Forum Kościół Rzymskokatolicki Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 Diaboliczne korzenie muzyki techno - Leszek Dokowicz Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 31662 Przeczytał: 277 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 21:36, 15 Gru 2008 Powrót do góry

Diaboliczne korzenie muzyki techno

Leszek Dokowicz
Przeżycia, które Leszek Dokowicz doznał z powodu magii, dokonanej na nim. Opisuje on, czym naprawdę są koncerty i dyskoteki techno - są to imprezy satanistyczne, o czym uczestnicy nie mają pojęcia. Jest tu opis działań podprogowych wobec słuchaczy techno oraz cel, ku któremu dążą ci, którzy rządzą masową rozrywką.


Mam 38 lat. Jestem mężem wspaniałej żony i ojcem czwórki dzieci. Historia, którą chcę Wam opowiedzieć, rozpoczęła się, gdy miałem 13 – 14 lat. Wtedy właśnie zaprowadzono mnie do człowieka, który nazywał się Harris i jeździł po Polsce jako uzdrowiciel, nakładając ręce na ludzi. Po dwóch wizytach u niego rozpoczął się mój powolny proces odchodzenia od Kościoła. Z każdym rokiem byłem coraz dalej od ołtarza, aż któregoś dnia znalazłem się zupełnie na zewnątrz kościoła. Gdy miałem 18 lat, przytrafiła mi się możliwość wyjazdu za granicę, z której skorzystałem. Tak znalazłem się w Niemczech. Przez wszystkie lata mojego pobytu tam coraz bardziej stawiałem siebie w centrum, coraz częściej i w coraz poważniejszy sposób przekraczałem Boże przykazania.

Na początku lat 90. rozpoczęło się w Europie coś, co dziś jest określane mianem kultury techno. Młodzież zaczęła się gromadzić na dużych imprezach, powstawała nowa muzyka, generowana przez komputery, nowe narkotyki, nowy język, nowy wygląd ludzi. Wszystko to było bardzo pociągające. Moje korzenie również tkwiły w muzyce elektronicznej, więc bardzo szybko i z radością zanurzyłem się w tym nowym świecie. Przez pomysł stworzenia nowego urządzenia akustycznego poznałem grupę ludzi należących do jednego z centrów tego ruchu. Tam poznałem Petera – jednego z ideologów techno. Gdy usiadłem pierwszy raz naprzeciw niego, szybko zdałem sobie sprawę z tego, że jeszcze nigdy nie rozmawiałem z takim człowiekiem. Miał wszechstronną wiedzę, był profesorem jednej z amerykańskich szkół filmowych. Studiował przez wiele lat pracę mózgu, prowadził doświadczenia ze światłem w nocnych klubach, a w tamtym czasie jego głównym zajęciem było kierowanie ideologią ruchu techno oraz tworzenie filmów oddziałujących na podświadomość, które były pokazywane w czasie potężnych imprez.

Po naszej rozmowie człowiek ten zaprosił mnie, bym powoli wszedł z nim we współpracę i poznał jego dzieła. Po jakimś czasie dowiedziałem się od niego, że w rejs po Morzu Śródziemnym wyrusza statek, na którym będzie 350 osób z całego świata – czołowi twórcy ruchu techno. Wiedząc, że jestem operatorem kamery, Peter zaprosił mnie, bym pojechał z nim i wykonał dla niego zdjęcia. Po ich obejrzeniu zaproponował mi, że będzie mnie uczył, bo szukał kogoś takiego jak ja przez 14 lat. Powoli stało się jasne, że chce, bym przejął dzieło jego życia, bo był już starszym człowiekiem. Tak rozpoczęła się moja wielka przygoda.

Moja osobowość zaczęła się coraz bardziej zmieniać; zmieniłem się również zewnętrznie: przefarbowałem włosy, zacząłem się inaczej ubierać. Coraz więcej pracy otrzymywałem z wnętrza sceny i całym sobą przyjmowałem to, co się tam działo.

Latem 1995 r. okazało się, że moja ówczesna narzeczona, a dzisiejsza żona jest w ciąży. Peter powiedział, że to, co w najbliższych latach będzie działo się na świecie, wymaga całej naszej koncentracji i uwagi. Usłyszałem wtedy od niego, że dziecko to nie jest problem, wystarczy pójść do lekarza i to załatwić, a za kilka lat, jeśli będziemy mieli ochotę, możemy mieć dzieci. Dzięki Bogu nie zgodziliśmy się z tym i nie doszło do aborcji.

