy więc prowadzić z nimi dialog? Zadaję to pytanie, gdyż jest Eminencja członkiem papieskiej Komisji ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem.

- Nie jest rzeczą dobrą zredukowanie dialogu do dyskusji nad bieżącymi problemami. W komisji prowadzimy dialog religijny. Mamy kontakty z Wielkim Rabinatem Izraela i rozmawiamy na tematy religijne, dyskutujemy o wspólnych badaniach. Zdanie: „Wy nas potrzebujecie, a my was nie potrzebujemy” nie jest prawdziwe. Kościół otrzymał Stary Testament, lecz katolicka i protestancka lektura Biblii jest inna od sposobu, w jaki czytają ją rabini i tradycja Talmudu. Nasza więź ma nie tylko charakter historyczny, gdyż Jezus był Żydem, i Kościół powstał w tym środowisku. Jezus był Mesjaszem Izraela i uważam, że prawdziwy dialog musi zasadzać się na tym, co w rozdziałach 9-11 pisze św. Paweł w Liście do Rzymian. Fakt, że wielu Żydów nie uznaje Jezusa, jest problemem teologicznym. Nadzieja św. Pawła, że nadejdzie dzień pojednania, jest także nadzieją Kościoła. Kościół nie jest zaprzeczeniem narodu pierwszego przymierza, z którym łączą nas głębokie więzy. Jan Paweł II mówił o „naszych umiłowanych braciach”.
Problem w tym, że również Żydzi - tak jak społeczności tradycyjnie chrześcijańskie - stają się coraz bardziej zlaicyzowani i przestają wierzyć, że święte księgi zawierają Słowo Boże. Gdy brakuje wiary, mamy do czynienia z upolitycznieniem dialogu. Natomiast z wierzącymi Żydami dialog jest zawsze owocny - nawet jeżeli dochodzi do tarć - gdyż łączy nas wspólne poszukiwanie woli Bożej.

- Anna Foa, włoska historyk, wnuczka rabina Turynu, stwierdza w swej najnowszej książce, że nowa tożsamość żydowska nie jest już związana z wiarą, lecz z dwoma paradygmatami: Shoah i państwem Izrael (paradygmat to przyjęty sposób widzenia rzeczywistości, wzorzec - przyp. W.R.)…

- To bardzo smutne, gdyż świadczy o tym, że również społeczność żydowska staje się zlaicyzowana. Dlatego Żydzi szukają swej tożsamości poza Biblią. Szukają jej - jak twierdzi francuski intelektualista Alain Besançon - w „religii Shoah”. Również powstanie państwa Izrael staje się faktem epokowym, z którym oni się utożsamiają. Gdy nie ma wymiaru transcendentnego, liczy się tylko historia i polityka.

- Gary L. Krupp - Żyd i przewodniczący Fundacji Pave the Way z siedzibą w Nowym Jorku, której celem jest szerzenie tolerancji i zrozumienia między religiami przez wymianę kulturalną i intelektualną - twierdzi, że światowe mass media nagłośniły sensacyjnie i niekompletnie sprawę biskupów lefebrystów, dodając paliwa kontrowersjom i negatywnym reakcjom ludzi. Czyż nie kolejny już raz środki społecznego przekazu wykazały postawę uprzedzenia lub wrogości w stosunku do Kościoła katolickiego (prof. Jenkins nazywa antychrześcijaństwo „ostatnim tolerowanym uprzedzeniem” w dzisiejszym świecie)?

- To oczywiste, że ktoś nagłośnił tak bardzo delikatną sprawę, jaką jest negowanie Shoah, by uderzyć w Kościół i wywołać nastroje antykatolickie. Największą odpowiedzialność ponoszą za to oczywiście media. Dać na pierwszą stronę gazety tytuł: „Papież znosi ekskomunikę z biskupa, który neguje Holokaust” to nadużycie. To nie jest już informowanie, lecz manipulowanie! Gdyby Benedykt XVI wiedział, że ten biskup jest negacjonistą, nie odwołałby ekskomuniki.

Wywiad został przeprowadzony na początku marca 2009 r. - przed listem Benedykta XVI do biskupów w sprawie lefebrystów, który został ogłoszony 12 marca br.

[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Pią 22:12, 18 Paź 2019, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)