Peter przez cały czas mnie kształcił: otrzymywałem specjalnie dla mnie zmontowane kasety wideo, z jego potężnego archiwum dostawałem książki do przeczytania; następnie spotykaliśmy się i rozmawialiśmy na te tematy. Podstawą duchową ruchu techno był buddyzm i zen. Obserwowałem wszystko, co się działo na scenie, poznawałem metajęzyk, którym się tam porozumiewano.

Zimą 1996 r. nagle coś się zmieniło. Do tej pory muzyka był bardzo pozytywna, przedstawiany obraz świata był nawiązaniem do czasów hippisów, głoszono takie hasła, jak: „Mój dom jest twoim domem”, „Jesteśmy jedną rodziną”... Ale teraz dźwięki stały się ciemniejsze, było więcej uderzeń na minutę, pojawiła się agresja. Ludzie, którzy byli najważniejszymi nośnikami informacji, nosili koszulki z napisem: „Terror na całym świecie”, wojskowe ubrania, symbole śmierci, karabiny, pistolety. Zapytałem Petera, co się dzieje. Odpowiedział, że to jest tylko krótka zmiana, zakręt, że to wszystko kiedyś wyruszy w inną stronę.

Na wiosnę tego samego roku nadszedł czas rozwiązania i czekaliśmy na urodzenie naszego dziecka – wydawało się, że urodzi się w Wielkim Tygodniu. Pierwszy raz byliśmy w szpitalu w Wielki Piątek, a w Wielką Sobotę drugi raz. W Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego urodził się nasz syn – Robert. Peter przyleciał z Amsterdamu i poprosił o to, by mógł ponosić dziecko na rękach i pobyć z nim sam na sam. Zgodziliśmy się na to, bo był naszym przyjacielem. Po powrocie do Polski, noc czy dwie później, zauważyliśmy, że nasze dziecko zaczyna się dziwnie zachowywać. Syn wydawał z siebie dziwne, niemiłe dla ucha odgłosy. Ale ponieważ działo się to zwykle w nocy i trwało około godziny, a przez resztę czasu wszystko było w porządku, więc spychaliśmy to do podświadomości.

W tym czasie wydarzyło się jeszcze kilka innych rzeczy, które nieco zakłóciły nasz spokój. Zaczęliśmy z żoną rozmawiać o tym wszystkim. Już wtedy dostrzegałem wiele znaków i poszczególne części – niczym puzzle – zaczęły mi się układać w całość. Zdecydowałem, że po przyjeździe do Dortmundu zapytam Petera, co się dzieje, i poważnie z nim porozmawiam.

30 kwietnia pojechałem tam na największą imprezę na świecie, która nazywa się May Day. Odbywa się ona w nocy z 30 kwietnia na 1 maja, kiedy to według starogermańskich wierzeń bogini miłości łączy się z bogiem wojny; z połączenia seksu i przemocy powstaje perwersja. Tej nocy 20 tysięcy młodych ludzi tańczy w największej hali Dortmundu – Westfalii. Tam też odbywa się praca ludzi, którzy potrafią przejąć działanie tej sceny w najbardziej doskonały sposób. Kiedy tam przyjechałem, Peter powiedział, że tej nocy mam szczególnie uważać, bo to, co będzie pokazywał na ekranach, jest jednocześnie informacją dla mnie – nadszedł bowiem czas, by powiedzieć, kim są, co robią i dlaczego. O godz. 1 w nocy zmienił się skład prowadzących – przy laserach, światłach, wideo i muzyce zasiadł tak zwany pierwszy garnitur.

Rozpoczęła się właściwa praca, a kiedy kamery stacji telewizyjnych opuściły halę, światła przyciemniono i Peter rozpoczął podawanie zapowiedzianych obrazów. Były one straszne, przedstawiały walkę w świecie, która miała doprowadzić do potężnej wojny atomowej i do zniszczenia ludzkości. Przedstawiały też ludzi ze sceny techno przejmujących panowanie nad tymi, którzy nie należą do tych struktur. Obrazy te były nieczytelne dla odbiorców z zewnątrz, ale ja je rozumiałem – ze względu na jasną dla mnie symbolikę. Za każdym razem gdy zrozumiałem jakiś obraz, patrzyłem na Petera i kiwałem głową, żeby szedł dalej z informacjami. A tymczasem impreza szalała, tysiące watów było pompowanych do hali przez elektronikę, olbrzymie ściany głośnikowe i światła. Nad samym centrum hali wisiała konstrukcja w kształcie krzyża ze świateł, które można było zmieniać na dowolny kolor. Wszystko to było zawieszone na łańcuchach, którymi można było poruszać, tak że szastano tym krzyżem nad tancerzami, a dodatkowo projektowano na niego laserami różne figury graficzne.

W pewnym momencie prezentowane symbole stały się jeszcze bardziej czytelne – i wówczas to z zupełną jasnością zrozumiałem, co się dzieje i z kim naprawdę mam do czynienia. Zrozumiałem, że ci ludzie, z Peterem na czele, to sataniści, którzy prowadzą młodzież całego świata na zatracenie, że ja jestem jednym z nich i że nie ma już dla mnie odwrotu. Różne myśli zaczęły mi wówczas przychodzić do głowy. Myślałem o tym, że teraz wszystko stoi przede mną otworem, że mogę zrobić, co chcę, pracować przy dowolnym projekcie, wybierać ludzi, z którymi chcę pracować, a pieniądze nie grają roli. Potem pomyślałem, że aby to wszystko zrealizować, muszę zostawić żonę i dziecko, bo tam, dokąd idę, oni nie mogą pójść ze mną. Później przeżyłem coś, co dziś nazywam uprzedzającą łaską, daną mi przez Boga. Wyraźnie doświadczyłem tego, że na końcu wszystkiego czeka mnie wieczne potępienie. Przeżyłem uczucie wpadania mojej duszy w ciemność, w potężny, straszliwie beznadziejny, okropny w odczuciu lot.

Wtedy, nie wiedząc w zasadzie, co robię, jak człowiek mający pistolet przystawiony do skroni, niczym tonący w fali rozhukanej muzyki i świateł, gdzie wszystko było na najwyższym poziomie energetycznym, upadłem na kolana i zacząłem wołać: „Ojcze nasz…”. A kiedy tylko wypowiedziałem pierwsze słowa modlitwy, zobaczyłem białą postać Michała Archanioła z mieczem w ręku. Zadał mi on trzy pytania: „Czy wierzysz w Boga?”, „Czy zaprzeczasz Szatanowi?” i „Czy chcesz z nim walczyć?”. Na wszystkie odpowiedziałem „tak!”. Wtedy archanioł kazał mi wstać i iść w stronę światła.

W cudowny sposób wydostałem się stamtąd. Bóg posyłał wszystko, co było konieczne, abym bezpiecznie mógł opuścić tamto miejsce. Szedłem na wschód, ku wschodzącemu słońcu. Chciałem jechać do Berlina i Polski, bo nagle stało się dla mnie jasne, w czym uczestniczyłem. Szedłem od kościoła do kościoła, szukając schronienia, ale wszędzie drzwi były zamknięte. Nie dostałem się też do żadnego kapłana, nigdzie mi nie otwarto. Nieprzyjaciel atakował mnie bezpośrednio, raz mi się nawet pokazał. W tym momencie dotarło do mnie bardzo silne przekonanie, które odtąd pomagało mi w każdej sytuacji – ja wierzę w Boga i nie możecie mi nic zrobić. Z tą myślą szedłem dalej. W nocy dotarłem do Berlina, gdzie czekał pociąg do Polski. Wsiadłem do niego i po ponad godzinie jazdy poczułem wielki pokój. Wtedy zrozumiałem, że przekroczyłem granicę. Duchowo odczułem potężne bezpieczeństwo i zrozumiałem, że jest to efekt modlitwy tysięcy ludzi, tych wszystkich pokoleń, które aktywnie włączały się w walkę duchową, które prosiły Pana o zmiłowanie.

Gdy przyjechałem do domu, opowiedziałem rodzicom i żonie, co się wydarzyło. Czułem, że nieprzyjaciel ma do mnie dostęp przez wszystkie moje grzechy i moje dotychczasowe życie. Wiedziałem, że potrzebuję spowiedzi, kapłana, który mnie nie wyśmieje. Mama wskazała mi dwóch, którzy mogliby mi pomóc.

Przyszedłem do jednego z kościołów i zacząłem szukać wskazanego kapłana. Okazało się, że prowadzi on prace budowlane przed kościołem. Szukając go, wyszedłem na plac. Wówczas to jakaś kobieta poprosiła mnie o pomoc. Dowiedziałem się od niej, że w tym czasie po Europie Wschodniej pielgrzymowała figura Matki Boskiej Fatimskiej. Trzy dni później miała być w moim mieście. Otóż miałem pomóc w przeniesieniu krzyża na miejsce spotkania z Matką Bożą. Po raz pierwszy w życiu z własnej woli wszedłem do kościoła do spowiedzi, by otrzymać sakrament oczyszczenia z grzechów, zabezpieczenie przed Szatanem – i od razu otrzymałem krzyż tak ciężki, że wrzynał mi się w ramię i nie mogłem go unieść. Szedłem około trzeciej po południu ulicą św. Jana w parafii poświęconej Maryi, niosąc krzyż. Wtedy to usłyszałem bardzo wyraźnie następujące słowa: „Jeżeli chcesz pójść za Mną, weź swój krzyż i Mnie naśladuj”. Płakałem jak małe dziecko. Ludzie szli z pracy, do sklepów, ale nikt pewnie nie zwracał na to uwagi.

Po upływie około dwóch tygodni postanowiłem pojechać z mamą do Częstochowy – na Jasną Górę, bo stwierdziliśmy wspólnie, że we wszystkich ważnych momentach mojego życia była cicho obecna Matka Boża. (Dodam, że jako młody chłopak wraz z rodziną poświęciłem się Maryi).

Tak więc w środę dziękowałem w Częstochowie Matce Bożej za ratunek, a w czwartek pojechałem do Telewizji Niepokalanów, by dotrzeć do ludzi Kościoła, którzy potrafią przekazać informację dalej i mogą przez to ostrzec innych przed tym, co się dzieje. Wiedziałem bowiem, że muzyka techno będzie z wielką siłą wkraczać do Polski. Bóg postawił wówczas na mojej drodze siostrę zakonną ze zgromadzenia Sacré Coeur, która po usłyszeniu całej historii powiedziała, że potrzebuję kierownictwa duchowego. Następnego dnia trafiłem do ojców jezuitów. Zaproszono mnie na pierwszy tydzień rekolekcji ignacjańskich. Tak rozpoczęła się droga mojego nawrócenia i oczyszczenia. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy, kim jestem w oczach Boga ani kim On jest. Musiałem nadrobić wiele lat zmarnowanego czasu, nauczyć się czytać Pismo Święte, poznawać drogi Pana, chodzić za Nim. Dziś z przyjaciółmi, których Bóg postawił na mojej drodze, staram się przez media odnajdywać drogi nowej ewangelizacji. Staramy się znaleźć język, który przemówi do ludzi, pokazać największe skarby Kościoła, by ratować tych, którzy toną. (...)

Jestem pewien, że nadchodzi czas konfrontacji. Święty Ignacy mówił o dwóch sztandarach – sztandarze Chrystusa, pod którym gromadzi się jedna armia, oraz sztandarze armii Szatana. Podczas pracy nad filmami zauważyliśmy, że zagubienie ludzi – ich decyzja opowiedzenia się za Chrystusem bądź przeciwko Niemu (dotyczy to również tej całej rzeszy letnich, którzy mówią „tak, ale…”) jest zależna tylko od tego pytania: „Kim dla ciebie jest Jezus Chrystus?”. W związku z tym nie ma ważniejszego zadania dla nas niż ewangelizacja, niż wskazywanie na Pana: że On jest, że jest miłosierny i czeka na każdą i każdego, że chce ratować, odnawiać, błogosławić – tak by nawrócenie stało się udziałem wielu. Jestem przekonany o tym, że każdy, kto zdecyduje się pójść za Nim, jest tym kwiatem w wiośnie Kościoła, którą zapowiadał Ojciec Święty Jan Paweł II, o której mówił, że już jest. To my, dążący za Chrystusem, jesteśmy tymi kwiatami oświetlanymi słońcem Boga, który daje światło dla wydania owocu – pomocy braciom i siostrom, którzy żyją w ciemności. Życie jest krótkie, a to, że niektórzy zaprzepaszczają na zawsze wieczność, jest czymś, co musimy dogłębnie zrozumieć. Każda i każdy z nas jest powołana(-y) do oczyszczenia, do zjednoczenia z Panem przez przebaczenie, do tego, by stanąć przed Nim i prosić o dary Ducha potrzebne do pójścia naprzód. Polska jest krajem, który Matka Boża osłania swoim płaszczem i w którym jest złożonych bardzo wiele skarbów. Tu ludzie są przygotowani do walki przez łaskę, którą wymodliły pokolenia. Teraz należy wyruszyć. Jezus przygotowywał swoich uczniów przez trzy lata, a niektórzy z nas są przygotowywani przez dziesięć – piętnaście lat. Teraz jest czas wyjścia, szukania Jego woli, pytania, czego On od nas wymaga, i ewangelicznego radykalizmu w pójściu za Nim. Życzę Wam wszystkim, aby każda i każdy z Was z odwagą wyproszoną na modlitwie wyruszyła (wyruszył) w drogę zgodną z wolą Pana, byście się stali pochodniami, które rozpalą ten świat.

Chciałbym podziękować w tym miejscu dwóm matkom: mojej, będącej przykładem dla tych matek, których dzieci są w ciemnościach. Moja mama modliła się za mnie piętnaście lat i w momencie, gdy myślała, że już wszystko jest stracone, Bóg dał mi łaskę nawrócenia. Drugą matką jest Maryja, która czuwa nad nami wszystkimi; jeśli się schronimy pod Jej płaszcz, nic złego nie będzie się mogło zdarzyć – to Ona zetrze głowę Szatana.

Chcę też podziękować Bogu – Stwórcy naszemu, który wszystko ożywia i posyła nas do służby, Jezusowi Chrystusowi, który nas zbawił, oraz Duchowi Świętemu, który daje nam poznać całą prawdę – niech będzie Mu chwała i cześć!

Leszek

[link widoczny dla zalogowanych]


Do odsłuchania tu: (ale jest to nagranie z późniejszego okresu bo słyszymy jak mówi, że ma 42 lata i jest ojcem piątki dzieci

Leszek Dokowicz - Życie - Nawrócenie - Życie
(...)
https://www.youtube.com/watch?v=3mANX1k4fcU


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Śro 12:28, 15 Lis 2017, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
MiKaEl
Użytkownik


Dołączył: 30 Lis 2008
Posty: 91 Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 18:17, 16 Gru 2008 Powrót do góry

Cytat:
Musiałem nadrobić wiele lat zmarnowanego czasu, nauczyć się czytać Pismo Święte, poznawać drogi Pana, chodzić za Nim. Dziś z przyjaciółmi, których Bóg postawił na mojej drodze, staram się przez media odnajdywać drogi nowej ewangelizacji. Staramy się znaleźć język, który przemówi do ludzi, pokazać największe skarby Kościoła, by ratować tych, którzy toną. (...)


Wielu tonie , każdy inaczej , nie każdy wie
- czy można koło ratunkowe rzucić tak wielu
- w jaki sposób uświadomić sobie (komuś ) , że tonę .
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 31662 Przeczytał: 277 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 21:50, 16 Gru 2008 Powrót do góry

MiKaEl napisał:

Wielu tonie , każdy inaczej , nie każdy wie
- czy można koło ratunkowe rzucić tak wielu
- w jaki sposób uświadomić sobie (komuś ) , że tonę .


Tak! wielu tonie i najgorsze, że wielu albo bardzo wielu nie zdają sobie z tego sprawy, a wielu mówi i poddaje się strasznej rozpaczy, że dla nich już nie ma ratunku Jedynym, właściwym wg. mnie rozwiązaniem jest modlitwa, własnie za grzeszników, ( tych których nawet nie znamy ), za ludzi uwikłanych w różne zniewolenia, nałogi. Modlitwa to takie gromadzenie kapitału u Pana Boga , który z procentem Bożym ( tak nie fachowo się wyrażam ), może właśnie dokonać cuda, że ktoś zawoła "Boże ratuj!"

I tak pomyśleć to ta nasza, wolna wola to kłopotliwy dar od Pana Boga.

Roman Brandstaetter w książce "Jezus z Nazaretu" pisał:

"Pan sam ukochał okrężne drogi i wielokrotnie sam trafia do człowieka, krzywiznami, zakosami, a niekiedy kamienistym bezdrożem"


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Śro 13:26, 15 Lis 2017, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 31662 Przeczytał: 277 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 10:35, 27 Lip 2010 Powrót do góry

Polecam ciekawy wywiad z Leszkiem Dokowiczem, nie jest to najnowszy wywiad, bo sprzed dwóch lat, dotyczy muzyki techno, wywiad który został zamieszczony w charyzmatycznym piśmie Szum z Nieba nr 87/2008. Można go przeczytać na rożnych stronach w internecie, ja podaję za:

Techno pułapki – Leszek Dokowicz o świecie muzyki techno
(...)
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Śro 13:16, 15 Lis 2017, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 31662 Przeczytał: 277 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 13:09, 15 Lis 2017 Powrót do góry

Trzeba odświeżyć wątek, bo ostatnio czytałam o ewangelizacji z muzyka techno.

Baza centrum - Ewangelizacjia w rytmie techno

[link widoczny dla zalogowanych]

W niedzielę 12-11 zakończyła się impreza pod tytułem Baza Centrum. Jest to wydarzenie skierowane do młodych chrześcijan mające na celu rozpalenie w nich wiary i gorliwości tak bardzo potrzebnej w dzisiejszych czasach.

Nie będę tu opisywał wydarzenia od strony treści przekazu gdyż nie ma udostępnianych konferencji ani nabożeństw z tego wydarzenia , a jako że jest to wydarzenie protestanckie jest pozbawione pełni prawdy wiary.

Chciałbym zwrócić uwagę na jedną z form muzycznych która jest obecna na B.C. oraz na pewien komentarz pastora Andrzeja Stepanowa, który ogromnym propagatorem tego wydarzenia.
(...)

całość tu:
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Pią 14:04, 17 Lis 2017, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 31662 Przeczytał: 277 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 14:01, 17 Lis 2017 Powrót do góry

Trzeba sobie jasno odpowiedzieć, że Pan Leszek Dokowicz jest propagatorem charyzmatyzmu. Poniżej cytat z artykułu: "Religia potrzebuje rozumu", który daje odpowiedź na pewne sprawy szerzone w tym ruchu:

Cytat:
W jakich okolicznościach ta nowa reli­gijność pojawiła się w Polsce?

Cezurę można wskazać dokładnie. Jest nią rok 2007. To wtedy pewna grupa du­chownych i świeclcich - niektórych znam osobiście - zaczęła wprowadzać w życie program „duchowego przebudzenia" Pol­ski. To „duchowe przebudzenie" naszego narodu uznano za warunek konieczny od­nowy chrześcijaństwa w Europie i na całym świecie. Do mesjanistycznego dzieła „przebudze­nia" Polski zaproszono charyzmatycznych kaznodziejów z innych kontynentów. W konsekwencji od 2007 r. przyjeżdżają do naszego kraju charyzmatyczni księża z Afryki, Azji oraz Ameryki Południowej: Antonello Cadeddu, Enrico Porcu, John Ba­shobora, James Manjackal, Jose Maniparam­bil itd. Spotkania z tymi księżmi, organizo­wane często dla tysięcy polskich katolików, zmieniły w znacznym stopniu naszą religij­ność.

W jaki sposób?

Wyraźnym przykładem pentekostalizacji polskiego katolicyzmu jest tzw. spowiedź furtkowa. W marcu Episkopat wydał spe­cjalny dekret zakazujący tych dziwnych praktyk religijnych. Niestety, w ostatnich latach koncepcją furtek złego ducha zarażo­no kilka milionów katolików w Polsce. Po­trzeba teraz wielu lat ogromnej pracy, żeby oczyścić sumienia i psychikę milionów lu­dzi - księży i świeckich.

Z kolei w tym miesiącu biskupi skry­tykowali inną koncepcję, zyskującą zwolenników w pewnych kręgach katolickich. Chodzi o tzw. grzech międzypokoleniowy.

Obie te idee powstały jako wynik połącze­nia dwóch zjawisk. Po pierwsze, na począt­ku lat 90. XX w. liderzy zielonoświątkowi zaczęli promować w Polsce koncepcję tzw. zagrożeń duchowych. To błędne naucza­nie było często bezkrytycznie przyjmowa­ne w katolickich ruchach religijnych. Jego istotą było przekonanie, że zły duch może się dostać do naszego życia choćby dlatego, że słuchamy określonych zespołów rocko­wych, nosimy pewne stroje itp.
Po drugie, w ostatnich latach polscy twór­cy „furtek złego ducha" dodali do koncep­cji zagrożeń duchowych elementy afrykań­skiej antropologii i kosmologii. Uprasz­czając, można powiedzieć, że antropologia części Afryki zbudowana jest na przekona­niu, iż wolność człowieka jest o graniczona. Prawie wszystko zależy od walki dobrych i złych duchów o nasze życie. Jeśli mam ko­chającą żonę, grzeczne dzieci i przynoszącą profity pracę, to znaczy, że sprzyjają mi do­bre duchy. Jeśli zaś mam kłopoty w rodzi­nie, straciłem pracę albo moja ziemia nie przynosi plonów - to znaczy, że złe duchy uwzięły się na mnie i moją rodzinę. I że mu­szę się wyzwolić z ich władania. W związku z tym powinienem pójść doszamana, który uwalniając mnie - sprawi, że znowu będę miał szczęście, radość i zdrowie.

http://www.traditia.fora.pl/nowa-wiosna-kosciola-posoborowego,31/ks-prof-a-kobylinski-religia-potrzebuje-rozumu,14208.html#68942




Poniżej z innego opracowania ks. Kobylińskiego:

Cytat:
"(...) Drugim elementem, wyróżniającym polski nurt pentekostalny, jest swego rodzaju mesjanizm narodowy, tzn. przekonanie, że chrześcijaństwo w Polsce – po przeżyciu tzw. przebudzenia charyzmatycznego – ma do odegrania ważną dziejową misję w stosunku do całego świata. Tego rodzaju przekonanie pojawia się w bardzo wielu wypowiedziach duchownych i świeckich liderów charyzmatycznych. Jednym z bardzo znamiennych przykładów takiego myślenia jest wypowiedź Lecha Dokowicza, reżysera i producenta filmowego, który stanowi ważny punkt odniesienia w polskich środowiskach penktekostalnych.

W jednym z wywiadów współtwórca flmu Duch został zapytany o to, czego szukają nad Wisłą tacy kaznodzieje charyzmatyczni, jak James Manjackal i Rufus Pereira z Indii, Antonello Cadeddu z Brazylii czy John Bashobora z Ugandy, którzy w ostatnich latach gromadzą na swoich spotkaniach w naszym kraju dziesiątki tysięcy ludzi?

„Oni niczego nie szukają – odpowiada Lech Dokowicz. Oni przynoszą. To są prorocy, apostołowie, których Pan posyła, aby przebudzić nasz kraj. Według słów niektórych z nich, Pan Bóg rozpoczyna reewangelizację świata na różnych kontynentach od pojedynczych krajów. Od Polski ma się rozpocząć reewangelizacja Europy. Ale jest to zadanie warunkowe. Aby Polska mogła stać się światłem dla naszego kontynentu, Polacy muszą najpierw powrócić do gorącej wiary naszych ojców. Dlatego Pan Bóg z krańców świata posyła do nas ludzi posługujących w Jego mocy, aby kładąc ręce, przebudzili i umocnili tych, którzy przygotują nasz kraj do tego zadania” 34.

Strona 20-21 lub druga numeracja tam podana to 112-113.

[link widoczny dla zalogowanych]



O filmie "Duch" Leszka Dokowicza jest tu:
(...)
http://www.traditia.fora.pl/nowa-wiosna-kosciola-posoborowego,31/podobno-ducha-nie-widac-a-jednak,2237.html#8901



Do wysłuchania!

„Pentekostalizacja, złe duchy i egzorcyzmy. Nowe zjawiska religijne w Polsce i na świecie” - referat ks. dr hab. Andrzeja Kobylińskiego wygłoszony 23 września 2017 r. w Drohiczynie w ramach Dnia Pastoralnego.


[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Teresa dnia Pon 19:04, 30 Lip 2018, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 31662 Przeczytał: 277 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 22:50, 17 Lis 2017 Powrót do góry

Bardzo ciekawy wykład! co się dzieje! Ta końcówka to faktycznie wgniata w fotel.

"Kim są ci nowi prorocy przysłani do nas przez Pana Boga? To są bardzo popularni z Przymierza Miłosierdzia, o. Antonello Cadeddu, o. Henrique Porcu, znani Państwu. Czy ktoś sprawdzał skąd oni są? Ktoś pomoże? No bo mówi się w Polsce, ze z Brazylii z Sao Paulo i wycina się ich życiorys na poziomie roku 2000. Oddziałują na kilkaset ludzi w Polsce. To jest proszę Państwa owszem, Wspólnota Miłosierdzia w roku 2000, ale wcześniej to jest Wspólnota Misyjna z Gil.... pod Wenecją, gdzie akurat bywam od 25 lat w diecezji Concordia-Pordenone między Triestem a Wenecją, i znam tę Wspólnotę, w której byli ci dwaj księża włoscy, wcale nie Brazylijczycy, i znam - przepraszam za słowo - te wszystkie dziwne rzeczy praktykowane przez tę Wspólnotę w latach 80 - XX wieku i 90 i to się stało problemem dla księży biskupów w Triescie, Wenecji Pordenone i w seminariach tamtejszych, to były wojny z powodu tych różnych praktyk, spoczynków w Duchu, egzorcyzmów ... To co ci księża teraz w Polsce robią z naszymi dziećmi, z naszą młodzieżą, nikt nie pyta skąd to jest w ogóle wzięte, to są rzeczy które we Włoszech były przedmiotem kontrowersji, ale 30 lat temu! W Polsce nie znajdą Państwo jednego artykułu, który by pokazywał cele tych metod i drogę życiowa tych dwóch księży, którzy są w Polsce przedstawiani jako wysłannicy Pana Boga, aby nawrócić nasz naród."

... od tego miejsca powyższe słyszymy:

https://youtu.be/eOJIEFtqXUE?t=2899


Panie Dokowicz, sprawdził Pan "proroków"? Mówił pan w wywiadzie: "To są prorocy, apostołowie, których Pan posyła, aby przebudzić nasz kraj."
Zobacz profil autora
Teresa
Administrator


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 31662 Przeczytał: 277 tematów

Skąd: z tej łez doliny
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 12:04, 19 Lis 2017 Powrót do góry

Poniżej dwa skany dotyczące diabła i muzyki. Książka pt. "Ludzie, Demony, Egzorcyzmy" - autor: ks. Proja Giovanni Battista. Inny fragment z książki zamieszczony tu:

http://www.traditia.fora.pl/pytania,59/brat-elia-z-wloch,14466.html#76835


Diabeł i muzyka

[link widoczny dla zalogowanych] [link widoczny dla zalogowanych]

Czy wszystkiemu winna jest muzyka? czy to rock czy techno? Dla mnie osobiście jest to muzyka bez wartości i takiej nie słucham. Co jest zagrożeniem? Poniżej zacytuję fragment też z tej książki:

Grzechy

Każdy grzech śmiertelny jest obrzydliwy w obliczu Boga. O ile demon się spostrzeże (nie dostrzega bowiem wszystkich grzechów), grzech może przyciągnąć jego agresję, ponieważ dusza jest pozbawiona obrony łaski Bożej. Gorzej jest, gdy ktoś znajduje się w stanie grzechu z własnego wyboru i świadomie decyduje się na prowadzenie życia, które znajduje się w "grupie ryzyka". Pośród różnych grzechów ciężkich są pewne przewinienia wręcz "stworzone" dla demona, a zatem przez niego preferowane. Są to cztery grzechy: pycha, nienawiść, nieczystość, bluźnierstwo.


Dalej jest rozwinięcie tych grzechów i może mały fragmencik z grzechów nieczystości:

"(...) Demon bardzo dobrze wie, że uległość pokusom seksualnym prowadzi człowieka na wieczne potępienie, dlatego używa każdej sztuczki, żeby unikać zrodzenia się skruchy w człowieku i oddania się miłosierdziu Boga.

Wśród grzechów związanych z seksualnością głównie podkreśla się:
a) wykorzystywanie sytuacji i prowokowanie do nich;
b) profanowanie okresu narzeczeństwa;
c) używanie przez małżonków środków antykoncepcyjnych;
d) rozbijanie małżeństwa i ustanawianie nowych związków pseudomałżeńskich;
e) homoseksualizm, który w sposób istotny burzy porządek ustanowiony przez Boga - jest zatem celem najbardziej pożądanym przez demona.

Pojedyncze potknięcia mogą zostać łatwo naprawione, tak jak każdy inny grzech, podczas gdy stałe poddawanie się tego rodzaju pokusom generuje poważne problemy psychiczne, chociaż zawsze powinno się mieć nadzieję w miłosierdziu Boga. O wiele trudniejsza jest poprawa, gdy słyszy się opinie faworyzujące ten nieporządek, rozpowszechniane przez współpracowników (świadomych lub nie) Szatan."

Dalej autor pisze o Bogu i mamonie, o żądzy pieniądza, gdzie wszelkie pogrążanie się w świecie mamony jest sprzeczne z Królestwem Boga , zarówno dla poszczególnego człowieka, jak i dla społeczności. Także uważam, że nie muzyka, taka czy inna jest przyczyną, ale GRZECH! Ale łatwiej jest wiele przypisywać innym sprawom, jak sobie samemu i to dotyczy każdego z nas.
Zobacz profil autora
Musashi
Użytkownik


Dołączył: 11 Gru 2010
Posty: 22 Przeczytał: 0 tematów


Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 17:42, 21 Lis 2017 Powrót do góry

Z Dokowiczem bym uważał. Nie twierdzę że nie można się uzależnić od techno bo można od byle czego ale opowiadanie o swoich subiektywnych odczuciach jak o prawdach objawionych to gruba przesada. Jeszcze wszędzie sataniści i archanioł Michał i inne takie opowieści dziwnej treści. Czemu zaraz to co się wydawało Dokowiczowi ma być wiążące dla innych? Może widział może nie widział a może mu się śniło albo miał jakiś epizod psychiatryczny. Możliwe też że się ujarał. Co by nie powiedzieć to jego i tylko jego prywatne odczucia.

Odnośnie jego wizji satanistycznego techno to może taki komentarz "na początku lat 90. XX w. liderzy zielonoświątkowi zaczęli promować w Polsce koncepcję tzw. zagrożeń duchowych. To błędne nauczanie było często bezkrytycznie przyjmowane w katolickich ruchach religijnych. Jego istotą było przekonanie, że zły duch może się dostać do naszego życia choćby dlatego, że słuchamy określonych zespołów rockowych, nosimy pewne stroje itp. Po drugie, w ostatnich latach polscy twórcy „furtek złego ducha" dodali do koncepcji zagrożeń duchowych elementy afrykańskiej antropologii i kosmologii.

http://www.traditia.fora.pl/nowa-wiosna-kosciola-posoborowego,31/ks-prof-a-kobylinski-religia-potrzebuje-rozumu,14208.html#68942
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)